Nie wiem.

I nie wiem czy będę kiedykolwiek wiedzieć.

Terapeuta w pewnym sensie strzela sobie samobója mówiąc, że nie wie jak rozwiązywać ludzkie problemy. A przynajmniej w potocznym podejściu – takie mam poczucie.

A jednak, mam coraz częściej wrażenie, że nie ma czegoś takiego jak jedynie słuszne rozwiązania. Owszem, są pewne sytuacje, bardzo konkretne, w których trzeba coś zrobić według jakiegoś przepisu. Jak kupić mieszkanie. Jak zbudować dom. Jak ugotować rosół. Choć przepisów też można znaleźć wiele, a do tego w zależności od stopnia dostosowania pomiędzy sytuacją, stylem pracy i działania zainteresowanego oraz dobrym/złym humorem wszechświata, wyjdzie lepiej lub gorzej.

Księgarnie pełne są poradników “Jak…”, internet również. Strony dedykowane rozwojowi blogów polecają, by każdy wpis odpowiadał właśnie na takie pytanie, był konkretną odpowiedzią – najlepiej w formule “N sposobów na [tu wpisz czego ludzie pragną]”. Ludzie szukają porad, które pomogą im uporać się z trapiącymi trudnościami. Podstawa marketingu to – rozpoznaj potrzeby Twoich klientów, znajdź sposób na ich zaspokojenie i sprzedaj im go. I to działa. Na tę stronę ludzie najczęściej trafiają wpisując w google “Jak medytować” i “Jak poradzić sobie z rozstaniem”. Czemu więc nie iść w tym kierunku?

Problem polega na tym, że w zależności jaki światopogląd (szkołę, teorię, podejście) się reprezentuje, takie odpowiedzi się ma na zadane pytanie. To ma wady i zalety. Zaletą jest morze możliwości wśród których można przebierać, przymierzać i sprawdzać, co działa, co pasuje. Wadą twierdzenie autorów, że znaleźli jedyny, niezawodny i w 100% skuteczny sposób na rozwiązanie danego problemu. Ba, są tacy, co twierdzą, że znaleźli sposób na życie – który zadziała u innych (“U mnie działa świetnie, u Ciebie też zadziała”).

Usłyszałam ostatnio metaforę (nie znam niestety imienia jej autora, mam nadzieję, że nie obrazi się za jej wykorzystanie…), która bardzo mi się spodobała. Jesteśmy jak nasionko, które jest w ziemi. To, co możemy zrobić, to dać podstawowe wartości odżywcze potrzebne do rozwoju – wodę, jedzenie, ciepło, dach nad głową, podstawowe bezpieczeństwo, itd. Jakiego rodzaju kwiatek z tego się rozwinie jest zdeterminowane genami i innymi czynnikami. My jednak często mamy “pomysł” jaki ten kwiatek powinien być, w związku z czym malując go farbką, z pomarańczowego robimy fioletowy. Czyż nie lepiej zadbać, by mógł zdrowo rozwinąć swą pomarańczowość i kwiatkowość, taką jaka ona jest? Mam wrażenie, że czasem (nie zawsze!) szukając konkretnej odpowiedzi w poradniku, czy kolejnej “mądrej” książce szukamy raczej farbek, niż chcemy odkryć swoją prawdziwą kwiatkowatość.

