Swego czasu asertywność była hasłem, które można by określić jako “trendy”. Mówiło się dużo o byciu asertywnym, a treningi asertywności były niezwykle popularne. Każdy chciał się nauczyć mówić “nie”. Pop-psychologia uprościła trochę to zagadnienie i ludzie zaczęli wierzyć, że asertywność to umiejętność mówienia “nie” w każdych okolicznościach. A sprawa jest trochę bardziej złożona.

Asertywność to tak naprawdę zdolność związana z umiejętnością stawiania granic, zdawaniem sobie sprawy z praw swoich i innych ludzi. Asertywność to także wyrażanie szacunku wobec potrzeb, zarówno swoich jak i osób, z którymi się stykamy.

Granice otwarte czy zamknięte

Nasze granice, czyli to, co nas psychologicznie oddziela od innych ludzi i określa kim jesteśmy, mogą wyglądać bardzo różnie. Są osoby, które mają całkowicie otwarte granice i wpuszczają wszystko i wszystkich. O nich zwykło się mówić, że nie są asertywne, bo nie potrafią nikomu odmówić. Zgadza się, w tym przypadku osoba nie ma szans na obronę samej siebie i nie kontroluje tego co do niej przychodzi. Na drugim krańcu mamy ludzi, których granice są całkowicie zamknięte, nie dopuszczają do siebie nikogo ani niczego. Z pozoru nie mają problemu z odmową, ale często stosują wykręty i wymówki, nie wchodząc w bezpośrednią komunikację lub stają się agresywne. Jeśli oglądaliście film “Jestem na tak” (“Yes man”), to główny bohater przechodzi drogę od totalnego zamknięcia do całkowitego otwarcia. W efekcie widzimy, że ani jedna ani druga skrajność nie jest dobra.

no/yesDobre granice, to granice elastyczne, które świadomie dostosowujemy odpowiednio do sytuacji, naszego samopoczucia, woli, chęci. Możemy się zamknąć przed czymś, co uważamy za niebezpieczne, albo na co nie mamy akurat ochoty. Możemy otworzyć się na coś, co nas ciekawi albo czego potrzebujemy. Ważna jest świadomość, że możemy sami podejmować decyzje z tym związane. Co więcej, mamy prawo komunikować się na ten temat z resztą świata. Osoby, które mają kłopot z asertywnością często chcą odmówić, ale nie potrafią zrobić tego wprost. Zjada je poczucie winy, że powinny inaczej albo, że nie mogą ranić innych osób swoją odmową. Dlatego brak asertywności często związany jest z niskim poczuciem wartości i dużą potrzebą akceptacji przez innych.

Prawa asertywności, o których warto pamiętać

Nataniel Branden, psycholog zajmujący się samooceną, asertywność definiuje jako “szanowanie własnych pragnień, potrzeb, wartości i poszukiwanie właściwych form wyrażania ich w życiu“. Mówi się też o pewnych “prawach asertywności”, których należy mieć świadomość przy asertywnej komunikacji. Herbert Fensterheim sfromułował kilka takich praw:

  • Masz prawo do wyrażania siebie, swoich opinii, potrzeb, uczuć – tak długo, dopóki nie ranisz innych.
  • Masz prawo do wyrażania siebie, nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóki Twoje intencje nie są agresywne.
  • Masz prawo do dysponowania swoim ciałem, czasem i własnością, jeśli to, co robisz jest dobre dla innych.
  • Masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb – dopóki uznajesz, że oni mają prawo odmówić.
  • Są sytuacje, w których kwestia praw poszczególnych osób nie jest jasna. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania tej sytuacji z drugą osobą.
  • Masz prawo do korzystania ze swoich praw.

Jak widać, asertywność opiera się między innymi na otwartej komunikacji. Jeśli nie podoba ci się to, co robi/mówi druga osoba, jeśli czujesz się zraniony, wyrazem szacunku dla ciebie i dla niej będzie otwarte powiedzenie o swoich uczuciach.

