Ciemny Jasny

Wystarczy wziąć do ręki pierwszy lepszy poradnik pop-psychologiczny, a nieuchronnie pojawi się tam hasło “afirmacje”. Afirmuj, że jesteś wspaniały, czyli powtarzaj sobie “Ja [tu wstaw swoje imię] jestem wspaniała i cudowna”, mów do lustra, że jesteś perfekcyjna i z przekonaniem mów, że siebie całkowicie akceptujesz. Ale czy to działa? Co na to nauka? Co jakiś czas trafiam na doniesienia o badaniach, które mierzą się z różnymi dobrymi radami pop-psychologii. Tym razem badacze wzięli na warsztat właśnie afirmacje.

Grupa amerykańskich badaczy, odnosząc się do popularności afirmacji w podręcznikach samopomocy psychologicznej różnej maści, sprawdziła w jaki sposób pozytywne twierdzenia na własny temat (positive self-statements) wpływają na samopoczucie osób o wysokiej i niskiej samoocenie.

Na początku przeprowadzono ankietę sprawdzającą jak często amerykańscy studenci stosują afirmacje. 52% respondentów odpowiedziało, że często/bardzo często lub zawsze, a tylko 3%, że nigdy. Jak widać jest to dość popularny sposób wspierania samego siebie. Dodatkowo okazało się też, że jest on powszechnie uważany za skuteczny.

Następnie przeprowadzono eksperyment. Badanych podzielono na dwie grupy, obie przez 4 minuty zapisywały swoje aktualne myśli, a jedna z nich powtarzała dodatkowo co 15 sekund stwierdzenie “Jestem sympatyczną osobą” (“I’m a lovable person”). Następnie mierzono nastrój osób, a dodatkowo znany był poziom ich samooceny. Wyniki pokazały, że afirmowanie pozytywnego twierdzenia na swój temat pogarsza nastrój osób o niskiej samoocenie, a ma nikły wpływ na osoby o wysokiej. A jak afirmację wpływają na aktualne myśli? Podobnie – osoby o wysokiej częściej niż te o niskiej samoocenie myślały o sobie w kategoriach bycia osobą wartą miłości.

W kolejnym badaniu eksperymentalnym wprowadzono pewną istotną modyfikację. Część osób badanych miała tak jak poprzednio afirmować pozytywne twierdzenie, a drugiej części powiedziano, że można rozważać zarówno prawdziwość tego twierdzenia, jak i jego nieprawdziwość. Okazało się, że zabieg ten neutralizował negatywne efekty (obniżenie nastroju) afirmacji u osób o niskiej samoocenie.

Skąd takie wyniki? Autorzy wymieniają kilka teorii, które tłumaczyłyby powyższe zjawiska.

Z grubsza rzecz ujmując człowiek po pierwsze ma pewne spektrum swoich przekonań, i każde twierdzenie, które poza nie wykracza zostaje w dość automatyczny sposób odrzucone.

Po drugie, ludzie mają tendencję do samoweryfikacji, czyli potwierdzania przekonań na własny temat, które już mają. Cenniejsza jest klarowność i przewidywalność niż pozytywność myślenia o sobie.

Po trzecie, pozytywne twierdzenia na swój temat wyciągają na wierzch standardy, czyli to jaki ktoś chciałby być, tak zwane “Ja idealne”. Jeśli ktoś mówi mi, że jestem np. inteligentna, to (przy niższej samoocenie) od razu włącza się myślenie w rodzaju “Ale przecież to i tamto mi się nie udało, a Jola jest ode mnie bardziej bystra, właściwie to mogłabym być inteligentniejsza”. W efekcie porównania ze swoimi idealnymi standardami, wywołane komplementem, odbijają się rykoszetem na samopoczuciu.

Drugi eksperyment pokazuje, że rzeczywiście nacisk na wyłącznie pozytywne myślenie o sobie jest gorszy niż “pozwolenie sobie” na inne możliwości. Kojarzy mi się to trochę z podejściem uważności (mindfulness), w którym istotne jest przyzwolenie na to, co aktualnie jest, bez oceniania i bez nastawiania się na “naprawienie” problemu, trudności czy dyskomfortu (wkrótce napiszę więcej na ten temat). W tym przypadku szczególnie ważne jest, że sugerowane przez poradniki afirmacje są często bardzo ogólne i wywołujące standardy nie do osiągnięcia (“Jestem perfekcyjna pod każdym względem”, “Akceptuję siebie pod każdym względem”). Autorzy badania przypuszczają, że lepszy efekt mają afirmacje dotyczące szczegółowych zdolności i konkretnych sytuacji, a nie ogólnych cech i takie, które są pozytywne, ale nie w przesadzony sposób.

