Poruszałam już kilkakrotnie temat “płynięcia z prądem życia” zamiast pod prąd. Dziś po raz kolejny przekonałam się o mądrości tego podejścia. Ale może najpierw wyjaśnię dokładniej co mam na myśli. Zdarzyło mi się słyszeć komentarze w rodzaju: “Nie mogę odpuścić, przecież jestem ambitną osobą.” albo “Mam się poddać i być miotanym przez ślepy los?”, albo “Chcę iść aktywnie przez życie, a nie poddawać się.”. Wszystkim mającym takie przekonanie chcę powiedzieć: jedno nie ma nic wspólnego z drugim. Odpuścić (to taki mój roboczy termin) to co innego niż poddać się.

Nneka niedawno napisała właśnie na ten temat ciekawy tekst. Wymienia tam trzy podstawowe różnice między poddaniem się a odpuszczeniem.

1. Gdy odpuszczasz, jesteś spokojny. Gdy się poddajesz, jesteś poirytowany.
2. Gdy odpuszczasz, drzwi się otwierają. Gdy się poddajesz, zatrzaskujesz sobie drzwi.
3. Gdy odpuszczasz, szybujesz na nieznane wyżyny. Gdy się poddajesz, spadasz na dno rozpaczy.

Moje doświadczenie jest następujące:
Gdy się poddajesz, masz wrażenie, że już nie dasz rady ciągnąć “tego” dalej – cokolwiek to jest. Poddajesz się, bo nie wiesz co zrobić, a przy okazji walczysz ze sobą i ze światem. Poddajesz się, ale nadal czujesz złość lub/i inne negatywne emocje. Odpuszczając, przede wszystkim pozbywasz się napięcia i emocji.

Wydaje mi się, że sztuka odpuszczania, czyli zaprzestania walki i wysiłku, ma wiele wspólnego z umiejętnością słuchania własnej intuicji i informacji płynących ze świata. Czasem coś się nie udaje, ponieważ nie jest to właściwy czas by miało się to zdarzyć. Czasem coś się nie udaje, bo to, co chcesz tak strasznie koniecznie zrobić zupełnie nie jest ci potrzebne. A może nawet ci zaszkodzi.

Odpuścić warto, gdy wściekamy się, że coś się nie udaje, albo – nie daj Boże – ktoś nie robi tego, co nam się wydaje, że powinien. Odpuścić warto gdy chcemy czegoś tak mocno, że przestajemy widzieć wszystko dookoła, nie zauważamy zmian jakie zachodzą w świecie, nie słuchamy siebie i swoich odczuć. Brak nam elastyczności. Odpuszczenie jest daniem światu pozwolenia by działał według swojej własnej mądrości. A mądrość świata częstokroć przewyższa naszą własną, choćby dlatego, że my nie jesteśmy w stanie ogarnąć umysłem całości procesów, które się dzieją. Uparcie trzymając się swojej wizji, zamykamy się na inne możliwości, takie, które nawet nam nie przychodzą do głowy. Odpuszczenie ma też związek z zaufaniem, że wszystko co się dzieje ma jakiś większy sens.

Od kilku dni chodziłam na tzw. “wkurwie”, że pewna osoba się do mnie nie odzywa. Chodziłam, a mój umysł mielił temat na milion sposobów. Miałam na tyle świadomości, że sama nie chciałam pierwsza nawiązać kontaktu, czując, że mogę niepotrzebnie “sprzedać” jakieś negatywne emocje. W końcu usłyszałam, po raz kolejny zresztą, daj czas i odpuść, nie ciśnij. Coś we mnie przeskoczyło, dotarło do mnie, że faktycznie nie ma sensu cisnąć, popędzać i przy okazji się wściekać. Odezwałam się, a odpowiedź nadeszła w ciągu kilku godzin.

Zdarzyło się wam bardzo czego chcieć, aż w końcu przyszedł moment “ech, już nie ważne, już mi się nie chce”, a wtedy magicznie pragnienie się realizowało? Co lepsze, zrealizowało się w zupełnie inny sposób, niż wydawał się wam “najlepszy”?

