odkładanie na później

Czy Ty też odkładasz wszystko na później?

[dropcap type=”square” round=”yes” color=”#f5f5f5″ background_color=”#4583b3″ ]D[/dropcap]oskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że powinieneś daną rzecz zrobić. Jest ważna, bardzo ważna, to też dobrze wiesz. Bardzo możliwe, że jeśli jej nie zrobisz, konsekwencje nie będą zbyt przyjemne, choć zazwyczaj nie natychmiastowe. Im bardziej wiesz, że trzeba to zrobić, tym bardziej tego nie robisz, mówisz – zrobię to jutro, przecież nic się nie stanie, jak zrobię to jutro. A dziś zajmujesz się czymś innym. Zazwyczaj czymś o wiele, wiele mniej ważnym. A jutro? Jutro znów odkładasz na kolejne jutro, bo w końcu nie zbawi cię te paręnaście godzin, a teraz przynajmniej możesz odsunąć od siebie nieprzyjemne napięcie. Znacie to?

Lenistwo, brak silnej woli, nieodpowiedzialność czy jeszcze coś innego?

Zjawisko to otrzymało trudną do wymówienia nazwę: prokrastynacja, choć oficjalnie w języku polskim takiego słowa (jeszcze?) nie ma. Jest za to swojskie „odwlekanie”. Prokrastynacja jest kalką z angielskiego pojęcia „procrastination”, które stało się w ostatnich latach bardzo modne, szczególnie we wszelkiego rodzaju internetowych poradnikach dotyczących produktywności (też modne). Możemy więc w sieci znaleźć sto jeden sposobów na „walkę z prokrastynacją”. Zrób sobie listę zadań. Dziel zadania na mniejsze części. Nagradzaj się za postępy. Wysil wolę i po prostu zrób tę natrudniejszą rzecz od razu, jako pierwsze zadanie z rana. Przestań odkładać. No po prostu przestań odkładać, odkładanie nie jest dobre! Nadal odwlekasz? Chyba za mało się starasz…

Mogłoby się wydawać, że odkładanie spraw na później dotyczy tylko nieprzyjemnych obowiązków. Ale od wielu osób słyszę, że jak już się zabiorą za dane zdanie, to leci, można się przyjemnie „wkręcić” czy nawet doświadczyć stanu „przepływu” (ang. flow – stan, w którym osoba zatraca się w wykonywaniu danej czynności, często tracąc poczucie czasu). Są też pewne zadania, które same w sobie nie są szczególnie przyjemne, za to wiadomo, że przyczynią się znacznie do poprawy naszego dobrobytu, pomogą spełnić ważne plany i wpisują się mocno w nasz system wartości. No to w takim razie o co chodzi, dlaczego tak trudno jest się za nie zabrać? Brak czasu? Nieumiejętność zorganizowania się? Lenistwo? Oczywiście, możemy tłumaczyć to sobie lenistwem i brakiem tzw. silnej woli i walczyć z tym brakiem odwołując się do bycia odpowiedzialnym dorosłym człowiekiem, który wie, że pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. Czasem to pomaga. Ale czasem wręcz pogłębia problem.

Prokrastynuj jeszcze więcej, czyli podejście procesowe

Zanim spróbujemy przeróżnych technicznych sztuczek (nie mówię, że są zupełnie nieskuteczne, mi przypadły do gustu szczególnie dwie, które opiszę na końcu), warto zastanowić się o co tak naprawdę chodzi? Chciałabym zilustrować to przykładem z pracy procesowej (opisany przykład ma tylko funkcję ilustracyjną, nie jest ani dokładnym opisem konkretnej sesji, ani nie służy dokładnemu przedstawieniu technik pracy z procesem), której tematem było właśnie odkładanie ważnych spraw na później. Wyobraźmy sobie panią Krysię, która w znany nam już sposób mówi o swoim problemie:

[blockquote indent=”yes” ]”Ciągle odkładam ważne rzeczy na później. Od paru miesięcy miałam zapisać się na ważny dla mnie kurs, potrzebuję właściwie tylko wypełnić formularz zgłoszeniowy i go wysłać. Jestem na studiach podyplomowych i podobnie jest z uczeniem się. Lubię się uczyć, jak już usiądę, to jest to przyjemne, szukanie informacji, robienie notatek i czytanie ciekawych rzeczy. Ale i tak robię to wszystko na ostatnią chwilę. Wiem, że muszę to robić, że to ważne, ale odpycham to od siebie, ciągle odpycham [robi w tym miejscu intensywny gest odpychania].”[/blockquote]

Póki co mamy dwa elementy – część, która mówi o tym, że te sprawy są ważne oraz coś, co odpycha od siebie te sprawy. Ta pierwsza jest bardzo racjonalna, znana i „na wierzchu”, a ta druga jest bardziej tajemnicza i ciekawa, a do tego się rusza (procesowcy uwielbiają, jak klient się rusza 😉 ).

