Ból niesie ważną informację

Informacja, którą niesie ból.

Oczywiste jest dla nas to, że z reguły wolimy unikać bólu, niż świadomie się na niego decydować. Bardzo szybko wytwarza się w naszym organizmie mechanizm, dzięki któremu bardzo szybko uczymy się omijać sytuacje, które kiedyś ból wywołały – często wystarczy jednokrotne doświadczenie tego rodzaju. Jest to mechanizm, który pozwala nam przetrwać. Warto jednak pamiętać, że ból jest najczęściej jakąś informacją – możemy starać się ją ignorować, ale równie dobrze możemy ją z pożytkiem dla siebie wykorzystać.

Ból fizyczny jest informacją o tym, że istnieje jakiegoś rodzaju zagrożenie dla organizmu. Problem polega na tym, że w dzisiejszych czasach jesteśmy nastawieni na szybkie zredukowanie bólu, bez zaglądania w jego prawdziwe przyczyny. Boli Cię głowa? Weź tabletkę. Nie musisz się zastanawiać, że może lepiej byłoby pójść na spacer, zmienić tryb życia, oglądać mniej telewizji czy cokolwiek innego. Nie przejmuj się tym, że ból głowy często ma podłoże psychiczne i można się go pozbyć raz na zawsze, za to wkładając w to pracę i energię… Boli Cię brzuch, bo masz okres? Łyknij kolejną tabletkę po to, by móc otumanić organizm i funkcjonować dalej tak, jak Ty chcesz, a nie tak jak on by chciał. Nie zastanawiaj się nad tym, że może ból informuje o tym, że przez te dwa dni należałoby odpocząć, poświęcić czas sobie czy zrelaksować się. A może bolesna miesiączka jest związana z Twoim stosunkiem do własnej kobiecości i natury? A może jeszcze z czymś innym, czym trzeba się zająć? Z mojego własnego doświadczenia wynika, że po „przepracowaniu” pewnej kwestii w sferze emocjonalnej bolesne miesiączki zniknęły i nigdy więcej nie sięgnęłam po tabletkę. Z drugiej strony, czytałam kiedyś wypowiedź jakiejś pani doktor, która mówiła, że ból miesiączkowy, który staje się nie do wytrzymania jest często sygnałem jakiejś utajonej infekcji. Ale wszędobylskie reklamy leków skłaniają raczej ku prostszej opcji – weź pigułkę i po krzyku. Co ciekawe, praca z procesem nauczyła mnie, że informacja zawarta w bólu nie zawsze jest taka oczywista, jak by się to intuicyjnie wydawało. Czasem boli, bo powinniśmy być dla siebie bardziej delikatni, a czasem…paradoksalnie, powinniśmy stać się tacy, jak ten ból (lub postać, która nam ból zadaje), przejmując jego energię. Jeśli boli cię głowa, zupełnie tak, jakby ktoś walił młotkiem, to co się stanie, jeśli Ty zaczniesz „walić młotkiem” w swoim życiu?

Uczymy się, że ból jest zły, niepotrzebny, szukamy sposobów by go unikać. Podobnie jest mam wrażenie z bólem psychicznym. Nie chcemy cierpieć, chcemy być radośni i szczęśliwi. I jasne jest, że to ludzka potrzeba, najnormalniejsza w świecie. Jestem zresztą zdania, że życie może być fantastyczną, radosną przygodą i nie ma w tym nic złego. A jednak, cierpienie jest nieuniknione, i jest nieodłączną częścią życia. Odrzucając je jako coś złego i niepotrzebnego, odrzucamy tym samym naturalną dynamikę życia, w którym raz jesteśmy na górze, raz na dole. Akceptując taki stan rzeczy żyje się o wiele przyjemniej, niż gdy poszukujemy szczęścia za wszelką cenę. Pisałam już kiedyś na temat pozytywnego  myślenia. Samo w sobie jest jak najbardziej pożądane, problem pojawia się, gdy chcemy widzieć tylko jasną stronę życia, nie akceptując i nie przyjmując do wiadomości tej ciemnej i wszystkich szarych stanów pośrednich. Odrzucane części tak czy inaczej będą się upominać o swoje.

Co zrobić gdy dusza boli? Nie przeczę, ból ten może wydawać się nie do zniesienia, może przyćmiewać wszystko inne, może nie dawać jeść i spać. Czasem trzeba o siebie zadbać, dać sobie trochę komfortu i odpoczynku. Ale żadna skrajność nie jest dobra. Całkowita ucieczka od bólu powoduje tylko coraz większe napięcie i dyskomfort. Pozornie może się wydawać, że nastąpiło polepszenie, ale najczęściej to tylko chwilowe. Z drugiej strony, nie chodzi też by się w tym bólu tarzać, jak to niektórzy lubią. Całkiem jak z tym przysłowiowym bolącym zębem, który z taką lubością dotykamy językiem, mimo, że wiemy, że boli. Złoty środek polega na tym, że potrafimy zaakceptować obecność bólu i cierpienia w naszym życiu. Tak bardzo chcemy czuć się dobrze, że nie dajemy sobie przestrzeni na smutek, żal, poczucie straty. Nie dajemy się tym odczuciom spokojnie wysycić. Dopiero wtedy można iść dalej. Z drugiej strony, ciągłe powracanie do trudnego wydarzenia może skończyć się czymś, co Eckhart Tolle nazywa tożsamością opartą na bólu. Polega to na tym, że definiujemy siebie samych na podstawie cierpień, jakie przeżyliśmy, nie mogąc się w efekcie od nich uwolnić.

Jest jeszcze ciekawa zależność między bólem a lękiem. Czasem mam wrażenie, że lęk przed bólem bywa często gorszy niż sam ból. Hamuje nas przed podejmowaniem wyzwań (ból porażki), przed ryzykowaniem wchodzenia w bliskie relacje (boję się znów zostać zraniona/y), przed doświadczaniem życia w nowy sposób. Jest to po części związane z tym jak łatwo uwarunkować jest odruch obronny na ból – gdy raz go doświadczymy, ciężko jest się przełamać.

Do tego dochodzi jeszcze bardzo ludzka skłonność do działania po najmniejszej linii oporu. Pisał o tym wielokrotnie Zbyszek Ryżak, zgadzam się z nim w tym, że coraz częściej szukamy prostych recept i prostych rozwiązań. Nie bez powodu taką popularnością cieszą się wszelkiego rodzaju jedyne, niepowtarzalne i w 100% skuteczne przepisy na sukces, na zarabianie pieniędzy, na szczęście. Zapominamy często, że życie musimy przeżyć sami, że wymaga to czasem wysiłku, że czasem trochę poboli. Poboli, poboli i przestanie, czasem wystarczy chwilę wytrzymać. Często okazuję się, że było warto pobyć trochę dzielnym i nie uciekać natychmiast, jak tylko troszkę zaboli.

Czasem trzeba doświadczyć bólu, by poczuć,  że się żyje. Skrajność w tym przypadku może stać się z oczywistych powodów niebezpieczna, ale w pewnych przypadkach ból wytrąca z letargu i pozwala zadać sobie pytanie „O co tu chodzi?” – o ile sami na to pozwolimy. Motywacja do zredukowania cierpienia może być ogromnym motorem napędowym prowadzącym ku wewnętrznej przemianie, może też wzmagać ucieczkę od doświadczania życia. Mamy wolny wybór.