liść na lodzie

Jesienno-zimowe dołki

Jesteśmy w szczytowym okresie krótkich, zazwyczaj szarych, dni i braku naturalnego światła przez większość czasu naszej aktywności. Niektórzy wstają jak jest jeszcze ciemno i wracają do domu, gdy już jest ciemno. Do tego gołe drzewa, obciążenie grubymi ubraniami i hasające wirusy atakujące nasze zdrowie. Świąteczne dekoracje i wszędobylskie pop-kolędy niektórym nastrój poprawiają, a innych dodatkowo irytują.

Nic dziwnego, że w tym okresie często doświadczamy sezonowego dołka w nastroju i pogorszonego samopoczucia. Producenci farmaceutyków najchętniej mówią od razu o depresji sezonowej, proponując nam tabletkę taką lub inną, by pozbyć się niechcianego stanu ducha. Jak nie tabletka, to chociaż pozytywne myślenie i robienie różnych innych rzeczy, by pozbyć się smutku. Pewnie, warto zadbać o siebie, zatroszczyć się również o to, by doświadczać radości, przyjemności, bliskości i innych pozytywnych stanów.

Ale zbyt łatwo chcemy się czegokolwiek pozbywać. Zbyt szybko dochodzimy do wniosku, że melancholijny nastrój, a nawet dołek to coś, co trzeba natychmiast wyciąć, stłumić, zamienić na coś innego. Zainspirował mnie dziś Arnold Mindell, przypominając o tym, że czas jesienno-zimowy w swej naturze polega na spowolnieniu, czy wręcz zatrzymaniu – choć nie znaczy to, że życie przestaje istnieć, raczej schodzi do podziemi, pod ziemię. Jest częścią cyklu przemian, ciemne-jasne-ciemne-jasne, i tak dalej. Podobnie nasza aktywność w swej naturalnej postaci podlega tego rodzaju fluktuacjom. Mamy okresy, gdy energii jest dużo, świeci słońce, chęć do działania płynie naturalnie. Mamy też czas wolniejszy, któremu czasem warto się poddać, posłuchać swojej melancholii, spokojniejszego tempa, zadbać o miejsce na chwilę refleksji i odpoczynku. Może ten zimowy „dołek” jest zaproszeniem do przyłączenia się do naturalnego cyklu? Smutek jest emocją, która skłania do zatrzymania, informuje o tym, co ważne (a na przykład zostało utracone), a także powoduje wycofanie z aktywności między innymi w celu odbudowania zasobów i przemyślenia dotychczasowych działań.

Współczesna tendencja do faworyzowania pozytywnych stanów może się kończyć nieumiejętnością tolerowania stanów mniej przyjemnych, ale będących normalną częścią naszej ludzkiej egzystencji. To ta nietolerancja bardziej niż same niekomfortowe stany staje się przyczyną cierpienia. Do tego dokłada się niestety nacisk na bycie produktywnym i efektywnym bez względu na wszystko, nie pozwalając na zmiany w aktywności.

Może moglibyśmy spróbować wczuć się w jakość tego zimowego, zatrzymanego, stanu, poczuć go w sobie i odkryć jego mądrość? Zakopując się pod koc z książka, w pewnym sensie to robimy…

Oczywiście, jak zauważył też Mindell, nie wszystko działa na wszystkich, nie wszystko dotyczy wszystkich. Może się zdarzyć, że przeżywany smutek jest bardzo silny, zaczyna zakłócać codzienne funkcjonowanie, a do tego towarzyszą mu silnie negatywne myśli. Jeśli dodatkowo pojawiają się objawy takie jak zaburzenia snu czy jedzenia – wtedy zdecydowanie warto skonsultować swój stan ze specjalistą, np. psychoterapeutą.