Jestem osobą, która harmonię i poczucie jedności ceni sobie bardzo wysoko. Bardzo możliwe, że właśnie dlatego tak bliskie są mi różnego rodzaju metody, pomysły, systemy, w których dominuje dążenie do realizacji tychże. Mimo wszystko mam coraz mniejszą zgodę na podejście, które posiada ukryte założenie, że dobre jest wszystko (i tylko!) to, co jest “dobre” i prowadzi do harmonii.

Przykłady takich założeń i przekonań:

Najważniejsze to czuć się dobrze, należy dążyć do tego, by przez okrągłą dobę odczuwać dobrostan (dzięki któremu jesteśmy w stanie w magiczny sposób kreować naszą rzeczywistość taką, jaką tylko sobie wyśnimy), inaczej sprowadzamy na siebie nieszczęście.

Należy z akceptacją podchodzić do swoich negatywnych emocji, bo tylko dzięki akceptację jesteśmy w stanie je rozpuścić/przetransformować/pozbyć się ich. Akceptacja funkcjonuje jako przykrywka i narzędzie do osiągania jedynie słusznego (dobro)stanu.

Trudne emocje są potrzebne do rozwoju, który prowadzi do ostatecznej harmonii, nieograniczonej niczym radości i jedności z absolutem. Taka akceptacja, to akceptacja warunkowa, czyli żadna.

Emocje po prostu są i nie należy ich oceniać. Jeśli oceniasz swoje emocje jesteś mało rozwinięty, brak oceniania jest “lepszy”.

Bezpieczeństwo czy rozwój?

W człowieku ścierają się dwa dążenia – do rozwoju i do poczucia bezpieczeństwa, czyli stabilizacji. Z jednej strony pragniemy świętego spokoju i dobrego samopoczucia, z drugiej coś ciągle nas pcha do przodu (albo i nie pcha). 

Z pewnością jest tak, że ludzie różnią się między sobą siłą tych potrzeb i kosztami jakie ponoszą, gdy są one niezaspokojone. Ci o delikatniejszym układzie nerwowym, cenią sobie stabilność i bezpieczeństwo, ci o większym zapotrzebowaniu na stymulację łatwiej tolerują niepewność, za to są głodni ciągłych zmian. To oczywiście spore uproszczenie, bo działa jeszcze wiele innych czynników, które wpływają na to czy przechylamy się w stronę harmonii czy zmian.

Z drugiej strony, zmiany mogą zachodzić też w różny sposób, bo ktoś może być wrażliwy na zbyt silne bodźce, ale dążyć mimo wszystko do rozwoju – więc potrzebuje, by ten proces zachodził w miarę łagodnie. Warto zdawać sobie sprawę z tego jakim typem jesteśmy, bo może się okazać, że rzucamy się na główkę w wir intensywnych zmian, których koszty okazują się wysokie.

Wydaje mi się, że często wpadam w taką pułapkę. Uwielbiam zmiany, jednocześnie boję się ich i kosztują mnie bardzo wiele, co często prowadzi do przemęczenia i frustracji. Dążę wtedy do stabilizacji, a gdy już ją osiągam… szlag mnie trafia, bo nie lubię mieć poczucia stania w miejscu.

Jak akceptować swoje doświadczenia

Świat jest tak bogatym miejscem, że nie ma co uciekać od doświadczeń, które przynosi. I wcale nie chodzi o to, by ze stoickim spokojem znosić wszystko albo godzić się na rzeczy, które nas krzywdzą czy ranią. Niezgoda jest ważnym elementem naszego istnienia i dobrze jest mieć ją w swoim repertuarze reakcji.

Akceptacja nie oznacza bierności. Oznacza zgodę na spojrzenie na rzeczywistość i zobaczenie jej taką, jaka jest. Pozwalam tej rzeczywistości być, ale daję sobie prawo na przykład do wyjścia z sytuacji, która mnie rani lub w jakiś sposób narusza moje dobro. Jednak nie oczekuję, że świat się sam zmieni lub nie tkwię w marzeniu, że coś będzie inne niż jest. Jeśli mogę podjąć jakieś działanie i mam na nie ochotę, to robię to zamiast siedzieć i narzekać.

Z drugiej strony nawet narzekanie, nawet irytacja, czy ostatecznie brak zgody na świat takim, jaki jest, również zawiera się w smakach życia. I tylko od mojego wyboru zależy czy chcę się w tym rozsmakować, czy też wypluć i wypłukać usta czymś smaczniejszym lub pożywniejszym, cokolwiek by to nie było.

