Ileż ja się naczytałam o życiu tu i teraz. Myślałam, że już wiem o co w tym chodzi, wiedziałam jak uważność może poprawić jakość życia, starałam się nie przywiązywać do przeszłości ani do przyszłości. Jednak dopiero po obejrzeniu warsztatu mindfulness Jon’a Kabat – Zinn’a, pierwszego zachodniego propagatora medytacji uważności jako techniki terapeutycznej, poczułam to zamiast tylko rozumieć. I nie mogę się nadziwić jak znów mogłam pomylić te dwie sprawy 🙂

Ale cóż, życie to przecież doświadczanie różnych rzeczy, więc pretensji do siebie nie mam. Jak tylko myślę, że jestem tuż-tuż, już tak blisko, nagle kolejny wgląd pokazuje nikłość poprzednich eurek. Ale jak to pięknie napisał gdzieś Osho, aby zbudować wieżę, trzeba zacząć od samej ziemi. Aby zrobić drugi krok, potrzebny pierwszy, aby pójść na studia najpierw trzeba przejść przez przedszkole. Ależ zebrało mi się na metafory. Do rzeczy.

Zapraszam Cię Czytelniku i Czytelniczko do małego eksperymentu. Spróbuj prześledzić wszystkie te miejsca, w które zawitał Twój umysł w trakcie czytania poprzedniego akapitu. Innymi słowy – gdzie byłeś? Inny czas, inna przestrzeń? Przeszłość czy może wyobrażenia o przyszłości? Być może straciłaś kontakt ze swoim ciałem, z tym, że pupa siedzi na krześle (najprawdopodobniej), a kark lekko zesztywniał od pochylania się w kierunku komputera czy telefonu. Być może nawet zatraciłeś poczucie, że jesteś w tym pomieszczeniu, w którym właśnie teraz jesteś. [Ciąg dalszy eksperymentu: postaraj się w ten sposób obserwować siebie, gdy będziesz dalej czytać ten tekst. Co jakiś czas zadaj sobie pytanie – gdzie jestem?]

Nie przejmuj się, to całkowicie normalne. Nasz umysł tak właśnie działa, biega, lata tu i tam, komentuje, ocenia, wymyśla. Staram się obserwować mój własny umysł w trakcie pisania tego tekstu. Czasem wystarczy ułamek sekundy by dokonało się jakieś skojarzenie, a palce i tak piszą zdanie, które brzmi w mojej głowie.

To fantastyczna zdolność, takie wiązanie faktów, o ile nie wymyka się spod kontroli i służy naszemu dobremu samopoczuciu. Bo jeśli mój umysł będzie zbyt intensywnie biegał, to będę miała poczucie, że nie mogę się skoncentrować na tym, co robię. Jeśli wykonuję jakąś pracę intelektualną, to jeszcze można przeboleć takie umysłowe wycieczki, w końcu mogą być do czegoś przydatne – a nuż przypomni mi się jakieś zdarzenie, które będzie dobrą ilustracją zapisanej myśli. Gorzej, jeśli chcę w pełni doświadczać kontaktu ze światem, z naturą, z drugim człowiekiem, z sobą samym. Albo gdy mam do zrobienia coś konkretnego, a myśli są “nieposłuszne” i nie sprzyjają pracy.

Jestem przekonana, że większość z Was miała takie doświadczenie: czytam książkę, ale nagle orientuję się, że nie wiem w którym miejscu strony jestem i gdzie się toczy akcja. Gdzie ja byłam, gdy moje oczy automatycznie wykonywały swoją pracę? Moja uwaga była gdzie indziej, a ja zorientowałam się dopiero po pewnym czasie. Podobnie jest z jazdą samochodem i tzw, zjawiskiem powracającego konia, chcemy do sklepu, zamyślimy się, automat prowadzi i lądujemy pod domem albo, co gorsza, w pracy. Zjawiska powszechne i właściwie niezbyt szkodliwe, ale czy nam służą?

Jeśli przyjrzymy się swoim myślom, to większość z nich jest powielaniem pewnych schematów. Umysł komentuje. Przegląda wydarzenia, oceniając je. Wyobraża sobie przyszłość, rysując przeróżne scenariusze. Przy odrobinie wysiłku można te schematy poznać i zobaczyć powtarzalność. Bardzo często, tak naprawdę niewiele z tego wynika.