Komunikacja wprost a asertywność

Chowanie się, ściemnianie, czy przemilczenie sprawy sprawia, że osoba zraniona gorzknieje i raczej nie ma wewnętrznego spokoju, a osoba raniąca może nawet nie zdawać sobie sprawy z tego, co robi. Jak możemy inaczej zmieniać swoje zachowanie, niż poprzez branie pod uwagę informacji zwrotnych od innych ludzi? A jak możemy zmieniać cokolwiek, jeśli informacji zwrotnej jest brak?

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że czasem trudno jest o “komunikację wprost”. Na przeszkodzie mogą stawać różne rzeczy. Czasem nikt nas najzwyczajniej tego nie nauczył i nie mamy odpowiednich wzorców. Boimy się opinii czy reakcji drugiej osoby. Czasem czujemy się źle i nie mamy ochoty z nikim gadać, a tym bardziej otwarcie.

Jednak każdy krok przekraczający własne bariery owocuje nowymi, wartościowymi doświadczeniami. Później okazuje się, że warto jest wyrażać swoje potrzeb i emocje, bo to wzbogaca nasze życie i relacje z innymi. Może też się okazać, że otoczenie nie jest przyzwyczajone do nowego sposobu komunikacji (“Zawsze był taki cichy, spokojny i uprzejmy, a teraz coś takiego z niego wyłazi”) i reaguje w niezbyt przyjemny sposób.

Cóż, czasem trzeba to przełknąć, bo w końcu każdy ma prawo do własnej reakcji. A my mamy prawo do wyrażania siebie, bez względu na to, co myślą na ten temat inni. Jeśli nie mylimy asertywności z agresją lub nadmiernym bronieniem się, wszystko ostatecznie powinno być ok. Poza tym, co to za otoczenie, które nie respektuje naszych praw? Może trzeba coś zmienić.

Asertywność a święty spokój

Chciałam jeszcze wspomnieć o pewnej technice, którą jak zauważyłam w mojej pracy warsztatowej, często stosują kobiety, uznając, że jest to zachowanie asertywne. Chodzi mi o stosowanie uników i wycofywanie się “dla świętego spokoju”. Wracamy do kwestii informacji zwrotnej. Jeśli ktoś przekracza naszą granicę, a my robimy coś “na odczepnego”, nie informując jasno, że nie życzymy sobie takiego traktowania, osoba ta uznaje (nawet nieświadomie), że jej strategia jest skuteczna. I będzie tak nadal robić.

Stawianie granic polega na aktywnym działaniu, uniki nie są efektywne. Z drugiej strony, ostatecznym barometrem jest nasze samopoczucie. Czasem coś nas po prostu nie obchodzi i “spływa jak po kaczce”, wtedy zignorowanie czyjegoś ataku jest spójne z naszą postawą i w efekcie staje się postawieniem granicy.

Zdarza się czasem tak, że gdy już zbierzemy się w sobie, to pod wpływem emocji, przejęcia całą sytuacją i solennych obietnic, że będziemy bronić swoich praw, zamiast komunikatu asertywnego, czyli pełnego szacunku, wychodzi ostre “grrrrr”… Ale asertywność, jak każda inna zdolność, wymaga treningu. Uważam, że jeśli ktoś zawsze dawał sobą pomiatać i nagle zaczyna się bronić, nawet w złości i agresywnie, to jest to pierwszy krok w dobrym kierunku. Zresztą, przeżywana złość i gniew często są wewnętrzną informacją, że ktoś przekroczył nasze granice. Czasem trzeba je ujawnić, dobrze się im przyjrzeć i zdać sobie sprawę z tego, co się stało. Kontakt z emocjami jest podstawą dobrych i zdrowych relacji z innymi i z samym sobą.

Czym naprawdę jest asertywność?

“Asertywność” to tak naprawdę tylko jakieś hasło. Po rozmowie z moją znajomą, doszłam do wniosku, czym przyznaję jej rację, że tak naprawdę chodzi o słuchanie siebie, swojego wewnętrznego głosu i podążanie za nim. Do tego trzeba dołożyć uważne słuchanie głosów i potrzeb innych i nasze działania niejako z natury stają się asertywne. I uczenie się asertywności jako zestawu pewnych zachowań ma swoje ograniczenia, bo może się okazać, że są wewnątrz nas części, które się z tymi zachowaniami nie zgadzają. Wtedy trzeba się im przyjrzeć i porządkować sprawy od wewnątrz.

