Siedzę w przepięknym ogrodzie na wyspie Jutlandia w Danii i rozmyślam o tęsknocie. Okazuje się, że mam przeróżne uczucia związane z tym stanem, przychodzi mi do głowy wiele myśli. Pisząc, spróbuję to wszystko jakoś ogarnąć i może dojdę do wniosków jaśniejszych niż to, co do tej pory kołacze mi się po głowie.

Zauważyłam, że od jakiegoś czasu posiadam dość negatywne przekonania na temat tęsknoty. Jakoś tak się ułożyło, że tęsknić jest dla mnie oznaką…słabości, chyba. Tak, osoba silna i niezależna emocjonalnie nie tęskni, bo tęsknić oznacza potrzebować drugiej osoby do tego, by czuć się dobrze. Jeśli czuję się bez ciebie źle, to najzwyczajniej wykorzystuję cię do sprawienia sobie przyjemności, a to dość egoistyczne. Pogląd ten wyrósł pewnie pod wpływem lektur mistrzów w rodzaju Anthonego de Mello czy Jiddu Krishnamurtiego.

Cały czas jestem zdania, że uniezależniając swoje poczucie szczęścia od czynników zewnętrznych, czyli również innych ludzi, stajemy się spokojniejsi i pełniejsi. Łatwiej jest też doceniać codzienność i czerpać radość życia z prostych rzeczy.

Jednak czy na pewno tęsknota jest oznaką słabości?

Gdy zastanawiałam się nad tym dlaczego tak bardzo unikam tego uczucia, przypomniałam sobie pewną historię z dzieciństwa. Miałam kiedyś ciocię, którą bardzo lubiłam. Mieszkała daleko, w innym mieście i widywałam ją bardzo rzadko, więc każda okazja do spotkania była czymś szczególnym. Do dziś pamiętam uczucie tęsknoty, które towarzyszyło naszym rozstaniom. Miałam kilka lat i było ono bardzo intensywne, a jednocześnie towarzyszyło mu swego rodzaju poczucie bezsilności. Nie mogłam nic poradzić, nie miałam żadnego wpływu na sytuację.

Z perspektywy czasu myślę, że mógł to być moment, w którym jakaś część mnie stwierdziła, że tęsknić jest bardzo boleśnie, lepiej więc tego unikać. Nigdy potem nie odczuwałam tego rodzaju tęsknoty. Pojawiały się różne trudne momenty związane z rozstaniami, ale jakoś nauczyłam się opanowywać to uczucie. Zastanawiam się czy przypadkiem idee związane z niezależnością emocjonalną nie stały się swego rodzaju ucieczką czy zablokowaniem emocji. Niezależność jest fantastyczna, blokowanie emocji już niekoniecznie. Choć teraz zaczynam rozumieć ten mechanizm i pewnie w tamtym okresie życia była to najlepsza forma wewnętrznej ochrony siebie.

Teraz jednak z jakiegoś powodu temat powrócił i sprowokował mnie do myślenia i zagłębienia się w siebie. Usłyszałam od bliskiej osoby “tęsknię”, odpowiedziałam tym samym i wywołało to lawinę uczuć. Z jednej strony poczucie zagrożenia, teraz już dla mnie zrozumiałe. Z drugiej strony przyszedł też pomysł, że może tęsknota jest czymś więcej niż tylko manifestacją uzależnienia emocjonalnego. Człowiek ciągle się uczy 🙂

Jeśli spojrzeć na na to wszystko z punktu widzenia traktowania każdego doświadczenia jako czegoś ważnego i cennego, może czasem trzeba sobie pozwolić na tęsknotę. W końcu życie ma wiele odcieni i smaków, a jego bogactwo polega na różnorodności doświadczeń. Mam wrażenie, że na własne życzenie odcięłam się od czegoś ważnego. Chcąc je odzyskać, chciałabym zobaczyć czym jest dla mnie tęsknota, co oznacza i z czym się wiąże.

To, co nazwałam wcześniej słabością i zależnością emocjonalną związane jest z wrażliwością i byciem bezbronnym. W końcu otwierając się przed kimś, wyrażając swoje uczucia i przywiązanie (wprost czy przed samym sobą) jest odsłaniamy swoje najwrażliwsze miejsca, często przesiąknięte bardzo wczesnymi doświadczeniami. Ukrywając je i chroniąc, nie mamy możliwości ich zintegrowania będąc już dojrzałą (czy przynajmniej dojrzalszą) osobą; zamykamy te wrażliwe miejsca w skorupie, do której nie dochodzi powietrze. Gdy takie miejsce zostanie naruszone, powracają dziecięce emocje, z którymi trudno jest sobie poradzić. Jeśli jednak użyjemy do tego swojej świadomości i przytomności, może się okazać, że te wrażliwe miejsca wnoszą coś ważnego, a jednocześnie możemy nauczyć się żyć z nimi w “dorosły” sposób. Dorosły oznacza tutaj możliwość zaobserwowania i zrozumienia swoich reakcji bez ucieczki przed nimi.

