Smerf MarudaMówi się często o tym, że Polacy są narodem, który uwielbia narzekać. Profesor Bogdan Wojciszke poświęcił nawet dość sporo czasu na badania tego zagadnienia i doszedł do wniosku, że mamy do czynienia z “kulturą narzekania”. W skrócie – narzekanie jest narzędziem identyfikacji, jeśli ktoś narzeka, a drugi mu odpowiada tym samym, znaczy, że jest “swój”. I tak, jak Amerykanie najczęściej czują się “lepiej niż zazwyczaj”, Polacy czują się “gorzej niż zazwyczaj”. Dlatego w naszej kulturze tak ciężko jest przeforsować amerykańskie “keep smiling”. Czy to znaczy, że jesteśmy skazani na pesymizm?
Mam ogromną nadzieję, że jednak nie… A przynajmniej nie wszyscy z nas. Przecież mnóstwo badań wykazuje jak dobroczynny jest optymizm (taki zdrowy, realistyczny optymizm, oczywiście) i jak fantastycznie na nasze zdrowie wpływa pozytywne nastawienie do życia. Jak to wszystko pogodzić?
W ciągu ostatnich kilku tygodni zauważyłam w moim otoczeniu pokaźną grupkę osób, które są ekspertami narzekania lub/i (najczęściej jedno idzie w parze z drugim) martwienia się. Zastanowiło mnie bardzo to zjawisko. Może na początek zidentyfikujmy wspomniane dwa mechanizmy.

Narzekanie, czyli wszystko jest fatalne

Narzekanie jest swego rodzaju wybiórczym postrzeganiem rzeczywistości, przy czym dany człowiek starannie selekcjonuje przedmioty swojej uwagi tak, by z jak największym prawdopodobieństwem trafić na jakieś negatywne aspekty rzeczywistości. Czyli będzie z lubością rozmawiać o polityce, służbie zdrowia, korupcji, złych drogach, itd. Główne przekonanie leżące u podłoża chronicznego narzekania brzmi “Jest źle. Będzie fatalnie”. I jak to ze wszystkimi silnymi schematami poznawczymi bywa, wyłapywane są wszelkie informacje potwierdzające to przekonanie, a pomijane te, które by je podważyły. W efekcie osoba narzekająca zwróci uwagę na dziury w uliczce dojazdowej do sklepu, a zbagatelizuje fakt, że wybudowano nowy odcinek autostrady. “No zbudowano, ale dlaczego dopiero teraz?!” – usłyszałam niedawno od znajomej osoby. Jeśli jakieś wydarzenie ma wady i zalety (a tak jest przecież najczęściej, bo nie żyjemy w czarno-białym świecie), to wady natychmiast wysuną się na pierwszy plan. Co ciekawe, narzekanie bardzo często dotyczy spraw, na które dana osoba nie ma wpływu. W efekcie wiele energii idzie na marne. Pomyślcie jaki byłby świat, gdyby wszyscy energię wykorzystywaną do tej pory na narzekanie włożyli w realne działanie…

Martwienie się, czyli na pewno będzie katastrofa

Martwienie się jest trochę innym mechanizmem, bo o ile narzekanie dotyczy jakichś faktów, to martwienie się związane jest z fantazjowaniem – negatywnym. “Zamartwiacze” przyszłość widzą w ciemnych barwach, wciąż myślą o tym, co też złego może się stać. Co ciekawe, czasem zdarza się im myśleć, że martwienie się jest czymś pozytywnym, szczególnie jeśli chodzi o martwienie się o bliskich. Wielokrotnie w moim życiu słyszałam “martwię się, bo jestem Twoją matką” (sorry, Mamo, wiem, że to czytasz 😉 ), tak jakby miało to cokolwiek zmienić – bo przecież myśląc o tym, co może się najgorszego stać, bezpieczeństwa się nie zwiększa, a już szczególnie czyjegoś. Chyba, że ktoś myśli o tym, co racjonalnego zrobić, żeby uniknąć niebezpieczeństwa. Ale to nie jest martwienie się, to jest działanie.