Miejsce jest na wszystko. I na harmonię i na chaos. Urzekł mnie ostatnio znaleziony gdzieś cytat Anthonego de Mello: “Gdzie jest miłość, panuje nieporządek. Doskonały porządek uczyniłby ze świata cmentarz“.

Pozwolić potrzebom współistnieć

Czy przypadkiem ja sama nie utożsamiłam w pewnym momencie harmonii ze stabilizacją, dającą poczucie bezpieczeństwa? Może harmonię można osiągnąć w stanie dynamicznej zmienności i odczuwać jedność doświadczając zmiany. Gdy odkryje się wewnątrz siebie spokojne miejsce, które samo z siebie daje podstawowe poczucie bezpieczeństwa, to może wtedy antynomia stabilizacja-rozwój przestaje mieć aż takie znaczenie?

Moja przyjaciółka zapytała ostatnio “Jak pogodzić potrzebę poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji z potrzebą zmiany?”. Może nie trzeba ich godzić, może one mogą sobie współistnieć i każda z nich zadba o inny aspekt procesu życia? Taka dynamiczna równowaga, w której raz jedna część przeważa i doprowadza do przekształcenia systemu, a potem druga zaczyna dominować i przychodzi czas na regenerację sił. Ciągły taniec.

Co jest aktualnie potrzebne – zmiana czy stabilizacja?

A w praktyce ważne jest by słuchać tych potrzeb i sprawdzić co jest ich źródłem. Wyobrażam sobie, że zarówno potrzeba stabilizacji jak i zmiany może być podszyta lękiem. Ten pierwszy wynika ze strachu przed czymś nowym, nieznanym, przed brakiem komfortu lub przed jakiegoś rodzaju porażką. W drugim przypadku ciągły pęd ku nowemu, ku zmianom, nieustanne burzenie struktur, które powstają może być kompulsywną ucieczką. Przed czym? Przed zatrzymaniem się i skonfrontowaniem z rzeczywistością, z sobą samym, przed ciszą, która jest w środku, przed pustką, którą można tam napotkać.

Z drugiej strony, stabilizacja pozwala na zbudowanie fundamentów, na których można rosnąć dalej. A rosnąć można dynamicznie, zmiennie, dając ponieść się duchowi zmian i przemian. Sprzeczność coraz bardziej wydaje mi się pozorna, a ujawnia się bogactwo komplementarności.

Potrzebny jest szacunek dla obu obu biegunów. Jeśli widzimy potrzebę stabilizacji jako przeszkodę w rozwoju, to walcząc z nią tylko wzmacniamy jej siłę i opór. O czym ta potrzeba mówi? Jaka postać w nas jest przerażona zmianą, jak można ją wesprzeć, czego potrzebuje? Jaka jest jej pierwotna intencja?

Możliwe też, że dla kogoś stabilizacja jest trudna, bo jej nie zna. Zaangażowanie się i zapuszczenie korzeni wymaga jakiejś umiejętności, której potrzebuje się nauczyć. Albo skonfrontuje z niepokojem, na przykład z dzieciństwa. Ludzie, którzy wychowywali się w domach, gdzie dominował chaos i nieprzewidywalność, na spokój i stabilizację często reagują lękiem. Bo jest to coś nieznanego lub też, bo spokój w ich wczesnym doświadczeniu był pełną napięcia ciszą przed burzą. 

Z drugiej strony, jeśli pojawia się zmiana i chaos, a my się mu przeciwstawiamy, opieramy, to możemy doprowadzić to sytuacji, w której rzeczy się nam przydarzają i przejmują kontrolę nad życiem. Czego chce zmiana, po co się pojawia, dlaczego tak intensywnie zaburza nasz cenny spokój? Czy nie byliśmy zbyt długo w stagnacji? Może potrzeba przekroczyć jakieś swoje ograniczenia i progi.

Warto zastanowić się czego bardziej potrzebujemy w danej chwili, aby była równowaga i obie potrzeby zostały zauważone i wspierane.