Znalazłam również badania dotyczące podobnych zagadnień, tyle że tym razem w sytuacji otrzymywania komplementów od partnera. Osoby o niskiej samoocenie mają trudność w przyjmowaniu pozytywnych twierdzeń na swój temat (często komplementy mogą spowodować pogorszenie ich samopoczucia), nie doceniają tego jak bardzo są kochane przez swoich partnerów i generalnie mają obniżone poczucie bezpieczeństwa w związku.

Badacze z University of Waterloo sprawdzili co można zrobić, by wesprzeć tych o niskiej samoocenie. Okazało się, że kluczem jest poziom “przetworzenia” pozytywnej informacji. W przypadku, gdy osoby o niskiej samoocenie przytaczały usłyszany od partnera komplement, a następnie opisywały dlaczego partner je podziwia i jakie to ma znaczenie dla nich osobiście oraz dla związku, czuły się tak samo zadowolone z komplementu jak osoby o wysokiej samoocenie. Co ciekawe efekt ten utrzymał się przez kolejne dwa tygodnie. Może to jest też jakaś podpowiedź jeśli chodzi o afirmacje na własny temat – zdecydowanie nie mogą to być bezmyślnie klepane formułki.

Wnioski? Uwaga z afirmacjami, bo mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. Szczególnie, że po tego rodzaju narzędzia sięgają raczej osoby, którym potrzebna jest mocniejsza samoocena, ktoś, kto jest pewien swojej wartości, nie będzie potrzebował tak bardzo jej sobie podbijać. Jeśli już mówić do siebie o swoich pozytywnych stronach, to w umiarkowany sposób oraz odnosząc się do konkretnych osiągnięć czy wydarzeń. Same afirmacje na poziom samooceny z pewnością nie pomogą, a jak widać, mogą też zaszkodzić. Z moich doświadczeń wynika, że to, co robi całkiem dobrze na samoocenę, to działanie, choć wiem, że zależność jest dwustronna. Niska samoocena może skutecznie blokować działanie, choć nie jest to nie do przeskoczenia. A w skrajnych przypadkach dobrze jest wybrać się po wsparcie do specjalisty.

  1. Oj Asia, nieładnie, zasiewać wątpliwości w umysłach afirmujących. 😉

    A mówiąc nieco poważniej – każdy kto doświadczył przez dłuższy czas skrajnych stanów emocjonalnych (np w przebiegu ptsd lub zaburzeń lękowych) doskonale zdaje sobie sprawę z ograniczeń pozytywnych afirmacji – i jest to naprawdę wybitnie eufemistyczne określenie. Oczywiście przykład podałem dość skrajny, chcę jednak tutaj zwrócić uwagę na pewien mechanizm, który może objawiać się również w lżejszych przypadkach, u osób z umiarkowanymi zaburzeniami emocjonalnymi. Problem bowiem w tym, że praktyki takie mogą wtedy nasilać wewnętrzny konflikt i potrzebę wzmożonej kontroli, swego rodzaju autofiksację, charakterystyczną dla osób “po przejściach”. Dopóki na płaszczyźnie emocjonalnej istnieją stłumienia i blokady, dopóty będzie problem z mniej lub bardziej ukrytym napięciem pomiędzy naszymi wyobrażeniami na własny temat. Dlatego moim zdaniem na dłuższą metę w takich przypadkach większy sens mają afirmacje, które stosuje się np w metodzie ACT lub EFT (“tapping”, czyli tzw “pukanie”) – są to afirmacje, które kładą nacisk na akceptację siebie i swoich przeróżnych stanów emocjonalnych, np:

    “nawet jeśli odczuwam lęk, całkowicie i głeboko akceptuję siebie”, lub
    “nawet jeśli odczuwam gniew, całkowicie i głeboko akceptuję siebie”.

    W podejściu tym – odmiennie niż w większości “typowych” afirmacji – nacisk kładzie się bardziej na konkretny problem powodujący cierpienie i dyskomfort (trudne emocje, natręctwa myślowe) oraz wyrobienie w sobie pewnej takiej postawy akceptującego i opiekuńczego “obserwatora”, co jest pomocne dla osób o niskiej samoocenie i ma szczególny sens w połączeniu z praktyką uważności. Zamiast więc usilnych prób “majstrowania” przy swoich uczuciach i emocjach nacisk zostaje przesunięty na zmianę naszej wobec nich relacji. Już sam fakt rozluźnienia uporczywej potrzeby kontroli naszej sfery mentalnej może przynieść wtedy poprawę. Problem bowiem w dużej części tkwi właśnie w owej potrzebie kontroli – im bardziej uporczywie staramy się kontrolować nasze stany mentalne, tym bardziej (paradoksalnie) owa kontrola staje się chwiejna.

