Współczesny świat ciągle nas popędza, powodując, że nawet odpoczywać musimy efektywnie.

Jedną ze współczesnych plag jest coś, co na własny użytek nazwałam terrorem efektywności. Istnieje pewna grupa osób, której wewnętrzny Optymalizator (zazwyczaj będący po prostu jedną z form Krytyka Wewnętrznego) nie odstępuje ani na krok, wtrącając swoje trzy grosze (lub więcej) we wszelkie możliwe sfery życia. Podpowiada, że trzeba robić rzeczy skuteczniej i szybciej, optymalnie wykorzystując czas.

Bądź produktywny!

Nie jest to jednak tylko wewnętrzne doświadczenie tych osób. Rozejrzyjmy się wkoło, popatrzmy i posłuchajmy. Proszek do prania jeszcze skuteczniejszy. Schudnij efektywnie. I szybko. Ucz się się też szybko. Jeszcze szybciej czytaj, żebyś mógł przyjąć więcej informacji. Środek przeciwbólowy też jest jeszcze efektywniejszy niż dotąd. Działaj według przedstawionych kroków, a osiągniesz sukces w związku / diecie / bieganiu / medytowaniu / szydełkowaniu / mówieniu w swahili / doprowadzaniu partnera do szaleństwa. #Szybciejskuteczniejefektywniej.

I jak tu nie oszaleć? Jak nie poddać się przekonaniu, że wszystko trzeba skutecznie i efektywnie (jeśli jeszcze nie macie dość tych słów, to obiecuję, że na koniec tekstu już będziecie) robić i zmieniać.

Konsekwencje? Ciagły niepokój, poczucie, że wszystko co robię, jest nie do końca takie, jak powinno. Ja przede wszystkim jestem nie taka, jak powinnam, co więcej, potrzebuję odpowiednich kroków i zadań, by skutecznie siebie zmienić.

Wszystko musi być już, teraz, szybko; spotkania terapeutyczne dwa, trzy, cztery razy w tygodniu żeby szybciej dokonać zmian; dwóch terapeutów, żeby szybciej szło; coach za 1000zł za sesję, bo z pewnością będzie najskuteczniejszy. Efektywność ponad wszystko.
Relacje muszą być satysfakcjonujące we wszystkich obszarach, jak nie są, to trzeba nad nimi/sobą “ciężko i efektywnie pracować”. Najlepiej według wyznaczonych zadań, śledząc postępy. Jeśli coś jest trudne czy potrzebuje czasu…trzeba znaleźć sposób, by przyspieszyć.

Czas natomiast trzeba optymalnie wykorzystywać. Jeść i czytać. Czytać i ćwiczyć na rowerku. Biegać i słuchać audiobooków. Byleby nie było “pustych przebiegów”.

Czy potrafisz skutecznie odpoczywać?

Odpoczynek? Odpoczywać też trzeba skutecznie, nie można “nic nie robić” czy być “biernym”, tylko iść na jogę, basen, pilates, kurs tajskiego gotowania, nauczyć się kitesurfingu czy jeżdżenia na rowerze tyłem. Czas trzeba spędzać pożytecznie i nie można go marnować. Dlatego każda czynność musi dawać poczucie, że coś wnosi, coś zmienia, coś daje, coś powoduje.

Oczywiście na tym wszystkim siedzi okrakiem Krytyk, strzela z bicza i zarządza oraz ocenia – czy standardy efektywności i skuteczności są wypełniane. Jeśli nie, woła “marnujesz czas!” i wciska przycisk z napisem “poczucie winy”.

Ani chwili na oddech. Ani chwili na po prostu pobycie ze sobą – pobyć można ze sobą, byle było to skuteczne, coś można było odkryć, zrozumieć, ulepszyć. Ostatecznie potrzeba efektywności może prowadzić do paraliżu decyzyjnego lub poczucia bezsensu we wszystkim. Bo może robię nie to, co powinienem? Może coś innego będzie lepsze? Może tracę czas?

Jak nauczyć się tracić czas?

Jak to zmieniać? Najprostsza rada “po prostu odpuść” zazwyczaj po prostu nie działa. Taka osoba odpuszcza, odpuszcza, odpuszcza… ale Krytyk prędzej czy później orientuje się, że coś jest nie tak. I uderza ze zdwojoną siłą mówiąc “skoro sobie bimbałeś przez ten czas, to teraz musisz szybko nadrobić”. Nie da się więc najczęściej odpuścić bez pracy nad Krytykiem. Często trzeba zacząć od okiełznania jego dyktatorskich i często brutalnych zapędów.

Gdy możliwy będzie wewnętrzny dialog, przyjdzie czas na zadawanie pytań: dlaczego ten Krytyk tak strasznie pogania? O co mu chodzi? Jaki system przekonań i wartości za tym stoi, i skąd się wziął? Odpowiedzi jest pewnie tyle, ile osobistych historii, z grubsza jednak większość dzieli się na dwie (niewykluczające się) kategorie.