Tęsknota w naszej kulturze jest wyrazem miłości i przywiązania. Jeśli tęsknię za tobą, to znaczy, że pragnę być przy tobie, a z jakiegoś powodu w tej chwili nie mogę tego zrobić. To znaczy, że jesteś dla mnie kimś ważnym. Nawet gdy fizycznie cię nie ma, to w jakiś sposób jesteś blisko.

Oczywiście, stan ten może przybrać formę ekstremalną: nie jestem w stanie normalnie funkcjonować, gdy nie ma Cię przy mnie. Mi w tym momencie zapala się ostrzegawcza lampka, choć ludzie mają przeróżne wyobrażenia na temat tego jaka ilość tęsknoty jest “zdrowa”. Jednak jeśli zauważam co się dzieje i nie odrzucam swoich emocji, jednocześnie potrafiąc smakować to co tu i teraz…to już mi się bardziej podoba 🙂

Czuję, że są we mnie dwie strony, jedna chcąca niezależności i druga pragnąca absolutnej bliskości z drugą osobą. Czy nie jest przypadkiem tak, że to konflikt, z którym borykamy się przez całe życie? Czy może sztuka miłości, o której pisze Fromm, polega na znalezieniu drogi, na której możemy jednocześnie połączyć się z drugim człowiekiem i zachować swoją autonomię? Może tego właśnie się uczymy w ciągu życia.

Wydaje mi się, że receptą (nie lubię tego sformułowania, ale niech będzie) jest dać sobie przestrzeń na obie części. Czasem musimy dbać o niezależność, radość i brak bólu, zadbać o siebie i swoje samopoczucie. Czasem musimy zanurzyć się w emocjach, by poczuć, że żyjemy, dając się im potargać w różne strony. To wszystko niesie ze sobą ryzyko zranienia. Jednak czyż bez ryzyka i bez tych wszystkich doświadczeń, życie nie staje się bez smaku?

Ostatnio śnił mi się Osho i on właśnie był wielkim propagatorem życia w pełni, którego nieodłączną częścią jest ryzyko. Żyj, doświadczaj i przyjmuj to, co przynosi życie.

Jakoś złożyło mi się to wszystko w całość. Co o tym sądzicie?

Photo by Arno Smit on Unsplash

33 komentarzy
  1. po przeczytaniu zgadzam się co do joty, dlaczego? bo tak jest, a tak dodając coś od siebie to mam kota a on chodzi swoimi ścieżkami przychodzi do domu jak zagwiżdżę lub mnie widzi, prosi także o wyjście z domu odsłania brzuszek 🙂 – myślałem o nim czy jest wolny?
    Tak jest wolny, tylko ma więcej doświadczeń niż ten dziki. 🙂

  2. Tęsknota to takie dziwne uczucie, które bardziej niż inne ma dwie twarze. Swego czasu odczuwałem taką tęsknotę, o której piszesz – destrukcyjną, niepozwalającą na normalne funkcjonowanie. Było to podwójnie szkodliwe ze względu na okres w moim życiu, kiedy potrzebowałem maksimum skupienia i sił na wytężoną pracę. Później mi przeszło i kiedy zastanawiam się dlaczego, to znajduję jedną odpowiedź – wzrosła moja pewność siebie. Także związku.

    Dziś, gdy minęło już trochę czasu, tęsknotę do Ukochanej postrzegam bardzo pozytywnie. Nie wspomniałaś o tym w swoim wpisie, a może warto to rozważyć? Tęsknota może być czymś bardzo “miłym”, gdy łączy się ze świadomością, że tęskni się do kogoś bliskiego, że skoro się tęskni, to nam zależy, a jak jest jeszcze to uczucie odwzajemnione – bo razem raźniej, także tęsknić – to już jesteśmy w siudmym niebie. Moja Ukochana często mówi, że tęsknota jest głupia, bo nic nie można poradzić na rozłąkę, a się czowiek rozprasza i smuci. Jej tak łatwo moja “pozytywna” wersja nie przychodzi. Ja za to lubię, jak Ona tęskni za mną – któż nie lubi cudzej tęsknoty? Vhyba takich nie ma 🙂

    PS. moja pierwsza wizyta na blogu, ale wrażenia wyniosłem stąd pozytywne – więc od teraz regularnie sprawdzam RSS’a 😉
    Pozdrawiam

  3. @mirek: hm, koty chyba są bardzo wolnymi zwierzakami, z takimi mi się zawsze kojarzyły 🙂
    @Vezeir: witaj 🙂 wiesz, napisałam trochę o tej pozytywnej stronie, w takim sensie, że tęsknota mówi o bliskości. Jednak ja chyba nadal szukam tej pozytywnej strony, bo tak jak twoja ukochana, czuję, że tęsknota może rozpraszać, przeszkadzać i powodować odłączenie od rzeczywistości. Z drugiej strony podoba mi się to, co piszesz, że gdy tęskni się razem i ma poczucie bezpieczeństwa, może to być coś miłego. Oczywiście, że jest fajnie jak ktoś za nami tęskni 🙂 O ile nie jest to skrajna, obsesyjna tęsknota, ale zakładam, że nie o takiej mówimy. W każdym razie, ja teraz pozwalam sobie poznawać to uczucie i jest całkiem fajnie 🙂 Szczególnie jak uświadamiam sobie, że to nie koniec świata i w końcu będę znów z tą ważną osobą, a rozłąka się skończy.

