Jedna z czytelniczek zadała mi swego czasu pytanie o pewien dość popularny sposób na pocieszanie innych ludzi. Polega on na stwierdzeniu, że “inni mają gorzej”. Czytelniczka była wręcz zaskoczona jak źle się poczuła, słysząc coś takiego i zaciekawił ją ten mechanizm.
W założeniu oczywiście, takie stwierdzenie ma na celu pokazanie cierpiącej osobie, że tak naprawdę wcale nie jest tak źle, bo są sytuacje, w których mogłoby być jeszcze trudniej. Trzeba docenić to, co jest, bo używając innego punktu odniesienie wcale nie jest tak źle. Nie ma co się wkurzać, że przypalił się obiad, bo w końcu jest wiele miejsc na Ziemi, gdzie ludzie nie mają co włożyć do garnka…
Problem polega na tym, że tego rodzaju porównania mają sens tylko z pewnego dystansu. Patrząc obiektywnie, faktycznie, lata głodowania są o wiele gorsze niż przypalony obiad. My jednak nie jesteśmy istotami obiektywnymi, nasze emocje i reakcje są z gruntu subiektywne. Jeśli dla mnie zrobienie dobrego obiadu dla bliskich jest czymś bardzo istotnym (bo na przykład jest to sposób wyrażania przeze mnie miłości albo dlatego, że porażki odnoszę mocno do poczucia własnej wartości), to mało mnie w tym momencie obchodzi jak mają inni. Moje emocje i uczucia są obecne tu i teraz. Mówiąc, że inni mają gorzej, dochodzi niejako do zaprzeczenia moim emocjom, odebrania im racji bytu, prawa do pojawienia się. Jeśli ktoś cierpi, to bardzo ważne jest, by otoczenie w jakiś sposób uznało jego cierpienie i prawo do reagowania w taki a nie inny sposób.

Myślę, że w ogóle wszelkie pocieszanie może być tego rodzaju pułapką. Mówienie “nie martw się, wszystko będzie dobrze”, “nie myśl o tym, to drobiazg”, “spójrz na jasną stronę tego wydarzenia” może zostać odczute jako odebranie prawa do przeżywania spraw na swój sposób, negowanie czyjejś wewnętrznej rzeczywistości. Martwię się, bo coś jest ważne, bolesne, istotne… “Nie martw się” jest lekceważeniem mnie i moich emocji. Pewnie, że spojrzenie na problem z innej perspektywy może być bardzo pomocne w przezwyciężeniu trudnego okresu, ale często zapominamy, że samo skontaktowanie się z pojawiającymi się emocjami może być sposobem radzenia sobie z trudnościami. Zepchnięcie ich na siłę, stłumienie zamiast zintegrowania, może mieć ogromne konsekwencje w przyszłości. Wolimy jednak pocieszać i szybko wyciągać innych “na powierzchnię”, ponieważ boimy się konfrontacji z czyjąś ciemną dziurą, nie wiemy jak na nią reagować, jest to coś przerażającego. A nuż dziura wciągnie i nas? A nuż “zarazimy” się negatywnym nastrojem? A nuż będziemy zmuszeni stawić czoła podobnym emocjom w sobie? Nie lubimy też poczucia bezsilności, pustki, od razu chcemy działać, zmieniać, rozwiązywać problemy. A czasem druga osoba potrzebuje jedynie (choć czasem właśnie to jest najtrudniejsze) by z nią pobyć, dać się posmucić, wypłakać, opowiedzieć, przeżyć to, co ma do przeżycia. Czasem już samo to ma leczniczy wpływ. Dopiero wtedy pojawi się przestrzeń na podejmowanie działań i zmianę nastawienia – jednak wtedy będzie to już efekt integracji doświadczenia, a nie ucieczka przed reakcjami.

