Jestem przekonana o tym, że życie jest dla nas wspaniałą możliwością do rozwoju i nauki. Niektórzy idą nawet dalej, mówiąc, że życie to jedna wielka lekcja. Inni, jak Neal Walsh, uważają, że wręcz przeciwnie, życie wcale nie jest lekcją, którą mamy odrabiać, za to jest świetną okazją do poznania naszej prawdziwej natury. Jeszcze inni twierdzą, że życie jest tym, czym chcemy, żeby było. Jeśli spodziewamy się lekcji, dostaniemy lekcje, jeśli spodziewamy się miłej i przyjemnej ziemskiej podróży,  to też otrzymamy.

Nasze życiowe doświadczenia przybierają przeróżne formy, czasem są wyzwaniami stawianymi wprost, czasem życie delikatnie nas popycha w jakimś kierunku, a czasem…czasem wszystko trzęsie się, zmienia, wymyka spod kontroli i poddajemy w wątpliwość jakąkolwiek sensowność danych wydarzeń. Mamy poczucie, że to zbyt wiele jak na jednego człowieka, pojawia się lęk. Pema Cziendryn pisze:

Lęk jest powszechnym doświadczeniem, doznają go nawet najmniejsze istoty. Miękkie ciała morskich stworzeń pozostające na morskim brzegu po odpływie instynktownie kurczą się pod dotknięciem naszych palców. Wszystko, co żyje, podobnie reaguje na zagrożenie. Odczuwać lęk w obliczu nieznanego nie jest zatem rzeczą niezwykłą. To nieodłączny aspekt życia czujących istot, wspólny nam wszystkim. Lękiem reagujemy na samotność, śmierć lub utratę poczucia bezpieczeństwa. Lęk jest naturalną reakcją, gdy zbliżamy się do prawdy.

(Pema Cziendryn, “Kiedy życie nas przerasta”)

Niektórzy z kręgów rozwoju osobistego twierdzą, że zawsze dostajemy tyle, ile jesteśmy w stanie unieść. Potencjalnie. Nie znaczy, że zawsze to uniesiemy, raczej to, że nadszedł odpowiedni moment na jakąś przemianę.

Nauczyłam się z pokorą podchodzić do takich burzliwych okresów. Nie oznacza to, że znoszę je ze stoickim spokojem, absolutnie nie. Miewam momenty paniki (Wtedy najczęściej panicznie krzyczę: “Ratunku!”, co jest niegłupim wyjściem, jak się okazuje, bo wtedy pomoc naprawdę przychodzi), nachodzi mnie zwątpienie (“Jeśli tak ma wyglądać rozwój, to ja już bardzo dziękuję. Dziękuję, nie.”), bywam spięta, co odbija się w przykry sposób na moim organizmie i generalnie bywam dość niespokojna. Ale gdzieś w środku, bardzo głęboko tkwi głos, który szepcze (a czasem traci cierpliwość i wrzeszczy), że to wszystko ma sens, jest ważne i potrzebne. Czasem głos dochodzi od jakiejś mądrej i życzliwej osoby, która mówi “Dasz radę i przejdziesz przez to”.

Zauważyłam też, że stopień zamieszania wewnętrznego jest wprost proporcjonalny do wielkości “tematu”, z którym mamy do czynienia. Im większa sprawa, im głębszych warstw psychiki dotykamy, tym większy szok dla systemu. Jeśli doświadczenie życiowe jest wyzwaniem dla naszych starych i zasiedziałych wzorców, na które w końcu przyszedł czas, to konfuzja będzie wręcz spektakularna. Cóż, żeby coś wytrząsnąć, trzeba porządnie potrząsnąć. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, jeśli sygnał jest niewielki (miewam lekkie bóle głowy) to istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że go weźmiemy pod uwagę i jeszcze coś z tym zrobimy, niż gdy sygnał jest poważniejszy (zapadam na poważną chorobę). Może gdybyśmy słuchali mniej intensywnych informacji, nie byłyby potrzebne życiowe katastrofy? A może w naszej naturze leży lubowanie się w katastrofach?