Z drugiej strony, czasem wiemy, że nasze zachowanie nie jest spójne z wewnętrznym poczuciem, ale nie wiemy jak można zachować się inaczej. Wtedy wsparcie z zewnątrz i trening zachowania może być bardzo przydatny. Czyli tak naprawdę zmiana powinna zachodzić dwutorowo – na poziomie świadomości wewnętrznej i na poziomie zewnętrznych zachowań.

Podsumowując, co nam daje asertywność, czyli działanie spójne ze swoimi własnymi potrzebami? Przede wszystkim więcej luzu psychicznego, czyli redukuje stres związany z relacjami z innym ludźmi. Nie musimy już walczyć, tylko w jasny sposób stawiamy swoje granice. Nie musimy czuć się podle, bo znowu ktoś nas wykorzystał, tylko potrafimy zadbać o siebie i swoje samopoczucie. Komunikujemy się otwarcie i konflikty zamiast eskalować, są rozwiązywane na najwcześniejszych etapach. Jest mniej nieporozumień i błędnego widzenia rzeczywistości. Inni ludzie nie muszą zgadywać co czujemy i wiedzą jak się w stosunku do nas zachować. Czujemy się szanowani i mamy szacunek dla innych, co zawsze przynosi wiele radości w kontaktach międzyludzkich.

Photo by Zan on Unsplash

  1. I to jest artykul wlasnie dla mnie. Wroce do niego dzis kilakrotnie. Napewno 🙂
    Milego dnia wszystkim 🙂

  2. Dziekuję za dopełnienie tematu “od zewnętrznej strony”. Fajnie się to wszystko skomponowało w całość. Do tej pory rozumiałam to, jakby to były dwie różne, rozbieżne drogi. 🙂

  3. Zauwazyliscie jak wspaniale pewne problemy sa tu “podane”? Wiele rzeczy staje sie dosc szybko jasne 🙂

  4. Dla mnie asertywność to sposób zycia. O wiele szersze pojęcie niż tylko umiejetność odmawiania. W literaturze spotykam czasem informacje typu – Asertywność nie zawsze musi być stosowana albo – czasami wręcz nie należy jej stosować(!)
    Jesli chcę być asertywna to ZAWSZE! Co nie oznacza, ze ZAWSZE to musi tak samo wyglądać:)

    Zgadzam się w zupełność, że tak naprawdę chodzi o słuchanie siebie, swojego wewnętrznego głosu i podążanie za nim…

  5. A co jesli wewnetrzny glos sie pomyli? Gorycz porazki z samym soba nie spowoduje “zablokowania”?

  6. No i właśnie to jest ten związek asertywności z poczuciem własnej wartości! MOGĘ popełnić błąd, Mogę być na siebie nawet wściekła albo rozczarowana sobą a potem świadomie podejmuję decyzję co z tym dalej zrobić…

  7. I wlasnie chyba ten moment kiedy swiadomie trzeba podjac deczyje jest najtrudniejszy. Wtedy emocje trzeba przelozyc na “matematyke”. Wszystko podliczyc, wyciagnac wnioski, zobic bilasn strat i zyskow i odrobine madrzejszym zasuwac dalej przez zycie 🙂

  8. Masz prawo, masz prawo, masz prawo…
    Jakie to na pozór wszystko proste. Pozwala odetchnąć pełną piersią i poczuć się na chwilę wolnym.
    Ale Joanno: z czego wynikają te prawa? Na jakim opierają się fundamencie? Kto nam je daje?

    Alice Miller napisała kiedyś, że niebywały sukces narodowego socjalizmu jako ideologii wynikał ze zdumiewającego zjawiska: czytający Mein Kampf przeżywali rodzaj katarsis wynikającej z tego, że przyznawano im prawo do nieskrępowanej i nietłumionej nienawiści. Nagle wolno było nienawidzić i było to powszechnie zaakceptowane jako “dobre”.

