Podstawą popularnej “psychologii sukcesu” jest przekonanie, że stawianie sobie celów i ciągłe utrzymywanie ich w zasięgu uwagi powoduje zwiększenie motywacji. W momencie spadku motywacji zaleca się koncentracje na tym “po co to robię” i jaki ma być wynik końcowy. Trafiłam ostatnio na ciekawe badania pokazujące, jak zasada ta nie dość, że jest dużym uproszczeniem, to może wręcz zaszkodzić realizacji naszych planów.

Wydawałoby się, że świadomość tego “po co to robię” powinna być paliwem dla naszego zapału i energii wkładanej w jakiegoś rodzaju zadania, prawda? W momencie, kiedy się nie chce, przypomnij sobie jaki jest Twój cel i jakie korzyści odniesiesz z tego, że np. ruszysz się z kanapy, by pójść i pobiegać. Pomyśl o tym jakie to zdrowe, że Twój organizm będzie lepiej funkcjonował, że rozwiną się nie tylko mięśnie, ale i mózg, wyobraź sobie jaką piękną sylwetkę osiągniesz i jędrności nadasz swojemu ciału. Wydaje się to dość zdroworozsądkowym podejściem, którego skuteczności sama nie poddawałam pod wątpliwość. Okazuje się jednak, że dynamika naszej motywacji jest trochę bardziej złożona.

Ayelet Fishbach i Jinhee Choi z Uniwersytetu w Chicago zaprosili do badania studentów chodzących na uniwersytecką siłownię. Z ponad stu osób, połowę poprosili o to, by opowiedzieli im o swoich celach. Usłyszeli między innymi, że ktoś ćwiczy, by schudnąć, a ktoś inny by mieć lepszą kondycję. Drugą połowę pytali o to, czego doświadczają na sali do ćwiczeń, jak wygląda ich działanie samo w sobie – “Najpierw się rozciągam, a potem biegam na bieżni”. Następnie pierwsza grupa została poproszona o koncentrację na swoim celu w trakcie ćwiczeń, a druga o skupianie się na swoim bieżącym doświadczeniu na siłowni.

Skutki tych dwóch podejść różniły się od siebie istotnie. Osoby, które opisywały swoje cele miały silniejszy zamiar ćwiczenia i planowały np. biegać dłużej, niż osoby opisujące doświadczenie. Ale to druga grupa w efekcie ćwiczyła dłużej – prawie o 10 minut. Badacze wyciągają z tego takie wnioski: koncentrowanie się na celach odciąga nas od doświadczania przyjemności z samego działania. Owszem, pomaga to zebrać się w sobie i zabrać się z werwą do działania, ale na dłuższą metę tracimy to, co lubimy najbardziej – przyjemność. Mamy zadanie do wykonania, za które czeka nagroda w postaci zrealizowanego celu. A to wcale nie sprzyja motywacji. Człowiek najchętniej działa, gdy ma poczucie, że robi to z własnej woli, czuje chęć i czerpie z tego radość – psychologowie nazywają to motywacją wewnętrzną. Motywacja zewnętrzna, czyli działanie tylko po to, by uzyskać jakiegoś rodzaju nagrodę, potrafi zabić chęć i przyjemność płynącą z działania. Studenci, z którymi rozmawiano po eksperymencie, potwierdzali to. Ci, którzy koncentrowali się na celach odbierali swoje ćwiczenia bardziej jako ciężki wysiłek niż ci, którzy skupiali się na swoim doświadczeniu.

Jaki z tego wniosek? Warto postawić sobie cele, znaleźć odpowiedź na pytanie “po co” i odkryć korzyści z podejmowanych działań. Ale, gdy już skorzystamy z otrzymanego dzięki temu impulsu do działania, lepiej odłożyć swoje wizje przyszłości na bok i skupić się na tym, co najbardziej aktualne – na doświadczeniu i przeżywaniu tego, co się robi. Okazuje się bowiem, że nie potrzeba wcale nagród z zewnątrz, by zniszczyć naszą wewnętrzną motywację – nadmierna koncentracja na celu działa bardzo podobnie, tworząc “zewnętrzną motywację” w obrębie naszej własnej psychiki.