Typowym symptomem, że zachodzą ważne przemiany wewnątrz nas, lub że takie przemiany są potrzebne, jest pojawienie się sytuacji, które w jakiś sposób znamy, ale tym razem nie udaje się tak łatwo, jak dotychczas, uciec. Pewne schematy zachowań, reagowania czy sposobów wchodzenia w relacje powtarzają się w naszym życiu. Możemy traktować je jako normalne, bo innych nie znamy. Możemy traktować je jako zło konieczne, bo nie potrafimy inaczej (choć wiemy już, że można). Aż przychodzi moment, w którym okazuje się, że jeśli nie zmienimy swoich schematów to a) nastąpi koniec świata b) stracimy coś bardzo ważnego c) nie wytrzymamy tego dłużej (lista ta bynajmniej nie wyczerpuje wszystkich możliwości). Oczywiście, nawet z takich sytuacji można uciec, nie ucząc się niczego nowego i powielając stare wzorce. W końcu to nasza wolna wola, co zrobimy, wszechświat może chcieć dla nas jak najlepiej, ale to my dokonujemy zmian lub przynajmniej na nie przyzwalamy.

Wracając do symptomów. Ariel, autor bloga You are Truly Loved, ukuł określenie “confusionism” odnoszące się do stanu emocji i umysłu w czasie intensywnych transformacji. Pisze on, że przechodzimy przez cykle jasności i pomieszania; dochodzimy do zrozumienia, a później znów coś się mgli. Gdy przychodzą zmiany, umysł (nasze nawyki, przyzwyczajenia) trzyma się tego, co zna, a rzeczywistość pokazuje, że potrzeba czegoś innego, to już nie zdaje egzaminu. Nie wiadomo wtedy co zrobić. Przychodzi zwątpienie, zdezorientowanie, zagubienie.

Co z tym zrobić?

Przede wszystkim zaakceptować, że okres zamętu jest elementem całego procesu zmiany i wzrastania. To normalne, że gdy wszystko się zmienia, nie możemy się w tym połapać. Normalne jest też, że miewamy kryzysy i zaczynamy wątpić w sensowność wspomnianego procesu. Kto czasem nie tęskni za stabilizacją i świętym spokojem? Pocieszeniem może być jedynie świadomość, że czas spokoju również przychodzi, na zmianę z czasem zamętu, taka natura naszego świata – cykliczność przeciwstawnych energii.

Gdy przychodzi zamęt, staramy się często zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Ariel pisze, że należy się raczej w takim momencie poddać mgle, nie analizując ani nie szukając racjonalnych wyjaśnień. Ze swojego doświadczenia wiem z kolei, że zrozumienie często pomaga w ukojeniu nerwów. Pewnie nie każdy potrafi tak z zaufaniem zapaść się w odmęty nieznanego i normalne jest, że szukamy jakiegoś punktu zaczepienia. Myślę, że szukanie wyjaśnień ma sens, o ile nie zafiksujemy się na tym i nie odłączymy tego, co faktycznie jest tu i teraz. Intelektualizowanie bowiem jest fantastycznym narzędziem odłączającym nas od rzeczywistości, więc trzeba uważać by się paradoksalnie jeszcze bardziej nie zagubić i nie zamotać szukając wyjaśnień. Czasem faktycznie lepiej jest poddać się swoim odczuciom, zagłębić w emocje i poczuć ich prawdziwą energię.

Kiedy nasz świat się rozpada i nagle stajemy w obliczu niewiadomego, jest to moment próby. Należy wówczas zatrzymać się, nie usiłując niczego definiować. Istotą podróży duchowej nie jest szukanie nieba czy jakiejś krainy szczęśliwości.

