Czy tak miało być?

Tak miało być?

Będąc niedawno na szkoleniu, podzieliłam się z kimś błędem, który popełniłam w swojej pracy. Błąd, na szczęście, nie miał bardzo daleko idących konsekwencji. Ale mógł, dlatego zastanawiałam się intensywnie, co można było zrobić inaczej, na co nie zwróciłam uwagi i jak mogę dalej rozegrać sytuację. Nie robiłam ze sprawy dramatu, ale jasno nazwałam swój błąd błędem, traktując sprawę z adekwatną, w moim odczuciu, powagą. Osoba, której to opowiadałam w pewnym momencie powiedziała „nie przejmuj się, może tak miało być”. Zrozumiałam, że jej intencją było wsparcie mnie, ale zareagowałam irytacją. Zastanowiło mnie to potem i zaczęłam obserwować w jakich sytuacjach ludzie używają tego sformułowania i jakie ma ono funkcje.

Wróćmy jeszcze do tamtej sytuacji. Dlaczego zirytowało mnie to „tak miało być”? Bo odebrałam to jako próbę zbagatelizowania sprawy. Tak miało być może oznaczać – to nie od Ciebie zależało, to jakaś wyższa siła zadecydowała, że tak ma być. Nie zastanawiaj się nad swoimi czynami i ich konsekwencjami, bo i tak jak coś ma być, to będzie. Nie myśl o swoim działaniu jako o błędzie, bo z pewnością wyniknie z tego coś dobrego. Zdejmujemy z Ciebie odpowiedzialność.

Tak miało być, wzruszam ramionami i idę dalej.

Odsuwam od siebie nieprzyjemne emocje związane z błędem, porażką, utratą, mniejszą lub większą katastrofą. Nie chcę czuć odpowiedzialności, żalu, zawodu, krytyki. Opada stres, napięcie, można odpuścić i dać się rzeczom dziać.

A co jeśli robię coś, co wiąże się z bardzo dużą odpowiedzialnością? Czy faktycznie wszystko jest dobrze, niezależnie od tego, co zrobię? Stało się i już? Może to, co robię ma jednak jakieś znaczenie. Jest ważne. Wpływa na życie moje i innych. Warto byłoby przyjrzeć się związkom przyczynowo skutkowym dotyczących własnych działań. Zbyt szybkie uznanie, że tak miało być ucina tego rodzaju rozważania.

Co to w ogóle znaczy, że tak miało być? Skąd wiemy, że miało? A może nie miało? Jakie to ma znaczenie – miało, nie miało, musiało czy nie musiało? Coś się wydarzyło i jest to pewien fakt. Fakt ten ma swoje konsekwencje, z którymi, jakiekolwiek by nie były, trzeba się zmierzyć.

Znam pewnego człowieka, który ciągle planuje zmiany w życiu. Chciałby funkcjonować inaczej niż do tej pory. Próbuje, nie jest to łatwy proces. Gdy mierzy się z tym, że coś mu się nie udało, plan nie wypalił czy nie jest gotowy jeszcze na jakąś zmianę, często mówi „tak miało być”. Ma to jasną i ciemną stronę. Jasną jest to, że dzięki temu jest w stanie mimo wszystko iść jakoś do przodu. Inaczej pewnie zapadłby się pod ciężarem samokrytyki, która i tak jest bardzo silna i destrukcyjna w jego przypadku. Z drugiej strony – mówiąc w ten sposób odwleka konfrontację z wieloma sprawami, zawija się w bezpieczny kokon status quo i udaje przed samym sobą, że odpowiada mu to, jak jest.

Oczywiście nie kontrolujemy wszystkiego, nie na wszystko mamy wpływ, a czasu nie da się cofnąć. Zadręczanie się bez końca czymś, co się już wydarzyło, jest jałowe. Odpuszczenie pozwala nie zawiesić się na poczuciu porażki, dając możliwość wyciągnięcia jakichś wniosków i pogodzenia się z zaistniałą sytuacją. Tzw. pozytywne przeramowanie pomaga często wyjść z czarnej dziury rozpaczy, obwiniania siebie i poczucia katastrofy.

Zdarza się też tak, że po pewnym czasie, trudne wydarzenia okazują się „błogosławieństwem w przebraniu”, na dłuższą metę niosąc pozytywne skutki. W psychologii znane jest zjawisko tzw. wzrostu potraumatycznego, polegającego na rozwoju i wzrostu wewnętrznej siły pod wpływem trudnych przeżyć. Ale trzeba być ostrożnym, żeby nie umniejszać tym samym całego cierpienia, które temu procesowi towarzyszy(ło). Zbyt szybkie powiedzenie komuś „tak miało być” może stać się próbą anulowania jego aktualnego bolesnego doświadczenia (pisałam kiedyś o innej wersji tego samego pt. „inni mają gorzej”). A czasem trudne przeżycia pozostają trudnymi przeżyciami, a dramaty – dramatami i temu aspektowi życia też należy się szacunek.

