Chodzą po tej pięknej Ziemi istoty, które możemy nazwać sobie “wrażliwcami”. Wrażliwca wcale nie jest tak łatwo od razu zidentyfikować, bo często dobrze się kamufluje. Niektóre wrażliwce wydają się spokojne i opanowane, mają wręcz kojący wpływ na otoczenie, bo mało co wyprowadza je z równowagi. Czasem w kąciku popłaczą sobie, ale raczej nie ujawniają swoich emocji zbyt wylewnie. Uważny obserwator może jednak zauważyć, że w trudniejszych sytuacjach wrażliwiec cichnie, wycofuje się, wręcz spowalnia. Chowa się do swojej skorupki.
Wrażliwiec jest jak antena zbierająca wszelkiego rodzaju negatywne emocje z zewnątrz, a co gorsza, często zdarza się, że odnosi je do siebie. Niekoniecznie musi z tego wynikać, że wrażliwiec uważa, że jest pępkiem świata… choć takie okazy też zdarzają się dość często. To raczej nadmierne wyczulenie w służbie ochrony siebie.

Każde emocjonalne zawirowanie dotyka wrażliwca do żywego, również dosłownie – bo wrażliwiec bardzo często dokonuje tak zwanej somatyzacji, czyli wszystko co w psyche bardzo łatwo i intensywnie przenosi się na doznania cielesne. Wystarczy, że ktoś w otoczeniu wrażliwca podniesie głos, a ten już czuje ostrzegawcze kłucie w żołądku. Taki system alarmowy jest potrzebny, by w porę uniknąć zbyt dużej ilości silnych bodźców, które dla wrażliwca są trudne do zniesienia i wymagają ponoszenia dużych kosztów. Jednak system ten bywa przewrażliwiony i nie jest łatwo odpowiednio go skalibrować, szczególnie jeśli ustawienia zostały zaprogramowane we wczesnym okresie rozwoju – reakcje automatyczne są o wiele szybsze niż racjonalna analiza faktycznego zagrożenia.

Życie wrażliwca bywa pełne paradoksów. Jednym z nich jest niewrażliwość wrażliwca, która może pojawić się w wyniku ekstremalnych doświadczeń w rodzaju przemocy, traumy, czy silnie raniących stanów emocjonalnych. System włącza wtedy blokadę awaryjną, która nie dopuszcza do przegrzania obwodów, które byłoby nie do zniesienia. Stan wyjątkowy powoduje odcięcie od przeżyć, które są zbyt bolesne i stwarzają zagrożenie dla poczucia istnienia wrażliwca.  Ten mechanizm może pojawić się oczywiście również u niewrażliwców, jednak u wrażliwców próg intensywności przeżyć potrzebnych do jego uruchomienia jest o wiele niższy, a szyba zza której zaczynają obserwować świat staje się wyjątkowo uporczywa. Wrażliwcy szybko się warunkują, czyli wyuczają reakcji na bodźce, szczególnie jeśli sytuacji towarzyszy lęk. Innymi słowy, gdy wrażliwiec raz doświadczy silnego lęku w jakiejś sytuacji (na przykład ktoś podniesie na niego głos, rozgniewa się z jakiegoś powodu), to kolejna taka sytuacja prawie na pewno wywoła znów lęk – często niewspółmiernie duży. I nawet gdy podobna sytuacja za kolejnym razem nie będzie już zagrażająca, lęk nadal będzie się pojawiał – reakcje są trudne do wygaszenia. Czasem samo wyobrażenie sobie, że dana sytuacja mogłaby się powtórzyć, wywołuje u wrażliwca paniczny strach i chęć uniknięcia tej sytuacji za wszelką cenę – co może spowodować nadmierną ostrożność, uważanie by nie zrobić “fałszywego” kroku, unikanie pewnych tematów, osób, sytuacji, zamrożenie spontanicznego działania czy nieustające poczucie wewnętrznego niepokoju.

Pojęcie “wrażliwiec” jest bardzo pojemne, bo i wrażliwcy różni są. Możemy odnosić się do różnych pojęć i konstruktów psychologicznych takich jak wysoka reaktywność układu nerwowego, neurotyzm czy introwersja. Jednak należy pamiętać, że za każdą etykietką jest wyjątkowy człowiek, ze swoimi unikalnymi wzorcami. Mój opis do niektórych będzie pasował lepiej, do innych gorzej, ale bardziej chodzi mi o to, by ogólnie pokazać funkcjonowanie osób nadwrażliwych, które czasem cierpią na brak zrozumienia ze strony otoczenia. “Nie przejmuj się”, “Przestań się bać”, “To nie koniec świata” to rady całkiem niezłe, problem w tym, że często są dla wrażliwca trudne do zrealizowania z powodu jego wewnętrznej konstytucji i doświadczeń, które go ukształtowały. W pewnych sytuacjach trudno jest siebie samego przeskoczyć.

Z pewnością każdemu wrażliwcowi przyda się praca nad dystansowaniem się do pewnych spraw, opanowywaniem irracjonalnego strachu (choć z wewnętrznego punktu widzenia on nie dość, że nie jest irracjonalny, to jeszcze jest dotkliwie realny i przejmujący), praca nad treningiem by nie brać wszystkiego osobiście i uodpornić się trochę, czy nad umiejętnością relaksowania się i rozluźniania. Bycie wrażliwcem nie może stawać się wygodną wymówką, dzięki której uniknie się trudów życia. Nie wszystko jest jednak kwestią “po prostu” zrobienia czegoś inaczej – przynajmniej nie od razu, nie natychmiast i nie na zawołanie. Wrażliwiec powinien też sam szanować i doceniać swoją wrażliwą naturę, choć bywa ona przekleństwem.

Jest też druga strona medalu, mianowicie taka, że o ile wrażliwiec może postrzegać świat jako brutalny i nieczuły, to świat może odbierać go jak wydelikaconego “francuskiego pieska”, któremu nic nie można powiedzieć, bo się obrazi, na nic zwrócić uwagi, bo cierpiąc zamknie się w sobie, który zapatrzony jest głównie w siebie i swoje emocje, a drżąc o nie, na potrzeby innych nie zwraca już uwagi. Życie z takim wrażliwcem może być prawdziwą męczarnią… Delikatność i wrażliwość są pięknymi cechami, ale mogą równie dobrze stać się narzędziem terroru interpersonalnego.

O ile sama wrażliwość nerwowa jest ukonstytuowana biologicznie i ciężko ją zmienić, operować organizmem z wysokim poziomem wrażliwości można na różne sposoby – do wrażliwców należy znalezienie tego optymalnego, pozwalającego na dobre funkcjonowanie społeczne, przy jednoczesnym dbaniu o swoje samopoczucie i zdrowie.

A jakie są wasze doświadczenia z byciem wrażliwcem albo byciem z wrażliwcem?

104 komentarzy
  1. Witaj Joanno!

    Chcę powiedzieć, że Twój artykuł ujęłaś w sposób bardzo komunikatywny, przejrzysty, obrazowy, obszernie poparłaś go przykładami, więc jest taką praktyczną wiedzą dla przeciętnego człowieka, który nie zajmuje się psychologią. W uzupełnieniu chcę dorzucić swój kamyczek do Twojej wypowiedzi, ponieważ jestem osobą nadwrażliwą emocjonalnie i odczuwam to wszystko na własnej skórce. Jako nadwrażliwiec, może powiem tak:

    1. Trzeba być dla siebie bardziej wyrozumiałym.

    2. Nadwrażliwy człowiek reaguje niewspółmiernie do sytuacji.

    3. Często ma dosyć samego siebie.

    Nadwrażliwość emocjonalna zależy do układu nerwowego i jest uwarunkowana genetyczne. Występuje tutaj skłonność do brania wszystkiego do siebie. Przez co taka osoba czuje się pokrzywdzona i zraniona.

    Nadwrażliwiec reaguje na dwa sposoby:
    – smutkiem lub złością.

    Przewodnią emocją jest smutek lub przewodnią emocją jest złość.

    Taki człowiek sam stwarza w swojej głowie projekcję sytuacji (działa już moja wyobraźnia. Złość na samego siebie, daje się ponieść emocjom i na własne życzenie psuje sobie nastrój.

    Nadwrażliwiec wszystko bierze do siebie – a to znaczy, że z góry zakładam, że będzie lub jest źle, a powinien wyjaśnić sytuację. Podam przykład, aby dokładnie wyjaśnić co to znaczy branie do siebie.

    Niestety wiele osób nie rozumie prawidłowo tego zjawiska. Ulicą idzie pewna kobieta o imieniu Ewa, w pewnym momencie, uśmiecha się do niej inna kobieta, która, ją mija.

    Ewa, w tym momencie myśli sobie tak – pewnie rozmazał mi się tusz wokół oczu, lub pewnie zauważyła moje okropne ropne krosty na twarzy itp. czyli coś jest ze mną nie tak, coś jest nie w porządku – negatywny obraz samego siebie. To jest właśnie branie do siebie.

    Gdyby nie brała tak to siebie tego przyjaznego uśmiechu, to pomyślałaby pozytywnie – pewnie tej kobiecie spodobała się moja szminka.

    Kobieta – Ewa wchodzi do pokoju w biurze w którym pracuje i widzi, że jej koleżanki coś szepczą sobie do ucha – co pomyśli nadwrażliwa Ewa – oczywiście – negatywnie – z pewnością mnie obgadują, mówią coś złego o mnie – branie do siebie.
    Gdyby pomyślała, tak: pewnie omawiają jakiś swój plan wyjazdu nad morze, to nie dotyczy mnie. Nie byłoby złości lub smutku.

    Przyczynę i wszelkie zło widzi w sobie, a nie na zewnątrz. Wszystkim się przejmuje. Zawsze uważa, że wszystko to moja wina. Zamyka się w sobie i wstydzi się tej nadwrażliwości.

    To nie jest wstyd mieć taki wyjątkowy DAR od Boga – trzeba go w sobie zauważyć, docenić i cieszyć się. A kiedy dopadnie nas porwanie emocjonalne to w ramach wyciszenia i medytacji polecam różaniec – po prostu – odmówmy jedną przynajmniej 10-tkę różańca, a najlepiej koronkę czyli 5 tajemnic po 10 Zdrowaś Maryja. Różaniec daje prawdziwy wewnętrzny spokój, wprowadza pokój serca i harmonię.

    Rada:
    Robić raz na jakiś czas gruntowny porządek w sobie, tzn. wygadać się komuś zaufanemu, lub wypowiedzieć na głos swoje smutki, żale, niepokoje i zastanowić się co powoduje te wybuchy. Zawsze lepiej zapytać kogoś dlaczego się nie odzywa, a nie dorabiać własną interpretację.

    1. Mam podobnie.Od dzieciństwa.sytuacje paranormalne pamiętam nawet.ale to podobno dzieci mają w większości.zaciera się to z czasem.proces socjalizacji tak zwany.zwracalem uwagę częściej na negatywne aspekty i uszczypliwości nawet gdy nie były świadome np dotyczące wyglądu.pózniej niestety zaczełem powtarzać te schematy.skutki bywały opłakane.dużo zniszczonych relacji.nadwrazliwość czy czułość.ma swoje plusy i minusy.plusy napewno w dziedzinach sztuki tworzenia jej lub odbierania.głebiej, pełniej.w życiu normalnym jest to prze….na sprawa.wyobraznia działa .wyolbrzymia wszystko.staram się trzymać z daleka od wszystkich ludzi obcych,komunikacja nie jest problemem.ale najlepiej znalezc sobie podobnych.może jakieś forum?ogólnie net sie przydaje

  2. Niedawno odkryłam Twój bloog i chcę powiedzieć, że jest dla mnie budującym i wartościowym oraz bardzo praktycznym poradnikiem w moim życiu. Widzę Ciebie jako osobą o wrażliwym sercu, dużej otwartości na innych. O słonecznym i promiennym uśmiechu, który wprowadza promyki nadziei w te ponure jesienne deszczowe dni.
    Podoba mi się przejrzystość, obrazowość, profesjonalizm Twoich artykułów, jeżeli nawet używasz terminologii psychologicznej – to starasz się wyjaśnić ją.Po prostu mówiąc kolokwialnie nie wymądrzasz się, jak to czyni wielu psychologów, co powoduje, że ich teksty są takie hermetyczne.
    Dziękuję Ci za podzielenie się swoją wiedzą ze mną i innymi ludźmi.

    Napisałam wiersz o różańcu, więc dedykuję go Tobie:

    Różaniec – modlitwa serca

    Różaniec – to cudowna obecność
    Bogurodzicy w tajemnicy Chrystusa.
    Różaniec – to rozważanie cnót Maryi
    Różaniec – to trzy wymiary Istnienia:
    cierpienie
    radość
    chwała

    Różaniec – to łaska i opieka, jak powiedział
    ks. Kowalski, zamordowany w obozie w 1941 r.
    za to, że ukochał różaniec

    Różaniec – to wchłanianie w siebie istoty Ewangelii
    Różaniec – to trudna modlitwa, bo wymaga od nas
    refleksji, skupienia, medytacji, zaangażowania i uczy nas tego.

    Różaniec – to rozważanie:
    życia
    męki
    Zmartwychwstania Chrystusa

    Różaniec – to ufność w matczyne wstawiennictwo Maryi
    Różaniec – to żywa partycypacja w modlitwie Kościoła
    Różaniec – to mistyczna kontemplacja
    Różaniec – to miłosne poznawanie Boga
    Różaniec – to żywa więź z Bogiem
    Różaniec – to drogowskaz i dar miłosiernej Miłości
    Różaniec – to rdzeń prawd teologicznych
    Różaniec – to kluczowe słowa dla całej ludzkości

    Różaniec – to kompendium zbawczych tajemnic Chrystusa
    Różaniec – to duchowa głębia i zanurzanie się w głębinie morza
    Różaniec – to kotwica na morzu życia, co wycisza
    wzburzone fale życia

    Różaniec- to mistyczna kontemplacja

    Dlaczego mistyczna?
    Bo to ukryte odniesienie do ukrytego Boga.
    Ukryte odniesienie, bo ono znajduje się w
    głębi duszy.
    To jest relacja miłości.
    Bóg ukryty w nas chce wejść z nami w
    dialog miłości.

    Bóg pierwszy umiłował nas i czeka na nas
    na dnie naszego serca.