(Pema Cziendryn, “Kiedy życie nas przerasta”)

Gdy już uda się nam przetrwać ten trudny okres, gdy dotrze do naszych zakutych łebków co trzeba zmienić i zrobimy to, przychodzi nagroda. Nagrodą jest poczucie jasności i przejrzystości oraz poczucie “przepracowania” kolejnego trudnego życiowego i psychicznego kawałka (jest to ulotne i chwilowe, ale to zawsze coś…). I nic dziwnego, że często ludzie odczuwają zmęczenie (psychiczne i fizyczne), jakby przerzucili tonę węgla, w końcu przekształcenie wzorców myślenia i reagowania to wymagające zadanie. Teraz należy dać sobie przestrzeń, by zmiany okrzepły, warto zadbać o siebie i swoje samopoczucie. Jednak nie ma co się oszukiwać, kolejny kawałek już stoi w kolejce – a jak go nie dostrzeżemy, to będzie się dobijać…do skutku. Jego czas przyjdzie za rok, miesiąc lub za tydzień… a potem kolejny i kolejny. Ale to tylko znaczy, że odrzucamy kolejne warstwy niepotrzebnych już elementów i mamy coraz czystszy dostęp do tego, kim naprawdę jesteśmy, do naszej pięknej i prawdziwej natury.

  1. Asia, od pewnego czasu mam wrażenie, że Twoje teksty są bardzo ciężkie. Zastanawiam się czy ja, szary ludzik, jestem targetem. Jeśli tak to poprosze tak bardziej po ludzku 🙂

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

    1. Orest, dzięki za informację zwrotną, przemyślę sprawę. A powiedz coś więcej, co to znaczy “ciężkie”? Albo czego bardziej byś oczekiwał?

  2. Joasiu, dziękuję Ci za ten “odpowiedni” tekst w odpowiednim dla mnie czasie…słowa oczywiste, prawdziwe, przypomniały mi o tym, że mam skrzydła, których mogę użyć, by się wznieść…przestaną być wtedy dla mnie tylko ciężarem.
    Pozdrawiam serdecznie wdzięcznym sercem:)

  3. bardzo klarowny tekst i podtrzymujący na duchu w czasie mojego zamętu 😉 dziękuję ;]

  4. Już dopowiam 🙂
    Chodzi o to, że w pewne fragmenty tekstu trzeba się wgryźć, aby wyciągnąć jego sens. Przykład:
    “Jeśli doświadczenie życiowe jest wyzwaniem dla naszych starych i zasiedziałych wzorców, na które w końcu przyszedł czas, to konfuzja będzie wręcz spektakularna. Cóż, żeby coś wytrząsnąć, trzeba porządnie potrząsnąć. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, jeśli sygnał jest niewielki (miewam lekkie bóle głowy) to istnieje mniejsze prawdopodobieństwo, że go weźmiemy pod uwagę i jeszcze coś z tym zrobimy, niż gdy sygnał jest poważniejszy (zapadam na poważną chorobę).”

    Te podkreślone fragmenty każą się zatrzymać, przeczytać raz jeszcze, cofnąć się. U mnie działa to tak, że jak czytam to lubię się zatrzymywać tylko po to, aby zobaczyć jak u mnie wygląda sprawa. Jeśli zatrzymuję się z innego powodu, to nie mogę pomyśleć jak to u mnie jest. Dopiero przy 3 czytaniu mogłem się zatrzymywać tak jak chciałem.
    Być może dla kogoś kto miał styczność z psychologią akademicką tekst jest lekki. Jestem samoukiem życiowym i do pewnych sformułowań oraz konstrukcji po prostu nie jestem przyzwyczajony 🙂 Jeśli jeszcze jakoś mógłby wyjaśnić, to bardzo chętnie. A i nie traktuj tego jako opini decydującej, bo jestem jakimś małym promilem Czytelników 🙂

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  5. Ups… podkreślenia nie zadziałały. Chodziło o zwroty:
    – konfuzja będzie wręcz spektakularna,
    – coś wytrząsnąć, trzeba porządnie potrząsnąć,
    – sygnał jest niewielki.

