Mój poprzedni króciutki wpis na temat introwersji wzbudził spore zainteresowanie. W komentarzach często pojawiały się stwierdzenia, że introwertycy czują się niezrozumiani przez “resztę”. Z drugiej strony miałam wrażenie sporego zamieszania jeśli chodzi o definicje i to, jak rozumiemy potocznie introwersję. Zresztą nieporozumienia definicyjne mogą prowadzić do tworzenia się stereotypów. Dlatego też warto obalić trochę mitów związanych z tą cechą charakteru, wyjaśnić pewne pojęcia i może choć trochę zwiększyć zrozumienie po obu stronach.

Czy każdy z nas jest albo introwertykiem albo ekstrawertykiem?

Niekoniecznie. Jak większość cech psychologicznych, ekstrawersja jest wymiarem i ma rozkład normalny. Już mówię po polsku. Wymiar oznacza, że miedzy jednym a drugim biegunem (ekstremum) jest linia ciągła i teoretycznie możemy uplasować się w jej dowolnym miejscu. W praktyce, wyniki testów podaje się na kilkustopniowej skali, na przykład od 1 do 10. 1 to najmniejsze nasilenie ekstrawersji, czyli introwersja, 10 to największe, czyli tzw. idealny typ ekstrawertyka, a 5 można nazwać ambiwertykiem. Ambiwersja oznacza, że mamy różnorodne preferencje dotyczące ilości stymulacji, która jest nam potrzebna do efektywnego funkcjonowania. W praktyce bardzo niewiele osób to tzw. czyste typy, plasujące się na krańcu skali. Statystycznie (zgodnie z rozkładem normalnym) tylko około 4% to osoby na krańcach, a im bliżej środka skali, tym ich więcej. Innymi słowy większość jest przeciętna. Ilustruje to poniższy obrazek.

Introwertycy boją się ludzi

To jest chyba jeden z najbardziej krzywdzących poglądów, a także wynik pewnych nieporozumień definicyjnych. Popularnie bowiem “introwertyk” często mówi się o osobach, które są zamknięte w sobie i nie mają zbyt wielu kontaktów towarzyskich. To jest to, co widzimy na zewnątrz, pewnego rodzaju zachowanie. Nie mamy jednak dostępu do tego, co dzieje się wewnątrz danego człowieka (chyba, że sam zechce się tym z nami podzielić). A tam może być bardzo różnie. To co istotne, to odróżnienie kierunku nastawienia swojej aktywności (“ku światu” lub “ku wewnątrz”) od poziomu lęku. Oczywiście te dwa elementy nie są tak zupełnie od siebie niezależne (sprawdzić korelację introwertyzmu z innymi cechami – neurotyzmem, reaktywnością), ale nie są na pewno tym samym.

Introwertyk jest po prostu nieśmiały

Bardzo blisko pojęcia introwersji pojawia się “nieśmiałość”. Jonathan Cheek, amerykański psycholog zajmujący się tym tematem wyróżnia cztery typy ludzi nieśmiałych, podkreślając ich potrzebę socjalizacji (czyli przebywania z innymi ludźmi).

1. Nieśmiali-bezpieczni: identyfikują się jako osoby nieśmiałe, ale nie robią z tego wielkiego problemu. Kontakty trochę ich stresują, ale nie mają dużej potrzeby interakcji z innymi. Kiedy z kimś rozmawiają, są dość spokojni, ani ich to specjalnie nie ekscytuje, ani nie napawa lękiem.

2. Nieśmiali-wycofani: są bardziej lękowo nastawieni do innych. Obawiają się odrzucenia, popełnienia gafy towarzyskiej, czy zawstydzenia. Ten typ może też czasem czuć się samotnie.

3. Nieśmiali-zależni: tak bardzo chcą być z innymi ludźmi, że stają się zbyt ulegli, uprzejmi i nadskakujący. Z pozoru ich relacje społeczne są dobre, ale na dłuższą metę “jak można zbudować relację opartą na wzajemności, jeśli się zgłaszasz na ochotnika by być młodszym partnerem”, jak mówi Cheek.