    Wejście w dialog miłości z Bogiem – to
    rozmowa miłości – to mistyka:)
    Medytacja różańcowa – to wchłanianie w
    siebie zbawczych wydarzeń.

    Kontemplacja różańca – to miłosne poznanie
    Boga – to kontemplowanie z miłością – to
    wewnętrzne zaangażowanie.

    To przeżywanie tu i teraz
    wydarzeń z życia Jezusa i Maryi.

    To wzbudzanie w samym sobie uczuć jakie
    towarzyszyły Jezusowi i Maryi.

    Dobrze odmawiać różaniec – to odmawiać
    sercem Maryi – „przyjmując” jakby Jej uczucia.
    Różaniec – to medytacja całym sobą – to moje
    uczucia i zmysły, to mój spokój serca.

    Zdrowaśki – to nie bezmyślne klepanie,
    to niezwykle boska sentencja, która
    przenika swą treścią całe moje istnienie.
    Zdrowaśki – to odmierzanie czasu,
    to duchowa melodia – wyciszenie umysłu i zmysłów

    Rytmiczne odmawianie różańca przywraca
    wzburzonym falom duszy harmonię,
    wewnętrzny ład, wyciszenie i spokój.

    Różaniec – w nim zawarta jest głębia i prostota,
    to wznoszę moje serce ku Bogu.
    Głębia tej modlitwy polega na tym,
    że rytm i melodyka wypowiadanych
    boskich słów podtrzymuje żywą
    więź z Bogiem.

    Jesteśmy w procesie trwania
    żywej łączności z Bogiem.
    Czujemy Go w sobie sercem i uczuciem.

    Różaniec – maryjna modlitwa – patrzymy
    na tajemnice zbawienia oczami Maryi,
    przyjmujemy je i nasycamy się nimi.
    Taka postawa pozwala nam doświadczać
    przenikana w nas dzieła zbawienia.

    Król Jan Sobieski III w 1683 r. odniósł
    zwycięstwo pod Wiedniem dzięki różańcowi,
    a jego słowa: ”Przybyłem, ujrzałem,
    a Bóg zwyciężył!” zapisały na zawsze ten cud.

    A Prymas Tysiąclecia Stefan Wyszyński
    powiedział:
    “Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa
    na stromej skale szczytów górskich.
    Nie wolno się zatrzymywać na żadnej tajemnicy.
    Trzeba iść dalej. Bo pełnia życia jest u szczytów…”

    Odmawiać różaniec to kontemplować z
    Maryją oblicze Chrystusa:)
    Genowefa

  3. Obecnie przeżywam żałobę, więc jako nadwrażliwiec bardzo cierpię. Najpierw był wielki szloch, łkanie,
    płacz, płacz, płacz…. nagle pytanie, czy kiedyś płakać przestanę?

    Śmierć – nagle – czuję olśnienie – takie prawdziwe – czuję w sobie – Boży Dotyk – zastygam… kontestuję… tak naprawdę czuję Boży Dotyk – to RÓŻANIEC – to Dar Żywej Obecności Matki Bolesnej – tak to Najjaśniejsza Pani – Jej SŁOWA ŻYCIA – Bogiem natchnione – to łaska – to prawdziwe słowa mające łaskę w sobie. Tak to Najjaśniejsza Panienka w pełni zasłuchania – pokój serca niesie, Matczynymi Dłońmi otula – w ból mego Istnienia tego czasu cierpienia.

    Ja to wiem, ja to czuję… ale teraz jeszcze tego nie akceptuję… tu potrzebny jest czas – żałobnego przeżywania – czas bólu i cierpienia- czas oczyszczenia – czas zrozumienia – czas prawdziwego pogodzenia – tak już jest.
    Śmierć – Błogosławiony Moment – Brama Łaski Przejścia do Chwały Nieba.

    Moje przeżywanie ujęłam w takie poetyckie przeżycie. Chcę powiedzieć, że właśnie modlitwa różańcowa, pomogła mi w tym najtrudniejszym czasie i nadal pomaga.

  4. Rzeczywiście wyjątkowo żle znoszę np agresję w lelewizorze i wyłączam program. Co dziwne np bijące się kobiety w brazylijskiej telenoweli w ogóle nie mają ładunku negatywnego, a kłótnia polskich aktorów w jakimkolwiek filmie budzi bardzo dużo złych emocji. Mój syn mawiał “przeżywasz wszystko jak stonka wykopki”. To prawda. Jak tylko mogę to unikam takich “złych” rzeczy, które są tylko wymyślone i nie mają z rzeczywistością nic wspólnego ( np filmy), unikam programów, które opowiadają prawdziwe dramatyczne ludzkie losy, ale ja przez szkło telewizora nic na to nie pomogę, a oglądam z biciem serca, ze ściśniętym żołądkiem, przeżywam dramat tych ludzi bardzo osobiście. Przełączam program. Ale przed moim życiem staram sie nie uciekac. Jesli na mojej drodze pojawiaja sie dramaty to staram sie zrobic ile tylko moge. Nie patrze ze mnie zaboli, raczej dzialam, pomagam. Albo tylko jestem. cdn

  5. cdn (czy ktoś zna lekarstwo na taką przypadłość klawiatury gdy literki “y” i “z” się zamienią i pisać nie można bo nerwy wysiadają?)

    Wiem, że “niedziałanie” może boleć jeszcze bardziej. A u innych? Jak się objawia wrażliwość? Czasami widzę strach przed bólem, który można poczuć jak człowiek zbliży się do cierpiącego człowieka. I tak myślę że ten strach przed oglądaniem prawdziwego ludzkiego cierpienia i uczestniczenie w nim jest głównym hamulcem w działaniu. To też jest ogromna wrażliwość. Patrzę na takich ludzi myśląc “bardzo zranione ludzkie serce”.
    A “francuski piesek”? Ach być tak choć przez dwa dni w roku takim lekkoduchem. Może tylko bez tych fochów i dąsów, które są przejawem głupoty a nie wrażliwości, ale mieć taką lekkość bycia i mieć jedyny bardzo poważny problem np. czy dziś założyć różowie czy fioletowe pończoszki. Rozmarzyłam się myśląc o tym. Pozdrawiam

  6. A mi przeszkadzają lęki przed zmianą.
    czasami trwam w jednym latami
    zanim zadecyduję się coś zmienić.

    raczej popadam w smutek i zamykam się w sobie.

    Chciałabym być bardziej przebojowa bo pewnie moje życie byłoby bardziej satysfakcjonujące
    gdybym sięgała częściej po to czego pragnę.

    Bardzo długo mierzę się z myślami
    zanim dojdę do decyzji…
    (jak w kokonie-nim rozwinę skrzydła długo się mocuję ze ścianami mojej klatki)

    i dlatego zawsze ‘jestem do tyłu’ w stosunku do innych ludzi…

    co dobrego w tym?
    chyba to jak głeboko odczuwam więzi z innymi
    jeśli one się stworzą

    i zawsze pamiętam też dobre rzeczy którymi jestem obdarowywana
    i nie zapominam o tym.

    Głęboko tez przeżywam muzykę.
    Bardzo odbieram emocje jakie są w niej zawarte.
    Łatwo się ‘zakochuję’ w muzyce…i odbieram ją jako taki kontakt z magią;)

    Zupełnie nie zastanawiam się już co myślą inni ludzie
    nie interpretuję
    nie dopowiadam
    /nie obchodzi mnie to w sumie…
    daję sobie prawo do tego, ze nie muszę każdego lubić
    i nie każdy musi lubić mnie/czy nawet akceptować.
    To mi pomaga żyć;)

  7. Jako wrażliwiec mogę powiedzieć, że wszystko co p. Joanna napisała jest naszym dokładnym obrazem. Jednak zdecydowanie brak tutaj wielu szczegółów. Jak z każdym aspektem rzeczywistości, lub niemal każdym, także z byciem wrażliwcem wiąże się występowanie serii nierozerwalnych par. Ying-yang, elektron-pozytron, wada-zaleta… Rozpatrywanie ich osobno daje niepełny obraz, a więc ja chcę opowiedzieć, jako wrażliwiec, o drugiej stronie medalu.

    Tak, my wrażliwcy jesteśmy trudnymi ludźmi. Dla innych i dla siebie. Dla nieznajomych zdystansowani, z pozoru chłodni i wycofujący się. Dla bliskich przewrażliwieni, męczący, nierzadko wiecznie skrzywdzone ofiary. Dla siebie bardzo często okrutni i niesprawiedliwi, z drugiej strony pobłażliwi i nadmiernie opiekuńczy. Z naszą egzystencją wiążą się jednak niezwykłe i często niedostępne innym ludziom doświadczenia:

    1. Bliskości. Ciężko idzie nam podjęcie decyzji o pełnym zaangażowaniu się. Najczęściej ze względu na obawy przed złym rozwojem zdarzeń. Jeżeli jednak się przełamiemy to potrafimy stworzyć unikatową relację z innym człowiekiem, pełną ciepła, miłości, spokoju i stabilności. Wrażliwcy potrafią docenić każdy gest przyjaciela/partnera i okazywać szczerą i życzliwą wdzięczność. Wielu spośród nas przejawia wyjątkową empatię i uważnie obserwuje zmieniające się potrzeby bliskiej osoby, aby wyjść im naprzeciw w każdej chwili. Dla innych staramy się być najlepsi z możliwych, co samo w sobie często stanowi problem, gdyż niektórzy spośród naszych bliskich mogą się poczuć emocjonalnie osaczeni. Każdy gest prawdziwej wdzięczności za nasze poświecenia jest dla nas źródłem nieopisywalnego szczęścia, z drugiej strony każde odepchnięcie stanowi dla nas cios, który ciężko przeżywamy. Tym niemniej dla wrażliwców dostępne są rzadkie chwile pełnego emocjonalnego i duchowego zespolenia się z drugim człowiekiem.

    2. Piękna i harmonii świata. Jesteśmy wyczuleni na rzeczy piękne i estetyczne. Muzyka, sztuka, literatura, film matematyka, filozofia. Dla każdego wrażliwca są to nieco inne bodźce. Kiedy już jednak wystąpią wrażliwiec przeżywa je w sposób niezwykle pełny, z zachwytem, który potrafi odebrać oddech. To sprzężenie, emocji i doznań fizycznych, tak niewygodne w przypadku lęku czy stresu, w połączeniu z radością, szczęściem, poczuciem harmonii sprawia, że wrażliwiec czuje się w sposób wyjątkowy. Jego ciało staje się miejscem niezwykłych doznań – przechodzą przez niego fale ciepła i zimna, drżenie, gęsia skórka… Oczywiście niemal każdy przeżywa takie doświadczenia, jednak my, wrażliwcy przeżywamy je niesłychanie intensywnie.

    3. Poczucia przynależności. Wrażliwiec pogodzony ze swoją sytuacją życiową czerpie niesłychaną satysfakcję z faktu zwykłego jej trwania. Sam proces akceptacji nowej sytuacji jest trudny i często przynosi wiele cierpienia. Jednak po jego zakończeniu adaptacja wrażliwca do nowego stanu jest niezwykle pełna.

    4. Transcendencji. To niezwykłe doświadczenie, o którym czasem się słyszy, jest bardzo rzadkie. Niektórzy spośród nas, wrażliwców, szczególnie Ci, którzy zostali paradoksalnie obdarzeni analitycznym i otwartym umysłem, zadając odpowiednie pytania, zdobywając wiedzę i… mądrość… potrafią doświadczyć stanu, w którym uwalniają się od swoich cierpień i lęków. Nie na stałe, choć być może i takie przypadki się zdarzają. Tym niemniej nawet chwilowe doświadczenie tego stanu daje poczucie odnalezienia sensu istnienia. Pozwala uporać się z wieloma wątpliwościami, lękami, niepewnością.

    Jesteśmy wyjątkowi. Jest w nas dużo patosu, dużo skrajnych emocji. Rozedrgani, często niezdolni do podjęcia stanowczej decyzji. Często samotni nawet w towarzystwie. Bądźcie dla nas cierpliwi, a przeżyjecie razem z nami niezwykłe i piękne chwile.

    1. Niesamowicie to trafne. Zawsze bylam wrazliwa, ale to, jak zycie mi sie uklada (nie uklada) ostatnio pokazuje mi, jak bardzo. Chcialabym umiec dystansowac sie bardziej do roznych sytuacji zyciowych i lepiej panowac nad zmiennymi stanami emocjonalnowymi, lekowymi, ale czuje ze brakuje mi do tego narzedzi. Czy znacie moze jakas literature na ten temat?

  8. Dziękuję Wam wszystkim za komentarze.
    Każdy swoją wrażliwość przeżywa na bardzo indywidualny sposób, cieszę się, że się tymi doświadczeniami dzielicie. Myślę, że każdy tak zwany wrażliwiec potrzebuje zarówno zrozumienia ze strony otoczenia, jak i nieprzeginania w drugą stronę – by nie robić z siebie i swoich emocji pępka świata. Wyrównywanie tych proporcji może u każdego wyglądać inaczej.