  4. no tak ale nie o to mi chodzi, kot to indywidualista ale może być za szybą w domu wtedy brak mu tej dzikiej natury a to ze jest zemną to doświadczenie bycia z człowiekiem nie ma tego dziki kot. Zaryzykowałem i kiedyś go wypuściłem a on wrócił.Miedzy ludźmi niema różnicy jak pisze Vezeir dwie twarze szczególnie destrukcja można zniewolić siebie i innych.

  5. Witaj Asiu. Napisalas z wakacji. Fajnie. Mysle, ze z emocjami jest tak, ze nie mozna ich osadzac. Uczucia nie musza miec zadnego intelektualnego znaczenia. Uczucia maja byc doswiadczane i akceptowane, a nie analizowane. Emocje nie sa dobre ani zle, one nie czynia mnie dobrym lub zlym czlowiekiem, silnym lub slabym, one po prostu sa (z wielu powodow u homo sapiens). Emocje i intelekt to dwie odrebne sprawy i wysilki, aby zinterpretowac czy analizowac intelektualne znacznie emocji jest bezsensowne. Jezeli czuje wstyd nie znaczy to, ze powinna sie siebie wstydzic. Podobnie jest z tesknota – kazdy zdrowy czlowiek oczuwa tesknote w mniejszym lub wiekszym stopniu. Widz polega na tym, aby ja zaakceptowac i doswiadczac a moze zrodzic sie z tego cos pieknego. Mieszkam daleko od rodzinnego domu i uwielbiam wspominac moje dziecinstwo – czasami placze przy tym lzami radosci lub smutku, czasami sie smieje, i uwielbiam to . Przynosi mi to wiele glebokich doznac. Emocje nie zawsze sa odzwierciedleniem rzeczywistosci, ale zawsze sa prawdziwe.

  6. Ciekawe- dla mnie tęsknota jest fajnym uczuciem.
    Lubię tęsknic;-)

    Gdy nie tęsknię za nikim to nawet trochę mi brakuje jakiegoś tęsknienia;-)

    A przecież to nie oznacza umierać z tęsknoty, albo nie moc funkcjonować, tylko wracać myślami do Kogoś i czuć coś dobrego w związku z tą osobą.

    Czy brak tęsknoty nie jest trudniejszy?
    Mi się kojarzy z jakąś emocjonalną stagnacją.
    (miałam taki okres-nie tęskniłam za niczym-ale z perspektywy czasu wcale tego dobrze nie oceniam-nawet trochę mi się to ociera o jakąś pustkę)

    Takie mam skojarzenie.

    Cóż-chciałam powiedzieć, ze tęsknota może być przyjemna;-) Zupełnie nie mam skojarzeń typu słabość…

  7. -> Joanna. Chyba jednak to nie do końca jest takie proste jak piszesz, z tymi emocjami. Oczywiście zgadzam się, że nie ma co oceniać emocji jako złe czy dobre, ani udawać np. że nie odczuwam złości czy tęsknoty, bo to oznacza moją słabość, więc udam, że nie tęsknię. Jednak nie zgodzę się, że każdy “zdrowy” człowiek odczuwa tęsknotę mniej lub bardziej. Bunt rodzi u mnie od razu słowo “zdrowy” i będące w przeciwwadze “chory”. Wyraziłabym się raczej, że każdy człowiek odczuwa emocje na swój własny sposób, a spowodowane jest to wieloma różnymi czynnikami. I faktem jest, że często emocje potrafią przewrócić życie do góry nogami. Akceptacja i swobodne wyrażanie tych emocji może na pewno pomóc ale analiza: “czemu tak reaguję” może przynieść również wiele świadomości, która pozwoli na uwolnienie się od wielu negatywnych reakcji na neutralne emocje, które mnie opanowały ;). pozdrawiam.

