depresja - jakie ma znaczenie?

O depresji słów parę

Śmierć Robina Williamsa stała się kolejnym bodźcem do rozmów na temat depresji. Przede wszystkim o tym, żeby nie ignorować złego samopoczucia i zwracać się po pomoc do specjalistów. Depresja cały czas jest tematem tabu, mimo, że coraz więcej się o niej mówi w przestrzeni publicznej. Nadal słyszę, że ludzie reagują na zasadzie „nic ci nie jest, weź się w garść”, pracodawcy niechętnie widzą zwolnienia z tej przyczyny, bliscy nie rozumieją w czym tkwi trudność. Dlatego trzeba o tym mówić i pokazywać, że to nie jest „nic”, tylko realne trudne doświadczenie, które wymaga pomocy i wsparcia.
Czasem patrzę sobie na świat, słucham osób, które przychodzą do mnie do gabinetu i myślę sobie – jak tu nie mieć depresji? Bo pamiętajmy o tym, że depresja jest raczej reakcją na coś, objawem, a nie sama w sobie „zaburzeniem”. Nie lubię, gdy traktuje się ją jak „wroga”, z którym trzeba walczyć. Jeśli już z czymś walczyć, to z tym co ją powoduje. To nie jest przeziębienie, którą się łapie, bo ktoś w tramwaju kichnął. Zawsze są przyczyny, wewnętrzne, zewnętrzne, którymi trzeba się zająć.
Żyjemy pod ciągłą presją: osiągnięć, sukcesów, wymagań – zarówno z zewnątrz, jak i z wewnątrz. Depresja może być efektem „nie wyrabiania się” wobec tych oczekiwań. Negatywnie motywująca krytyka wewnętrzna doprowadza do poczucia bezsilności i smutku. Bo to tak, jakby nad głową stał ktoś, kto jest wiecznie niezadowolony, wymagający, oceniający i niemożliwy do zaspokojenia. Jak pod wpływem takich wewnętrznych komunikatów nie opadać z sił? Nie chować się przed światem? Nie mieć energii by mierzyć się z kolejnym takim dniem? Wewnętrzny Krytyk w skrajnej formie może być sprawcą wewnętrznej przemocy, a w ostateczności – dosłownie – zabójczy.Z drugiej strony, nasza coraz bardziej amerykanizująca się kultura, wymaga od nas dobrego samopoczucia, ciągłego uśmiechu i „bycia szczęśliwym”. Uciekamy od trudnych emocji (nazywając je negatywnymi, czyli takimi, których trzeba się pozbywać), nie chcemy smutku, nawet gdy coś tracimy; nie chcemy złości, nawet gdy ktoś nas nadużywa; nie chcemy dyskomfortu, mimo, że jest on nieodłączną częścią życia. Depresja, w tym kontekście, może być formą dobijania się tych odsuwanych i kumulujących się emocji do naszej świadomości.I w końcu – depresja może być sygnałem, że nasze życie nie jest takie, jakie powinno być. Idziemy na kompromisy, zgadzamy się na półśrodki, nie żyjemy pełnią swojego potencjału czy nie dostrzegamy ważnych potrzeb. Nie podążamy za swoim „procesem życiowym” – drogą, która by sprawiła, że będziemy żyć w pełni (inna ważna sprawa to pytanie, *co* nie pozwala nam na podążanie tą drogą…). Depresja zatrzymuje nas, nie dając wyjścia, często dosłownie. Żąda zatrzymania się i przyjrzenia swojemu życiu. Jest sygnałem, który mówi, że coś jest nie tak, czegoś zbyt mało lub zbyt wiele. Często okazuje się, że w cywilizacyjnym pędzie, który nas otacza, nie mamy czasu na odpoczynek, na kontakt z przyrodą czy bardziej duchowym aspektem życia. Istnieją teorie i badania pokazujące, że stany depresyjne mają swoje ewolucyjne znaczenie – są czasem, w którym energia z niezbyt znaczących czynności jest wycofywana, aby można było spokojnie przemyśleć problem i strategię wprowadzania potrzebnych zmian.
Oczywiście te trzy scenariusze nie wyczerpują możliwości, każdy przeżywa depresję w indywidualny sposób i jest wiele czynników, które wpływają na jej rozwój i przebieg. U niektórych osób ważne są pewne biologiczne podstawy (choć tak naprawdę nie ma jeszcze dobrej teorii wyjaśniającej wszystkie mechanizmy biologiczne, tzw teoria serotoninowa jest w dużym stopniu niewystarczająca), a wparcie się lekami, by poprawić pewną chemiczną nierównowagę może pomóc stanąć na nogi.  Jednak depresji nie da się rozpatrywać w oderwaniu od rzeczywistości psychologicznej danej osoby.

Nie pozwólcie sobie i swoim bliskim cierpieć – sięgajcie po pomoc i wsparcie.