1. Ktoś musiał w dzieciństwie “zasługiwać” na miłość, uznanie i akceptację robiąc różne rzeczy – dobrze się ucząc, będąc grzeczną, osiągając sukcesy, znając odpowiedzi na pytania, itd. Mogła też słyszeć, że nie można się obijać, być leniem, marnować czasu tak często, że zupełnie nie było miejsca na cokolwiek innego.

Osoby, które przekazywały te przekonania mogły mieć bardzo dobre intencje, na przykład żeby ktoś “wyszedł na ludzi”, “poradził sobie w życiu”, itd. Jednak nie było miejsca na inne, mniej sztywne, sposoby działania. Stad dziś wewnętrzne poczucie, że zatrzymanie się spowoduje jakieś racjonalnie bliżej nieokreślone, ale przerażające konsekwencje. W tym wypadku potrzebne jest zmierzenie się z tymi przeszłymi wzorcami, zrozumienie ich i transformacja na bardziej elastyczne postawy.

2. Za “byciem skutecznym i efektywnym” oraz za “niemarnowaniem czasu” może stać potrzeba robienia rzeczy, które są wartościowe i mają sens. Jednak zamiast odnaleźć faktycznie to, co daje głębokie poczucie sensu i spełnienia, w rozpaczliwym geście wyszarpywane są z codziennych czynności tego namiastki.

Dopóki potrzeba “dobrego wykorzystania swojego czasu na Ziemi” nie zostanie zobaczona, usłyszana i zaspokajana w odpowiedni sposób, dopóty wszelkie próby odpuszczania i odpoczywania będą bojkotowane. Niestety okazuje się, że dotychczasowe sposoby realizacji tej potrzeby nie są (o ironio) wcale skuteczne.

Robienie więcej i efektywniej wszystkiego nie przybliża nas do kontaktu z sensem istnienia. Jak robić i działać inaczej, by było miejsce zarówno na sens i wartość, jak i na spokojne bycie bez konieczności robienia czegokolwiek? Odpowiedź na to pytanie raczej się tworzy w procesie kontaktu ze sobą niż odnajduje gdzieś na zewnątrz. Zewnętrzne naciski społeczno-kulturowe nie ułatwiają nam tak potrzebnego zatrzymania się (skrajną formą przejawu tej potrzeby jest depresja), ale warto szukać swoich na to sposobów. Czego życzę na nadchodzący świąteczny czas.

  1. Cześć Joanno,

    Lubię czytać Twoje artykuły bo masz lekką rękę do pisania i są one ciekawe. Ale czytając dzisiejszy zastanowił mnie fragment “coach za 1000zł, bo na pewno będzie najskuteczniejszy…”

    I tu moja uwaga – jako coach i psycholog – dawno nie słyszałem o tym by jakiś coach brał 1000zł za sesję coachingu indywidualnego. Jestem jednym z droższych u nas coachów i górne stawki za coaching biznesowy sięgają niższych kwot niż ta wymieniona przez Ciebie. A korporacje są skłonne płacić takie pieniądze (wyższe niż klient indywidualny) bo szacują ROI(stopę zwrotu z inwestycji) i po prostu im się to opłaca.

    Jeśli mówimy o skuteczności i wydajności – dzięki której można zyskać czas dla siebie na nic nierobienie – to proponuję rozważyć poniższą kalkulację:

    Sesja coachingu trwa dwukrotnie dłużej niż sesja terapeutyczna – odbywa się raz na 3-4 tygodnie by klient miał czas na wykroczenie “poza schematy” – dobrze poprowadzona przez fachowca często daje efekt lepszy niż kilka sesji terapii. W terapii mamy 250 szkół terapeutycznych – z czego część to zdezaktualizowane molochy – gdzie prowadzi się pacjenta(nie klienta) latami – dziś stosowane mogą sugerować wąski horyzont terapeuty ( podlega ściśle jednemu punktowi widzenia rzeczywistości i jest mało elastyczny w podejściu do rzeczywistości klienta) lub sugerować chęć zysku (cotygodniowe wieloletnie sesje). Na szczęście mamy coraz więcej fachowców którzy potrafią łączyć rożne szkoły i podejścia i działać sprawnie kierując się dobrem klienta a nie ślepo wierząc w niektóre zdezaktualizowane teorie.

    Licząc to w prosty sposób:
    sesje coachingu raz w miesiącu – załóżmy ta bardzo droga 500zł
    Terapia cotygodniowa (po dwie godziny by dorównać czasowi sesji coachingu) 8x100zł= 800zł
    lub terapia cotygodniowa po 1h x 4 tygodnie – koszt 400zł więc podobnie do drogiego coachingu.

