Wprowadzanie nowego zwyczaju jest o wiele prostsze niż pozbywanie się jakiegoś starego. Świetnie pisze o tym Julie Diamond. Łatwiej jest się czegoś nauczyć niż oduczyć. To zła i dobra wiadomość w jednym. Zła, bo trzeba włożyć sporo pracy w wykorzenianie starych przyzwyczajeń, a dobra, bo oznacza to, że jak już się nowy nawyk utrwali, to będzie się mocno trzymał.

Dlaczego pozbywanie się przyzwyczajeń jest bardziej skomplikowane? Przede wszystkim dlatego, że stary nawyk czemuś służy. Ale jak to, zapytasz, przecież obgryzanie paznokci czy picie pięciu puszek coli dziennie niczemu nie służy… Z naszego codziennego “racjonalnego” punktu widzenia nie służy to niczemu “dobremu”. Nie służy zdrowiu czy estetyce. Jeśli jednak odłożymy ten aspekt na chwilę na bok i przyjmiemy założenie, że wszystko (albo większość) co się dzieje w naszej psychice ma jakiś cel, okaże się, że owszem, nawet picie coli i obgryzanie paznokci posiada swoją funkcję. Najbardziej oczywiste wyjaśnienie obgryzania to rozładowanie napięcia, ale równie dobrze może to być sposób na zastępcze sprawowanie kontroli, remedium na nudę lub przejaw nie wykorzystanej energii. Zachęcam do rozpatrywania każdego przypadku indywidualnie, bo często funkcje nie są tak oczywiste, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Dobrze jest zrozumieć i poznać prawdziwą naturę danego przyzwyczajenia. Dzięki temu można łatwiej go przechytrzyć lub skłonić do współpracy.

Kiedyś zauważyłam u siebie, że czytając książkę nerwowo ruszam ciałem – “chodziły” mi stopy albo podskakiwało kolano. Zaczęłam się temu przyglądać, wczułam się w ten ruch i poczułam, że jest w tym mnóstwo energii. Zupełnie tak, jakby część zasobów szła w czytanie, a reszta, niewykorzystana, musiała ujść gdzieś bokiem. Gdy intencjonalnie powstrzymałam te ruchy (bez nadmiernego napinania się i chęci pozbycia się tego, a raczej z myślą o wykorzystaniu tej energii), okazało się, że natychmiast zaczęłam czytać o wiele, wiele szybciej i byłam bardziej skupiona na sensie tekstu. Jak widać coś, co na pierwszy rzut oka mogło wydawać się przejawem zdenerwowania, przy zwróceniu życzliwej uwagi okazało się sprzymierzeńcem w zadaniu.

zmiana nawykówPo co sprawdzać funkcję jakiegoś nawyku? Z bardzo prostej przyczyny. Jeśli zapewnia on coś ważnego, to będzie bardzo trudno się go pozbyć. Ewentualnie dojdzie do podmiany. Jedna z uczestniczek 30 dni chciała odstawić kawę. Udało się jej to, ale w zamian zaczęła jeść ogromne ilości słodyczy. Coś nadal jest niezaspokojone. Dlatego podmianę taką warto robić intencjonalnie, szukając czegoś, co przyniesie podobną jakość, energię, odczucie, a będzie w zgodzie z innymi wartościami. Ja na przykład mam słabość do coli w puszce (ale nie, nie piję pięciu puszek dziennie…). Lubię jej chłód w ręku, lubię jak pstryka przy otwieraniu, lubię pierwsze orzeźwiające łyki. Sprawę pogarsza fakt, że jest ona bardzo dobrze dostępna, np. w kiosku pod budynkiem, w którym mam gabinet. I spiesząc się na spotkanie, gdy chce mi się pić, najprościej jest kupić colę. Oczywiście to niezła wymówka, bo po drodze jest też sklepik z innymi napojami. Podobną jakość picia ma woda gazowana (nie jest to ideał zdrowego napoju, ale już jest lepiej), jednak musi być bardzo bardzo zimna. Nie jest to ten sam chłód puszki i smak, ale odkrycie to pozwoliło mi przynajmniej zredukować ilość wypitej coli.

