blog psychologiczny - afirmacje

Komu szkodzą afirmacje?

Wystarczy wziąć do ręki pierwszy lepszy poradnik pop-psychologiczny, a nieuchronnie pojawi się tam hasło „afirmacje”. Afirmuj, że jesteś wspaniały, czyli powtarzaj sobie „Ja [tu wstaw swoje imię] jestem wspaniała i cudowna”, mów do lustra, że jesteś perfekcyjna i z przekonaniem mów, że siebie całkowicie akceptujesz. Ale czy to działa? Co na to nauka? Co jakiś czas trafiam na doniesienia o badaniach, które mierzą się z różnymi dobrymi radami pop-psychologii. Tym razem badacze wzięli na warsztat właśnie afirmacje.

Grupa amerykańskich badaczy, odnosząc się do popularności afirmacji w podręcznikach samopomocy psychologicznej różnej maści, sprawdziła w jaki sposób pozytywne twierdzenia na własny temat (positive self-statements) wpływają na samopoczucie osób o wysokiej i niskiej samoocenie.

Na początku przeprowadzono ankietę sprawdzającą jak często amerykańscy studenci stosują afirmacje. 52% respondentów odpowiedziało, że często/bardzo często lub zawsze, a tylko 3%, że nigdy. Jak widać jest to dość popularny sposób wspierania samego siebie. Dodatkowo okazało się też, że jest on powszechnie uważany za skuteczny.

Następnie przeprowadzono eksperyment. Badanych podzielono na dwie grupy, obie przez 4 minuty zapisywały swoje aktualne myśli, a jedna z nich powtarzała dodatkowo co 15 sekund stwierdzenie „Jestem sympatyczną osobą” („I’m a lovable person”). Następnie mierzono nastrój osób, a dodatkowo znany był poziom ich samooceny. Wyniki pokazały, że afirmowanie pozytywnego twierdzenia na swój temat pogarsza nastrój osób o niskiej samoocenie, a ma nikły wpływ na osoby o wysokiej. A jak afirmację wpływają na aktualne myśli? Podobnie – osoby o wysokiej częściej niż te o niskiej samoocenie myślały o sobie w kategoriach bycia osobą wartą miłości.

W kolejnym badaniu eksperymentalnym wprowadzono pewną istotną modyfikację. Część osób badanych miała tak jak poprzednio afirmować pozytywne twierdzenie, a drugiej części powiedziano, że można rozważać zarówno prawdziwość tego twierdzenia, jak i jego nieprawdziwość. Okazało się, że zabieg ten neutralizował negatywne efekty (obniżenie nastroju) afirmacji u osób o niskiej samoocenie.

Skąd takie wyniki? Autorzy wymieniają kilka teorii, które tłumaczyłyby powyższe zjawiska.

Z grubsza rzecz ujmując człowiek po pierwsze ma pewne spektrum swoich przekonań, i każde twierdzenie, które poza nie wykracza zostaje w dość automatyczny sposób odrzucone.

Po drugie, ludzie mają tendencję do samoweryfikacji, czyli potwierdzania przekonań na własny temat, które już mają. Cenniejsza jest klarowność i przewidywalność niż pozytywność myślenia o sobie.

Po trzecie, pozytywne twierdzenia na swój temat wyciągają na wierzch standardy, czyli to jaki ktoś chciałby być, tak zwane „Ja idealne”. Jeśli ktoś mówi mi, że jestem np. inteligentna, to (przy niższej samoocenie) od razu włącza się myślenie w rodzaju „Ale przecież to i tamto mi się nie udało, a Jola jest ode mnie bardziej bystra, właściwie to mogłabym być inteligentniejsza”. W efekcie porównania ze swoimi idealnymi standardami, wywołane komplementem, odbijają się rykoszetem na samopoczuciu.

Drugi eksperyment pokazuje, że rzeczywiście nacisk na wyłącznie pozytywne myślenie o sobie jest gorszy niż „pozwolenie sobie” na inne możliwości. Kojarzy mi się to trochę z podejściem uważności (mindfulness), w którym istotne jest przyzwolenie na to, co aktualnie jest, bez oceniania i bez nastawiania się na „naprawienie” problemu, trudności czy dyskomfortu (wkrótce napiszę więcej na ten temat). W tym przypadku szczególnie ważne jest, że sugerowane przez poradniki afirmacje są często bardzo ogólne i wywołujące standardy nie do osiągnięcia („Jestem perfekcyjna pod każdym względem”, „Akceptuję siebie pod każdym względem”). Autorzy badania przypuszczają, że lepszy efekt mają afirmacje dotyczące szczegółowych zdolności i konkretnych sytuacji, a nie ogólnych cech i takie, które są pozytywne, ale nie w przesadzony sposób.

