objadanie się to szukanie zaspokojenia głębokiego głodu

Zagadki objadania się czyli zrozumieć swój głód.

Jedzenie jest jedną z podstawowych funkcji naszego organizmu, dzięki której możemy żyć. Ponieważ jest jedną z głównych czynności, jakie wykonujemy od samego urodzenia, w ten sposób również budujemy kontakt i więź z naszymi najważniejszymi opiekunami na najwcześniejszym etapie życia. Jest to też obszar, który staje się dla wielu ludzi problematyczny: jedzą zbyt wiele niż jest to potrzebne (objadanie się), uzależniają się od pewnych produktów, nadmiernie kontrolują swoje jedzenie, wpadają w obsesje „zdrowego żywienia” lub w skrajnych przypadkach, doprowadzają się do wycieńczenia. Pod jedzenie lubią „podczepiać się” przeróżne psychologiczne i emocjonalne zagadnienia.

Dość często w mojej praktyce spotykam się z osobami, które mają kłopot z tzw. objadaniem się. Nie mówimy tutaj o skrajnych formach zaburzenia odżywiania (bulimia czy anoreksja), a o sytuacji, w której ktoś je zbyt dużo niż powinien (i może odbijać się to na zdrowiu czy samopoczuciu) lub ma poczucie, że je zbyt wiele – mimo, że obiektywnie nie są to nadmierne ilości, tylko od czasu do czasu pozwala sobie na coś „zakazanego”.

Kto w Tobie chce jeść?

W nurcie psychologii zorientowanej na proces, jedno z ważniejszych pytań na jakie próbujemy znaleźć odpowiedź gdy pracujemy z zagadnieniami takimi jak „objadanie się” to: jaką spełnia to funkcję? Szczegółowych odpowiedzi będzie tyle, ile osób mających to doświadczenie – warto o tym pamiętać, żeby nie ulegać zbyt łatwo „psychologizowaniu” i popularnym interpretacjom (np. powszechne „zajadanie emocji”). Z grubsza zazwyczaj struktura tego mechanizmu wygląda następująco:

Jest w danej osobie ktoś, kto „objada się”. W subiektywnym doświadczeniu jest to zazwyczaj działanie poza kontrolą, tak jakby „ktoś inny” to robił, a nie ja.

Jest w danej osobie ktoś, komu bardzo nie podoba się „objadanie”. Intensywność niezgody i rodzaj argumentów może być bardzo różny, od poczucia, że to niezdrowe dla organizmu, aż po brutalny wewnętrzny atak, gdy tylko osoba zje coś, czego nie powinna. Ilość cierpienia, której doświadcza osoba jest zazwyczaj bardzo mocno związana właśnie z tą częścią. Chęć kontroli jedzenia często wynika z lęku przed kolejną falą poczucia winy.

Pracy może wymagać jedna i druga strona tego konfliktu. Zauważenie i zrozumienie, że jedzenie czemuś ważnemu służy, a nie jest tylko przejawem słabości czy głupoty, pozwala na lekkie poluźnienie wewnętrznego napięcia. Kolejnym krokiem jest odkrycie jaką tak naprawdę rolę pełni jedzenie u konkretnej osoby.

Praca z procesem wychodzi w tym miejscu poza czysto intelektualne rozważania (w rodzaju: a może to stres, a może nie radzę sobie z emocjami). Zazwyczaj są one niewystarczające, by zaszła realna zmiana. Dlatego skupiamy się bardziej na doświadczeniu (zmysłowym, fizycznym i emocjonalnym) związanym z procesem jedzenia. Przyglądamy się tej „problematycznej” czynności krok po kroku, w poszukiwaniu tego, co w niej najważniejsze. Każdą czynność możemy rozłożyć na etapy i dla każdej osoby coś innego będzie „tym czymś” co wciąga, przyciąga, pozwala osiągnąć pewien stan. Bowiem to stanów potrzebujemy i poszukujemy, a jedzenie (czy cokolwiek innego) jest tylko drogą do ich osiągnięcia. Jak różnorodne mogą to być odczucia, pokaże kilka przykładów z mojej praktyki.

Jaki głód próbuje być zaspokojony poprzez objadanie?

Zatrzymaj się.

Pewien bardzo ciężko pracujący mężczyzna, mimo wielu godzin fizycznej pracy dziennie, miał problem z nadwagą. Jadł ogromne ilości jedzenia i nie potrafił przestać. Gdy uważnie zaczęliśmy się przyglądać kiedy i jak je, okazało się, że jedzenie to jest jedyny moment w ciągu dnia, kiedy pozwala sobie się zatrzymać. Poza momentem, kiedy ma jedzenie na talerzu, cały czas czuje przymus by coś robić, nawet jeśli nie jest już w pracy. Jedzenie więc staje się jedyną „wymówką” by odpocząć, inaczej nie mógłby sobie na to pozwolić. Rozwiązaniem problemu nie jest więc skupianie się na tym jak mniej jeść, tylko w jaki sposób pozwalać sobie na zwolnienie tempa, również przy okazjach innych niż jedzenie.