    Oczywiście nie twierdzę, że czasem pozytywne afirmowanie się nie przydaje, warto przy tym jednak zachować rozsądek i nie traktować tego jako “panaceum” na poważne problemy emocjonalne czy sposób na życie. A poza tym, to wydaje mi się, że, jak to zauważyła Asia, konkretne działanie i branie rzeczy “na bary” najlepiej wpływają na zdrową samoocenę. 🙂

  2. Też niejednokrotnie zastanawiałam się nad tym zagadnieniem “czy afirmacje działają”, bo jak wmówić sobie, że głowa cię nie boli, gdy boli?

    Myślę, że stosowanie afirmacji wymaga pewnej dozy samoświadomości – swoich emocji, myśli i uczuć. Afirmacje to praca z podświadomością, przeprogramowaniem jej. Uważam, że żadna afirmacja nie zadziała jeśli twoje programy są na tyle mocne, że nie przyjmą, żadnego pozytywnego mniemania o sobie.

    Osobiście zdarza mi się stosować afirmacje, bardziej chyba z zasady i mody. Umiejętnością jest też wybrać sobie takowe, które rzeczywiście są wymierne do twoich potrzeb na daną chwilę. Tak mi się wydaje 🙂

    Pozdrawiam
    K

  3. @Bartek: tak, to co piszesz ma odzwierciedlenie w eksperymencie, który przytoczyłam. Gdy się dopuści możliwość bycia “nieidealnym”, spięcia odpuszczają. Zresztą nie tylko ACT kładzie nacisk na akceptację tego jak jest, to w końcu fundament mindfulness w ogóle – i w ogóle tradycji medytacyjnych, myśli i emocje przychodzą i odchodzą…

    @Kasia: witaj 🙂 Ja myślę, że dobrym kryterium jest też stosowanie tego, co u danej osoby działa. Przeprogramowywanie podświadomości, czy też mówiąc inaczej, zmiana utrwalonych schematów poznawczych jest do zrobienia, ale nie łomem, jakim jest klepanie afirmacji.

  4. Przeprogramowywania – podoba mi się te słowo. Dodałbym jeszcze reset i formatowanie. Bardzo new-agowskie podejście 😉

    Tak Asiu, wałkuję to dlatego, bo chcę zwrócić uwagę, że jest istnieje pewien taki popularny sposób patrzenia na praktykę uważności w dość zawężony, dualistyczny sposób, w którym kładzie się przesadny nacisk na podział ja/świat i ustalanie ich wzajemnej relacji. Podejście, o którym mówimy, tak jak ja to rozumiem, jest mniej dualistyczne w tym sensie, że nacisk przesunięty jest na rozwijanie percepcji z poziomu obserwatora, lub (używając nazewnictwa Kena Wilbera) Świadka – i, co ważne, dotyczy to również naszej sfery mentalnej czy subiektywnej. Co paradoksalnie pozwala lepiej się nią zająć i spojrzeć na dane problemy z szerszej perspektywy.

  5. Bartek, nie wiem o jakim “dość zawężonym, dualistycznym” sposobie mówisz, możesz podać jakiś konkret?

    Z tego, co ja znam praktykę uważności, to jest ona bardzo mocno nastawiona na rozwijanie postawy nieoceniającego obserwatora. To wręcz jej rdzeń.

  6. Asiu, mi nie chodzi tutaj o jakąś szczególną praktykę, ile raczej o pewien sposób myślenia, w którym praktyka uważności traktowana jest w zasadzie jedynie jako pewien dodatek, a który jest dualistyczny w tym sensie, że (tak jak wspomniałem) kładzie przesadny nacisk na podział ja/świat. No bo przecież “ja” ( w sensie ego, które myśli, rozkiminia itd) to nie to samo co obserwator lub świadek, o którym mowa w praktyce uważności. Mam nadzieję, że teraz brzmi to bardziej zrozumiale.

