fot. Joanna Boj

Zakopmy się w liściach

Jesień w pełni. Rozpieszczała nas w tym roku wieloma słonecznymi dniami, ale szybko zapadający zmierzch nie daje złudzeń.

Natura powoli obumiera i przygotowuje się do zimowego zastoju. Ciszy, spokoju, śnieżnej kołderki, gołych drzew i zmarzniętej gleby. Kilka miesięcy na odpoczynek i dojrzewanie do nowego cyklu życia. To wydaje się takie naturalne.

W naszej kulturze naturalne to nie jest. Trzeba być produktywnym. Trzeba działać. Wstawać rano, choć jest ciemno. Robić swoje, niezależnie od temperatury. Niezależnie od tego, że najprzyjemniej byłoby siedzieć pod kocykiem i czytać książki, rozmawiać, rozmyślać czy nie robić nic szczególnego.

Nic dziwnego, że jesień bywa melancholijna. Że dopadają nas jesienne dołki. To taki czas. Zadumy, zatrzymania, chwili ciszy. Nie musi to oznaczać braku kreatywności, ale kreatywność ta ma trochę inną naturę. Jest bardziej wewnętrzna, bardziej stonowana. Współczesna kultura nastawiona na produktywność nie do końca to respektuje. Trochę nam z tym niewygodnie. Jednak walcząc z tym za wszelką cenę, tracimy cenną energię, usztywniamy się i w efekcie cierpimy jeszcze bardziej. Cierpimy chcąc, żeby było inaczej niż jest.

Może możemy jednak na chwilę się zatrzymać, odrobinę zredukować tempo. Wsłuchać się w jesienny dołek, poczuć jak to jest być smaganym chłodnym wiatrem drzewem, z którego opadają liście.

Jakaś część w nas może być niezbyt zadowolona: To straszne! Gołe drzewo jest brzydkie! Popatrzmy na zdjęcia z wakacji! Pójdźmy na solarium!

Ale czy na pewno? Czy gołe drzewo, uschły liść, wiatr hulający po polach, które wstrzymały produkcję są brzydkie?

A może nawet łatwiej jest nam docenić piękno jesieni niż swoje własne jesienne nastroje i odczucia?

Jesienny smutek może sygnalizować potrzebę zsynchronizowania się z cyklem świata. Może być przejawem kontaktowania się z przemijaniem, odchodzeniem, obumieraniem. I dobrze, bo trudno się żyje nie mając kontaktu z tymi aspektami. Ciągły lęk przed utratą czy śmiercią (dosłowną i symboliczną) nie pozwala w pełni cieszyć się życiem. W pełni to oznacza doceniać życie, nawet gdy nie jest tylko słoneczne i radosne.

Róbmy swoje, ale uszanujmy choć trochę klimat zatrzymywania się, kierowania ku wnętrzu, gromadzenia zapasów. Jeśli otworzymy się na to, obejmiemy jesienną atmosferę w sobie, możemy odnaleźć coś zaskakująco wartościowego. Łatwiej też będzie nam radzić sobie z wewnętrzną zmiennością i przepływem, nawet jeśli będzie to oznaczać pożegnanie się na jakiś czas z letnią lekkością.

Co odnajdziesz, zatrzymując się w jesiennej melancholii?

samotne drzewo

Depresja, jak pomóc sobie i bliskim (recenzja)

Depresja jest jednym z najczęściej diagnozowanych problemów psychicznych we współczesnym świecie. W związku z tym wiele osób potrzebuje pomocy, by poradzić sobie z tego rodzaju stanem, a także by umieć odróżnić depresję od „dołka” czy zwykłego smutku. Niedawno ukazała się książka polskiej terapeutki Doroty Gromnickiej „Depresja. Jak pomóc sobie i bliskim”, którą otrzymałam do recenzji.

Continue Reading

liść na lodzie

Jesienno-zimowe dołki

Jesteśmy w szczytowym okresie krótkich, zazwyczaj szarych, dni i braku naturalnego światła przez większość czasu naszej aktywności. Niektórzy wstają jak jest jeszcze ciemno i wracają do domu, gdy już jest ciemno. Do tego gołe drzewa, obciążenie grubymi ubraniami i hasające wirusy atakujące nasze zdrowie. Świąteczne dekoracje i wszędobylskie pop-kolędy niektórym nastrój poprawiają, a innych dodatkowo irytują.

Nic dziwnego, że w tym okresie często doświadczamy sezonowego dołka w nastroju i pogorszonego samopoczucia. Producenci farmaceutyków najchętniej mówią od razu o depresji sezonowej, proponując nam tabletkę taką lub inną, by pozbyć się niechcianego stanu ducha. Jak nie tabletka, to chociaż pozytywne myślenie i robienie różnych innych rzeczy, by pozbyć się smutku. Pewnie, warto zadbać o siebie, zatroszczyć się również o to, by doświadczać radości, przyjemności, bliskości i innych pozytywnych stanów.

Ale zbyt łatwo chcemy się czegokolwiek pozbywać. Zbyt szybko dochodzimy do wniosku, że melancholijny nastrój, a nawet dołek to coś, co trzeba natychmiast wyciąć, stłumić, zamienić na coś innego. Zainspirował mnie dziś Arnold Mindell, przypominając o tym, że czas jesienno-zimowy w swej naturze polega na spowolnieniu, czy wręcz zatrzymaniu – choć nie znaczy to, że życie przestaje istnieć, raczej schodzi do podziemi, pod ziemię. Jest częścią cyklu przemian, ciemne-jasne-ciemne-jasne, i tak dalej. Podobnie nasza aktywność w swej naturalnej postaci podlega tego rodzaju fluktuacjom. Mamy okresy, gdy energii jest dużo, świeci słońce, chęć do działania płynie naturalnie. Mamy też czas wolniejszy, któremu czasem warto się poddać, posłuchać swojej melancholii, spokojniejszego tempa, zadbać o miejsce na chwilę refleksji i odpoczynku. Może ten zimowy „dołek” jest zaproszeniem do przyłączenia się do naturalnego cyklu? Smutek jest emocją, która skłania do zatrzymania, informuje o tym, co ważne (a na przykład zostało utracone), a także powoduje wycofanie z aktywności między innymi w celu odbudowania zasobów i przemyślenia dotychczasowych działań.

Współczesna tendencja do faworyzowania pozytywnych stanów może się kończyć nieumiejętnością tolerowania stanów mniej przyjemnych, ale będących normalną częścią naszej ludzkiej egzystencji. To ta nietolerancja bardziej niż same niekomfortowe stany staje się przyczyną cierpienia. Do tego dokłada się niestety nacisk na bycie produktywnym i efektywnym bez względu na wszystko, nie pozwalając na zmiany w aktywności.

Może moglibyśmy spróbować wczuć się w jakość tego zimowego, zatrzymanego, stanu, poczuć go w sobie i odkryć jego mądrość? Zakopując się pod koc z książka, w pewnym sensie to robimy…

Oczywiście, jak zauważył też Mindell, nie wszystko działa na wszystkich, nie wszystko dotyczy wszystkich. Może się zdarzyć, że przeżywany smutek jest bardzo silny, zaczyna zakłócać codzienne funkcjonowanie, a do tego towarzyszą mu silnie negatywne myśli. Jeśli dodatkowo pojawiają się objawy takie jak zaburzenia snu czy jedzenia – wtedy zdecydowanie warto skonsultować swój stan ze specjalistą, np. psychoterapeutą.