Powraca do mnie temat niewiedzy i niepewności. Jakiś czas temu pisałam o niewiedzy związanej z brakiem pewnych informacji, dziś chciałabym porozważać niepewność, która wynika z nieznajomości przyszłości.

Już samo sformułowanie, że nie znamy przyszłości wydaje się oczywiste, więc nad czym się tu rozwodzić? Większość z nas nie ma najmniejszego pojęcia co się wydarzy za rok, miesiąc, tydzień, czy nawet w ciągu kilku następnych chwil. Możemy planować i przewidywać, bardzo często też oczekujemy, ale nigdy nie mamy podstaw by wiedzieć na pewno. 

Wyobrażenia, oczekiwania a rzeczywistość

Dlaczego więc nasza ludzka natura jest tak uparta i nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że niepewność jest nieodłącznym elementem istnienia?

Umysł ludzki ma to do siebie, że się przywiązuje. Tak więc każdy pomysł, który pojawia się w naszej głowie i dotyczy tego jak powinno być teraz lub w przyszłości, jest kuszącym obrazem, który dość trudno odłożyć na bok. A trzeba to choć czasem zrobić, aby móc spojrzeć na to, jak naprawdę chwila obecna wygląda.

Trzymając się swoich wyobrażeń i oczekiwań odrzucamy rzeczywistość taką, jaka ona jest. Bywa różna. Oceniamy ją rozmaicie, jako przyjemną lub nieprzyjemną, pożądaną lub niepożądaną. Ale zauważcie, że punktem odniesienia tych ocen jest coś nieistniejącego – coś co istniało kiedyś albo co chcielibyśmy by istniało. Zawsze jednak jest to jakieś wyobrażenie, a to co jest i tak po prostu jest. Może się w każdej chwili przekształcić w coś innego, w końcu zmienność i dynamika to nieodłączne elementy funkcjonowania naszego świata, ale chwila obecna jest tylko jedna. Jedyna i niepowtarzalna.

Oczywiście nie chcę negować wartości umiejętności ludzkiego umysłu do tworzenia planów, projektów i wyobrażeń. To są bardzo przydatne i potrzebne rzeczy, służące świadomemu kreowaniu swojej rzeczywistości. Moja przyjaciółka powiedziała mi dziś, że nie można nic tworzyć bez poczucia akceptacji, bo inaczej człowiek zagłębia się w kolejne warstwy iluzji, zaledwie myśląc o świecie, a nie patrząc na ten świat. Mogę próbować coś tworzyć i zmieniać, ale lepiej jest to robić w harmonii ze światem, zamiast stawiać mu opór. Bo opór rodzi ból i cierpienie.

A miało być tak pięknie

Na pewno każdy z Was doświadczył kiedyś cierpienia wynikającego z tego, że coś jest inaczej, niż byście chcieli. Coś się nie spełniło, zrealizowało inaczej niż zostało zaplanowane, jakieś oczekiwania nie zostały spełnione. To są normalne ludzkie reakcje i nie mam zamiaru przekonywać, że jesteśmy w stanie się ich pozbyć raz na zawsze. Wręcz przeciwnie, należy je zaakceptować, by znów nie stawać okoniem wobec naszej psychicznej rzeczywistości. Jednak odkrywając źródło cierpienia można przynieść sobie trochę ulgi, nie żyjemy w końcu po to, by się na tym pięknym świecie jedynie męczyć, a po to, by się rozwijać i czerpać radość z życia.

Co więc robić? Chyba pozostaje nauczyć się żyć z niepewnością. Bo może być tak, że gdy osiągniemy już jakąś pewność, bardzo szybko okaże się ona jeszcze jedną iluzją, która rozpryskując się i tak przyniesie kolejną dawkę bólu. Czasem przyjemnie jest pobyć sobie w iluzji. Czasem przyjemnie jest snuć wyobrażenia na temat tego jak powinno być albo jak byśmy chcieli żeby było. Marzyć? Koniecznie. Ale dobrze jest mieć świadomość, że koniec końców i tak nic nie wiadomo na pewno. Pewny może być jedynie dany moment, a pewności tej nabieramy przez bezpośrednie doświadczenie. Jeśli coś teraz czuję, widzę, dotykam, to zakładam, że jest to realne (pewnie nie zawsze jest, ale to już inna sprawa). Nie mogę jednak zakładać niezmienności tego czegoś, niezależnie czy jest to uczucie, sytuacja, człowiek czy przedmiot.