O ileż lepiej byłoby korzystać z umysłu jak z wyspecjalizowanego narzędzia, zamiast tracić energię na wewnętrzne ględzenie. Aby tego dokonać, trzeba nauczyć się obserwować co się dzieje w umyśle. Innymi słowy, wytrenować uważność, by nie dopuścić do półgodzinnego gapienia się na tę samą stronę książki.

Poza tym, życie płynie, a my jesteśmy wszędzie, tylko nie w chwili obecnej! Bardzo lubię ćwiczyć uważność na spacerze z psem. Są dni, kiedy orientuję się, że jestem na spacerze dopiero w połowie drogi. A tyle pięknych rzeczy wokół mnie. Czasem zdarza mi się zjeść coś przepysznego i zorientować się, że wcale nie smakowałam, tylko byłam gdzie indziej. Przeżułam, połknęłam, nie doświadczając smaku, zanurzona w jakiejś fantazji w mojej głowie. Czy nie żujemy i łykamy tak nieuważnie większości naszego życia? Dziwiąc się potem, że zbyt szybko przelatuje nam przez palce?

Myślę, że będąc częściej tu i teraz, mamy możliwość zauważenia różnych ważnych sygnałów, które pojawiają się w naszym życiu. Dzięki temu zaś, możemy prędzej na nie odpowiednio reagować. To mogą być pierwsze symptomy choroby (lub nawet zapowiadające dopiero chorobę), pierwsze objawy, że coś jest nie tak w związku, pierwsze przeczucia, że nie robimy tego, co byśmy chcieli, itd.

Oczywiście, kwestia czy i jak zareagujemy wychodzi daleko poza samą uważność, ale już dostrzeżenie sygnału daje nam wybór. Jeśli zauważę, że nie czytam wcale książki, bo myślę o wczorajszej rozmowie z przyjaciółką, to mam wybór: odłożyć książkę i sięgnąć po telefon, mocniej się skupić na lekturze albo pójść spać. Gdy jestem myślami gdzieś daleko, a ciało automatycznie wykonuje jakąś sekwencję działań, wybór jest niewielki. Obecność pomaga też zaakceptować to, co jest, uwolnić się od notorycznego zamartwiania i zatrzymać spiralę negatywnych myśli i uczuć.

Autorka jednego z artykułów na stronie ZenForest pisze “Spróbuj chociaż jedną godzinę być tu i teraz.”. Ha, ciśnie mi się na usta, spróbuj kobieto być choć przez minutę w tu i teraz! Godzina jawi mi się jak Mount Everest dla kogoś, kto wszedł na stołek 🙂 Można starać się wytrwać w tym stanie jak najdłużej. Można też starać się wracać do tu i teraz jak najczęściej. Efekt będzie podobny, choć mi łatwiej jest budować godzinę dziennie z małych, czasem kilkusekundowych kawałków. Mam tu na myśli coś, co Jon Kabat-Zinn nazywa praktyką nieformalną, czyli ćwiczenie uważności w ciągu dnia. Praktyka formalna zaś, to taka “siedzona” medytacja, w trakcie której skupiamy się na oddechu i staramy się utrzymać na nim uwagę. Według Jon’a te dwie formy wzajemnie się uzupełniają i najlepsze efekty osiąga się korzystając z nich obu.

Jak praktykować uważność?

Jeśli chcesz poświęcić chwilę tylko na praktykę, usiądź wygodnie, ale z wyprostowanym kręgosłupem. Zamknij oczy, na początku pomoże to w koncentracji. Zacznij obserwować swój oddech, tam gdzie go najlepiej czujesz (może to być nos, klatka piersiowa czy brzuch). Postaraj się utrzymać uwagę na tym doświadczeniu. Po jakimś czasie zorientujesz się, że myślisz o czymś innym, odjeżdżasz.

Spokojnie wróć do obserwacji oddechu. Jak mówi Jon, jeśli twój umysł ucieka dziesięć tysięcy razy, wracaj do oddechu dziesięć tysięcy razy. I wcale tak bardzo nie przesadził z ilością 🙂 Pamiętaj też, że w naturze umysłu leży małpie skakanie po tematach, więc nie karć siebie, nie denerwuj się, nie traktuj tego jak zadania. Nie masz nic do osiągnięcia, po prostu bądź, doświadczaj.

