jak przetrwać święta

Jak przetrwać święta i nie zwariować

Idą święta, wszystko ślicznie przyozdobione lampkami, „świąteczne promocje” atakują na każdym kroku, a nieśmiertelne utwory okołokolędowe przyklejają się znowu do naszych mózgów. Może nie brzmię zbyt entuzjastycznie, ale to raczej dlatego, że drażni mnie to całe szaleństwo, szczególnie związane z komercyjnym podejściem. Chociaż oczywiście same święta mogą być całkiem przyjemnym czasem spędzonym z bliskimi ludźmi.
To ostatnie zdanie jest już jak wytarty frazes, „święta to czas z bliskimi”, „czas dla bliskich”. Stracił swoją istotę, bo został uprowadzony przez handel, przeżuty i wypluty na nas w formie „co podarujesz bliskim (kup ten produkt!)”. Nietrudno się zgubić i stracić z oczu sens świąt, tych nadchodzących i w ogóle, każdych. Łatwo też zapędzić się w ślepą uliczkę pogoni za prezentami, przepisami, sprzątaniem, kończącą się napięciem, zdenerwowaniem i zupełnie nie świątecznym nastrojem. Chciałabym podzielić się z Wami swoimi refleksjami na ten temat.

Jaki jest dla Ciebie sens świąt?

Jeśli jesteś osobą religijną, to święta mają przede wszystkim podstawę duchową. Ja osobą religijną nie jestem, więc nie będę rozwijać tego podpunktu. Wiem jednak, że przypomnienie sobie o duchowym aspekcie, pomaga przywrócić odpowiednią perspektywę i pamiętać o tym, co naprawdę ważne.
Święta Bożego Narodzenia są również wydarzeniem związanym z naszą kulturą i tradycją (słowo niestety „uprowadzone” i upolitycznione przez pewne kręgi, warto poszukać na nowo ich znaczeń), a nie tylko z religią. Jest to czas, który możemy spędzić z bliskimi nam osobami, spokojnie, bez pośpiechu, celebrując te wspólne momenty. W czasach, w których każdy jest zagoniony, ma mnóstwo zajęć, pracy, a w wolnych chwilach siedzi przyklejony do komputera czy telefonu, to wyjątkowo ważne. Mijamy się, tracimy kontakt, porozumiewamy za pomocą zdawkowych smsów, wolny od pracy czas świąteczny może być dobrą okazją, by znów spotkać się z rodziną i przyjaciółmi. Spotkać, tak naprawdę spotkać z drugim człowiekiem. Przy jakiej potrawie i dając mu jaki prezent – to naprawdę sprawa drugorzędna.
Gdy poczujesz, że wir zadań, przygotowań, ustaleń zaczyna cię wciągać i myśl o świętach powoduje zmęczenie, a nie radość – zatrzymaj się i przypomnij jaki dla ciebie ma sens ten czas.

Bo w czasie świąt nie może zabraknąć…

Święta są pewnym rytuałem, a rytuały są ważne. To odrębny temat, ale warto wspomnieć choćby o tym, że rytuały nadają głębszego, symbolicznego znaczenia naszemu życiu. A to z kolei potrzebne jest, byśmy nie byli tylko automatami, żyjącymi z dnia na dzień, wpadającymi w depresję z braku poczucia sensu życia.

Rytuał daje pewną stałość, punkt odniesienia, choćby dlatego, że jest niezmienny w swojej formie. Z tego powodu forma jest istotna.
Z drugiej strony, sama forma, bez wypełnienia jej naszą energią, uwagą, emocją, przeżyciem nie wystarcza, by rytuał spełnił swoją rolę. Dlatego też uważajmy, by forma nie przysłoniła tego, co najważniejsze. Potrawy, dania szczególnie związane ze świętami, choinka, ozdoby – to wszystko nie jest bez znaczenia, ale też nie jest znaczeniem samo w sobie.

Oczekiwania niszczą najlepsze intencje

Wróćmy jeszcze do założenia „czas dla bliskich i z bliskimi”. Czasem tak bardzo chcemy, żeby było miło i przyjemnie, i w ogóle idealnie, że napięcie powoduje odwrotny efekt. Nasi bliscy są… różni. Znamy ich, wiemy jakie mają tendencje, my zresztą mamy swoje własne. Oczekiwanie, że nagle konserwatywny wujek będzie głosił liberalne poglądy, żeby było miło albo że babcia nie będzie zagadywać wszystkich na śmierć… no niestety, nie są realistyczne. To może być zła wiadomość, ale może też być pozytywna. Jeśli przyjmiemy tych ludzi takimi, jacy są, będzie łatwiej z nimi obcować. Odpuszczając oczekiwania, że będzie „jakoś”, robimy miejsce na to, żeby po prostu być. Spójrzmy na tych ludzi, weźmy ich takimi, jacy są, razem z ich wadami, historiami i doświadczeniami. Czy są tak bardzo różni od nas?