    Mam swe problemy z asertywnością – podobnie jak z każdą próbą zawijania starych zjawisk w nowy papier. W latach 80tych “trendy” było odkrywanie pozytywnych stron egoizmu. Altruizm za wszelką cenę przestał być ideałem. Asertywność jako moda pojawiła się w latach 90tych. Mój problem dotyczy wymieniania “praw” w oderwaniu od obowiązków. Bo prócz rzeczywistych i urojonych praw posiadamy też jako bagaż cywilizacyjnego procesu również szereg obowiązków – te zaś stoją w oczywistej sprzeczności z wymienianymi poprzez orędowników asertywności prawami. Mamy prawo mówić “nie”. A gdy to innych rani? Mamy prawo do wyrażania swych uczuć? Ale czy niezależnie od potrzeb i oczekiwań innych?
    I co począć z hierarchią? Co jest ważniejsze, obowiązek uszanowania innych czy wyrażenia siebie? Empatia czy ekspresja? Jak się ma obowiązek szacunku w stosunku do innych do prawa do wyrażania siebie? Do każdego z tych praw można dopisać komentarz rozważający uwarunkowania i ograniczenia wypływające z elementarnych obowiązków?
    Czy matka ma wpierw prawo wyrażania siebie czy też raczej obowiązek opieki nad dzieckiem? Co czynić w momencie gdy prawo i obowiązek ze sobą kolidują?
    Czy moje prawo do powiedzenia “nie” powinno mi przysłonić obowiązek pomyślenia o konsekwencjach jeśli w wyniku korzystania z tego prawa narażę na szwank moje możliwości wyżywienia mych bliskich?

    Takie to wszystko proste i atrakcyjne w oderwaniu od codziennych kontekstów i uwarunkowań.

  9. Asia napisz cos o kodzie spolecznym!

    Wydaje mi sie, ze asertywnosc o wiele lepiej sprawdza sie w teorii niz w zyciu. Bo co to znaczy ‘nie ranic innych’? We wszystkim, co robimy kierujemy sie subiektywna opinia. To, co w mojej ocenie nie powinno kogos ranic, moze mu wyrzadzic krzywde, a przynajmniej on tak bedzie uwazal. Asertywnosc to tak naprawde utopia, bo do tego, zeby byla tym, czym powinna byc wszyscy musielibysmy byc asertywni. Co z tego, ze ja nie mam problemu z asertywnoscia? Ludzie mysla i dzialaja stereotypami i tak naprawde nie oczekuja od innych szczerosci (a tym w zasadzie jest asertywnosc), tylko zachowan, ktore wpisza sie w kod spoleczny. Obawiam sie, ze stosunki miedzyludzkie bardziej cierpia niz zyskuja na mojej umiejetnosci wyznaczania granic. Powtorze sie za Telemachem: to wszystko piekne w oderwaniu od uwarunkowan.

    Do Telemacha
    Nie widze zadnego konfliktu w wyrazaniu siebie i opieka nad dzieckiem, tudziez w innych przykladach, ktore podajesz. Asertywnosc pojmowana jako zgoda z samym soba i podazanie za wewnetrzna potrzeba, a nie oczekiwaniami spolecznymi eliminuje wszelkie dylematy. Dziecko pojawia sie wtedy, kiedy pojawia sie naturalna potrzeba i to jest wlasnie sposob wyrazenia siebie. W kwestii wyrazania swoich uczuc niezaleznie od potrzeb i oczekiwan innych znowu nie widze zadnego problemu. Jezeli od poczatku jestes asertywny i wyrazasz sie jasno nie robiac unikow, jaka Twoja wina w tym, ze ktos oczekuje od Ciebie czegos, czego nie mozesz/chcesz zaoferowac? Tajemnica asertywnosci polega na konsekwencji. Nie mozesz brac odpowiedzialnosci za wyobrazenia innych. Nie potrafie sobie wyobrazic sytuacji, kiedy prawo i obowiazek ze soba koliduja, ani tego w jaki sposob moja chec wyrazania siebie jest w sprzecznosci z szacunkiem do innych.

  10. Myślę że podstawą do prawdziwej asertywności jest silny kręgosłup własnych wartości. Asertywność jest narzędziem dzięki któremu wyrażasz swoje zdanie i opinie w sposób zgodny z twoimi wartościami.