  9. Witaj Joanno! Przykro mi, że nie zauważyłaś mojego wiersza, który Tobie dedykowałam. Serdecznie pozdrawiam. Genowefa.

  10. taaak Asiu;)

    prawda o której trzeba pamiętać.

    trudno czasami wyjść poza swoje emocje. (oczekiwania, pragnienia?)

    i zobaczyć drugą osobę…

    Zamaist skupiać się na swoich przeżyciach…

    Ech- to duża sztuka złapać ten dystans do siebie;))

    i do świata…

    Ale pomaga żyć;))

    ja w życiu doszłam do takiego punku że im mniej oczekuję
    im więcej jestem wdzięczna za to co dostaję
    im mniej skupiam się na emocjach, im więcej je uczę się wyciszać i nie działać pod ich wpływem…

    tym łatwiej mi żyć;)

    Jak to powiedział ktoś
    Żyj i daj żyć innym;)

    Usciski

  11. Prawdę mówiąc nigdy nie myślałam o sobie, że jestem “wrażliwcem”, bo choć wiele elementów z tej charakterystyki do mnie pasuje, to zawsze kładłam to na karb swojego introwertyzmu.
    Zazwyczaj jestem wycofana i zdystansowana, sama raczej nigdy nie nawiązuję kontaktu z ludźmi. Tkwię bezpiecznie w swojej skorupce, w dobrze znanych miejscach i wśród znanych ludzi. Ale ostatnio, bardzo niepewnie, ale jednak trochę się otwieram. Na razie tylko w sieci, bo tak jest łatwiej. Prowadzę swój własny blog, udzielam się na jednym (wprawdzie bardzo skromnym, ale jednak) forum, skomentowałam kilka wpisów na swoich ulubionych blogach, napisałam maile do kilku osób poznanych w sieci. Na ogół spotykam się z pozytywnym odbiorem i wtedy jest mi dobrze. Ale od czasu do czasu, zdarza mi się przeczytać krytyczne wypowiedzi pod adresem wyrażanych przeze mnie poglądów i wtedy już dobrze nie jest. Bardzo takie rzeczy przeżywam. Dotykają mnie osobiście. Sprawiają, że mam ochotę zamilknąć i nie odezwać się już nigdy więcej. Ale nie milknę, bo tłumaczę sobie, że ja też mam prawo do swoich poglądów, mam prawo do bycia w jakiejś ogólnej przestrzeni, a nie tylko w swojej skorupce. Nie milknę, ale jednak w jakiś sposób ograniczam swoje wypowiedzi. Dzielę włos na czworo, analizuję, zastanawiam się co i w jaki sposób powiedzieć. To wszystko zabiera mi mnóstwo czasu, co również samo w sobie jest swoistym ograniczeniem, bo przecież nie mam aż tyle wolnego czasu, więc w końcu, jeśli nie uda mi się ubrać swoich myśli w odpowiednie słowa wciskam backspace i w konsekwencji wychodzi na to, że nawet jak chcę coś powiedzieć, to milczę.
    Po pierwsze: hamuje mnie więc strach przed konfrontacją z osobami o innych poglądach; po drugie: mam poczucie, że nie ma sensu, bym się odzywała, bo co kogoś może obchodzić moje zdanie na dany temat; a po trzecie: moje głębokie przeświadczenie, że nie mam nic specjalnie mądrego, ani ważnego, ani konstruktywnego do powiedzenia.
    Do tego komentarza przymierzałam się już od tygodnia. Twój artykuł oczywiście nasunął mi trochę osobistych refleksji, ale co napisać, żeby było krótko, jasno i na temat? To był dla mnie problem. Nie jestem pewna, czy sobie z nim poradziłam. Jednak chciałam po raz pierwszy coś tutaj napisać, bo rozumiem, że w ten sposób daję Ci znać, że to, co robisz ma sens, że nie piszesz w próżnię.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne ciekawe i zmuszające do zastanowienia tematy.

  12. @ren-ya: Fajnie, że się przemogłaś i odezwałaś. Poruszyłaś ważny temat, który za mną też ostatnio mocno chodzi – obawa przed oceną innych, która blokuje autentyczność i spontaniczność. Jak zaczynamy się zastanawiać kto co i jak odpowie, jak oceni, co pomyśli, itd, to nagle trudno jest pokazać to, kim naprawdę się jest. To jednak nie jest takie proste do przełamania, “nie przejmuj się, co myślą inni” jest dobrą radą, ale niezbyt łatwą do wprowadzenia w życie, przynajmniej dla niektórych. Ja sama często obawiam się konfrontacji i nie zawsze umiem obstawić swoją pozycję. A jednak, przekonana jestem, że warto się przełamywać, warto wyrażać siebie, szczególnie w kwestiach, które nas jakoś dotykają, poruszają i są bliskie. Nie uważam, że trzeba mieć zdanie na każdy temat, bo to rzeczywiście może się skończyć mówieniem głupot 😉

  13. Joanna, zgadzam się, że trafiłaś w sedno. Mówię to jako 100% wrażliwiec, na własne potrzeby dodałabym jeszcze, że jako gruboskórny wrażliwiec. Pewnie w pierwszym odruchu ktoś może pomyśleć, że sama sobie zaprzeczam, jednak po dłuższym zastanowieniu… chyba nie jestem jedyną osobą, która udaje twardzielkę, w trudnych sytuacjach wychodzi na pierwszy ogień, kiedy serce strasznie łomocze, pociesza przyjaciela, kiedy sama ledwo na nogach stoi. I wcale nie jest to związane z byciem altruistą. Obiektywnie, robię dobrą rzecz, ale płacę bardzo wysoką cenę. Wiem, że to wielki strach przed okazaniem słabości, byciem zależną od kogoś. Zataczam koło i mimo wszystko jestem zależna od podziwu, jaki w innych wzbudza moja siła, odporność i odwaga. To wszystko pozory, wiem, nie są w stanie mnie nakarmić. Zastanawiam się jednak skąd się bierze u wrażliwców wrażliwość. Czy to jest jakaś ułomność, za mała ilość jakiejś substancji chemicznej czy może mieszanka genów? Przecież sama konfrontacja z trudnymi sytuacjami nie może być wystarczająca. Wtedy każdy byłby wrażliwcem.

  14. @conagletopodiable: przede wszystkim – bycie wrażliwcem to nie ułomność. Związane jest to w dużej mierze z tym w jaki sposób zbudowany jest nasz układ nerwowy. Niby wszyscy ludzie są tak samo zbudowani, a jednak istnieją pewne ważne różnice. Różnice te przejawiają się właśnie między innymi w rożnej wrażliwości, odporności, wytrzymałości i aktywności układu nerwowego. Jeden usłyszy najmniejszy szmer, a hałas go męczy, inny będzie się nudził w ciszy i będzie szukał mocniejszych wrażeń. Taka natura (w sporym stopniu zdeterminowana genetycznie). Oczywiście większość ludzi ma przeciętną wrażliwość, a reszta leży po obu stronach tego wymiaru – “nadwrażliwi” i “gruboskórni”. Drugą rzeczą, niejako nabudowaną na naszą konstrukcję są doświadczenia, mniej lub bardziej traumatyczne, które mogą nasilać nadwrażliwe reakcje.

  15. Ach, wrażliwość.. Ostatnio wrażliwość jest bardzo de mode w postępowych i “wiedzących lepiej” kręgach duchowych, które przytoczyły atak frontalny. Zastanawiając się ostatnio dlaczego tak się dzieje doszedłwm do prostego wniosku: wrażliwość przeszkadza czasem nieco w afirmacjach i radosnych wizualizacjach kolejnych fantów na tym łez padole… 😉

    Tak to czasem się chrzani na łączach i człowiek sam już nie wie co lub kto nim powoduje..

    Ale co tam, hulaj dusza, nie ma zła, nie ma dobra, nie ma niczego oprócz tego co w danej chwili chcemy sobie zwizualizować pod nosem! 🙂 Zero wysiłku, zero łażenia, zero stresu – wierzysz i masz! 🙂 Tylko pamiętajmy na końcu, że – cokolwiek sobie byśmy nie wizualizowali – aby tego “nie oceniać”, bo przypadkiem znów się cuś spie…i na łączach! 😉

    Na tym chyba cały sekret polega. 😉 A za 200 lat takiego wizualizowania czeka nas pewnie świat rodem z “Idiokracji” – cóż za kusząca perspektywa! 😉

    Ludzie, po co świrować. Dobrze wszyscy wiemy jak jest, dobrze wiemy, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Zachęcam do nazywania rzeczy po imieniu, do bycia sobą, do uczciwości wobec siebie i innych. Może to nas trochę zbliży. To chyba jedyny ratunek dla nas, wrażliwców. 😉

    1. Czesc Muti! bardzo sie ciesze ze jest ktos kto nie uzala sie nad wrazliwoscia;) zgadzam sie z toba w 100% i podoba mi sie twoj drowy dystans i podejscie humorystyczne;) w moim odczuciu poczucie humoru i ubieranie tego co chcemy przekazac w wersje zartobliwa szybciej trafia do ludzi a dodatek ich laczy!:) a przy tym nawet pomylki uchodza wtedy plazem;) skad takie podejscie Muti? sam sobie wypracowales czy skad go zaczerpnales? ja bedac aktualnie na emigracji ucze sie tego i aktualnie stoje w takim miejscu ze nie zawsze wiem jak to zrobic i kiedy….sa jakies reguly? czy totalna samowolka?:)
      pozdrawiam cie nietuzinkowo i nowojorkowo!:-)
      bedzie mi niezmiernie fajnie jesli skroniesz co nie co w wolnej chwili bo ciekawa jestem jak sie sprawy u ciebie maja!
      Basiula

      1. Często różne osoby tłumaczą się, że są wrażliwcami, żeby się usprawiedliwić, ale to nie o to chodzi.

        Wrażliwiec jest wtedy, kiedy na przykład ktoś lekko podniesie głos, np., że nie może teraz rozmawiać bo jest zajęty, no nie wiem, jakaś błaha rzecz, a Ciebie to boli. I to się przekłada na ból fizyczny. Wiesz, że nie powinieneś tak zareagować, bo nic się przecież takiego nie stało, ale mimo wszystko boli cały czas i ciężko to w jakiś sposób opanować.

  16. @muti: nie zauważyłam, żeby wrażliwość była de mode, ale może nie obracam się w tych kręgach, co trzeba 😉

    nazywanie rzeczy po imieniu i uczciwość wobec siebie i innych – jestem za, choć z mojego doświadczenia wynika, że to czasem cholernie trudne może być.

  17. yes;))

    kurcze-lubimy ładnie wyglądać w swoich własnych oczach.
    Tłumaczenie się z czegoś często jest rodzajem malowania kwiatków na niezbyt pięknym obrazie czynu;))

    tak.

    Lubimy dobrze o sobie myśleć i ładnie się wytłumaczyć.

    często pojęcie wrażliwy- przynajmniej dla mnie było wytłumaczeniem sobie czegoś niezbyt pięknego.

    było tłumaczeniem dla strachu…

    czy wrażliwy to pozytyw czy negatyw
    ani jedno ani drugie.

    już tego nie oceniam
    nie ubieram w kwiatki…

    Lubimy myśleć ze jesteśmy ładni bo jesteśmy wrażliwi
    ale prawda jest taka że czasami też wrażliwi na siebie …

    zamknięci w swoim widzeniu rzeczywistości…

    może się mylę ale tak mi przyszło do głowy;-))
    ;-P

  18. Lulu, a mi przyszło, że jeśli lubimy się wytłumaczyć z czegoś, np. jestem wrażliwy, ale to piękne i ważne, to znaczy, że jest też taka część, przed ktorą musimy się tłumaczyć. Nasza własna część…

  19. Mam 22 lata, a dopiero niedawno dowiedziałem się, że jestem nadwrazliwy. Przez to, że świat jest agresywny i szybki – oczywistym faktem jest, że chcialem się do niego dostosować, do czego doszedł testosteron (kiedyś bylem zawsze tym najgorszym i tak dalej) i nauczylem się funkcjonować i nie przejmować wszystkim tak, jak kiedyś. Był okres kiedy nienawidzilem w sobie tej wrazliwości…Ale zaakceptowalem to. Po prostu gdy jestem sam (a muszę pobyc sam od czasu do czasu) wówczas nad wszystkim rozmyślam. Generalnie mój problem polega na tym, że tłumię w sobie złość, którą absorbuję od świata…

  20. Dołączam się do grupy wrażliwców,jest mi trochę raźniej,że nie jestem sama z tym problemem.Każdy z nas ma
    swoje do przeżycia i podobno dostajemy od losu tyle ile jesteśmy w stanie unieść.
    Najbardziej boli,kiedy mimo rozpaczliwej potrzeby miłości,przyjaźni,zrozumienia otrzymujemy od życia kopniaki z których coraz trudniej się podnieść.

  21. @Małgorzata: tak sobie myślę… że może właśnie ta rozpaczliwość potrzeb czasem rzuca kłody pod nogi w relacjach…

    1. Bardzo, bardzo trafne… Dobrze, że ktoś tu od czasu do czasu dopisuje coś. Jakby tak jeszcze ktos napisał, jak nie niszczyc relacji z powodu nadwrażliwości. Już sama czasem nie wiem, czy to depresja jakaś, czy psychoza, czy właśnie zaburzone postrzeganie swiata. Męka, nieprawdopodobna męka.

      1. Jak nie niszczyć? To chyba źle sformułowane pytanie… bo to pewnie nie sama nadwrażliwość niszczy, tylko jak się zachowujesz, jak reagujesz w relacjach… i pewnie nie ma na to przepisu. Twoje podejrzenia o depresję czy psychozę odbieram jako przerysowanie, ale może warto się zając sobą z pomocą terapeuty?

  22. Jestem wrażliwcem, który przybiera maskę osoby pewnej siebie. Grono najbliższych mi osób nie przekracza liczby palców jednej dłoni – to dorosła decyzja uwarunkowana niejednym rozczarowaniem, a tym samym podyktowana przekonaniem, że zależy mi na prawdziwej więzi i lojalności we wzajemnych relacjach, które sama oferuję. Cena za zerojedynkowość jest wysoka – milczący telefon. Myślę jednak, że ograniczenie kontaktów z pseudoprzyjaciółmi generującymi we mnie negatywne emocje na rzecz wyciszenia się i otwarcia na “bratnie dusze” przyniesie więcej korzyści dla psychiki, która i tak jest już wystarczająco obciążona…Od kilku miesięcy staram się oszukać swój pesymizm, pomnażając “małe szczęścia”. Nie jest łatwo, ale widzę światełko w tunelu…

  23. ten artykuł wspaniale oddaje moje przeżycia, choć w sumie nigdy się nie zastanawiałem dlaczego jestem bardziej wrażliwy, strasznie przejmuję się opiniami innych, a każda krytyka powoduje pogorszenie się mojego samopoczucia…Ja nigdy raczej nie miałem problemu z nawiązywaniem kontaktów, później to już dużo gorzej, zawsze mówię to co myślę, przejmuję się każdym słowem mi wypowiedzianym – staram się chcę zrobić wszystko jak najlepiej, a wychodzi odwrotnie… każdą odmowę traktuję jak osobistą porażkę etc…chciałbym znaleźć na to sposób , ale na razie mimo moich 27 lat nie umiem… jednego dnia jestem bardzo pewny siebie, drugiego nie i tak niestety mnie odbierają ludzie jako osobę niesympatyczną raczej i wszystko analizującą co niestety nie ułatwia – próbuję z tym walczyć jednego dnia jest lepiej drugiego gorzej… ale coraz częściej dopada mnie przekonanie ,że chyba nie umiem stworzyć stałej relacji z kimś… bo prędzej czy później moje postępowanie zacznie go męczyć…ale cóż żyję, radzę sobie jak potrafię, czasami jest ciężej, czasami lżej… i wam też radzę abyście budowali swoja pewność siebie której nie da się zniszczyć, a nie tak jak ja ,za każdym razem ze słomy i na piasku…byle wiatr ją niszczy

  24. dostałam maila, że ktoś dodał nową wypowiedź, przeczytałam, jakby ktoś pisał o mnie, to niesamowite – Tomku, nie jesteś sam..

