inni mają gorzej

Inni mają gorzej

Jedna z czytelniczek zadała mi swego czasu pytanie o pewien dość popularny sposób na pocieszanie innych ludzi. Polega on na stwierdzeniu, że „inni mają gorzej”. Czytelniczka była wręcz zaskoczona jak źle się poczuła, słysząc coś takiego i zaciekawił ją ten mechanizm.
W założeniu oczywiście, takie stwierdzenie ma na celu pokazanie cierpiącej osobie, że tak naprawdę wcale nie jest tak źle, bo są sytuacje, w których mogłoby być jeszcze trudniej. Trzeba docenić to, co jest, bo używając innego punktu odniesienie wcale nie jest tak źle. Nie ma co się wkurzać, że przypalił się obiad, bo w końcu jest wiele miejsc na Ziemi, gdzie ludzie nie mają co włożyć do garnka… Continue Reading

bezwarunkowa radość

Bezwarunkowa radość

 Dziś rano w końcu postanowiłam coś napisać na stronę, miałam nawet pomysł co by to mogło być. Ale nie wychodziło, co rusz zajmowało mnie coś innego. I tak do wieczora. Aż w pewnym momencie, dosłownie kilka minut temu, poczułam jak spływa na mnie informacja o czym mam dziś napisać. To tak, jakby malutkie sygnały kumulowały się i zbierały, aż przekroczyły próg mojej świadomości i połączyłam mentalne kropki. Koniec wstępów, dziś będzie o bezwarunkowej radości.

Ale co tu pisać o radości, radość trzeba przeżywać 🙂 Continue Reading

Postanowienia noworoczne

Postanowienia noworoczne

Postanowienia noworoczneWiększość z nas zrobiła kiedyś jakieś postanowienia noworoczne. Mniej lub bardziej określone, zapisane lub tylko wypowiedziane w myślach, potraktowane lekko lub bardzo serio. Niestety najczęściej nasze postanowienia noworoczne są tak trwałe jak fajerwerki na niebie. Ekscytujemy się nimi, ale szybko o nich zapominamy. Dlaczego tak się dzieje? Continue Reading

chaos myśli

Kiedy życie przynosi zamęt

Jestem przekonana o tym, że życie jest dla nas wspaniałą możliwością do rozwoju i nauki. Niektórzy idą nawet dalej, mówiąc, że życie to jedna wielka lekcja. Inni, jak Neal Walsh, uważają, że wręcz przeciwnie, życie wcale nie jest lekcją, którą mamy odrabiać, za to jest świetną okazją do poznania naszej prawdziwej natury. Jeszcze inni twierdzą, że życie jest tym, czym chcemy, żeby było. Jeśli spodziewamy się lekcji, dostaniemy lekcje, jeśli spodziewamy się miłej i przyjemnej ziemskiej podróży,  to też otrzymamy.

Nasze życiowe doświadczenia przybierają przeróżne formy, czasem są wyzwaniami stawianymi wprost, czasem życie delikatnie nas popycha w jakimś kierunku, a czasem…czasem wszystko trzęsie się, zmienia, wymyka spod kontroli i poddajemy w wątpliwość jakąkolwiek sensowność danych wydarzeń. Mamy poczucie, że to zbyt wiele jak na jednego człowieka, pojawia się lęk. Pema Cziendryn pisze:

Lęk jest powszechnym doświadczeniem, doznają go nawet najmniejsze istoty. Miękkie ciała morskich stworzeń pozostające na morskim brzegu po odpływie instynktownie kurczą się pod dotknięciem naszych palców. Wszystko, co żyje, podobnie reaguje na zagrożenie. Odczuwać lęk w obliczu nieznanego nie jest zatem rzeczą niezwykłą. To nieodłączny aspekt życia czujących istot, wspólny nam wszystkim. Lękiem reagujemy na samotność, śmierć lub utratę poczucia bezpieczeństwa. Lęk jest naturalną reakcją, gdy zbliżamy się do prawdy.

(Pema Cziendryn, „Kiedy życie nas przerasta”)

Niektórzy z kręgów rozwoju osobistego twierdzą, że zawsze dostajemy tyle, ile jesteśmy w stanie unieść. Potencjalnie. Nie znaczy, że zawsze to uniesiemy, raczej to, że nadszedł odpowiedni moment na jakąś przemianę.