Druga strona medalu, czyli spojrzeć na Narzekacza łaskawszym okiem

thinking 'bout tomorrow won't change how I feel today. HAPPY BIRTHDAY CHELSI
Creative Commons License photo credit: half alive♦

Praca z procesem uczy mnie coraz większego szacunku dla wszystkich rodzajów postaci i energii, które się w nas pojawiają, więc spójrzmy co może się kryć po drugiej stronie narzekania i martwienia się. Nie jest to dla mnie proste, ponieważ bliższa mi jest wolność od tych mechanizmów, ale we mnie też jest cząstka, która martwi się i narzeka. Jakie one są?

Mój Wewnętrzny Narzekacz robi to, bo narzekając odczuwa ulgę. To taka część, która mówi “zobacz, rzeczywistość wcale nie jest taka różowa, na świecie istnieją też negatywne elementy”. I wiem, że ma rację, a ja czasem odsuwam od świadomości sprawy nieprzyjemne, wady, braki, niepowodzenia, szczególnie, gdy dotyczą świata zewnętrznego. “Narzekacz” też dzięki narzekaniu może się zjednoczyć z innymi, o tym pisałam na początku i widzę, jak ważnym społecznym procesem może to być. Ludzie chcą czuć się zrozumiani i wyrobili sobie taki a nie inny mechanizm zapewniania sobie tego poczucia. Szanuję taką intencję. Narzekanie powoduje u mnie też swego rodzaju zawieszenie mentalne, które eliminuje chęć działania. “Jest tak źle, że aż ręce opadają”. Może czasem ręce muszą opaść, by na przykład odpocząć?

Zamartwiacz, czyli mniej przyjemny troskliwy miś

Zamartwiacza mam niezwykle małego, więc jest to dla mnie część jeszcze bardziej wtórna (czyli taka, z którą się nie utożsamiam i nie jest mi bliska), ale zobaczmy co tam może się kryć. Gdybym miała się martwić, to przede wszystkim byłby to wyraz troski – o kogoś, o siebie. Jeśli zależy mi na tym, by sprawy potoczyły się pomyślnie, a nie mam nad nimi kontroli, to mogę chociaż się pomartwić, a nie bezczynnie siedzieć. Martwienie się oznacza “to jest dla mnie ważne”. Czyż nie jest to istotna informacja?

Pewnie te dwie postacie mają jeszcze inne przekazy, do których ja nie mam dostępu, ale ktoś inny może mieć. Każdy otrzymuje informację specyficzną dla siebie, warto więc słuchać tych swoich wewnętrznych postaci. Samo eliminowanie “niepożądanych” zachowań prowadzi jedynie do zubożenia wewnętrznego i odrzucaniem potencjalnego bogactwa, które często przebrane jest w różne dziwne szaty. I właśnie dlatego nie popędziłam od razu do części pod tytułem “nie narzekaj, nie martw się, bądź optymistą” – to tylko część prawdy.

Jak poradzić sobie z narzekaniem i martwieniem?

Jak widzimy, Narzekacz i Zamartwiacz mają w sumie pozytywne intencje, choć ich realizacja dla procesu pierwotnego (czyli tego, co jest nam bliższe – w moim wypadku jest to optymizm) bywa uciążliwa i trudna do zniesienia. Jednak sam fakt uznania tych intencji pomaga w dalszym działaniu. Wyobraźmy sobie, że się przyłapujemy na zamartwianiu. Jeśli najpierw dobrze odczytamy płynącą informację (np. to jest dla mnie ważne), możemy jakoś wesprzeć ten proces (np. mówiąc, jakie to dla mnie ważne komuś innemu albo sobie samemu), a potem przejść do zmiany myślenia na pozytywne (skoro jest to dla mnie ważne, to chcę, żeby wszystko poszło dobrze i na tym się skupiam). Podobnie z narzekaniem, może trzeba wewnętrznie pogodzić się z tym, że nie zawsze wszystko się udaje, po to, by zobaczyć, że innym razem udaje się i jest dobrze.