  25. Witam wszystkich nad/wrażliwców 🙂
    Baaardzo dziękuję za artykuł i wszystkie komentarze. Nad własnym wnętrzem i emocjami pracuję już kilka lat, bo bardzo trudno mi samej ze sobą, ale dopiero tu wyczytałam tak dokładnie w czym jest mój problem. Z każdej wypowiedzi spisałam sobie rzeczy które mnie dotyczą. Mam wrażenie że w każdym z Was jest cząstka mnie.
    Niektóre wypowiedzi opisują stany moich emocji, niektóre baaardzo przydadzą mi się w radzeniu sobie w gorszych chwilach a jeszcze inne są trochę zimnym prysznicem aby się za mocno nie pogrążać w tej mojej wrażliwości (nie przerysowywać mojego stanu) bo czasem nie mogę się już doczekać kiedy będę w niebie 😉 (nienawidzę całego zła tego świata). Wielkie dzięki! 🙂

    Ja od siebie dodam że staram się nie przejmować rzeczami na które nie mam wpływu i odseparować się od nich. (np. tak jak piszecie wyłączenie telewizora, wytłumaczenie sobie że innego człowieka nie zmienię – mogę najwyżej zmienić mój stosunek do niego itp.)

    Dużo trudniej gdy chodzi o rzeczy ode mnie zależne i dotyczące mojej osoby. Jeśli wiem że coś źle robię a nie potrafię tego zmienić. Gdy reaguję emocjonalnie. Często łapię się na tym że chciałabym być idealna żoną,, opanowaną mamą, perfekcyjna gospodynią domu itd. Wszystko dlatego że chcę czuć się kochana i akceptowana…. Mój wewnętrzny krytyk jest gigantycznych rozmiarów. To pewnie skutek przeżyć z młodości (władczy tata i depresyjna, zalękniona, znerwicowana, chora mama).

    Czasem udaje mi się przerobić pewne rzeczy w żart ale jak czuję chłód od innych to pomimo humoru jest porażka i błędne koło – czuję odtrącenie, wkręcam sobie że jestem do niczego, potrzebuję akceptacji a jej nie otrzymuję itd.

    Mam nadzieję że świadomość własnej nadwrażliwości i rady tu znalezione pomogą mi funkcjonować w świecie i przestać się go bać.

    Dodam jeszcze aforyzm który już od dłuższego czasu mi towarzyszy:
    “Życzę ci odwagi wschodzącego słońca, które mimo nędzy i ogromu zła tego świata, dzień po dniu wschodzi i obdarza nas blaskiem i ciepłem swych promieni.”

    Pozdrawiam wszystkich ciepło.

    1. @marQerita, dzięki bardzo za odzew. Wiesz, ja myślę, że warto uczyć się tego, że ten moment jest najlepszym momentem jaki jest – innego nie ma. Tak samo Ty, nie jesteś dalej, nie jesteś bliżej, jesteś tam, gdzie jesteś i to też jest ok. Nie musisz być ‘bardziej’ jakaś na ten moment. Ani mniej – np. mniej wrażliwa. Ani lepsza w radzeniu sobie z Krytykiem, itd. Wszystkiego dobrego!

      1. Dziękuję Joanno. Zaakceptowanie tego że jestem ok taka jaka jestem, pozwoliło mi na zrobienie kroku do przodu w rozwoju. Nigdy nie jest za późno na zmianę. Pozdrawiam.

      2. Perfekcjonizm mnie wypalał. Od niedawna eksperymentuję z “niechlujstwem” i cieszę się z nowych doświadczeń 😉

  26. Na początku ściskam Was mocno.
    Chcę również opowiedzieć coś o sobie. Tak, jestem nadwrażliwa i całe życie traktowałam to jak przekleństwo. Czułam, że nie pasuję do świata, do ludzi, że jestem jakimś dziwakiem, że nie ma ratunku dla mnie. Odsunęłam się od ludzi ze strachu przed nimi, przed ocenami, przed tym że robię z siebie pośmiewisko. Dawałam ludziom ile mogłam z siebie, a czułam, że traktują mnie przez to jak głupca, którego można wykorzystywać. Zawsze lubiłam słuchać, być przyjacielem, dawać rady. Tak mocno angażowałam się w problemy innych, całą sobą je przeżywałam. Nie umiem jednak otworzyć się na ludzi, nie wiem dlaczego tak jest. Poczucie odrzucenia, doprowadzało mnie do nienawiści dla siebie i świata.
    Inaczej jeśli chodzi o zwierzęta. Pamiętam, że jako dziecko odnosiłam przypadkowo przyniesioną do domu mrówkę na polanę do jej mrowiska, urządzałam pogrzeby myszą i ptakom płacząc przy tym. Nie mogę oglądać filmów przyrodniczych gdzie pokazują polowania.
    Jestem też niestety przewrażliwiona na swoim punkcie i wycofana. Nienawidziłam siebie za to, za swój introwertyzm, tak bardzo skupiałam się nad tym by siebie zmienić, widząc ciągłe porażki doprowadzałam się do stanu totalnego załamania. Nigdy nie przyszło mi do głowy by się zaakceptować, pokochać taką “dziwną”, by przestać szukać winy w genach, w innych, w traumach. Gdy spróbowałam tego poczułam się wreszcie wolna. Tak jestem wyjątkowa na swój sposób, przeżywam wiele w ukryciu, ale dogłębnie, mam ogromną samoświadomość. Chyba zaczynam lubić siebie, chyba chcę już taka pozostać, choć wiem, że czasem będzie ciężko….

    1. Zosiu, podoba mi się bardzo to, co piszesz o swojej przemianie. Myślę, że wiele odwagi wymaga zaakceptowanie siebie takim, jakim się jest, choć czasem brzmi to jak banał. Mam też wrażenie, że taka akceptacja siebie, tej “dziwnej”, powoduje, że późniejsze zmiany (np. wyjście bardziej do ludzi) stają się czymś naturalnym, a nie wysiłkiem wkładanym w zmienianie czegoś, co jest wadliwe. Dzięki za Twoją historię.

    2. witajcie kochani:)przeczytałam wszystkie wpisy i Zosia przypomniała mi moją młodość,bardo podobnie reagowałam.Dziś kiedy mam dwa razy po 28 lat :)stwierdzam że moja wrażliwość jest nadal zemną i Bogu dzięki… A życie jak kopało, tak kopie ,jednak ból jest mniejszy. Zrozumiałam , że kopy są dla mego rozwoju a nie przeciwko mnie.Nie raz i nie dwa, wiłam się aby winą obarczyć świat,ale nic z tego.To ja musiałam(nadal to robię) zmienić swój stosunek do świata.Nie tłumiłam i nie tłumie swojej wrażliwości,ale weszłam z nią w koalicję. Dzięki niej i doświadczeniu wciąż widzę piękno i dobro tego świata.Wiem też na pewno “że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”.Jeden warunek -Kocham życie i ludzi.To jest moim motorem.A ludzie jak to ludzie -zachowują się jak umieją najlepiej na dany moment. Tez wiją się aby żyć i znależć swoje miejsce w świecie.Pozdrawiam i dzięki Joanna że chce ci się dla nas Twój czas “marnować”;))

  27. Dziękuję bardzo za ten wpis i za wszystkie komentarze! To po prostu moje życie, znam to wszystko aż za dobrze…
    Zacząłem też pisać, traktując to jako terapię. Pisać o tym co czuję i myślę, by móc spojrzeć na to z boku, z dystansu, spróbować jakoś sobie pomóc.
    Dziękuję za wszystko i życzę Wam dużo szczęścia w życiu!

  28. Dziękuję bardzo za ten wpis i za wszystkie komentarze! To po prostu moje życie, znam to wszystko aż za dobrze…
    Zacząłem też pisać, traktując to jako terapię. Pisać o tym co czuję i myślę, by móc spojrzeć na to z boku, z dystansu, spróbować jakoś sobie pomóc.
    (dla zainteresowanych – http://przeniknacsiebie.blogspot.com/)
    Dziękuję za wszystko i życzę Wam dużo szczęścia w życiu!

  29. Dopiero kilka dni temu znalazłam tego bloga i ten wpis. Wielkie ukłony za ten wpis. Naprawdę ukazuje w bardzo przejrzysty sposób to jak my wrażliwcy odbieramy świat. Ja osobiście od niedawna zrozumiałam co oznacza nadwrażliwość emocjonalna. Od zawsze natomiast miałam poczucie bezradności wobec swoich emocji i uczuć. Uważałam i niestety chyba nadal tak jest swoją wrażliwość za wadę, za cechę która utrudnia na każdym kroku w życiu. Mam 21 lat, (można by powiedzieć dopiero) i choć wiele ludzi uważa że powinnam teraz tryskać optymizmem i cieszyć się życiem(bo przecież jakie ma się problemy w tym wieku?) od zawsze towarzyszy mi pesymizm. Niestety osoby nadwrażliwe mają bynajmniej tak im się wydaje bardzo wiele zmartwień (choć zdaję sobie nieraz sprawę, że są one może nie do końca racjonalne to i tak nieprzyjemne uczucie niepokoju, strachu i smutku wygrywa w moim przypadku). Relacje z innymi również są bardzo trudne, bo jeśli wszystko człowiek bierze to siebie to inni nas ranią nawet nie zdając sobie z tego sprawy. A ja zawsze czuję brak zrozumienia. Wielkie przyjaźnie kończą się nie wiadomo czemu – choć chyba zaczynam sobie zdawać sprawę że bycie nadwrażliwcem jest trudne ale tak samo jest trudne żyć z nadwrażliwcem. Najgorsze chyba do tej pory zanim zaczęłam pracować nad moją nadwrażliwością było poczucie winny, niezrozumienie samej siebie aż w końcu złość na siebie za to że tak to czuję, że tak się przejmuje, że ciągle analizuję i myślę. Zatracanie się w poczuci winny, które powodowało jeszcze większa wrażliwość na wszystkie bodźce tego świata. Kilkakrotnie już przechodziłam załamanie mimo młodego wieku. Kiedy wydawało mi się ze wali mi się świat. Wynikały one przede wszystkim ze zmian, z trudnością radzenia sobie z nowymi sytuacjami, nowymi ludźmi, z przeraźliwym lękiem przed tym co mi obce. Wolałam wybrać coś gorszego co jest mi znane niż coś co mogłoby być lepsze ale nowe/ obce mi do tej pory. Mimo tego wszystkiego zawsze starałam się dostosować to ludzi XXI wieku, choć zawsze to mnie bardzo dużo kosztowało. np. pójście na studia do innego miasta z dala od domu ( miejsca spokoju i bezpieczeństwa). Dzisiaj po kolejnym trudnym okresie pracuje nad sobą – ćwiczę techniki relaksacji oraz ćwiczę fizycznie. Myślę, że jestem na najlepszej drodze dzięki psychologowi, aby zaakceptować swoją nadwrażliwość i radzić sobie z nią i żyć – cieszyć się z drobiazgów, z każdego dnia, a nie tylko funkcjonować.

    1. Dzięki Sylwia za ten komentarz, fajnie, że pokazujesz swój proces zmian i to, że nie jest to takie proste, ale da radę 🙂

  30. I jak? Dużo pomaga taki psycholog? Bo ja myślę – Muszę iść do psychologa, a za chwilę – Po co mi psycholog? Najlepszym psychologiem jest mi najbliższa osoba. Tyle osób mi mówi wkoło – nie przejmuj się tak. Nie możesz tak brać wszystkiego do siebie. A ja mówię no wiem. I potem się staram być zdystansowana. I pomaga na małe chwile i znów to wszystko wraca. I to taka strata czasu i oszukiwanie samej siebie, że sobie radzę. Jeśli ktoś mi zwróci uwagę i zrozumiem to jako atak, a ja odbiję kontra ripostą, np jak w tym przykłądzie z ekspedientką “czy ma pani zły dzień?” to nic nie załatwia. Korzystam z tych rad, ripost, odpowiedzi i mimo wszystko potem analizuję “A jesli zbyt chamsko się odezwałam”, “A może jednak tak nie byłam powinna? Nie wobec tej osoby?”. Czy po wizytach u psychologa coś się we mnie przełamie, czy nadal będę wszystko przeżywać mocno i negatywnie wobec samej siebie? Czy da się to w ogóle “wyleczyć”. A co jeśli ta poniekąd dobra moc nadwrażliwości przemieni się w kompletną zobojętniałość? Gdzie jest granica pomiędzy wrażliwością i empatią a kompletną obojętnością? Bo jak to – powiem sobie żebym się nie przejmowała bo to nie mój problem, a potem się okaże że kompletnie mnie nikt i nic nie obchodzi, będę chodzić zadbana, zadufana i sama.
    PS: Nie będę się tu dokładnie użalać nad samą sobą, mogę równie dobrze skopiować kilka powyższych zdań i wyjdę cała ja. To zadziwiające jak idealnie dobrane są wymienione przez Was słowa, które opisują mój stan duszy, np.: słowo analizować,” Często łapię się na tym że chciałabym być idealna żoną,(…) perfekcyjna gospodynią domu itd.”, “Ja nigdy raczej nie miałem problemu z nawiązywaniem kontaktów, później to już dużo gorzej, zawsze mówię to co myślę, przejmuję się każdym słowem mi wypowiedzianym – staram się chcę zrobić wszystko jak najlepiej” tylko że z czasem stałam się aż takim wrażliwcem że w końcu przestałam zawsze mówić to co myślę – w ochronie siebie. I z tym robieniem wszystkiego jak najlepiej – ja się zamęczę z takim podejściem – psychicznie i fizycznie. Heloł – jak umrę to z nadwrażliwości.Aha i z tym że chce jak najlepiej coś zrobić to w oczach innych wychodzi że jestem ambitna, tak mówią, a ja po prostu jestem mega zakompleksiona i dlatego się tak staram. Mam problem z moimi oczami, a nie oczami innych. W zasadzie to co inni mówią, potrafię jakoś wytłumaczyć np “On mi tak brzydko coś powiedział, ah ten typ tak ma”, ale potem co z tego, on chyba miał rację, ze mną jest coś nie tak jestem beznadziejna. Nie potrafię zrzucić winy na to że Pani ma dziś zły dzień itd. Nie potrafię! A nie chciałam się użalać 🙁

    1. Karolina, jedna uwaga – przyjaciel czy bliska osoba to co innego niż terapeuta. Z wielu powodów. Bliscy chca dobrze, ale często sa sami uwikłani w relacje z nami, w swoje spojrzenie, w emocje, itd. Terapeuta jest neutralny w takim sensie, że nie łączy go z klientem relacja emocjonalnej bliskości (oczywiscie w trakcie terapii wytwarza się rodzaj bliskości i zrozumienia, ale jest ona inna). Po drugie, terapeutra ma większa wiedzę na temat mechanizmów psychologicznych i jest w stanie zaproponować inne, nowe rozwiązania, a nie w kółko to samo, co i tak nie działa. Czasem trzeba się dogrzebać czegoś głębiej, zrozumieć problem, a nie tylko dawać “dobre rady”.