Proszę Panią Krysię, by pokazała, jakby to było, gdyby odpychała te sprawy jeszcze bardziej. Ona odpycha i odpycha, a po chwili mówi: „Odepchnęłam wszystko daleko i mam wokół siebie mnóstwo przestrzeni, czuję się wolna, niczym nieograniczona, to wspaniałe uczucie”. Zajmujemy się przez chwilę tym doświadczeniem, zachęcam ją, by pogłębiała je tak, jak potrafi, by całą sobą odczuła tę wolność. Widać, że sprawia jej to ogromną przyjemność i działa kojąco, na zwykle spiętą panią Krysię. Pytam się na ile ma miejsce w swoim codziennym życiu na takiego rodzaju doświadczenie. Opowiada, że czasem jej się zdarza to odczuwać, szczególnie w kontakcie z przyrodą, ale rzadko sobie na coś takiego pozwala. Trudno się dziwić, jeśli na co dzień jest tak mocno zaplątana w konflikt między robieniem a nierobieniem ważnych spraw. To jest coś, co nazywamy niedopełnionym procesem, bo ani jedna ani druga strona konfliktu nie może się zrealizować. Ani ważne rzeczy nie są robione, ani ich nierobienie nie jest przyjemne i dające przestrzeń – bo myśl o tym, że i tak trzeba coś robić nie daje spokoju. W związku z tym często następuje ucieczka od napięcia – pozorna, bo ostatecznie też męcząca.

Wracając do naszej pracy z procesem pani Krysi, okazało się, że odpowiednio głębokie wejście w tzw. proces wtórny (odpychanie) pomogło znaleźć odpowiedź na pytanie czemu ma służyć „nie robienie” ważnych rzeczy. Poszukałyśmy sposobów na to, by zrobić więcej miejsca w jej życiu na tego rodzaju doświadczenia.

Integracja wewnętrznego konfliktu

No dobrze, a co z drugą stroną konfliktu? W innych przypadkach pewnie można by było poprzestać na tym, ale tutaj część mówiąca „musisz to zrobić” była bardzo krytyczna, mocna, napierająca, prezentująca myślenie zero-jedynkowe: wszystko albo nic. To sposób podejścia szczególnie destrukcyjny w przypadku odkładających wszystko na potem perfekcjonistów, którzy chcąc, by coś zostało zrobione idealnie i w 100% w efekcie nie robią nic. Wyobraźcie sobie rodzica, który jest ostry i krytyczny, choć intencje wobec swojego dziecka ma dobre, nie chce jego krzywdy. Zależy mu na jego rozwoju, ale działa w sposób, który jest destrukcyjny w skutkach. Ojciec chce na przykład, by jego syn umiał żeglować, bo uważa, że to bardzo rozwijająca aktywność. Zapisuje go więc na kurs, nie pytając w ogóle syna, czy ten tego chce. To dla jego dobra, więc musi się podporządkować. Syn nie ma wyjścia, jedzie, ale czując presję buntuje się, nic mu nie wychodzi i nie czerpie z żeglowania żadnej przyjemności. A mógłoby to zupełnie inaczej wyglądać. Mógłby zostać zachęcony i zrobić coś, co będzie rozwijające czy inspirujące, ale dlatego, że sam też ma taką chęć, a nie tylko „musi, bo tak będzie dobrze”. Przymuszająca wewnętrzna część pani Krysi ma cechy takiego właśnie rodzica. Ale pamiętajmy o tym, że ten „wewnętrzny rodzic” ma sensowne intencje – bo w końcu ważne rzeczy są ważne i zrobienie ich wyjdzie (przynajmniej w założeniu) pani Krysi ostatecznie na dobre.

