“Mapa nie jest terytorium” stało się wszechobecnym sloganem spopularyzowanym przez różnej maści publikacje i kursy NLP. Szkoda by jednak było, by jak to ze sloganami bywa, idea pozostała tylko efektowną pustą skorupką, niesie bowiem w sobie wiele mądrości. Wszyscy jesteśmy z grubsza podobnie zbudowani, mamy oczy, które widzą, uszy, które słyszą i resztę zmysłów, będących naszym łącznikiem  z rzeczywistością. Nie doświadczamy jej więc bezpośrednio, lecz zawsze za pomocą tych biologicznych narzędzi. Dodatkowo, aby informacja zmysłowa dotarła do naszej świadomości, musi zostać w przetworzona i zinterpretowana przez mózg. Gdy to się stanie, doświadczamy subiektywnego kontaktu z rzeczywistością.

Istnieją więc dwa elementy niezbędne do kontaktu ze światem – zmysły i mózg. Jest to oczywiście wielkie uproszczenie, ale pozostańmy przy nim na potrzeby tego wywodu. Mózg działa jak filtr, pewne informacje wybierając, inne ignorując. Nadaje znaczenia, interpretuje, wnioskuje, w dużej mierze poza naszą kontrolą i świadomością. Przeróżne badania pokazują, że ogromna część aktywności umysłowej jest automatyczna i odbywa się poza świadomością. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Przefiltrowane informacje, odpowiednio oznakowane, tworzą nasz wewnętrzny model świata. Posługujemy się nim jak mapą, wiemy co gdzie jest, jakie jest, wiemy czego się spodziewać i czego oczekiwać. I tak jak mapa jest tylko schematycznym odzwierciedleniem terytorium, tak nasz model rzeczywistości jest tylko schematem realnego świata. Gdyby mapa miała być tak szczegółowa jak teren, który opisuje, musiałaby być tak wielka jak tenże teren. Nie spełniałaby tym samym swojej funkcji. Patrząc na mapę zdajemy sobie sprawę, że te cienkie zielone linie to są polne ścieżki, ale nie wiemy już, że przy którejś konkretnej ścieżce stoi domek, w którym mieszka pewien szalony artysta z piętnastoma kotami i psem. Aby się tego dowiedzieć musimy pójść do lasu i sprawdzić co tam faktycznie się znajduje. Biorąc mapę do ręki, przychodzi nam do głowy, by sprawdzić czy jest aktualna. Tyle się w świecie zmienia, powstają nowe osady, nowe drogi, stare stają się nieprzejezdne, jeziora wysychają, powstają tamy, zmieniają się nazwy ulic i granice państw. Raczej nie zaufamy mapie sprzed 20 lat. Mapy same w sobie też bywają różne. Mapa polityczna wygląda zupełnie inaczej niż fizyczna czy wojskowa, mimo, że opisują teortycznie tę samą rzeczywistość. Podobnie jest z naszymi umysłowymi modelami, czy też jak nazywa je Robert Anton Wilson (Jacenty, dzięki za inspirację) tunelami rzeczywistości. Z tą “drobną” różnicą, że w tym przypadku ile ludzi, tylu “kartografów”. Każda nasza umysłowa mapa jest inna, bo została ukształtowana przez indywidualny i unikalny zestaw czynników takich jak wychowanie, kultura, doświadczenia, genotyp… Każda informacja jest odbierana przez jedyny w swoim rodzaju układ nerwowy i przepuszczana przez jedyny w swoim rodzaju umysłowy filtr. Nie docieramy do “prawdy”, do “obiektywnej” rzeczywistości, a jedynie do jednego z jej możliwych obrazów. Jak pisze Wilson,

(…) Nie postrzegamy “rzeczywistości”, lecz pobieramy sygnały z otoczenia, nadając im tak błyskawicznie postać domysłów, że nawet nie zauważamy towarzyszącego temu procesu myślowego.[1]

No właśnie, choć nie jest trudno zgodzić się z ideą, że każdy z nas inaczej postrzega świat, mam wrażenie, że nagminnie o tym zapominamy. I właściwie nic w tym dziwnego, gdyż duża część naszej kultury oparta jest na logice arystotelesowskiej, która zakłada stałość rzeczy i istnienie jakiejś obiektywnej “rzeczywistości”. W naszym świecie ceni się obiektywizm, racjonalność i zdrowy rozsądek, jeśli za bardzo zatapiamy się w “być może” i “to zależy”, możemy stracić wiarygodność.  Poza tym, o wiele łatwiej jest żyć w przekonaniu, że posiadamy jakiś “prawdziwy” obraz świata.

