jak znaleźć szczęście?

Gdzie to szczęście?

Ostatnio sporo o szczęściu wokół słyszę i czytam. W Sopocie co jakiś czas odbywają się „rozmowy o szczęściu”, wydana została książka na ten temat, ciągle gdzieś coś to szczęście się przewija. Myślą, która niedawno najbardziej do mnie trafiła jest coś, co powiedział profesor Wojciszke na jednym ze spotkań: ludzie, którzy zastanawiają się nad tym czy są szczęśliwi, szukają sposobów na szczęście, i tak dalej, raczej stwierdzają, że szczęśliwi nie są. Szczęście to raczej coś, co przychodzi po drodze, jest efektem robienia rzeczy ważnych, sprawiających satysfakcję, efektem odnajdywania swojego miejsca w świecie. Odnajdywania, bo nikt nie mówi, że miejsce w świecie (też to metaforyczne) musi być jedno.

Skupianie się na pytaniu „czy jestem szczęśliwy/a?” automatycznie powoduje nastawienie się na wyszukiwanie brak, luk, niezaspokojonych potrzeb i trudno wtedy o zadowolenie.  Co prawda pracuję w dobrej firmie, ale moja pozycja mogłaby być lepsza. Co prawda mam wspaniałego partnera, ale wciąż napotykamy jakieś trudności, a gdyby zastanowić się lepiej, to on chyba mnie nie rozumie. Jeśli mnie nie rozumie, to czy ten związek ma sens? Czy ja nie potrzebuję więcej zrozumienia? I tak dalej. Szukanie szczęścia to jak pogoń za horyzontem. A przy okazji człowiek przestaje patrzeć pod nogi i wkoło siebie. Jasne, warto zdawać sobie sprawę ze swoich potrzeb, mieć marzenia i dążyć do osiągania celów. Nie chodzi o to, by stać w miejscu. Ale mam wrażenie, że gonitwa za wyśnionym i wymarzonym „szczęściem”, za tym, by zawsze i wszędzie było dobrze, miło i przyjemnie jest jakąś ogromną pułapką. Nie dajmy się zwariować. Skutki odsuwania od siebie spraw nieprzyjemnych i tzw. negatywnych emocji mogą być opłakane.

Zaciekawiła mnie jeszcze jedna informacja, również z wykładu prof. Wojciszke. Stwierdził on mianowicie (podsumowując wiele badań na ten temat), że poczucie szczęścia w 50% zależy od naszej konstytucji, od tego jacy się urodziliśmy. Można to wiązać wrodzonym optymizmem czy pesymizmem, nastawieniem na wyszukiwanie informacji zgodnych lub wyszukiwanie błędów, temperamentalną skłonnością do przeżywania emocji pozytywnych czy negatywnych albo innych psychologicznych koncepcji. Tak czy inaczej, taka myśl może choć odrobinę nas odciążać z tego „obowiązku” bycia szczęśliwym, który się coraz bardziej panoszy wkoło. Patrząc na niektóre osoby, będące zawsze w świetnym humorze, zawsze zadowolone z życia, łatwo zacząć im zazdrościć i tym bardziej szukać recepty na szczęście. Do tego wszechobecne dążenie do szczęścia, szukanie go, wymyślanie coraz to lepszych sposobów na dobre samopoczucie… A może lepiej jest zaakceptować siebie i swój sposób patrzenia na świat? Może prawdziwe poczucie szczęścia i ukojenia może płynąć ze zgody na to jakim się jest?

Z drugiej strony, pozostałe 50% poczucia szczęścia wynika z tego, co robimy ze swoim życiem, czym się zajmujemy – a przede wszystkim, czy robimy, to co lubimy / lubimy to, co robimy. A na to, w przeciwieństwie do cech swojego układu nerwowego, mamy o wiele większy wpływ. Nie można też zapomnieć o kontaktach międzyludzkich. Profesor Skarżyńska, która w Polsce przeprowadza sporo badań na temat szczęścia, twierdzi (polecam wywiad), że jest to niezbędny element bycia szczęśliwym. Bez drugiego człowieka, bez zaufania do ludzi, bez wsparcia innych, trudno o poczucie szczęścia. Takie to jesteśmy zwierzaki społeczne.

Znalazłam przy okazji taki oto tekścik, mający w sobie wiele mądrości. Jest odpowiedzią na pytanie jak być szczęśliwym.

Przykazania Leszka Kołakowskiego

Po pierwsze przyjaciele.

A poza tym:

Chcieć niezbyt wiele.
Wyzwolić się z kultu młodości.
Cieszyć się pięknem.
Nie dbać o sławę.
Wyzbyć się pożądliwości.
Nie mieć pretensji do świata.
Mierzyć siebie swoją własną miarą.
Zrozumieć swój świat.
Nie pouczać.
Iść na kompromisy ze sobą i światem.
Godzić się na miernotę życia.
Nie szukać szczęścia.
Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.
Z zasady ufać ludziom.
Nie skarżyć się na życie.
Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu.

Creative Commons License photo credit: h.koppdelaney