Znalazłam również badania dotyczące podobnych zagadnień, tyle że tym razem w sytuacji otrzymywania komplementów od partnera. Osoby o niskiej samoocenie mają trudność w przyjmowaniu pozytywnych twierdzeń na swój temat (często komplementy mogą spowodować pogorszenie ich samopoczucia), nie doceniają tego jak bardzo są kochane przez swoich partnerów i generalnie mają obniżone poczucie bezpieczeństwa w związku.

Badacze z University of Waterloo sprawdzili co można zrobić, by wesprzeć tych o niskiej samoocenie. Okazało się, że kluczem jest poziom „przetworzenia” pozytywnej informacji. W przypadku, gdy osoby o niskiej samoocenie przytaczały usłyszany od partnera komplement, a następnie opisywały dlaczego partner je podziwia i jakie to ma znaczenie dla nich osobiście oraz dla związku, czuły się tak samo zadowolone z komplementu jak osoby o wysokiej samoocenie. Co ciekawe efekt ten utrzymał się przez kolejne dwa tygodnie. Może to jest też jakaś podpowiedź jeśli chodzi o afirmacje na własny temat – zdecydowanie nie mogą to być bezmyślnie klepane formułki.

Wnioski? Uwaga z afirmacjami, bo mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. Szczególnie, że po tego rodzaju narzędzia sięgają raczej osoby, którym potrzebna jest mocniejsza samoocena, ktoś, kto jest pewien swojej wartości, nie będzie potrzebował tak bardzo jej sobie podbijać. Jeśli już mówić do siebie o swoich pozytywnych stronach, to w umiarkowany sposób oraz odnosząc się do konkretnych osiągnięć czy wydarzeń. Same afirmacje na poziom samooceny z pewnością nie pomogą, a jak widać, mogą też zaszkodzić. Z moich doświadczeń wynika, że to, co robi całkiem dobrze na samoocenę, to działanie, choć wiem, że zależność jest dwustronna. Niska samoocena może skutecznie blokować działanie, choć nie jest to nie do przeskoczenia. A w skrajnych przypadkach dobrze jest wybrać się po wsparcie do specjalisty.

Diabolical look and angelic smile

Deklaracja poczucia własnej wartości

Diabolical look and angelic smile

(CC) photo: Waechor

Autorką poniższego tekstu jest Virginia Satir, jedna z najlepszych terapeutek rodzinnych.

Na pytanie piętnastoletniej dziewczynki, co ma uczynić, aby przeżyć fascynujące życie, odpowiedziałam:

Jestem sobą.
Na całym świecie nie ma nikogo, kto byłby dokładnie taki sam jak ja. Zdarzają się ludzie, którzy są częściowo do mnie podobni, lecz w sumie nikt nie jest taki, jak ja. Dlatego też, cokolwiek robię, jest autentycznie moje, ponieważ ja sama decyduję się na to. Continue Reading

Wewnętrzny Krytyk - potworek w głowie

Kim jest Twój Wewnętrzny Krytyk?

wewnętrzny krytyk obniża samoocenęMało kto lubi być krytykowany, mało kto potrafi też dobrze sobie z krytyką radzić. A jest to jeden z nieodłącznych elementów życia, nie jesteśmy w stanie uniknąć wszystkich sytuacji, a których ktoś nas krytykuje. Jak sobie radzić w takich sytuacjach i dlaczego w ogóle krytyka tak nas rani?

Po pierwsze, to najczęściej nie czyjaś krytyka nas rani i staje się przeszkodą w skutecznym działaniu. To nasz Wewnętrzny Krytyk jest sprawcą całego zamieszania. Gdy ktoś mówi, że zrobiłeś coś źle, wewnętrzny krytyk podchwytuje temat „Tak, zrobiłeś to źle, i to nie pierwszy raz, w ogóle nie masz kompetencji by się tym zajmować, nic dziwnego, że nikomu się nie podoba twoja praca, do niczego się nie nadajesz…”, i tak dalej… Zauważ, że osoby, które są pewne siebie, nie jest łatwo wyprowadzić z równowagi krytyką. Nic, co nie rezonuje z naszymi wewnętrznymi postaciami, nie jest w stanie nas dotknąć.