Z drugiej strony, mimo wszystko budujemy sobie w życiu pewne filary, które podtrzymują naszą stabilność. One są czymś pewnym, tym co daje nam oparcie i kierunek. Możemy się do nich zawsze albo prawie zawsze odnieść, nawet w chwilach największych zawirowań. Z pewnością mogą to być wartości, którymi kierujemy się w życiu. Nie zmienia to faktu, że i tak wszystko jest w większym lub mniejszym stopniu zmienne, nawet te główne filary, przecież czasem trzeba je odremontować 🙂

Nazywanie rzeczy bronią na niepewność

Przyszedł mi do głowy jeszcze jeden aspekt niepewności – potrzeba nazywania rzeczy. Wyobraźmy sobie jakąś relację miedzy dwiema osobami. Dzieje się między nimi *coś*. Potrafią określić jakość tego czegoś, że jest na przykład silne, niesamowite albo ekscytujące. Przynosi spokój albo niepokój albo, co ciekawsze, i jedno i drugie. To *coś* rozwija się na swój własny cosiowy sposób, płynie w te i wew tę, czasem łagodnieje, czasem się wzburza. Jest jakimś procesem. Jednak człowiek, w swej ludzkiej chęci ujarzmiania rzeczywistości i bycia pewnym, chce ten proces nazwać. Próbuje znaleźć określenia i mówi, że to przyjaźń, związek, fascynacja, nienawiść albo coś innego.

I w momencie nadania nazwy cała magia gdzieś się ulatnia, proces nie jest już wolnym i zmiennym *czymś*, bo zostaje uwięziony w okowach definicji. Teraz musi zacząć trzymać się definicji, etykiety. Gdy mimo wszystko w swej niesforności przestaje się jej trzymać, człowiek zaczyna się poważnie niepokoić. Odczuwa lęk i ból, bo gdy wydawało mu się, że udało się coś na chwilę zamrozić, zatrzymać i posiąść, to coś chce się zmieniać i wyrywać. Co jeśli okaże się czymś innym, niż temu człowiekowi się wydawało?

Jednak “czymś innym” nie znaczy złym czy gorszym, po prostu innym. To my określamy to, co jest zgodne z naszymi oczekiwaniami dobrym, a to, co niezgodne – złym.

I tak właśnie żyjemy, miotając się pomiędzy doświadczaniem magii przepływających procesów, a chęcią ich zatrzymania na jak najdłużej. Tak jest i już. Może tylko warto częściej dać tym procesom się dziać i cieszyć się tym, co przynoszą. Z drugiej strony nie zapominajmy też o tym, by dbać o siebie. Jeśli zmiana czy niepewność przynosi ból, warto zatroszczyć się o tę część, która cierpi. Nie negować, nie zagłuszać, a zapytać się, co możemy zrobić, by choć trochę sobie ulżyć. Do tego traktować siebie z wyrozumiałością oraz szukać stałości i pewności w przemijających chwilach, w każdym kolejnym tu i teraz. Bo to ono jest najpewniejsze.

Photo by Darran Shen on Unsplash

  1. Same mądre słowa Asiu. Piszesz “….odrzucamy rzeczywistość taką, jaka ona jest”. To jest największe źródło cierpienia – według zen, tao, Buddy i wszystkich innych tradycji. Rzeczywistość płynie. Nikt nie stara się zatrzymać chmur na niebie. Wiemy, że jedyną pewną rzeczą są zmiany. Wczoraj było słońce, dziś pada deszcz. Mniej więcej wiadomo co będzie jutro. Ale jaka pogoda będzie o tej porze za rok? Mój dziadek, rolnik, gdy go pytałem czy wie, jaka jutro będzie dobra pogoda mówił “wiem – będzie dobra albo nie będzie”. To “wiem” bierze się z głębokiej – nie papierowej wiedzy. W zen nazywają to “taitoku”. – Wiedza wynikając z bezpośredniego doświadczania rzeczywistości. Wiedza w kościach. Jak ją osiągnąć?
    …Ale się rozpisałem, ale to dlatego, że też mam fazę na ten temat. Zaraz napiszę coś u siebie. Może mi się uda odpowiedzieć na to pytanie.
    Dziękuję za ten tekst i pozdrawiam serdecznie, udanej końcówki wakacji.