Tego rodzaju podejście można również zastosować przy wprowadzaniu nawyku. Zapytaj co daje Ci sytuacja, w której nie robisz czegoś. Dobrym przykładem jest wczesne wstawanie. Co daje Ci późne wstawanie? Nie odpowiadaj od razu, że nic Ci nie daje, tylko stracony czas. To jest myśl z pozycji strony, która chce coś zmieniać (a może nawet z pozycji Krytyka). Jest też strona, która nie chce nic zmieniać, bo korzyści ze status quo są całkiem istotne. Może Twój wewnętrzny Śpioch lubi jak jest ciepło, bo kojarzy mu się to z dzieciństwem i daje poczucie bezpieczeństwa. Albo lubi śnić tajemnicze sny. Albo boi się, że nie podoła zadaniom codzienności i w ten sposób protestuje lub woła o pomoc. Możliwości tyle, ile osób. Jeśli jakaś wewnętrzna część sabotuje działania innej, to zazwyczaj sama zmiana nastawienia do niej pozwala trochę rozluźnić wewnętrzne napięcia. Czasem wystarczy wysłuchać stron. Czasem trzeba się nieźle napocić, by odnaleźć rozwiązanie pozwalające wyjść poza konflikt. Jednak walką i wykorzenianiem czegoś na siłę nie zawsze da się uzyskać trwałe efekty, a jeśli nawet się pozornie uda, to potem “wywali bokiem”. Nie mówiąc już o tym, że przynajmniej dla mnie, traktowanie swoich wewnętrznych potrzeb z szacunkiem jest wartością samą w sobie.

Czasem niektóre nawyki są symptomami innych. Julie przytacza przykład swojej koleżanki, która miała problem z objadaniem się. Codziennie po południu bezrefleksyjnie coś podjadała. Po głębszym rozpoznaniu okazało się, że sedno problemu nie leży wcale w objadaniu się. Podjadanie służyło podniesieniu energii, która gwałtownie spadała po południu. Okazało się, że to, co jest potrzebne, to częstsze i lepsze posiłki w ciągu dnia. Energia przestała spadać i podjadanie skończyło się. Zamiast przestać jeść, musiała ona jeść więcej. A podjadanie było formą zadbania o siebie. Bez zastanowienia się i dobrego poznania swojego nawyku, zanim będziemy z nim “walczyć”, można zmagać się tylko z objawami, a nie z przyczyną.

Podsumowując, gdy chcemy pozbyć się jakiegoś nawyku, warto rozważyć następujące kwestie:

1. Jaką funkcję spełnia dany nawyk? Co Ci daje? Spróbuj przyjąć postawę zakładającą, że zawsze ukryta gdzieś jest pozytywna intencja.
2. Jakiego rodzaju energię ma to zachowanie/substancja? Spróbuj się z nią wczuć – oddać ruchem, wyobrazić jako postać, narysować, zatańczyć. Po co Ci ona? Gdzie indziej możesz znaleźć podobną jakość lub zmodyfikować nawyk tak, by ta jakość pozostała bez dotychczasowej szkodliwości?
3. Czy chodzi o to, by zlikwidować ten nawyk, czy może zacząć robić coś innego i zniknie on naturalnie? (np. zamiast walczyć ze spaniem do późna, można po prostu zacząć wcześniej chodzić spać – banalne, ale często okazuje się, że działa)

Creative Commons License photo credit: dongga BS

  1. Faktycznie, gdy się nawyk nie tylko usunie, ale w jego miejsce wstawi nowy, to od razu sprawa się ułatwia. Wiele osób o tym zapomina i niczym nie wypełnia tej pustki, która pozostaje, wskutek czego powracają do nawyku.

