Jak nie wstawać wcześnie rano.

Marsh grass in the mistWiem, wiem, zapowiadałam ciszę spowodowaną ważnymi sprawami, ale jakoś nie chce mi się spać. I właśnie o spaniu i wczesnym wstawaniu chciałabym dziś napisać.

Swego czasu namiętnie czytałam blogi o rozwoju osobistym (po pewnym czasie zaczyna nużyć monotonia i wtórność, teraz wolę oglądać zdjęcia). Przeczytałam tam, że najlepszym sposobem na zwiększenie swojej produktywności, czyli robienie więcej tego, co chce się robić, jest wczesne wstawanie. Pobudka o wschodzie słońca (lub wcześniej), według jej propagatorów praktyków, ma wiele zalet. Jest fantastyczna dla zdrowia (nie bez powodu jogini i inni mądrzy ludzie wstają wcześnie), organizm jest w najlepszej formie, wkoło cisza i spokój sprzyjające skupieniu. Oczywiście ważne jest też to, że wstając wcześnie mamy mnóstwo czasu dla siebie i swoich spraw (pisanie, medytacja, ćwiczenia fizyczne, itd.). Brzmi kusząco, prawda?

Zrobiłam więc kilka(dziesiąt) podejść do tego, by wytrenować mój organizm do wczesnego wstawania. Szukając informacji na ten temat popełniłam nawet artykuł na tym blogu. Efekty? Mierne.

Organizm mój ma fantastyczne wyczucie czasu. Budzę się o 8. Jestem nieprzytomna. O ile nie mam jakichś niesamowicie ważnych spraw do załatwienia, przewracam się na drugi bok. Po godzinie budzę się po raz drugi. Często przychodzi do mnie o tej porze pies, też zaspany, z zamiarem nielegalnego dospania obok mnie na łóżku. Przytulam psa. Pogrążam się w krainie snów po raz kolejny. Rano mam najbardziej niesamowite i znaczące sny. W końcu budzę się o 10 (bez budzika!), rześka, radosna i pełna energii. Przede mną kolejny dzień! 🙂

Dodam, że scenariusz jest podobny niezależnie od tego, o której położę się spać. Nie jest to więc kwestia przemęczenia, niedosypiania czy temu podobnych. Po prostu tak działa moje ciało. Może można je przestawić. Może gdybym zastosowała wszystkie superefektywne, behawioralno-poznawczo-nlpowe techniki, byłabym w stanie wstawać o 6 rano. Ale po co? 🙂

Gdy piszę ten tekst jest chwila po drugiej w nocy. Wstałam o 10, w pracy byłam od 14 do 19, potem spotkałam się ze znajomymi, a przy komputerze siedzę od 22. Zrobiłam mnóstwo pożytecznych rzeczy. Nie chce mi się szczególnie spać, a myśli mam nadzwyczaj jasne. W przeciwieństwie do prób pracowania rano, kiedy ledwo co widzę na oczy, nawet po prysznicu i spacerze z psem poprzez zimowe łączki. Owszem, czasem zdarza się, że pracuje mi się dobrze rano (no, czasem mam jakieś spotkanie), ale to raczej sporadyczne przypadki, a nie reguła.

I tak sobie myślę, że nie ma co gwałcić swojego organizmu. Niestety sprawa nie jest aż tak prosta. Dlaczego? Wstając o 10 lub (czasem) później, mam wyrzuty sumienia. Mniejsze, większe…są. Pracuje nad nimi, ale wydaje mi się, że może nie jestem odosobnionym przypadkiem. Mam poczucie, że społecznie cenione jest bycie skowronkiem, bo tych, co śpią dłużej nazywamy „śpiochami”. Czasem pieszczotliwie, ale z reguły trochę lekceważąco, trochę deprecjonująco…Takie mam odczucia. I zdaję sobie sprawę, że jest we mnie taka część, wyszkolona społecznie, kulturowo i rodzinnie (babcia nawet w wakacje kazała mi wcześnie wstawać, a ganiła za czytanie książek po nocach), która nie akceptuje „wylegiwania się” w łóżku rano. Ba, ona nawet zazdrości rannym ptaszkom łatwości z jaką wcześnie wstają. Muszę z nią pogadać i rozwiązać ten wewnętrzny konflikt. Bo po drugiej stronie jest część, która lubi spać, kocha poranne sny i wcale nie chce być fantastycznie produktywna o 7 rano. I tak jak mój tata, lubi pracować po nocy, bo wkoło cisza i spokój sprzyjające skupieniu, a umysł na najwyższych obrotach…

Zdaję sobie sprawę, że jestem szczęściarą, bo nie dałam się wsadzić w system, który sprzyja skowronkom, a karze tych, co potrzebują rano się wyspać. Nie muszę iść do pracy na 8, jak niektórzy w moim gospodarstwie domowym 🙂

Wszystkim, którzy mogą sobie na to pozwolić, radzę spać ile wlezie i pozbyć się ewentualnych wyrzutów sumienia. Może to wcale nie jest tak, że „kto rano wstaje, temu pan Bóg daje”. Myślę, że raczej daje temu, kto żyje w zgodzie ze sobą 🙂

Oczywiście doceniam piękno poranków, szczególnie wiosną i latem, ale doświadczanie ich pozostawiam sobie jako coś specjalnego i szczególnego, a nie cel do osiągnięcia. Mniej ciśnienia, lepsze życie, jak to wspólnie z Jacentym doszliśmy w komentarzach do poprzedniego wpisu.

Dobrej nocy 🙂

Jak wcześnie wstawać