W związku z tym wcale nie jestem pewna, że istnieją uniwersalne sposoby na osiągnięcie szczęścia czy pełnego pasji życia. Zbyszek Ryżak pisze ostatnio głośno i dobitnie – rób, co masz robić, a dobre samopoczucie samo przyjdzie. Niektórym pewnie takie podejście pasuje i przyda się. Ale są ludzie, którzy robią zbyt wiele, wpadają w kompulsywny ciąg robienia, realizowania, osiągania – i na niewiele im się to zdaje. Ci potrzebują zająć się łagodną i wyrozumiałą stroną życia. Inni mówią – uśmiechaj się, myśl pozytywnie, twórz wizje, a wszystko będzie dobrze. Są jednak tacy, którzy nic tylko przez całe życie uśmiechali się, aż w końcu dopadła ich depresja “bez powodu” – bo nie dali sobie wcześniej przestrzeni na przeżywanie stanów brzydkich, smutnych i szarych. Bo biegli wciąż do przodu, a dopiero depresja mogła ich zatrzymać, wskazując, że to, co robili dotychczas nie może być kontynuowane. Czy w ich przypadku uzasadnione jest powiedzieć, że uśmiech jest dobry, a depresja zła? Inny przykład – książki na temat komunikacji i rozwiązywania konfliktów uczą zasad tzw. “dobrej” czy “otwartej” komunikacji. Nie ma w tym nic złego, wiele takich pomysłów jest świetnych, popieram dążenie do tego, by ludziom żyło się razem dobrze i z sensem. Ale co z osobą, która pokojową komunikację stosuje po to, by unikać konfrontacji z drugim człowiekiem i w efekcie traci swoją spontaniczność, która naturalnie byłaby trochę bardziej niegrzeczna i nie-pokojowa? Jej pewnie dobrze by zrobiło nawrzeszczeć i trzasnąć drzwiami… Jednak ona przekonywana o mądrości pokojowej komunikacji stosuje ją i stosuje, i próbuje z lewej, z prawej, i… nie rozumie dlaczego to nie działa.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że czasem po prostu potrzebujemy konkretnej odpowiedzi. Sama czasem wręcz umieram z pragnienia, by ktoś powiedział mi co mam zrobić, czym się zająć, co rozwijać, itd. Bywa to potrzebnym wsparciem, a czasem ktoś ma dobry pomysł, bo wie więcej lub patrzy z zupełnie innej perspektywy. Tylko, że rada taka musi uwzględniać to, co się faktycznie dzieje, a nie być przepisem wyciągniętym z kieszeni. Życie jest zbyt skomplikowane, a my jesteśmy zbyt złożonymi istotami, by garść uniwersalnych porad była odpowiedzią na to, co nas trapi. Może to jak z wnioskami Hawkinga z jego ostatniej książki – nie istnieje teoria wszystkiego, którą da się wydrukować na t-shircie, a wersji wszechświata jest tyle, ile możliwych perspektyw patrzenia na niego.

Powyższe rozważania nie napawają mnie ani optymizmem ani spokojem. Jak tu napisać jakiś artykuł, który będzie ludziom służył, mając poczucie, że opisywanie jakiegoś problemu i jego rozwiązań siłą rzeczy musi być gigantycznym uproszczeniem? Jak tu wymądrzać się jako “ekspert” i udzielać porad na konkretne problemy, gdy “wszystko zależy”? Jak być użytecznym, wiedząc jak wielkie ograniczenia ma ta użyteczność?

Pocieszam się, że przecież jednak jakieś wzorce ludzkich zachowań istnieją i można odnaleźć to, co “zazwyczaj” działa. Jest szansa, że komuś to pomoże, z zastrzeżeniem, że nie jest to złota recepta. A może właśnie, jak przeczytałam ostatnio u Andrzeja Wiśniewskiego (który częściowo zainspirował mnie do zastanowienia się nad udzielaniem “porad” w formie poradnikowej, w swojej skądinąd świetnej książce “Związki i rozwiązki miłosne”), dobrze jest głosić, że życie jest skomplikowane i trzeba podjąć trud, jakże czasem bolesny, szukania własnych odpowiedzi? Może gdyby ludzie nauczyli się oswajać z dyskomfortem psychicznym i traktować go jak nieodłączny element życia, zamiast wciąż tylko zaklejać go przeróżnymi plasterkami, byłoby mniej załamań, nerwic i innych? Może to są rady, których warto udzielać? Nie wiem.

A może przestać radzić, a tylko pisać o rzeczach ciekawych, zadziwiających, i tym podobnych?

Nie, spokojnie, nie zamierzam przestać pisać, tylko głośno zastanawiam się dokąd zmierzać dalej, również z tym blogiem. Może macie jakiś pomysł? 🙂

p.s. A to się musieli rozczarować Ci, których przyciągnął wiele zapowiadający tytuł 😉

Creative Commons License photo credit: Landahlauts

  1. Potrzebujemy doradców i ich rad żyjąc we współczesnym świecie. Najbardziej cenni są ci , którzy pokazują różne kierunki dając nam możliwość wyboru najlepszej dla nas drogi, a o takich nie jest łatwo.
    Pisz blog słuchając swojego serca i intuicji.