Czemu tak się dzieje? Wydaje mi się, że gdy bardzo czegoś chcemy, to siłą rzeczy skupiamy się na  braku tego czegoś. A koncentrując się na tym, że czegoś nie ma, nie ma i nie ma, choć powinno…przyciągamy właśnie to, na kierujemy swoją energię (kłania się trzecia zasada Huny). Jednocześnie mocno czegoś pragnąć spinamy się, a napięcie jest blokowaniem energii i własnych możliwości działania.

Gdy coś mi się nie udaje, choć bardzo tego pragnę, po pewnym czasie mówię sobie tak: “Niech stanie się to, co jest dla mnie najlepsze.” I w głębi duszy wiem, że jest to o wiele mądrzejsze niż “Niech to się w końcu zrealizuje”. Efekty są zaskakujące 🙂

Gdy zaczęliśmy z moim przyjacielem wyjazd do Indii, mieliśmy określoną minimalną ilość uczestników i wyznaczony termin zamknięcia listy. Na 3-4 dni przed terminem nagle kilka osób się wycofało, a ja zaczęłam snuć czarne wizje. Byłam zestresowana, że się nie uda, że nie pojedziemy, itd… Na szczęście w pewnym momencie, czytając Autobiografię Jogina, pomyślałam tak: jeśli nie mam jechać do Indii, to i tak nie pojadę. Jeśli mam, to bardzo proszę o to, żeby zebrała się odpowiednia ilość osób. Od razu zrobiło mi się lżej i miałam poczucie, że sprawa jest w “dobrych rękach”. I, nie uwierzycie, po 4 godzinach rozdzwonił się telefon i w ciągu jednego weekendu miałam komplet chętnych na wyjazd.

Czasem odpuszczenie polega tylko (a dla niektórych “aż”) na zmianie nastawienia w obliczu trudności. Poddać się, to zrezygnować zupełnie w konfrontacji z trudnością. Odpuścić to w spokojny sposób szukać rozwiązania, bez zbędnego stresu i “ciśnienia”. Odpuścić to dać sobie chwilę na oddech i zaakceptować możliwość porażki. Uda się – super. Nie uda się – cóż, może następnym razem, może nie teraz. Często zdarza się tak, że gdy pozwolimy sobie na brak oczekiwanych rezultatów, nagle wszystko zaczyna gładko płynąć.

I na koniec najważniejsze – odpuścić trzeba wewnętrznie, w sobie. Nie wystarczy przestać miotać się na poziomie działań. Trzeba przestać miotać się wewnętrznie. Wtedy przychodzi spokój, i wszystko zaczyna się dziać “samo”.

  1. Go with the flow! 🙂 Zgadzam się z powyższym tekstem w 100%. Myślę, że zastosowanie zasady odpuszczania w odpowiednim momencie wiąże się z uważną obserwacją samego siebie i tego co się wokół nas dzieje – gdy ona rzeczywiście ma miejsce w naszym życiu, widzimy kiedy czas powiedzieć: niech się dzieje.. Pozdrawiam 🙂

  2. w tym magicznym realizowaniu pragnień, najczęśiej udział bierze nasza nieświadoma część, która pełnie efektywności osiąga tylko podczas bierności części świadomej. Dlatego to ciągłe chcenie i pragnienie tylko nas “zamula” pustymi emocjami, a kiedy przestajemy wyciągać swoje chciwe ręce pożądane sprawy same wpadają do kieszeni. Testowane na sobie 🙂 Bardzo ciekawy i pożyteczny tekst, stąd prośba o nie odpuszczanie sobie mimo wszystko pisania dalszych wpisów 😉

  3. To by było coś, blog tworzony “mimo woli”, siłą czystej transmisji serca! To się nazywa technika, a nie jakieś tam druciki i kabelki 🙂