Nasze mapy i modele świata – tunele rzeczywistości – zawsze obejmują tylko roboczy, niepełny model świata, nad którym cały czas pracujemy i niewykluczone, że nigdy go nie dokończymy. Taki z życia wzięty model powinien przecież obejmować mnie, ciebie oraz wszystkie inne czujące istoty zamieszkujące czasoprzestrzeń, a także ich wrażenia lub/i myśli. Skoro zaś nikt nie dysponuje wystarczającą wiedzą, by go porządnie skonstruować, nikt w pełni nie rozumie świata.[1]

Warto uświadomić sobie konsekwencje jakie niesie za sobą stwierdzenie hrabiego Korzybskiego, że mapa nie jest terytorium oraz tego, jakie właściwości mają nasze mapy. Przede wszystkim, spotykając drugiego człowieka, natrafiamy na drugi złożony system przetwarzający informacje, który widzi inaczej, czuje inaczej, wnioskuje inaczej… To niby banalne stwierdzenia, ale ile kłótni, nieporozumień i konfliktów pojawia się tylko dlatego, że nie bierzemy tego pod uwagę? Ty to widzisz tak, jak to widzę inaczej – świetnie. Dlaczego więc tak często pojawia się przekonanie, że ten drugi jest głupszy, gorszy, a w najlepszym wypadku nie widzi tego, jak jest “naprawdę”? Po drugie, każdy z nas ma jakiś system założeń dotyczących świata. Te założenia są bardzo często nieuświadomione i niewypowiedziane. W przypadku istotnych kwestii warto sprawdzić jakie my sami posiadamy założenia i porównać je z założeniami drugiej osoby. Bo choć możemy używać tych samych słów, to są duże szanse, że znaczenie nadajemy im zupełnie inne. I o ile w przypadku pojęć konkretnych, uzgodnienie jest dość proste (“To jest krzesło” – i pokazujemy palcem, co mamy na myśli), to gdy dochodzimy do abstrakcji, zaczynają się schody. Pomyślcie, jak wiele znaczeń, często trudnych do przekazania, kryje się za naszym indywidualnym rozumieniem słów takich jak miłość, bliskość, pokój, itd. Komunikacja jest w pewnym sensie ciągłym procesem uzgadniania znaczeń pojęć jakimi się posługujemy. A przynajmniej powinna być, jeśli faktycznie zależy nam na dotarciu do modeli innych niż własny. Dariusz Misiuna zauważa, że

(…) prawda jest czymś subiektywnym dla każdej jednostki, ponieważ nikt z nas tak naprawdę nie mówi tym samym językiem. Wypowiadamy te same słowa, ale rozumiemy je w odmienny sposób. Nasza wolność wynika z tego, że potrafimy to dostrzec. Kiedy zaś jesteśmy zaślepieni przyswojoną sobie mapą i staramy się gwałtem narzucić ją innym, niszczymy otaczającą nas przestrzeń doświadczenia. [2]

Dlatego namawiam do eksplorowania swoich tuneli rzeczywistości, ba, nawet do ich poszerzania i wzbogacania. A już chwila zastanowienia się nad tym, jak ktoś z takimi czy innymi doświadczeniami może postrzegać daną sytuację, bardzo pomaga w zrozumieniu drugiego człowieka i w znalezieniu jakiejś płaszczyzny porozumienia. Każdy z nas ma własną mapę, ale możemy przecież zaglądać sobie nawzajem przez ramię i dopytywać się o interesujące nas obiekty, możemy rysować nowe drogi, możemy aktualizować mapy. Akceptując przy tym wszystkim fakt, że zawsze będziemy nakładać na rzeczywistość jakieś filtry, a pocieszając się tym, że świadomość ich istnienia może wzbogacić nasze doświadczenie świata. A na koniec zabawna anegdota z życia wspomnianego już Alfreda Korzybskiego.