    1. @Greg: myślę, że póki rady są opcjami, a doradcy dają możliwość wyboru i nie roszczą sobie prawa do “wiedzenie najlepiej”, to jest to bardzo przydatne. Oby nie rozleniwiało i nie zabierało przestrzeni na własne wnioski, wybory i przemyślenia. Dzięki za głos 🙂

  2. He, he, trafilam na te strone wpisujac w wyszukiwarke pytanie: jak medytowac? 🙂
    Znalazlam troche tego czego szukalam, ale znalazlam rowniez wiele innych cennych informacji.
    Ostatnio probuje “znalezc siebie”. Bardzo interesuje mnie integracja psychiki i uswiadamianie sobie prawdziwych, zepchnietych do nieswiadomosci pobudek dzialania i motywow postepowania oraz wydobycie na swiatlo dzienne tych wszystkich czastek ja, ktore poupychalam gdzies w katach swojego umyslu i nieprzyznaje sie do tego ze sa.
    W artykule bardzo zaciekawilo mnie zdanie: “Może gdyby ludzie nauczyli się oswajać z dyskomfortem psychicznym i traktować go jak nieodłączny element życia, zamiast wciąż tylko zaklejać go przeróżnymi plasterkami, byłoby mniej załamań, nerwic i innych?”
    Mysle ze to jest wiedza ktora nalezy szerzyc. Ja te tematyke bede czytala z ogromnym zaciekawieniem.
    pozdrawiam
    ps: blog dodalam do ulubionych 🙂

    1. @mevia: no jak widać, opłaca się mieć w zanadrzu parę odpowiedzi “jak…”, dzięki temu można dać się odnaleźć 🙂
      Tak, ten dyskomfort to coś, od czego naturalnie uciekamy, jak boli, to nie chcemy, żeby bolało… niestety sposoby w jakie to robimy często są opłakane w skutkach. A do tego odcinamy się od doświadczania życia, które, nie oszukujmy się, też boli.
      Powodzenia w odkrywaniu poupychanych cząstek, często niosą zaskakujące informacje i możliwości 🙂 A co lepsze, one zazwyczaj dość głośno dają o sobie znać…

  3. dzień dobry-wieczór …bardzo ciekawy temat…ze smakiem pojawię się w sobotę lub niedzielę….zaległe pytanie też uwzględnię……

  4. Spodobał mi się ten artykuł i nie czułem rozczarowania 🙂 sam dzielę się swoją perspektywą jak mam okazję najlepiej jak potrafię i właśnie mówię to : u mnie to działa ale u Ciebie nie musi ale możesz zawsze się przyjrzeć spróbować tej metody.
    Na “doradców” mam jedno zdanie : pokaż jak to się robi.
    Joanno myślę że robisz zaj…..ą robotę 🙂
    Pozdrawiam i wytrwałości życzę.

  5. Tak, terapeuta (terapeutka także :)), to też człowiek, więc wszystko o ludzkie nie jest Wam obce… 😉
    Pozdrawiam życząc nieustających rad i porad, a przede wszystkim inspiracji, także i dla tych, co ich potrzebują 🙂

  6. Może zabrzmi banalnie ale po latach poszukiwań, doszłam do następujących wniosków:
    – pełna akceptacja siebie połączona z samoświadomością (w pełni akceptuje siebie, również swoją niedoskonałość i to, że popełniam błędy plus samoświadomość – popełniam błędy ale się uczę, coraz lepiej rozpoznaje mechanizmy mną rządzące etc.)
    -słucham się siebie, swojego wewnętrznego głosu (wierzę, że każdy może go odnaleźć, jeśli naprawdę chce; można go również nazwać sercem czy intuicją) – co oznacza dla mnie m.in. złapanie balansu i odpowiednich proporcji w życiu – kiedy sobie coś odpuścić, kiedy jednak warto zrobić krok do przodu i rzucić się na głęboką wodę, kiedy komuś pomóc a kiedy szkoda na to energii ( wierzę również, że w każdym z nas drzemie ‘pierwotna’ mądrość i można znaleźć do niej dojście)
    -nieustannie zadaję pytania – sobie, ludziom, drzewom :), itp.
    -światopoglądowo wybieram miłość-wolność i w ten sposób staram się podchodzić do wszystkiego, z sobą na czele (myślę,że nie da się tego robić na siłę, to do mnie “samo” przyszło a raczej odkryłam w sobie, że jest to “TA” droga, dająca spełnienie i absolutnie pogłębiająca każdy aspekt życia)
    Pozdrawiam

  7. “Może gdyby ludzie nauczyli się oswajać z dyskomfortem psychicznym i traktować go jak nieodłączny element życia, zamiast wciąż tylko zaklejać go przeróżnymi plasterkami, byłoby mniej załamań, nerwic i innych?”