Życie jest zagadkowe. Myślę, że jesteśmy za mali, żeby objąć całą jego złożoność i że jest jakaś tajemnica w tym, jak różne sprawy się układają, w splotach okoliczności i temu podobnych. Nie jesteśmy też w stanie przewidzieć całkowicie co będzie dalej, co będzie jutro, co z tego wyniknie. Wiara w to, że z najgorszej nawet sytuacji da się wyjść realnie pomaga przetrwać i często dodaje sił. Powiedzenie tak miało być może być ostatnią deską ratunku nadającą jakikolwiek sens temu, co się wydarza. Może być próbą objęcia tej ogromnej złożoności świata i formą ochrony przed jego nieprzewidywalnością. Bywa to bardzo potrzebne. Jednak my sami nie jesteśmy bez wpływu na własne życie, nie warto zbyt szybko odcinać się od niego.

 

 

jak być uważnym

Kilka prostych sposobów na rozwijanie uważności

Żyjąc w ciągłym pośpiechu mamy wciąż wrażenie, że jest za mało czasu. Za mało na to, za mało na tamto, na czytanie, na relaks, na spotkania, na rozwijanie zainteresowań, na ćwiczenia czy na medytowanie. Z jednej strony – często „nie mam czasu” bywa dobrą i całkiem racjonalną wymówką. Bo czyż magicznie nie znajduje się czas na rzeczy, na których naprawdę nam zależy? Albo na odwrót – jakoś mamy czas na pierdoły ten czas zjadające? Z drugiej strony, przeraża zazwyczaj poczucie, że na te wszystkie sprawy potrzebujemy nie wiadomo ile czasu. A często można osiągnąć wiele dzięki małym, ale systematycznie wykonywanym krokom. Podobnie jest z medytacją czy treningiem uważności. Można zacząć wprowadzać istotne zmiany dzięki budowaniu drobnych nawyków, a efekty mogą być naprawdę zaskakujące. Dlatego chciałam się z Wami podzielić kilkoma prostymi sposobami, dzięki którym możemy rozwijać uważność.

1. Zatrzymaj się nad jedną chwilą

Ile to jest jedna chwila? Powiedzmy, że jeden oddech. Mniej już się nie da… Jeden oddech, wdech i wydech, tylko tyle. Ale to moment, w którym świadomie kierujesz swoją uwagę i obejmujesz obecną chwilę. Możesz przy okazji zauważyć co się dzieje – gdzie jesteś, co jest w około, co odczuwasz. Ale podstawą jest ten jeden oddech i bycie z tym, co jest. Pomocne może być wybranie sobie jakiegoś sygnału przypominającego o momencie uważności. Czerwone światło na skrzyżowaniu. Spojrzenie na zegarek. Wychodzenie z domu czy pracy. Zestresowana myśl.

2. Weź uważnie pierwszy kęs

Zjedzenie całego posiłku w uważny sposób to już wyższa szkoła jazdy, ale ten pierwszy kęs, czy dwa już łatwiej. Poczuj smak i zapach jedzenia, poczuj jego strukturę i konsystencję. Pomyśl przy okazji o wszystkich ludziach, dzięki którym to jedzenie jest przed tobą i podziękuj im. Dzięki temu poczujesz się częścią większej całości.

3. Pięć zmysłów

W ciągu dnia zauważ pięć rzeczy, których doświadczasz swoimi zmysłami. To mogą być najprostsze rzeczy, takie jak zobaczenie drzewa za oknem, smak porannej kawy, dźwięk psich łap na podłodze, zapach ulicy czy faktura płaszcza, który zakładasz. Nie chodzi o to, by doświadczać niezwykłych rzeczy, ale by zauważać te zwykłe, które zazwyczaj umykają niezauważone.

4. Uważnie wykonaj codzienną czynność

Zazwyczaj, gdy wykonujemy powtarzalne czynności, nasz umysł zajmuje się tysiącem innych rzeczy. A gdyby spróbować zrobić jedną z nich w pełnej uważności? Jeśli od razu myślisz sobie, że to strata czasu, bo przecież można przy okazji zrobić „tyle innych rzeczy” w głowie, to tym bardziej spróbuj. Może w pogoni za „więcej, szybciej, nie marnując czasu” tracisz doświadczenie tego, co po prostu jest? To może być zmywanie, odkurzanie, mycie zębów, spacer z psem czy przygotowywanie posiłku. Jest to też dobra okazja do zobaczenia, co tak naprawdę robi w takich momentach nasz umysł, dokąd biega i czy faktycznie jest to sensowna bieganina.

