Podejmowanie ryzyka jest nieodłączną częścią życia, choć czasem się próbujemy przed tym bronić. Potrzeba zmian i rozwoju oraz potrzeba bezpieczeństwa ciągną nas w dwie różne strony. Jak podejmować ryzyko z szacunkiem do wszystkich swoich potrzeb?

Ostatnio natrafiłam na następujący cytat Leo F. Buscagli (tłumaczenie własne):

Śmiech to ryzyko wyjścia na głupka.
Płacz to ryzyko okazania się sentymentalnym.
Wyjście do innych to ryzyko zaangażowania.
Okazanie swoich uczuć to ryzyko ujawnienia swojej prawdziwej natury.
Przedstawienie swoich pomysłów i marzeń publicznie to ryzyko ich utraty.
Kochanie to ryzyko nieodwzajemnionej miłości.
Życie to ryzyko śmierci.
Nadzieja to ryzyko rozpaczy.
Próbowanie to ryzyko porażki.

Często jest tak, że te wszystkie ryzyka hamują nas przed podjęciem jakiegokolwiek działania. Boimy się. Boimy się porażki, ośmieszenia, zaangażowania, zranienia. Ale nie da się inaczej, musimy jakoś iść do przodu. No, może nie do końca musimy, bo tak sobie myślę, że można zostać całkowicie sparaliżowanym przez tego rodzaju lęki i kurczowo trzymać się swojego miejsca w życiu. Nawet jeśli jest ono niekomfortowe, nieprzyjemne, nie pozwala na psychiczne wyprostowanie się, a co dopiero na rozprostowanie skrzydeł.

Oswajanie lęków

Nasze lęki są normalne, w takim sensie, że każdy w którymś momencie się z nimi mierzy. Jedni mają szansę na taką konfrontację w dzieciństwie i wychodzą z niej zwycięsko – już się tak bardzo nie boją, bo nauczyli się, że nawet ryzykując można zachować poczucie bezpieczeństwa. Inni przychodzą z tymi lękami w dorosłość i powtarzają schemat wycofywania się w najważniejszej chwili, wtedy gdy coś nowego może przyjść, i utwierdzają siebie samych w przekonaniu, że nie dadzą rady inaczej.

Poczucie, że coś ryzykujemy można potraktować jako informację z wewnątrz, że coś może nie pójść po naszej myśli. To może odnosić się do rzeczy stosunkowo błahych i rekreacyjnych, takich jak skoki spadochronowe albo do bardziej wpływowych spraw życia, jak odejście z pracy lub przeprowadzka.

Co wewnątrz hamuje przed podjęciem ryzyka?

To bardzo cenna informacja, bo faktycznie coś MOŻE się nie udać, coś MOŻE okazać się trudnością. Takie jest życie. Pytanie tylko, czy może ta część, która chce nas w dobrej wierze ostrzec, nie jest przypadkiem zbyt przewrażliwiona? Może kiedyś dawno temu, została mocno zraniona i podjęła decyzję, że lepiej szybciej bić na alarm, niż ryzykować porażkę. A może jest przekonana, że ważniejsze jest uniknięcie porażki niż osiągnięcie sukcesu. A może w ogóle nie bierze pod uwagę sukcesu, tylko widzi świat w kategoriach porażka/brak porażki.

Dlaczego mówię o jakiejś części nas, która podejmuje decyzję? Po pierwsze dzięki temu możemy z boku spojrzeć na swój mechanizm działania, a nie tylko go przeżywać. Tego rodzaju mechanizmy “kręcą się” automatycznie, gdy już coś się dzieje, rzadko mamy możliwość takiego wglądu, by zaingerować w swoje automatyczne działanie.

Po drugie, czasem mamy wrażenie w rodzaju “JA bym chciała zaryzykować i otworzyć się, ale COŚ mi nie pozwala”. Trzeba poznać i zaakceptować tego “cosia”, aby potem móc z nim pertraktować na temat zmian. W końcu to COŚ jest częścią nas samych, dlaczego więc jedna mała cząstka miałaby rządzić całą resztą? Po trzecie, ważne jest by zrozumieć, że taka część często ma całkiem dobre intencje. Nam może się wydawać, że wręcz przeciwnie, bo nie możemy realizować swoich celów, ale na jakimś poziomie ta część najprawdopodobniej chce nas chronić.

Niekończąca się wojna

Jak żołnierz, który kiedyś dostał rozkaz, by strzelać do wszelkich intruzów, którzy nie zostaną zidentyfikowani w ciągu 2 sekund. Warunki były takie, że jakiekolwiek odstępstwo mogło zakończyć się utratą życia, bo była wojna. Ale wyobraźmy sobie, że wojna się dawno skończyła, dowództwo się zmieniło, żołnierz jest na posterunku misji pokojowej, a może nawet skończył już służbę, ale tamten rozkaz nadal wykonuje najlepiej jak potrafi.

Trzeba pozmieniać stare rozkazy i dać poczucie, że nie ma już wojny.