4. Nieśmiali-skonfliktowani: mają dużą potrzebę bycia z innymi, ale również wysoki lęk z tym związany. Cheek nazywa to konfliktem dążenie-unikanie. W związku z tym są w ciągłym napięciu, odczuwają lęk antycypacyjny (czyli boją się jeszcze zanim wejdą w realną interakcję), wahają się, zbliżają i wycofują. W związku z tym, jest to grupa, która ma najwięcej problemów i odczuwa największy dyskomfort.

Z kolei Louis Schmidt, amerykański badacz zajmujący się biologicznymi podstawami osobowości, twierdzi, że introwersja i nieśmiałość to dwie różne rzeczy, choć popularnie bywają mylone. Podkreśla on podstawową różnicę, że czym innym jest niechęć do wchodzenia w kontakty, a czym innym lęk przed nimi. Introwersja związana jest z motywacją do bycia w towarzystwie (mam ochotę/nie mam ochoty), a nieśmiałość z zachowaniem wśród ludzi (zahamowanie lub jego brak, poczucie napięcia i dyskomfortu). Stąd też wynika, jak pisze Sophie Dembling w artykule na którym się opieram, że introwertyk jest w stanie zachować się jak ekstrawertyk (będzie to go kosztować psychicznie, ale pójdzie na imprezę i niekoniecznie będzie stał sam w kącie), za to osoba nieśmiała nie potrafi ot tak wyłączyć swojej nieśmiałości.

Jeśli rozdzielimy introwersję i nieśmiałość, traktując je jako odrębne wymiary, to znów mamy możliwość stworzenia czterech kategorii, w obrębie których ludzie będą zupełnie inaczej się zachowywać i czuć. I tak nie będzie tym samym ktoś kto jest introwertyczny i nieśmiały oraz ktoś, kto jest introwertyczny i mało nieśmiały, ktoś kto jest ekstrawertyczny i nieśmiały oraz ktoś ekstrawertyczny i mało nieśmiały.

Introwertycy kierują swoją energię do wewnątrz

Pisałam już o tendencji do kierowania energii na zewnątrz lub do wewnątrz, koncepcji obecnej w pierwotnej definicji ekstrawersji autorstwa Junga. W komentarzach padło pytanie co to dokładnie oznacza. Badania, w których skanowano (metodą PET – tomografia pozytronowa) mózgi introwertyków i ekstrawertyków pokazują trochę bliżej na czym to polega. Gdy zadaniem było “luźne myślenie” (czyli brak konkretnego zadania), w mózgach introwertyków bardziej aktywne były płaty czołowe i inne obszary związane z planowaniem, rozwiązywaniem zadań i przypominaniem zdarzeń. Ekstrawertycy z kolei mieli bardziej aktywną tylną część wzgórza i tylną część wyspy, regiony odpowiedzialne za interpretację danych zmysłowych. Wyniki te pokazują, że faktycznie różnica między tymi typami polega na innym kierunku uwagi. Introwertycy są bardziej introspektywni, zwracają uwagę na swoje myśli, a ekstrawertycy potrzebują stymulacji zmysłowej.

Jak się jednak okazuje, jungowski konstrukt kierowania energii psychicznej na zewnątrz lub do wewnątrz wcale nie jest taki jasny, gdy chce się przyjrzeć temu stosując narzędzia naukowe. Co to jest energia psychiczna? Jak sprawdzić gdzie jest kierowana? Nieoceniona w zgłębianiu tych tematów Sophie Dembling, przytacza ciekawy pomysł autorstwa Jennifer Grimes dotyczący właśnie aspektu energetycznego. Według niej każdy człowiek ma różne zapotrzebowanie na energię płynącą z interakcji. Niektórzy czują się “doładowani” interakcjami, a inni wręcz “wypompowani”. Różnica ta bierze się z różnych poziomów chęci “inwestowania” energii i otrzymywania jej w zamian. I znów mamy cztery możliwe skrajności przy takich dwóch wymiarach. Jedni potrzebują mało i dają mało, inni potrzebują wiele, ale dają mało (tzw. wampiry energetyczne), itd. Grimes twierdzi, że poczucie wypompowania bierze się z niezgodności między ilością dawania i brania w interakcjach, co związane jest z głębokością wchodzenia w relacje. Ekstrawertycy są towarzyscy, ale często odbierani (przez introwertyków, a jakże) jako powierzchowni w rozmowach. Introwertycy z kolei mają zazwyczaj mniej znajomych, ale wchodzą w te relacje głębiej, co może męczyć ekstrawertyków, którzy mają mniejsze zapotrzebowanie na tego rodzaju intensywność i wolą lecieć już gdzieś dalej.