Fishbach i Choi przeprowadzili jeszcze kilka badań, by sprawdzić działanie tego mechanizmu. Dotyczyły one robienia origami i czyszczenia zębów nitką dentystyczną. Opowiedzenie ludziom o korzyściach płynących z robienia origami (np. poprawienie koordynacji wzrokowo-ruchowej) powodowało, że mieli oni większą chęć, by spróbować to robić. Ale dalsze koncentrowanie się na długoterminowych celach, powodowało, że gdy już brali udział w lekcjach origami, cieszyło ich to mniej, mieli mniejszą ochotę robić to w przyszłości i rzadziej kupowali zestaw do własnoręcznej zabawy w origami. W przeciwieństwie do tych, którzy skupiali się na aktualnym doświadczeniu. Podobnie było z czyszczeniem zębów. Co prawda uświadomienie sobie korzyści zdrowotnych prowadziło do planowania częstszego nitkowania, ale dopiero gdy ktoś uświadamiał sobie nawet najprostsze wrażenia związane z tą czynnością, takie jak poczucie czystości i świeżości w jamie ustnej, w efekcie robił to częściej.

Badania te są w pewnym sensie odpowiedzią na problem wielu ludzi, którzy poświęcają wiele energii w budowanie wizji przyszłości, ale dopada ich tzw. słomiany zapał. Napompowanie się planami, wizjami i celami niestety nie wystarcza, by faktycznie z wytrwałością działać. Jest potrzebne na początku, by z energią za coś się zabrać. Za to wytrwałość osiągamy dzięki doświadczeniu i odnajdywaniu przyjemności w działaniu samym w sobie. Właściwie to nic skomplikowanego. Zacznij od wizji i planu, a potem koncentruj się na samym procesie i każdym kolejnym kroku. Może okaże się, że po prostu fajnie jest to robić.

  1. “Koncentrowanie się na celach odciąga nas od doświadczania przyjemności z samego działania” – najważniejsze zdanie w całym tekście. 🙂
    Spróbujmy odnieść powyższe informacje do typowych sytuacji życiowych. Na przykład (z okazji rozpoczęcia roku szkolnego) – dziecko idące do szkoły. Musi się uczyć, bo rodzice tego od niego oczekują, bo jak się nie będzie uczył, to będzie miał słabsze oceny, a jak będzie miał słabsze oceny, to nie będzie mógł iść na studia. Bez studiów natomiast nie dostanie dobrej pracy. (Pomińmy tu aspekt słuszności tych twierdzeń.)
    Zwróćmy uwagę na zastosowane słowo “musi”. W polskim prawie jest coś takiego jak obowiązek szkolny. Tak więc dziecko musi iść do szkoły i tam musi zdobywać dobre oceny, bo później musi dostać dobrą pracę.
    Przed młodym człowiekiem stawia się więc kolejne cele, które musi osiągnąć.
    A co się dzieje, gdy dziecko samo łapie bakcyla nauki? Gdy samo odkrywa (lub zostanie odpowiednio nakierowane), że poznawanie kolejnych ‘tajemnic’ nauki jest fascynujące?
    Czyż nie otrzymujemy wtedy efektu, który zaobserwowali amerykańscy naukowcy u studentów?
    Dobre oceny, dobre studia i dobra praca nadal są celami. Różnica polega na tym, że osiąga je się niejako przy okazji. Bo sama nauka jest wtedy motywująca, natomiast osiągnięte cele stają się satysfakcjonującą nagrodą.

    1. tak, przy czym nie chodzi o szukanie przyjemności na siłę, a ani nawet o zakładanie, że każda czynność może być przyjemnością – to już jest jakieś oczekiwanie, wymaganie, a nie bycie. można też być w dyskomforcie (umiejętność, której współczesnemu człowiekowi bardzo brakuje) i być po prostu, bez oczekiwania, że to musi być jakieś.