Po pewnym czasie otwórz oczy, nadal utrzymując uwagę na oddechu, a potem poszerzając ją o doświadczenia w innych częściach ciała. Mi osobiście w takiej praktyce pomaga zadawanie sobie pytania “gdzie jestem” i wewnętrzna odpowiedź “jestem tu” – sprowadza mnie to do chwili obecnej.

Ćwiczenie uważności w trakcie codziennych czynności zaczyna się od pamiętania o byciu uważnym. Najtrudniej zacząć, potem coraz częściej włącza się wewnętrzna przypominajka. Skupiaj się na tym, co robisz. Jeśli odjeżdżasz gdzieś myślami, delikatnie wróć do tu i teraz. Ta delikatność (acz stanowcza!) jest nie do przecenienia, inaczej pojawia się frustracja i złość, że coś nie wychodzi – sama tego doświadczyłam.

W naszym nastawionym na osiąganie celów społeczeństwie, jest to dość częsta przypadłość. Za rzadko robimy rzeczy dla czystej przyjemności ich robienia, a nie w jakimś konkretnym celu. Tym bardziej warto pobawić się każdą czynnością, jaką wykonujemy, posmakować, poczuć.

Dzięki praktyce uważności, w moim życiu pojawiło się więcej “niczym nie uzasadnionej” radości, wypływającej z samego faktu bycia, doświadczania, przeżywania. Zauważyłam też, że w momentach obecności inaczej widzę świat, tak jakby wyostrza się moja percepcja, nie patrzę na rzeczywistość mimochodem, przez mgłę myśli, tylko świadomie dostrzegam to, co jest. Kontury są ostrzejsze, a kolory bardziej nasycone – i nie jest to metafora.

Tutaj możecie obejrzeć warsztat, o którym pisałam na początku. Dla cierpiących na brak czasu, praktyczna część zaczyna się około 24 minuty. 

63 komentarzy
  1. Takie artykuły są potrzebne i ciesze się że je piszesz. Na co dzień, jakże łatwo zapomnieć o praktyce uważności…
    Uciekać myślami, raz w przeszłość, raz w przyszłość, byle nie być obecnym…byle nie być tutaj.
    Warto od czasu do czasu sięgnąć do lektury która przypomni nam to że nasze życie płynie TYLKO w teraz.

    Pozdrawiam serdecznie!
    Zenforest

  2. Wszystko co jest w życiu ma jakiś sens. Są momenty, kiedy warto “zejść na ziemię” i być całym sobą w chwili obecnej. Właśnie “TU i TERAZ”.
    Dzięki wspomnieniom i panującej zasadzie “przyczyny i skutku” możemy uświadomić sobie np. dlaczego nasze położenie w chwili obecnej jest takie, a nie inne. Co z naszych myśli i czynów sprowadziło nas do tego punktu, a to jest bardzo ważne.
    Zauważcie, że gdy w życiu dzieją się przełomowe, istotne momenty, nie sposób “wędrować” myślami gdzie indziej;) Nasze istnienie jest energią. Ta energia jest częścią wszechświata, nic więc dziwnego, że ulatuje poza nasze ciało fizyczne i prowadzi we wszystkie możliwe strony;) Dlatego pytam, po co świadomie zamykać ją w jednym punkcie? Po co ograniczać się do bycia wyłącznie “tu i teraz”? Dla mnie to niewątpliwie jest ograniczeniem dla naszej mocy poznania, która z założenia nie ma granic. Nasze wewnętrzne “ja” uchwyci wszystko to, co jest dla nas istotne, nawet jeśli jesteśmy tego zupełnie nieświadomi. Nasza energia zawsze będzie szukała połączeń z energią innych istnień, bądź wirami energii ziemi lub kosmosu. Są częścią wszechświata tak samo jak my. Weźcie to pod uwagę.
    Tu i tak chodzi o coś więcej. Prawdziwym celem tej wędrówki jest to, by w końcu stać się jednością ze światem i zharmonizować z wszelkim stworzeniem jakie istnieje. Wiele wyjaśnień przyniesie nam nadchodząca Era Wodnika, nazywana także New Age. Warto o tym poczytać już teraz, gdyż wiele zmian nastąpi niebawem na Ziemi, jaką obecnie zamieszkujemy.
    Wierzyć nie trzeba, ale wiedzieć warto:) Pozdrawiam was!