Niezrozumiany introwertyk

W moich poszukiwaniach natrafiłam na artykuł Jonathana Raucha, który również pochylił się nad społecznymi trudami życia introwertyka, któremu wciąż przykleja się etykietkę ponuraka, aroganta czy odludka. Niezrozumienie introwertyków bierze się według z niego z tego, że ekstrawertyk nie jest w stanie wyobrazić sobie jak można lubić być samemu. Jak można nie chcieć jego towarzystwa. Jak ludzie mogą męczyć zamiast nakręcać. Ekstrawertycy są też tymi, którzy “rządzą” światem, zarówno duża część polityków, dziennikarzy to ludzie towarzyscy, także kultura masowa promuje taką postawę. Wartością jest być otwartym, towarzyskim, przebojowym, ekstrawertycy sprawiają wrażenie pewnych siebie i przyjaznych w kontaktach z innymi. Introwertyk z kolei, zamknięty w sobie ponurak, najpierw myśli a potem dopiero mówi (a ekstrawertyk myśli mówiąc) i to oszczędnie – można to odebrać jako wywyższanie się.

Jonathan daje radę ekstrawertykom – jeśli widzisz introwertyka zatopionego w myślach, nie dopytuj się co się stało i czy wszystko w porządku. I nie mów też nic innego.

Ja z kolei nie jestem na jakimś krańcu introwertycznym (większość moich wyników w testach jest nudnie przeciętna), choć identyfikuję się jednak bardziej po stronie I niż E. Pamiętam, jak kiedyś dawno temu, korespondowałam emailowo z pewnym młodym człowiekiem. Korespondencja była ta ciekawa i intensywna. Gdy się spotkaliśmy, szybko usłyszałam zarzuty “no, jednak nie mas z nic do powiedzenia”, co było bolesne. Generalnie trzeba mi czasem przypominać, że istnieje taka funkcja jak rozmowa, a nad emailem czy tekstem mogę siedzieć godzinami. I znów – to nie tak, że nie lubię rozmawiać (bywa, że jest wspaniałą przyjemnością), ale nie umieram bez rozmowy, nie jest to moje “ustawienie fabryczne” i wymaga czasem sporego wysiłku – znam takich, dla których wysiłkiem jest wysiedzieć w milczeniu. Z drugiej strony, milczenie w czyjejś obecności często wywołuje we mnie napięcie, wynikające z wkodowanego poczucia, że nie rozmawiając robię z siebie ponuraka, gbura, czy kogoś kto nie jest interesujący.

Na tym zakończę, choć temat jest rozległy. Jest bardzo wiele badań, które głębiej eksplorują różnice między ekstrawertykami i introwertykami, pewnie warto byłoby się im przyjrzeć. Jestem zwolenniczką podkreślania różnorodności, zamiast skupiać się na wadach czy zaletach takiego czy innego temperamentu. No, ale to innym razem. Jestem ciekawa Waszych komentarzy, opinii i pytań.

  1. Ja jestem introwertykiem z natury i rzeczywiście większość moich znajomych mnie nie rozumie. Jednak nie introwertyzm jest tego źródłem, lecz moje mało popularne zainteresowania, jak choćby rozwój duchowy i filozofia wschodu. Dla wielu osób ta tematyka jest po prostu niezrozumiała.
    Mogę potwierdzić, że introwertyzm nie ma nic wspólnego ze strachem przed ludźmi. Ja mam bardzo wielu znajomych. Różnicą jest to, że również w samotności czuję się dobrze. Nie definiuję swojego szczęścia przez pryzmat obecności drugiego człowieka. Kwestia strachu nie ma tu nic do rzeczy. Tutaj chodzi raczej o ochotę do robienia czegoś.