  1. Świetnie powiedziane – coś czego nie byłam w stanie wyrazić mimo że ostatnio sporo o tym rozmyślałam. Bo właśnie – czemu ktoś ma problemy spowodowane zdarzeniami, które nie były takie straszne, bo… inni miewają gorzej i jakoś sobie radzą. A odpowiedź jest taka prosta – może stąd się wzięły te problemy, z wmawiania, że to co ktoś przeżywa jest bezzasadne, bo nie jest/nie było tak źle…

  2. Dokładnie się z Tobą zgadzam, Joanno!
    Znam takie osoby, które nagminnie wyciągają schematyczne “inni mają gorzej”, “ty chyba nie wiesz, co to prawdziwe problemy – ludzie głodują”, “nie masz źle, w Afryce to jest dopiero..”
    Jak słyszę taką “formułkę”, to już wiem, że to taki gotowiec i osoba znająca mój problem, wcale nad nim nie myśli i nie popracuje. To jakaś abstrakcja – porównywać w zasadzie sytuacje nieporównywalne czyli przeżycia jednostki, tu i teraz, bieżące, z najbliższego otoczenia a życie ludzi nam nieznanych, anonimowych, z odległej półkuli, lub szersze skalą zjawiska, plagi współczesnego świata czyli np. głód.
    Zwykle pogarsza to moje samopoczucie, bo Wiem, że mój problem przedstawiony, nie został odebrany na poważnie.
    I

  3. Niekoniecznie na temat, ale … Skojarzyło mi się z innym umniejszaniem. Z odpowiedzią “nic nie szkodzi”, “nie ma za co” na przeprosiny. Przepraszam, bo właśnie uznałam, że jest ZA CO. Czasem nie łatwo przychodzi takie proste przepraszam. Przyznaję się, że coś z mojej strony było nie tak i co? I słyszę że … cóż mogę sobie te przeprosiny wziąć, no bo nie ma za co.

  4. Bardzo podoba mi się to, co napisałaś. Ostatnio miałem kilka okazji doświadczyć “złotych porad”, pocieszeń typu “weź się w garść”, “dasz radę” udzielanych ot tak, na odczepnego. Wkurzają mnie takie zalecenia i rzeczywiście mam poczucie, że osoba ich udzielająca chce jak najszybciej odepchnąć od siebie to, co przeżywa w danej chwili jej rozmówca. A przecież ja wiem, że sobie dam radę, wiem, że się pozbieram, wiem, że z czasem wymyślę środki zaradcze na swoje problemy, natomiast w tej konkretnej chwili jest mi po prostu źle, cierpię i pragnę tylko wysłuchania czy bycia ze mną właśnie. Hmm… Troszkę to jak towarzyszenie pacjentowi w psychoterapii i akceptacja emocji, które w danej chwili przeżywa. Jednak mam doświadczenia, że bycie w ten sposób z tym drugim, towarzyszenie mu, jest możliwe nie tylko w procesie psychoterapii. Bardzo cenię sobie osoby, które potrafią się powstrzymać od zagadywania tematu i prób natychmiastowego rozwiązania problemu. Myślę, że to wyraz szacunku dla tego, co przeżywa druga osoba, dla jej uczuć i problemów. Choć niewątpliwie to czasem bywa bardzo trudne, również dla mnie.

  5. Umniejszanie czyichś problemów jest bardzo przykrym nawykiem. Moi rodzice robią to nagminnie. Jestem młodą osobą, a dorośli uwielbiają wypominać ten fakt w rozmowie. Zdania typu “Co ty możesz wiedzieć o zmęczeniu, jeszcze się w życiu porządnie nie napracowałaś” albo “Ty masz tylko tyle a tyle lat, co ty możesz wiedzieć o życiu”, “Jak byłam w twoim wieku też marzyłam o podróżach, wszyscy w tym wieku tak mają, później ci przejdzie”, “Poczułaś się lekceważona kiedy wyszłam w trakcie naszej rozmowy? Nie masz większych problemów? Wiesz, że jestem zajęta, muszę posprzątać łazienkę przed przyjazdem cioci.” są bardzo przykre i irytujące. Czy naprawdę staję sie gorszym człowiekiem przez to, że nie myślę cały czas o praniu, sprzątaniu, pieniądzach i pracy? Dlaczego miałabym się czuć winna z powodu tego, że wolę poczytać lub pójść na spacer zamiast tysięczny raz zmywać naczynia, które następnego dnia i tak będą brudne, bo nikomu się nie chce po sobie pozmywać? Ja rozumiem, że inni mają “gorzej” ale to nie jest moja wina, ze dla kogoś priorytetem najwyższym jest sprzątanie a dla mnie nie. Wolę żyć niż pucować.