    Moim zdaniem zaniedbanie swoich obowiązków i własnych wartości jest jak najbardziej nieasertywne. Każda sytuacja jest na tyle inna i skomplikowana, że to zawsze jest twoja decyzja czy użyjesz jej, czy nie, czy stawiasz granice i w jaki sposób to zrobisz.

    Reasumując, kiedy przekraczamy cudze granicę przestajemy być asertywni stajemy się agresywni i samemu rezygnujemy z własnych granic. Opuszczamy swoje państwo. Uważam, że umiejętność stawania za sobą jest kluczowa w każdej relacji czy to relacja matka dziecko czy mąż żona czy szef pracownik. Pytaniem jest jak to zrobisz a nie czy jest to dobre.

  11. Telemach i pinup
    widać że jesteście pełni obaw i głównie jest zawarte w waszych wypowiedziach, ponadto myślę, że w szczególności Telemach kieruje się jakąś wykalkulowaną chęcią zysku i gwarancją skuteczności asertywności jako takiej, idąc za głosem serce będziesz wiedział co zrobić, czy pracować u szefa sk..syna i być może po mału własną postawą wpływać na otoczenie czy rzucić to wszystko, to samo Pinup ja tak samo miałem wyrzuty sumienia związane z jasnym stawianiem granic w swoich relacjach z otoczeniem i dopiero po dłuższym czasie widać zmianę na lepsze, jeśli wycofasz się do skorupy to wszystko pozostanie tak jak było

    sory że tak trochę ofensywnie ale chyba kubeł zimnej wody tu jest potrzebny

  12. Ale ja nie mam zadnych wyrzutow sumienia! Czuje sie doskonale z tym jaka jestem i to nie jest wynik ciezkiej pracy nad soba. Zostalam wychowana w domu, w ktorym takie wartosci jak otwartosc i szczerosc w relacjach sa normalne. Wyobraz sobie jakim szokiem bylo dla mnie odkrycie, ze dla ludzi to nie jest norma. To nie ja mam problem ze swoja asertywnoscia, tylko wiekszosc ludzi, z ktorymi mam do czynienia. Satatystyki dotyczace klamstwa sa przerazajace, a czym jest klamstwo, jezeli nie ucieczka od tego kim sie jest i co sie robi? Jak wiec oczekiwac, ze ktos bedzie szanowal moje granice, jezeli nie potrafi ustalic swoich?
    Asertywnosc to sposob bycia, a nie tylko podejmowania decyzji. Tu nie chodzi o to, czy rzucac prace, czy nie, czy wyrazac siebie, czy poswiecac sie dla dziecka (nota bene Telemach wspomnial o dylemacie matki, nie ojca co jest kolejnym przykladem wszechobecnych stereotypow). Tu chodzi o pewnien balans w zyciu, zeby nie zatracic szacunku dla siebie i innych. W Polsce kultywuje sie niestety umartwianie i poswiecanie (zapewne uwarunkowane tradycja katolicka),a to stoi w zupelnej sprzecznosci z asertywnoscia. Asertywni ludzie, a zwlasza kobiety, nadal postrzegani sa jako nieprzystosowani, niewrazliwi, albo wyniosli.

  13. Telemach:

    myślę, że na zadane przez Ciebie pytania odpowiedzi nie należy szukać w zdolności do asertywności. To jest raczej kwestia odpowiedzialności. Dziecko nie jest dla matki równym partnerem, aby mogła ona z nim negocjować granice swoich praw. Co do tych, którzy od nas zależą – to inna bajka. Jeśli są dorośli, a my sami ich ubezwłasnowolniliśmy, nie zachowując dostatecznego poziomu asertywności, wówczas wyrządziliśmu im krzywdę i granica odpowiedzialności przesuwa się.
    A ból jest nieunikniony, czasem trzeba powiedzieć coś, co zaboli, zrobić coś, co kogoś zaboli. Sami sobie tym również sprawiamy ból. W bliskich związkach z ludźmi przetrwanie tego ułatwia wzajemne zaufanie. Cóż, dylemat nie przestanie nam towarzyć, mam nadzieję. Tzn – ja to wszystko tak widzę.
    Ale poza tym myślę też, że najistotniejsze jest to, co powiedziałeś – uwarunkowania. Każda sytuacja jest inna, podobieństwa są pozorne i staram się o tym pamiętać, choć pokusa skorzystania ze “sprawdzonych” rozwiązań jest silna.