    1. Zgadzam się z Magdą całkowicie. Zawsze musi być „coś za coś”. Zmiana to nie tylko pozbycie się tego nawyku którego chcę się pozbyć jak np. nawyku narzekania, nawyku późnego wstawania albo jedzenia zbyt dużo kalorii w stosunku do potrzeb organizmu. Trzeba mieć cos w zamian za narzekanie, za leniuchowanie, za objadanie się. Nowy nawyk musi być korzystniejszy od starego. Muszę być przekonany, że korzyści z nowego nawyku będą tak duże, że warto podjąć wysiłek aby pozbyć się swojego nawyku, który dotychczas tolerowałem, albo też było mi z nim dobrze .

  2. A ja uważam, że najczęściej jest tak, że jeden nawyk zastępujemy automatycznie drugim (moja przyjaciółka rzuciła palenie papierosów a w zamian zaczęła domagać się od męża częstszego seksu 🙂 ) Niby nałóg szkodliwy zastąpiła pożytecznym (mąż był szczęśliwy do czasu aż… znudziło mu się zwiększone libido żony) ale nałóg to nałóg. To jest to, o czym pisała Joanna – dopóki nie poznamy prawdziwej przyczyny jakiegoś nałogu to nici z jego rzuceniem, bo natura nie znosi pustki.

    1. Ola! Właśnie miałem napisać o tym jak nasze złe lub niechciane nawyki mogą być początkiem nowych i lepszych.
      Podam przykład z mojego życia. Ja jako introwertyk generalnie spędzam czas poza ‘teraźniejszoscią’ i jestem troszkę jak ktoś to określił ‘niegramotny’ nie wiem czy to odpowiednie określenie ale mi pasuje. Chodzi o to że często na coś wpadam, albo przechodząc koło stołu to uderze sie w kant, albo przechodząc koło drzwi zachaczę o klamke itp. Cóż taki już jestem, nie ja jeden. Już dawno temu postanowiłem że za każdym razem kiedy zachacze o krzesło lub walne w ten słup (hihi), zatrzymam sie na chwilę, wezmę głęboki wdech i przypomne sobie że jestem tu i teraz, poczuję że żyje.
      Ja z nawykami mam bawię sie już troche czasu i chciałbym dodać że jest to zadanie może i proste w swojej genezie, ale niekoniecznie łatwe.
      Tak więc proponuje jedną góra dwie zmiany na 30 dni, więcej może być ciężko.

  3. Dawit! Gratuluję Ci “zabawowego” podejścia do nawyków. Obawiam się, że ja jestem tak śmiertelnie serio i ambicjonalnie nastawiona do życia, że mnie tak lekko (jak Tobie) nie będzie. Czasami sobie myślę “po co mi to?” ale zaraz koryguję się, że przecież nikt nie jest doskonały i pomimo tego, że nauczyłam się dawać sobie prawo do błędów to jednak ciężko mi – samej przed sobą – przyznawać się do nich.
    Nie wiem, czy coś zrozumiałeś z tego babskiego “bełkotu” ale taka już moja babska natura: pokręcona, zwariowana a czasami poważna… no i ten perfekcjonizm (na szczęście w drobnostkach), który każe mi mieć ambicje… 🙂
    W razie czego poproszę o słowa wsparcia (lub przysłowiowe skopanie tyłka), gdy zacznę mieć zbyt duże wymagania wobec siebie. 😉
    Pozdrawiam.