  2. Witam,
    kolejny fantastyczny i prawdziwy tekst 🙂 Mam nadzieje, ze bedzie wiecej rad, jak sobie z tym miotaniem poradzic, bo mnie wychodzi czasem lepiej a czasem gorzej;) Chcialabym wszystko zaplanowac, uporzadkowac i przeraza mnie to, ze zycie zupelnie nic sobie nie robi z moich zalozen:) Poza tym cos co bylo marzeniem, po przetestowaniu, po kilku latach okazuje sie byc porazka-tak je przynajmniej okreslam. Wiec skoro nie mozemy wszystkiego przewidziec, to chyba rzeczywiscie pozostaje akceptacja tego, co przyniesie los. Przyznam ze dla mnie to strasznie trudna sprawa. Pozdrawiam serdecznie
    Ania

  3. Zbyszek wspomnial, ze nikt nie probuje zatrzymac chmur. Chetnie pociagne ten watek:
    spogladajac na niebo nigdy nie wpadloby mi do glowy pytanie, czy aby ta konstelacja chmur, ktora akurat dostrzegam, jest na pewno odpowiednia. Czy aby nie byloby lepiej, gdyby byla troche inna…? Troszeczke…
    Spogladajac na niebo przyjmuje kazda konstelacje. Absolutnie kazda. I kazda napawa mnie podziwem a jej ogladanie zawsze dostarcza wielkiej rozkoszy. Rowniez bezchmurne niebo nie budzi we mnie zadnych negatywnych odczuc.

    Dlaczego nie potrafie spojrzec na zycie w podobny sposob?
    Jedynym powodem jest moja pycha. I tylko ona.

    Dzisiaj wpadl mi w oczy cytat z Heraklita:
    “Twoja niewiarygodnosc jest przeszkoda dla prawdy, ktora z jej powodu nie moze byc rozpoznana przez innych” – bardzo mi sie spodobal.

    Powroce do chmur. Przedwczoraj zalalo nam sypialnie. Oberwanie chmury. Nie przezylem takiego od lat. Nie bylo mnie w domu bo droga z pracy do domu stala sie odyseja. Pol miasta zalane. Zona opowiadala, ze tuz przed ulewa podziwiala widowisko, jakiego jeszcze nie spotkala: niebo az granatowe a tarcza zachodzacego slonca jakby chylila sie ku horyzontowi na pierwszym planie majac chmury w tle. Krotko potem potop.
    Z zalanej sypialni nikt sie nie cieszy, lecz mimo to nie przyszloby zonie na mysl, by zalic sie na chmury. Rowniez dzisiaj opowiada o tym widoku z wypiekami na twarzy zloszczac sie… na nieszczelna elewacje. Na cos przeciez trzeba. Lecz kto wie, moze juz nawet na nia sie nie zlosci. Bo bylem u zarzadcy domu i dokonalismy ogledzin dachu i tarasu. Zarzadca zglosi wlascicielowi potrzebe nowego pokrycia i uszczelnienia dachu. Dostaniemy nowy taras a laminat w sypialni bedzie wymieniony.
    A chmury? Jak to chmury: przyszly i poszly. I nawet nie wiedzialy, jakie byly tym razem piekne. A nasze tarasowe problemy sa tylko i wylacznie nasze.