    2. Hej Karolina,
      przeczytałam sporo komentarzy, ale jak trafiłam na Twój coś mnie tknęło.. Ja podobnie mogę podpisać się pod większością z powyższych komentarzy. Ze swoją nadwrażliwością walczę już bardzo długo, ale dziś coś mnie naszło, żeby poszukać informacji w necie i nie sądziłam, że znajdę tu tyle osób, które mają dokładnie ten sam problem! Czyli nie jest tak, jak do tej pory myślałam, że jestem jakaś “dziwna” i to tylko ja, nikt więcej i nikt nie może mnie zrozumieć…

    1. Anita, z własnego doświadczenia mówisz? 🙂
      I myślę, że wiele w tym racji, swoją nadwrażliwość można też w piękny sposób wykorzystać i dać dzięki temu coś światu – co bywa dobrą równowagą dla wrażliwców, którzy są bardzo skoncentrowani na swojej wrażliwości, za bardzo aż…

  31. Dzięki za szybką odpowiedź. Zaczynam się nad tym poważnie zastanawiać. Chciałabym trafić na psychologa, który będzie chciał “dogrzebać czegoś głębiej”. To musi być naprawdę gdzieś głęboko, bo to, że się za bardzo przejmuję widzi wiele osób. Ale to, jak bardzo, jak ja sobie z tym nie radzę, jak ja to przeżywam głęboko, w ukryciu, a nie na oczach wszystkich, to właśnie nikt nie widzi. Bo wolę się schować i popłakać i podręczyć po cichu. Jedna osoba wie, ale straciła do mnie cierpliwość. Jest przy mnie, ale teraz mnie opieprza jak zaczynam tak myśleć. To nawet dobre, podnosisz się i mówisz Głowa do góry. Nie rycz, przestań się mazać i idź do przodu.

  32. Karolina,
    ja również na początku nie wiedziałam czy psycholog to dobry pomysł. Zawsze uważałam, że po prostu taka jestem i tyle – pogmatwana pesymistka. Myślałam, że psycholog mi powie to samo co mówili inni: nie martw się tyle, to nie koniec świata – te słowa zawsze mnie przygnębiają no bo przecież może dla kogoś to nie koniec świata, ale dla mnie może to jest już koniec świata (bynajmniej tak mi mówią wtedy moje uczucia.) Dlaczego poszłam do psychologa, ponieważ byłam już w poważnym dołku choć teraz nawet nie jestem pewna czy miałam racjonalne powody. Tak się zamartwiałam a przede wszystkim bałam, że byłam sparaliżowana i ryczałam tylko. Ja dopiero zaczęłam spotkania z psychologiem, ale jestem bardzo zadowolona. Oczywiście bywają złe dni i jeszcze bardzo długa praca przede mną. Najlepsze jest chyba to że w końcu poczułam, że może będzie lepiej, że w końcu uporam się ze swoimi uczuciami. Wiem, że bd nadal wrażliwą osobą, ale może bez tych wszystkich dołów. Pomogło mi również to, że psycholog wyjaśnił mi dokładnie dlaczego jestem nadwrażliwa jak to odzwierciedla się w mojej pracy mózgu. Zrobiła mi badanie eeg i wyjaśniła dokladnie skąd bierze sie ta nadwrażliwość, Nie wiem, dlaczego ale pomogło mi to bardzo aby przestać sie obwiniać, że tak czuje, przestać myśleć, że coś sobie ubzdurałam i wcale tak nie czuje że wydaje mi się. Oczywiście uważam że sam psycholog nic nie zdziała to głównie zależy od nas czy jesteśmy gotowi sie starać każdego dnia, pracować nad sobą ale pomoże na pewno – a chyba warto.

    1. Ja też jestem nadwrażliwa.Szczególnie jeśli chodzi o egzystencję i zwierzęta.
      Chowam się za skorupką małej dziewczynki a mam juz 25 lat.
      Moje codzienne zmęczenie,senność i bóle głowy to właśnie skutki mojej nadwrażliwości emocjonalnej.Chciałabym być jak inni.Nie lubię być sobą bo wszystko psuję i ranię innych swoją nadwrażliwością 🙁

  33. Przeklęte błogosławieństwo, błogosławione przekleństwo. Bardzo pięknie można z tym żyć, jeśli dogada się z samym sobą 🙂

  34. Wrażliwość jest też pięknym instrumentem czucia, wyczuwania, oraz rozumienia większej skali uczuć… Wrażliwość to muzyka…wielu stanów uczuciowych o wielu…stopniach. Czucie, wyczuwanie nastroju to też rozumienie uczuć. Rozumienie jak ktoś się może czuć… Współodczuwanie prowadzi poprzez empatię do rozwoju… oraz szerszej skali wglądu w to kim jest istota ludzka. Kim jesteśmy… Wrażliwość prowadzi do zrozumienia uczuć jak ktoś może się czuć w tej czy innej sytuacji, a to prowadzi do empatii. Umiejętność emocjonalnego postawienia się w sytuacji drugiej osoby tworzy nowy paradygmat pojęciowy (nowy punkt odniesienia), poszerza naszą perspektywę o szersze zrozumienie zjawiska i tego co się dzieje, tego co doświadczamy w pełni, a nie tylko z jednej perspektywy. Czujemy. Jesteśmy… Nie tylko szczurami które biorą udział w jakimś wyścigu do emerytury. By potem umrzeć. Wrażliwość jest pięknym darem, jest niezwykłą siłą czucia, potrzebuje jedynie ukierunkowania w stronę rozwoju miłości, pokochania siebie oraz zaakceptowania i tu czasami pojawia się cała dramaturgia naszego życia. Szlachetność uczuć wrażliwca pomaga czasami w rozpoznaniu kto jest kim i jakie ma zamiary. To właśnie wrażliwiec potrafi rozpoznać szybko stany uczuciowe, a jako uczuciowiec rozumieć… całą gamę uczuć…Cały problem w tym,że wrażliwce chowają się często do swej skorupki, zamiast drenować życie i cieszyć się ze swojej wrażliwości, uczuciowości… Doceniając siebie, kim są w swej pięknej naturze człowieczeństwa. Wszystko to praca nad sobą, długi trening pracy by rozpoznać źródło cierpienia wewnątrz nas samych, by odkodować się, czy odblokować. A wrażliwiec nie ma łatwo, tak wiele czuje… Potrzebuje często wsparcia od szanującego inne istoty ludzkie otoczenia. Bowiem godność istoty ludzkiej to wartość (tak niedoceniana czasami). Pięknie pisze o istocie godności prof. Maria Szyszkowska. Jednak często brak wglądu i świadomości jak bardzo ważna jest godność, jak ważna jest uważność by nie zdeptać motyla…, jak bardzo istotna jest wrażliwość, czucie. Z tego powodu czasami “ludzie bez uczuć” dominują i dyktują warunki oraz ciasny, ograniczony zakres pojęć odtąd dotąd. Wrażliwość nie jest zaburzeniem, jest zwykle związana z rozwijaniem u siebie inteligencji emocjonalnej na różny sposób, czasami nieumiejętnie, po omacku (…). Wrażliwcy nie są doceniani jak na razie niestety. Lecz idący wciąż, bardzo powolny proces ewolucji przebiega nadal ku temu by zrozumieć istotę wrażliwości, tudzież jakie to ważne dla rozwoju istot ludzkich. . Polecam biologa komórkowego na YouTube dr Bruce Liptona coś ukazują jego wykłady, oraz jego książka “Przeskok ewolucyjny” . Od siebie dodam jeszcze ,że w niektórych wiezieniach w USA przestępców seksualnych, w toku resocjalizacji przykładowo pedofilów uczy się sztuki czucia i empatii by potem jak wyjdą nie popełniali tych przestępstw. Przestępstwa, które to często są wynikiem braku też empatii czyli rozumienia uczuć typu współodczuwanie, (postawienie się w sytuacji drugiej istoty). Gdy nauczą się współodczuwania to dopiero wtedy zaczynają rozumieć głębsze znaczenie skali uczuć poszerzając swoją perspektywę o nowy wgląd… mają możliwość poznać szerszą świadomość życia. Zaczynają rozumieć ,że krzywdzą. Krzywdzą też w ten sposób i samych siebie bo kręcą się wokół jednego schematu, który prowadzi ich w ślepy zaułek, destrukcji i autodestrukcji. Bo jak dotąd ich rozumowanie polegało tylko na tym,że “sama chciała” bo własne potrzeby seksualne projektowali na ofiarę… Jednak to środowisko hoduje przyszłego gwałciciela, a zatem i społeczeństwo dozwala… poprzez anomię(wyparcie i desensybilizację) społeczną… na spłycanie uczuć. Zatem według mnie wrażliwców jest i tak za mało, za często ukrywają się po kątach, i nie doceniają siebie, za mało odwiedzają siebie. Za mało widać wrażliwców. Nie doceniają swojego pięknego człowieczeństwa, a zanadto przejmują się odczłowieczonymi psychopatami i socjopatami których na wolności mrowie (wyspecjalizowanego psychopaty nikt nie zamknie bo często inteligencja mu pomoże żyć i tuszować swoje zachowania za zasłoną dymną z tupetu,cynizmu, inteligencji przemocowej pełnej wyrachowania). Wrażliwiec jest wartością. Wolę spotkać wrażliwca, który z obawy przede mną schowa się w swoją dziuplę, obrazi się, czy zamknie się w sobie niż obrotnego inteligentnego człowieka bez uczuć. Czasami warto dać komuś czas by przerobił siebie… Nacisk wzmacnia reakcje ucieczki. Wrażliwiec czasami potrzebuje pobyć sam ze sobą by przemyśleć, przerobić emocjonalnie samego siebie poprzez uczucia. Czas tworzy perspektywę…, czas daje możliwość przerobienia i przepracowania… samego siebie, gdy ktoś chce coś przerobić i nie ucieka od siebie. Zawsze przyjemnie się spotkać z wrażliwcem… Bo czasami samo milczenie jest tak wymowne…, jest przestrzenią też dla nabrania dystansu. Wrażliwiec. Gdziekolwiek by nie był… co by tam nie czuł, to jednak czuje… Pozdrawiam od serca wrażliwców… Niech ich nigdy nie zabraknie tak jak kwiatów na łące.

    1. “Niech ich nigdy nie zabraknie tak jak kwiatów na łące.” Piękne zdanie i bardzo dowartościowujące nad-wrażliwców 🙂 Dziękuję i pozdrawiam 🙂

  35. Witam wszystkich Wrażliwców:)
    Przeczytałem również wszystkie komentarze i również odbieram to jako podobieństwo do mojego życia,widze ze nie jestem z tą “wrażliwością” sam na tej ziemi.
    Powinny być również organizowane spotkania takich wrażliwców jak my.Przypuszczam że byłyby one bardzo ciekawe i podnoszące na duchu.
    Pozdrawiam wszystkich

  36. Nadwrażliwiec reaguje na dwa sposoby:
    – smutkiem lub złością.>> dokładnie
    voice >> tak jak napisałeś dodam jeszcze od siebie – iż w obecnym świecie przejaw życzliwości w stosunku do “normalnych” często wzbudza u nich “podejrzenie” że czegoś się chce,oczekuje? Ciężko mi czasami wytłumaczyć,że przyjemność można czerpać z rozmowy,przebywania bez ukrytych celów czy zamiarów.Zabawnie jest z mężczyznami gdy okazuję zainteresowanie,sympatię – mylone jest często z hmmm :))) (cyt.) “to potrafimy stworzyć unikatową relację z innym człowiekiem, pełną ciepła, miłości, spokoju i stabilności.”tak, jeżeli dana osoba “wie z kim ma do czynienia” (cyt.) Dawałam ludziom ile mogłam z siebie, a czułam, że traktują mnie przez to jak głupca, którego można wykorzystywać >> skąd ja to znam – ja w obawie przed smutkiem czy złością innych zawsze staram się żartować,zapytać o zdrówko itp. tym sposobem w swoim otoczeniu często postrzegana jestem życzliwie i to samo dostaję w zamian.Bywają jednak jednostki wybitnie “zepsute” mimo usilnych prób nawiązania komunikacji są nastawione anty np.przez zazdrość – nie rozumiem tych emocji – zwłaszcza względem siebie wtedy reaguję kpiną,złością następnie agresją,po wybuchu – zaczynam się z kolei zastanawiać czy aby dobrze postąpiłam dokuczając,analizuję i błędna koło,bo wiem,ze nikt nie jest doskonały a cechy zazdrości,zawiści są również w takim stopniu cechami ludzkimi jak życzliwość czy współczucie.
    (cyt.) Jak z każdym aspektem rzeczywistości, lub niemal każdym, także z byciem wrażliwcem wiąże się występowanie serii nierozerwalnych par. Ying-yang, elektron-pozytron, wada-zaleta… oj tak system 0-1 bez innych odcieni.I te wiecznie nasuwające się analizy pod względem moralnym,etycznym po uprzednim zidentyfikowaniu się z “problemem”
    ” Często łapię się na tym że chciałabym być idealna żoną,, opanowaną mamą, perfekcyjna gospodynią domu itd. Wszystko dlatego że chcę czuć się kochana i akceptowana…. Mój wewnętrzny krytyk jest gigantycznych rozmiarów. To pewnie skutek przeżyć z młodości (władczy tata i depresyjna, zalękniona, znerwicowana, chora mama).” coś podobnego u mnie.
    Potrafimy identyfikować się z emocjami innych,rozumiemy je – natomiast paradoksalnie mamy problemy ze swoimi emocjami.Jako dziecko byłam już inna – pamiętam zdarzenie gdy nad stawem moi rówieśnicy nadmuchiwali żaby przez słomkę – wszyscy mieli radochę,bo żaba zrobiła się taka “gruba” a ja stałam i zastanawiałam się dlaczego oni jej to robią ,że ją pewnie to boli,nie lubiłam ich za to.Prawdą jest też iż jesteśmy zdolni do przeżywania głębiej sympatii,miłości ale i tez podwójnie czujemy się zranieni gdy ktoś zawiedzie nasze zaufanie – wtedy żal,rozgoryczenie straszne.