  4. Oj uwierz mi że nie jest lekko. Nie znam nikogo kto tak naprawde głeboko lubiłby zmiany, przekonałem sie że nawet ludzie którzy twierdzą że lubią zmiany to na pewnym poziomie stronią od nich jak każdy człowiek, wydaje mi sie że to po prostu jest w naszej naturze. Ola mówisz: “po co mi to?”. A co gdyby to były najlepsze rzeczy w twoim życiu? I do tego utrwalone w nawyku?
    Podam Ci banalny przykład z życia. Lubie owsianke z owocami, jabłkiem, cynamonem, bananem. Uważam że to bardzo dobre śniadanie które mnie nastraja pozytywnie i daje satysfakcje do tego jest zdrowe. Jem ją codziennie, jako nawyk. Ktoś może powiedzieć: Owsianka? Codziennie? Fuj, nie dość że niedobre to ciągle to samo? Zwariowałeś. A ja osobiście ją uwielbiam coraz bardziej z dnia na dzień coraz bardziej, czekam na nią i traktuje jako nagrode. Taki jest mój nawyk.
    Ostatnio sobie uświadomiłem że żeby nasza przyszłość była lepsza to trzeba pracować nad teraźniejszością. Bo z czego sie składa przyszłość? Z większej ilości “teraz”. Do tego ważną kwestią jest uświadomienie sobie że “teraz” jest tym co jedynie masz/dostajesz i na czym możesz operować, więc warto robić co robi sie “teraz” z całym zaangarzowaniem bo co innego pozostaje? 🙂 Nierobienie tego to tak naprawde okradanie siebie w “przyszłości”.
    No i teraz sprawa nawyków, wyobraź sobie swoje życie gdybyś co 30 dni, wprowadzała JEDEN, tak jeden nawyk. To jest 12 w ciągu roku. 60 w ciągu 5ciu lat. He? I to będą rzeczy które bedziesz robić, automatycznie bo będzie to twój nawyk, a siłe woli będziesz zachowywać na tworzenie nowych a nie ciągłe walczenie ze sobą.
    Ola co do Ciebie to mam dwie sprawy. Pierwsza to po prostu “wyluzuj”. Tak wiem “wyluzuj” to mówić do kogoś “no, weź bądź Śląski/Kaszubski itp. hehe. Chodzi mi o to żebyś nie traktowała siebie tak twardo i poparzyła przez moment na to jak daleko zaszłaś a nie ile masz przed sobą.
    Druga sprawa, nie chce mi tutaj sie bawić w niewiadomo kogo. Ale najadłem sie tej mojej owsianki i mi sie tryb ‘wodzireja’ włączył 😛
    “Nie wiem, czy coś zrozumiałeś z tego babskiego “bełkotu” ale taka już moja babska natura: pokręcona, zwariowana a czasami poważna… no i ten perfekcjonizm (na szczęście w drobnostkach), który każe mi mieć ambicje”
    Myśle że to twoja histora którą sobie powtarzasz i tłumaczysz różne rzeczy i ona Cie blokuje, nie tylko w tworzeniu nowych nawyków. Ale tak jak mówiłem, nie zam Cie i przeczytałem tylko dwa twoje posty i nie mam zamiaru Ciebie w żaden sposób oceniać, tylko czasem wystarczy jedno spojrzenie na na kogoś żeby zobaczyć w jakie ‘gierki’ ktoś gra z samym sobą (tak, ja też gram i też tego nie widzę). Po prostu nie widzimy siebie samych.

    Mam nadzieję że ktoś wyciągnie jakieś wnioski z tego co tutaj nabazgrałem, nawet takie żeby nie jeść za dużo owsianki bo można zwariować 😀
    Jesteśmy stworzeniami nawyku, myślimy to samo, mówimy to samo, jemy to samo, powtarzamy swoje historyjki w kółko i kółko tylko w innej kolejności dlatego myślimy że robimy coś innego. Dlatego myślę że zamiast z tym walczyć, dlaczego nie obrócić to w coś co zmieni nasze życie?