Jeśli nie obejmujemy świadomością tych części, mają one tendencję do powtarzania się i zapętlania. W ten sposób ktoś potrafi spędzić wiele godzin dziennie na wytykaniu niedoróbek wszędzie wkoło. Informacja chce się ujawnić, coś chce się zadziać, ale nie może do końca. W związku z tym tkwimy z jakimś niedopełnieniem i nie możemy przejść “na drugą stronę”. Dla osoby, która ciągle narzeka, kryje się coś ważnego za tym narzekaniem i póki tego nie odnajdzie, trudno jej będzie wydostać się z zaklętego kręgu, aby w końcu zauważyć pozytywne strony życia.

Po optymistycznej stronie

like a record...
Creative Commons License photo credit: shoothead

Jeśli martwisz się czymś, na co nie masz wpływu, to po co się martwić; jeśli martwisz się czymś, na co masz wpływ, to po co się martwić? I podobnie z narzekaniem. Warto sobie uświadomić, że samo gadanie nie zmienia za bardzo świata (no, chyba, że jest to szczególnie ważne i wpływowe gadanie, ale nie o takim tutaj mowa), podobnie jak myślenie w kółko o tym samym. W narzekanie i martwienie się wkładamy dużo wysiłku, a w samych tych czynnościach kryje się mnóstwo energii (można zauważyć, jak niektórzy ożywiają się, gdy tylko jest okazja ponarzekać), wierzę, że można przejąć nad tą energią kontrolę i wykorzystać ją w innym celu.
Bądźmy wyrozumiali dla wszystkich swoich części (dzięki temu będzie nam też łatwiej tolerować innych). Czasami to, co wystarcza, to zrozumieć i dać trochę przestrzeni Narzekaczom i Zamartwiaczom, żeby mogli w miarę w zgodzie żyć z Optymistami.

  1. Zazwyczaj daję sobie 10 minut (jeśli nie znajdę konstruktywnych i rzeczywistych powodów mojego negatywnego nastawienia), na narzekanie, zamatrwianie sie, użalanie się nad sobą i światem wokół. Wtedy to odgrywam tę smutną płytę i użalam się nad niesprawiedliwością losu. Jestem przecież człowiekiem, homo sapiens, który czuje, je, pije i śpi. Po dziesięciu minutach, z zegarkiem w ręku, próbuje skoncentrować się na pozytywnej stronie sytuacji. Generuję przyjemne, dobre, budujące myśli. I jako człowiek wiem, że mam wybór. Mogę karmić psa pozytywnego lub negatywnego. To ode mnie zależy, który dostanie więcej jadła. I fajnie mi z tą myślą, że mogę narzekać kiedy chcę, ale tylko przez 10 minut, nie więcej.
    Pozdrawiam Cię Asiu. Z przyjemnością czytam Twoje teksty, za które dziękuję. Właśnie dzisiaj natknęłam się na Twoją stronę, szukając polskiego tłumaczenia Deklaracji Poczucia Własnej Wartości Virginii Satir.