    Efekty często okazują się, że zbliżone – oczywiście zależne od doświadczenia i kompetencji prowadzącego te sesje. Efekt uboczny – 4 krotnie mniej czasu dla siebie na nicnierobienie u terapeuty i klienta w przypadku terapii;)

    A swoją drogą jeśli dobry coach poświecił wiele lat na dojście do poziomu, który gwarantuje mu bardzo wysoką skuteczność pracy (jeśli chodzi o poziom realizacji celów klienta) i ceni sobie swój czas na tyle by brać takie pieniądze za sesje to chylę czoła i podziwiam. Ale zakładam, że taki fachowiec jeśli jest na tym poziomie to ceniąc swój czas robi to po to by z niego w różny sposób korzystać – nie pędzi ślepo przez życie – i ma poukładane wartości. Badania ekologii (późniejszych konsekwencji z wprowadzanych w życiu zmian dla klienta, rodziny, systemu, pracy itp.) uczy się na wielu podstawowych kursach coachingu.

    Problem w tym, że w dzisiejszych czasach jest wiele osób podszywających się za coachów w celu zysku – bo coaching staje się bardziej popularny – i właśnie Ci ludzie psuja nam renomę. W skrajności dochodzi do tego iż coaching jest często źle rozumiany – jako szkolenie, konsulting, czy wywieranie presji i gonienie za wynikiem – a idea coachingu jest zgoła inna. Ma służyć ludziom przy osiąganiu założonych przez nich celów przy jednoczesnym wspieraniu wzrostu ich świadomości i poszanowaniu wyznawanych przez nich wartości.

    Ciekaw jestem jak się na to zapatrujesz?

    Pozdrawiam,
    Zadowolony zarówno z pracy jako terapeuta i coach;)

    1. Witam,
      (sesja coachingu) “…dobrze poprowadzona przez fachowca często daje efekt lepszy niż kilka sesji terapii.” Proszę o wskazanie badań, na podstawie wyników których wnioskuje Pan o tym. (zgadzam się z opinią, że coaching realizuje inne cele, terapia – inne, choć pewnie pewne obszary są wspólne
      pozdrawiam

  2. Nie porównywałabym terapii i coachingu, ponieważ wg mnie adresowane są jednak do różnych typów klienta, o różnych potrzebach i w różnym stanie psychicznym.

  3. Zgadzam się, terapia i coaching to dwie różne rzeczy. To czego potrzeba zależy od indywidualnych potrzeb każdego człowieka.

  4. Ostatnio własnie stykam się z paraliżem decyzyjnym i wątpieniem w sens świata a walczę z tym śmiejąc się ( czasami nawet na głos) z rozkazów, które uda mi się wyłapać z dialogów wewnętrznych i muszę powiedzieć, że od chwili kiedy zacząłem to robić czuje się dużo lepiej. Ta gra wewnętrzna sama w sobie stała się swego rodzaju przyjemnością a wszelkie czynności wcześniej srogo oceniane tracą na ważności w kontekście wewnętrznego zmuszania się do wykonania ich efektywniej niż najefektywniej, nie tracąc przy tym ważności w kontekście poprawnego ich wykonania.

    Proszę mądrzejszego ode mnie o jakiś impuls w moja stronę jeśli sam przeżył coś podobnego bądź zetknął się czymś podobnym i jest w stanie przewidzieć, że moje działania wg Niego mogą prowadzić mnie na drogę, którą wcale nie chce iść.

    Pozdrawiam

    1. Kuba, z tego co piszesz, to rozumiem, że aktualnie rozpoznajesz to, co Ci w głowie “każe” coś robić i nie czując przymusu i tak robisz pewne rzeczy, które potrzebują być zrobione. Jeśli tak, to sytuacja idealna 🙂

  5. Tak, w tym momencie idealna bo i czuję się z tym świetnie ale sęk w tym, że byłem już kilka razy w sytuacji, gdzie wszystko wydawało mi się dobre i klarowne jednak potem okazywało się jednak, że błądziłem lekko.
    Tak jak teraz sądzę, że jest to dobre rozwiązanie i zajebiście się z tym czuję ale napisałem tego posta dlatego, że biorę pod uwagę to, że mogę być w błędzie i jeśli jest ktoś kto może udowodnić mi gdzie ten błąd popełniam to chciałbym dowiedzieć się o tym wcześniej niż później.

    pozdrawiam

  6. To ja jestem tu opisana!!! Caly czas musze cos robic planuje. Uczyc sie na studia, dorabiac. Jestem zmeczona a trzeba efejtywnie odpoczywac fitness basen bieganie koszykowka! Troche czasu zostaje: czytac duuuzo bo to konieczne. Na czas niemalze. Seriale zeby byc na biezaco bo inni ogladaja mimo ze wlasciwie nie mam ochoty. Dalej nauka zeby zdac wszystko. Spanie po 5 h bo tyle trzeba zrobic. No i znajomi zeby sie nie poobrazali: imprezy, spotkania, wyjazdy. Ja tego nie traktuje jak przyjemnosc. Wszystko jest obowiazkiem!!! Mam tego szczerze dosc. Chcialabym miec wszystko za przeproszeniem w d… a nie ten przymus wydajnosci. To mnie dobija. Wygladam jak wrak. Nie mam minutki dla siebie!!! Przez sama siebie na dodatek. Ale jestem tego swiadoma. Tylko ciezko z tym zerwac.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share