  7. @Bartek: O co chodzi Wilberowi kumam, o co Tobie – nadal nie 🙂 W sensie, że nie wiem co to jest ten “pewien sposób myślenia, w którym praktyka uważności traktowana jest w zasadzie jedynie jako pewien dodatek” – kto tak twierdzi, kto tak to traktuje? Chyba, że po prostu chodzi Ci o to, jak np. jakaś pani Krysia rozumie mindfulness albo odnosisz się do bliżej nieokreślonego bytu zbiorowego będącego nadal na poziomie dualistycznym (który też jest ok, jeśli już jesteśmy przy Wilberze, to on sam mówi – no-one is 100% incorrect). 🙂

  8. Asia, poziom ego/świat jest dualistyczny i naprawdę nie ma znaczenia w ilu procentach – po prostu jest. 🙂 Rzecz w tym, że dopóki jesteśmy zawieszeni jedynie na poziomie ego (które rozkminia, afirmuje, itd) trudno jest nam spojrzeć na nie z perspektywy Świadka i o tym też wspomina Wilber kiedy pisze o “mirror mind” i “choiceless awarness”. Z perspektywy świadka ego jest przecież takim samym “obiektem” jak to, co znajduje się poza jego sferą mentalną czy subiektywną. Praktyka uważności i “niewybiórczej uwagi” dotyczy więc także tej sfery, natomiast na pewno nie odbywa się “z jej poziomu”. Dlaczego? Właśnie dlatego, że Świadek przekracza dualizm ja/świat! 🙂

    To na co zwróciłem uwagę to to, że Panie Krysie Kowalskie często mylą poziom ego z “mirror mind”. Zresztą co tam “mirror mind” – mylą je wręcz z samym Panem Bogiem wszechmocnym. 🙂 Chcesz linki? Stu Davisa ostatnio sobie zdaje się sama wrzuciłaś. 🙂

  9. Zresztą na poziomie “mirror mind” wszystko jest 100% correct. :)) Ale to już zupełnie osobna historia. 😀

  10. Wraz z przebudzeniem się ciągłej świadomości stajesz się czymś w rodzaju boskiego
    schizofrenika, w popularnym sensie „rozdwojonego umysłu”, ponieważ masz dostęp zarówno
    do Świadka, jak i do ego. W rzeczywistości masz „cały umysł”, ponieważ jesteś świadomy
    zawsze obecnego Świadka, czyli Ducha w tobie, a jednocześnie jesteś również całkowicie
    świadomy filmu życia, ego wraz ze wszystkimi jego wzlotami i upadkami. Nadal odczuwasz ból,
    cierpienie i smutek, ale nie dasz już sobie wmówić, że one są ważne – nie jesteś już ofiarą
    życia, lecz jego Świadkiem.

    (…)

    Bądź po prostu świadomy świata wokół. Spójrz na niebo i zrelaksuj umysł, niech
    umysł i niebo zmieszają się ze sobą. Zwróć uwagę na obłoki płynące po niebie. Zauważ, że nie
    wymaga to od ciebie żadnego wysiłku. Twoja obecna świadomość, w której obłoki płyną, jest
    bardzo prosta, bardzo swobodna, wolna od wysiłku, spontaniczna. Zwyczajnie zauważasz wolną
    od wysiłku świadomość obłoków. To samo odnosi się do tych drzew, ptaków, skał. Zwyczajnie
    i bez wysiłku je postrzegasz.

    Zwróć teraz uwagę na odczucia w swoim ciele. Możesz być świadomy wszelkich odczuć, jakie
    obecne są w ciele – na przykład nacisku w miejscu, gdzie ciało dotyka krzesła, albo ciepła w
    brzuchu czy napięcia w karku. Nawet jeśli doznajesz sztywności i napięcia, możesz z łatwością
    być tego świadomy. Te odczucia powstają w twojej obecnej świadomości, a ta świadomość jest
    bardzo prosta, swobodna, wolna od wysiłku, spontaniczna. Zwyczajnie i bez wysiłku je
    postrzegasz.

    Zwróć uwagę na myśli powstające w twoim umyśle. Możesz zauważyć wiele wyobrażeń,
    symboli, koncepcji, pragnień, nadziei i leków -wszystkie spontanicznie powstają w twojej
    świadomości. Powstają, trwają przez chwilę i odchodzą. Te myśli i uczucia powstają w twojej
    obecnej świadomości, a ta świadomość jest bardzo prosta, swobodna, wolna od wysiłku,
    spontaniczna. Zwyczajnie i bez wysiłku je postrzegasz.

    Zauważ więc: widzisz przepływające obłoki, ponieważ nie jesteś tymi obłokami – jesteś
    świadkiem obłoków. Doznajesz uczuć w ciele, ponieważ nie jesteś tymi uczuciami – jesteś
    świadkiem uczuć. Widzisz przepływające myśli, ponieważ nie jesteś tymi myślami – jesteś
    świadkiem myśli. Te wszystkie rzeczy powstają same z siebie spontanicznie i naturalnie w
    twojej obecnej, wolnej od wysiłku świadomości.