 

  1. Pięknie napisane 🙂 kwestie istotne zostały poruszone i bardzo dobrze 🙂 czekałam na artykuł, gdyż cenie sobie trafność 🙂 i dostałam

  2. Hej Asia dziekuje Ci ze jestes:) zawsze umiesz dobrze przedstawic rzeczywistosc:) Choc artykuł nasze cene zycie odebralem jakby pogon za marzeniami (a moze to patrzenie perspektywicznie w przyszlośc) ale do nich trzeba dązyć małymi krokami aby osiagnac cel:)

    Pozdrawiam serdecznie

  3. Dziękuję Ci Asiu za artykuł. Ja właśnie w takim stanie w tej chwili jestem. Z jednej strony zmiana mocno boli, z drugiej wypracowane schematy by czuć się bezpieczną (chociaż iluzyjnie) Przezywam bardzo mocno żal po stracie po kilkunastu latach. Codziennie nachodzi mnie pokusa by to przerwać, zatrzymać. Pomaga mi bardzo to że przezywam to świadomie. Wiem że utraciłam poczucie bezpieczeństwa, przynajmniej na jakiś czas, wiem że przebrnę przez to jeżeli pozwolę innym by mi w tym towarzyszyli.
    W tym stanie gromadzą sie różne uczucia lęk, bezradność, rozpacz a także zaskoczenie że obok mnie są inni gotowi, zwarci.

  4. Hmmm… Dwa razy czytałem i nie rozumiem – o czym jest ten tekst :-] ? Może czasem warto nie pisać, zamiast pisać byle co :/

  5. Asm może czasem lepiej się zastanowić niż od razy oceniać gdy się czegoś nie rozumie ;)?

  6. ciekawy tekst-co ciekawe tak wiele sytuacji w życiu można pod nim podpisać.
    mam duże trudności z akceptacją swojego lęku przed zmianą
    (pomyślałam o wsłuchaniu się w niego zamiast się opieprzać za wygodnicwto
    i oceniać siebie negatywnie -co właściwie karmi ten lęk).

    ciężko z tą akceptacją
    a nie da się go zresetować;-P

    dziękuję za pomysł o wsłuchaniu się w siebie(z reguły działam wbrew sobie -na siłę – i zdarza się, że to się źle dla mnie kończy).

    może to mi pomoże pogodzić się ze sobą
    (mam poczucie że to ważne)

    dziękuję Asiu

  7. A co powiesz na pomysł, ze cykl zmian jest stały?:)
    Wioną rodzi się czerwona nieokiełznana energia, która latem przynosi plony, a jesienią umiera, żeby zrobić miejsce czemuś nowemu. To samo dzieje się w kobiecym cyklu – jajeczko się rodzi, przez kilka dni w miesiącu jest dojrzałe i jeśli nie zostanie wykorzystane, obumiera. Taki rytm przydaje się do tańca, o którym pisałaś..:)

    I drugie – właśnie przy najmocniejszych zmianach, przy karuzeli, która kręci się z zwrotną szybkością, właśnie wtedy najlepiej widać/czuć to miejsce, w którym nie kręci się w głowie. Ono jest w centrum karuzeli. Ono jako jedyne nie pędzi. O tym miejscu też pisałaś. Coś jak centrum dowodzenia. Miejsce, w którym emocje są, ale nie zalewają i nie ciągną za sobą w jakiś rozpaczliwy pęd walki o życie. Miejsce akceptacji wszystkiego, co się czuje, czyli też.. lęku. Czyli ‘bój się i rób swoje’ 🙂

    Dorzucam do wniosków o komplementarności:)

  8. czasem wydaje mi się, że im bardziej się rozwijam tym mniej mam prawa do lęku smutku i samotności, że powinnam już tak dobrze się sobą opiekowac, że już nie mam prawa do słabości… to męczące, to pułapka. Nadal jestem małą słabą istotką, choc coraz silniejszą…

  9. fajna metafora z karuzelą;-)))

    ciekawe- być na karuzeli w centrum ruchu
    i koncentrować umysł na braku ruchu-centrum karuzeli.

    ciekawe jak to mogłoby wyglądać w praktyce.

    wygląda bardzo sensownie;-)

    tak sobie jeszcze pomyślałam,

    ze czasami właśnie ten lęk przed zmianą
    jeśli nie damy mu się zwariować nim’

    może nam uratować życie

    on może właśnie ochronić nas przed zbyt dużym ryzykiem.
    (znam typowych ryzykantów i czasami łapię się za głowę co oni wyprawiają;-PP)

    zresztą jest częścią życia

    i ma swój czas nasilenia
    i swój czas wysycenia.

    Wiosna faktycznie jest takim czasem gdy pragniemy coś zmieniac
    budować od nowa
    wzbogacać
    tworzyć…

    choc jednocześnie stare blokady działają
    i-przyglądając się nim
    pozwalając im być
    wysycić się posłuchać
    co tak naprawdę mają nam do powiedzenia
    o nas samych

    może być ciekawą podróżą

    byle nie traktować ich jako ostateczną wyrocznie
    i prawdę absolutną;-P

    jak ktoś kiedyś gdzieś powiedział
    istnieje róznica pomiędzy myslą
    a podmiotem który myśli

    i to właśnie Ja obserwujące swoją myśl
    może nas uchronic przed zbytnim utożsamieniem się z produktami naszego umysłu (lęku)

    i powiem tylko że to jest fajne że jakoś łatwiej pogodzic się ze swoim lękiem
    jak ktoś inny wyrazi swój.