Poprosiłam więc panią Krysię o to, by w jedną rękę wzięła swoją część, która dba o zrobienie ważnych spraw, a w drugą tę, która potrzebuje przestrzeni. To, co się stało odbyło się poza racjonalną dyskusją. Chodziło o to, by z te dwie przeciwstawne energie mogły zacząć współpracować, współgrać, tworząc nowe, trzecie rozwiązanie. I to trzecie rozwiązanie ukazało się w symboliczny, ale dla klientki doskonale zrozumiały sposób. Okazało się, że można wnieść ważną sprawę w przestrzeń i ją zintegrować, tak, że nie będzie niczym zagrażającym.

Opisałam ten przykład, by pokazać jak ważne jest uwzględnianie wszystkich stron konfliktu. [highlight style=”yellow” ]Gdybyśmy pracowały tylko nad technikami i sposobami mającymi na celu nie odkładanie spraw na później, uznanie otrzymałaby tylko część „zmuszająca”, otrzymując siłę i energię do dalszego wywierania presji, kontynuując wewnętrzne nadużycia.[/highlight] Przez chwilę można by było się pewnie zmusić do czegoś, ale ani nie byłoby to przyjemne, ani na dłuższą metę skuteczne, bo energia stojąca za „odkładaniem” i tak dążyłaby do ujawniania się. Oczywiście u każdej osoby proces będzie wyglądać inaczej. W niektórych przypadkach trzeba dokładnie przyjrzeć się krytyczno-zmuszającej stronie, która bywa zjadliwa i destrukcyjna, a następnie różnymi sposobami łagodzić ją oraz korygować sposoby działania. Za odkładaniem może kryć się niedopełniona potrzeba odpoczynku, część chroniąca przed przepracowywaniem się (bo np. ktoś w dzieciństwie był świadkiem pracoholizmu któregoś z rodziców) albo medytacyjny stan, który dopełniony pomaga w podjęciu potrzebnych działań z precyzją i lekkością. Dlatego zajmowanie się tą stroną choć z początku może się wydawać wbrew zdrowemu rozsądkowi, daje bardzo wartościowe rezultaty.

Sprytne sztuczki w walce z odwlekaniem

A co z technikami i technologiami pokonywania prokrastynacji? Jako dodatek polecam [highlight style=”yellow” ]uważne zatrzymanie się w momencie, gdy pojawia się napięcie związane z wykonaniem zadania[/highlight]. Jak wspomniałam wcześniej, mamy często tendencję do uciekania przed tym napięciem, a warto w nim na chwilę zostać. Czasem ten moment, zanim zabierzemy się za robienie „czegoś innego”, pozwala odblokować się i zrobić to, co trzeba. Czasem pozwala na przyjrzenie się swoim realnym potrzebom – czy faktycznie potrzebuję odpocząć, czy może potrzeba mi jeszcze czegoś innego, by móc podjąć działanie, na przykład sięgnąć do swojego doświadczenia wewnętrznej przestrzeni, jak pani Krysia.

Drugi sposób (autorstwa prof. Johna Perry z Uniwersytetu Stanforda) znalazłam ostatnio na stronie 99u.com, i spodobał mi się, bo jest w pewnym stopniu procesowy – nie próbuje na siłę zmieniać mechanizmu odwlekania, a korzysta z jego własnej energii. Jak w aikido. Powiedzmy, że masz do zrobienia Bardzo Ważne Zadanie. Oczywiście odwlekasz jego zrobienie i zamiast tego, zazwyczaj, robisz cokolwiek innego. Coś co jest pod ręką, coś dostępnego, coś przyjemnego. Ale zauważ, że energię do robienia czegoś cały czas masz, jedynym problemem jest jej wykorzystanie na BWŻ. A co by było, gdyby ten napęd wykorzystać do zrobienia Mniej Ważnego Zadania, ale nadal istotnego i pożytecznego? W końcu zawsze jest coś do zrobienia. Prędzej czy później na miejsce BWŻ pojawi się coś nowego, a poprzednie straci ten straszny ładunek rzeczy-która-wisi-nad-głową. Tym, co się przydaje, by móc wykorzystać ten sposób, jest lista rzeczy do zrobienia, do której można szybko zajrzeć w krytycznym momencie odkładania ważnej sprawy na potem. Nie, tego nie zrobię teraz, może potem, ale zamiast tego… Brzmi interesująco, prawda?

Jestem ciekawa jak to jest u Was z odkładaniem na później, czy macie jakieś skuteczne sposoby i jakie macie na ten temat obserwacje?