  14. Podobała mi się w jednym z artykułów metafora granicy jako ogrodzenia, które sami stawiamy, dbamy, łatamy. Które jest nie tylko murem, ale w którym są też dziury, furtki, bramy.

    Wiele się mówi o tym, jak pokazywać, gdzie leży nasza granica. Ale mało, jak pokazywać gdzie są furtki do naszego świata, jak zapraszać ludzi. Jest tak w sytuacjach, kiedy zbudowaliśmy wokół siebie za wysoki mur i nie chcemy nikogo wpuszczać do siebie. Chętnie przeczytałbym artykuł o elastycznej granicy, o jej tworzeniu i świadomym wpuszczaniu ludzi do swojego świata. O tym jak mówić “tak”, a nie tylko “nie”.

    Mało się też mówi, jak poznawać swoje granice. Skąd wiem gdzie przebiega moja granica? Czy jak coś mnie denerwuje w relacji z inną osobą, to znaczy, że w tym miejscu przebiega granica, której nie chcę przekraczać lub wpuszczać przed nią drugiej osoby? Więcej życiowych przykładów by się zdało. Podobnie, jak poznawać gdzie ja mam furtki i dziury. Furtki, przez które chcemy wpuszczać ludzi i dziury, które chcemy załatać.

    I w końcu, jak poznawać i rozumieć, gdzie leżą granice innych ludzi, a gdzie nas do siebie zapraszają. Czy jak ktoś na przykład dzieli się ze mną pomysłem na bieganie, że będzie biegał i trenował, to znaczy, że mnie do tego biegania zaprasza, czy tylko otwiera się przede mną? Jak rozumieć kiedy to jest “tak”, a kiedy to jest “nie”. Jeśli “nie”, to czy to oznacza całkowite zerwanie relacji, czy tylko postawienie granicy w danym miejscu. I w jakim miejscu on przebiega. A jeśli “tak”, to w jakim miejscu. W tekstach badanie i poznawanie granic innych widzę raczej w pejoratywnym ujęciu “testowania granic”, sprawdzania jak długo druga osoba będzie się opierała, albo przekraczaniu tych granic mimo komunikowanego oporu. Ale na pewno są inne, mniej inwazyjne metody poznawania drugiej osoby, jej granic.

    1. Drogi Pytający 🙂

      Dużo pytań, dużo ważnych pytań. Nie jestem w stanie na wszystkie tak od razu odpowiedzieć, ale postaram się choć parę zdań napisać. Może po pierwsze – wiele z Twoich pytań czeka na odpowiedzi własne, wewnątrz siebie, czasem metodą prób i błędów. Na niektóre z nich nie ma definitywnej odpowiedzi – szczególnie jeśli w grę wchodzi drugi człowiek, który jest niepoznany, nieprzewidywalny i poznać go można jedynie z nim będąc i pytając o różne rzeczy. Niektórzy ludzie jak mówią “tak” to mają “tak” na myśli, inni niekoniecznie – o tym czasem trzeba się przekonać. Czasem też boleśnie. Pytania o to, gdzie Ty masz swoje furtki a gdzie dziury, tak naprawdę skierowane są do Ciebie samego. Gdie czujesz dyskomfort, gdy ktoś Ci “włazi”? Gdzie czujesz dyskomfort, ale mimo to pozwalasz, a potem jest Ci źle? Gdzie czujesz dyskomfort i nie pozwalasz, ale czujesz tęsknotę jednak za obecnościa, wpuszczeniem? Nikt, żaden najmądrzejszy psycholog nie odpowie na te pytania za Ciebie. Za to może zawsze jakoś pomóc poszukać wspólnie odpowiedzi. Co więcej, te odpowiedzi nigdy nie będą definitywne, bo życie i relacje są dynamiczne… wiem, że spodziewałeś sie konkretów, przykładów, itd – może coś wymyślę jeszcze, ale póki co, to są moje główne refleksje. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
109
Share