  6. Kiedy będzie następny artykuł, Joasiu 🙂 Wakacje? Strasznie dłuuuuuga przerwa. Poczytałabym …
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  7. Cóż, życie mnie wciągnęło w swoje kręte ścieżki… mam nadzieję wkrótce coś napisać. Może jakieś propozycje albo życzenia? 🙂

  8. A owszem, czemu nie 🙂 jeśli można..Utrata, strata, akceptacja przemijania wszystkiego, co nas spotyka. Wiem, wiele o tym pisałaś, Joanno, ale może teraz odświeżyć, przypomnieć. Może doświadczenie zmieniło już lekko Twój punkt widzenia.

    A konkretnie zastanawiam się, dlaczego w relacjach miłosnych jest tyle problemów? Więcej, aniżeli w relacjach koleżeńskich, przyjacielskich. To zadziwiające jaka mogę być otwrta i tolerancyjna w tych drugich, a w tych pierwszych to lęk, zaborczość, zazdrość się odzywają?
    O co chodzi?

  9. Witam Cię Joasiu.
    Moją propozycją jest dosyć popularny temat a jest nim: kwestia życia i tego co jest po śmierci a jeśli nic nie ma?. Można się tego trochę bać i ogarnia mnie smutek gdy myślę że już nigdy nie spotkam osób które znałem. Ostatnio się nad tym głęboko zastanawiam i jakoś trudno mi wierzyć jak dawniej w istnienie Boga.

  10. Może ktoś wie co będzie ,jak nas nie będzie, ja przeczuwam diabelskie nicościo-ciemności :-).Ciekaw jestem wyjścia „poza życie’’ ,tak że się już nie boję śmierci
    (chyba).Może jest ktoś kto powrócił z krajny wieczności, lub uważa że ulega reinkarnacji ,albo ma jakieś inne ciekawe poglądy na ten temat.

  11. Często bywa tak, że osoba która mówi o kłopotach nie chce słyszeć porad, pocieszeń itp. tylko chce zrzucić z siebie ciężar, poczuć się lepiej bo ktoś zwrócił na nią uwagę. I fajnie, tylko że druga osoba często nie ma czasu, siły i energii by w taki sposób oddawać je drugiej osobie, zwłaszcza jeśli skarżąca się osoba obrała tą czynność jako swoją drogę życiową i 90% tego co od niej usłyszysz to skargi – a to jest niestety nagminne.

    Jeśli taki ktoś obrazi się jak usłyszy ode mnie że nie ma się na co skarżyć, bo są tacy którzy mieli gorzej i świetnie sobie poradzili, to lepiej dla mnie – nie muszę więcej marnować mojej energii na tą osobę.

    1. a co jeśli ktoś się stara i nic nie idzie do przodu?chce dostać dobrą posadę a na jego miejsce idzie synalek prezesa odrazu po szkole(przykład)są miejsca w polsce gdzie pracują całe rodziny i niktr inny nawet bardziej wybitny i utalentowany zmarnuje się na kasie w sklepie,ty opisałeś wszystko ogółowo a każda narzekająca osoba ma podstawę swoich problemów,ludzie mając kasę i papierek myślą że są lepsi od innych a co najśmieszniejsze że mądrzejsi(ubeki j….e),powiem tak bywa różnie każdy jest inny i w innej sytuacji życiowej się urodził,to tacy ludzie tracą całą swoją energię na zmagania życiowe i nielicznym się udaje,więc nie marnuj energii jeśli słuchanie prawdy ci ją zabiera,a twoja rada nic nie pomoże z takim podejściem,jeśli ludzie nie będą gadać to nadal będziemy żyć w cieniu beztroskiej ciemnoty.chyba że miałeś na myśli tylko np.kłopoty w szkole to nie bież tego do siebie ale mechanizm jest podobny w dużych czy w małych sprawach.

  12. Witaj Joanno, lubię jak przedstawiasz i opisujesz możliwości wychodzenia poza schematy….
    Wskazana zmiana nastawienia do problemu jako wyzwania… ale jednak przed tym wskazałaś to najistotniejsze, po prostu BYĆ z osobą której chcemy pomóc, ot tak po prostu z nią pobyć, nawet bez słów, dać się posmucić, wypłakać, opowiedzieć, przeżyć to, co ma do przeżycia… tak trafnie to ujęłaś…
    Teraz dostrzegłem, że sam wpadam co jakiś czas w tę pułapkę wmawiając sobie ““są przecież inni, co mają znacznie gorzej…” i rozumiem jakie to destrukcyjne dla naszej psychiki.
    Szanujmy emocje i uczucia własne i innych ludzi, uczmy się tego przez całe ż

  13. Kochani,
    dzięki za Wasze głosy… pracuję nad nowym tekstem/tekstami. Odeszło mi trochę obowiązków, jestem też ogólnie w lepszej formie i mam nadzieję, że wkrótce wrócę do regularnego publikowania. Nadal z zainteresowaniem czekam na Wasze propozycje tematów, pytajcie i piszcie śmiało.