  4. A gdyby tak pozwolić aby się działo samo w każdym momencie naszego życia i zaufać, że właśnie w ten sposób przestajemy przeszkadzać temu co Doskonałe? I poddać się “czystej transmisji serca” w naszych relacjach, pracy, kontaktach ze światem…
    Sprawdzam to na sobie i chociaż nie jest to proste przestać kontrolować i zostawić wszystko co znane, to jednak pojawia się gdzieś lekkość i zupełnie nowe możliwości.
    Pozdrawiam 🙂

  5. Zgadzam się, ale jest jedno małe ale.
    Są w życiu niefajne momenty, kiedy instynkt podpowiada mi, że trzeba ostro wziąć się do działania. Płynięcie z nurtem jest ok, napięcia wewnętrze blokują energię, ale kiedy ta chce wybuchnąć – jakże mam jej nie pozwolić?
    Poza tym – skorzystanie z bardzo wielu okazji wymaga zakrzątnięcia się, nie można dla zasady niczego przegapiać, prawda? Nie chodzi mi o łowienie, o tropienie, o lepkość. Raczej mam na myśli trzeźwą ocenę sytuacji, w której się akurat znajduję i podejmowanie życiowych decyzji racjnolnie i świadomie (a nie wg. zasady Odpuść).

  6. @qx: ale ja nie powiedziałam, że “odpuszczanie”, to nie podejmowanie decyzji…to raczej nie przywiązywanie się do wyniku. I jestem absolutnie za trzeźwością umysłu i totalną świadomością tego, co się dzieje. Odpuszczanie to też uważność. Mam wrażenie, że “zasada odpuść”, o której mówisz, to inaczej zwany “tumiwisizm”, którego absolutnie nie propaguję 🙂

  7. Ten temat jest mi szczególnie bliski, zgadzam się z Twoim wnioskiem że odpuszczenie nie jest tym samym co poddanie, bo poddaje się wojownik, a odpuszcza mędrzec. Pozdrawiam 🙂

  8. @zenforest: ale to by znaczyło, że wojownik nie jest mądry…mądry wojownik też widzi różnice między poddawaniem się, a odpuszczaniem…

  9. I wszystko w temacie nic dodać nic ująć chyba czas zacząć odpuszczać 🙂
    Pozdrawiam

  10. żeby takie odpuszczanie zadziałało potrzebna jest wewnętrzna równowaga, dystans do siebie, a to już dłuższa praca

    jednak warta podjęcia 🙂

  11. No nie mogę. Pracuję sobie nad tym tematem od tygodnia, męczę się, szukam tekstów, w pełnym skupieniu, nie rozpraszając się nawet na czytanie blogów…. a tu się okazuje, że wszystko czego mi potrzeba jest na twoim blogu Normalna synchroniczność (i to po raz kolejny).

    Obiecuję od tej pory, czytać twój blog codziennie 🙂

    A co do tekstu: super! tego mi brakowało!

  12. Zawsze pamiętaj, by przyhamować; nie osiągaj żadnego ekstremum. Trochę naiwności i trochę mądrości jest w porządku, a właściwa kombinacja czyni cię Buddą.

    *

    W egzystencji nie ma nikogo, kto byłby wyżej, ani nikogo, kto byłby niżej. Źdźbło trawy i ogromna gwiazda są sobie absolutnie równe… Ale człowiek chce być wyżej od innych, chce podbić naturę, stąd też musi ciągle walczyć. Z tej walki pochodzi cała złożoność. Niewinna osoba to taka, która wyrzekła się tej walki; której już nie interesuje bycie wyżej, która nie chce już dłużej grać, udowadniać, że jest kimś szczególnym; która stała się niczym kwiat róży czy kropla rosy na liściu lotosu, która stała się częścią tej nieskończoności; która się stopiła i zjednoczyła z oceanem, będąc teraz jedynie falą…