  3. @Zenforest: dzięki za dobre słowo. Zgadzam się, że czasem trzeba sobie przypomnieć o różnych ważnych rzeczach. A jak dobrze się przypomina pisząc o tym 😉

    @Sunim: Zgadzam się z tym, co napisałeś. Mamy umiejętność gromadzenia wspomnień, która jest bardzo cenna – możemy wyciągać wnioski. Mamy umiejętność rzutowania siebie umysłem w przyszłość – możemy planować i robić bardzo złożone rzeczy. Nasz umysł jest piękny, nie jestem za zatykaniem mu całkowicie ust. Jednak z moich obserwacji wynika, że nie jesteśmy w równowadze, za mało przebywamy w tu i teraz, a za dużo w przeszłości i przyszłości. Trening uważności ma pomóc nam nauczyć się sterować swoim umysłem, a nie biernie się mu poddawać. W końcu to tylko narzędzie, piękne, ale narzędzie. Jak nie jest potrzebne, powinniśmy umieć je odłożyć i odpocząć, a często nie potrafimy. A po to, by jak piszesz, zharmonizować się ze światem, trzeba najpierw w ogóle dostrzec i poczuć ten świat, a bez prawdziwej obecności jest to niemożliwe. Najpierw trzeba się nauczyć chodzić, by biegać w maratonach 🙂

  4. Właśnie zacząłem oglądać Mindfulness with Jon Kabat-Zinn i …. to jest naprawdę świetne!

  5. Dzięki za przedstawienie tak interesującego i inspirującego tematu.
    Fakt, szczególną umiejętnością jest uważne życie w czasie rzeczywistym “tu i teraz”, bo faktycznie istnieje tylko teraźniejszość, a cała reszta (przeszłość i przyszłość) jest tylko projekcją naszego umysłu.
    Pozdrawiam

  6. @Joanna: dla mnie ten świat wydaje się zupełnie nierzeczywisty, więc jak mam go “dostrzec” i “poczuć”? Ja czuję tylko energię, która zmienia się np. w radość, smutek, twórczość, miłość, słowo, ruch, pocałunek etc… samo istnienie świata “tu i teraz” nie ma dla mnie sensu, kiedy jest np. szaro-buro i ponuro, pada deszcz i jestem sam.. Po co mi być wtedy “tu i teraz”, skoro nawet emocje są ciężkostrawne? Powtarzam, są w życiu chwile kiedy na prawdę warto być w pełni obecnym, ale po co mam patrzeć na szarą ulicę pełną dziur i brudu i myśleć: “Ok! jestem ‘tu i teraz’, a przede mną jest szara, dziurawa ulica, pełna brudu i śmieci..”. Lepiej wtedy chyba pomyśleć jakie osoby (jestem facetem, więc dla mnie to będą kobiety:) najbardziej mi się spodobały podczas wczorajszego spaceru, ponownie poczuć ich ruch, zapach, energię i pomyśleć: jak można danej kobiecie czymś w najprostszy sposób zaimponować, żeby się z nią np. szybko zaprzyjaźnić? Wtedy, gdy “przypadkiem” spotkam ją kolejny raz, będę już wiedział co robić, heh..:)

  7. @Sunim: “samo istnienie świata “tu i teraz” nie ma dla mnie sensu, kiedy jest np. szaro-buro i ponuro, pada deszcz i jestem sam.. “ – to dla mnie oznacza, że nie akceptujesz jakiejś części tego, co ci przynosi życie. Uważam, że akceptacja, a nie wybieranie tylko tego, co nam sprawia przyjemność prowadzi do pełnej integracji. Nawet ta brudna ulica i twoja samotność są częścią wszechświata, jeśli odrzucasz to, zamykasz się na jakąś jego część. Spoko, jeśli ci się to nie podoba, to możesz uciekać. Ale to nie zniknie, a podziały będą się wzmacniać. Moim zdaniem wszystko ma swoje miejsce i sens. Ciężkostrawne emocje też, bo są twoją częścią i nie pojawiają się bez powodu. Ale każdy ma swoją drogę i to też trzeba zaakceptować 🙂

  8. Chyba źle to zrozumiałaś Joanno. właśnie kiedy jest tak jak w w/w cytacie, myślę konstruktywnie co mogę zrobić aby poprawić obecny stan rzeczy. Takie myślenie nie jest jednoznaczne odrzuceniem tej “negatywnej” części świata i ucieczką od własnych, nieprzyjemnych emocji. Dla mnie jest to zastąpienie ich tymi pozytywnymi: “ok, teraz jest źle, brzydko, szaro, więc co mogę zrobić abym znów czuł się dobrze?” I po prostu dążę do urzeczywistnienia swoich wyobrażeń, pragnień za pomocą czynów. Dla mnie to oczywiste.
    Nigdy człowiek nie czuje się źle “bo tak!”. Wszystko ma swoje przyczyny, trzeba je tylko umieć odnaleźć, aby móc je zmienić i aby zmienić, trzeba je najpierw zaakceptować.