Możesz przed świętami zastanowić się, kto potencjalnie może być dla ciebie jakoś szczególnie irytujący i zastanowić się dlaczego tak się dzieje, zrobić pracę po swojej stronie. Będzie łatwiej i przyjemniej cieszyć się czasem przy wspólnym stole.

Co więcej, można nawet spróbować odnaleźć inną perspektywę patrzenia na tych bliskich, próbując nawiązać z nimi inny niż zazwyczaj kontakt. Porozmawiać, zapytać o to, co dla nich ważne, posłuchać ich historii (nawet jeśli słyszymy je po raz tysięczny) i zobaczyć za tym drugiego człowieka, który coś przeżył.

Wspólne święta to przywilej

Warto też pomyśleć o tym, że nie wszyscy obchodzą święta, a i nie wszyscy mogą to zrobić tak, jakby chcieli. Są osoby samotne, odrzucone (tak, te które również my w swoim komforcie odrzucamy, ignorując, odwracając głowę) czy takie, których losy potoczyły się w smutny sposób.

Są takie, które nie mogą pojechać do domu rodzinnego na święta, bo rodzina nie akceptuje tego, kim są – myślę tu o osobach homoseksualnych, które nie są mile widziane lub dokonały bolesnego wyboru, by się nie pojawiać na rodzinnych zjazdach w akcie niezgody na odrzucanie ich lub ich partnerów. Oczywiście trudne historie rodzinne są przeróżne, dramatyczne, tragiczne, nieszczęśliwe. Nie jest najistotniejsze dlaczego, ale warto pamiętać, że to, co dla nas oczywiste, dla wielu takie nie jest.

Móc spędzić święta z bliskimi to ogromny przywilej, doceńmy to i jeśli to tylko możliwe, podzielmy się nim z tymi, którzy takiego przywileju nie mają.

Wszyscy (no, prawie) czekamy na prezenty

Zazwyczaj dziecko w każdym z nas cieszy się na myśl o prezentach. W większości lubimy też prezenty dawać. Nie ma w tym nic złego, ale mam kilka refleksji na ten temat.

Prezenty łatwo mogą stać się substytutem czegoś innego. Łatwiej dać prezent, trudniej porozmawiać, szczególnie z osobami, z którymi na co dzień nie mamy kontaktu. Ba, nawet z tymi, z którymi żyjemy na co dzień… Niech prezent będzie miłym dodatkiem, sprawieniem komuś radości, a nie koniecznym obowiązkiem.

Można też umówić się na nie dawanie prezentów (dając je na przykład tylko dzieciakom), dobrać się w pary, które się obdarowują albo losować osobę, której damy prezent. W ten sposób każdy coś dostanie, a nie wydamy nie wiadomo jakich pieniędzy na prezenty, które bywają wymuszone, są tylko „pro forma” czy lądują potem w szufladzie.

Podoba mi się też bardzo idea robienia własnoręcznych prezentów, choć zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma na to czas, energię i poczucie, że potrafi. Jednak taki prezent, niekoniecznie idealny albo bardzo prosty, jest daniem komuś bliskiemu kawałka siebie i odcięciem się od tego całego komercyjnego szaleństwa.

Myślę też o ideach w rodzaju „szlachetnej paczki”, która pozwala podzielić się częścią swoich zasobów z tymi, którzy naprawdę tego potrzebują. Zamiast (albo poza tym) kolejnej pary skarpetek czy krawata wujkowi, który i tak już ma ich sporo, możemy realnie wpłynąć na czyjeś życie.

Uważność i rzeczy małe

Cieszmy się i korzystajmy ze świątecznego czasu świadomie, bo minie szybko, nie wiadomo kiedy… Jeśli zapchamy go telewizją, komputerem, wrzucaniem w siebie jedzenia, to nie będzie wcale „świąteczny”. Trochę uważności, skierowanej na najbliższych, ale też na rzeczy drobne, bez pośpiechu, doceniając to, co mamy, spowoduje, że święta będą mogły nabrać nowej jakości i spełnić swoją funkcję celebracji wyjątkowego czasu.