    Asiu, a syszalas pewnie o dosc dynamicznie rozwijajcej sie dziedzinie psychologii ACT (Actepptance and Commitment Therapy) opartej z jednej strony na technice uwaznosci, a z drugiej – na najnowszych odkryciach dotyczacych zasad dzialania ludzkiego umyslu? Uwazam ze ta nowa galaz ppsychologii wnosi niezwykle wiele w nasze rozumienie nie tylko roznorodnych zaburzen emocjonalnych, ale dostarcza rowniez solidna porcje materialu do przemyslen na tak odwieczne tematy jak poszukiwanie szczescia, czy sensu zycia. Co rownie wazne, jest to rowniez dziedzina, ktora niejako sama z siebie wrecz zaprasza do duchowych odkryc i poszukiwan, daje konkretne narzedzia i inspiracje do poszukiwan wlasnej, niepowtarzalnej drogi.

    Goraca polecam ksiazki “Get out of Your Mind and Into Your Life” prekursora tej metody S. Hayes’a, oraz “Happiness Trap” R. Harrisa. Czytajac te ksiazki doznawalem wrecz olsnienia za olsnieniem, bo jak inaczej mozna nazwac uczucie, kiedy zaczynasz zdawac sobie sprawe z tego jak bardzo nasz wlasny umysl komplikuje nasze pragnienie szczescia i sam na siebie zastawia pulapki?

    Polecam rowniez strone: http://www.thehappinesstrap.com/

  8. Ach, bylbym zapomnial o jednej ksiazce. Co prawda podane wyzej tytuly sa o ile mi wiadomo dostepne niestety jedynie po angielsku, jaet juz jedna ksiazeczka oparta na Acceptance Comittment Therpay – nazywa sie “Jak Zyc po Traumie” (Follette, Pistorello).

    Zaleta ksiazki (zarowne tej jak i wyzej przeze mnie podanych) jest to, ze sa to tzw workbooki, to znaczy zawieraja mnostwo cwiczen do przeprowadzenia samemu lub z terapeuta, oprocz walorow praktycznych, mozna sie z nich dowiedziec wiele ciekawych, naprawde ciekawych rzeczy na temat dzialania ludzkiego umyslu!

    Goraco polecam!

  9. Przepraszam, przeczytalem jeszcze raz poprzedniego posta i podrapalem sie po glowie. 🙂 Oczywiscie chodzilo mi o to, ze ta ostatnia ksiazeczka jest dostepna rowniez w j. polskim.

  10. Dyskomfort psychiczny- to jest to, co z tego bloga biorę dla siebie. Tzn. mysl na ten temat. O gdyby nabyć umiejetności znoszenia go, akceptacji,obcowania z nim- mysle,że byłabym szczęśliwsza:)

  11. Bartku,a czy te książki zostały wydane też w języku polskim? Ja nie znalazłam…Może coś wiesz? Piszesz-teraz doczytałm,że ta ostatnia tak. A “Get out of Your Mind and Into Your Life” ?

  12. NIestety, w tej chwili o ile mi wiadomo, w jezyku polskim dostepna jest jedynie “Jak Zyc po Traumie” (jak by nie bylo ACT to naprawde bardzo swieza galaz psychologii). Ksiazka ta jest jednak doskonalym wprowadzeniem do metody ACT, napisana w bardzo przystepny sposob, poparta wieloma przykladami i cwiczeniami. Polecam ja w zasadzie wszystkim osobom zaangazowanym w rozwoj osobisty i duchowy, nie tylko ofiarom traum, na co troche chyba zbyt jednoznacznie wskazuje jej tytul.

    Wszystkie wersje angielskojezyczne ksiazek o ACT mozna dostac za naprawde niewielkie pieniadze na amazonie lub ebay’u (Happiness Trap kosztowal mnie razem z wysylka 40 zl). Oprocz “Get out of Your Mind..” i “Happinnes Trap”, polecam rowniez doskonala “The Mindfulness and Acceptance Workbook for Anxiety: A Guide to Breaking Free from Anxiety, Phobias, and Worry” J. Forsyth’a.

    Ogolne wprowadzenie do ACT (dostepne takze oprocz wersji angielskiej w jez. niemieckim i francuzkim) mozna znalezc na stronie Russa Harrisa:

    http://www.thehappinesstrap.com/about_act

    http://www.thehappinesstrap.com/about_act

  13. Asiu, dzieki Ci za artykul. Dobrze jest wiedziec, ze nie jestem sama w tej “skomplikowatosci” i roznorodnosci, w tym dyskomforcie i w tej spontanicznosci. Czy to nie jest wspaniale, ze jestesmy tak zlozeni, wielowymiarowi! Niesamowite!!!!