  9. Czasem jest tak, że w pewnym sensie w ogóle nie zauważam brzydkiej pogody, w takim sensie że cieszę się z tego jak jest w danej chwili fajnie. To może zabrzmi dziwnie ale parę dni tenu była silna wichura z ulewą a ja szedłem do pracy z parasolem. Wiatr próbował mi go wyrwać tak że w końcu musiałem go trzymać oburącz. W połowie drogi gdy już byłem przemoczony, pomimo tego że parasol był duży i miałem kłopoty z szalikiem postanowiłem znaleźć bankomat aby wypłacić pieniądze które pozwoliłyby mi wziąść taksówkę, gdyż było już późno. Bankomat okazał się nieczynny. Znalałem drugi, wziąłem taksówkę i pojechałem do pracy. I cały czas miałem świetny humor. Było coś fajnego w tym deszczu.

  10. Innymi słowy myślę, że po prostu jesteśmy przyzwyczajeni reagować na pewne sytuacje tak a nie inaczej. Gdy pogoda jest “brzydka” automatycznie czujemy się zmuszeni poczuć się źle.

  11. Innymi slowy to zalży od tego jak bardzo potrafimy uwolnić się od negatywnego oceniania i jak bardzo potrafimy dostrzec o co pozytywne. Albo jeszcze inaczej, jak bardzo jesteśmy silni, mocni, jaką silną mamy ramę. Wtedy czynniki zewnętrzne nie mają wpływu na nasz nastrój, a już zwłąszcza takie drobiazgi jak deszcz. My jesteśmy źródłem szczęścia dla samych siebie a nie jakies tamzewnętrzne okoliczności czy jakiś tam deszcz. Potrafimy cieszyć się każdą pogodą. 😉

  12. Innymi slowy pudlo, Sunim (jesli to do mnie bylo). Owszem, jestem markiem, ale tylko nocnym, choc spod dobrej marki.
    Innymi slowy 😉 Markiem nie jestem.

  13. Joanna:
    “Uważam, że akceptacja, a nie wybieranie tylko tego, co nam sprawia przyjemność prowadzi do pełnej integracji. Nawet ta brudna ulica i twoja samotność są częścią wszechświata, jeśli odrzucasz to, zamykasz się na jakąś jego część.”

    Pieknie to napisałas, Joanno, dosłownie…dreszcz 🙂
    Naprawdę powiem szczerze – gdybym wcześniej tego nie rozumiała i nie czuła – to teraz poczułabym to co piszesz naprawdę, na głębszym poziomie.

    Pozdrawiam
    Zenforest

  14. A zastanawialiście się dlaczego bycie tu i teraz gdziekolwiek sie jest, przynosi radość tak z niczego? Mi się wydaje, że wtedy na człowiek zaczyna spływać potężna ilość energii, która była absorbowana na myślenie. A sama ta energia jest czystą radością. Bo to część energi wszechświata. A jak to ujął Shree Rajneesh “wszechświat jest boską zabawą energii, bezcelową” tzw. leela :),
    Pozdrawiam praktykujących

  15. @Sunim: te dwie wypowiedzi, które napisałeś są dla mnie osobiście w jakiś sposób sprzeczne.Ale to moje odczucie.
    @IndraM: Innymi slowy to zależy od tego jak bardzo potrafimy uwolnić się od negatywnego oceniania i jak bardzo potrafimy dostrzec o co pozytywne. – tak, dokładnie tak, w jakiś sposób jesteśmy wewnętrznie uwarunkowani do negatywnych reakcji i ocen. Można to zmienić, ale czasem przyczyna leży głęboko i trzeba trochę pracy, by się do niej dogrzebać i zechcieć zareagować inaczej.
    @Spritualist: A zastanawialiście się dlaczego bycie tu i teraz gdziekolwiek sie jest, przynosi radość tak z niczego? Ciekawe pytanie. U mnie chyba tak jest, że nie odczuwam żadnego wewnętrznego napięcia i energia radośnie sobie przepływa przeze mnie. Jak chodzę i się martwię, energia gdzieś utyka. Czuje też wtedy jakieś takie oddzielenie i niezrozumienie. W tym fajnym stanie tu i teraz zrozumienie wypływa jakoś z wewnątrz.
    @Zenforest: Bardzo mi miło, dziękuję i podkradaj co tylko chcesz 🙂