  6. Dziekuję Asiu za ten tekst, a wszystkim którzy przechodzą okres zamętu, życzę dużo siły. Okres zamętu w życiu może być bardzo trudny, zwłaszcza gdy nas zaskakuje i gdy absolutnie nie mamy na niego wpływu (utrata pracy, odejscie bliskiej osoby). I choć burzy całkowicie nasz świat i chcemy się schować, tak jak zwierzęta w cytowanym przez Ciebie Asiu tekście, a nawet zniknąć, to warto go prześć ,wkładając w tą drogę dużo cierpliwości i pokory, a siła jaką uzyskujemy z danego doświadczenia, warta jest tego.
    Pozdrawiam Alex

  7. W każdym z nas jak mi się zdaje istnieje potrzeba zrozumienia DLACZEGO? – Dlaczego to, dlaczego tamto się wydarzyło, czy wydarza. Czasem zachowujemy się jak dobrze wyćwiczona małpa, od której w końcu w pewnym sensie pochodzimy (w co tak zwani kreacjoniści wątpią, powołując się na Księgę zwaną Biblią) 🙂 Musiałem, musiałem wstawić religijny wtręt haha 🙂 Ale do rzeczy. Być może pytanie DLACZEGO? to z natury bardzo ograniczona Kapliczka? Z doświadczenia wiemy, że każdy skutek ma przyczynę. Ale czy przyczynowo – skutkowe zależności możemy z całą pewnością uznać za jedyne procesy kreujące rzeczywistość. Otóż wierzą w to naukowcy. Od dzieciństwa ukazuje się nam przyczynowo – skutkowy tunel rzeczywistości jako wielkie wszechogarniające monstrum, które sprawuje nad wszystkim władzę absolutną. To monstrum w Buddyzmie nosi wdzięczną nazwę KARMA. Niejaki Carl Gustav Jung oraz Wolfgang Pauli swego czasu napomknęli o pewnym intrygującym procesie, który określili roboczo mianem synchroniczności. Nie wiem, czy trudy losu pojawiają się dlatego, żebym się czegoś nauczył, czy dlatego, że tak sobie wybrałem zanim się urodziłem, czy też dlatego, że tyle mogę udźwignąć, czy może dlatego, że Bóg to cholernie złośliwa istota, lub dlatego, że decyduje o tym przypadek (ten ostatni to aksjomat religii naukowego materializmu). Być może pytanie dlaczego to rodzaj pewnego absurdalnego nawyku zniewalającego od wczesnego dzieciństwa nasze biedne mózgi. Może zamiast pytać DLACZEGO można by zadać inne pytanie: “Co ma tendencję, aby wydarzać się równolegle?” (w myśli idei synchroniczności). Może powinniśmy poszukać jeszcze jakiegoś innego sposobu wyjaśniania?

    Oreście
    co do stopnia trudności tekstu, który napisała Asia (moim zdaniem bardzo dobrego tekstu), myślę, że warto czasem potraktować trudności, o których wspominasz jak wyzwanie, swoisty trening mózgownicy, która ma tę cholerną tendencję do lenistwa 😉 Tak jak brzuszki czynią brzuszek seksownie zgrabniutkim 🙂 tak też bardziej złożony język czyni mózgownicę bardziej prężną 🙂

  8. Jacenty:
    Zdecydowanie lubię gimnastykę mózgownicy, ale w wersji słowno-dźwiękowej i to gdy coś nowego tworzę. Gdy prezentuję wyniki swoich dociekań, to dbam o to, aby przedstawi je jak najprościej. Ot takie mam już podejście 🙂 Stąd ze względu na mój szacunek do Asi postanowiłem napisać o swoim wrażeniu.

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  9. Życie generalnie jest ciagłą zmianą,dzień dzisiejszy jest niepodobny do wczorajszego…piszę same banały…zbudowani jesteśmy z emocji,swoje przeżycia i doswiadczenia najchętniej rozbieramy na małe fragmenciki i szukamy odpowiedzi dlaczego…popełniamy błędy i najczęściej się na nich nie uczymy. Kończymy jakiś etap w życiu i oglądamy się za siebie,a może jednak,a może mogło byc inaczej,może nie powinnam tak postapić. Wybieramy prawdę,ale ona często boli..to nic,tłumaczymy sobie,że ona nas wyzwala,nawet jeśli cena tego wyzwolenia jest samotność (mamy nadzieję,że jedynie na trochę,że to jedynie stan ducha). niestety przychodzą takie mysli czy mądrością czy też głupotą jest unikanie prawdy……