Nauczyłam się z pokorą podchodzić do takich burzliwych okresów. Nie oznacza to, że znoszę je ze stoickim spokojem, absolutnie nie. Miewam momenty paniki (Wtedy najczęściej panicznie krzyczę: „Ratunku!”, co jest niegłupim wyjściem, jak się okazuje, bo wtedy pomoc naprawdę przychodzi), nachodzi mnie zwątpienie („Jeśli tak ma wyglądać rozwój, to ja już bardzo dziękuję. Dziękuję, nie.”), bywam spięta, co odbija się w przykry sposób na moim organizmie i generalnie bywam dość niespokojna. Ale gdzieś w środku, bardzo głęboko tkwi głos, który szepcze (a czasem traci cierpliwość i wrzeszczy), że to wszystko ma sens, jest ważne i potrzebne. Czasem głos dochodzi od jakiejś mądrej i życzliwej osoby, która mówi „Dasz radę i przejdziesz przez to”.

Zauważyłam też, że stopień zamieszania wewnętrznego jest wprost proporcjonalny do wielkości „tematu”, z którym mamy do czynienia. Im większa sprawa, im głębszych warstw psychiki dotykamy, tym większy szok dla systemu. Jeśli doświadczenie życiowe jest wyzwaniem dla naszych starych i zasiedziałych wzorców, na które w końcu przyszedł czas, to konfuzja będzie wręcz spektakularna. Cóż, żeby coś wytrząsnąć, trzeba porządnie potrząsnąć. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, jeśli sygnał jest niewielki (miewam lekkie bóle głowy) to istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że go weźmiemy pod uwagę i jeszcze coś z tym zrobimy, niż gdy sygnał jest poważniejszy (zapadam na poważną chorobę). Może gdybyśmy słuchali mniej intensywnych informacji, nie byłyby potrzebne życiowe katastrofy? A może w naszej naturze leży lubowanie się w katastrofach?

Typowym symptomem, że zachodzą ważne przemiany wewnątrz nas, lub że takie przemiany są potrzebne, jest pojawienie się sytuacji, które w jakiś sposób znamy, ale tym razem nie udaje się tak łatwo, jak dotychczas, uciec. Pewne schematy zachowań, reagowania czy sposobów wchodzenia w relacje powtarzają się w naszym życiu. Możemy traktować je jako normalne, bo innych nie znamy. Możemy traktować je jako zło konieczne, bo nie potrafimy inaczej (choć wiemy już, że można). Aż przychodzi moment, w którym okazuje się, że jeśli nie zmienimy swoich schematów to a) nastąpi koniec świata b) stracimy coś bardzo ważnego c) nie wytrzymamy tego dłużej (lista ta bynajmniej nie wyczerpuje wszystkich możliwości). Oczywiście, nawet z takich sytuacji można uciec, nie ucząc się niczego nowego i powielając stare wzorce. W końcu to nasza wolna wola, co zrobimy, wszechświat może chcieć dla nas jak najlepiej, ale to my dokonujemy zmian lub przynajmniej na nie przyzwalamy.

Wracając do symptomów. Ariel, autor bloga You are Truly Loved, ukuł określenie „confusionism” odnoszące się do stanu emocji i umysłu w czasie intensywnych transformacji. Pisze on, że przechodzimy przez cykle jasności i pomieszania; dochodzimy do zrozumienia, a później znów coś się mgli. Gdy przychodzą zmiany, umysł (nasze nawyki, przyzwyczajenia) trzyma się tego, co zna, a rzeczywistość pokazuje, że potrzeba czegoś innego, to już nie zdaje egzaminu. Nie wiadomo wtedy co zrobić. Przychodzi zwątpienie, zdezorientowanie, zagubienie.

Co z tym zrobić?

Przede wszystkim zaakceptować, że okres zamętu jest elementem całego procesu zmiany i wzrastania. To normalne, że gdy wszystko się zmienia, nie możemy się w tym połapać. Normalne jest też, że miewamy kryzysy i zaczynamy wątpić w sensowność wspomnianego procesu. Kto czasem nie tęskni za stabilizacją i świętym spokojem? Pocieszeniem może być jedynie świadomość, że czas spokoju również przychodzi, na zmianę z czasem zamętu, taka natura naszego świata – cykliczność przeciwstawnych energii.