W czasie pewnego wykładu dla studentów Korzybski wyjął zawinięte w biały papier pudełko ciastek. Wyjaśnił, że musi coś zjeść, po czym zaproponował studentom pierwszego rzędu, by także się poczęstowali. Wszyscy jedli ze smakiem, gdy Korzybski szybkim ruchem zerwał biały papier z pudełka, ujawniając oryginalne opakowanie – duże zdjęcie głowy psa z napisem “Ciastka dla psów”. Studenci zareagowali z przerażeniem, dwoje nawet wybiegło wymiotować do toalety. Korzybski skomentował to następująco: “Drodzy Państwo, właśnie zademonstrowałem, że ludzie nie tylko jedzą pokarmy, ale także słowa, i że smak tych pierwszych często zdominowany jest smakiem drugich”. Ten żart posłużył zilustrowaniu powstawania problemów międzyludzkich, których początek bierze się z niezrozumienia, czy też łączenia w jedno, różnych, czasem przeciwstawnych sformułowań językowych, ostatecznie zawodzących w próbie opisywania rzeczywistości. [3]


[1] Robert Anton Wilson, Psychologia kwantowa, Okultura, Warszawa 2008 [2] http://www.okultura.pl/texts/wolnosc.html [3] http://pl.wikipedia.org/wiki/Alfred_Korzybski Creative Commons License photo credit: ToNToN CoPT


  1. Bardzo ważny temat, a który przeważnie przechodzi gdzieś obok nas. Potrafimy ocenić innych według tego jak sami postrzegamy świat. To dość zgubne, jak zauważyłaś, bo albo podchodzimy bardzo subiektywnie do różnych tematów lub staramy się być obiektywni… a obiektywność nie istnieje. Możemy próbować się do niej zbliżyć. Stąd przeważnie staram się zrozumieć postępowanie, zachowania innych, z czego one wynikają jeśli różnią się od moich. I też przyznam, że poprzedni Twój post oceniłem przez swoje filtry (mam jednak nadzieję, że dość wyraźnie to zaznaczyłem).

    Sam o tym kiedyś pisałem tutaj, więc mam lekcję do odrobienia 🙂

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  2. Asiu
    odczułem wielką radość, gdy przeczytałem Twój post. Tunel rzeczywistości, w którym świetnie czuł się Robert Anton Wilson to świat bardzo mi bliski. Czasem bywa w nim zagadkowo, niekiedy sarkastycznie, innym razem śmiesznie aż do łez, ale nigdy nie jest tu nudno. Gdy po wielu latach trzymania się przeróżnych teorii rzeczywistości natknąłem się na R.A. Wilsona doświadczyłem coś niesamowicie dziwnego. Cała dotychczasowa misternie tkana przez lata mapa, którą utożsamiałem z terytorium runęła. Można powiedzieć, że w pewnym sensie świat usunął mi się spod nóg. Z reguły w takiej sytuacji, gdy nasze wierzenia się rozpadają, odczuwamy swoistą dezorientację. Wujek Bob 🙂 podarował mi pewien bardzo cenny dar – poczucie, że pływając w niepewności można odczuwać prawdziwą radość wolności.

  3. @Orest: wiesz, myślę, że każdy z nas w jakimś stopniu ocenia swoją miarą. Może chodzi o to, by zaopatrzyć się w zestaw różnorodnych miarek?
    @Jacenty: może to, co pisze Wilson nie było dla mnie jakimś gigantycznym objawieniem, ale forma i sposób powiązania elementów bywa zaskakująca i bardzo mi odpowiada. Chętnie sięgnę po inne jego książki.

