Wszystkim tym, którzy czytali coś Stephena Coveya nie jest zapewne obce sformułowanie “ostrzenie piły” (ang. sharpening the saw). Jest to bezbłędna metafora, która mówi o tym, że w pracy i rozwoju najważniejsze jest odpowiednie zadbanie o narzędzia. A naszym głównym narzędziem jesteśmy my sami, nasze ciało, umysł i duch. I tak jak drwal musi co jakiś czas przerwać pracę i naostrzyć piłę, tak my musimy zadbać o siebie. Tępą piłą jest ciężko pracować, nawet przy ogromnym wysiłku efektywność spada. Ostra zaś wchodzi jak w masło, szybko i skutecznie.

Zapominamy jednak często o “pracach konserwacyjnych”, orientujemy się, że coś trzeba dla siebie zrobić dopiero jak pojawiają się problemy. Boli mnie kark, to znaczy, że muszę iść na masaż. Ledwo patrzę na oczy – och, muszę się wyspać. Zaczynam chorować, biorę parę dni wolnego. A przecież zapobiegać jest łatwiej niż leczyć, na każdym poziomie. Zapobieganie wymaga jednak tak zwanej proaktywności, działania z wyprzedzeniem, świadomego planowania. Bywamy reaktywni, podejmujemy działania dopiero wtedy, kiedy sygnały alarmowe są nie do wytrzymania.

Na szczęście swoje nawyki można zmieniać 🙂 Parę tygodni temu na jakimś szkoleniu rozmawialiśmy o hobby. Miał to być taki neutralny temat do wykorzystania w jakimś ćwiczeniu dotyczącym czegoś zupełnie innego. Ale przypadki nie istnieją 🙂 Koleżanka z grupy opowiadała o swojej pasji, którą jest renowacja starych mebli. Byłam pod wrażeniem tego, jak wiele może takie zajęcie dać. Poczułam też, że ważne jest aby taka pasja była całkowitą odskocznią od tego czym się zajmujemy zawodowo.

Okazało się, że mimo dużej ilości rzeczy, którymi się zajmuję, wszystkie oscylują wokół podobnych tematów i klimatów. Dzięki temu, robię to, co lubię, ale z drugiej strony umysł działa cały czas w taki sam sposób. Stwierdziłam, że koniecznie muszę coś zmienić. Aby nie zanudzać Was szczegółami, kupiłam aparat fotograficzny, o którym marzyłam od bardzo dawna. Wiele lat temu robiłam sporo zdjęć, ale gdy przyszła era cyfrówek przestałam. Nadszedł czas by do tego wrócić.

Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę. Częściej uruchamiam prawą półkulę, bo zamiast chodzić (a częściej siedzieć) i myśleć (czytać, pisać, etc), chodzę i patrzę na świat, obserwuję, chłonę i oczywiście, utrwalam. Moja analityczna część też jest zadowolona, bo przy okazji uczę się mnóstwa technicznych rzeczy.W każdym razie, najważniejsze jest to, że robiąc zdjęcia czuję, że odpoczywam. I spędzam więcej czasu na świeżym powietrzu 🙂

Oczywiście fotografia to tylko przykład, wierzę, że każdy może znaleźć coś co mu będzie odpowiadać. Ważne jest też, żeby nie zapędzić się w kolejny zaklęty krąg efektywności, bycia najlepszym czy utalentowanym. Fotografia akurat jest dla mnie medium, dzięki któremu inaczej patrzę na świat i zyskuję większą uważność. Wiem jednak, że można wpaść w pułapkę osiągania wyników i traktowania wszystkiego jako potencjalnego tematu na zdjęcie. Kiedyś popełniłam taki błąd i w pewnym momencie zorientowałam się, że nie doceniam piękna otaczającego świata, bo wszędzie widzę taki lub inny kadr. Ale to już inna historia…

Myślę też, że niektórzy mogą swoją pasję traktować jak ucieczkę. To nie jest rozwiązanie, bo kontrast między przyjemnością osiąganą z realizowania hobby a codziennym życiem i pracą może stawać się coraz większy. Spychanie problemu w rodzaju pracy, której się nie lubi, czy związku, który szwankuje jest tylko chwilowym i pozornym rozwiązaniem. Wciągające zajęcie może być fantastycznym sposobem na odreagowanie, ale trzeba uważać, by nie była to właśnie ucieczka.