  10. “Niektórzy idą nawet dalej, mówiąc, że życie to jedna wielka lekcja. (cytat?) Inni, jak Neal Walsh, uważają, że wręcz przeciwnie, życie wcale nie jest lekcją, którą mamy odrabiać, za to jest świetną okazją do poznania naszej prawdziwej natury. Jeszcze inni twierdzą, że życie jest tym, czym chcemy, żeby było. Jeśli spodziewamy się lekcji, dostaniemy lekcje, jeśli spodziewamy się miłej i przyjemnej ziemskiej podróży, to też otrzymamy.”

    – to ciekawe bo akurat ostatnimi dniami zastanawiałem. I do jakich doszedłem wniosków? Że życie jest wszystkim po trochu i niczym w szczególności.. 😉

    A tak podchodząc do sprawy nieco bardziej praktycznie, to myślę że jednaki akcent należy stawiać i na naukę i nan zabawę. Choćby z tej prostej przyczyny, że nauka najlepiej wchodzi poprzez zabawę. 😉

    Asiu, bardzo fajny, pogodny blog, sporo ciekawych artykułów, które ze mną “grają”. Widzę że czytasz niektóre z książek, które sam ostatnio przeczytałem (Heller, Davies i Wilson). Są one niezłym przykładem, że również w nauce drzemie duch! 🙂

  11. Dziękuję za ten tekst. Robi się po nim jakby … jaśniej. Przejrzałam wasze komentarze i przyszła mi do głowy pewna myśl.
    Po niedawnej lekturze “Manuskryptu Voynicha” Thierry Maugenest’a zadałam sobie pytanie czy chciałabym poznać prawdę niezależnie od ceny? Całe moje jestestwo powiedziało TAK, że za wszelką cenę w mistycznym i metafizycznym sensie. Okazało się, że prawda przyszła w rzeczywistości (bolesne rozstanie z miłością!) a jej zaakceptowanie wymaga niewyobrażalnego wręcz wysiłku. I gdy na tę prawdę patrzę marzy mi się jednak często by wrócić do “ciemności/oszukiwania” tego stanu “przed” mimo, że uwierał.
    To paradoks, który w nas tkwi, pragnąć prawdy i cierpieć.

  12. Wiesz Monika, przypomniał mi się taki tekst jednego z klasyków psychologii, Abrahama Maslowa, na temat rozwoju i obrony. W każdym z nas są te dwie tendencje i chyba chodzi o to, by ta rozwojowa była odrobinkę większa niż ta obronna… to, że boli, pokazuje, że potrzeba ochrony tego co jest, poczucia komfortu, itd, została naruszona. Ale jeśli jest naruszona w imię poszerzania swoich granic poznania, odczuwania, bycia, to chyba tak musi być…

  13. Ostatnio, bardzo świeżutko przeżywałam kolejną smugę cienia w swoim życiu. Mam na widoku wypisaną sentencję :
    “Życie nie wymierza kar ani nagród.Każdy z nas ponosi wyłącznie konsekwencje swojego własnego sposobu myślenia i postępowania” i
    “Każdy z nas ma swoją misje do spełnienia ” … chyba, a pytania dlaczego ?
    Przekonanie, że prawda ” nasza” wyzwala nas, z upływem, czasu znów inspiruje do wątpliwości – czy po raz kolejny nie zrobiłam z siebie idiotki wychodząc poza schematy?
    Bardzo bym chciała uczyć się na swoich błędach a mimo słusznego wieku wciąż sama siebie wkręcam w sytuacje niekomfortowe, delikatnie mówiąc.
    Precyzyjnie ujęte – by ta sfera rozwoju była silniejsza od tej obronnej. I pytanie – jak sprowadzać te doświadczenia do poszerzania poznania, rozumienia, odczuwania i nie izolować się od ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share