5. Zauważ swoje ciało

Tutaj również można wykorzystać sygnały-skojarzenia. Siedząc przy komputerze np. za każdym razem, gdy sprawdzasz pocztę, sprawdź rownież stan swojego ciała. Siedząc, idąc, jadąc samochodem czy autobusem, od czasu do czasu rób krótki wewnętrzny raport – gdzie jestem i jak jestem. Po pewnym czasie robi się z tego bardzo zdrowy nawyk, bo pozwala zauważać spięcia i rozluźniać ciało, zanim zrobi się tak sztywne, że dopiero silny ból spowoduje jakąś reakcję.

6. Zauważ drugiego człowieka

Codziennie kontaktujemy się z wieloma osobami. Są to bliscy i nieznajomi, z którymi krzyżują się nasze drogi. Zauważ to. Zwróć uwagę na osobę, którą mijasz i miej świadomość, że to drugi człowiek, taki jak ty, ze swoimi troskami, kłopotami i radościami. Zwróć uwagę na osobę, z którą żyjesz i pomyśl to samo. Na moment przyjrzyj się czyjejś twarzy, gestom, ruchom i pomyśl jak wyjątkowe są. Zainteresuj się nimi, z otwartością i bez konieczności interpretacji czy wyciągania wniosków.

Zobacz też: http://www.pocketmindfulness.com/6-mindfulness-exercises-you-can-try-today/

mnich w metrze

Współczucie wobec siebie w praktyce

Zauważyłam, że przerwy w pisaniu mają to do siebie, że im dłużej nic nie zostaje napisane, tym trudniej potem wrócić. Im trudniej wrócić, tym głośniejszy krytyczny głos w głowie, jednocześnie wkurzający się na brak aktywności jak i negatywnie oceniający wszelkie pojawiające się nowe pomysły. Stwierdziłam więc, że temat współczucia wobec samego siebie, będzie dobry na początek po długiej przerwie. Sprawdzam na własnej skórze, czy działa i pomaga podjąć działanie. Przeglądając materiały Kristin Neff, o której pisałam w poprzednim artykule na ten temat, znalazłam kilka pytań, które skłaniają do refleksji nad własnym poziomem współczucia oraz parę ćwiczeń, mogących wspierać rozwój tej umiejętności. Continue Reading

blog psychologiczny - współczucie wobec siebie

Współczucie wobec samego siebie

Życie wcale nie jest proste. Każdy z nas natrafia na różne przeszkody i trudności. Materialne, społeczne, relacyjne, duchowe, psychologiczne. Gdy do tego wszystkiego dołożymy pęd do doskonalenia się, do więcej, bardziej, lepiej, robi się jeszcze gorzej. Nasi wewnętrzni Krytycy rosną w siłę, zasilani wymaganiami z zewnątrz. Jak znaleźć równowagę? Jak rosnąć nie dołując się, gdy coś nie wyjdzie, jak rozwijać swoje umiejętności, nie wpędzając się w depresję, że wciąż za mało i za słabo?

Continue Reading

Wszystko ma swój czas

Przyszła wiosna. Świat budzi się do życia, energia przepływa szybciej, soki zaczynają krążyć. Wiosna i praca wewnętrzna przypomniały mi o mądrości jaką niesie z sobą przyroda. W przyrodzie wszystko nastaje w odpowiednim czasie. Są pewne wahania, czasem zima jest dłuższa, czasem ostrzejsza, czasem bardziej łagodna, ale kolejność pewnych wydarzeń jest zachowana. Zimą wszystko się wycisza, chowa, zamiera. Energia życiowa zatrzymana zostaje wewnątrz, w niektórych przypadkach bardzo dosłownie – drzewa wyglądają jak martwe, niektóre gatunki zwierząt hibernują, inne zapadają w głęboki sen. Continue Reading

Pierwszy dzień reszty Twojego życia

To pierwszy dzień reszty Twojego życia. Dość utarty frazes, prawda? Ale jak często zdarza się nam zastanowić nad głębią jego znaczenia? Mi osobiście – nieszczególnie często. Mam wrażenie, że czasem pewnych słów, zdań, dotykamy jedynie po werbalnej powierzchni, opierając się na szczątkowej pamięci ich znaczenia, nie docierając głębszych warstw. Nie przenosząc znaczeń w sferę doświadczania i doświadczeń.

Pozwolę więc sobie na niezbyt obszerne rozważania na temat tego, co może oznaczać, że każdy dzień jest pierwszym dniem reszty Twojego/mojego/naszego życia, ale z zastrzeżeniem, że można siedzieć i rozmyślać, ale póki nie dotkniemy tego miejsca wewnątrz nas, które wywołuje działanie, to niewiele się zmieni. Ciągle muszę sobie to przypominać.