  5. Ha ha ha! Mamy podobne upodobania śniadaniowe. 🙂 Jadam jogurt naturalny bez cukru z musli i robię tak gęstą papkę, by łyżka stała “na baczność”. 🙂 To też mój nawyk, z którego nie zamierzam rezygnować.
    Co do zmiany nawyków to chyba nie wymyśliłabym 12 w ciągu roku, które chciałabym zmienić, bo… kocham swoje wady. 🙂 No, może nie wszystkie ale czy musimy dążyć do doskonałości? Uważam, że nie. Poza tym wolę stawiać “na jakość” niż “na ilość”. Wolę nad jednym nałogiem pracować cały rok, by z czystym sumieniem stwierdzić: “pozbyłam się go!” niż robić coś połowicznie, żeby zaspokoić plan “30 dni zmiany”. Joanna pisała, że bardzo trudno zmieniać gorszy nałóg w coś pozytywnego więc obawiam się, że 30 dni to stanowczo za mało na poważną zmianę lub wyzbycie się czegoś, co nam w życiu baaardzo przeszkadza lub pomoże ulepszyć jakość życia! No chyba, że chodzi np: o zlikwidowanie nawyku pt: “przestanę dłubać w nosie”. 😉 To – moim zdaniem – jest wykonalne w ciągu 30 dni. 🙂
    Lubię Twoją “bazgraninę”, bo nasza siła tkwi w tym, że każdy może coś ciekawego napisać, wysnuć własne wnioski, z których korzystają inni (m.in. ja 🙂 )
    Twój post natchnął mnie do popracowania nad… własną bezczelnością, którą mylę z asertywnością. Niby teoretycznie wiem, co ona oznacza ale tak na szybko, nawykowo baaardzo trudno wcielić ją w czyn i ostatnio np: okazało się, że zraniłam kogoś w ten sposób. 🙁 I pomyśleć, że kiedyś przepraszałam za to, że żyję… echhhh… 🙁 Jednak czy Joannie chodziło o wytyczanie sobie takich celów, takiej zmiany nawyków… (czy to w ogóle można uznać za nawyk?)?. Z góry wiem, że 30 dni nie starczy mi na to, bo “bezczelniałam” ładnych kilka lat…
    Żeby tak pesymistycznie nie kończyć to… zasyłam pozdrowienia i życzę dobrej nocy! 🙂

    1. wiesz, wszystko, co mamy jakoś utrwalone w zachowaniu można sobie roboczo nazwać nawykiem. jest kilka warstw tego jak to jest wszystko zorganizowane, nawyki są na dole. wyżej mamy takie elementy jak np. osobowość. ale nad wszystkim można pracować, nad Twoim “bezczelnieniem” również, czemu nie. Oczywiście 30 dni to czas bardzo umowny, nie znalazłam dobrych badań na ten temat. generalnie, by jakaś czynnośc stała się tak automatyczna jak np. mycie zębów, potrzeba średnio 3 miesięcy. ale 30 dni wystarcza na pierwsze przełamanie, w tej akcji chodzi również o próbowanie nowych rzeczy. jak po miesiącu nadal chcesz nad tym pracować, to po prostu jedziesz dalej.

  6. Oj uwierz mi że jest tyle rzeczy do zmiany że życia, przynajmniej mnie nie wystarczy. Ja znajduje u siebie ciągle coś do poprawy ale to jestem ja. Wychodze z założenia że człowiek musi cały czas sie zmieniać i ewoluować.
    Co do nawyków to 30-60 dni jest optymalnym czasem żeby coś wprowadzić i utrwalić biorąc pod uwage że robisz to codziennie.

    Pozdrawiam.

  7. Joanno, dziękuję za komentarz. 🙂 Całe szczęście, że wyjaśniłaś, o co tak naprawdę chodzi z tą zmianą nawyków, bo inaczej zamartwiałabym się, że czegoś się podjęłam a nie będę mogła temu sprostać. Teraz z większym luzem będę podchodziła do zmiany własnych nawyków, bo nie będzie “wisiało” nade mną “widmo 30 dni”. 😉

    Wiesz Dawit, że ludzie cały czas się zmieniają, czasami nawet wbrew sobie, bo nie tylko nasza wewnętrrzna potrzeba zmian wpływa na naszą osobowość i nawyki ale także wiele innych czynników od nas niezależnych. Co do “ewoluowania” to jestem jak najbardziej ZA z tym, że dla mnie są to wysublimowane uczucia wynikające z obcowania z przyrodą i sztuką.