Co gorsza, Wewnętrzny Krytyk jest dość niezależną i autonomiczną postacią, i wcale nie potrzebuje słów innych ludzi, by zmieszać nas z błotem. Wręcz przeciwnie, jakże często potrafi zdeprecjonować czyjąś pochwałę czy nasze oczywiste osiągnięcie. „Oni tylko tak mówią” albo „Wcale nie zasługujesz na aż taką nagrodę„. Krytyk również potrafi skutecznie zablokować jakieś działanie, podkopując wiarę we własne siły. Wiele z nas zna zapewne głos mówiący: „Nie dasz sobie nigdy z tym rady„, „Nie nadajesz się do tego„, „Masz zbyt małe kompetencje by sobie z tym poradzić” i temu podobne hasła, które z zabójczą skutecznością przeszkadzają nam w działaniu i poszerzaniu swoich możliwości.

Posiadając IQ na poziomie około 500, które daje możliwość zauważenia wszelkich naszych wad, niesamowitą możliwość czytania naszych najbardziej sekretnych uczuć, rentgenowski wzrok ujawniający niedostatki niewidoczne gołym okiem, system podczerwieni śledzący nasze sny w nocy i standardy porównań przy których Einstein zdaje się głupi, a Matka Teresa egoistyczna, Wewnętrzny Krytyk podejmuje się zadania by oceniać nas samych.

Sandra i Hal Stone

Skąd bierze się Wewnętrzny Krytyk?

Lata doświadczeń z innymi ludźmi tworzą naszego Krytyka. Przykłada się do tego cała gromada osób, które mając lepsze lub gorsze intencje, krytykowały nas. To mogli być nasi rodzice, którzy „dla naszego dobra” w nieprzyjemny sposób poprawiali nas. To mogli być nauczyciele, którzy nie potrafili inaczej dać informacji zwrotnej o naszym zachowaniu czy stanie wiedzy. Do tego dochodzą różnego rodzaju przykre sytuacje z rówieśnikami, mniejsze i większe nadużycia, spotęgowane dodatkowo wrażliwością lub nadwrażliwością emocjonalną.

Rodzice często próbują poprawiać „problemy”, które wydaje im się, że w nas widzą i mówią wszelkiego rodzaju rzeczy by nas „naprawić”. Wyrażają swoje opinie na temat tego jak wyglądamy, naszego ciała, włosów, ubrań, sposobu chodzenia, mówienia, i tak dalej. Wszystko to kumuluje się i powoduje, że czujemy się nieadekwatni, niepełni, nie do końca tacy, jak „powinniśmy” być.

Kali Munro, psychoterapeuta

Wewnętrzny Krytyk w środku nasJednym z ważniejszych kroków, które musimy zrobić, by „uporać się” z naszym Krytykiem, jest zrozumienie i zaakceptowanie faktu, że Krytyk (najczęściej, choć nie zawsze) powstał po to, by nas wspierać. Wiem, że brzmi to dość dziwnie, biorąc pod uwagę ilość cierpienia, jakiego może on przysparzać. Jednak kiedyś, dawno temu, podjęliśmy (nieświadomie) decyzję, że całkiem dobrze jest mieć w sobie głos, podobny do głosu rodziców, który będzie ostrzegał przed popełnieniem błędu. Lepiej usłyszeć od siebie samego coś nieprzyjemnego, niż narazić się na brak akceptacji ze strony innych. Lepiej powstrzymać działanie, niż popełnić błąd skutkujący odrzuceniem. Krytyk tak naprawdę chce naszego dobra, chce byśmy wypadli odpowiednio, byli lubiani przez innych, odnosili sukcesy, i tak dalej. Jednak działa on na poziomie dziecka, które uważa, że wszyscy wkoło są mądrzejsi od niego samego. Pamiętajmy, że przez sporą część naszego dziecięcego życia dorosły, a tym bardziej rodzic jest dla nas bogiem wszechmogącym i wszechwiedzącym. W związku z tym, Krytyk jest jakby echem wymagań stawianych nam przez otoczenie.

Są pewne wyjątkowe sytuacje – mocne nadużycia, przemoc, bardzo trudne sytuacje rodzinne, gdy Krytyk staje się odzwierciedleniem sprawców przemocy i dokonuje przemocy wewnętrznej. Wtedy trzeba mu stawiać stanowcze granice i czasem nawet dokonać swoistej „próby sił”.

