Czy zdarza się Wam z zaskoczeniem stwierdzać, że coś jest inne niż się Wam wydawało? Albo, że zakładaliście jedno, a rzeczywistość pokazała coś innego? A może z drugiej strony: ktoś miał jakieś założenia na Wasz temat i byliście zaskoczeni jak dalekie były od prawdy? Ostatnio sporo zastanawiam się właśnie nad fenomenem dotyczącym tego, jak bardzo lubimy uznawać różne rzeczy za oczywiste i jak mało bierzemy pod uwagę zmienność życia.

Co zawiera umysł początkującego?

Istnieje przepiękne pojęcie stworzone przez jednego z najbardziej znanych na Zachodzie mistrzów Zen Shunryu Suzukiego: “umysł początkującego”. Powiedział on:

W umyśle początkującego jest wiele możliwości, w umyśle eksperta kilka.

Umysł początkującego to pewnego rodzaju nastawienie do świata, dzięki któremu podchodzimy do wszelkich zjawisk z całkowitą otwartością. Nasze założenia i teorie tylko zaciemniają obraz. Umysł eksperta to umysł przepełniony założeniami, pomysłami na temat tego jakie coś powinno być, jak sobie wyobrażamy to czy tamto, jakie są odpowiedzi na wszelkie pytania. Gdy pozbędziemy się tego balastu, okaże się, że świat potrafi zaskakiwać i że nabieramy kontaktu ze światem takim jaki on naprawdę jest, a nie jakim go sobie wyobrażamy. Widzimy ludzi, patrzymy na nich i rozmawiamy z nimi, a nie z własnymi myślami na ich temat. Bo przecież czasem dochodzi do tego, że próbujemy przestawić świat zgodnie z tym, co mamy w głowie, a nie na odwrót. Rodzą się z tego nieporozumienia, konflikty i cierpienie.

Nie chodzi mi bynajmniej o pozbycie się swojej wiedzy. Wiedza jest jak najbardziej w porządku 🙂 Chodzi raczej o to jak tę wiedzę traktujemy. Jeśli uważamy, że jest ona jedyną i ostateczną prawdą, to czekają nas rozczarowania. W końcu nawet najtwardsza, jak mogłoby się wydawać, wiedza naukowa jest zmienna. Podręczniki są uaktualniane, nowe wyniki zastępują stare, a fizyka kwantowa przewraca wszystko i wszystkim w głowach do góry nogami. Fizycy zajmujący się tymi zagadnieniami odchodzili od zmysłów (lub radzili sobie z dysonansem poznawczym w sposób nie sprzyjający rozwojowi nauki, jak opisuje w swojej książce Adam Becker), bo to, co pokazywały doświadczenia nijak się miało do ich przekonań na temat istoty świata. Po to, by iść na przód z odkryciami, trzeba było pozbyć się przynajmniej części dotychczasowych założeń.

Dziś może być zupełnie inne

I tak samo my, na co dzień, powinniśmy rozbrajać nasze założenia, jeśli chcemy coraz bardziej świadomie żyć. Czy nie jest tak, że mając pakiet przekonań na przykład na temat naszego życiowego partnera, nie ma w nas (a przynajmniej słabnie) już ciekawości i chęci odkrywania kim jest ta osoba? Kim się staje każdego dnia? Gdyby ktoś powiedział o mnie, że jestem cały czas taka sama, oburzyłabym się. A czy nie zakładam tego samego na temat innych? Przecież świat jest zmienny, my się zmieniamy, inni się zmieniają. Aby nadążać i nie dostać w którymś momencie od świata w łeb trzeba to zaakceptować.

Mistrz Suzuki pisze:

Nie możemy znaleźć doskonałej harmonii bez przyjęcia faktu, że wszy­stko się zmienia. Ale na nieszczęście, chociaż jest to prawda, trudno nam ją przyjąć. Ponieważ nie potrafimy przyjąć prawdy o zmienności, cierpimy. Tak więc przyczyną cierpienia jest nasze nieakceptowanie tej prawdy.