  37. Pozdrawiam cieplutko wszystkich wrażliwców:)

    Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
    za Waszą czułość w nieczułości świata,
    za niepewność wśród jego pewności,
    za to, że odczuwacie innych jak siebie samych, zarażając się każdym bólem,
    za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna,
    za potrzebę oczyszczenia rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
    bądźcie pozdrowieni.

    Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
    za Wasz lęk przed absurdem istnienia
    i delikatność nie mówienia innym tego co w nich widzicie,
    za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością,
    za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
    za nieprzystosowanie do tego co jest, a przystosowanie do tego co być powinno,
    za to co nieskończone – nieznane – niewypowiedziane
    ukryte w Was

    Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
    za Waszą twórczość i ekstazę,
    za Wasze zachłanne przyjaźnie, miłości i lęk,
    że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed Wami

    Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi
    za Wasze uzdolnienia – nigdy nie wykorzystane –
    (niedocenianie Waszej wielkości nie pozwoli poznać wielkości tych, co przyjdą po Was),
    za to, że chcą Was zmieniać zamiast naśladować,
    za Waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę,
    za niezwykłość i samotność Waszych dróg
    bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
    Kazimierz Dąbrowski – „Bądźcie pozdrowieni Nadwrażliwi”

  38. najlepiej zdystansowac sie , poniewaz dzieki temu latwiej odbierac pzykre teksty na swoj temat np . padajace z ust innych osob . A jak wiadomo ludzie sa rozni , nawet wiecej jest ludzi zlosliwych – toksycznych .

  39. Osoba nadwrażliwa emocjonalnie, czuje się odpowiedzialna za krzywdę drugiej osoby… Nie potrafi przejść obojętnie gdy ktoś inny cierpi, chce na siłę zmienić świat na lepsze kosztem własnego zdrowia, poświęca się… Osoba nadwrażliwa ma dość już patrzenia na łzy, na agresję, i w każdym typie człowieka, czy chodzi o kogoś zdrowego, czy o chorego, czy o biednego, czy bogatego, to w każdym widzi CZŁOWIEKA. Nie gardzi nikim, i nie wstydzi się podejść do kogoś i pomóc, wesprzeć, kim gardzą inni ludzie, nie brzydzi się innych, nie gardzi. Człowiek wrażliwy ma wysoko rozwiniętą empatię, oraz kreatywne myślenie, dzięki któremu potrafi celnie przewidzieć jakie zło, jaką krzywdę może przynieść zły uczynek, i przez nadwrażliwość nie potrafi krzywdzić, bo by cierpiał gorzej niż osoba skrzywdzona, wyrzuty sumienia by zamęczyły osobę wrażliwą, gdyby widziała łzy, cierpienie u kogoś spowodowane swoim złym zachowaniem.
    Osoba nadwrażliwa często stając w obronie słabszego, poniżanego przez grupę ludzi naraża się na wyśmianie, lecz nie patrzy na swoje dobro bo zależy jej na pomocy, nie agresją, lecz tłumaczeniem stara się dotrzeć do ludzi którzy krzywdą.
    Logicznie wyjaśnia, tak aby osoba zła zrozumiała, że krzywdzi, a krzywda sprawia cierpienie, tłumaczy, jakie mogą być konsekwencje złych uczynków.
    Stara się dotrzeć do wnętrza osoby zimnej emocjonalnie, tak by się zmieniła, tak by zło i agresja zniknęły z tego świata.
    Człowiek wrażliwy ma doskonałą pamięć, tak by tłumacząc komuś co się stanie, gdy uczyni zło poparł to faktami z życia, które sam zaobserwował, lub co gorsza na własnej skórze doświadczył. Wtedy jak ma osoba zimna emocjonalnie realne wytłumaczenie poparte faktami, zaczyna się nad wszystkim zastanawiać, zaczyna pracować nad sobą, starać się nie czynić zła…
    Zło które się komuś wyrządziło, krzywda wróci do nas prędzej czy później ze zdwojoną siłą, niekoniecznie w formie zemsty od osoby pokrzywdzonej tylko z rąk zupełnie kogoś innego, dlatego osoba wrażliwa emocjonalnie nie ma w sobie uczucia zemsty, ponieważ potrafi wybaczyć, a zemsta by była krzywdą, a krzywda to zło. Nie ma tłumaczenia, że się na kimś zemściło, bo chciało się kogoś czegoś nauczyć, tak by poczuł jaką krzywdę nam wyrządził, bo agresja budzi agresje… Człowiek zły musi sam zrozumieć to kim jest i czy jego podejście do życia jest prawidłowe… Człowiek powinien się uczyć na czyiś błędach, wtedy sam by unikał cierpienia i by nie sprawiał cierpienia.

    Człowiek nadwrażliwy emocjonalnie nie boi się krytyki, poniżenia, gdy wie, że w ten sposób pomoże osobie słabszej, nie radzącej sobie w życiu. Ma olbrzymi bagaż doświadczenia, życiowego, dzięki czemu wie doskonale jak postępować, na podstawie realnych wydarzeń, które w przeszłości sprawiały mu ból. Człowiek z taką cechą charakteru, gdy wie, że dobrze doradza, udawadnia, że ma rację, zbiera dowody rzeczowe, tak by je móc przedstawić osobie której próbuje coś wytłumaczyć. Osoba taka wiele razy w życiu popełniała błędy, wiele razy krzywdziła dlatego potrafi zrozumieć czym się kieruje człowiek zły, a jak potrafi to zrozumieć to też potrafi wytłumaczyć. Nikt nie jest idealny, lecz trzeba się całe życie starać nie popełniać błędów, trzeba potrafić przewidywać konsekwencje, i zanim coś się zrobi nawet w dobrej wierze, bo tak nam sie wydaje, to wszystko tak przeanalizować, czy się kogoś innego nie skrzywdzi, ratując pokrzywdzonego.
    Sztuką jest tak działać, by załagadzać spory w ten sposób, by ktoś coś zrozumiał.

    Jestem właśnie na to chory…
    Jak ktoś ma ochotę się zwierzyć, i potrzebuje pomocy lub rozmowy, wyjaśnienia proszę o kontakt :

    [email protected]

  40. Witam serdecznie moje kochane, Wrażliwe Rodzeństwo:)

    Poza wszystkimi objawami, które pięknie tu wszyscy opisaliście, ja posiadam jeszcze coś gratis:)
    …otóż… poza sferą emocjonalną , z którą mam problem od dziecka męczy mnie niezmiernie dotkliwie nadwrażliwość wszystkich moich zmysłów.. dotyku, smaku, węchu , wzroku, nie mówiąc już o słuchu..
    Objawia się to u mnie w taki sposób, że słyszę dźwięki których zazwyczaj ludzie nie słyszą.. np.. dźwięk wyłączonego radia, które pobiera prąd, dźwięk pisku dochodzącego z telewizora kineskopowego (nawet gdy jest zupełnie wyciszony) – doprowadzał mnie do skrajnej rozpaczy, potrafiłam mdleć, gdy musiałam pracować, a w tym samym pomieszczeniu był taki telewizor.. (błogosławieństwem są dla mnie płaskie TV:) , gdy słyszę jakąś wokalistkę, która fałszuje drażni mnie fakt, że nic z tym nie mogę zrobić:(
    Gdy w sklepowej kolejce pojawi się jakiś bezdomny i wszyscy dzielnie stoją, wykręcając nosy, ja muszę wyjść, bo nie daję rady:(
    Nie znoszę mocnego słońca.. mam wrażenie, jakby wkładano mi nożyczki do oczu.
    Gdy poczuję na swoim ciele, że coś mnie łaskocze, potrafię rozebrać się ze wszystkich ciuchów, by dostać się do jednego małego włoska, który gdzieś tam np. na plecach mnie drażni. Jeśli wchodzę do Urzędu i muszę stać w długiej kolejce, a jest mi za gorąco, potrafię rozebrać się z zimowej kurtki do koszulki na krótki rękaw.. wyglądam wtedy jak dziwoląg, bo cała reszta jest zapięta po uszy a ja jak na wakacjach, ale po prostu nie mogę tego znieść..
    Jestem też bardzo wrażliwa emocjonalnie, mam doskonałą pamięć długotrwałą.. koleżanka z podstawówki stwierdziła, ze jestem kopalnią wiedzy na tematy wczesnoszkolne.. pamiętam wszystko…zazwyczaj oczywiście te, które były dla mnie bolesne:( analizuję codziennie swoje dzieciństwo, martwię się tym, ze nie zrobiłam czegoś inaczej.. wiem, że to nic nie da, bo przeszłość już minęła, ale ciągle sobie wmawiam, że gdybym bardziej w siebie wierzyła mogłabym osiągnąć w życiu więcej…
    Prawda jest tez taka, że gdy się wspiera wrażliwe dziecko to jest bardziej pewne siebie, tak jak z kwiatkiem.. jak dajesz mu tyczkę pozwalasz się na niej wspinać, dodajesz nawóz to wyrośnie piękny kwiatek.. a jak codziennie się go przygniata, nie daje się rozwijać i wzrastać swoimi dokuczliwymi uwagami to później wyrośnie taki zwiędły, smutny badyl…

    ehhhhh…długo by o tym wszystkim pisać…

    Pozdrawiam Was serdecznie kochani.. Jestem z wami… nie poddawajcie się..

  41. Witajcie bracia i siostry.Mam na imię Marek i jestem nadwrażliwcem.Od dzieciństwa żyłem “z boku”,we własnej skorupce.Łapałem deprechy,miałem wizyty u psychiatrów,psychologów.Była próba samobójcza a raczej wołanie o pomoc do świata.Nie mogąc znieść bólu istnienia znalazłem “eliksir” na moją inność i zacząłem znieczulać się alkoholem.Miałem też próby poszukiwania odmiennych stanów świadomości poprzez inne psychostymulanty.Po 20 latach picia przyszło opamiętanie.Uczę się żyć bez podpórki i radzę sobie z pomocą przyjaciół.Moja nadwrażliwość wróciła ze zdwojoną siłą tym bardziej,że borykam się z niskim poczuciem wartości i trudno mi się dystansować.Jest to m.in.efekt braku głasków w dzieciństwie,kompleksów.Chodzę na terapie grupowe i robię postępy.Potrzebuję do własnego rozwoju drugiego człowieka.Biorę i oddaję.Moja nadwrażliwość najbardziej objawia się w podziwie natury,chmur,stworzeń Bożych,we wszelakiej muzyce(wspaniały Exodus,Pink Floyd),w krzywdzie drugiego człowieka.Zdarza się,że ktoś płacze a ja prawie z nim.Jestem osobą empatyczną,chyba jak większość wrażliwców.Moje zmysły są wyostrzone.Mam wrażenie,że bardziej odczuwam ból niż inni.Wiem,że nadwrażliwość jest darem Boga ale i przekleństwem,szczególnie w dzisiejszej dżungli,gdzie najlepiej radzą sobie rozpychacze bez skrupułów.Życzę wszystkim pogody ducha i przytulam.

    1. Witam…. masz dobre wrażenie pisząc że odczuwają bardziej ból. Tacy jak my odczuwają bardziej… odczuwają bardziej ból radość żal ….wszystko bardziej….. my kochamy innych ludzi szczerze…całym sobą…. nieznosimy niesprawiedliwości…. stajemy w obronie słabszych…. nie ma w nas egoizmu…. dajemy z siebie wszystko.. mamy intuicję…. widzimy to czego normalni ludzie nie widzą…np nie szczere spojrzenie uśmiechy… i często meczymy się w życiu bo nasze czucie mowi co innego niż rozum nie raz i wtedy mamy problem z podjęciem decyzji…. pozdrawiam nadwrazliwcow … ją jestem zdiagnozowanym przez specjalistów nadwrazliwcem emocjonalnym
      Iza….

  42. Cześć Wszystkim widzę ze ostatni wpis, mój przedmówca 12 dni temu zabrał głos, wiec stosunkowo niedawno. Jestem jednym z nadwrażliwców. Odbieram wszystkie porażki zdecydowanie boleśniej niż inni, mam tendencję do izolowania się, mi pomagają książki Anthon’ego de Mello, polecam Przebudzenie, Wezwanie do Miłości oraz Odkryć życie na nowo. Pozdrawiam

  43. Hej!. Powiem wam, że też jestem nadwrażliwa a czasem i nawet przewrazliwiona. Staram się tego nie ukrywać bo i po co. Przyjełam to z godnością i staram się być jaka jestem i nie zmieniać tego. Oczywiście z taką otwartością nie każdy mnie rozumie, często traktują mnie jak wariatke albo szaloną…. Jestem bardzo towarzyska i nie boje się relacji, ale mimo wszystko staram się też zachować pozory. Wiele rzeczy staram sie sobie tłumaczyć, że przesadzam ale mam tak ogromne pokłady emocji że poza otoczeniem zamykam się i często łapie doły. Bodzce z zewnatrz przyjmuje 100 razy silniej niż inni. Studiuje w szkole teatralnej i na scenie bardzo mi pomaga mój wachlarz doświadczeń. Nadmiar emocji staram się wyladować na scenie co jest dla mnie ogromnym oczyszczeniem. Czesto musze uprawiać sport zeby sie wyładować. A wy jak sobie z tym radzicie?