    Kim więc jesteś? Nie jesteś zewnętrznymi obiektami ani uczuciami, ani też myślami -bez
    wysiłku uświadamiasz sobie to wszystko, a zatem nie jesteś tym. Kim lub czym jesteś?
    Powiedz do siebie: Mam uczucia, ale nie jestem tymi uczuciami. Kim jestem? Mam myśli, ale
    nie jestem tymi myślami. Kim jestem? Mam pragnienia, ale nie jestem tymi pragnieniami. Kim
    jestem?

    Cofasz się do źródła swojej świadomości. Cofasz się do Świadka i spoczywasz w nim. Nie jesteś
    obiektami, uczuciami, pragnieniami, myślami.

    Wtedy ludzie zwykle popełniają wielki błąd. Sądzą, że jeśli spoczywają w Świadku, to zobaczą
    lub poczują coś naprawdę mocnego i szczególnego. Ale nie zobaczysz niczego. Jeśli coś
    zobaczysz, to jest to tylko kolejny obiekt – kolejne uczucie, myśl, doznanie, wyobrażenie. Ale to
    wszystko są obiekty; są tym, czym nie jesteś.

    Nie, kiedy spoczniesz w Świadku – rozumiejąc, że nie
    jesteś obiektami, nie jesteś uczuciami, nie jesteś myślami – wszystko to są obiekty, które można
    zobaczyć, a więc nie są prawdziwym Widzem, prawdziwym Self, prawdziwym Świadkiem.

  11. Dziękuję za ten artykuł. Ja właśnie jestem osobą , która próbowała leczyć swoją nieśmiałość za pomocą pozytywnego myślenia. Najgorszej jest to, że bardzo wielu lekarzy i innych ludzi też w to wierzy i kiedy mówię o swoich problemach doradzają trzeba zmienić myślenie. Moje lęki znacznie się nasiliły po tych afirmacjach a potem pojawił się lęk przed myśleniem, bo już sama nie wiedziałam co mam myśleć. Teraz jest mi trochę lepiej bo bardziej dopuszczam te wszystkie głosy w głowie. Tak naprawdę to łatwiej jest zmienić odrobinę swoje działanie niż wmówić sobie że wszystko robię dobrze. Czasem jestem ogromnie zanurzona w swoim lęku , ale jeśli na czymś mi naprawdę zależy to jednak to zrobię i dopiero wtedy robi mi się odrobinę lepiej.

  12. @maga: proszę bardzo i witaj 🙂 no własnie, bo tzw. pozytywne myślenie może być zabójcze, tu raczej chodzi o myślenie zdrowe, czy realistyczne – zmiana nawyków myślowych często pomaga, ale musi to być umiejętnie zrobione. Samo “myśl pozytywnie” rzadko wystarcza. pozdrawiam 🙂

  13. Witam,

    mam na imie Dawid, od jakiegos czasu pracuje z audiobookami i afirmacjami jako kolejna z prób samopomocy w walce z depresją, zaburzeniami emocjonalnymi i uzależnieniami.

    Oczywiście podstawy typu stała kontrola lekarska, psychologiczna (psychoterapia) i uczestnictwo w wspólnocie AA sa zachowane, jednak że nie potrafie uporac sobie z ciaglymi stanami depresyjnymi

    z którymi borykam sie od dawna, a lecze sie od ok 6 lat.

    Słucham audiobooków różnych autorów, Bożeny Figarskiej, Ewy Foley czy Louise L. Hay o róznej tresci-jak siebie pokochać, pozytywne, leczące afirmacje, na temat optymizmu czy poczuciu własnej wartości.

    Dzisiaj w internecie natrafilem na film który mnie zmusił do zastanowienia czy mogą mi szkodzic?

    http://www.youtube.com/watch?v=XlzsR-_GpdQ

    nie biore wszystkiego co w nim zawarte na serio i trafilem na niego przez przypadek ze wzgledu na tytuł, jednak z własnego doświadczenia wiem ze od kąd pracuje sam nad sobą mam dziwne wahania nastroju i nasilenie negatywnych emocji,

    koszmary nocne, problemy ze snem i napady lękowe, i zastanawiam sie na ile maja one powiązanie z tymi rzeczami.

    Dodam że jestem osobą o zaniżonym poczuciu własnej wartości, chronicznie zestresowaną, cierpiącą na nawracającą depresje, własciwie utrzymuje sie od dawna.

    Jednymi z moich problemów byl wieczny pesymizm, czarno widzenie i własnie brak poczucia własnej wartosci co staram sie zmienic, i pracowac na własna ręke

    szukając czegokolwiek co może mi być pomocne.