    Wieniedikt Jerofiejew w swojej książce pt. „Zapiski psychopaty” napisał taki dialog, który dobrze to obrazuje:
    – […] na tańcach nigdy cię nie ma, do kina nie chodzisz… ja to bym dawno zdechła z nudów.
    – […] bardzo ci współczuję… Kiedy zostajesz sama ze sobą, to faktycznie nie masz wyjścia – możesz tylko „zdechnąć z nudów”. W każdym razie wiadomo, że człowiek, który ma chociaż trochę rozumu, zostawiony poza społeczeństwem, zostaje jednak sam ze swoimi myślami. Ty zaś […] mimo woli musisz męczyć się w całkowitej samotności.

    To jest bardzo dobre wyjaśnienie. Introwertyk nie nudzi się sam ze sobą. Ma tyle interesujących rzeczy do zrobienia czy przemyślenia, że czasami po prostu nie ma ochoty na spotkania przy piwie.

    Oczywiście nie można generalizować. To wszystko i tak zależy od danej osoby.

    Tak przy okazji jeszcze dodam, że zawsze uważałem się za osobę nieśmiałą. Jednakże, ilekroć mówię o tym jakimś znajomym, śmieją się – myślą, że żartuję. W moim otoczeniu jestem uważany za absolutne przeciwieństwo nieśmiałości. To jest dopiero zabawne… 🙂

  2. Wojtek, dzięki za odwiedziny i obszerny komentarz.
    Ciekawe z tą nieśmiałością, może w ogóle o czym innym myślicie ze znajomymi, mówiąc o “nieśmiałości”. A może Ty od siebie czegoś więcej wymagasz albo po prostu na zewnątrz nie widać wewnętrznych zmagań z trudnościami “przełamania się”.
    Jednak w tym całym poszukiwaniu zrozumienia dla introwertyków, nie chciałabym wpaść w koleiny oceniania z drugiej strony – że introwertyk to taki zajebisty jest, bo się sam ze sobą nie nudzi, bo ma bogate życie wewnętrzne, a wy, co szukacie tańca i towarzystwa tacy płytcy jesteście.
    pozdrawiam

  3. Joanno, przykład z Jerofiejewa był tak trochę na zasadzie puszczenia oczka. Cała książka jest satyrą, również ten cytacik. Jak w każdej kwestii, również z introwertyzmem nie można generalizować. W każdej grupie społecznej są pozytywne i negatywne przykłady, różne stopnie “zaawansowania” określonej cechy charakteru. Tutaj nie jest inaczej. Jeden “introwertyk” będzie taki, jak w przytoczonym fragmencie – drugi może być neurotycznym, zamkniętym w sobie osobnikiem trzęsącym się z przerażenia na samą myśl o spotkaniu czy porozmawianiu z drugim człowiekiem. Stopnie introwertyzmu (jeśli tak to można w ogóle nazwać) możemy mnożyć i mnożyć. Myślę, że czasami pozory jednak mylą. Ktoś uchodzący za introwertyka wcale nim nie musi być, ale jakieś doświadczenia w przeszłości mogły ukształtować jego relacje z otoczeniem w taki a nie inny sposób. Równie dobrze może to działać w drugą stronę.

    Moim zdaniem powinniśmy przede wszystkim odrzucić stereotypy i starać się poznać każdego człowieka indywidualnie. Często okaże się, że rzeczywistość jest zupełnie inna niż się wydaje. Dla przykładu: na moim osiedlu mieszka pewien starszy pan, który z nikim nie rozmawia. Nawet na spacerze z psem, kiedy ktoś go spotyka, odpowiada zdawkowo i nie angażuje się w dyskusje. Zdarzyło mi się niedawno spotkać go na spacerze. Całkowicie przypadkiem poruszyłem temat komputerów i okazało się, że przez cały spacer rozmowa toczyła się wyśmienicie. Gdybym go wcześniej nie znał i nie słyszał opinii innych sąsiadów, nigdy bym nie określił go mianem “zamkniętego w sobie” czy introwertyka. Jak widać, czasami wystarczy trafić w odpowiedni punkt 🙂