    Wczoraj ogladnelam bardzo dobry film. Rzadka perla. Wlasnie o naszej roznorodnosci. Polacam : http://www.imdb.com/title/tt0995829/

  14. Asiu, a tak wracajac do Twoich dylematow, przypomniala mi sie wypowiedz Gibriana z ksiazki “Solaris” Stanislawa Lema: “Nie ma zadnych ustalonych odpowiedzi. Sa jedynie wybory. Jesli wciaz bedziesz szukac rozwiazania, zginiesz tutaj.” (na stacji kosmicznej Solaris).

    Podobnie jak w “Z en w Sztuce Lucznictwa” Herrigela – sztuka lucznictwa nie polega jedynie na tym aby trafic w cel, polega na tym aby mierzyc, zjednoczyc sie z tym aktem”.

    Warto tutaj zauwazyc, ze o podobnym podejsciu do wielu zyciowych problemow mowi ACT, zwlaszcza w kontekscie znaczenia osobistych wartosci, tzn tego wszystkiego co daje nam poczucie “przeplywu”, sensu, satysfakcji, spelnienia – a wiec niekoniecznie chodzi tu jedynie o pewien hedonistyczny aspekt zycia, ale bardziej o to, czym chcielibysmy aby nasze zycie bylo, w co chcemy sie zaangazowac calym sercem i dusza. Troche jak w Zen: “Cokolwiek robi twoja prawica, niech robi to i twoja lewica”.

  15. Na bloga trafiłam, szukając sposobu na poradzenie sobie z rozstaniem. Przeczytałam obie części. Potem rozważania o rozstaniu. To był punkt przełomowy. Bardzo, bardzo dziękuję. Bardzo pomogłaś. Jestem Kobietą i kocham Kobiety. Żyłam w związku toksycznym, zdecydowanie rozminęłyśmy się z “fazą” zakochania. Ja na początku, Ona kiedy próbowałam odejść. Jednak mnie nie pozwoliła już pamięć i wspomnienia, chociaż trwałam jeszcze parę miesięcy… Sytuacje kłótni, fochów o nic powtarzały się. Zmieniła się to fakt, starała się, nie było dobrze, tylko lepiej, Potem zaczęłam krążyć po sieci szukając definicji, objawów na związek toksyczny. Odeszłam kochając, ból trwał dłużej…Dziś jednak nie żałuję.
    Dziękuje Ci za to co piszesz. Codziennie od jakiegoś czasu czytuję to co piszesz i traktuję jako tematy do rozmyśleń. Piszesz bardzo mądrze, dojrzale, z perspektywy normalnego człowieka.

  16. to słowa odważne i co najważniejsze…prawdziwe. Tak właśnie jest. Tak jak piszesz Asiu, zamykamy się w takich przestrzeniach swoich, bardzo indywidualnych, ale z powody różnych czynników, nie mamy chęci, bądź mamy, ale żeby było szybciej i niby lepiej, poddajemy dane sytuacje, komunikacje, relacje itp. wielu wzorcom, które przedstawiają nam inni. Owszem, są to rady, które pomagają na poziomie: będzie lepiej, a dalej, jak już człowiek sam zostanie, to nie wie, co ze sobą zrobić, w którą stronę iść. Ja przynajmniej tak mam i kiedy borykam się z danym problemem, wysłuchuje wielu zdań na temat tego, jak ktoś inny rozwiązał podobny problem. I wtedy następuje coś zupełnie sprzecznego, czyli wyłamuję się z tych wszystkich pomocy słownych i próbuję samą siebie odnaleźć, moje podejście, mój sposób. To też nie jest łatwe, bo brakuje wtedy wsparcia tych wspomnianych osób. czy uważasz Asiu, że za bardzo się np. przyzwyczaiłam do komentarzy przyjaciół, by nie móc samej decydować, czego ja chcę?
    Będę wdzięczna za odpowiedź.

  17. Po przeczytaniu artykułu, z którego zapisałem 5 ważnych wniosków + 2 teorie, a nim przeczytałem P.S Naszła mnie błyskawicznie myśl ” o kurde, takiego nawału informacji, analizy, porównywań, dopasowań itp. od dawien dawna nie miałem w głowie. Czułem ogrom tej wiedzy jak i wizje wielu trudnych momentów które natrafią się w trakcie używania tejże. I to dziwne uczucie lęku przed nieznanym przez które nijako w tle, ale z dużo większym potencjałem poczucie właściwego wyboru, pogodzenia się z trudnościami i delikatną pewności siebie. Ciesze się że natrafiłem na kawałek dobrego tekstu, w którym udało mi się odnaleźć i poparcie, tak jak i rozwinięcie swoich myśli. A idąc za tekstem, niestety ale świat a przynajmniej kultura zachodnia, doży na oślep i pewnie nie świadomie do wyeliminowania własnego myślenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share