      1. Kiedyś, marznąc na lodowatym wietrze, wbrew logice zacząłem sobie wmawiać że rozkoszą jest odczuwać na skórze podmuchy tego “chłodnego” wiatru, że to sama przyjemność – jednocześnie “otworzyłem się” na wiatr i poruszałem się tak jakbym rzeczywiście odczuwał z tego przyjemność.
        Po dwóch czy trzech minutach doznałem szoku – naprawdę czułem przyjemność, zrobiło mi się ciepło i rozkosznie. Od tego czasu lubię wiatr.

        Nie testowałem tego, ale podejrzewam że w podobny sposób można zmienić swoje odczucia do większości bodźców i czynności. Sprzątanie, wyciskanie ciężarów, zmęczenie na treningu, nawet mycie ubikacji – wszystko to może być źródłem przyjemności…

        1. Ciekawe, miałam identyczne doświadczenie kilka lat temu na lodowatym wietrze – też zadziałało. Ale jeszcze raz bym chciała podkreślić, że nie chodzi o to, by szukać we wszystkim “przyjemności”, bo to taka sama pułapka jak ciągłe unikanie dyskomfortu. Raczej chodzi o umiejętność wytrzymania i rozluźnienia się troszkę w tym dyskomforcie, który jest, czy też po prostu w tym, co JEST. A nie skupianie się na tym czy jest to jakieś, przyjemne czy nieprzyjemne.

  2. A czy nie jest tak, że kiedy skupiamy się na czerpaniu przyjemności z wykonywanych czynności. właściwie nie musimy się motywować? No bo przecież czerpiemy przyjemność z tego co robimy. Jeśli ktoś biega, bo lubi ruch, świeże powietrze, bieganie po ścieżkach w parku, albo to cudowne uczucie zmęczenia po treningu, to przecież nie jest to dla niego kwestia odpowiedniej motywacji. Problem zaczyna się kiedy ktoś nie lubi, a chce się z równych powodów przekonać do wykonywania określonej czynności. Np. chce biegać, żeby schudnąć. Jeśli nie potrafimy znaleźć tej wewnętrznej motywacji, nie znajdujemy przyjemności w tym, co robimy, pozostaje chyba jedynie skupianie się na celu…

    1. tak, jak pisałam w poprzednim komentarzu – nie chodzi o szukanie przyjemności, a o skupianie się na doświadczeniu. to jest co innego, bo można próbować odłożyć oceny na bok (to jest fajne albo nie fajne, przyjemne, nieprzyjemne) i po prostu doświadczać.
      a z drugiej strony, jeśli ktoś nie lubi biegać, to po co u licha ma się do tego zmuszać? jest tyle różnych innych form ruszania się. a co jeśli ktoś w ogóle nie lubi sportu? to jeśli rzeczywiście chce się mimo wszystko ruszać, to pewnie warto zobaczyć skąd ta niechęć – może właśnie głównie tkwi w przekonaniu, że to jest “nieprzyjemne”. może mógłby na moment odłożyć te oceny i po prostu doświadczyć samej aktywności. a skupienie się na celu owszem jest motywujące, ale tylko na krótką metę, więc i tak niewiele może z tego wyjść – poza poczuciem katowania się w imię wyższego celu. niektórzy tak lubią.

      1. No rzeczywiście – teoretycznie nie ma sensu robić czegoś na siłę. No ale to głównie w momencie, kiedy mamy możliwość wyboru. Bo zasadniczo w przypadku aktywności fizycznej – albo ją uprawiamy, albo spokojnie czekamy na np. zawał. I to jest nasza decyzja. Mamy do niej prawo. Ale co jeśli rozmawiamy np. o pracy? I to nawet niekoniecznie o takiej, której nie lubimy. Każdemu przecież zdarza się dzień, w którym po prostu nie potrafi się zmotywować do niczego. Co zrobić w przysłowiowy poniedziałek o 9 rano, kiedy musimy, ale zwyczajnie nam się nie chce? Albo odwracając sytuację – jak mam zmotywować w tej sytuacji pracownika: sugerując mu, żeby skupił się na swoich odczuciach, czy dać mu do zrozumienia, że siedzi tutaj i zarabia (cel)?