To, co było wczoraj nie jest takie samo dzisiaj. I nie zaprzecza to prawdziwości, realności tego, co było wczoraj. Ale było to wczoraj. Dziś jest coś innego. Przyzwyczajeni jesteśmy, by traktować wczorajszą prawdę jako prawdę dzisiejszą. Gdy okazuje się inaczej, mówimy, że wczoraj było kłamstwem. Nie było. To dziś jest po prostu inne. Często spotykam takie podejście u ludzi, od których odszedł partner. Wczoraj mówił mi, że chce ze mną być. Dziś już nie chce. Kłamał. Niekoniecznie…

Trzymając się dnia wczorajszego lub tego, co jest w naszych umysłach (na jedno wychodzi, bo wczoraj nigdzie indziej poza naszymi umysłami już nie istnieje), odbieramy sobie energię na spotkanie z tym, co jest obecne w tej chwili. Tracimy czas i energię na zajmowanie się tym, czego nie ma. To, co jest, przemyka nam przed nosem. I wcale nie mówię, że wspomnienia są bez sensu, bo przecież doświadczenia i wnioski są bardzo cenne, a nieodłącznie związane z przeszłością. Jednak wnioski można wnieść w teraźniejszość i korzystać z nich jak z narzędzi po to, by działać w danej chwili.

Świat jest dynamiczny, to co jest dziś białe, jutro może stać się czarne. To, co dziś jest nie do pomyślenia, jutro stanie się normalne i codzienne. Wydaje się, że jedyne wyjście to dać się nieść nurtowi życia, a nie stawać okoniem. Dostrzec piękno tańca życia, pełnego przeplatających się przeciwieństw, przechodzących jedno w drugie. Odnaleźć wewnętrzną stabilność elastyczność, zamiast usztywniać cokolwiek tworząc podatność na złamanie.

Moja oczywistość jest najmojsza

Największą oczywistością jaką w sobie, często nieświadomie, pielęgnujemy, jest to, że inni myślą to samo i tak samo jak my, odbierają świat w ten sam sposób i mają te same doświadczenia. Gdy okazuje się inaczej reagujemy “no przecież…”, “ale jak to?”, “to przecież jest oczywiste…”. Oczywiste jest tylko i wyłączeni dla posiadacza danego przekonania. W pewnym sensie ułatwia to życie, bo zwariowalibyśmy wciąż wątpiąc w prawdziwość naszych doświadczeń. Warto mieć jednak świadomość tego mechanizmu. Zastanawiam się ile ja mam w głowie takich oczywistości, ile założeń, które nakładam na innych ludzi. Etykiet, które traktuję jak rzeczywistość, a nie jak przydatne, ale zawodne narzędzie operowania w rzeczywistości.

A na koniec cytat de Mello z książki “Minuta mądrości”:

– Dlaczego traktujesz myśl tak nieufnie? – zapytał filozof. – Myśl
jest przecież dla nas jedynym narzędziem porządkowania świata.
– To prawda. Myśl może jednak tak uporządkować świat, że już nie
będziesz zdolny po prostu go zobaczyć.
Nieco później Mistrz powiedział uczniom:
– Myśl jest zasłoną, a nie zwierciadłem.
Dlatego właśnie żyjecie zamknięci w osłonie z myśli, i nie
dochodzi do was Rzeczywistość.

 

Photo by Dawid Zawiła on Unsplash

  1. Jak w takim bądź razie żyć z osobą która ma umysł eksperta i doskonale potrafi nim prawdopodobnie nieświadomie manipulować? Ma swoje założenia i tezy, a co najbardziej bolesne: widzi swoich bliskich i kategoryzuje ich, przy tym raniąc nich samych?
    Czy próbować zmienić swój obraz w jej oczach? Czy jest to walka z wiatrakami?
    Czy matka która ma córkę może mierzyć wszytko co robi córka tzw. “swoją miarka” ?

  2. 2 lata temu słyszałem o przypadku, gdzie w pewnej informatycznej firmie, gdzie było 30 programistów zatrudniono jednego artystę-poetę. Artysta-poeta nie miał wiedzy programistycznej, więc pytał o wszystko, często nawet “głupio”. Informatycy głowili się jak tu prościej odpowiedzieć wpadając często na ciekawe pomysły. Po 3 latach artysta-poeta wiedział za dużo i za wiele rzeczy stało się dla niego oczywistych… został zamieniony na nowy model 🙂