  8. a czy wierzy pani w to, że po 21 dniach ćwiczenia nowego nawyku wykorzeni się stary?

    ja zawsze wytrzymuję ok 3 miesiące i potem wracam do starego

    1. Myślę, że to różnie bywa. Jak już gdzieś pisałam, badania pokazują, że trzeba co najmniej 3 miesięcy do utrwalenia nawyku. Ale przyczyny, dla których stary wraca może być o wiele więcej, nie tylko kwestia czasu. Najprawdopodobniej stary nawyk spełnia jakąś ważną funkcję i podejście do niego z zamiarem “wykorzeniania” na niewiele się przydaje, bo wróci i tak.

  9. Tak sie zastanawiam czy palenie papierosów jest nałogiem chemicznym czy uzależnieniem psychicznym lub pewnym “komfortem ” w stresogennych tikach.. Znając życie pewnie jednym i drugim. Gdzieś we wszystko wiedzących googlach wyczytałem, że palenie jest nawykiem tkwiącym bardziej w głowie niż w ciele.
    Borykam się z tym psychicznym uzelażnieniem wiele lat – bezskutecznie. Napewno dobre rady są zawarte od ludzi, którzy palili ( znają temat z autopisji ) ale nie każdemu pomaga zamiana ” fajek ” na landrynki lub mientuski.
    Może Pani ma jakieś sugestie, które pozwolą uwolnić się od tego nałogu, nawyku, przyzwyczajenia, uzależnienia?
    Temat wydaje się podobny. Wiem, że dużo jest “tutoriali” jak skutecznie rzucić palenie, ale potrzebuje świeżego i innego spojrzenia na ten temat osoby nie palącej.
    Pozdrawiam autorkę i ostrzegam, że wrócę za parę dni po sugestię, receptę, panaceum.

    1. @Zdzisiek: recept nie wystawiam, bo nie mam uprawnień, a coś takiego jak panaceum…to nasze marzenia o skutecznych rozwiązaniach. W pewnych branżach to możliwe, w branży ludzkiej psychiki materia jest delikatna i czasem trudna do przewidzenia w 100%.

      Rozumiem też, że zakładasz, że ja nie palę 🙂

      To, co mogę zaproponować, to poszukanie odpowiedzi na pytanie – co mi dają papierosy. I takie zwykłe, że odpuszcza stres, często nie wystarczy. Jaki stres, w jakich sytuacjach, jakiego “ducha” mają papierosy? To naprawdę bywa różnie, dla jednych to zarządzanie emocjami, dla innych ten spokojny moment dla siebie, w jeszcze innych sytuacjach okazja do społecznych spotkań – na dokładkę do tego, co się nazywa uzależnieniem chemicznym, bo i ono jest obecne. Ale ja wierzę, że każdy nałóg ma jakąś funkcję, jakieś profity ze sobą niesie, coś załatwia. I to trzeba znaleźć. A potem szukać innych sposobów na znalezienie tego samego. I tu nie chodzi o to, żeby coś “ciumkać” albo zająć czymś ręce – bo nie jest funkcją palenia zajmowanie czymś rąk (chyba, że u kogoś faktycznie tylko o to chodzi – wątpię), ale o odnalezienie podobnej funkcji i jakości. Co może być niełatwe (ale możliwe). I wprowadzać je w życie – a to wymaga zaangażowania.

      A na koniec, znając korzyści z palenia, trzeba podjąć głęboką decyzję o rzuceniu. Taką naprawdę, wewnętrzną. Samo się nie rzuci. A lubimy oszukiwać, szczególnie samych siebie, wodzić za nos i udawać, że chcemy nie palić – jak w środku jest taka część człowieka, która chce, bardzo chce i racjonalne argumenty nie trafiają, bo w końcu palenie załatwia tę Ważną Sprawę, której nie wiadomo jak inaczej załatwić. Tę wewnętrzna część warto poznać i zapewnić jej to, czgo potrzebuje w mniej destrukcyjny sposób.