    Chyba wtedy łatwiej o dystans do swoich uczuc.

    Pozdrawiam serdecznie
    dziś pogodzona …

  10. Fajnie tu wracać.

    Pomyślałam też sobie,
    że dobrze, ze są takie miejsca
    w sieci.

    Dziękuję;-)

  11. dziękuję Joanno za artykuły. Wracam tu regularnie. Jest to dla mnie pewien rodzaj pożywienia. Za każdym razem zabieram coś stąd cennego i mądrego.
    pozdrawiam

  12. …gdyby stworzenie istoty ludzkiej miało na celu osadzenie jej w poczuciu stabilizacji i niezmienności nie dano by jej dość sprawnego aparatu ruchu ,
    giętkiego ciała i intelektu.
    ..monolit głęboko osadzony w strukturach geologicznych .wbity tam dawał by prawie sto procentową pewność oparcia się nawałnicom , zmiennościom
    , agresji w rozumieniu źródłosłowu jako postępowi.
    …coś co jest pomiędzy stabilną harmonią a rozwojem postępem?może chaos nie jest tym za co go uważamy w wyniku przekonań którymi się posługujemy a otrzymaliśmy je w spadku i interpretując uważamy za elementy swego autonomicznego procesu myślowego dopasowując do konkretnej sytuacji w której się znajdujemy świadomie nie świadomie lub całkiem nieoczekiwanie.
    ..jesteśmy MY i ŚWIAT czy też JESTEŚMY RÓWNIEŻ JEGO CZĘŚCIĄ ?
    …Zycie jest jak rzeka ? – wolę być tą rzeką ? Tak. Tak chcę.
    ..wiem że w moim przypadku tym co tkwi pomiędzy stabilizacją a potrzebą postępu jest tęsknota za przestrzenią raz oświetloną słońcem w dzień w nocy księżycem w pełni. ..zapachami stepów..i rześki chłód górskiego powietrza….ruch i przemieszczanie się …..w rytmie natury jej procesów i cykli…..kontakt z innymi istotami i tym co pięknego ,prawdziwego może się dziać. zwłaszcza między kobietą i mężczyzną …doświadczenie tej głębi i otwarcie na nią…
    ..jeśli jestem tym – nie potrzebuję odwagi do pokonywania SWYCH lęków
    przed utratami przekonań,przywiązań,przedmiotów które są mi ,,niezwykle niezbędne,, do pokonywania przeciwności….czy w powyższej sytuacji są przeciwności ? czy potrzebna jest wtedy odwaga ,czy istnieje lęk ?
    …wyobrażenia iluzorycznych przekonań ,lgnięcie,przywiązanie….
    ..radość w harmonii dynamicznych zmian …fajne
    pozdrawiam..

  13. ……..aha nie napisałem…..jest tam,ja tak myślę -TWÓRCA -pomiędzy harmonią stabilizacją a rozwojem postępem,przekraczaniem, lecz nie poprawiacz dobrego na lepsze… może być nim też POSTAĆ PIELĘGNUJĄCA I DBAJĄCA…….
    ….jak wesprzeć ?
    …codziennie od nowa…porzucając przekonania…,,uczoność,,….pewność…
    nie bojąc się …nauki dotychczasowych doświadczeń nie giną..pojawiają się
    we właściwym momencie i prowadzą nas właściwie….
    ….myślę że jest potrzebna DECYZJA o tworzeniu rzeczy właściwych..wtedy
    radość z tego procesu płynąca,moc, siła i miłość jest niezaprzeczalny i tym czego tak bardzo pragnie ten który jest …w przestrzeni miedzy harmonią i rozwojem……już bez potrzeby stabilizacji……….