  8. Hej Asiu. fajny temat, ciekawe spostrzeżenia.
    Od siebie powiedzialbym tak… 1. Kto tęskni? (dusza? przywiązany umysł?) 2. Jaka jest różnica pomiędzy tęsknotą, związaną z brakiem a pomiędzy przyciąganiem ? Dusza np. tęskni do Źródła Stworzenia które je przyciąga ale jednocześnie chce doświadczać życia (które ją paradoksalnie oddala) aby go odnaleźć…
    Od strony własnych, ostatnich doświadczeń powiem, że jeżeli odczuwasz pełnię – nie tęsknisz, jeżeli brak pełni – tęsknisz. Co ciekawe miałem ostatnio okazję doświadczyć przepływu miłości od drugiego człowieka jako energii…bosko… i co najważniejsze, osoba ta nie jest potrzebna fizycznie do tego aby odczuć jej miłość, potrzebna jest otwartość serca i wrażliwość.Powodzenia w drodze do wolności 🙂

  9. Aha, a z tymi mistrzami to myślę, że tak jak kiedyś rozmawialiśmy i tak jak piszesz teraz… z ich wiedzy też trzeba się będzie oczyścić, nabrać dystansu, tak żeby nie tworzyć sobie w oparciu o nich ‘nowej,”lepszej” moralności’. Dobra robota…

  10. @Joanna: Podobnie jak Magda, uważam, że mimo wszystko emocje są dla nas jakąś informacją i można wiele się nauczyć tak je traktując. Ale oczywiście masz rację, że emocje są też do przeżywania i doświadczania. Dlatego idealnie jest umieć być jednocześnie “w” i “obok”, aby zarówno doświadczać jak i obserwować. A co do tego, że emocje są zawsze prawdziwe…a co to znaczy? Emocje można sobie “wymyśleć”, wzbudzić zupełnie niezależnie od tego co się dzieje. I taka emocja jest prawdziwa w sensie doświadczania, ale jakie ma znaczenie?
    @lulu:hm, to ciekawe, że dla Ciebie tęsknota jest przyjemna. To pewnie kwestia doświadczeń. Ja mam w tej chwili ambiwalentne odczucia 🙂
    @Sławek: ha, dobre pytanie, kto tęskni. I wiesz, znam to uczucie bycia w kontakcie z kimś, kogo nie ma obok, wtedy tęsknoty nie ma. Myślę, że tęskni ta nasza bardzo ludzka część, ta która potrzebuje fizycznej bliskości i obecności, ta która “chce” i “potrzebuje”. I ona też jest w jakimś sensie spoko, do takiego wniosku dochodzę. A przy tym wszystkim, jestem w tej chwili w takim stanie, że na dnie tej tęsknoty jest mimo wszystko poczucie ogromnej pełni i połączenia. I to jest fajne 🙂 Pootwierało mi się sporo teraz 😉
    pozdrawiam wszystkich z deszczowej Danii!

  11. Tak, zgadzam sie analiza reakcji: „dlaczego sie tak zachowuje” jest jak najbardziej potrzebna: krzyknelam na meza, bo bylam zdenerwowana, bylam zdenerwowana, bo moj pies jest chory i czuje sie zraniona. Zatem reakcja jest dopiero wynikiem uczucia. Mysle, ze chodzilo mi bardziej o akceptacje i doswiadczanie uczuc w sensie akceptacji i doswiadczania samej siebie, tym kim jestem. Akceptacja, doswiadczanie i swiadomosc uczuc pozytywnych bez intelktualnej analizy pomaga mi istniec w danej chwili, byc obecna; natomisat akceptacja, doswiadczanie i swiadomosc uczuc negatywnych moze powstrzymac mnie od spotegowania sytuacji; moze tez przypomniec mi, ze jestem czlowiekiem – mam takie a nie inne uczucia i to jest w porzadku, bez generowania niepotrzebnego poczucia winy czy reakcji.

    Uczucia nie zawsze sa rzeczywiste(nie sa odzwierciedleniem rzeczywistosci), ale zawsze sa prawdziwe, dlatego ze nie mozna powiedziec sobie: „jestem zdenerwoanana, pewnie wymyslam sobie, ze jestem zdenerwowana”. To ze jestem zdenerwowana jest faktem, natomiast to ze moze nie byc ku temu powodow, to inna sprawa.

    Ja sama okreslam sie jako osoba niezdrowa czy zniewolona w momencie kiedy blokuje pewne uczucia, bo boje sie ich doswiadczac. W moim przypadku znaczy to, ze zapalilo sie dla mnie czerwone swiatlo – musze sie pozbierac i wyzdrowiec, bo moze to doprowadzic mnie do niezdrowych sytuacji. I tak, zgadzam sie z Toba kazdy odczuwa emocje na wlasny sposob i wspaniale, ze je odczuwa, bo po to one sa.

  12. -> Joanno, to jak to w końcu jest? Teraz piszesz o pozytywnych i negatywnych uczuciach, a wcześniej pisałaś, że uczucia/emocje nie są ani dobre ani złe? ;)… myślę, że jednak nie ma uczuć pozytywnych i negatywnych, tylko reakcje, wywołane tymi emocjami, są oceniane, jako dobre lub złe. I to też jest kwestia dyskusyjna i zależna od systemu wartości oceniającego.
    Chodziło mi o to, że z emocjami muszę sobie radzić w życiu, bo często zabierają mi spokój. Metoda, którą proponujesz – akceptacja i przeżywanie – bardzo mi odpowiada. Analiza natomiast, to wg mnie trochę profilaktyka, zapobieganie temu, żeby tak silnie przeżywać, doznawać takich emocji. To coś, jakby cofnięcie się krok wcześniej. Mocno wierzę, że można zmienić swoje reakcje, sposób przeżywania emocji, a nawet sprawić, że nie będę reagować tak emocjonalnie, właśnie za pomocą analizy. Pozdr.