  4. Swoim wpisem potwierdzilaś, że jestem introwertyczką. 🙂 I mam tak jak Wojtek, nie boję się ludzi jako jednostek jednak “spędy” wywołują grymas niechęci na twarzy. Nauczyłam się być szczęśliwa sama ze sobą i najbardziej lubię swoje towarzystwo. 🙂
    Miałam kiedyś przyjaciółkę – zdeklarowaną ekstrawertyczkę. Jak to z przeciwieństwami bywa – cieszyłyśmy się swoją przyjażnią przez kilkanaście lat. Przyszedł jednak moment, gdzie przestały mnie bawić szumne imprezy przez nią organizowane, nie akceptowała też mojej potrzeby samotności uważając to za wywyższanie się i narzucała mi towarzystwo samotnych kolegów swojego męża, bo “trzeba ułożyć sobie życie” czyli być z kimś w związku. Poczułam się nierozumiana i zwyczajem introwertykow wycofałam się z tej “przyjaźni”. Ona z kolei poczuła się odtrącona i… mamy impas. Teraz wreszcie zrozumiałam jak to jest, że ludzie, ktorzy są sobie bliscy, kochają się, spędzają ze sobą dużo czasu dzieląc się myślami nagle stają się sobie obcy… I to niezależnie od relacji łączących dwoje ludzi. To, co kiedyś było pociągające w drugim człowieku nagle zaczyna baaardzo drażnić.

  5. Ciekawy artykuł. Sama od dawna wiem, iż jestem introwertyczką. Mam niewielu przyjaciół, ale co zabawne, oni są osobami skrajnie energicznymi, towarzyskimi, gdy mi wystarczy samotne siedzenie w domu. Z reguły nawet pracując fizycznie- myślę. Kiedy ktoś mnie wybija z rytmu, przez chwilę jestem zagubiona, zirytowana, że mi przerwano w moim rozmyślaniu. Jestem uważana za osobę nieśmiałą, raczej niezbyt inteligentną, ponieważ mówię mało i rzadko się wychylam, nawet gdy coś wiem. Po prostu wolę mówić, wtedy kiedy jest to naprawdę konieczne. Mam kilka zainteresowań, które mnie ,,wciągają” bez reszty. Gdy ktoś trafia w moje tematy, zaczynam się ożywiać i mówię, mówię- rzadko się to niestety zdarza.
    Naprawdę ciężko być czasem introwertykiem 🙂

  6. ciekawy artykuł Asiu.
    hm. oczywiście następuje autodiagnoza;)) i wpadło mi do głowy taka myśl: nieśmiałość (identyfikuję się z nią) to coś co może ‘przeszkadzać’ nad czym chce się ‘pracować’ by się tego pozbyć. Myślę, że poziom nieśmiałości, czy też ją samą można zmienić (?)…natomiast: Czy może przeszkadzać własna natura (Introwersja) -może pewne aspekty odbioru przez innych, może czasem jakieś kawałki (chciałbym być bardziej przebojowy-bo to ułatwia życie)..ale chyba nie można tak naprawdę zbytnio zmienić własnej natury (zresztą po co -jeśli to mnie nie przeszkadza). Nie mam pojęcia czy to ma sens. 😉
    Pozdrawiam. Ciekawe.

  7. mnie zaciekawił fragment artykułu, dotyczący aspektu energetycznego. Dostrzegam u siebie różne zapotrzebowanie na energię płynącą z interakcji. Co jakiś czas czuję potrzebę “doładowani” się interakcjami, a czasem wręcz “wypompowany” nimi, szukając swej “pustelni”, by tam się “doładować”.

  8. @Robert: tak, to jest ciekawe. Myślę, że warto obserwować siebie w relacjach i odkryć swoje wzorce. Kiedy potrzebuję ludzi, kiedy samotności i ciszy, kiedy mnie ludzie męczą, a kiedy towarzystwo powoduje, że czuję się świetnie. To pewnie zależy też od tego *z kim* się spotykamy. Może kontakty z niektórymi warto ograniczyć, a innymi pielęgnować.

  9. @Lulu: jeśli Tobie nie przeszkadza Twoja własna natura, to świetnie. Problem moim zdaniem leży w odróżnieniu co jest naturą, a co czymś, co można zmieniać. Nie wydaje mi się to wcale takie oczywiste. Z drugiej strony, akceptacja, że jest się takim to a takim i już, jest ważna, nawet gdy się chce coś zmienić. Ja myślę, że mamy jakąś naturę, ale mamy też mnóstwo różnych możliwości, gdzieś tam na końcu jesteśmy pełniejsi niz się nam wydaje, zdolni do wielu rzeczy/zachowań, itd. Dla mnie jakims ideałem jest moment, w którym mam wybór co do swego zachowania, kiedy staje się ono elastyczne i adekwatne do sytuacji oraz moich potrzeb.