  16. @psychika: “Po prostu bądź” (czy znaki przestankowe wymagają aż tyle wysiłku?)Kabat-Zinna jest niestety obecnie niemal nie do zdobycia, w księgarniach brak, w hurtowniach brak, na allegro też nie ma, może jakieś antykwariaty…

  17. To niby takie proste,być tu i teraz,zakorzenionym w obecnej chwili.Siedzę przed komputerem i czytam Twój świetny artykuł,a mój umysł już snuje plany na wieczór.Coraz lepiej umiem go wyłączyć.Świetnie na ten temat pisze Eckhart Tolle w Potędze terazniejszości.Jeżeli jeszcze nie czytałaś,to naprawdę polecam.Pozdrawiam.

  18. @Bogdan: tak, czytałam E. Tolle, rzeczywiście bardzo wiele poświęca tu i teraz, choć nie zawsze mnie przekonuje sposobem, w jaki pisze. A zakorzenić się dobrze w tu i teraz to jednak kwestia wyćwiczenia się. Ja też jeszcze ciągle odjeżdżam 🙂

  19. Ale odjazd to nic złego,jeśli jest się tego świadomym.Jak na spacerze z psem,kiedy go spuszczasz ze smyczy,dobra pobiegaj sobie,ale mam cię na oku.

  20. Joanna i tak wszytko “w jakiś sposób” wie najlepiej, więc ja stąd znikam ;]Pozdrawiam.

  21. Czasem dobrze i wskazane być “tu i teraz” skupiając się na jednej właśnie wykonywanej czynności. Dobrze jest z pełną świadomością udać się na godzinkę do “jaskini”. Ale czasem dobrze nie być tak całkiem skoncentrowanym na jednej czynności. Ja to nazywam podzielnością uwagi. Wielokrotnie bywało, że w chwilach takiej “podzielności”, pomiędzy informacjami i wrażeniami docierały do mnie bardzo istotne treści, które w przyszłości były o wiele ważniejsze od tego czym się wtedy zajmowałam.

  22. dla mnie bardzo przekonująco o zaletach bycia tu i teraz napisał Goldstein w “Doświadczeniu wglądu”. to krótka instrukcja do medytacji w praktyczny sposób prezentująca zalety z niej płynące.
    jedną z nich jest umiejętność nieoceniania emocji, traktowania ich jako stanów umysłu a nie czegoś co przydarza się mnie. to z kolei pozawala uniknąć lgnięcia do tych, które mamy uwarunkowane jako “pozytywne” i odrzucania tych “negatywnych”. dla mnie (początkującego praktyka ;)) jest to nowo-odkryte, niewyczerpane źródło mocy pozwalającej sobie radzić z tym przed czym metodą Sunima do niedawna uciekałem.

  23. Na warsztat Mindfullness natrafiłem już jakiś czas temu, i rzeczywiście robi wrażenie. Z taką koncepcją bycia tu i teraz spotkałem się już wcześniej- polecam książkę “Potęga teraźniejszości”, dokładnie opisuje to zjawisko i dlaczego warto żyć właśnie w ten sposób.

    Przeszłość i przyszłość istnieje tylko w naszych głowach. Tak naprawdę mamy tylko tą chwilę, tu i teraz.

    pozdrawiam,
    Michał

  24. @Michał: Ja jakoś nie miałam serca by przebrnąć przez całą Potęgę Teraźniejszości. Mam wrażenie, że może ona być odebrana jako trochę “nawiedzona”, Tolle jest dość dyrektywny. Z kolei Kabat-Zinn jakoś bardziej mnie przekonuje. Choć nie przeczę, Tolle napisał sporo ciekawych rzeczy. Kwestia gustu 🙂 pozdrawiam.

  25. “Potęga ” jest faktycznie dość rozwlekła i miejscami …niepotrzebnie rozdziela włos na czworo. Gdyby skrócił to co mówił, byłoby mocniejsze w przekazie…

    I…właściwe zrobił to. 🙂 W książce “Cisza przemawia”. Dużo lepsza. I esencjonalna.