        1. tak, każdemu zdarza się dzień, kiedy się nie chce. i wtedy nie ma co filozofować, tylko robić swoje – tę odrobinę dyskomfortu da się wytrzymać, jeśli ktoś ma odrobinę poczucia odpowiedzialności za to, co robi i do czego się zobowiązuje. a przytoczone badania dotyczą motywacji siebie i zrobione zostały na bardzo konkretnych przykładach. nie sądzę, by można było je przekładać na motywowanie innych, szczególnie swoich pracowników, bo to temat o wiele, wiele bardziej złożony. a cały widz z motywacją wewnętrzną (bo o nią tutaj chodzi) polega na tym, że szalenie trudną ją w kimś wzbudzić – bo to paradoks sam z siebie. można na szczęście zrobić na nią miejsce i warunki (np. ludzie lubią mieć poczucie sprawczości i pewien zakres autonomii).

        2. poza tym praca to też jest wbrew pozorom decyzja….nasza decyzja. i czasem łatwiej jest żyć udając, że jest inaczej (bo np. “muszę” pracować i szef mi coś każe).

          1. bardzo podoba mi się ten post, dziękuję:) miałam podobnie z robieniem zdjęć. Postawiłam sobie b. ambitny cel, że muszę być b. dobra i jak najczęśćiej ćwiczyć fotografowanie, ale kiedy raz poszłam bez tej “wewnętrznej presji” fotografowania i po prostu zaczęłam robić zdjęcia, bo coś przykuło moją uwagę, oddałam się temu w pełni i czułam przyjemność i radość i efekty też były:)

  3. Bardzo ciekawy artykuł, ale… nie jestem pewien czy sprawdza się w każdej dziedzinie. Cele są moim zdaniem jedną z najważniejszych rzeczy, bez ich wyznaczenia nie wiemy dokąd iść. Natomiast skupiać się trzeba NIE NA NICH SAMYCH tylko na ich realizacji! Nie wiem czy w takim kontekście to pisałaś, ale w każdym razie to ma sens. 🙂

    1. jak widzisz, przytoczone przeze mnie badania pokazują, że sprawa jest odrobinę bardziej złożona…poza tym cel można realizować w różny sposób, kwestia (w tym akurat przypadku) czy ktoś się skupia na celu czy na doświadczeniu tego, jak to jest po drodze do tego celu. innymi slowy – droga ważniejsza niż miejsce docelowe. jasne, nie wiadomo (znów w kontekście tych badań) jak to się przekłada na inne dziedziny. ale na temat motywacji i realizacji celów trochę badań jest, warto się z nimi zapoznawać, a nie tylko bazować na zdrowym rozsądku, który niestety w przypadku psychologii często bywa zawodny.

  4. Te badania potwierdzają dobre, intuicyjne zasady, że:
    – doświadczanie tu-i-teraz jest bardziej owocne, niż założenia na przyszłość;
    – zasady przyjemności jest/bywa owocniejsza, niż zasada superego/wewn. krytyka/przymus.
    Jeśli ich wyniki zostaną powtórzone, skuteczność różnych “poradników sukcesu” opartych na motywowaniu siebie siłą woli do osiągnięcia celu, zostaną częściowo zakwestionowane.
    Ważna jest uwaga @Przemka – cele nie dla nich samych. Logoterapia np. zasadza się na założeniu sensu, celu w życiu i Frankl sam podkreśla, że poczucie sensu i cel w życiu jest wynikiem ubocznym zaangażowania w życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share