  2. To jasne – można naszego nażekacza karmić codziennie nawet bez powodów a tylko dlatego że do tego się poprostu przyzwyczailiśmy. Lecz?! czy takie nażekanie wpłynie na nasze życie pozytywnie oprucz ulgi jaką się odczówa po nażekaniu. Myśleć i mówić pozytywnie jest trudniej niż nażekać. Wystarczy tak niewiele aby uruchomić mechaniz inny niż destruktywny. Wystarczy w sytuacjach nawet niekożystnych znaleść coś co będzie dla nas “nadzieją” wywoła “zadowolenie” a tym samym będziemy mieli zakodowany w podświadomości inny obraz tego co przeżyliśmy. Brak powodu do nażekania to wygrana nas samych i inny “punkt widzenia”

  3. No tak… czyli znów wszystko rozbija się o to, że sami sobie kształtujemy własną rzeczywistość i jest to zależne od tego, z jakiej perspektywy będziemy na nią spoglądać, jakiego wyboru dokonamy.
    Mój Tata jest Zamartwiaczem na 102. Z pewnym zaciekawieniem spoglądam na niego i mam wrażenie, że on się pasie po prostu sytuacjami, w których można się zamartwiać. Delektuje się tym, niczym najlepszym daniem w restauracji. 🙂 Ciekawe, co mu to tak naprawdę daje…

  4. @Joanna: podoba mi się Twoja metoda, właśnie o to mi też chodzi – o akceptację różnych stanów w nas. Co niekoniecznie ma prowadzić do tego, że mają one nami rządzić, prawda? 🙂
    @Mirosław: myślę, że owszem, ludziom przyzwyczajonym do narzekania jest trudniej myśleć pozytywnie, ale warto zobaczyć o co chodzi w tym narzekaniu. Bo inaczej, “pozytywne myślenie” będzie tylko nakładaniem kolejnej warstwy.
    @Magda: etatowy Zamartwiacz ten Twój tata 🙂 I faktycznie to może być fascynujące w jaki stan wprowadza tego typu “działalność”, ja ostatnio miałam doświadczenie z pewnym wujkiem narzekaczem – jak w transie!

  5. To ja jestem Zamartwiaczem. Ostatnio nic innego nie robię i martwię się, że mnie nie przyjmą do najlepszego gimnazjum, do którego złożyłem podanie ;-|

  6. Witam:-)
    Jak to się mówi “na mięciutko” narzekanie, szarpaczka itp. wysysają niezbędną energię do życia z ludźmi i między ludźmi.Może coś ci narzekacze mają z tego narzekania ,ale wydaje mi się ,że to coś to jest wyssana energia z potencjalnego słuchacza.Nie ma chyba człowieka który nie lubiłby sobie stęknąć , ale niektórzy osiągnęli w tej dziedzinie mistrzostwo.
    Zdarza mi się czasami poprzebywać wśród takich osób i z ręką na sercu powiem , że po takiej godzinnej czy dwugodzinnej monologicznej konwersacji czuję się jakbym tydzień wagony z węglem rozładowywał hahaahahahahahah no ,ale stany takie są coraz rzadziej gdyż coraz lepiej wychodzą mi uniki :-)Wnioski : więcej luzu i mniej “sraczki sytuacyjnej” bo i tak zanim się obejrzymy to będziemy siedzieć w przychodni rejonowej opowiadając o tym jaka to młodzież teraz jest niewychowana i joakie to mamy choroby. A może żeby uniknąć takiego scenariusza to już teraz trzeba nad tym pracować i trochę więcej się śmiać ? Mówią ,że śmiech to zdrowie może to nie kit? 🙂
    Pozdrawiam

  7. Byłbym ostrożny w dolepianiu ludziom takich etykietek, jak Narzekacz, czy Zamartwiacz, bowiem służą one jedynie segregacji i systematyzacji, dzięki którym łatwiej nam opisywać rzeczywistość (i ludzkie zachowania). Z drugiej jednak strony karmi się tym sposobem nasza skłonność do tworzenia stereotypów.
    A stąd blisko już do jakiegoś piętna.

    Uważam, że wpierw musimy widzieć w innej osobie człowieka, a dopiero później poddawać klasyfikacji jego zachowania (bo są to tylko jego zachowania, a nie on sam).