  26. Wysilać się, aby być w tu i teraz jest tylko myśleniem. Jak można odkryć tu i teraz praktykując uwagę? Myślenie o przeszłości i przyszłości to wspaniała cecha ludzkiego umysłu! Tylko zdanie sobie sprawy, że wszystko dzieje się Teraz(nawet myślenie o przeszłości)daje mam wyzwolenie od… przywiązania do myślenia.Myślenie to użyteczne narzędzie!!! Dlatego nawet marzenia są “rzeczywistością”.Dlaczego je odrzucać, lub udawać że nie są “prawdą” kiedy się dzieją??? Wiele praktyk medytacyjnych “pustoszy” nasze umysły!!! Pozbawia nas naszej subtelnej rzeczywistości. Bądzcie uważni w prawdziwym TERAZ!

  27. Myślenie, picie herbaty, głosy samochodów za oknem to sama rzeczywistość. Nie dzielmy jej na prawdziwą i fałszywą. W momencie “dziania się” nawet gówno śpiewa swą pieśń bycia:) Tak mi się “pomyślało”:)

  28. “Istnieje Rzeczywistosć. Ty nią jesteś.
    Jeżeli urzeczywistnisz, że jesteś Niczym
    Wówczas będziesz Wszystkim.” (Kalu Rinpocze)

  29. Muszę zacząć medytację.Nigdy tego nie próbowałam ale najwyższy czas .Tylko ciekawa jestem czy ta medytacja wzmocni mnie w nauce lub w tzw.,,pięcie Achillesa ,którą jest nasz język .Proszę czekam na odpowiedź
    Joasia

  30. Medytacja właściwie “praktykowana” uwrażliwia człowieka na to co jest. Otwierają się zmysły i następuje “odbieranie” rzeczywistości w pełni jej “dziania się”. Rzeczy i zdarzenia same mówią o swym przeznaczeniu i byciu.Wtedy możemy “TO” zrozumieć.
    Medytując napewno zdobędziesz więcej mądrości i poznasz jakie rzeczy są:)

  31. Jedynym znanym mi sensownym sposobem życia jest życie wg zasady “Tu i teraz”. Przeszłości nie zmienimy, a przyszłości zawczasu nigdy nie poznamy. Zostaje więc tylko chwila bieżąca, czyli “Tu i teraz”. To uratowało mi życie !

  32. Joanno, nie ma innej sensownej opcji niż “Tu i teraz”. Inna opcja to iluzje i brak kontaktu z rzeczywistością. Każdy ma prawo wybrać to co zechce. Ja wybrałem “Tu i teraz” i dlatego żyję i cieszę się życiem, bo życie jest bardzo krótkie i bardzo kruche. Jestem wdzięczny za wszystko co mam i jestem pogodzony ze wszystkim co mnie otacza. To daje mi spokój i pogodę ducha, czego życzę wszystkim !

  33. Uważaj, jak naprawdę doświadczysz ” Tu i Teraz” to znikniesz. Będzie tylko TO 🙂

  34. Śmierć mała czy duża to tzw. “święty spokój”. Myślenie o niej jest zaprzeczeniem życia wg zasady “Tu i teraz”. Jeżeli ktoś chce zamartwiać się śmiercią za życia to jego sprawa i jego wybór, tylko po co wybiegać w przyszłość skoro realna jest tylko chwila obecna.

  35. Myślenie o śmierci jest tylko myśleniem… Czemu nie myśleć??? Czy to takie złe???
    Jest też czas na orgazm – też dobre doświadczenie:)

  36. Władek, jak sądzisz że przeszłość nie istnieje, a przyszłość jest jak marzenie senne – to gratulacje:) Dziwne tylko, że potrafisz pisać i czytać, a także mówić – ciekawe skąd się to u Ciebie wzięło???

