O dotykaniu i przytulaniu.

I wanna hold your hand„By przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie, trzeba ośmiu uścisków dziennie. By się rozwijać, trzeba dwunastu uścisków dziennie.”

– Virginia Satir

Jeśli potraktować zalecenie jednej z najlepszych terapeutek dosłownie, to mam wrażenie, że ledwo przeżywamy. Z jakiegoś powodu nasza kultura idzie ku ograniczaniu kontaktu fizycznego między ludźmi, w końcu tyle rzeczy można robić zdalnie. Pościskać się zdalnie jednak nie za bardzo się da. A może coś zmienić?

Kilka lat temu Juan Mann zainicjował kampanię darmowego przytulania (Free Hugs Campaign). Pomysł zrodził się z czystej ludzkiej potrzeby autora – był w trudnej sytuacji życiowej, sam, bez wsparcia, patrzył jak rodziny i przyjaciele ściskają bliskich na lotnisku. Stanął na ruchliwej ulicy Sydney z kartką „free hugs”. Po pewnym czasie pojawili się „odważni” skłonni uściskać nieznajomego. Akcja uzyskała wielki rozgłos po opublikowaniu tego video na youtube. Ostatnio przeczytałam też, że francuski instytut zajmujący się promocją zdrowia zlecił przygotowanie kampanii, w której zamiast straszyć zachęca do społecznego wspierania nosicieli HIV i chorych na AIDS. Tak, tak, wygląda na to, że inspiracją była akcja „free hugs”, bo kampania zachęca właśnie do bezinteresownego przytulania chorych.

Dotyk potrzebny jest każdemu, a jak pokazują różne badania, u dzieci wręcz niezbędny do zdrowego rozwoju. Dzieci, którym brak dotyku (np. w sierocińcach) częściej chorują, gorzej się rozwijają i tracą na wadze. Dotyk pobudza dobre funkcjonowanie układu odpornościowego, a rozwój mózgu i zdolności motorycznych stymulowany jest przez dotyk i ruch.  Oczywiście dotyk buduje też więź emocjonalną i daje poczucie bezpieczeństwa. Zresztą dzieci instynktownie garną się do przytulania, jest to dla nich całkowicie naturalne. Z czasem dajemy i otrzymujemy coraz mniej uścisków, coraz bardziej ograniczają nas konwenanse. Pamiętam, jak moja przyjaciółka opowiadała, jak to po wielu latach po raz pierwszy doznała dotyku swojego ojca, gdy wmasowywał jej maść leczniczą w stawy. Wyznała mi, że było to bardzo dziwne doświadczenie i czuła się dosyć nieswojo. Czasy nieskrępowanego kontaktu fizycznego z rodzicem dawno przeminęły. Ile z nas może bez najmniejszego skrępowania przytulić się do taty czy nawet mamy (choć z mamami to zazwyczaj trochę łatwiej jest)? Jak bardzo możemy wyjść poza utarty schemat ucałuj powietrze/uściśnij się pół sekundy i poklep na powitanie? Każdy z nas ma inną sytuację, ale warto zobaczyć, czy można coś zmienić.

Swego czasu doświadczyłam na własnej skórze jak bardzo ograniczają nas normy społeczne i kultura, w której się wychowujemy. Będąc na studiach wyjechałam na pół roku do Portugalii. Znałam już z wcześniejszych wizyt zwyczaje moich portugalskich znajomych, którzy przytulali się, ściskali, dotykali, całowali soczyście w policzki przy każdej nadarzającej się okazji (tak to odbierałam). Podchodziłam do tego z lekkim dystansem, choć z czasem zaczęło mi się to coraz bardziej podobać i nie czułam już większego skrępowania takimi codziennymi sytuacjami bliskości fizycznej, nie mającej wydźwięku seksualnego. Szokiem była raczej wysoka tolerancja na przekraczanie granic przestrzeni osobistej. Na każde szturchnięcie na ulicy reagowałam złością i zorientowałam się, że w Polsce zwracamy dość mocno uwagę na to, by nikogo nie dotknąć idąc ulicą. Portugalczycy zbytnio się tym nie przejmują, ani potrącający ani potrącani łokciem czy barkiem. Mimo wszystko, jakoś się na to uodporniłam, przynajmniej na czas pobytu tam. Jednak powrót do Polski okazał się niełatwy, między innymi przez moje zapędy do ściskania się – niektórzy patrzyli na mnie z niezrozumieniem w oczach. Musiałam znaleźć jakiś kompromis. Jednak między innymi dzięki temu doświadczeniu z „niedotykalskiej” stałam się wielkim „przytulasem” 🙂

Mam wrażenie, że mężczyźni mają gorzej niż kobiety. Społecznie dotyk między kobietami jest bardziej akceptowany niż między mężczyznami. Faceci nadrabiają spotykając się na/przy meczach, gdzie przy piwku bez większego skrępowania mogą się pościskać – byle nie za czule. Lepsze huknięcie w plecy niż okazanie jakiejkolwiek bliskości. Znam jednak co najmniej kilku mężczyzn-przyjaciół, którzy nie boją się uścisków między sobą. To znak, że „się da”, może kiedyś normy społeczne zelżeją albo my nauczymy się trochę bardziej wyłamywać. A może należy z uwagą uczyć dzieci, że dotykanie jest ok, niezależnie od wieku. Warto nawet w gonitwie codziennego życia pamiętać, że potrzeby przytulania nie zastąpią najwspanialsze zabawki.

Mmmmm Hand!Wydawnictwo Fokus wznowiło w tym roku kampanię „Przytul dziecko„. Spodobała mi się ta inicjatywa z kilku względów. Po pierwsze przypomina jak ważny dla dziecka jest dotyk. Po drugie robi to w pozytywny sposób, w przeciwieństwie do kampanii „nie biję”, która mimo pewnie dobrych intencji, utrwala w umysłach wizję bicia dziecka – po to, by stworzyć zaprzeczenie, mózg musi stworzyć obraz tego, czemu zaprzecza (jak ponoć powiedziała kiedyś Matka Teresa: nie zapraszajcie mnie na manifestacje antywojenne, ale na pokojowe chętnie przyjdę). Po trzecie wydawnictwo daje konkretne narzędzia do budowania pozytywnej fizycznej więzi z dzieckiem: płyty z kołysankami, instruktaże do masażyków dla dzieci i inne. Plusem dla mnie jest jeszcze zaangażowanie w projekt profesor Marty Bogdanowicz, zajmującej się wspieraniem rozwoju dzieci, którą wspominam ze studiów jako bardzo ciepłą osobę.

Takie inicjatywy cieszą, cieszy mnie też coraz większa popularność metod terapeutycznych opartych na lub uwzględniających pracę z ciałem klienta. Powoli paradygmat odrębności ciała od psychiki wypierany jest przez całościowe podejście do człowieka jako organizmu, który choć posiada różne aspekty (fizyczny, psychiczny, duchowy), to jest systemem, w którym wszystkie części są ze sobą powiązane. Dlatego też tak ważne jest dbanie zarówno o dobrą kondycję fizyczną jak i psychiczną. A kontakt z samym sobą musi obejmować także kontakt z własną cielesnością. Jak często z uważnością, czułością i akceptacją dotykamy samych siebie?