  10. faktem jest Asiu że natura może nas ‘ograniczać’. Właśnie- nie jest nawet takie oczywiste to co my określamy jako swoją naturę (poznaj samego siebie-na ile znamy siebie tak naprawdę a ile o sobie nie wiemy i przekonujemy się dopiero doświadczając i podważając to co nam się wydaje). Kiedy mówiłam o naturze chodziło mi o pewną tendencję (“ku-od “w relacjach w związku: zapotrzebowanie na bliskość, kontakt, a także kontakty z innymi ludźmi-spoza tego związku; ile tutaj jest różnic których nie da się zmienić jeśli po prostu to jest niezgodne z naszą ‘naturą’ potrzebami w tych kawałkach, a robienie czegoś na siłę by zadowolić partnera jest niejako gwałtem na naszej naturze…i potem zostajemy z żalami). jeśli jednak popatrzeć tylko na siebie i to co nam się wydaje że o sobie wiemy i nagle trafiamy na konflikt “ku-od” czyli niezgodność w nas samych np. pragniemy czegoś bardzo ale się boimy po to sięgnąć- tendencje lękowe…to faktycznie warto zmierzyć się z samym sobą..nie “poddawać” swoim nawykowym reakcjom czyli na przykład wycofaniu się i potem cierpieniu… Tak w takim przypadku na pewno warto nie zamykać się w tym co znane i bezpieczne i pozwolić sobie na szukanie …przekroczenie tego / ale mając świadomość też, że będziemy się sami bronić;)) nie wiem czy to sie daje zrozumieć.;) hm…nie byłoby chyba ‘rozwoju’-czymkolwiek on jest -gdybyśmy nie próbowali…
    pomyśleć (;-P) zadziałać inaczej… głupia sprawa-ja miałam tak z rowerem. Wydawało mi się, ze jestem za słaba by przejechać 60 km rowerem. na dzień dzisiejszy (po mozolnej robocie i pracy nad swoimi resztkami mięśni;-PPP udaje mi się to-i to nawet już nie takim kosmicznym kosztem i nie jest to taka abstrakcja. więc wierzę, że czasem warto zmierzyć się ze swoją ‘naturą’. Ale ile w tym tej naszej natury a ile tego co NAM się wydaje nią być;)) no więc Odkrywajmy siebie i nie zamykajmy w etykietkach intro-ekstra i czasem zróbmy coś zupełnie innego. Ciekawe ile osób by wyszło na ulicę z napisem na tabliczce: darmowe uściski! (pamiętasz -chyba tutaj to znalazłam;-))nie odważyłabym się jeszcze;)) uuu…co za myśl! dobranoc

  11. ciekawe jest też to, że faktycznie w pewnych kontaktach możemy być /zachowywać się/ jak pełni otwartości i zapotrzebowania na kontakt ekstrawertycy..a jednocześnie w innych zupełnie się wycofywać, unikać, odchodzić w przestrzeń samotności-ale to chyba kwestia tego co czujemy do ludzi…ja zauważyłam, ze jestem bardzo wycofana jak nie znam danych osób (nie mam do nich emocjonalnego stosunku-lub jest po prostu niepewność, obawę) a jak dana osoba jest oswojona to gębę mi czasem trzeba siłą zamykać;))) bo sama radość bycia z kimś wyzwala chęć kontaktu (na każdym poziomie-także zmysłowym-poklepywanie, dotykanie). hmmm… a na wizus jestem zamknięta ponoć.
    Ciekawe jest też kwestia nieśmiałości a introwersji. Myślę, że nieśmiałość jest bardziej zmienialna;) tzn., jest bardziej w głowie (przekonania: obawiam się odrzucenia, spodziewam się itd. ) , mniej z zapotrzebowaniu (chciałabym ale…) natomiast introwersja jest bardziej w zapotrzebowaniu (nie mam ochoty na kontakt wolę być sama i pobyć ze sobą-to mi pasuje) niż w głowie (przekonania hamujące, blokujące wyjście ku ludziom).
    tak mi się nasunęło- nie wiem czy to ma jakiś sens;))
    Pozdrawiam serdecznie i nie zawalam serwera;)))