Wracając do ryzyka samego w sobie, to dzięki niemu możemy coś zmienić, wyjść poza strefę komfortu, poza znany schemat. A gdyby tak przeformułować samo pojęcie ryzyka? Na przykład, stworzyć w sobie przekonanie, że ryzyko nie musi być niczym złym, a może pomóc w rozwoju. Albo uwierzyć (sprawdzić?), że zyski z sukcesu są tak duże, że znacznie przewyższają koszty, jakie możemy ponieść ryzykując.

Jak podejmować ryzyko w  “bezpieczny” sposób?

Oczywiście nie chodzi mi o to, żeby namawiać wszystkich od razu do skakania na główkę w nieznane wody. Tempo i sposób dokonywania zmian musi być dostosowane do naszych indywidualnych potrzeb i możliwości, wszystko z szacunkiem dla samego siebie. Robienie czegoś na siłę przy silnym lęku, szczególnie jeśli jest on związany z trudnymi przeszłymi doświadczeniami, może doprowadzić do ponownego ztraumatyzowania. Warto wtedy zadbać o to, by odbudować (lub zbudować) bazowe poczucie bezpieczeństwa i robić małe kroki.

Jednak nie warto stać w miejscu tylko dlatego, że coś może się nie udać. Nie ma gwarancji, że na pewno wszystko się uda – takie podejście jest równie absurdalne i nie pozwala na realistyczną ocenę sytuacji. Jeśli mamy niezłą bazę, to ewentualna porażka może stać się kolejnym doświadczeniem.

Ciąg dalszy cytatu:

Ale ryzyko musi być podjęte,
bo największym niebezpieczeństwem w życiu jest nie robić nic.

Tylko osoba, która ryzykuje, może być wolna.

Osoba, która nic nie ryzykuje,
nic nie robi, nic nie ma i jest niczym.

Może uniknąć cierpienia i żalu,
ale nie będzie się uczyć, czuć, zmieniać, wzrastać, kochać, żyć.

Skuta swoim nastawieniem, jest sługą,
oddała swą wolność.

  1. W takim razie podejmując próbę wtrącenia swoje co nieco podejmuje ryzyko skomentowania tego co napisałem. Tak też myślałem ale – ale bez ryzyka nie wyszlibyśmy “poza schematy” więc – czasami dobrze jest ponieś to ryzyko :-). Świetny temat bo rzeczywiście tak jest że najbezpieczniej jest nie robić nic ale i tutaj nasze stare przysłowie mówi że: “nawet w drewnianym kościele może na głowę spaść cegła” Takiego ryzyka to chyba nikt nie przewidział.
    Pozdrawiam

  2. Witam, ja tu po raz pierwszy się odzywam, choć czytam juz od jakiegos czasu. Fajny ten cytat – a mozna spytac skad?

    Mysle, ze warto tu dodac jeszcze taka mysl – ze niepodejmowanie dzialan tez wywoluje skutki, a skoro skutki, to i ryzyko, prawda? Niepodejmowanie decyzji tez jest decyzja.

    Pozdrawiam

  3. @Antylicho: czyli co, pisanie komentarzy to ryzyko…wyjścia na głupka? ;))))

    @Ola: Cytat znaleziony gdzieś w sieci bez podanego autora. Cieszę się, że się odezwałaś, bo ja bardzo lubię czytać komentarze od czytelników 😛 I masz rację, niepodejmowanie działań też powoduje jakieś skutki, choć czasem wolimy wierzyć, że gdy nic nie zrobimy, czas magicznie stanie w miejscu i nic się nie zadzieje. Znam to z własnego doświadczenia – ze strachu nie robię nic, teoretycznie wiedząc, że skutki tego będą, ale wolę w tym trwać, niż podjąć działanie. Innymi słowy, ryzyko automatycznie łączymy jednak z działaniem, niż z jego brakiem (i pewnie dlatego np. osoby, które nie robią badań kontrolnych, czy czegoś podobnego, nie czują, że cokolwiek ryzykują).

  4. tak, tak, wlasnie to przemozne zludzenie, ze czas stanie w miejscu i w ogole wszystkie “parametry zyciowe zamrozi do lepszych czasow, kiedy juz nie bedziemy bali sie ryzyka.
    ja tak troche mam niestety :/
    tak mysle, ze moze to byc zwiazane z checia niebrania na siebie odpowiedzialnosci? a moze to trening w domu rodzinnym?

  5. Unikając ryzyka zawisamy pomiędzy obojętnością, strachem i pogardą. Umieramy za życia i możemy się opłakiwać.
    To był dla mnie inspirujący i na swój sposób bardzo budujący post…

    Pozdrowienia z głuszy
    t.

  6. @joanno to nie tak – pisanie komentarzy to ryzyko wyjścia “Poza Schematy” 🙂 to tak jak napisał @telmach umieramy za życia. Ostatnio słyszałem nawet że wyjście do lasu na grzyby to sytuacja podwyższonego “rydzyka’.