  44. Witajcie 🙂 Jestem nadnadwrażliwa. To jest koszmar! Kiedy ktoś mnie obgaduje-wymiotuję, spiskuje przeciwko mnie-rozglądam się nerwowo dookoła i czuję zagrożenie, gdy ktoś mną manipuluje-jestem otumianiona, nieprzytomna i zakręcona. Wyczuwam atmosferę otoczenia, to o czym się mówi i co wisi w eterze np. jeśli ludzie rozmawiają o czyjejś śmierci – czuję zapach pogrzebowego świerku. Sporadycznie czuję myśli innych osób, może bardziej ładunek emocjonalny jaki dana myśl niesie. Gubię się w tym co jest moje, a co nie. Z dokładnością co do sekundy odczuwam przekazy energetyczne bioenergoterapeutów ‘na odległość’. Czyjaś nienawiść, wrogość, niechęć skierowana przeciwko mnie boli mnie fizycznie i to jest okropne. Jako koło ratunkowe polecam pracę z wewnętrznym dzieckiem i autoterapię. Musimy wyleczyć swoje kompleksy i uniezależnić się od otoczenia. Mam wrażenie, że dopiero kiedy ostatecznie poznam i zaakceptuję siebie, zrzucę maski i przestanę bronić się przed sobą i światem, odzyskam spokój i nie będę tak wszystkiego przeżywać. Co najśmieszniejsze, otoczenie odbiera mnie jako twardą sztukę :DDD

  45. Jestem wrażliwym mężczyzną, który chce czynić ze swojej wrażliwości zaletę oraz jeden ze sposobów na życie. 🙂 Wierzę, że ta cecha może prowadzić ku pięknym działaniom, dokonaniom, doznaniom. Wierzę, że jeśli przestanie się zakrywać wrażliwość pod płaszczykiem nadwrażliwości i depresji, to mogą realizować się wspaniałe rzeczy. Jednym z objawów mojej wrażliwości jest chęć pomagania innym osobom, dlatego bardzo chcę, aby wrażliwe osoby, w tym i ja, wierzyły w błogosławieństwo tej cechy. 🙂 Założyłem też bloga http://swiatoczamiwrazliwego.blogspot.com/, by dzielić się wpisami przedstawiającymi właśnie świat widziany oczami wrażliwego. Wrażliwego mężczyzny, wrażliwego człowieka.
    Dokonujmy jak najwięcej się da zacnych czynów, choć wiem, że to trudne.
    Łączmy się i motywujmy, choć wiem, ze każdy z nas jest trochę inny.
    Jednak mam nadzieję, że dzięki odwadze dokonamy swoją wrażliwością jeszcze wspaniałych rzeczy. 🙂
    Pozdrawiam wszystkich wrażliwców. 🙂

  46. Witam, natrafiłam na tą stronę wpisując w google “dlaczego nie którzy ludzie tak mocno odczuwają emocje”
    Przeczytałam wszystkie tutejsze komentarze. Żeby się nie rozpisywać co z resztą średnio mi wychodzi, najbardziej odpowiednie, pasujące do mej osoby wpisy to :
    – Marek “Witajcie bracia i siostry.Mam na imię Marek i jestem nadwrażliwcem.Od dzieciństwa żyłem “z boku”,we własnej skorupce….”
    – Piotr “Osoba nadwrażliwa emocjonalnie, czuje się odpowiedzialna za krzywdę
    drugiej osoby… Nie potrafi przejść obojętnie gdy ktoś inny cierpi…”
    – Nika ” Jestem wrażliwcem, który przybiera maskę osoby pewnej siebie. Grono
    najbliższych mi osób nie przekracza liczby palców jednej dłoni – to
    dorosła decyzja uwarunkowana niejednym rozczarowaniem…”

    Wspaniały artykuł właścicielki bloga którego czytając ryczałam jak bóbr oraz wpisy powyżej wymienionych osób które serdecznie pozdrawiam, wpisy które idealnie opisują mnie… to właśnie cała ja.
    Powiem tak ,może to i dar bycie wrażliwym jak tu wielu twierdzi, jednakże ja nienawidzę tego jaka jestem!!! NIENAWIDZĘ!
    Przysporzyło mi to ogrom cierpień, łez , bólu w klatce piersiowej od płaczu ucisk nieznośny aż do utraty oddechu, bólu którego nie sposób opisać ! Dla niewrażliwych lub nie nadwrażliwych jest on nie zrozumiały w takim odczuwaniu jak to spotyka osoby tak bardzo empatyczne.
    Jedyne co bym chciała w sobie zatrzymać na zawsze, to uwielbienie dla przyrody , potrafię się uśmiechać do drzew patrząc jak są piękne i jak wspaniale rosną, kwiatów , ptaków , zwierząt choć nie jestem jakoś przesadnie sfiksowana , ponieważ rozumiem iż przyroda rządzi się swoimi prawami.
    Przeszłam i przechodzę prze życie z tym balastem nadmiaru wyrozumiałości, miłości , szacunku , zasad, morali …ludzie deptali mnie i depczą nadal nawet ci najbliżsi tak naprawdę nie mam nikogo kto by mnie rozumiał , wspierał i choć raz uszanował to ile daję od siebie. Widocznie tak ma być.
    Gdybym drugi raz się urodziła nigdy bym nie chciała być taka jaką jestem teraz ! Jest się dla wszystkich tylko nie dla siebie samego….

    pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję autorce za artykuł oraz za wasze wpisy
    Edi

    1. Edi, życzę Ci szczerze, z serca, mimo, że Cię nie znam osobiście, znalezienia choć jednej osoby, które Cię zrozumie i wesprze oraz będzie Cię lubić i szanować za to, jaka jesteś.
      Naprawdę Ci tego życzę. Tak sobie myślę, że to piękne byłoby mieć za przyjaciela osobę z tak bogatym wnętrzem i wartościami jakie prezentujesz swoim wpisem. 🙂

      1. pisałam pisałam klawiatura się poprzestawiała i cały mój tekst szlag trafił 🙂 a tyle chciałam wyrazić jak cieszę się ,że napisałeś i to jak napisałeś
        Jedno ,muszę się przyznać na samą myśl o Twojej myśli “że to pięknie….” aż się spinam ze strachu , tak się boję ! Odezwać odważyć bo przecież to tylko kwestia podania email-a by móc z kimś rozmawiać a ja , truchleję w środku myśląc ,że ktoś się zawiedzie rozmawiając ze mną, że nie spełnię oczekiwań, że znowu wyjdę na dziwną osobę której nikt za cholerę nie rozumie !
        I tak całe życie …. rodzice “dobrze mnie wytresowali”

        pozdrawiam serdecznie i ciepło , spokoju życzę
        Edi

        1. Edi, cieszę się, że odpisałaś tak pozytywnie. 🙂

          Wiesz,lęk i strach jest w wielu z nas wrażliwców.

          Po pierwsze, zadawajmy sobie jednak pytanie: czy nasz wymarzony świat
          ma być wybrukowany lękiem i strachem czy odwagą i miłością? 🙂
          Pierwszą rzeczą na jaką Ty zwróciłaś uwagę było słowo “pięknie” :-),
          lecz zaraz potem włączył Ci się strach i lęk. 🙁

          Po drugie, nie jesteśmy w stanie żyć w idealnym świecie, gdzie nie ponosimy porażek, potknięć, rozczarowań. Te bowiem niedogodności są integralną częścią przygody życia i sukcesów. 🙂

          Pozdrawiam Cię ciepło.

        2. Witaj, artykuł jest wspaniały jednak czytając to co napisałaś w komentarzach pierwszy raz poczułam się jakbym czytała opis siebie, tak w pełni. A do tej pory nie sądziłam że to jest możliwe… Pozdrawiam gorąco. 🙂

    2. Nienawiść do siebie w niczym nie pomaga…a już sczególnie nie w tym, żeby nauczyć się swoją wrażliwość “obsługiwać”, a można… więc zastanawiam się na ile cierpienia przysparza wrażliwość, a na ile część w środku, która jest krytyczna i surowa wobec tego, co jest.

      1. Dziękuję za odpowiedź Joanno, autorko blogu , przyczyno mego nie wyspania ostatniej nocy 😉
        to nie jest taka nienawiść jaką znamy ,gdy zły człowiek się nią posługuje….jestem zmęczona byciem poprawną ,sprawiedliwą i dobrą dla każdego , tylko nie dla siebie .
        Nie lubię ,jestem zmęczona rozpamiętywaniem ,analizowaniem ,postrzeganiem …byciem zawsze i wszędzie dla wszystkich ale nie dla siebie , jestem zmęczona…. a moje cierpienie ? O Boże, nie chciej tego słyszeć ani widzieć ! Ból, ból …serce pęka i świadomość wraz z upływem lat…jak można ? Dlaczego ? Za co? Co zrobiłam ,czy byłam aż tak zła niewygodna żebym mogła na to zasłużyć?
        Mnie zastanawia , na ile życie ze mnie zrobiło to kim jestem dzisiaj ? a może otrzymałam coś wraz z narodzinami … nie życzę nikomu !

        1. Edi,czy to czujesz ? Jestem zmęczony,Szefie.Zmęczony wędrówką,samotnie jak jaskółka w deszczu.Zmęczony tym,że nigdy nie miałem przyjaciela,żeby powiedział mi,skąd,gdzie i dlaczego idziemy.Głównie zmęczony tym,jacy ludzie są dla siebie.Zmęczony jestem bólem na świecie,który czuję i słyszę…codziennie… .Za dużo tego.To tak jak bym miał w głowie,kawałki szkła.Przez cały czas…. Stephen King”Zielona mila”.Ściskam cię

          1. Witam Marku,
            od tego “szkła” jestem obecnie na tabletkach.
            Zewnętrznie obojętna w środku tysiące kłębiących się myśli.Miewam lepsze i gorsze dni z przewagą tych gorszych. Nie widzę żadnego rozwiązania dla siebie. Tak sobie czekam nie wiem na co, mam wrażenie ,że odarto mnie nawet z marzeń a do tej pory tylko te przemieniałam w cele, tylko cel dawał mi jakąś radość i spełnienie choć częściowe.
            Teraz już nawet tego nie mam i nie mam sił do niczego. Ot, żyję nie żyjąc…

            pozdrawiam wszystkich, napiszcie coś czasem

  47. Hej, ja tez jestem osoba wrazliwa, nadwrazliwa czy przewrazliwiona na swoim punkcie.. jakkolwiek by siebie okreslic czy swiat i ludzi wokol siebie, zawsze bedzie ta subiektywnosc i podswiadomy egocentryzm w naszych myslach, potrojnych analizach, slowach i czynach.. Zgadzam sie z przekonaniem, ze osoba wrazliwa moze byc czasem postrzegana jako ta paradoksalnie nieczula a to glownie z przyczyny proby odciecia sie od lawiny wszelkich emocji, ktore na prawde moga bardzo utrudniac zycie.Kontakty z otoczeniem, koncentracje w szkole, w pracy i skupienie na celach – tych wartosciowych, nie zkrzywionych przez niskie poczucie wartosci czy strach.Te ostatnie czesto nam towarzysza. Zewnetrzna skorupka pewnisci siebie, moze byc odbierana jako gruboskornosc, ale to pozwsla przetrwac. Im wiecej batow od zycia i prob zrozumnienia swiata oczami obserwatora nie ofiary, im wiecej bogatrzych doswiadczen takze tych pozytywnych, tym dojrzalszy staje sie czlowiek. Pod waruniem jednak, ze uwierzy w siebie, zaakceptuje siebie jakim jest. Szanuj siebie i tych, ktorzy na szacunek zasluguja. Nie analizuj piec razy co ktos pomysli, jezeli postapisz tak czy inaczej. Dzialaj tak bys Ty byl szczesliwy. Pozytywni emocje przyciagaja pozytywnych ludzi. Takimi sie otaczaj. To slowa, ktore czesto sobie powtarzam.
    W moim przypadku partner/maz jest ostoja swiadomosci realnego swiata, to on jako osoba majaca do siebie dystans pomogl mi i wciaz pomaga zachowac zdrowy rozsadek w przezywaniu emocji haha Poznajac machine dzialajaca w moim umysle, przyznal, ze nie wierzyl, iz ktos moze tak intensywie przezywac i produkowac emocje. Rozmowy z nim dzialaja jak oczyszczenie. Jedak najlepiej, jesli skupiamy sie na rozwoju osobowosci na bazie przezywanych uczuc a nie na monologu zmartwien i zali. To moz pomogl mi uwierzyc w siebie, rozwinac ducha walki o jakosc mojego zycia i samodzielnego decydowania o nim bez ciaglych obaw o jutro. Kocha mnie jako dla niego piekna i madra osobe. Nie porownuje mnie do innych, co niestety roboli moi rodzice, sami zreszta przewrazliwieni i zamartwiajacy sie na zapas.
    Pewnosc siebie i wlasnych sil stala sie dla mnie kluchem do dzialania i osiagania sukcesow tych malych i duzych. Niezaleznosc pozwala isc do przodu z podniesiona glowa bez leku o to, co pomysla ludzie, czy mnie zaakceptuja czy odrzuca. Wrazliwosc przekladam na milosc do najblizszych, selektywna i wartosciowa przyjazn i radosc z przebywania z natura. To dziala kojaco na wszystkie bolaczki i daje pozytywnej energii.:))

  48. Witam…
    Mam zdiagnozowana nadwrażliwość emocjonalna ..
    Po pewnych wydarzeniach w moim życiu zaczęłam zastanawiać się że coś jest nie tak że mną…. że bardziej niż inni przeżywam sytuacje wydarzenia… dla normalnych ludzi to samo wydarzenie nie zrobi wrażenia a dla mnie tak…przeżywam…. Poszłam do psychiatry… zostałam zdiagnozowana….testy…badania…. Powiem tak że nadwrażliwość emocjonalna może pomóc i zaszkodzić w życiu…. ta niesamowita intuicja nie raz uratowała mnie… a osoby które udawały moich przyjaciół wyczulam na odległość…fałsz.. obłudę… wiem nie raz co kto myśli..mimo że mówi inaczej…. czasami lepiej nie wiedzieć..nie czuć tak…ale z drugiej strony mam sprawdzonych tylko przyjaciół.. sprawdzonych przez moje czucie…. nienawidzę niesprawiedliwości. Będę walczyć w obronie słabszych nawet gdybym miała zapłacić sama za to wysoka cenę… złych ludzi
    wyczuwam… ale ciężko żyje się takim nadwrazliwcom jak ja…pozdrawiam wszystkich nadwrazliwcom emocjonalnych…. my wszystko zawsze BARDZIEJ CZUJEMY….