    Swoją drogą zazdroszczę dzieciom tej otwartości umysłu i pytania “dlaczego?” 🙂

    Pozdrawiam serdecznie,
    Orest

  3. Pytanie:
    Trochę to trudne. Można rozbroić taką osobę poprzez zrozumienie i pytania 🙂
    – “Aha, rozumiem, że uważasz, że ciocia Krysia jest wrędną wiedźmą zawsze?
    – No może nie zawsze. Czasem idzie z nią wytrzymać.
    – A w jakich sytuacjach?
    – …”
    (nie zawsze zadziała od razu i tak jak z każdą czynnością: trening czyni mistrza)

    Odnośnie pytania, czy matka może mierzyć córkę swoją miarką. Nie tylko matka. Większość z nas mierzy innych swoją miarą. Pisałem o tym kiedyś:
    http://orest.tabaka.eu/blog/2008-06-12/rozwoj-osobisty/ocenianie-innych-podlug-swojej-miary/

    Pozdrawiam serdecznie i idę rozszerzać “zbiór swoich miar” 🙂
    Orest

  4. @Pytanie: faktycznie, życie może być trudne z taką osobą. Ale ja nie jestem zwolenniczką zmieniania nikogo, a tym bardziej zwalczania. Można czasem pokazać, że się myli. Najlepiej jednak chyba świecić przykładem i pokazywać, że można inaczej. Mimo wszystko doskonale rozumiem, jak bolesne może być takie poczucie bycia wtłaczanym w miarę innych, bolesne i wkurzające. Ale lepiej skupić energię na budowaniu własnej autonomii.
    @Orest: ja też zazdroszczę dzieciom tej otwartości umysłu. Często łapię się na tym, że mam gotowe odpowiedzi, które dają mi poczucie niesamowitej satysfakcji. Gorzej, gdy okazują się błędne. Gorzej, że może nigdy się nie dowiem, które były błędne albo ile przeoczyłam będąc zapatrzona w swoje pomysły. Ale cóż, do przodu 🙂 Historia z artystą wśród informatyków bardzo mi się podoba 🙂

  5. Witam 🙂
    Powyższy wątek chciał nie chciał kojarzy mi się z poranną inspiracją MATRIX”owską ,otóż poznałem w szkółce fajnego gostka(już z go nie ma bo ukończył-farciarz hahahahahha) ,zadałem mu pytanko: “słuchaj stary ,a znajomi nie męczą cię pytaniami itd” na co kolega odpowiedział: “męczyli ,ale teraz mam na półce 30ci Kubusiów Puchatków i jak ktoś zaczyna to mu wręczam i mówię tu jest odpowiedź na wszystkie twoje pytania” hahhahahahahahhaha
    Po przeczytaniu dzisiejszej inspirującej inspiracji w związku z tym iż mam fioła na punkcie Matrixa chyba kupię 30płyt z Matrixem i jak zaczną się pytania to będę wręczał mówiąc:-obejrzyj ten film tu jest wszystko.
    :-).A co do dziecięcej otwartości umysłu to oczywiście jest scenka w Matrixie z wyginaniem łyżeczek i tekst jeśli dobrze pamiętam “musisz przestać widzieć łyżkę Neo”
    Pozdrawiam

  6. http://www.youtube.com/watch?v=h1fGPn8lqOU
    Miałem ćwiczonko na psychoterapii na którym Doktor uświadomił mi ,że można całe życie odbijać się od ludzi i się męczyć tak jak w powyższym linku Neo ,albo płynąć sobie między ludźmi jak Morfeusz.I myślę sobie ,że kluczem jest zrozumienie otaczającego nas świata ,a nie walka z nim i chęć zmienienia go aby nam pasował.
    Ot takie refleksje Pani Joanno 🙂 , ale to wszystko przez tą Matrix”owską inspirację hahahahaahhahaah to wszystko Pani wina hahahahahahhahahahahahhaah
    Pozdrawiam

  7. dla niewtajemniczonych (http://www.pozaschematy.pl/inspiracja-na-dzis/) dzisiejsza inspiracja brzmiała: “Próbuję uwolnić twój umysł, Neo. Ale mogę wskazać ci tylko drzwi. Sam musisz przez nie przejść.”.
    Tofiku, jestem ciekawa tego ćwiczonka. A poza tym, chyba sobie zapodam Matrixa dziś wieczorem, coraz więcej w nim mądrości widzę, za każdym razem.