  7. @Ola: nie wiem czy to kwestia treningu, czy może lęk przed ewentualną porażką, czy zmianą samą w sobie. Niechęć do brania odpowiedzialności w gruncie rzeczy wiąże się jakoś z lękiem przed porażką też. I mam wrażenie, że takie “zamrożenie” to może być czekanie, aż strach przed ryzykiem minie, ale też, że w ogóle nie trzeba będzie podejmować decyzji. W jakiś magiczny sposób się wszystko rozpuści i przejdzie bokiem.
    @Integralny: co z ryzykiem na giełdzie? Nie wiem, nie znam się na tych mechanizmach. Miałam na myśli trochę inne koszty i zyski niż finansowe. Ale jak wiadomo, giełda to psychologia,pisałeś coś na ten temat u siebie, więc może się wypowiesz jak to widzisz?
    @telemach: cieszę się z inspiracji. ja powinnam ten post codziennie z rana czytać sama sobie 😉
    @antylicho: no tak, biorąc pod uwagę ilość czytających i ilość komentujących, to faktycznie odezwanie się publicznie jest wyjściem poza schemat. Ciekawe co powstrzymuje ludzi 🙂

  8. Witam 🙂
    No co do tego artykułu za dużo nie dorzucę gdyż z natury jestem “tygryskiem” hahhahahahha , kręcę się ,brykam, skaczę , włażę , zagaduję do ludzi, prowokuję, wychodzę na przeciw, przed szereg itd. Jak się dzieje to jest fajnie i w sumie nie istotne czy porażka czy zwycięstwo ważne ,że się dzieje , a jak nic się nie dzieje to idę spać 🙂
    Pozdrawiam

  9. P.s. z moich obserwacji, a lubię obserwować ludzi 🙂 to myślę ,że nie problem w ryzyku ponieważ nie które sytuacje podniesione do rangi ryzyka wydają się absurdalnie przesadzone. Problem właśnie w obawie przed kompromitacją ,tym mrożącym krew w żyłach wyśmianiem. Więc lepiej już będę siedział/siedziała na dupie cicho to przynajmniej nie dam im powodów do drwin, śmiechu itd.
    No i jednak udało mi się wtrącić swoje trzy grosze 🙂 hahahahahhahahahahahah\
    Pozdrawiam

  10. @tofik74: no tak, ale obawa przed kompromitacją, to ryzykowanie swojej “twarzy”. Siedzę cicho, właśnie z obawy przed zaryzykowaniem. To zresztą tylko jakaś etykietka słowna, mam wrażenie, że mówimy o tym samym 🙂

  11. Witam
    Dziś przez sekunde pierszy raz w życiu poczułem, że ogarniam wszystko siebie i świat wokoło, uczucie było niesamowite, obraz który docierał do oczu tak ostry i tak szeroki i tak oczywisty i przewidywalny ze sie zakochałem w tym uczuciu. Dziś wiem już, że pragne z sekund takich tworzyć lata i to mój cel. Ten artykuł jest kolejnym elementem mojej drogi do celu. Dziękuje.

  12. W tym tkwieniu w stanie “zamrożenia decyzyjnego” jest jeszcze jeden, bardzo groźny i kosztowny aspekt. Jest to efekt tzw. budzenia się z ręką w nocniku, kiedy nie podejmując decyzji oddajemy w cudze ręce odpowiedzialność i kontrolę nad tą cząstką rzeczywistości, na którą mamy wpływ. Przejmują go wtedy za nas inni ludzie, bądź zbieg okoliczności. Z dwojga złego już chyba lepiej podjąć błędną decyzję, zdobyć to przykre doświadczenie i wyciągnąc z niego wnioski na przyszłość (taka nauka zawsze stanowi dla nas zysk :), niż pozwolić na to, by decydował za nas ślepy los, bo ten może wyprowadzić nas na o wiele dalsze manowce. Jakkolwiek czasem zdarza się, że ma on zbawienne działanie na nasze życie, odwodząc nas od spełnienia zamierzeń, które w efekcie przyniosłyby nam więcej goryczy, niż zadowolenia, co niestety, daje się często ocenić dopiero w odległej perspektywie…;)

  13. Swietny artykul i ciekawe komentarze – zgadzam sie, ze warto zyc pelnia zycia. Ryzyko wiaze sie z szansa:)
    A gielda? Moim skromnym zdaniem jak sie gra na gieldzie to jest uzaleznienie/hazard. A jesli sie inwestuje np. wg strategii trepa, regularnie, czy z głowa, to jest to inwestowanie/oszczedzanie.

  14. Bałem się ryzyka przez całe życie, decydowali za mnie inni ludzie, jednak ta świadomość nie daje mi spokoju. Muszę się w końcu zmierzyć ze swoim strachem. To jest jak zamiatanie śmieci pod dywan. Muszę z tym coś zrobić i to szybko. Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy

Powrót po przerwie w pisaniu

Sprawdziłam niedawno kiedy na stronie pojawił się ostatni wpis: w czerwcu 2017. W ostatnich paru latach artykuły publikowałam bardzo nieregularnie, ale aż…
Total
0
Share