Problemem jest to, że jak piszą Sandra i Hal Stone, Krytyk nie wie kiedy przestać. Nie rozumie kiedy już wystarczy. Ma tendencję do rozrastania się, aż wydostaje się spod kontroli i zaczyna powodować więcej szkód niż pożytku. W tym momencie, jego pierwotna intencja zostaje zagubiona.

Jak rozpoznać Krytyka?

Krytyk jest jednym z głosów w Twojej głowie. Spokojnie, nie mówimy tu o żadnych „głosach”, które prowadziłyby do diagnozy jakiejś „strasznej choroby”. Każdy z nas nosi w sobie różne postaci (wcale nie jesteśmy jednolitym i spójnym bytem psychicznym, posiadamy tak zwane subosobowości) i każda z nich w jakiś sposób się z nami komunikuje – najczęściej gada do nas w naszej własnej głowie. Cały trik polega na tym, że część tych głosów nie jest tak naprawdę nasza – przejęliśmy je od istotnych osób  w (najczęściej) dzieciństwie. Najlepiej zacząć od obserwowania swoich myśli w momencie, gdy zaczynamy się czuć zdołowani jakimś wydarzeniem, mamy tremę, czujemy się zawstydzeni, itd. Trzeba zanotować wtedy po pierwsze jakie (dosłownie) myśli się pojawiają, po drugie jakiego rodzaju jest to głos (czasem jest to ewidentnie głos rodzica). Takie obserwacje można przeprowadzić również przypominając sobie jakieś wydarzenie, które mogło uruchomić wywrotową działalność naszego Krytyka. Treść myśli jest o tyle ważna, że Krytyk może się posługiwać jakimiś utartymi schematami słownymi, konkretnymi wyrażeniami, które mają na nas błyskawiczny wpływ. Głos zaś pomoże nam w przyszłości rozpoznać, że dana myśl nie wynika z racjonalnej analizy sytuacji, a jest krytyczną oceną, na która trzeba w odpowiedni sposób spojrzeć.

Czasem nasz Krytyk ujawnia się na zewnątrz poprzez reakcje innych osób, które zaczynają w naszej obecności wypowiadać krytyczne uwagi. Zdarza się nam też projektować naszego Krytyka, w efekcie czego przypisujemy innym osobom niezwykle krytyczny stosunek do naszej osoby, gdy faktycznie wcale takiego nie mają. Warto obserwować takie sytuacje. Jak pisze Włodzimierz Świątek:

Czasami krytyk przychodzi do nas ze świata zewnętrznego w postaci różnych, dramatycznych zdarzeń (np. konflikt grupowy, wypadek samochodowy, nagła burza z piorunami, porażka w pracy), które mamy skłonność interpretować za swoje czyny. Tkwimy wówczas w błędnym przekonaniu, że świat jest słusznie przeciwko nam, a my nie jesteśmy nic warci. Czujemy się wtedy ofiarą tych zdarzeń zewnętrznych, a w istocie jesteśmy ofiarą działań swojego wewnętrznego krytyka. Ten wewnętrzny dramat będzie działał tak długo, dopóki nie zmierzymy się z naszym wewnętrznym krytykiem.

Rozpoznanie, separacja, integracja.

Rozpoznanie Krytyka ułatwia odseparowanie się od niego, dzięki czemu jego komentarze przestają tak boleć i odbieramy Krytykowi kierowanie naszymi reakcjami. Oto kilka sposobów aby to osiągnąć:

  • Wewnętrzny KrytykWsłuchaj się w wewnętrzny krytykujący głos. Czy nie brzmi on przypadkiem jak ktoś, kogo znasz? Zastanów się w jaki sposób powstał twój Wewnętrzny Krytyk, albo skąd (od kogo) przejął on pewne przekonania. Może się okazać, że to nie są ani Twoje przekonania ani Twoje wartości. Czemu więc tego słuchać?
  • Narysuj swojego Krytyka. Nie przejmuj się walorami artystycznymi, nie o to tu chodzi. Celem tego ćwiczenia jest spojrzenie na Krytyka z boku, odłączenie się od niego. Jak on wygląda? Może mógłby się zmienić?
  • Wypisz najczęściej powtarzające się „teksty” Krytyka. Uważaj, jeśli poczujesz, że taka lista powoduje tylko, że czujesz się coraz gorzej – nie drąż dalej. Może to nie ten moment. Jenak gdy już masz taka listę, porównaj ją z tym, co mówili Twoi rodzice, rówieśnicy, czy ktoś inny. Stwierdzenie, że „tak by powiedział mój ojciec” ułatwi separację od Krytyka. Zauważ też, że niektóre wymagania stawiane przez Krytyka są niemożliwe do zrealizowania albo sprzeczne same w sobie.
  • Krytyka często można przyłapać obserwując reakcje ciała i swoje zachowania. Na przykład uderzamy się w głowę albo zasłaniamy oczy w momencie, gdy słyszymy wewnętrzną krytykę. Krytyk powoduje też nieprzyjemne reakcje w rodzaju bólu czy/i rozstroju żołądka, pocących się dłoni, „guli” w gardle czy bólu głowy.
  • Medytacja jest dobrym sposobem, by obserwować swojego Wewnętrznego Krytyka – im bardziej jesteśmy świadomi, tym mniej szkód będzie on wyrządzał.
  • Spróbuj wcielić się we własnego Krytyka i odnaleźć jego zalety, mocne punkty. Pewnie ma sporo siły, umiejętności i ważnych spostrzeżeń. Poczuj to, końcu to Twoja własna energia, masz całkowite prawo by ją wykorzystać.

Pamiętajmy, że u podstaw funkcjonowania Wewnętrznego Krytyka jest troska o nasze dobro. Najczęściej za wszystkimi wymaganiami kryje się obawa przed byciem niekochanym, odrzuconym, samotnym, bez sukcesów. Dlatego nie ma sensu zatykać Krytykowi ust i uważać go za złą i niepotrzebną część psyche (nie ma takich!).  Z Krytykiem zazwyczaj można się dogadać – chyba, że jest to ten „przemocowy” wariant, wtedy czasem trzeba go odciąć. Poza tym, Krytyk ma niesamowicie wielką moc (patrz pierwszy cytat) i chodzi o to, by dokonać swoistej rekonkwisty jego siły. Chcemy by Wewnetrzny Krytyk działał na naszą korzyść, wspierał nas, a nie zalewał lękiem i niemożliwymi do spełnienia wymaganiami. Polecam więc próbę „dogadania się” z tą częścią, odkrycie jego największych obaw i uważne wysłuchanie jego zaleceń. W końcu Krytyk niesie często bardzo ważne dla nas informacje, które warto w konstruktywny sposób wykorzystać. Z drugiej strony, należy Krytyka przekonać, że sposób w jaki on się z nami komunikuje nie jest skuteczny. Niech stanie się naszym Doradcą czy Sprzymierzeńcem i w mądry sposób wspiera, zamiast mieszać nas z błotem, mając nawet najlepsze intencje.

Przekształcanie Wewnętrznego Krytyka

Alison Finch zaleca wyszkolenie Krytyka, jeśli ten nie chce współpracować w sensowny sposób. Wyłapuj „dołujące” uwagi, nadmierne generalizacje i ciągi negatywnych myśli, a następnie wchodź w dialog z Krytykiem. Zachęcaj go do bycia bardziej konkretnym, wzmacniającym, racjonalnym. Jeśli mówi na przykład „To, co piszesz jest niewystarczająco dobre, jesteś beznadziejna, ciągle próbujesz a nic ci nie wychodzi.” poproś o szczegóły. Niezbyt dobre dla kogo? W stosunku do czego? Co można zrobić by byłoby lepsze? Dlaczego od razu mam być beznadziejna? Czy próbowanie nie jest oznaką rozwijania się i uczenia? I tak dalej. Im częściej będziemy w ten sposób rozmawiać z Krytykiem, tym szybciej nauczy się on jakiego rodzaju komunikaty są nam przydatne, a jakie nie.

Strach ma wielkie oczy, Krytyk ma cięty język

Praca z Wewnętrznym Krytykiem nie jest prosta, szczególnie gdy jest on agresywny, niemilknący i bardzo silny. Ale samo przyglądanie się mu już pomaga odzyskiwać powoli jego moc. Ostatnio zdarzyła mi się taka rozmowa.

X: Powiedz mi to, przecież nie będę się śmiała.
Ja: Ale tutaj jesteśmy ja, ty i mój Wewnętrzny Krytyk.