    Pozdrawiam
    i dziękuję za ciekawe teksty 🙂

  8. @Joanno mieszkając jeszcze w mieście W-wa prowadziłem zajęcia dla narzekających w ten sposób aby przez 5 do 10 minut mówili co im się dobrego w życiu wydarzyło. Na pierwszych zajęciach był niesamowity problem ponieważ osoby przyzwyczajone do narzekania nie mogły znaleźć nic pozytywnego w życiu. Nagrywaliśmy całe zajęcia kamerą aby każdy mógł zobaczyć swoje zachowanie podczas narzekania a później gdy mówią to co było dobrego. Ponad 70% osób przeżyło szok jak zobaczyli swoje zachowanie, gesty, mimikę podczas swoich wyznań. 30% osób biorących udział w zajęciach zmieniło swoje podejście do życia a reszta pozostała przy narzekaniu.

    @tofik74 osoby które narzekają nawet nie zdają sobie sprawy z faktu iż w ten sposób obarczają swoimi problemami innych. Oczywiście jest potrzeba mieć przyjaciela, przyjaciółkę której można się wyżalić lecz gdy zawsze słyszy się tylko narzekanie może być to bardzo męczące i pogrążające drugą osobę dlatego niektórzy unikają takich nażekaczy jak ognia 🙂

    @Logos Amigus “narzekacz” czy też “pesymista” to nie “łatka” “etykietka” a określenie zachowania danego człowieka. Oczywiście każdy by chciał aby mieć łatkę “szczęściarz” czy tez “człowiek sukcesu” ale na to musi każdy sam zapracować. Napisałeś że może to doprowadzić do napiętnowania to jestem przeciw lecz gorsze jest napiętnowanie danego człowieka w necie nawet go nie znając lub sądząc że taki jest. Rozmawianie czy też dyskutowanie na temat ludzkich charakterów bez pokazywania jego palcem (wymieniania danych osobowych) jest bardziej sensowne i trafne ponieważ dana osoba może zapoznać się anonimowo z danym tematem a tym samym zmienić coś w swoim zachowaniu i życiu. Pozdrawiam

  9. @Joanna-komentatorka: piszesz “Zazwyczaj daję sobie 10 minut (jeśli nie znajdę konstruktywnych i rzeczywistych powodów mojego negatywnego nastawienia)” – a jeśli je znajdziesz? Masz metodę na wrócenie na pozytywny tor?

    @Amentiss: i jakie rezultaty przynosi Twoje zamartwianie się? 🙂

    @Joanna-autorka: ciekawe podejście; zastanawiam się czy uda mi się wyizolować Narzekacza i Zamartwiacza by sprawdzić czy jeszcze się nie zestarzeli… w końcu “nieużywany organ zanika” 🙂

    Pozdrawiam serdecznie
    Ludwik

  10. @Logos Amicus: zauważ, że w tekście mówię o wewnętrznych postaciach. Daleka jestem od etykietowania i nie widzenia człowieka w ludziach 🙂 A tego, co zrozumiałam, to Magda dość żartobliwie o swoim tacie pisała 🙂 Z drugiej strony, jeśli ktoś tak bardzo się utożsamia z tym, co robi, czyli np. narzeka, to w pewnym sensie staje się Narzekaczem, co absolutnie nie umniejsza jego człowieczeństwa.
    @Mirosław: ćwiczenia, o których piszesz z pewnością otwierają oczy. Szczególnie jak mamy możliwość zobaczyć siebie z boku i potem podjąć decyzję czy chcemy zmiany, czy też nie. Jestem tylko przeciwna twardemu stawianiu sprawy, że coś jest absolutnie złe a coś innego absolutnie dobre. W końcu u podstaw wszystkiego leży jakaś Jedność i są różne drogi dotarcia do niej 🙂
    pozdrawiam Czytelników 🙂

  11. Witam 🙂
    Mirosławie 🙂 tak jak mówisz z jednym, ale nie za wszelką cenę i nie własnym kosztem.Poprostu w miarę mozliwości trzeba wyłapać czy to jest narzekanie dla samego narzekania(nawyk) czy to jest wołanie o pomoc.Jeśli chodzi o mnie to w to pierwsze nie wchodzę (nie ma sensu) na to drugie jestem otwart