    Obydwa cytaty Osho, pozdrawiam wszystkich 🙂

  13. W pełni doświadczyłam na sobie prawdziwości słów artykułu. 🙂 Priorytetem życiowym była dla miłość (mężczyzny) i po kolejnym nieudanym związku ODPUŚCIŁAM SOBIE mnóstwa zachowań kompulsywnych zmierzających do poznania TEGO WŁAŚCIWEGO! Pogodziłam się (lecz nie poddałam), że już nie usłyszę “kocham Cię!”, nie zasnę wtulona w męskie ramiona, już nie pójdę z żadnym facetem na spacer… Po krótkim czasie dostrzegłam, że.. oddycham pełną piersią a po kolejnym krótkim okresie czasu… zapaliło mi się “światełko” w sercu i zaczęłam odczuwać wewnętrzną radość. Doceniam (wreszcie!) to co mam: dorosłe dzieci, przytulne mieszkanko, satysfakcjonującą pracę i nieograniczoną możliwość dysponowania swoim czasem!! 🙂 W żadnym razie nie czuję się przegrana, bo nie poddałam się! Cieszę się spokojem wewnętrznym, rozwijam zainteresowania, spotykam się ze znajomymi, ktorym przestałam zazdrościć udanego życia małżeńskiego. Żałuję tylko, że tak późno ODPUŚCIŁAM SOBIE! Chyba mocny “kopniak” od życia w postaci zerwania związku ze mną i ogromu rozczarowania i zawiedzionych nadziei, ktore wtedy czułam otrzeżwiły mnie i postawiły na nogi a jednocześnie pomogły zrozumieć, że życie bez mężczyzny u boku też może być cenne i satysfakcjonujące.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za bloga! 🙂

  14. czytam ten wątek za każdym razem kiedy się opieram o “mur niemożności” i bardzo mi to pomaga – dzięki za ten tekst 😉

  15. Taaaa…to wszystko ślicznie gładko brzmi w teorii.Gorzej z praktyką,zwłaszcza jak np.coś wali się na łeb:):):)No i wtedy bądź mądry i odpuść(czyt.pozbądź się strachu,zaufaj).To samo mówi nawet wszechpotężny kler katolicki”Zaufaj Jezusowi”,ale jak mówię……sztuką jest to wypraktykować….gdy się pali.Z drugiej zaś strony wszelkie “miotanie się”,chodzenie na tzw”wkurwie”-jak to pięknie ujęła Nasza Asia-nie daje nic dobego,no…jedynie co to można się zmęczyć i wyczerpać energię.Powiedzieć sobie “wszystko będzie dobrze”to jedno,ale całkiem ZAUFAĆ<POZBYĆ SI STRACHU;NAPIECIA to wzysya sykoa jaydz+++pad mi edztor tekstu hihihi

  16. Tomek, ale to właśnie o to chodzi, by praktykować… ciągle się potykać, ciągle popełniać błędy i poruszać się o milimetry do przodu, cofać, iść jak burza, życie no… ale ze świadomością, że można inaczej, można spróbować odpuścić, nawet jeśli przypomni się to dopiero po czasie jakimś.

  17. Świetny artykuł, jak i cały blog:) Nic nie dzieje się jednak przypadkiem i w trudnym momencie,kolejnym, trafiłam tu, i niektóre teksty pomogły przypomnieć sobie to co wiem a o czym czasem zapominam. Także dziękuje:)

    A w większości spraw rzeczywiście warto odpuścić… przekonuję się o tym jak i również za każdym najpierw zapominam…ciągnięta emocjami..zewnętrznością mojego życia, zapominam by nie osądzać po pozorach bo nie wiadomo co w rezultacie okaże się korzystne a co nie:) Nie ukrywam że jest to trudne nieraz..tak odpuścić..bo wydaje mi się jakos też że paradoksalnie czy podświadomie lubimy troche tragizmu , narzekania, poużalania się..,,zawsze tak mam by potem po raz nie wiadomo który zobaczyć, poczuć-że wszystko zależy od nas i jeśli postanowię że bedzie dobrze to i będzie:) Chciałabym dojść do umiejętności utrzymywania takiej wewnętrznej harmonii i zawsze odpowiadania na zdarzenia łagodną mądrością..może kiedyś się uda.. a póki co odpuszczam sobie myślenie o problemach i myślę..wszystko pomyślnie dla mnie zostanie ułożone..:) pozdrawiam:)