  4. Podoba mi się ta metafora z chmurami.
    A propos buddyjskich inspiracji, wpadła mi dziś “przypadkiem” ksiażka Pemy Chiedryn “Miejsca, które budzą lęk”, jest bardzo bardzo na temat. Dopiero zaczęłam czytać, ale i tak polecam dla ciekawych sposobów radzenia sobie z bólem i niepewnością związaną z przemijaniem i zmiennością życia.
    A poza tym, dochodzę do wniosku, że sama konfrontacja z lękiem przed nieznanym i niepewnym pomaga ogarnąć siebie. I akceptacja, że to wszystko może być długim procesem…ale w jakimś sensie pięknym.

  5. Waldek, pięknie to rozwinąłeś. Bardzo mi się podoba ta historia. Napisałeś, że przez pychę nie możesz patrzeć na życie w ten sposób. Pycha to jedna z chmur. Trzeba ją zaakceptować a też przypłynie. Wczoraj jak coś robiłem przyszło mi do głowy, że wszystko co ludzie piszą i mówią, w jakiejś części wiąże się z pychą i głupotą. Gdybyśmy naprawdę rozumieli i umieli i znali się na tym, o czym mówimy, to byśmy milczeli jak Budda pod swoim drzewem, albo przyglądali się kwiatom. Ale później pomyślałem – no to co? Pycha, póki cię nie zaślepia, jest czymś obojętnym. Czymś innym jest doświadczać pychy a czymś innym jest być przez nią zamroczony. Wystarczy widzieć ją jako kolejną chmurę.

    Pema Cziedryn – każda jej książka – jest doskonała. Polecam też jej mistrza Chongyama Trungpę. Udało mi się właśnie kupić jego “Szambala, święta ścieżka…” Za niewielką, używaną książeczkę (jakiś 150 stron) zapłaciłem prawie stówę! Mam nadzieję, że przynajmniej ją przeczytam 🙂

  6. Pyche nalezy zaakceptowac, spojrzec na nia, jak na jedna z chmur…
    Spojrzec…
    Byc moze zycie jest spojrzeniem. Obserwacja. Byc moze spogladajac na zycie, obserwujac je, jestem nagle w stanie dostrzec jego piekno. I pojawia sie rozkosz podobna do zachwytu jaki odczuwam obserwujac gre chmur na niebie – kalejdoskop stale zmieniajacych sie konstelacji, z ktorych zadna nie jest poprawniejsza, lepsza, doskonalsza od drugiej. Kazda jest doskonala taka, jaka jest. Bo kazda jest jedyna. Poprzedniej juz nie ma a nastepna dopiero nastanie. A jest tylko ta, ktora jest. I innej byc nie moze. Nie teraz.

    I zycie pewnie rowniez jest tylko te i takie, ktore teraz jest – zadne inne. Kazde inne: lepsze, optymalniejsze, idealniejsze, bogatsze jest zyciem, ktore nie istnieje. To iluzja, ktora jest rowniez jedna z chmur. Cala gama najrozniejszych chmur, ktore wspolnie tworza… No wlasnie, symfonie? Moze chaos?
    Nie wiem dlaczego, ale zawsze lubie przed koncertami ten moment na poczatku, w ktorym dostrajaja sie instrumenty. Zaczyna fagot, inne sie powoli dolaczaja. A wszastko konczy sie harmonijnym akordem niezliczonych pojedynczych dzwiekow. Gdy pozniej zaczyna sie koncert, juz moglbym w zasadzie wyjsc. Zostaje bo milo. Ale dla mnie koncert juz trwa.

  7. Pycha jest czyms obojetnym – piszesz Zbyszku.
    Usmiecham sie na sama mysl o tym. Oczywiscie, ze jest. Negatywne konotacje nadajemy my sami bawiac sie w ukladanie swiata i zycia – naszego wlasnego a zazwyczaj jeszcze chetniej innych. Ale usmiecham sie, bo juz slysze krytyczne glosy: “jak to, pycha nie jest negatywna?”. “A co z morderstwami – tez sa obojetne?”. “A gwalty? Wszystko obojetne?”. “To ja dziekuje za takie zycie!”
    – Prosze – odpowiadam obojetnie.

  8. Czy to naprawde obojetne, co inni mysla?
    Czy bycie obojetnym na opinie innych to arogancja?
    Czy to naprawde obojetne, jak inni zyja?
    Czy bycie obojetnym na zycie innych, to egoizm?