  12. y ? coś mnie się zawiesiło w kompie i się wysłało samo hahahahhahahahahahahah
    Ale w sumie nie mam nic więcej do dodania więc
    narka 🙂

  13. Tofik, a co jeśli jest to nawykowe wołanie o pomoc? Jeśli właśnie ktoś nie potrafi inaczej, tylko wpadł właśnie w taki błędne koło np. narzekania na swoje zdrowie, bo nie potrafi inaczej sobie poradzić?

  14. Oczywiście że nie za wszelką cenę zresztą jaka jest cena zmiany jednej wartości na inną. Cena jaką płacimy to zmiany i przekonałem się że niektórzy ich się po prostu boją dlatego wolą narzekać i tak staje się to nawykiem. “Jak ja nienawidzę Smerfów” mówił Gargamel a bez nich nie było by bajki 🙂 wszystko jest dobre ale oczywiście bez przesady. Sam czasami narzekam że coś mi się dzieje z netem ale oprócz narzekania biorę się za rozwiązanie problemu zadając zwykłe pytanie – dlaczego?? Niektórzy narzekając wołają w ten sposób o pomoc zwracając na siebie uwagę ponieważ nie potrafią poprosić lecz?! i tutaj jest problem. Ten ktoś kto ma pomóc ma dać rybę czy wędkę?

  15. Chodzi mi o to, by nie szafować łatkami, które dolepiamy bliźnim 🙂
    Gdyż takie łatki cholernie trudno później ściągnąć, a i przezwana osoba może się zacząć z taką łatką identyfikować. A stąd już blisko do rezygnacji i poddania się “fatalizmowi”.

    Innymi słowy: wierzę w przemianę człowieka, a nawet w coś w rodzaju transgresji 🙂
    Klasyfikacja, segregacja… porządkują nasze pojmowanie świata, ale też stawiają bariery, tworzą granice.
    Popieram wychodzenie poza schematy 🙂

  16. Ja zawsze mysle, o konkretnych ludziach i konkretnych ich przypadkach, a dopiero wtedy zastanawiam sie, czy jest to u nich jeden z problemow (atuentycznie ich bolacych) np. przewlekla ciezka choroba w rodzinie, z ktora za cholere nie moga sie czasem uporac, czy istotnie jest to sztuka dla sztuki.
    W ludziach cenie konstruktywne podejscie do tematu, nawet jesli jest z pozoru nierozwiazywalny i nie warto tracic energii. Warto, zawsze warto, zeby przynajmniej probowac cos zrobic dla innych i dla siebie. I wyplakac sie czasem trzeba, kiedy czas po temu… i wywsciekac, a potem znowu zlapac kamien i sprobowac wtoczyc na gore. Nigdy wszak nie ma pewnosci, ze jest to wysilek syzyfowy. A jesli nie? Ot, to by byl sukces.

  17. Jestem zdecydowanie zamartwiaczem.
    Wiem jak wiele zdrowia tracę na rozmyślanie w kółko o tym samym co i tak niczego nie zmienia…a jednak nie daje mi spokoju strach przed niepowodzeniem, zawodem, odrzuceniem itp. Kiedy zbliża się coś bardzo ważnego dla mnie nie mogę przestać drążyć tematu, co się stanie jak nie podołam zadaniu?…Dlatego też często zakładam najgorszą ewentualność bo wolę się mile rozczarować.
    W tym całym martwieniu sie dostrzegam również dobre strony bo takie podejście może uczyć nas pokory, a także pobudza do dalszych działań i jeszcze większego wysiłku aby osiagnać upragniony cel. Ważne jest jednak aby odzyskać w jakiś sposób chociaż część tej zużytej energii, którą właśnie poprzez wsparcie bliskich możemy nabyć.
    Gdy ktoś życzy mi dobrze i mówi np. “nie martw się ,dasz radę” albo “jestem z tobą”…to bardzo pomaga:)