  14. To jest dosc dobry artykuł. Od paru lat obserwuje pewna istotna rzecz a mianowicie przekladanie znaczeniowo madrosci mistycyzmu wschodu na jezyk i rozumienie zachodu nie wylaczajac z tego europejczykow oczywiscie. Duzo mowi sie w tej kwestii o tzw. akceptacji wszystkiego. Ale… co to tak naprawde oznacza? Jak mnie bija, to sie poddac? Jak leja mi zone to zostawic? Z tego miejsca wiele nieslusznych oskarzen pada zarzucaja tu nihilizm. Jest to nie tyle glupie i plytkie co bardziej niezrozumiałe (spojrzcie na inna zaleznosc: wschod – pustka, zachod – duch, pustka=duch, zupelnie dwa znaczeniowo rozne slowa uzywane na okreslenie tego samego dlatego ja czesto zastepuje slowo pustka slowem pelnia, w tej logice to to samo). Nasza swiadomosc manifestuje sie w sposob taki, w jaki sie wlasnie w tej chwili manifestuje. Jest zywa na kazdym poziomie swojej egzystencji, od pojedynczego atomu, tworzac wieksze holony ktore zawieraja w sobie wszystkie mniejsze, komorki, organy, calosc ciala – istota ludzka. To wspanialy wieczny proces, ale filozofia potrafi w tym sporo namieszac. To prawda, ze dotarcie do jadra swojej egzystencji uwalnia Cie od wszystkiego. Ale co to jednak znaczy? nie oznacza smierci, nie oznacza tego ze nie bedziesz odczuwal/odczuwala smutku, radosci, przyjemnosci, absolutnie nie jest to zadna z tych rzeczy. Poszerzajac swoja tozsamosc do tozsamosci swiata, tozsamosci kosmosu, tozsamosci absolutu jestes na szczycie, ale gdy podpalisz wieze ktora ci to umozliwila nie bedzie juz nikogo kto moglby byc tym swiatem… . Cecha znamienna dla niektorych wariatow pseudo mistykow jest to ze odcinaja sie od stopni poprzednich wchodzac na nastepny, dostrzegajac swiatlo zwykly ziemski byt przesaje sie dla nich czasami liczyc nie biora pod uwage tego ze to wlasnie ziemski byt odczuwa owe swiatlo z innego swojego poziomu – swiatlo odczuwa swiatlo. Jest na to proste wyjasnienie ktore mozliwe objasni wszystko: struktura holograficzna – jedna czastka materii jest sama w sobie caloscia, jak i jest czescia czegos wiekszego, zatem atomy buduja molekuły, molekuły buduja pojedyncze komorki, komorki wchodza w rozne zwiazki i w ten sposob poszerza sie ich struktura calosci/czesci jak i pewna głębia istnienia. Jesli z poziomu atomu zniszczysz molekule, odetniesz sie od niej, atomy pozostana… stworza nastepna strukture molekuł i zaczna od nowa, jesli z poziomu molekuly odetniesz sie od atomu… zadna molekula nie bedzie istniala. To naturalne prawo przyrody i czy ktos moglby posadzic ja o idiotyzm skoro stworzyla tak wspaniale manifestacje siebie? Ludzie czesto zapominaja, ze gdy zniszcza bardziej podstawowa cegłe swojego istnienia ta nadrzedna nigdy juz więcej nie bedzie istnieć. przy czym natura holonow nie jest liniowa drabinka, a raczej obejmowaniem nizszych szczebli przez wyzsze, tak tez jest z ludzka swiadomoscia, jesli nagle z ego wskoczysz w jakies nadego czy cos w tym rodzaju, zawierasz i integrujesz w sobie wszystkie nizsze warstwy istnienia – nie pozbywasz sie ich ( czy ktos z was swiadomie i w wyzszej sprawie chcial kiedys wlac w siebie trucizne?). Nie utozsamiasz sie juz z poziomem wylacznie nizszym, ale dalej gra on i dziala na Twoja korzysc. To jest spory problem, czesto wspolczesnych ascetycznych praktyk nazwe je “duchowe” bo nie DUCHOWE.

  15. odpowiedzią na zadawane przez Ciebie pytania jest stabilny rozwój, dbanie o rozwój w sposób taki, aby następował on stabilnie, pamięć o rozwoju i potrzebie zmian, najlepiej zaplanowanych zmian, wdrażanie ich w życie i zapuszczanie korzeni, ale nie w miejscu, tylko w rozwijanych wartościach, pasjach
    tak ja to widzę i do tego dążę,
    pozdrawiam

  16. Witam:)
    Świetne artykuły-dla mnie,namiastka ćwiczeń w jakich miałam przyjemność uczestniczyć a ponieważ strasznie tęsknię za uczelnią-czytam z lubością. 🙂
    Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów :))))

  17. W życiu jest miejsce na wszystko. I tak na prawdę ta jedna rzecz, na którą mamy największy wpływ to nasze intencje,

    Bardzo dobry tekst Joanno… Na tą chwilę dla mnie w sam raz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share