Świadome pozwolenie sobie na zatrzymanie i uważne zjedzenie czegoś smacznego, pomogło, przynajmniej częściowo, złagodzić przymus ciągłego działania. Skutkiem ubocznym stało się zredukowanie samej ilości zjadanego jedzenia – gdy potrzeba została dostrzeżona i świadomie zaspokojona, jedzenie jako pretekst przestało być potrzebne w dotychczasowej ilości.

Bądź dla siebie dobra.

Pewna kobieta za każdym razem gdy wracała z pracy, czuła nieodpartą chęć by zajść do cukierni i kupić sobie ciastko. Wyrzuty sumienia, że znowu je słodkie były później trudne do zniesienia, ale wcale nie powstrzymywały przed kolejna wizytą w sklepie. Okazało się, że samo jedzenie ciastek, choć przyjemne, wcale nie było najważniejsze. Najistotniejszym momentem była ta chwila, kiedy stała przed oszklonymi półeczkami z całą gamą pyszności do wyboru i mogła spokojnie powybierać coś dla siebie. Wybrać. Dla siebie. To było to, czego potrzebowała w swoim życiu więcej, a z różnych powodów było to trudne do zrobienia. Bo dla siebie nie można, bo nie zasługuje, bo nawet siebie nie lubi, bo trzeba dla innych, itd.Ciastka były tylko namiastką dobroci, dlatego też nie „starczały” na długo i trzeba było ciągle do nich wracać. A ona potrzebowała nauczyć się dawać sobie samej dobre rzeczy w świadomy i intencjonalny sposób, w różnych obszarach swojego życia. Potrzebowała poczuć, że może sama wybierać i obdarowywać siebie wszelkim dobrem.

Poczuj siebie głębiej.

Inny z kolei mężczyzna mówił o sobie, że ma dwie wersje siebie. Jedną poranną, która robi plany, ma cele, jest chętna do robienia różnych rzeczy, takich jak uprawianie sportu. Druga, wieczorna, to ta, która po powrocie z pracy ma jeden cel: wypić piwo i się „nażreć”. Ten drugi jest „przewrotnym skurczybykiem” i nie chce się wcale słuchać tego pierwszego, za to jest w pełni usatysfakcjonowany, gdy żołądek jest wypełniony. Można by tutaj próbować wchodzić w dyskusje pomiędzy tymi dwiema częściami, ale nie zaprowadziłoby to zbyt daleko. W końcu człowiek ten prowadzi nieustający wewnętrzny dialog na ten temat, który kończy się tym, że „poranny” ostro atakuje i wywołuje wyrzuty sumienia.

Przyjrzeliśmy się procesowi „żarcia”. Okazało się, że ważna jest całość przygotowywania, jak rytuał, coś bardzo osobistego i intymnego. Zjedzenie misternie przygotowanej kanapki z wszystkim, co powinno się na niej znaleźć było głębokim czasem dla siebie samego. Gdy weszliśmy jeszcze bardziej w to doświadczenie, klient poczuł, że napełniając się czymś dobrym jest w bliskim i dobrym kontakcie z samym sobą. To było głębokie, duchowe doświadczenie, na które miał mało miejsca w swoim codziennym życiu. To była bardzo ważna potrzeba, która domagała się częstszego zaspokajania.

Jedzenie to symptom a nie problem sam w sobie

Te trzy przykłady pokazują jak bardzo indywidualne są procesy związanie z „objadaniem się”, i że można do nich dotrzeć tylko budując większą świadomość swoich odczuć i doświadczeń.

Jedzenie jest doraźnym rozwiązaniem problemu jaki istnieje, czymś co ma być funkcjonalne w obliczu niewystarczająco zaspokojonych potrzeb. Dopiero odkrycie tych potrzeb i szukanie sposobów, które będą mogły je prawdziwie zaspokoić, prowadzi do rozwiązania „problemu” z jedzeniem. Zdanie sobie sprawy z tego mechanizmu i świadome zaspokajanie odkrytych potrzeb dla niektórych będzie już „z górki”, a dla innych tutaj dopiero rozpocznie się głęboka praca. Jednak nigdy, w żadnym przypadku, długoterminowym rozwiązaniem nie będzie szukanie coraz to nowych sposobów na „zdrowe żywienie”, samokontrolę czy przechytrzanie samego siebie.

Aby praca nad tym tematem była skuteczna, trzeba również przeciwdziałać rozkręcaniu się poczucia winy i wstydu. Dlatego istotne jest znalezienie dobrej motywacji i budowanie postawy współczucia wobec siebie i swoich potrzeb. Skupianie się tylko na symptomach i na walce z niechcianym zachowaniem jedynie wzmacnia wewnętrzny konflikt i napięcie. Często jest tak, że objadanie się jest jedynym momentem, w którym osoba choć na moment może doświadczyć wolności, błogości, spokoju, radości czy miłości – wszystkiego tego, co niszczone jest przez wewnętrznego „kontrolera” czy „krytyka„. Im bardziej jest on surowy, ograniczający czy brutalny, tym większa rodzi się potrzeba czegoś dobrego. Dlatego motywacja do pracy z objadaniem się nie może płynąć tylko z części, która wymaga, żeby w końcu „przestać tyle jeść”. Potrzeba dostrzec, że to, co uznane zostało za „problem”, w rzeczywistości niesie w sobie rozwiązanie.

Nicolas Barbier Garreau

Tags: No tags