  4. Ja najlepiej bawiłem się czytając “Kosmiczny spust, czyli tajemnica iluminatów”. Cudowna książka Roberta Antona Wilsona, po prostu cudowna. Po raz pierwszy w życiu czytając książkę tak się śmiałem, że aż rozbolały mnie mięśnie brzucha 🙂

    Tak odnośnie zmiany tuneli rzeczywistości jeśli idzie o kino – ostatnio oglądałem Vicki, Cristina, Barcelona – Woody Alena 🙂 Ja generalnie uwielbiam humor Allena 🙂 i coś co wywraca do góry nogami tunele naszej polskiej rzeczywistości – klimat w filmach Pedro Almodovara 🙂

  5. hmm..z innej dyskusji w której wzięłam udział-doszłam do wniosku jak często używamy pojęcia “prawdziwa miłość”…”dobry udany związek”…ciekawe jak inaczej je interpretujemy.

    Jak często ja myliłam “prawdziwą miłość” z fascynacją drugą osobą, zakochaniem…i iluzjami na temat drugiej osoby- jaka ona jest.

    i ile bólu to może powodować.

    Cóż -ciekawe jest to, że mamy pewne wyobrażenia na ten temat i mocno się tego trzymamy.

    a jak życie nam te wyobrażenia rozwala- to czujemy chaos…

    Hmmm…

  6. Z “szamańskiego” (wg. Carlosa Castanedy) punktu widzenia, żyjemy w kokonie na który wyświetlamy własne filmy – dosłownie budujemy nasz świat mówiąc do siebie, wciąż komentując to co widzimy.

    Cokolwiek zobaczymy, odpala w naszym umyśle wszelkie skojarzone z daną sceną wcześniejsze wyobrażenia i od tego momentu nie widzimy tej rzeczy tylko nasze o niej wyobrażenie. Dlatego np. idąc o zmierzchu przez las, w otaczających nas cieniach widzimy różne rzeczy których tam nie ma.

    Zatrzymanie tego “mówienia do siebie” Castaneda nazywa “zatrzymaniem świata”. Możemy wówczas zobaczyć świat jako opływające nas fale energii – coś czego nie potrafimy nazwać bo nie mamy na to słów.

    Starożytni mieli na to wiele słów – np. chińskie Tao, hinduska Dharma. Platon mówił o tym w analogii o ludziach mieszkających w jaskini i patrzących na cienie na ścianie jako ich cały świat.

    Szamani wg. Castanedy zatrzymują świat za pomocą “właściwego chodzenia” – polega ono na chodzeniu z uwagą skoncentrowaną na odczuwaniu ciała – m.in. skupieniu uwagi na ciele służy nietypowa pozycja dłoni i palców, oraz spojrzeniu utkwionym gdzieś pomiędzy horyzontem a stopami – przy jednoczesnym lekkim zezowaniu. Zezowanie powoduje rozszczepienie obrazów z jednego i drugiego oka. Powoduje to zalanie umysłu obrazami, przez co nie jest on w stanie nazywać tego co widzi i milknie. Można pogłębić ten efekt poprzez powolne kręcenie głową bez poruszania oczami – tak by obraz się przemieszczał w lewo i prawo – rodzaj “omiatania otoczenia”.

    Jak pisze Castaneda, różny jest czas milczenia, jakiego człowiek potrzebuje aby zatrzymać świat – jeden osiągnie to po kilku minutach, inny po godzinach. Cisza “kumuluje” się w nas i w pewnym momencie zaczynamy dostrzegać przebłyski “prawdziwego” świata. Jednym z objawów jest uczucie lekkości – czujemy się tak jakbyśmy płynęli nad ziemią, z pewnym wysiłkiem wracamy do normalnego sposobu myślenia i ciągłego nazywania rzeczy – jak przy wychodzeniu z bardzo głębokiej medytacji.

    Stosowałem właściwy chód wiele razy i za każdym razem byłem zdumiony.

    Pozdrawiam
    Leszek Cyfer

  7. Witaj Leszku, lubię czytac twoje pisanie, śnienie jest cudowne, zwłaszcza 2 brama snu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share