  12. @Lulu: myślę, że fajnie i trafnie ujęłaś tę różnicę między introwersją i nieśmiałością. Czyli introwersja jest bardziej w naszej “naturze” (zapotrzebowanie na bodźce, itd), a nieśmiałość to jakieś blokady mentalne (np. na temat ludzi, czy tego, ze się wygłupię, itd). Czyli można być introwertykiem, ale nie być nieśmiałym. Choć pewnie w życiu te rzeczy się splatają i przeplatają. Myślę, że w kontakcie z samym sobą jest ważne oddzielenie tego, co dane i naturalne i lepiej zaakceptować niż zwalczać, od tego, co może i można jakoś zmienić, przekroczyć pewne ograniczenia (w sensowny i zdrowy sposób).

  13. Witam!
    Jestem introwertyczką i to chyba dośc głeboką poneważ borykam się od dziecka z nerwicą a od okresu dojrzewania z zaburzeniami lękowymi.Moja introwersja raz sie pogłebia raz wydaje mi się ,że udaje mi sie wyjsc troche z tego swojego kokona.W każdym bądz razie ma swoje wady i zalety.Zawsze marzyłam zeby byc rozchulaną ekstrawertyczka ale pogodziłam sie z czasem ze taka moja natura i zaczełam doceniac swoje cechy introwertyczne.Mam mase objaw ze strony psychiki łacznie z natręctwamy myslowymi i czynnosciowymi.Uda mi sie wyjsc z jednego problemu popadam w następny.Wiem ze wyjscie z tego dołka jest pogodzenie sie z introwertycznoscia bo wtedy mozna sie odblokowac z tego co sie zepchenło do podswiadomosci i tego czego sie szuka zagłebiajac z rozmyslaniach.Nie wiem czemu tak jestem ukształtowana a nie inaczej moi oboje rodzice sa introwertykami i mysle ze to kwestia wychowania byc pokorym byc grzecznym.

    1. Witaj,
      myślę, że ważne jest, by odróżniać introwersję jako po prostu cechę temperamentu od różnych innych kłopotów, które mogą objawiać się nieśmiałością czy problemami w kontaktach z innymi ludźmi.
      Nie wiem, czy samo pogodzenie się ze swoją introwertycznością jest w stanie załatwić np. problemy z natrętnymi myślami, wątpię. Ale praca nad akceptacją siebie zazwyczaj przynosi korzyści, choć nie może się tylko i wyłącznie na tym skończyć.

  14. zycze wszystkim zdrowia bo introwertycznosc nie jest jeszcze zadna patologia sama w sobie

  15. Joanna nieśmiała jestem również mialam kiedyś diagnozowaną fobie społeczną i zabirzenie lękowe podobno to prawie to samo.Tak mi powiedziała jednak pani psycholog.Z fobi społeczniej zostało mi jeszcze pare objawów a mianowicie płyna mi łzy kiedy przechodze np.koło grupki ludzki albo mijam kogos na ulicy.Byłam niesmiałą od dziecka a własciwie od przedszkola pamiętam ,ze pójscie do przedszkola było dla mnie wielkim przezyciem i po prosty zamknełam sie w swoim swiecie zewnetrznym .Poszłam do tego przedszkola bardzo wczesnie i mysle ze to było podowem pewna niedojrzałosc psychiczna i emocjionalna.Introwertyczką jestem na pewno zawsze tłumiłam emocje zamykałam sie w swoim wewnetrznym swiecie.Jednak pracowałam spodo nad sobą czytałam róznie poradniki propagujące rózwój osobowosci .Niesmialosc to cos co można pokonać.Introwersja to juz trochę gorzej .Ostatnio natknełam sie na takie cwiczenia ze jesli chcemy coś zmienic musimy sie na to zgodzić wiec ta metoda uswiadamiające nie jest nowa np jesli jestem złe traktowana przez rodziców i chce to zmienic to powinnam to odwrócic na chce byc zle traktowana przez rodziców wtedy uwalniamy sie od czegos z czym podswiadomie sie zgadzamy…