  13. Magda, kiedy bylam malym dzieckiem mowiono mi, ze to brzydko ze sie denerwuje, ze nie powinnam tego robic. Nie powiedziano mi natomiast, ze krzyk – czyli reakcja – jest nieodpowiednia, brzydka. Choc czuje sie nie dobrze, kiedy jestem zdenerwowana, bo jest to uczucie nieprzyjemne-negatywne to nie jest to brzydkie, nieladne, zle uczucie. Jestem czlowiekiem, wiec sie denerwuje. W momencie kiedy akceptuje to uczucie, dzieje sie cos nadwyczajnego – zdenerwowanie mija – moze nie zawsze od razu, ale mija, bo nie rozkladam jego na czesci pierwsze.
    Z uczuciami jest jeszcze jak z oddychaniem: wdychamy je i dlatego musimy je wydychac. Najlepszym sposobem dla mnie na wydychanie jest szczera rozmowa z innym czlowiekiem.
    I rzeczywiscie, nie doprowadzam sie do negatywnych emocji poprzez sposob myslenia – bo sila mysli jest ogromna. Sama swiadomosc i kontrola mysli, samo wypowiadanie pewnych slow moze wplynac na moje uczucia i uczucia innych. Kiedy uzywam pesymistycznych slow zachowuje sie w ten sposob, i odwrotnie, kiedy uzywam konstruktywnych slow, wypelnionych radoscia czuje sie dobrze i Ci wokol mnie tez sa zadowoleni. To jest genialny mechaniz, wedlug ktorego staram sie BYC.

  14. Dyskutowałabym z tym, czy krzyk jest brzydki i nieodpowiedni ale myślę, że rozumiem Twój punkt widzenia. 🙂
    Przyznam, że czuję wciąż trochę chaosu w Twojej wypowiedzi: postrzegasz zdenerwowanie jako uczucie nieprzyjemne i negatywne… czyli wg Ciebie emocje (np. zdenerwowanie) nie są ani dobre ani złe – tylko Ty je negatywnie odbierasz… czyli jest różnica między tym jakie coś jest, a jakim się to coś odbiera… idąc dalej: gdybyś odebrała to zdenerwowanie jako coś przyjemnego, to byłoby to pozytywne uczucie? 🙂

  15. Witam serdecznie, widze, ze od tesknoty dyskusja rozwinela sie w kierunku emocji i ich postrzegania:) Jak zawsze, fantastyczny wpis i ciekawa dyskusja. Nie wiem czy tesknota jest “pozytywna”. Z jednej strony pozwala mi myslec o tym, co kocham i za czym tesknie, marzyc, zapominajac o tym, co jest teraz i co mi tak bardzo przeszkadza. Ale z drugiej strony ciezko mi jest wprowadzic w zycie “byc tu i teraz” kiedy wlasciwie zyje albo w przewszlosci-teskniac albo w przyszlosci-marzac. Wciaz nie mam pojecia jak to polaczyc ze soba;) Niestety nie wyobrazam sobie bycia szczesliwa “tu i teraz”, wiem, ze powinnam byc proaktywna i nie pozwalac, na to by sytuacja zewnetrzna taka na mnie wplywala, ale nie mam sily. Staram sie odpuscic;) Wiec dla mnie tesknota jest tez troche nadzieja.
    Moze sie myle, ale wydaje mi sie, ze sporo racji jest w tym, ze to my interpretujemy fakty, emocje-w tym przypadku zdenerwowanie rowniez. Jesli jestem zestresowana osoba lub zyje w srodowisku, ktore nie akceptuje mojego zdenerwowania to bedzie to negatywne i pewnie bede sobie straszliwie wyrzucac, ze sie zdenerwowalam. Ale jesli wierze, ze moje zdenerwowanie jest sluszne, gdyz np ktos zachowal sie karygodnie i to wywolalo moj gniew, to wtedy odbiore moje zdenerwowanie jako cos zupelnie naturalnego i w pewnym sensie pozytywnego.
    Pozdrawiam serdecznie
    Ania