Gdy przychodzi zamęt, staramy się często zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Ariel pisze, że należy się raczej w takim momencie poddać mgle, nie analizując ani nie szukając racjonalnych wyjaśnień. Ze swojego doświadczenia wiem z kolei, że zrozumienie często pomaga w ukojeniu nerwów. Pewnie nie każdy potrafi tak z zaufaniem zapaść się w odmęty nieznanego i normalne jest, że szukamy jakiegoś punktu zaczepienia. Myślę, że szukanie wyjaśnień ma sens, o ile nie zafiksujemy się na tym i nie odłączymy tego, co faktycznie jest tu i teraz. Intelektualizowanie bowiem jest fantastycznym narzędziem odłączającym nas od rzeczywistości, więc trzeba uważać by się paradoksalnie jeszcze bardziej nie zagubić i nie zamotać szukając wyjaśnień. Czasem faktycznie lepiej jest poddać się swoim odczuciom, zagłębić w emocje i poczuć ich prawdziwą energię.

Kiedy nasz świat się rozpada i nagle stajemy w obliczu niewiadomego, jest to moment próby. Należy wówczas zatrzymać się, nie usiłując niczego definiować. Istotą podróży duchowej nie jest szukanie nieba czy jakiejś krainy szczęśliwości.

(Pema Cziendryn, „Kiedy życie nas przerasta”)

Gdy już uda się nam przetrwać ten trudny okres, gdy dotrze do naszych zakutych łebków co trzeba zmienić i zrobimy to, przychodzi nagroda. Nagrodą jest poczucie jasności i przejrzystości oraz poczucie „przepracowania” kolejnego trudnego życiowego i psychicznego kawałka (jest to ulotne i chwilowe, ale to zawsze coś…). I nic dziwnego, że często ludzie odczuwają zmęczenie (psychiczne i fizyczne), jakby przerzucili tonę węgla, w końcu przekształcenie wzorców myślenia i reagowania to wymagające zadanie. Teraz należy dać sobie przestrzeń, by zmiany okrzepły, warto zadbać o siebie i swoje samopoczucie. Jednak nie ma co się oszukiwać, kolejny kawałek już stoi w kolejce – a jak go nie dostrzeżemy, to będzie się dobijać…do skutku. Jego czas przyjdzie za rok, miesiąc lub za tydzień… a potem kolejny i kolejny. Ale to tylko znaczy, że odrzucamy kolejne warstwy niepotrzebnych już elementów i mamy coraz czystszy dostęp do tego, kim naprawdę jesteśmy, do naszej pięknej i prawdziwej natury.

Creative Commons License photo credit: Ivan М

Odpoczynek

Praca i odpoczynek

Odpoczynek
Nagły impuls skłonił mnie do napisania krótkiego tekstu. W końcu ile można odwlekać 🙂 Pracy nie ubyło, większość czasu spędzam na nauce do egzaminów i pracy nad różnymi projektami.  I między innymi ta sytuacja skłoniła mnie do przemyśleń na temat tego ile wymagamy od siebie samych i w ogóle, jak siebie traktujemy. Oczywiście różni ludzie mają różne sytuacje, ale mam wrażenie, że moje rozważania będą dotyczyły sporej części zachodniej populacji. Continue Reading

Marsh grass in the mist

Jak nie wstawać wcześnie rano.

Marsh grass in the mistWiem, wiem, zapowiadałam ciszę spowodowaną ważnymi sprawami, ale jakoś nie chce mi się spać. I właśnie o spaniu i wczesnym wstawaniu chciałabym dziś napisać.

Swego czasu namiętnie czytałam blogi o rozwoju osobistym (po pewnym czasie zaczyna nużyć monotonia i wtórność, teraz wolę oglądać zdjęcia). Przeczytałam tam, że najlepszym sposobem na zwiększenie swojej produktywności, czyli robienie więcej tego, co chce się robić, jest wczesne wstawanie. Pobudka o wschodzie słońca (lub wcześniej), według jej propagatorów praktyków, ma wiele zalet. Jest fantastyczna dla zdrowia (nie bez powodu jogini i inni mądrzy ludzie wstają wcześnie), organizm jest w najlepszej formie, wkoło cisza i spokój sprzyjające skupieniu. Oczywiście ważne jest też to, że wstając wcześnie mamy mnóstwo czasu dla siebie i swoich spraw (pisanie, medytacja, ćwiczenia fizyczne, itd.). Brzmi kusząco, prawda? Continue Reading