Jak medytować?

Medytacja - droga do spokojuJuż kilka osób pytało się mnie – jak medytować, od czego zacząć? Technik, sposobów i pomysłów jest mnóstwo, to prawda, a początkującemu ciężko jest się na coś zdecydować. Postanowiłam więc co wtorek dzielić się z wami jakąś prostą techniką, którą najpierw wypróbuję na sobie. Przy okazji zdyscyplinuje mnie to do regularnego medytowania 🙂 Będę się też dzielić z wami moimi przemyśleniami, doświadczeniami i radami. I od razu uprzedzam – nie jestem żadnym super-ekspertem, nie medytuję od 30 lat, ani nie praktykuję żadnych skomplikowanych technik. Więc niech to będzie wspólne odkrywanie 🙂

Na początek kilka luźnych spostrzeżeń.

Moim zdaniem kluczem do dobrej praktyki jest znalezienie złotego środka między dyscypliną, a poczuciem, że robi się coś, bo się lubi. Nie ma sensu zmuszać się do praktyki, jeśli nie czujesz jej jako czegoś ważnego w swoim wnętrzu. Znam to z własnego doświadczenia – motywowanie się hasłami w rodzaju „należy medytować”, „medytacja wspomaga rozwój duchowy”, „medytacja jest niezbędna w rozwoju”, „zdrowo jest medytować” kończyło się dość szybkim zakończeniem praktyki i wyrzutami sumienia. Dlatego sama dla siebie mam zamiar znaleźć coś, co mi sprawia frajdę. Z drugiej strony, czasem medytacja może wzbudzić różne silne procesy, które spowodują „wierzganie ego” i poczucie wewnętrznego oporu. Trzeba się wtedy odwołać do swojej wewnętrznej mądrości i intuicji, czy też wyższego Ja aby odróżnić opornego ego od innych przyczyn trudności. Zresztą, jak czegoś nie chcemy robić, to zawsze jest to świetny materiał na wewnętrzną pracę 🙂

Do medytacji potrzebna jest cisza i spokój, ale tak naprawdę najważniejsze to nauczyć się wyciszenia w chaosie codziennego życia. To jest wg. mnie jeden z ważniejszych celów. Choć oczywiście, gdy biegacz rozpoczyna karierę, to najpierw biega na szkolnych zawodach, a dopiero później jedzie na olimpiadę. Więc, postaraj się mieć ciszę i spokój, ale obserwuj uważnie swoje reakcje gdy coś ci przeszkodzi. Ucz się uniezależniać od otoczenia, bo idealne warunki są mimo wszystko sztuczne. Jak się uniezależnisz od wpływów zewnętrznych, nic cię nie ruszy.

Drugim celem dla mnie jest wyciszenie gadającego umysłu. I tu mam największy problem. Bo mój umysł gada i gada, i ciężko jest mu się zamknąć (może dlatego, że generalnie jestem słuchowcem i prowadzę nieustanny wewnętrzny dialog). Dlatego dla mnie medytacje w rodzaju „patrz się na ścianę i nic nie myśl” są koszmarnymi katuszami. Zdecydowanie wolę zająć czymś mojego gadułę – czy to wizualizacją, czy mantrowaniem. Jak go trochę opanuję, to może będę mogła go powoli wyłączać.

I na początek jedna z prostszych technik uczących uważności oraz bycia tu i teraz. Technika ta pomaga się wyciszyć i zostawić myśli o przeszłości i przyszłości, a skupić się na najważniejszej czynności, dzięki której żyjemy – na oddechu.

Usiądź w wygodnej pozycji, może być na krześle, ważne jest by kręgosłup był prosty. Zamknij oczy i oddychaj swobodnie. Licz swoje oddechy: 1 na wdech, 2 na wydech, 3 na wdech, 4 na wydech i tak do 10. Po skończonym cyklu zacznij liczyć od nowa. Jeśli się zapędzisz, oznacza to, że włączył się automat i błądzisz gdzieś myślami. Gdy ci się to zdarzy zachowaj spokój i po prostu zacznij liczyć od nowa. Zobaczysz, że z czasem nabierzesz wprawy.

Jeśli macie jakieś spostrzeżenia czy pytania, zachęcam do komentowania.