  18. @Aniu zobacz jak to działa. Zamartwiasz się zanim podejmiesz działanie – czyli stawiasz blokady, mur przed szczęśliwym zakończeniem. Wsparcie drugiej osoby jest bardzo ważne i zwyczajne “jesteś super” może pobudzić do działania i przezwyciężać lęk przed tym co może się stać. O to właśnie chodzi – tak trzymać 🙂 Zwyczajne i częste powiedzenie “i tak tobie się nie uda” jest jak sztylet wbity w plecy i nader często się słyszy takie teksty. Albo “to jest bez sensu” aż ręce opadają. Jestem z tobą Aniu i z każdym tym który potrafi dobrym słowem pobudzić do działania innych. Życzę powodzenia i głowa do góry przy wtaczaniu swojego kamienia pod górę 🙂
    @Logos Amicus całe szczęście że każdą łatkę można odpruć lub odlepić gdy samemu wyjdzie się poza schematy a tym samym następuje przemiana. Pozdrawiam 🙂 wszystkich przemienionych

  19. “Mówi się często o tym, że Polacy są narodem, który uwielbia narzekać”

    Droga Joanno, ciekawym byłoby zadanie pytania “kto mówi?”.
    Z moich obserwacji wynika,że przeświadczenie o wyjątkowej “narzekalności” Polaków jest powszechne jedynie w Polsce. Znajomi Portugalczycy i Włosi też lubią lamentować, często uważając sie przy tym za mistrzów świata w tej dyscyplinie.
    POzdrowienia
    T.

  20. Telemachu, odsyłam do badań prof. Wojciszke nt. polskiej kultury narzekania.
    Nie wiem jednak, czy były rzetelne badania porównujące stopień narzekania pomiędzy Polakami a narodami takimi jak Włosi czy Portugalczycy. A czy np. Szwedzi narzekają? Były badania nad określaniem samopoczucia i porównywano bodajże Polaków i Amerykanów.

    A poza tym, “mówi się” użyłam jako pewnej figury, która owszem, dotyczy raczej naszego spostrzegania sprawy. Faktem jest, że my Polacy uważamy, że dużo narzekamy. I ostatecznie nie ma znaczenia (dla mnie, w tym artykule), czy Polacy narzekają bardziej czy mniej niż mieszkańcy Samoa, bo chodziło mi raczej o opisanie samego mechanizmu.

    I na koniec – dzięki za uważność 🙂

  21. Witam:-)
    Joanno, to odpowiedź mam jedną tak jak w terapii”jeżeli ktoś nie chce zmian, to cóż może terapeuta?”. Paradoks polega na tym (obserwacje własne niekoniecznie obiektywne), że te osoby takie odnoszę wrażenie potrzebują innych (słuchaczy, pomagaczy itd.), żeby funkcjonować “efekt huby”, to jest bardzo komfortowa sytuacja dla narzekającgo ponieważ wobec takich osób automatycznie są mniejsze wymagania no bo przecierz i tak ma ciężko. Słuchasz ,pomagasz ,rozwiązujesz problemy i zanim się obejrzysz to siedzisz w tym po szyję.
    Jestem zwolennikiem wymiany energii , nie może być tak ,że zanim się obejrzysz nagle jedziesz na “emocjonalnym debecie” , a twój “narzekacz” znajduje sobie nowego , świeżego pełnego energii słuchacza.Dlatego nie wchodzę w takie klimaty , wyczuć można w miarę szybko czy ktoś chce coś zmienić w sobie ,wokół siebie, popracować nad sobą i potrzebuje mojej pomocy w takie klimaty wchodzę , ale jeżeli mam robić za dawcę energii to dziękuję postoję.
    Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share