    Czy troska o innych to szlachetnosc?
    Czy tez arogancja i bezczelnosc – uzurpowanie sobie prawa do ingerencji w cudze sprawy?

    Moze ani jedno ani drugie. Moze troska o innych jest po prostu zajeciem, jak kazde inne. Zajeciem, ktore daje nam poczucie spelniania obowiazku oraz daje uzasadnienie, dlaczego nie mamy czasu, by sie zajac soba.

    Gdy cos robimy, mamy wrazenie, ze uczestniczymy w zyciu. Gdy nic nie robimy, zycie przebiega obok.

    Lecz kto wie, byc moze doswiadczenie zycia polega na tym, ze potrafie dostrzec, ze zycie trwa niezaleznie od moich czynnosci. I niezaleznie od moich czynnosci nie moze byc ani lepsze ani gorsze.

    Dlaczego wiec robic cokolwiek? Bo tak chce. I tylko dlatego. I tylko to, co chce.

  9. Oswajanie niepewności…
    Czy fakt, że być może jutro nie będzie mnie stać na ekskluzywny posiłek a będę musiał zadowolić się jakąś zakąską zaspakajając zaledwie głód, zagraża memu życiu? Zapewne nie. To uczucie jest nieprzyjemne. Jednak nie umrę od tego.
    Zupełnie inaczej z oddychaniem. Pięć, dziesięć minut bez oddychania i moje życie się kończy. Jednak nigdy nie przyszłoby mi do głowy, zastanawiać się nad oddychaniem. Robię to dopiero gdy moje płuca zaatakuje poważna choroba.
    Oddychanie regulowane jest automatycznie. Organizm sam przejmuje kontrolę nad podstawowymi procesami odbywającymi się bez naszej świadomej ingerencji.
    Dlaczego zaopatrzenie organizmu w tlen nie jest przedmiotem mojej troski a myśl, czy też jutro będzie dobra pogoda i zaplanowana wycieczka będzie mogła się odbyć, owszem?
    Powodem jest wychowanie. Systematyczne kondycjonowanie. Od pierwszych chwil naszego życia obserwujemy czym są zaangażowane osoby z naszego otoczenia i uczymy się na ich przykładzie, przejmując schematy zarówno ich myślenia jak i zachowania.

    Zaskakujący jest kontakt z ludźmi wychowanymi w pierwotnych kulturach. Plemiona z Nowej Gwinei, Amazonii. Niektóre zakątki Afryki…
    Ich troska o jutro byłaby niewspółmiernie bardziej uzasadniona niż nasze stałe zamartwianie się z byle jakich powodów. Niemniej jednak troska ta jest u nich niewspółmiernie mniejsza. Niepewność, czy jutro uda się coś upolować, mogłaby spokojnie przesłaniać każdą czynność dzisiejszego dnia a w nocy spędzać sen z powiek. Tak jednak nie jest. Dlaczego?
    Od małego uczyli się nabierać zaufania do życia, otoczenia, własnych sił i możliwości oraz natury, która okazuje się zawsze dostarczać potrzebnych środków, materiałów, narzędzi oraz zaopatrzenia. To zaufanie do życia nie ma żadnego związku z ich sytuacją. Ono jest wynikiem najpierw wychowania, później nabytego doświadczenia.

    U nas nie inaczej. Nasze troszczenie się o wszystko i każdego oraz zamartwianie się z błahych powodów najczęściej nie ma uzasadnienia w sytuacji, w której się znajdujemy.
    To przyzwyczajenie. To norma, do której w naszym społeczeństwie się dostosowujemy. Osoby stające poza tą normą, są osobami “niedostosowanymi”.
    Troski i obawy są odczuwane jako obowiązek, z którego należy się wywiązać. Przymiotnik “beztroski” w odniesieniu do osoby dorosłej ma konotację negatywną. Beztroskie może być najwyżej dziecko.

    Na początku wszystkich norm stoi uzasadniony impuls. Później normy te zostają utrzymywane przez niczym nieuzasadnioną obawę przed wyłamaniem się. Aż w końcu zostają obwarowane represjami skierowanymi przeciwko wyłamującym się.