Moje wnioski mają jednak być pozytywne i optymistyczne. Zachęcam wszystkich do odnalezienia tego, co was “kręci”, co daje przyjemność i poczucie lekkości. Niech będzie to coś, co pozwala uwolnić umysł od myślenia o codziennych obowiązkach i zajęciach, coś co będzie angażujące i dające zastrzyk pozytywnej energii. Forma jest tak naprawdę nieistotna, to może być bieganie, wspinanie się (fantastyczna sprawa, niestety moje kolana nie dają rady…), zbieranie znaczków, czytanie komiksów czy budowanie domków z zapałek. Możliwości jest nieskończenie wiele 🙂

A jak Wy ostrzycie swoją piłę?

  1. Kiedyś moją pasją był taniec:)Nadal chciałabym się rozwijać w tym kierunku ale niestety nie mam możliwości ani nie znam ludzi, których by to zainteresowało. Od czasu do czasu wpadam na zajęcia w moim rodzinnym mieście co daje mi kopa na następne kilka tygodni. Po pewnym czasie poczułam, że to jednak za mało dla mnie i zaczęłam szukać…i tu okazało się, że tyle rzeczy mnie interesuje i nie muszę ograniczać się tylko do tańca współczesnego są przecież inne ciekawe zajęcia, w których mogę się spełniać i tak np. zaczęłam uczyć się gry na gitarze klasycznej:)Może nie jestem asem ale nauka sprawia mi przyjemność i pomaga uwolnić emocje a przede wszystkim oderwać się od codziennej bieganiny.
    Drugim zajęciem, które od niedawna wypełnia mi wolny czas to śpiewanie, znakomicie się czuję mogąc odkrywać nowe dźwięki wydobywające się ze mnie. Nigdy wcześniej tego nie próbowałam a to jest przecież świetne, wyzwala energię, pobudza i zmusza do myślenia w inny sposób niż na co dzień…Może taniec,muzyka i śpiew są powiązane ze sobą to jednak nie umiem jak dotąd wyrazić siebie w inny sposób dlatego to mnie kręci:)Kto wie może niedługo odkryję coś nowego…

  2. Kiedyś, a dawno to było ćwiczyłąm gimanstykę artstyczną. Dawało mi to wiele przyejmeności, do czasu kiedy wszystko rozgrywało się na zasadzie rywalizacji. A gdy doszły poważne kontuzje to zrezygnowałam. Było to moją pasją przez 6 lat. Dzięki temu mam teraz bardzo szczupłą sylwetkę 😀
    Obecnie moją pasją jest rysowanie. Próbowałam różnych technik i odnośników mojej “twórczości”. Najdziwniejsze jest to, że któegoś dnia po prostu postanowiłam, że zacznę rysować. Było to z 2 lata temu i okazało się, że nie tylko to potrafię, ale co mówią niektórzy mam talent 😉 Uwielbiam rysować ludzkie twarze. Dbam o każdy zarys, każde wyżłobienie na ustach. Ale najbardziej lubię gdy… mogę się na maxa wybrudzić ołówiekiem, gdy całe palce a nieraz twarz (?) mam umazane, a całe ciało jest zmęczone od wycierania ołówkowych cieni. Robi się gorąco, tak w środku i wylewam całą energię na kartkę. Kto chce bym narysowała jego portret niech wyśle swoje zdjęcie na mojego maila 😀
    pozdrawiam hobbystów wszelakiej maści
    🙂

  3. moja pasja jest fotografia
    a raczej była pasją teraz jest pracą i pasją
    i na świat patrzę przez kadr

    ktoś kiedyś powiedział że ja widzę zupełnie inny świat niż on … piękniejszy i widzi to dopiero widząc nasze zdjęcia

  4. To zależy jaki ma się stosunek życia i tego co się robi. Ale jednak muszę przyznać, że taki powiew “świeżego” zainteresowania, chwilowe zmienienie uwagi od życia codziennego na jakieś krótkotrwałe zajęcie jest jak najbardziej na miejscu. Pozdrawiam i życzę spokojnych, zdrowych i radosnych świąt.