  16. Aniu. Tęsknota to jak wiadomo efekt przywiązania. Nie tęsknisz do czegoś czego nie znasz. Dzieje się tak, ponieważ w relację została zainwestowana pewna energia (tworząc węzeł przywiązania ) . Jeżeli nagle z relacji wyjdziemy, w owym węźle drzemie jeszcze mnóstwo energii która objawia się jako pragnienie + niespełnienie + obrazy w umyśle. Sama tęsknota nie jest zatem ani pozytywna ani negatywna, jest to po prostu manifestacja energii w postaci emocji i obrazów. Piszesz, że nie wyobrażasz sobie bycia tu i teraz czyli szczęśliwym. I bardzo dobrze. Bycie tu i teraz nie ma nic wspólnego z wyobraźnią :-). Być tu i teraz to po prostu spotkać się z prawdą danego momentu. Jeżeli jest to tęsknota – to prawda. Jeżeli to złość – to jest prawdą. Szczęśliwy jest ten kto rozpozna, że owa “prawda” to po prostu energia w umyśle, zaakceptuje ją i pozwoli jej się wyrazić a on jest czymś więcej niż tylko tym “złym albo tęskniącym lub agresywnym albo pasywnym”. Jest czystą akceptacją tego co jest, nie próbuje na to wpływać ani tego zmieniać, po prostu patrzy jak emocje, myśli przychodzą i odchodzą. To poczucie akceptacji i spokoju w spotkaniu z prawdą o samym sobie – to jest szczęście i nikt ci go nigdy nie zburzy…pozdrawiam

  17. Slawku, fantastyczne podejscie do zycia:) Troche nie za bardzo jednak wiem, jak praktycznie jednoczesnie odczuwajac i wyrazajac swoja zlosc, mam odczuwac spokoj. Nawet jesli zlosc i gniew akceptuje (sytuacja mnie do tego sprowokowala, wiec zlosc jest zrozumiala) i je wyrazam czyt. kipie w srodku z wscieklosci;), to jak w taki momencie odczuwac spokoj?!
    “To poczucie akceptacji i spokoju w spotkaniu z prawdą o samym sobie – to jest szczęście i nikt ci go nigdy nie zburzy” Brzmi to pieknie, ale jak to przelozyc na czysta praktyke?:) Poza tym czasem prawda o samym sobie jest bolesna, kiedy odkrywamy, ze jestesmy inni niz ideal jakim chcielibysmy byc. I akceptacja wszystkich naszych “nieidealnych” czesci nie jest wcale taka prosta. A czasem uswiadomienie sobie, ze ten “ideal” to zlepek nie do konca naszych przekonan, tez nie jest przyjemne. Oczywiscie zgodze sie, ze odkrywanie prawdy o sobie samym, to niesamowita przygoda, ale nie zawsze wszystko jest takie szczesliwe i kolorowe. Czasem to krwawa rewolucja! Mam nadzieje, ze kiedys uda mi sie osiagnac stan wewnetrznej harmonii, choc jeszcze sporo pracy przede mna:)
    Slawku, napisz prosze jak Tobie sie udalo, taki spokoj osiagnac?
    Pozdrawiam serdecznie
    Ania

  18. Aniu. Jak mi sie udało? Poprzez medytację. Piszesz – “Oczywiscie zgodze sie, ze odkrywanie prawdy o sobie samym, to niesamowita przygoda, ale nie zawsze wszystko jest takie szczesliwe i kolorowe. Czasem to krwawa rewolucja!” I to prawda. Ale takie jest ryzyko przygody 🙂 Ta rrrewolucja 😉 to jednak jednocześnie najpiękniejsza ewolucja. To prawda, że boli.Ale to jest ból oczyszczający, sprawia, że stajemy się bardziej uważni. Unikanie bólu…to unikanie siebie. Można go oczywiście zmniejszać, przecież nie chodzi o to żeby stać się męczennikiem i sadomasochistą. Tym co zmniejsza ból a w zasadzie go rozpuszcza jest uważność, stan obserwatora umysłu, który jest efektem praktyki medytacyjnej. Tym co zmniejsza ból jest giętkie ciało które łatwiej przepuszcza energię. W każdym dobrym systemie są techniki uczenia nas obserwacji umysłu, nabierania do niego dystansu, radzenia sobie z energią emocji – transformowania ich, itd.
    Poszukaj odpowiedniej dla siebie medytacji – mam na myśli cały system. Takiego, który zbliży cię do prawdy o sobie samej. Jest ich dużo a ja celowo nie chcę ci żadnego wskazywać. Jeżeli nie wiesz jaki jest dla Ciebie najlepszy – zwróć się do swojej podświadomości z prośbą o to (np.Murphy dobrze pisze jak to robić) i niech Cię przyciągnie do najlepszego dla Ciebie systemu, mistrza, nauczyciela. Kiedy spotkasz się już z najgłębszą “prawdą” o sobie, czyli tym wszystkim co odrzuciłaś – emocje,zranienia, poglądy, przekonania, cała moralność – narzucone Ci bądź stworzone przez Ciebie – spotkasz “inną” prawdę. Cichutki głos który powie Ci tak…..
    – Cokolwiek robisz – Kocham Cię.
    – Czy się złościsz na innych czy na siebie – Kocham Cię.
    – Czy akceptujesz innych czy odrzucasz – Kocham Cię.
    – Czy podobasz się innym czy Cię odrzucają – Kocham Cię. I za każdym razem poczujesz najgłębszą miłość jaką możesz sobie wymarzyć.
    Na końcu znowu pisesz “Czasem to krwawa rewolucja!”. Nie trzeba się bać. Nie poleje się żadna krew, co najwyżej ..łzy 🙂 a łzy to czysta miłość 🙂