  10. Po pierwsze gratuluję, świetny post.

    Sam pozbywam sie nawyków i wiem, że jest to ciężkie.
    Od pół roku chce wstawać wcześniej i robić coś…. bardziej konstruktywnego. Skoro wystarczy nam 7h snu, żeby sie wyspać. Poświecić te dwie godziny dziennie na wyrobienie pozytywnego nawyku.

    Moim nawykiem “zastępczym” o którym piszesz jest prowadzenia bloga. 🙂 Jest to pierwsza rzecz która zmotywowała mnie, żeby wstać wcześniej. Tak jak proponujesz wsłuchałem się, czemu nie wstaję wcześnie (a raczej czemu śpię do późna)… po prostu nie było nic tak ważnego, żebym chciał wstać.

    Uważam również, że każdy pozytywny nawyk popycha nas do kolejnego.
    np.

    Zaczynam biegać…skoro biegać to zrobię 20 brzuszków…. skoro robię brzuszki to zrobię 20 pompek…skoro już ćwiczę to może zacznę jeść zdrowo… skoro jem zdrowo….. O

    Oczywiście nie na raz wszystko , ale stopniowo nawyki same się zrobią, Do nas należy odpowiednio się zmotywować…

  11. Witam Pani Joanno 🙂
    Świetny tekst, podobnie jak cała reszta. Zaczytuję się nimi i zasypuję znajomych 😉 Proszę nie przestawać pisać 🙂 Otwiera Pani Nam oczy na wiele ważnych czynników kierujących naszym życiem….. Bardzo dziękuję i pozdrawiam 🙂

  12. Witam,

    Gratuluje artykulu, naprawde budujacy i daje do myslenia.

    W zwiazku z indywidualnym podejsciem do problemu bede wdzieczna za odniesienie sie do mojego przypadku.

    Krotka analiza z obserwcaji:

    Moje irytujace nawyki to gryzienie warg i drapania skory glowy. Jest to jakas reakcja stresowa bo czasem nie zdaje sobie z tego sprawy a jak juz zauwaze to jest za pozno. Najgorzej ze moge i robie to w pracy przy komputerze, nie bardzo wiem jak znalezc zastepstwo pozytywne. Staram sie sobie tlumaczyc, krzyczec w glowie stop, stosowac masci gojace sluzowke ale to jakas masakra. Bledne kolo.
    Gryze odkad pamietam. Jestem osoba niesmiala z natury choc musze udawac ze nie. Mieszkam obecnie od kilku lat za granica, w Norwegii i nauka jezyka dodatkowo nie ulatwia kontaktow z ludzmi, szukania pracy, znajomosci itp.

    To tak w skrocie, mniej wiecej wydaje mi sie ze dobrze analizuje sytuacje ale nie wiem jak zaradzic. Jezyka moze sie kiedys naucze ale wiadomo jak to jest z jezykiem obcym.

    Bede wdzieczna za rady…

    1. Krótko – Twoje irytujące nawyki są tylko objawem, sposobem radzenia sobie z trudną sytuacją, jaką jest chociażby życie w obcym kraju bez poczucia wsparcia czy wspólnoty. Możliwe, że jest jeszcze inne podłoże (np. udawanie kogoś, kim się nie jest). To tym się trzeba zająć, przyczyną. Praca z samymi objawami niewiele da, to jak próba reperowania lampki alarmowej, bo się błyska, zamiast zobaczenia co to za alarm. Na początek można poszukać innych sposobów radzenia sobie z napięciem (np. mindfulness), ale moim zdaniem koniecznie trzeba zająć się podłożem – najlepiej przy wsparciu specjalisty (psychoterapeuty).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share