    Tak wiec audiobooków słucham codziennie, nawet po 4 godziny dziennie, zasypiam ze słuchawkami w uszach słuchając ich również po nocach dla lepszego efektu.

    Pisze afirmacje koncentrując sie na wybaczaniu, wdzięczności, pokorze i zdrowieniu, codziennie.

    Czy mogą byc powodem nasilenia przykrych stanów? a jeśli tak, to w jaki bezpieczny sposób mogę pracować nad samooceną, przestać patrzeć na świat przez czarny filtr, i wspomóc leczenie?

    pozdrawiam i z góry dziękuje za odpowiedzi

    1. Dawid, jestem ciekawa jak potoczyły się twoje losy i czy nadal pracujesz na sobą
      Daj znać jak jeszcze jesteś ?

  14. Dawid,
    trudno mi wyrokować cokolwiek w Twoim przypadku, myślę, że najlepszą osoba do konsultacji na ten temat jest Twój własny terapeuta, który Cię zna. Jednak jak ze wszystkim, co za dużo, to niezdrowo. Istnieje taki mechanizm, który powoduje, że ciągłe myślenie o doskonałości (afirmowanie, itd) powoduje negatywne odbicie, poczucie winy i inne stany. Tak się zdarza. To tak jakbyś się ciągle bombardował informacją, że nadal jest nie dość dobrze poprzez pokazywanie jak powinno być. Porozmawiaj ze swoim terapeutą, powiedz, że chcesz też sam działać, ale dobierzcie coś, co będzie sensowne i pomoże, a nie pogorszy. Jeśli ja miałabym coś polecić, to np. książkę “Świadomą drogą przez depresję.” z płytą.

  15. Oczywiście temat obgadany z terapeutą, nawet dwoma, ale dostałem tylko aprobate i zgode i na tym koniec dlatego postanowiłem napisac tutaj. Dziekuje za odpowiedz,na pewno z niej skorzystam tak jak i z propozycji lektury. Pozdrawiam cieplo

  16. Heh, wydaje mi się, że po części problem z tymi afirmacjami jest też tego rodzaju, że mają sens wtedy, kiedy tak naprawdę nam one “zwisają”. 😉 Trochę tak jak z tą “miłością życia” – trafia się głównie tym, którzy wcale za nią tak bardzo nie tęsknią. 😉

    Dawid, jeśli masz problemy ze stanami lękowymi to polecałbym Ci też książkę “Pokonać lęk” (B. Fox). Mi bardzo pomogła w agorafobii. Jest króciutka ale bardzo konkretna i “życiowa “, przede wszystkim pokazuje jak zaopiekować się sobą i swoimi emocjami, zamiast odruchowo się z nimi przepychać.

  17. Przychylam się do opinii Bartka,
    chodzi o to by nie być “desperacko potrzebującym” (“needy”).
    Najlepsza jest taka postawa na luzie: “chcę, a nie potrzebuję”.
    W dwóch słowach: mniej napinki 😉

  18. witam
    nie czytałam może do końca wszytskich komentarzy , ale chciałam powiedziec, ze w moim rozumieniu uwaznosci nie niesie ona ze soba absolutnie zadnego dualistycznego przeslania, wrecz przeciwnie kladzie nacisk na pelnie, spojnosc, lacznosc i jednosc, ciala jako takiego, ciala w srodowisku, swiecie itp.

    cwicze uwaznosc od niedawna, ale uwazam, ze jest to naprawde swietna “filozofia”zyciowa i, ze metoda przyzwolenia i nie uciekanie przed uczuciami i emocjami moze znacznie bardziej pomoc niz kladzenie sobie do glowy stu pozytywnych hasel, w ktore i tak sie nie wierzy:)