Gdy zdałam sobie sprawę, że to tak naprawdę własnej wewnętrznej oceny się boje, a nie osoby, z którą rozmawiam, od razu łatwiej przyszło mi wypowiedzenie tej trudnej rzeczy (nawet już nie pamiętam o co chodzi – oczywiście nikt się nie „śmiał”). Krytyk potrafi dowalić, potrafi zatkać nam usta i sprawić, że poczujemy się jak najgorsi z najgorszych. Ale to wszystko dzieje się w naszej głowie. A to, co w naszej głowie, w należy przecież do nas. I jeśli chcemy żyć w większym komforcie, trzeba włożyć trochę pracy w nawiązanie pozytywnych sojuszy z postaciami w swojej głowie. Zresztą będę jeszcze pisać o innych postaciach, bo to fascynujący temat i świetny materiał do pracy własnej pracy wewnętrznej czy też terapeutycznej.

Rysunki autorstwa Silje Alberthe Kamille Friis pochodzą ze strony Voice Dialogue International.

Pęknięty dzban

Pewien nosiwoda w Indiach miał dwa ogromne dzbany, w których codziennie przynosił wodę ze strumienia do domu swojego pana. Jeden z dzbanów docierał pełny, zaś drugi miał pęknięcie i udawało się donieść tylko połowę jego pojemności.

I tak przez dwa lata nosiwoda przynosił jedynie półtora dzbana wody do domu swego pana. Oczywiście doskonały dzban był bardzo dumny ze swoich osiągnięć, z tego, że tak dobrze wykonuje swoje zadanie. Ale biedny pęknięty dzban był pełen wstydu w związku ze swą wadą i smucił się tym, że jest w stanie wykonać tylko połowę tego, do czego został stworzony.
Continue Reading

cień psychologia

Co to jest Cień w psychice i jak go rozpoznać?

Najprościej mówiąc, Cień to taka część naszej psychiki, która stała się schowkiem na wszystkie te cechy, postawy czy wzorce zachowań, które są przez nas niechciane. Umiejscowione są tam na przykład zachowania agresywne. Niewiele osób utożsamia ze swoją agresją, jest to raczej coś czego się wypieramy lub nie chcemy widzieć. W strefie Cienia moga znajdować się też rzeczy, których byśmy nie ocenili jako negatywne (np. twórczość czy spontaniczność), ale z jakiegoś powodu zostały odsunięte od srefy świadomości. Warto poznać swoją ciemną stronę i nauczyć się ją w bezpieczny sposób na powrót połączyć z naszym „jasnym” Ja.

Jak powstaje Cień?

Cień (pojęcie wprowadzone do współczesnej psychologii przez C.G.Junga) kształtuje się od najmłodszych lat, kiedy uczymy się od otoczenia jacy możemy/powinniśmy być, a jakimi być nie wolno, nie wypada, nie można. Wszystko, co tłumimy i usuwamy do nieświadomości w obawie przed odrzuceniem przez innych ludzi formuje nasz Cień. Oczywiście, ocena co może spowodować odrzucenie, a co nie, nie zawsze jest racjonalna, ale na dany moment jest użyteczna, bo np. gwarantuje akceptację bliskich. Poza tym, to, co kiedyś było zagrażające i niepotrzebne, dziś może się okazać bardzo przydatne i pożyteczne. Dlatego warto zrobić porządek w tym zakurzonym i zabitym deskami schowku na strychu…

Jean Monbourquette, autor fantastycznej książki „Oswoić swój cień” pisze:

Cień – jako strona osobowości – jest tajemniczą rzeczywistością, która intryguje nas, a czasami przeraża. Jest przyjacielem czy wrogiem? Zależy to od tego, jak ją postrzegamy i w jaki sposób z nią współdziałamy. (…) Daleka od sterylności i bierności, owa dzika i nierozwinięta cząstka nas samych wciąż oczekuje, że ją przyjmiemy i wykorzystamy. Biada tym, którzy ją wciąż ignorują! Pewnego dnia niczym rwący potok siłą znajdzie drogę do świadomości i wtargnie do niej. Z drugiej strony, jeśli przyjmiemy cień życzliwie, będziemy w stanie się z nim zaprzyjaźnić. On z kolei odkryje bogate źródła, które może nam zaoferować.

Jak zaakceptować swój cień

Na czym polega wspomniane zaprzyjaźnianie się? Na akceptacji tego, co w Cieniu się znajduje i przyjęciu do swej świadomości. W końcu, to, co w Cieniu jest częścią nas. To nasze zapomniane aspekty, z którymi dobrze jest się skomunikować, aby być coraz pełniej sobą.