  18. Wszystko co staje na naszej drodze może być okazją do praktyki ducha. Ci co za bardzo walczyli – mogą się nauczyć odpuszczać, ci co zbyt odpuszczali (w sensie godzili się) – mogą się nauczyć o coś zawalczyć. Oba te doświadczenia mogą się okazać wyzwalające. 🙂

    Boże,
    użycz mi pogody ducha,
    abym pogodził się z tym, czego nie mogę zmienić,
    odwagi, abym zmieniał to, co mogę,
    i mądrości, bym odróżniał jedno od drugiego.

    Ps: Asiu, odpowiadając na Twoje pytanie, to znaczy, że już czas zmienić gravatara! 😀

  19. Bardzo dziękuję Ci za ten wpis. Gdy go czytam, czuję ulgę i po policzkach lecą łzy, bo już chyba nadszedł moment, gdy powinnam odpuścić…Walkę o jego miłość. Pozdrawiam.

  20. Witaj
    nie umiem wyrazić słowami mojego uznania dla Twej osoby , za Twój blog i Twoje złote mysli.
    Moja historia jest klasyczna dla niektórych może i nudna ale w wielkim skrócie powiem tak ,że przez 3 lata bardzo mi na czymś zależało.Moje myśli , moje pragnienia skupiały się wokół danej osoby.
    Miotały mną różne uczucia od euforii do frustracji , moje życie zamieniło się w jakiś marazm.
    Bardzo mi było źle ponieważ byłam zdziwiona dlaczego u mnie prawo przyciągania nie działa.
    Kombinowałam , wymyślałam i zastanawiałam się ….aż do chwili kiedy weszłam na Twój blog.
    Chyba najbardziej dosadnie wytłumaczyłaś w nim o co w tym wszystkim chodzi.
    I wiesz co …odpuszczam….tak , tak odpuszczam , nie nie poddaje się ale puszczam ów uczucie wolno.Niech się dzieje to czego tak bardzo pragnęłam.Różnica tylko polega na tym ,że teraz to ja tego chcę a nie potrzebuję.
    Pozdrawiam serdecznie:) Twoja nowa wierna czytelniczka:)

  21. Ciężko jest odpuścić, kiedy z każdej strony ci tego zabraniają… Jednakże inni nie zrozumieją tego jak ja widzę świat, ponieważ mają swoje własne. Nie przebywają ze mną 24/h i nie obserwują tego, co ja obserwuję, nie czują tego, co ja, nie doświadczają tego, co ja. Jak więc można jakkolwiek myśleć, że wie się lepiej, co dla danej osoby jest lepsze?

  22. ile w tym racji i mądrości.. U mnie właśnie to zaczęło się spełniać od paru tygodni, im bardziej napierałam swoimi myślami tym coraz większy dystans czułam i czuję. Przed trafieniem na ten artykul, dosłownie było to kilka minut – stwierdziłam “odpuszczam, i pielęgnuję dalej wewnętrzny spokój” to ma sens.. Dziękuję.

  23. Hej, bardzo fajny wpis, napisany prosto bez żadnych zbędnych słów, podoba mi się Twoje podeście, wyznaje podobne zasady 🙂 U mnie bardzo często działało to w przypadku facetów, jak tak analizuję swoja przeszłość, często wyczekiwałam na kontakt od jednego z nich, i za każdym razem jak już sobie mówiłam okej olać go nie ważne…on nagle pisał. Ostatnio miałam też małe problemy z pracą, nie mogli mi załatwić przepustki dzięki której mogłabym pracować więc wmusili mi dodatkowe wolne, na początku nieco się zdenerwowałam, bo potrzebowałam pieniędzy, ale chwilę po tym pomyślałam sobie okej wykorzystam ten dodatkowy dzień wolny najlepiej jak potrafię i okazało się że jednak mogę pracować ;p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Podobne wpisy
Total
7
Share