  14. Dzięki za tę notkę. To o czym napisałaś jest mi szczególnie bliskie. Nieraz słyszałam te wywołujące ciarki na plecach słowa “przecież inni mają gorzej”, z tym że zarówno ich nadawcą jak i odbiorcą…byłam ja sama. Schody zaczynają się, gdy to my sami obdzieramy się z prawa do przeżywania tych emocji, gdy sami je dewaluujemy i nieustannie próbujemy porównywać swój los z losem innych ludzi. Okazuje się, że pozwolenie sobie na bycie subiektywnym w swoim odczuwaniu i nie karcenie się za przeżywane trudności, bo przecież “to nic takiego”, bo “inni to”, “inni tamto”…może być na prawdę ciężkim zadaniem.

  15. o egoizmie….tym niezbędnym do zachowania siebie…..

    “kto chce zachować życie ten straci je, kto stracie je ten je zachowa”

    pytanie:
    z czyjego powodu?

  16. Witam Joasiu
    Lubię czytać Ciebie, naturalność, skromność, precyzyjne i głębokie ujęcie tematów skłaniają mnie tu zawsze do powrotu. Zadziwiasz, że znajdujesz czas na blog, przypuszczam że gdy masz wenę, po prostu siadasz na chwilę przed klawiaturą i piszesz artykuł. Cieszę się że mogę to wszystko czytać i jeszcze mieć życzenie. Ciągle nie znajduję czasu by przeczytać wszystkie teksty, możliwe że poruszałaś już ten temat. Chodzi mi o taki stan umysłu w którym słodko się nam robi, dobrze itp. Nie chcę konkretnie nazywać, może opiszę sytuacje: Dziś kąpałem się nad jeziorem, kobiety wyglądały cudownie, a pięknie zbudowani mężczyźni skakali na główkę z pomostu, bardzo widowiskowe były te skoki, takie z rozbiegu, z wyskokiem. Oczywiście też jestem pięknie zbudowany, też potrafię tak skakać, ale gdzie bym się tam z miejscowymi chłopakami w kolejce ustawiał do skoku.. No to wziąłem i przepłynąłem to niemałe zresztą jezioro od kąpieliska do przeciwległego brzegu i z powrotem. Poza innymi celami tego wyczynu, czułem też że się popisuję, że jednym z powodów, jeśli nie głównym czasami, jest poczucie mojej dumy, pychy, bycia lepszym od innych. Na tej plaży wszyscy byliśmy w samych majtkach, albo prawie, cały nasz balast, samochody np. zostały za lasem, na parkingu, mimo to niektórzy z nas uprawiali ten specyficzny sport nadal. Kiedy wychodziłem z wody, mało kto mi się przyglądał, część bywalców poszła do domu, nadeszli nowi plażowicze..
    Ciekawi mnie co odczuwasz, odczuwacie w takich momentach, gdy napiszesz ciekawy artykuł np, albo komentarz :), albo osiągniesz jakikolwiek sukces. Ile jest w tym naszej naturalnej potrzeby, a ile napędzającej rozwój i gospodarkę tej naszej słodkiej potrzeby dogadzania własnemu ego chyba ? Można Joasiu bez tego żyć? Spróbujcie zrobić przepiękne zdjęcie, takie..najlepsze jakie do tej pory, zachwycić się nim, a następnie nigdy nikomu go nie pokazać 🙂

  17. “inni mają gorzej”…ale przecież każdy z nas jest inny?jesteśmy indywidualnościami, jakie są więc przesłanki, aby stosować takie porównania?Nie chcę poprawy mego nastroju,przez ból, kłopoty innych.Za chwilę ja się mogę znaleźć na ich miejscu i wtedy kto będzie taki mądry,by mnie pocieszyć?Zgadzam się,że najczęściej ma sie ochotę tylko wypowiedzieć swe odczucia i myśli, bo to one zżerają od środka.Ok.gdyby “sypnął” ktoś złotą trafną radą,ale czy ktoś poza mną wie co ja w sobie noszę, jakie są me myśli?Może tylko Bóg..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share