  37. W “Wielkim Teraz” mieści się przeszłość, przyszłość i teraźniejszość i wszystko co świat zawiera… Pozdrawiam Was ciepło:)

  38. Kiedy dźwięk jest tylko dźwiękiem, a myślenie tylko myśleniem, “Tu i Teraz” rozpływa się w bezpośrednim doświadczeniu tego co jest.
    Próżne Nasze opisy rzeczywistości…, są daleko od Tego, a jednak są prawdą. Cokolwiek powiemy, lub pomyślimy jest tym.
    Dzisiaj widziałem jak wiatr porusza drzewem, to wystarczyło. 🙂

  39. Ja mam pytanie do Joanny,cwicze sobie te TU I TERAZ i faktycznie czuje sie duzo fajniej,ale czasem wchodzi lęk,wiec czy jestem tu i teraz.Czy w tu i teraz jest lęk?Czy to swiadczy o tym ze uciekam?I czy tez masz takie przyjemne złudzenie ze w tu i tera nie ma czasu?

  40. Ta praktyka to nie pigułka szczęścia. Nie chodzi o to, że od razu się poczujesz wspaniale. Jeśli pojawia się lęk, należy go obserwować, patrzeć skąd przychodzi i co można z nim zrobić. W tu i teraz stajesz twarzą w twarz ze sobą, swoimi emocjami i umysłem. A ten potrafi zaszaleć. Jednak praktyka daje moc zdystansowania się o wejścia ze sobą w szczery kontakt.
    A czas…są tacy, co mówią, że to iluzja, że czas istnieje 🙂

  41. Bardzo dziekuje za odpowiedz,z tym lękiem to jest troche dziwnie bo jak go obserwuje to on rosnie i w sumie chyba sie wkręcam,bardzo chciałabym byc tu i teraz bez lęku,moze kiedys sie nauczę.

  42. Ja chciałem powiedzieć tylko tyle, że w tym roku po wielu porażkach jakoś sam wpadłem na to aby żyć tu i teraz hymm efekty były nie niesamowite ciężko to opisać jednak jak autorka napisała trzeba to poczuć wszystko szybciej robiłem miałem więcej energii, no w poprostu w każdej dziedzinie widziałem jakieś plusy. Naprawde polecam.

  43. Kasia masz lęk bo jesteś naga w TYM. Bez osłon, bez barier jesteśmy nadzy dla chwili – być może tego się boisz??? Ale powiem Ci, że nawet lęk jest ok, jak tylko pozwolisz mu być…tym czym jest.

  44. Jak myślisz o czasie to go masz, jak nie myślisz to gdzie “on” się podziewa???
    Wymyj podłogę w kuchni z pełną uwagą, a zrozumiesz o co chodzi:))

  45. Zawsze wolno i pomału,
    Bez paniki i bez szału.
    Bo kto wolno się porusza,
    W tym dłużej pomieszka dusza.

  46. Joanno, dziękuję za Jona – świetny, dojrzały nauczyciel. Jest jeszcze inny gość, który doskonale naucza uważności – Eckhart Tolle. Polecam.

  47. Tak, Tollego też znam. Kabat-Zinn jest jednak mniej ezoteryczny, a bardziej osadzony w “systemie”, co powoduje, że dla niektórych jest bardziej wiarygodny.

  48. Joanna, dziekuje Ci za ten wpis, w szczególnie za link do Jona, super. Nawet mi sie udalo na kilka dni, teraz zniknelo, ale najwazniejsze ze wiem gdzie sa drzwi! Dzieki

    1. Proszę bardzo! Uważność to nie zadanie, uważnośc to każdy moment i może być wiele bez niej, a potem kolejne z nią i tak dalej… o te momenty chodzi. Powodzenia.

  49. Najlepiej to mają opanowane dzieci. Myślą tylko o chwili obecnej. Jak do tego stanu wrócić?

    1. wracać. to nic trudnego, tak naprawdę, być w tu i teraz. oczywiscie, bez przesady, żeby funkcjonować w świecie, potrzeba też ograniać przyszłość, plany, konsekwencje, itd. ale każda minuta to szansa na pobycie choć na moment w chwili obecnej. polecam medytację uważności.

  50. snerta
    16.03.2013 o 20:13
    Dzień dobry…odezwę się mimo wątpliwości jak zostanę odebrany…wrzucę tylko takie zdanie …przecież czasu tak naprawdę nie ma….
    ..jest to ,, twór wymyślony dla potrzeb ekonomi i organizacji zajęć…to że przyjęliśmy tę iluzję za oczywistą oczywistość niczego nie zmienia poza naszym umysłem ..?…na zewnątrz w tym co jest naprawdę nic…
    więc bądźmy uważnością..no może będzie potrzeba trochę pracy nad iluzjami czy też jedną wielką iluzją….ciekawe jak to jest być w bezczasie…
    …pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share