  16. Joanna czy mozna edytowac swoje posty?Trafiłam tu przez przypadek bardzo mi sie podoba to forum i artykuły ale jeszcze sie gubie technicznie…

  17. Biorąc pod uwagę swoje doświadczenia mogę śmiało stwierdzić, że na pierwszy rzut oka dużo łatwiej jest stwierdzić czy ktoś jest ekstrawertykiem. Świetnie się z taką osobą rozmawia ale “o niczym”. Chodź sam jestem stosunkowo skrajnym introwertykiem to podjąłem próbę związku z ekstrawertyczką i skutki tego były katastrofalne. Moja partnerka “karała” mnie w taki sposób, że się do mnie nie odzywała problem w tym, że ja to traktowałem bardziej jako nagrodę niż karę. Moja partnerka jako ekstrawertyczka musiała w końcu dać ujście swojej “gadatliwej” cesze i znalazła inny obiekt odbioru tego co chciała powiedzieć.

    Mogę doradzić, że jeśli ktoś próbuje nawiązywać tak skrajne związki to lepiej niech na samym początku dogada się z drugą osobą na temat swoich wad i zalet.

  18. Witajcie, jestem w depresji. Tak skonczylo sie zycie umiarkowanej ekstrawertyczki z introwertykiem. Milosc jest slepa, wiec na poczatku pewne cechy meza typu spokoj,i opanowanie bardzo mi imponowaly, ale tylko do czasu. Z przykroscia zauwazylam, ze unika podejmowania decyzji, jest pozbawiony empatii, nietowarzyski (do dzis nie odwiedzil go nikt z przyjaciol ani kolegow z pracy). Jego wielogodzinne a nawet tygodniowe milczenie odbieralam jako “kare”, np. na moja prosbe”prosze, porozmawiajmy o tym” odpowiadal “nie teraz”,chociaz nie mial nic do roboty, czesto ukrywal sie za ekranem komputera tylko po to, by uniknac rozmowy. Jego zycie intymne bylo i jest tak ubogie jak kieszen biedaka,wolal byc sam ze soba, niz posiedziec chwile w ogrodzie w piekna letnia noc z kobieta, ktora podobno kocha lub wolal ogladac mecz pilki noznej ( sam) zamiast isc do lozka, w ktorym z utesknieniem( czesto do godz; drugiej w nocy) czekala na niego zona. Jest milczacy, schematyczny, niekontaktowy, rozumie proste zwroty i krotkie zdania, poniewaz dluzszych nie jest w stanie odpowiednio zinterpretowac, a jezeli to robi, to jest po tym tak zmeczony, jakby przeniosl tone wegla;Jakakolwiek dyskusja nie ma z nim najmniejszego sensu, bo sie natychmiast gubi, a ja irytuje. Dostalam silnej nerwicy, a jak juz nie daje rady, to koncze stanem depresyjnym. Ot i tak to wyglada. Przepraszam, jesli komus sie wydaje, ze chce sobie jedynie ulzyc, ale ja chce Wam powiedziec, ze zycie z introwertykiem naprawde nie jest latwe i chociaz on nauczyl sie wielu pozytywnych zachowan, to odbylo sie to takim duzym kosztem, ze nie wiem czy warto bylo. Stracilam duzo z siebie, zmienilo to w duzej mierze moj charakter, stacilam pasje zycia, a wlasciwie moge powiedziec, ze jeszcze nie pozylam . Czy to sie da leczyc? Jezeli ktos wie jak i gdzie, toda mi nadzieje, ze cos moze drgnie w tym moim niespelnionym zyciu. Z gory dziekuje.

    1. Ewa, to co opisujesz to o wiele więcej niż introwersja. Introwersja nie jest zaburzeniem, jest pewną cechą temperamentu, ale na to nakłada się wiele, wiele, wiele innych cech, o których piszesz mówiąc o mężu. I z pewnością to jak się potoczyła ta relacja to nie jest kwestia “introwersji” męża, a tego jak się dobraliście i jak funkcjonujecie w relacji. A jeśli jest Ci trudno sobie poradzić z tą sytuacją i czujesz się w depresji, to pewnie warto zgłosić się np. do psychoterapeuty, nie ma po co się męczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share