  5. a ja szukam pasji (odmiana jak skrzypiec zawsze w mnogiej) i zazdroszczę znajomym, którzy na swoich zarabiają. Póki co moje hobby to spanie i jedzenie. 🙂

  6. Cześć Aśka,

    do niedawna nie doceniałem wagi ostrzenia piły, ale mi się zmieniło. Zająłem się na poważnie uprawianiem Tai-Chi Chuan. Gdzieś w trakcie mocno zaczęło odzywać mi się moje ciało w reakcji na taki świadomy ruch. Teraz, tak na prawdę ciągle muszę uważać aby nie zacząć ustawiać sobie celów, bo to by mnie zniechęciło. Staram się trenować dla trenowania. Przychodzi mi to trudno przyznam ;).

    Przymierzam się do jogi, która miałaby być swego rodzaju rozwinięciem tego czego uczę się na Tai-Chi, ale na razie chodzę wokół tematu i obwąchuję.

    Od września z kolei planuję rozpocząć naukę gry w szachy. Namierzyłem już trenera. Bardzo się na to cieszę, bo raz miałem doświadczenie regularnej gry w szachy z przyjacielem prze około trzy miesiące. Zauważyłem wtedy, że gra w szachy przyspieszyła proces podejmowania decyzji i poprawiła pamięć. Był to jednak efekt nietrwały. Dlatego teraz wracam do tematu.

    Do tych aktywności motywuje mnie zdawałoby się bardzo prosta rzecz. Mianowicie, na moje szczęście, w wyniku, którejś tam kolejnej introspekcji, czy jak kto woli medytacji “przypomniałem” sobie, że zawsze chciałem robić właśnie te rzeczy.

    Będę więc zdania, że szukać trzeba w sobie, bo radość wykonywania czynności, które chce się wykonywać jest nieporównywalna z tymi czynnościami, które wykonuje się z podpowiedzi, czy generalnie z impulsu zewnętrznego.

    Siła płynąca z rzeczy wykonywanych w zgodzie ze sobą i wypływających z naszego wnętrza jest niewiarygodna. Robienie tego co się na prawdę chce jest prawdziwą ekspresją siebie. Dzięki temu więc możemy zobaczyć kim jesteśmy. To z kolei daje dalszą motywację do odkrywania siebie co zamyka koło. Fajne perpetuum mobile.

  7. Znowu mam szybką, drugą refleksję, której nie zdążyłem zamknąć w pierwszym komentarzu:

    nawiązując do zdania Asi o dbaniu o narzędzia chciałbym Wam doradzić ruch. Jakikolwiek regularny ruch angażujący całe ciało. Im bardziej skomplikowany tym lepiej, ale to już jak kto tam woli.

    Nie czytałem jeszcze nic o Gestalcie czy analizie bioenergetycznej, ale sam ze swojego doświadczenia mogę zaświadczyć, że świadome uruchomienie całego ciała zwiększa poczucie bezpieczeństwa i samoakceptacji. Nawiązuje się łączność z tym co nas przecież ciągle nosi, a do czego odnosimy się najczęściej bezwiednie dość lekceważąco.

    To ciało jest źródłem fizycznego ciepła. To ciało jest źródłem endorfin, dopamin itd.

    Warto jest pochylić się na nami w kontekście ciała. Warto jest rozszerzyć swoją świadomość na ciało.

    To jest bardzo miłe :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share