    Na stronie : http://www.gangaji.org/index.php?modules=invitation&op=watch
    obejrzyj sobie filmik “It Is All About Heart Opening”.
    Powodzenia 🙂

  19. Pięknie o tym piszesz, Sławku. Stawiam właśnie pierwsze, trudne dla mnie, kroki w medytacji. Dziękuję za ten tekst i pozdrawiam.

  20. Rzeczywiscie, nie czuje spokoju, kiedy jestem zdenerwowana, wiec okreslam to jako uczucie dla mnie negatywne. Ale jakoze jestem czlowiekiem czasami sie w ten sposob czuje i to jest w porzadku. Bo jak pisze Slawek, bol jest czescia zycia, czescia mnie i ja to akceptuje. Bol moze mi wiele powiedziec, na przyklad, ze musze o siebie zadbac. Bol, czy to w postaci rozczarowania, samotnosci, czy smutku zbliza mnie do mojej sily wyzszej (do tej wlasnie, ktora mowi, ze bezwzglednie mnie kocha: kiedy jestem wsciekla, kiedy kogos zranie, kiedy ktos zrani mnie, kiedy czuje sie samotna. Bol zbliza mnie takze do innych ludzi i uczy wspolczucia. Jezeli zlamie noge, noga mnie boli, a ja sama probuje te noge zalatac, obandazowac i wyleczyc, skutek tego moze byc marny. Noga puchnie jeszcze bardziej i bardziej i boli mocniej i mocniej. Dlatego w tej sytuacji musze isc do lekarza, zadbac o siebie. Lekarz powie jak mam sie noga opiekowac, pomoze mi. Kiedy cierpie, zdobywam sie na to(choc jest to trudne, bo mam tendencje do izolowania sie), aby komus o moim bolu powiedziec. Za kazdym razem jak dziele sie moim bolem z innym czlowiekiem, ten ktos pojawia sie w moim zyciu, aby przypomniec mi, ze on/ona tez jest czlowiekeim i cierpi – i to daje mi poczucie, ze nie jestem sama. Jak dobrze jest podzielic sie z Wami. Dzieki :-).

  21. W wypowiedzi “Discovering what already is perfect” ze strony, ktora podal Slawek, znajdujemy odpowiedz na podstawowe pytanie: kim jestem? Odpowiedz jest prosta i przynosi ukojenie i radosc:-). Odpowiedz jest punktem wyjscia do STAWANIA SIE, BYCIA.

  22. Witam,
    dziekuje Slawku, spokoj i radosc az bija z Twojego postu! 🙂
    Od jakiegos juz czasu probuje znow zabrac sie za medytacje, kiedys probowalam, potem przestalam, a teraz wiem, ze jest kilka zupelnie innych metod, wiec czas poszukac czegos dla siebie 🙂
    Joanno, podziwiam te sile akceptacji samej siebie!
    Pracuje nad zaakceptowaniem siebie, kiedy targaja mna negatywne emocje, niestety moj wewnetrzny krytyk nazywa mnie wtedy “histeryczna” albo nie daje mi prawa do slabosci. Ale jestem na dobrej drodze 🙂 Ciesze sie, ze tutaj trafilam 🙂 Pozdrawiam goraco
    Ania

  23. Część,

    moje pięć groszy brzmi następująco: w moim życiu często na zbyt długo zatrzymywałem się i pochylam nad emocjami. Dziś wydaje mi się to błędem. Sama “humanistyczna” potrzeba zatrzymania się i przeanalizowania wydaje się być bardzo zgodna z naturą człowieka, ale czy to nam pomaga..? Moje doświadczenie podpowiada mi, że intelektualizowanie emocji prowadzi na manowce. Od pewnego czasu próbuję się ograniczać do ich jedynie czucia, ale też aż czucia. Poczuć w pełni, ale już nie myśleć o nich. Według mnie bycie człowiekiem to ogromne spektrum. Według mnie również spektrum to można mocno zanieczyścić rozmyślaniem nad powodami tego co się czuje. Ale… ja przychodzę z pewnej skrajności, którą są sidła myślenia zamiast czucia…

  24. Jeszcze o złości, bo tam coś było w komentarzach…

    Z niekrytym smutkiem muszę się przyznać, że dla mnie moja złość jest wciąż najczystszym doznaniem mojego prawdziwego ja (taka diamentowa droga do sedna). Myślę, że wiele osób zrozumie o co mi chodzi.

    Pracuję obecnie nad tym aby nie tylko złość była takim wehikułem.