No to co z tym pierwszym dniem?

Po pierwsze, wszystko można zacząć właśnie w tej chwili. Nie ma co planować, że coś zacznę robić czy zmieniać od jutra, od poniedziałku czy od przyszłego miesiąca. Nie ma co wyczekiwać na magiczne daty, Nowy Rok, i temu podobne. Pewnie, że niektóre sprawy można wykonać tylko w określonym momencie, ale mentalne nastawienie nie potrzebuje zewnętrznych okoliczności, tylko wewnętrznej decyzji. Zawsze można zrobić nawet najmniejszy krok już teraz. Bo nie ma na co czekać. Każdy moment jest dobry, każde teraz jest świeże. A jeśli teraz nie podejmujesz decyzji o zmianie, to albo w głębi tak naprawdę jej nie potrzebujesz, nie jesteś na nią gotowy, nie chcesz jej wcale albo większe korzyści osiągasz utrzymując status quo.

Druga rzecz, to kwestia mijającego czasu. Nie ma co czekać, bo nie wiadomo ile czasu jeszcze nam  pozostało, a każdy kolejny dzień mija bezpowrotnie. Na co dzień nie myślimy o tym, nie zdajemy sobie z tego sprawy. Pewna młoda kobieta powiedziała mi niedawno, że bardzo długo czekała na moment, kiedy w końcu będzie mogła być szczęśliwa, snuła marzenia o robieniu różnych rzeczy, ale odkładała działania na potem, na później, na kiedyś. Aż któregoś dnia okazało się, że jest poważnie chora i pewnych rzeczy już nigdy nie będzie mogła zrobić. Trudno jest jej pożegnać się z pewnymi marzeniami, ale zaczyna zdawać sobie sprawę, że odkładanie na później właśnie tak się kończy i może czas zacząć żyć, tak jak by chciała, z tym, co jeszcze jej pozostało.
Dziś jest pierwszym dniem reszty Twojego życia. Masz ten dzień i nie wiesz ile jeszcze ich zostało. I nigdy nie jest za późno, by cokolwiek zacząć.

Gdy te słowa pozostają tylko na powierzchni intelektualnej, mogą brzmieć jak puste frazesy. Na co dzień i tak wygrywają z nimi nawyki, słabości, drobiazgi walczące o uwagę, poczucie niemocy, demony bezsensu, bezrefleksyjny autopilot czy wciągające ciemne myśli. Jednak, gdy dopuścimy tę myśl głębiej, nie pozwolimy jej ulecieć przy najlżejszym podmuchu codzienności, to może przełoży się to na lepsze zajęcie się swoim życiem. Ja osobiście mam ogromną potrzebę zapamiętać to sobie raz na zawsze i traktować każdy nowy dzień jak świeżutki początek, z którym mogę zrobić bardzo wiele. Do tego jeszcze trzeba wiedzieć *co* sensownego i znaczącego z tymi dniami robić, ale to już bajka na inny dzień…

Creative Commons License photo credit: kabils

bezwarunkowa radość

Bezwarunkowa radość

 Dziś rano w końcu postanowiłam coś napisać na stronę, miałam nawet pomysł co by to mogło być. Ale nie wychodziło, co rusz zajmowało mnie coś innego. I tak do wieczora. Aż w pewnym momencie, dosłownie kilka minut temu, poczułam jak spływa na mnie informacja o czym mam dziś napisać. To tak, jakby malutkie sygnały kumulowały się i zbierały, aż przekroczyły próg mojej świadomości i połączyłam mentalne kropki. Koniec wstępów, dziś będzie o bezwarunkowej radości.

Ale co tu pisać o radości, radość trzeba przeżywać 🙂 Continue Reading

Na wewnętrzne ukojenie – mantry

Poczułam ostatnio potrzebę posłuchania jakichś mantr, które pozwoliłyby trochę wyciszyć i ukoić umysł. Proście, a będzie wam dane, dostałam kilka dobrych linków na YouTube, ale największe wrażenie zrobiły na mnie wykonania niejakiego Vyanah. Człowiek ten pochodzi z Holandii, więc nie są to oryginalne wykonania klasztorne, ale nic nie szkodzi. Ujął mnie głosem i muzyczną oprawą utworów, a może po prostu – dobrze mi robi ich słuchanie. Możecie posłuchać sami za pomocą odtwarzacza poniżej (można też ściągnąć pliki mp3), jeśli nie macie zainstalowanego flasha, to możecie też zajrzeć na jego kanał YouTube. A pod odtwarzaczem kilka słów na temat każdej z mantr.



Band website builder

Continue Reading