Z kolei kontynuowanie zaprzeczania części samego siebie, może się obrócić przeciwko nam. Im bardziej coś spychamy, tym większą energię to coś otrzymuje. A to trochę jak ze zwiększającym się ciśnieniem pod zaworem. Kiedyś w końcu eksploduje z hukiem. Normalne jest, że Cień może nas przerażać, ale wyciągnięcie jego zawartości na światło dzienne pozwala na dokładniejsze przyjrzenie się i integrację. A co możemy spotkać w Cieniu?

Co kryje w sobie Cień

Agresję, seksualność, siłę, myślenie o sobie (pod etykietą egoizmu), asertywność (pod etykietą nieposłuszeństwa), prawo do własnego zdania, dążenie do własnych celów (np. pod etykietą bycia upartym), twórczość, spontaniczność, wpadanie w złość… i wiele więcej. Wszystko zależy od tego jak dana osoba była wychowywana i co było akceptowane, a co nie.

Z brakiem integracji Cienia wiąże się jeszcze jedno zjawisko – projekcja Cienia na innych ludzi.
Nasz Cień ma tendencję do ujawniania się w tym, jak postrzegamy innych ludzi. Nasza percepcja zostaje zakłócona, bo widzimy w innych to, co sami mamy w Cieniu… Z początku ciężko to zaakceptować, ale prawda jest taka, że często to, czego nie chcemy zaakceptować u siebie projektujemy, jak film, na innych. No i oczywiście często strasznie nas oni wszyscy wkurzają i irytują… Jest to jedna z głównych przyczyn konfliktów międzyludzkich.

Jak rozpoznać swój Cień?

Jak zawsze metod jest mnóstwo. Jedna z nich wynika z akapitu powyżej – świadoma obserwacja tego, co nas w innych irytuje.

Może złości cię czyjaś arogancja, bo sama nie potrafisz stanowczo postawić na swoim, a przecież jest też w tobie taki mający-wszystkich-gdzieś kawałek?

Czy denerwuje cię, że ktoś bałagani, bo sam, jako totalny perfekcjonista nie pozwalasz sobie na odrobinę nieporządku, a jest w tobie też bałaganiarz?

A może wkurza cię, że ktoś jest leniwy, bo sam nie potrafisz dać sobie trochę luzu, a jakaś część ciebie bardzo chciałaby się polenić?

Mnie strasznie denerwują ludzie nieodpowiedzialni… I tak, tak, za wszystko (nawet to, co nie moje) biorę odpowiedzialność, co nie zawsze się dla mnie dobrze kończy.

Monbourquette podaje kilka strategii poznawania swojego Cienia, a jedna z nich to seria pytań do samej siebie. Kilka przykładów:

  • Jakich tematów zwykle unikam w rozmowach z innymi ludźmi: seksu, wiary, niekompetencji, agresywności, ambicji? – Cokolwiek by to nie było, nie chcesz o tym rozmawiać, bo lękasz się odkryć coś, czego się wstydzisz.
  • W jakich sytuacjach staję się nerwowy, przeczulony, wycofuję się? Jakiego rodzaju uwag się obawiam? – Dyskomfort i gwałtowna reakcja, to dowód na to, że wrażliwa część twojego Cienia została zraniona.
  • W jakich sytuacjach czuję się zakłopotany?
  • Które aspekty mojego „ja” uważam za społecznie udane? Co chciałbym żeby widzieli inni? Jakie są przeciwstawne cechy, te które musiałem stłumić, by podkreślić moje pozytywne cechy?

Jeszcze innym sposobem na odkrycie swojego Cienia, to obserwacja swoich fantazji i marzeń zarówno we śnie jak i na jawie. Mogą tam się przejawiać gwałtowne cechy (mi dość regularnie śni się, że kogoś biję…), ale może się też ujawniać tzw. biały Cień – cechy pozytywne, twórcze inspiracje, itp.

Wszystkim, których zainteresował ten temat, polecam książkę Monbourquette’a, bo ja w jednym artykule nie jestem w stanie napisać wszystkiego 🙂 Na koniec powtórzę raz jeszcze – praca ze swoim Cieniem to jeden z najważniejszych elementów własnego rozwoju. Może być strasznie, ale może też być fascynująco i niesamowicie 🙂

Photo by Elti Meshau on Unsplash