    Tak więc nie mogę nie powiedzieć, że uważam, iż wartościowanie emocji jest bezcelowe.

  25. Witam!
    Mam 26 lat. Zwykła dziewczyna, z małego miasteczka. Całe życie za czymś tskniłam, o wielu rzeczach marzyłam. Czaami nawet wytęskniłam i wymarzyłam :-), czasami znowu świat walił sie na głowę, ale udało mi się przetrwać. Najbardziej w zyciu tęskniło mi się za prawdziwą i taką trochę “na wieczność” miłością:-). Banalne, ale założe się, że nie mnie jednej na świecie tęskni się za takim “bezpiecznym portem”, w którym można sie skryć mimo burzy panujących gdzieś obok. Tęskniłam, próbowałam, znów tęskniłam i tak do stycznia tego roku… Pewien mężczyzna tak ujął mnie swoim sposobem bycia, że dałam się namówić na spotkanie, potem kolejne, kolejne… Mężczyzna z przeszłoscią…, po wielu latach związku, opuszczony przez narzeczoną. Tak bardzo mi było go żal, kiedy mówił o swoim rozczarowaniu. Ale nie z litości się z nim spotykałam. Przy nim najnormalniej w świecie poczułam się szczęśliwa. Cudowne, wspólnie spędzone chwile, mówił; kocham Cię i chcę z Toba być zawsze, nie chcę nikogo innego…Mówił wiele takich pięknych słów… A ja wierzyłam i zakochiwałam się jeszcze bardziej… Na Nowy Rok planowalismy ślub, uzgadnialiśmy już nawet liste gości i nagle… niewiadomo dlaczego czar prysł… Niedoszły mąż, człowiek, któremu zaufałam zaczął być dla mnie niemiły, oschły, unikał mojego dotyku, towarzystwa. Kiedy pytałam co się dzieje mówł: nic sie nie dzieje… Wszystko jest ok. Aż pewnego dnia nie zadzwonił, nie napisał, odszedł ode mnie bez słowa wyjaśnienia… I znów w życiu tęsknię… Tęsknię i zastanawiam się: właściwie dlaczego tęsknisz? Warto? Kim był ten człowiek? Czy można tak bardzo tęsknić za kimś, kogo, jak się okazuje, tak naprawdę kompletnie nie znało??? A jednak… TĘSKNIĘ… Pracuję, uczę się, spotykam z przyjaciólmi, czytam, słucham muzyki, śmieję z błahostek, a jednak tęsknię, już nie tak jak kiedyś, tylko konkretnie… Moja tęsknota ma twarz, ma brązowe oczy, ma uśmiech, i usta o smaku kawy o poranku… Zawsze wydawało mi się, że czasem fajnie jest tęsknić za czymś, bo to trochę tak jak marzyć i wierzyć w szczęśliwe zakończenie. Ale czy warto tęsknić za czymś/kimś co/kto sprawio/ł ból… Z logicznego punktu widzenia: chyba nie… A jednak… TĘSKNIĘ… Pewnie mi minie… ale teraz jeszcze TĘSKNOTA ma dla mnie jedno imie… jego imie…
    Przepraszam za wywód, ale to chyba mi było potrzebne:-) Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za świetną stronę Pani JOASIU.

    1. historia jakich dużo … przykre … pan zastosował klin klinem a to chyba bardzo zły moment na nowy związek, chyba że wszystko było kłamstwem … jak się teraz masz ? pozdrawiam

  26. Ladnie ujete 🙂 uwazam ze tesknota bardzo czesto idzie w parze z miloscia, czujemy ja wielokrotnie i nie musi nam ona zadawac bolu, nie kiedy jestesmy szczesliwi. A milosc? Choc wymaga to pracy to chyba powinna byc wolna, dawac wolnosc drugiej osobie, mozliwosc bycia soba.

  27. Staram się uczyć dystansu, dystansu do siebie i do swoich emocji, zwłaszcza do tęsknoty. Czasami wydaje mi się że hoduję ją sobie na własne życzenie i uwalniam wieczorami, kiedy to wszystko spowalnia i ucicha. Tęsknota pcha mnie do szalonych posunięć, więc obserwuję ją tylko i zamykam ze światłem poranka.

  28. Bardzo interesujący wpis. Mam ten sam problem, tylko że nie zamknęłem sie na tęsknotę bo…….nie chcę się na wszelkie emocje zamykać, bowiem uważam iz wtedy utracę część….albo większość swojego człowieczeństwa. Chcę tęsknić za moimi rodzicami, których bardzo kochałem a mimo tego wiele rzeczy dla nich nie zrobiłem tak jak wiele ciepłych słów nie wypowiedziałem, czego teraz strasznie żałuję

  29. Tęsknić to nic złego o ile nie idzie za tym chęć posiadania. Można tęsknić uśmiechając się w duszy ze słowami na ustach ” cieszę się jeśli wszystko u Ciebie dobrze”…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share