  19. Najważniejsza jest uczciwość wobec siebie. Gdy będziemy wobec siebie uczciwi wtedy też będziemy wiedzieć co jest dla nas dobre. Afirmacje działają rewelacyjnie, gdy są odpowiednio stosowane i na odpowiednim poziomie świadomości. Warto zacząć od afirmacji w formie pytań, wtedy nic w podświadomości się nie ukryje. Ale zaznaczam, ze trzeba mieć odwagę być wobec siebie uczciwym, wtedy taka praca nad sobą i polepszeniem jakości swojego życia ma sens. I trzeba życie porządkować, po kolei (same afirmacje nie zdziałają cudów w kilka dni, skoro całe życie nieświadomie zaśmiecamy umysł i nie porządkujemy go). Nikt mi nie wmówi, że nasze codzienne negatywne, destrukcyjne myśli- narzekanie, marudzenie(które też są nota bene afirmacjami) działają na nas pozytywnie. Na nas i na całe zdrowie- skoro wszystko jest energią. Już nie wspomnę na temat podłoża różnych chorób, które też mogą być m.in. wynikiem negatywnego myślenia (w uproszczeniu oczywiście). Psychika dział na ciało, nasze myśli oddziałują na nasz stan fizyczny, na nasza kondycję. Poza tym nie przekonują mnie te amerykańskie badania. Za rok zrobią podobne badania, które podważą te które teraz są przedstawione w artykule (jedno badanie jest mało wiarygodne, do tego amerykańskie , ja wynikiem tych badań w ogóle bym się nie sugerowała;) ). A raczej postawiłabym na wsłuchanie się w siebie i swoje potrzeby, ale do tego trzeba czasu i chęci. Nic w 5 minut się nie zmieni, całe życie pracujemy na stan umysłu, kondycję jaką mamy w chwili obecnej.

  20. To ja powiem też coś od siebie. Zabawę z tymi wszystkimi afirmacjami zacząłem jakieś 10 lat temu. Na początku to działało świetnie. Afirmowałem sobie różne rzeczy, nic mnie nie blokowało, wierzyłem bezgranicznie w ich urzeczywistnienie. To był początkowy etap, który trwał jakieś 1,5 może 2 lata. Następnie zaczęły się schody, różne perturbacje życiowe, wejście w “prawdziwe, dorosłe życie”. Pojawiło się coraz więcej wątpliwości itd. Były dłuższe przerwy w afirmacjach, ponieważ już nic kompletnie mi nie dawały. Później wielki zryw, od nowa powtarzanie, początkowo wielka wiara, która później spadała do zera po kilku tygodniach. Zacząłem stosować inne techniki na afirmacje np. sublimalne, pisane, mówienie do lustra, afirmacje sukcesywne itp. To kompletnie przestało działać, żadnych konkretnych efektów. Tak więc… afirmowałem już później kompletnie bezmyślnie i działałem w życiu jak tylko mogłem. Nie mogę sobie zarzucić tego, że nie podejmowałem działań. Efekty były bardzo marne, kompletnie mnie nie satysfakcjonujące lub w bardzo niewielkim stopniu. Znów postanowiłem przewertować temat afirmacji. Nowe książki, warsztaty i jedziemy od początku. Teraz to już musi wszystko grać, wiara na 100% zawsze i wszędzie. Efekt zawsze był taki, że zryw trwał może z 2 tygodnie albo i krócej, a następnie powrót to bardzo negatywnego stanu. Pomimo działania i oszukiwania swojego umysłu – efektów brak. Zdałem sobie sprawę z tego, że to kompletnie nie ma sensu całkiem nie dawno. Nie twierdzę, że afirmacje całkowicie nie działają, bo u mnie zadziałały potem świetnie – na moją niekorzyść. Nagle zdałem sobie sprawę, że wchodzę w coraz większą presje i zataczam koło. W końcu trafiłem na innych “guru”, który przestawili nieco moje myślenie. Presja znikła, aktualnie nie powtarzam żadnych afirmacji! akceptuje wszystko co dzieje się w moim życiu z miłością i wdzięcznością. W ciągu 2 dni od zmiany swojego nastawienia czuje spokój, wszystko jest tak, jak powinno być. Czuje się lepiej, nie jestem już sfrustrowany tym, że NIE MOGĘ UWIERZYĆ. Wiem, że wszystko co dzieje się w moim życiu działa dla mojego dobra, dla mojej prawdziwej zmiany, czegoś dużo lepszego niż jest teraz. Głowa lepiej pracuje, kiedy coś mi nie wychodzi to przyznaje się do tego i nie udaje kogoś kim nie jestem. Wieczorem po prostu dziękuje Bogu za wszystko co spotkało i jeszcze spotka mnie w życiu. Zdaje się w 100% na Boską moc, bo ona jest w stanie zmienić całe moje życie w jednej chwili. Nie proszę o pieniądze, bogactwo, nie oczekuje kolejnej nieudanej miłości, po prostu to wszystko już mam. W Bogu. Nie, nie jestem katolikiem i nawet do bycia nim nie zachęcam.