  10. Mysle sobie o zaufaniu do wlasnych mozliwosci, uczuc, poczynan i o umiejetnosci zycia w chwili obecnej. Mysle tez o oddaniu sie pewnemu naturalnemu rytmowi i pozbyciu sie ciaglej i kompulsywnej kontroli nad najmniejszym skrawkiem mojego zycia, wynikajacej ze strachu, ktoremu trudno stawic czola. Zastanawiam sie nad taka krolewska pewnoscia do istniejacego momentu. Umiejetnosci zycia dzisiaj – tu i teraz i brania jednego dnia na raz. Takze na skupianiu sie na dzisiaj i poswieceniu temu dostepnej energii. Istnienie w danym momencie uwalnia mnie od stresu i potrzeby zamartwiania sie sytuacjami, ktore jeszcze nie nadeszly albo przeszlymi wydarzeniami, ktorych nie mozna wskrzesic. Lubie te slowa: Prosze o pogode ducha i spokoj, abym godzil/a sie z tym, czego nie moge zmienic. Odwage, abym zmienial/a to, co moge zmenic. I madrosc, abym odroznial/a jedno od drugiego. Sa mi pomocne. 🙂 I lubie planowac i ucze sie nie rozczarowywac, kiedy nadchodza zmiany.

  11. Bardzo ciekawy tekst Asiu. Zastanawia mnie tylko, jak to wszystko się ma do prawa przyciągania. Skoro mamy zaakceptować fakt, że nic w życiu nie jest do końca pewne, nie spowoduje to ciągłego stwarzania sobie byle jakiej rzeczywistości, pełnej przypadkowości, skazanej na zrządzenie losu ? Czy w takiej sytuacji pielęgnowanie naszych myśli, świadome kreowanie tego, czego chcemy doświadczać (a najistotniejsza w tym procesie jest tutaj pewność połączona z wdzięcznością), nie będzie wówczas naznaczone ciągłą obawą przed niespełnieniem? A tym samym nie doprowadzi to do tego, że przez tego rodzaju założenie po prostu nie będziemy potrafili przyciągnąć tego czego chcemy?

  12. Cześć Asiu.
    Zaciekawił mnie ten fragment szczególnie. “Dlaczego więc nasza ludzka natura jest tak uparta i nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że niepewność jest nieodłącznym elementem istnienia? Przynajmniej ostatnio moja własna natura przejawia takie skłonności… i mam wrażenie, że nie jest w tym odosobniona.”

    Ludzka natura piszesz. I to dobre określenie. Ale czy to jedyna natura? Czy to moja prawdziwa natura? Niepewność istnieje tak długo jak długo zapominamy jaka jest nasza prawdziwa natura. Kiedy tracimy z nią kontakt, umysł (ludzka natura) przejmuje władzę i wprawia energię w ruch (taka jego rola). A nic tak fajnie nie nakręca energii jak lęk i niepewność – toż to prawdziwe używki dla naszej fantazji, jakże często podsycanej przez innych ludzi i media. Ale prawdziwa natura, ukryta w sercu, jest spokojna, pełna zaufania. Wierzy, że źródło życia zatroszczy się o wszystko, że pozostając w stanie zaufania i miłości stworzy życie pełne miłości, spokoju, dostatku. Wie i rozumie, że celem cierpienia, bólu jest uczynienie nas uważnym, świadomym.Istnienie owej niepewności to doskonała okazja aby odkryć moc zaufania do życia, do jego źródła. Odkryć jego miłość która jest podstawą dawania. Żeby niepokój, niepewność rozpuściły się, trzeba powrócić do źródła – miejsca w którym czujesz, że cokolwiek się stanie – wszystko będzie dobrze. Nie jestem bowiem tylko tym – człowiekiem. A to co mnie stworzyło jest bezgranicznym spokojem i łącząc się z nim, odczuwam “tego” spokój. Ponieważ “TO” jest CAŁYM życiem i istnieje TYLKO TO , mogę mu zaufać i powierzyć swoje bezpieczeństwo a “TO” – źródło życia i świadomości da mi je – ponieważ mnie kocha.
    Żeby spotkać się ze źródłem będę musiał jednak przejść z umysłu do serca – z przyszłości do teraz.