    1. Ja za to od czasu gdy mieszkam sama jestem nadpobudliwa wg mnie. Poza tym mam dokładnie wszystko gdzieś, łacznie z praca. Cóż nie mam przyjaciół, nie rozumiem dlaczego ludzie nie pracują, nie mogę porównać swojej pracy z kimś innym bo mam pojedyńcze stanowisko, nie odkładam kasy na starość bo i po co, nie rozróżniam już czy ktoś jest przyjacielem czy nie ( po doświadczeniach w poprzedniej pracy i praniu mi mózgu), nie chce mi się pracować ( bo ludzie w tych zakładach co ja pracuje nie pracują więc dlaczego mam się dać znowu sfrajerować żeby mnie oddelegowali lub zwolnili jak zrobie wszystko, bez jaj, nikomu też nie zależy na tym co robię) wiec bez sensu.

  49. Witam Was wszystkich,
    Trafiłam tu zastanawiając się po raz kolejny co jest ze mną nie tak. Nie miałam pojęcia że może być tyle osób tak bardzo do mnie podobnych. To cała ja. Ludzie na ogół uważają mnie za twardą sztukę, czasem w towarzystwie żartuje, jestem ironiczna a czasem wystarczy jedno krzywe spojrzenie a ja się chowam w skorupce i boję wychylić. Tak bardzo boję się porażek, jakaś kłótnia, egzamin, jeśli to się powtarza cala drżę, wymiotuję. Jedno słowo czasem wywołuje tak silną falę emocji. Gdy ktoś podnosi głos wszystko we mnie drży, napinają mi się mięśnie. Tak często odczuwam ból, wiele rzeczy mnie boli. Myślę nieustannie i za dużo, czasem nie wierzę o jakich rzeczach myślę. Najgorsze jest dla mnie porównywanie do innych, a sama sobie to robię. Co jeszcze? Nie chce się mieszać, wpraszać. Narzekam ,że nie mam przyjaciół często ale to chyba nie bez powodu. Często ktoś mnie zaprasza to nie czuję się zaproszona, ciężko to wytłumaczyć. Boję się ,że się narzucam. Boję się panicznie odrzucenia i braku akceptacji. Czuję się na tym świecie jak odludek. Popłakałam się czytając wasze komentarze. Jesteście cudownymi ludźmi, doceniam Was, bo wiem jak trudno żyć z takim charakterem, to nieustanna praca nad sobą. Pozdrawiam , trzymajcie się ciepło

  50. Wiecie co? Kiedyś byłam strasznie przewrażliwiona, zbyt agresywna i zbyt delikatna jednocześnie. To LATA praktyki spowodowały, że zaczęłam inaczej podchodzić do rzeczy, ale nie rezygnuje tym samym ze swojej nadwrażliwości. Chciałabym, żeby wszyscy tacy byli, żeby się kochali, darzyli się empatią. Staram się zawsze być szczera, chociaż wiem, gdzie jest tego granica. Nie można wszystkim mówić tego, co się myśli, szczególnie kiedy jest w tym nasz interes np. na uczelni.
    Potrafię wyczuć czy ktoś jest szczerze miły, czy tylko udaje. Wyczuwam zmęczenie drugiej osoby – automatycznie czuję się wtedy gorzej. Generalnie wyczuwam emocje innych ludzi i ich intencje.

    Do wszystkich osób nadwrażliwych – starajcie się przebywać z osobami pozytywnymi, które wnoszą wiele pozytywnej energii do otoczenia. Ktoś pisał o czerpaniu radości z przebywania z naturą – o tak! to bardzo pomaga. Swoje emocje wylewam również w muzykę i sport. Dodatkowo mam kochającą osobę, która jest moim przeciwieństwem pod względem charakteru – to oaza spokoju, osoba, która w 100% akceptuje mnie i moje emocjonalne odpały 🙂
    Realizujcie swoje pasje! Jesteście wyjątkowi, nadwrażliwcy.

  51. Ja chyba jestem nadwrażliwa albo to depresja albo nie wiem co.
    Wyciszam się jak pojawia się negatywna sytuacja, która mnie nawet pośrednio dotyczy.
    Ostatnio pod koniec tygodnia rodzinka mnie wyprowadziła z równowagi wycofałam się trochę (od czasu do czasu walczyłam, ale już mi się nie chce), poszłam do pracy (pracuje w weekendy), w której byłam zupełnie innym człowiekiem, nawet nie miałam ochoty wracać do domu. Wróciłam i zamknęłam się w sobie. Chodzę wściekła na wszystko i wszystkich, już nawet nad tym nie panuje. Zasiadłam na łóżku i siedzę tak cały dzień i wcale nie zapowiada się poprawa.
    Kiedyś byłam zamknięta w sobie, potem spotkałam kumpele, które mnie tworzyły na świat i teraz tego żałuję, bo dobrze mi było w tej skorupie.
    Jak jestem pobudzona to niewiele mi brakuje do agresji, ale wiem, że nic to nie da, więc kończy się na krążeniu po całym domu. Przykładowa sytuacja – w domu ciągły stres, bo matka ciągle ma jakieś wąty (choćby nie wiem jak się człowiek starał), a za oknem gównażeria postanowiła walić w metalowy parapet. Tak się zagotowałam, że jak do nich wypadłam to zwiali. Sama, aż się zdziwiłam swoim zachowaniem. Kiedyś nie ponosiło mnie, aż tak, ale zwalam to na ciągły stres.
    Przyjaciółka powtarza mi, że mam silny charakter, a ja ryczę po kątach, jak mam gorszy dzień, a ktoś powie coś niemiłego.
    Do tego to ciągłe zmęczenie, jakbym nie musiała to bym nie jadła…

    Im więcej komentarzy czytam to mam coraz większe wrażenie, że to o mnie i bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że chyba wiem co jest moim problemem.
    Do tej pory jakoś sobie radziłam, ale ostatnio wymiękam, czekam na lepszy okres, idzie wiosna, więc ruszę się z domu i może będzie lepiej 😉

  52. Dobry wieczór
    zagląda tu jeszcze ktoś z przed roku ?
    szkoda by było tak fajnego bloga zmarnować tyle ciekawych osób ciekawych życiorysów przeżyć
    pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających
    Edi

  53. Ja też podejrzewam, że mam nadwrażliwość emocjonalną…
    Mocno biorę do siebie co się do mnie powie, jestem pamiętliwa, mam tak od dziecka. Pamiętam nawet złe momenty, które wydarzyły się gdy miałam 2 lata, a wcale nie było to nic strasznego. Pamiętam, że wtedy zawsze jak się rodzice śmiali ze znajomymi miałam poczucie, że śmieją się ze mnie.
    Teraz mam 15 lat i strasznie dużo problemów z tym związanych. Wszystko głęboko przeżywam, bardzo łatwo mnie zranić. Jeśli chodzi o przyjaciół w poprzedniej szkole miałam ich dużo, ale w tej szkole nie mam prawie wcale. Mam znajomych którzy niby mnie lubią , ale nie chcą rozmawiać o swoich problemach. Raczej wśród znajomych mam kamuflaż udaje, że nic mnie nie rusza, często uciekam bo nie mogę powstrzymać płaczu, a nie chcę, aby inni widzieli. Dostrzegam dużo więcej niż inni. Gdy przychodzę do domu płacze i dużo myślę. Dręczy mnie samotność.
    Słucham smutnej muzyki lub takiej której tekst przedstawia jakiś problem bądź jego rozwiązanie. Za każdym razem płaczę. Wzruszam się przy filmach. Mam wrażenie, że wszyscy ludzie w okół to podłe świnie i nikt mnie nie rozumie. Mam tylko jedną koleżankę, której mogę zaufać. Znam ją od przedszkola, ale ciągle odczuwam strach, że ktoś mi ją zabierze. Bo od kiedy chodzę do gimnazjum jest bardzo lubiana, a ja jestem zawsze pomijana.

  54. Witam, szczerze powiedziawszy nie wiem czy mam nadwrażliwość emocjonalną. Przeczytałam powyższy materiał i idealnie mnie opisywał, tylko… że ja prawie nigdy nie płaczę. Owszem odczuwam dogłębny smutek, uścisk w sercu i to taki, że chcę je wyrwać, oraz często po stresujących sytuacjach mam problem z oddychaniem. Ale nigdy nie płaczę. Zamiast tego przechodzę w coś na rodzaj niebytu. Z jednej strony słyszę wszystko, każde słowo, z drugiej strony czuję się jakbym była pod taflą wody, nie czuję nic słysząc te słowa. A potem jak wychodzę z tego ‘stanu’ to zaczynam panikować, czuję się jakbym nie mogła zaczerpnąć powietrza i nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa. Nie wiem czy można to nazwać nadwrażliwością emocjonalną, czy też jakąś odmianą ataków paniki. To tak jakbym nic nie czuła, czując jednocześnie za wiele. Moja rodzina uważa, że jestem jak sopel lodu, że nic nie czuję słysząc wyzwiska, krzyki i ich słowa pełne rozczarowania, złości na mają osobę. Ale jak staram się im powiedzieć, że jednak coś czuję to przejmuję mnie strach, Czuję wielgaśną gulę w gardle i milczę. Zawsze.
    Poszłam z tym do psycholożki, którą mam w szkolę. Dopiero po roku przekonywania się do tego pomysłu, ale poszłam. Bałam się, że to wszystko się dzieję z powodu, że jestem nastolatką. Przecież one zazwyczaj przeżywają rzeczy bardziej. Hormony itd. Właściwie miałam nadzieję, że to hormony. A ona mi właściwie nic nie powiedziała, chociaż co się dziwić starałam się jak najbardziej zmniejszyć mój problem, spłaszczyć go, że tak ujmę. Nie znoszę gdy ktoś się mną przejmuję. Czuję się wtedy żałośnie. Tak to, dzięki temu ukrywaniu emocji czuję, że zachowałam resztki dumy. Że ta słaba strona nigdy nie wyjdzie na wierzch, jest moim sekretem. Lecz czasami te wszystkie emocję, jakie chowam napierają na mur jaki wokół nich stworzyłam. Podgryzają go, drapią, cały czas. Aż w końcu mur pada następuję wybuch, a za każdym razem czuję się coraz słabsza. Buduję kolejny mur, ale on też pada i tak kręcę się w błędnym kole. Wiem, że nie powinnam ukrywać emocji ale za bardzo się boję, już raz komuś je pokazałam a on mnie odrzucił, wyśmiał i uznał, że przesadzam. Może faktycznie przesadzam, nie wiem. Ale wiem, że to wszystko zaczęło się odbijać na moim ciele i wiem, że długo tak pociągnę. Nie czuję potrzeby jedzenia ani picia. Człowiek taki jak ja długo nie przeżyję, jeśli ciągle będzie zapominał o podstawowych potrzebach. A najgorsze jest to, że nie jestem w stanie nic o tym powiedzieć mojej rodzinie. Oni widzą, ale myślą, że po prostu jestem zapominalską marzycielką.
    Nie oczekuję, że ktoś to przeczyta. Proszę też nie okazujcie mi współczucia, bo będę się czuć jeszcze bardziej żałośnie. Musiałam to napisać. Podzielić się ale pozostać anonimową. Uratowało mnie to przed kolejnym wybuchem. Dziękuję.

  55. Jestem wrażliwcem i właśnie mnie olśniło! strasznie dużo się o tym naczytałam i aż mi dech zaparło, jak poczytałam o tym, że jest to taka przypadłość, dodatkowo uwarunkowana gdzieś może i przeszłością, może i złymi doświadczeniami. W takim pozytywnym sensie, czytam o sobie i do tego są opisane moje sytuacje, moje życie. I jak sobie radzić. Ojj chyba będzie lepiej, tak myślę. Jak już wiem, jaka jestem. Trzymajcie kciuki!! :))

    1. Fajnie o tym słyszeć, myślę, że zaakceptowanie siebie takim jakim się jest, to pierwszy krok to dobrego “obsługiwania” siebie 🙂

  56. Tyle cennych informacji.
    Cale dotychczasowe zycie zastanawialam sie:
    Nie moge przejsc do porzadku dziennego nad pewnymi rzeczami, choc inni juz dawno o tym zapomnieli
    Analizuje w glowie kwestie, ktore racjonalnie powinnam juz zamknac
    Mam takie przeczucie co do ludzi, potrafie w 70% odczytac ich nieszczerosc i to, ze cos jest nie tak
    Kiedy czuje sie dobrze i szczesliwie, a ktos czuje sie zle i ma problem, automatycznie zapominam o tym, ze mam we wlasnym zyciu powody do radosci i przejmuje jego emocje, czyli zaczynam czuc sie zle, choc mnie ten problem nie dotyczy
    Przejmowanie nieswoich emocji tak bardzo dezorganizuje moje zycie. Sama juz nie wiem ktora emocja jest moja, a ktora drugiej osoby.
    Zawsze uwazam, ze ktos mnie obgaduje, a nie np. rozmawia o pogodzie czy kursie na gieldzie.
    Ciezko mi w relacjach z innymi – mam wrazenie, ze kazde zachowanie jest wymierzone we mnie u atakiem na moja osobe.
    Czesto mieszam sie w sytuacje, ktore mnie nie dotycza, ukladam innym zycie i podaje gotowe rozwiazania. Rozwiazywanie czyichs problemow daje mi satysfakcje. Wtedy czuje sie potrzebna.
    Zostalam wychowana na osobe wrazliwa, ale nie nauczylam sie rownowagi.
    Przez to teraz czasem juz nie wiem co sama czuje, bo patrzac na szczesliwa osobe czuje szczescie, patrzac na smutna – smutek. Nieadekwatne do tego, co dzieje sie w moim zyciu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
551
Share