    Wracając do tematu afirmacji: wcześniej każdego wieczoru walczyłem z samym sobą. Czasami bywało lepiej, czasami gorzej, to nie miało sensu. Teraz wiem i widzę po sobie, że można osiągnąć “wieczny” spokój, ale najpierw trzeba zrewidować całe swoje życie, uświadomić sobie po co konkretne wydarzenia miały miejsce i wyciągnąć wnioski. Zdać sobie sprawę z tego, że te wszystkie nieszczęścia były po to, żebym stał się osobą bardziej świadomą i posiadał większe doświadczenie, które w późniejszym czasie naturalnie zmieni moje życie na lepsze.

    Jeśli człowiek, który kompletnie nie ma pojęcia o związkach, relacjach międzyludzkich, małżeństwie, zdradach, cechach osobowości, energii męskiej czy żeńskiej zacznie afirmować sobie szczęśliwy związek, jednocześnie będąc kompletnie zielonym w tym temacie, to jakie są szanse, że nawet jeśli przyciągnie ten związek on będzie udany? A no właśnie. Dlatego Bóg chce nas doświadczyć, a tylko od Ciebie zależy co z tym zrobisz. Masz dwa wyjścia:
    1. Popłakać się, obwiniać wszystko, a nawet Boga za swój “ciężki” los, zachlać się, pójść w nałogi i wejść w kolejny nieszczęśliwy związek ( po chwilowej, sztucznej euforii afirmacyjnej ) lub skoczyć z mostu, albo żyć samotnie do końca swych dni nie ucząc się niczego.
    albo
    2. Zaakceptować daną sytuacje, wyciągnąć z niej wnioski, doświadczenie, stać się kimś lepszym, zbliżyć się do Boga. Wtedy każda kolejna Twoja relacja będzie zdecydowanie lepsza, a jeśli nie, to znów doświadczysz kolejnej, cennej nauki życiowej. Podziękuj za nią, bo za chwilę staniesz się człowiekiem świadomym, który już tak na prawdę nie potrzebuje drugiej osoby, żeby czuć się szczęśliwym. Wtedy właśnie dziwnym trafem i tak trafisz na tę osobę, ale będziesz wiedział, że tak na prawdę tylko Bóg może dać Ci szczęście. Wtedy stworzysz szczęśliwy związek, z zapasem wiedzy i doświadczeń i większą świadomością. To tylko przykład. Można to przenieść na inne sfery życia.

    Więc wnioski po tych 10 latach mam takie: Albo przyjmujesz wszystko od losu, doświadczasz, wzrastasz i w konsekwencji stajesz się osobą świadomą, której więcej w życiu wychodzi, wszystko łatwiej do siebie przyciąga bo tak na prawdę wcale tego nie potrzebuje, ma kontakt z Bogiem w każdej chwili i czuje wdzięczność za wszystkie doświadczenia, ALBO stoisz w miejscu, powtarzasz jakieś afirmacje, zataczasz koło, nie wyciągasz wniosków z przykrych sytuacji życiowych i tylko szukasz po internecie nowych super metod na oszukanie samego siebie.

    Jeszcze odnośnie afirmacji 🙂
    To nie jest tak, że jestem ich całkowitym przeciwnikiem. Aktualnie całkowicie zrezygnowałem z takich podręcznikowych afirmacji, ponieważ czyniły mi więcej szkody niż pożytku. Chce teraz oczyścić swój umysł i być bliżej Boga – On i tak wie czego mi potrzeba i poprzez doświadczenie przybliża mnie do tego!
    Ale… być może takie afirmacje, które są jedynie potwierdzeniem czegoś, co już rzeczywiście się wydarzyło np. wielokrotnie zarobiłeś fajne pieniądze w swoim biznesie w jakiś tam transakcjach, to wtedy można afirmować, że wielokrotnie to mi się udało, korzystałem z tych pieniędzy z przyjemnością i wiem, że mój biznes jest w stanie generować takie pieniądze. To jest tylko potwierdzanie rzeczywistości. Dowód dla Twojego mózgu, że tak się faktycznie dzieje już teraz. Takie afirmacje być może wprowadzę za jakiś dłuższy czas, jeśli będą się z nimi dobrze czuć. Jeśli wyczuje choć niewielki zgrzyt – od razu kończę zabawę. No.. i żadnych afirmacji w stylu jestem zwycięzcą, jestem super, jestem milionerem jeśli tego nie czujecie. To Was zgubi, zapewniam. Ja kiedy tak afirmowałem, to resztki które jeszcze miałem zostały mi odebrane. Odpuszczając to wszystko i zmieniając myślenie, widzę praktycznie natychmiast dużo lepszą perspektywę.
    Także dziękuję za poświęcony czas na przeczytanie tego przydługiego komentarza i jeśli czegoś bezgranicznie nie akceptujesz w swojej głowie, to przestań się oszukiwać. Pozdro!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share