  13. Myślę, że sam zwrot “zmiany” jest odbierany zazwyczaj jako określenie raczej pejoratywne, oznaczające pewnego rodzaju ciąg nieprzewidywalnych zdarzeń, na które nie mamy większego wpływu, z którymi po prostu musimy się pogodzić. Tak więc to nieco negatywne postrzeganie tego zjawiska, z góry nas ustosunkowuje do konkretnego nastawienia wobec procesu zmian, jakim podlega nasze życie. Dlatego też sądzę, że warto wyjść z założenia, o którym wspomniał teraz Sławek, że wbrew pozorom, wszystko co nas spotyka w życiu dzieje się na naszą korzyść. Nawet w przypadku kiedy dzieje się coś, co postrzegamy jako wydarzenie, którego nie chcieliśmy – wynika ono i tak zazwyczaj z naszego wcześniejszego nastawienia i myśli, jakie wówczas zasialiśmy. Ktoś mógłby powiedzieć : “Ale ja byłem pełen nadziei, że pewne rzeczy się wydarzą, a jednak się nie pojawiły, mimo iż intensywnie o nich myślałem”. Z tym, że jeśli mieliśmy jakieś pragnienie, myśleliśmy o nim długo, a potem większość czasu dręczyła nas niepewność, strach, zwątpienie – uczucia, którym tak naprawdę poświęciliśmy o wiele więcej energii, przyciągnęliśmy dokładnie to, czym najczęściej zajmował się nasz umysł. Jednak, to co nas spotyka – sposób w jaki postrzegamy te zdarzenia, determinuje nasz poczucie szczęścia lub nieszczęścia, a nie rzeczy same w sobie. Za każdym razem gdy coś nam się przydarza, kierujemy działanie na pozytywny lub negatywny tor. Nawet jeżeli dane zdarzenie zabolało nas, czy też przyniosło jakiś uszczerbek, nadal w naszych rękach leży ukierunkowanie tego, co się dzieje w sposób pozytywny lub negatywny. Warto może więc postrzegać, z pozoru negatywne wydarzenia, jako pewne sygnały, znaki od Wszechświata, że być może niezbyt dobrze ukierunkowaliśmy nasze myśli, jeśli powstała rzeczywistość nie zgadza się z naszym pierwotnym założeniem. Wszechświat zawsze daje nam to, o czym myślimy.
    Na koniec pozwolę sobie zacytować Henri’ego Millona Montherlanta:
    “Nieszczęście jest prawie zawsze oznaką fałszywej interpretacji życia”|

  14. Bardzo ciekawe spostrzeżenia Asiu. Od dłuższego już czasu głęboko zastanawiam się nad poruszonym przez ciebie problemem niepewności. To właśnie ten cholerny chochlik stał się jedną z przyczyn, dla których zmieniłem nazwę bloga na pozamatrix.pl. Tkwimy w odmętach matrixa (to taka przenośnia, którą lubię się posługiwać) :). Wyrażają się one naszymi nawykami, poglądami i wiarami a także naszą bardzo niską wiedzą (jako ludzkości) na temat natury rzeczywistości. Póki co pozostaje nam się z niepewnością do pewnego stopnia pogodzić, przynajmniej zawrzeć pakt o nieagresji. Mam jednak nadzieję, że ten pakt ma charakter przejściowy, że pewnego dnia o ile coś nas nie sprzątnie jako gatunku, albo sami się nie zgładzimy, odkryjemy dlaczego pamiętamy przeszłość a nie przyszłość 🙂
    Pozdrawki 🙂

  15. Poruszyło mnie to zdanie:
    cyt.: “Nie można nic tworzyć bez poczucia akceptacji, bo inaczej człowiek zagłębia się w kolejne warstwy iluzji, zaledwie myśląc o świecie, a nie patrząc na ten świat.”

    Mam wrażenie, że jestem człowiekiem, który łatwo wchodzi w świat iluzji. Chciałbym coś więcej o tym się dowiedzieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share