  8. Waldemar Łysiak wypowiedział kiedyś takie oto stwierdzenie: “ekspert – człowiek, który przestał myśleć, on WIE” 🙂

    Asiu
    bardzo interesujące spostrzeżenie
    “Cała zachodnia medycyna, psychiatria i część psychologii są zorientowane na stan.”
    Karl Pribram świetnie to ujął w jednej ze swoich wypowiedzi:

    “Wiosną 1983 r. jeden z najwybit­niejszych fizyków i chemików naszych czasów, Ilya Prigogine. wygło­sił w Wiedniu wykład, w którym podkreślał konieczność badania przez fizyków zjawisk zachodzących w domenie czasoprzestrzeni. Powiedział, że przez całe dziesięciolecia fizycy badali statyczne (po­nadczasowe) zjawiska kwantowe, a teraz nadszedł czas, by zacząć badać procesy dynamiczne. Moją odpowiedzią na słowa Prigogine’a było stwierdzenie, że biologowie przez całe stulecia badali zjawiska zachodzące w czasoprzestrzeni, toteż nadszedł dla nas czas, by zwró­cić uwagę także i na domenę częstotliwości. Oczywiście nie wyłącznie na nią. Obie perspektywy są równie potrzebne.”

    Całość wywiadu z Karlem Pribramem, wybitnym neurofizjologiem można przeczytać tu:
    http://a.bongaruda.pl/biuletyn/publikacje/garuda_14/1232014836/

  9. Joanna:
    Właśnie 16.02 miałem 3 spotkania z różnymi osobami. Każdej z nich w pewnym momencie zadałem pytanie “dlaczego?” do jakiś oczywistych kwestii. Zauważyłem zakłopotanie i trudność w wytłumaczeniu, a zdawałoby się, że nie powinno być z tym problemu 🙂

    Więc nie tylko mi powinniśmy zadawać pytanie “dlaczego?” ale także nam powinno się zadawać, bo wtedy zaczynamy się zastanawiać czy to nasza myśl czy nam narzucona przez otoczenie, media itd. 🙂

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  10. Orest: Myślę, że sami siebie też możemy pytać “dlaczego”. Czemu tak sądzę? Czy aby na pewno jest tak, jak myślę? Wymaga to sporej uważności i trzeba uważać by nie dostać od tego “kręćka” 🙂

  11. Myślę, że pytanie siebie “dlaczego” to ważna sprawa, ale chciałbym zwrócić uwagę na jedną kwestię. Można pytać siebie wchodząc w różne poziomy percepcji. To co najczęściej uznane jest za “pytanie siebie” w naszej kulturze dotyczy poziomu logiczno – werbalnego. Myślę osobiście, że warto pójść znacznie głębiej, poszukując odpowiedzi poprzez praktyki poszerzające umysł. Grzebanie w nieświadomości to fascynujące i bardzo odkrywcze zajęcie, choć trzeba zachować w tym zakresie coś w rodzaju psychicznego BHP 🙂

  12. Joanna:
    Można i warto. Odpowiedzi są czasem zaskakujące 🙂

    Jacenty:
    Wyższe poziomy świadomości… to wyższa szkoła jazdy, dla twardych 🙂

    Pozdrawiam radośnie,
    Orest

  13. tofiku74, z tą łyżką, to chyba raczej było cos w stylu – nie prubuj zgiać łyżki bo to niemożliwe, uświadom sobie, że łyżka nie istanieje.
    Dla mnie Matrix to film który powinien obejżec każdy człowiek;D Zawiera w sobie wiele z religii i filozofii świata i co najwazniejsze dla mnie jest receptą na to jak być wolnym.

    Oczywiście w zalezności od tego co aktualnie się dzieje w moim zyciu każdą scene inaczej moge zinterpretować, lub co innego w niej odnajduję. Np ostatnio scenę z połykaniem pigułki skojarzyłam z małżenstwem;)
    -Nie wiesz co cię czeka
    -jest to podróż w jedna strone
    -a jednak wiesz, ze to jedyna słuszna decyzja jeśli chcesz zyć w prawdzie.

    Oczywiscie to tłumaczenie ma sens tylko wtedy jeśli pojmuje się małżeństwo tak jak ja pojmuję;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share