części pierwszej pisałam o tym, jak ważne jest wyrażanie swoich uczuć. Zapomniałam wspomnieć o jednej istotnej kwestii: ważne jest by swoje emocje wyrażać z intencją oczyszczania siebie. Czyli to co opowiedziane/napisane już nie wraca w takiej samej formie – zostaje przekształcone i wewnętrznie zintegrowane. Chodzi mi o to, że czasem mamy tendencję do grzebania i babrania się w swoich emocjach, czego skutkiem jest tylko jeszcze większa frustracja i podkręcanie negatywnych odczuć. Dlatego tak ważne jest obserwowanie tego, co się w nas dzieje.

Gdy już minie początkowy okres przeżywania bólu, czas zakasać rękawy i wziąć się do roboty 🙂 Tak, tak, żeby z każdego doświadczenia wyciągnąć coś dla siebie wartościowego trzeba sporo pracy i równie wiele odwagi. Ale zapewniam, że warto. Kto czytał np. tekst nt. stresu pamięta, że negatywne emocje biorą się z naszej interpretacji rzeczywistości. Warto zadać sobie pytanie: dlaczego cierpię? Jakie mam myśli na temat siebie, mojego związku, sytuacji rozstania? Czego się boję? Można odkryć bardzo ciekawe rzeczy i poznać siebie. W sytuacji, gdy odchodzi partner lub związek wspólnie zostaje zakończony najczęściej pojawiają się takie tematy:

– lęk przed odrzuceniem (“nikt mnie nie chce i nikt mnie nie będzie chciał”)
– niska samoocena (“jestem niewystarczająco dobra, niewystarczająco się starałem”)
– lęk przed samotnością

Nie będę w tym miejscu głębiej wchodzić w powyższe zagadnienia, bo każde z nich jest złożone i związane z historią osobistą każdego z nas. Jednak chcę podkreślić wartość zobaczenia swoich lęków i podrążenia trochę: co konkretnie kryje się za tym lękiem? czego się tak naprawdę boję? jak to się ma do rzeczywistości? Oczywiście wszystko trzeba robić z ogromną dozą samoakceptacji i miłości do siebie – bez tego łatwo zacząć się “biczować” czy popaść w dołek. Warto też rozważyć pomoc jakiegoś specjalisty czy nawet przyjaciela, bo nie zawsze jest łatwo jednocześnie obserwować siebie, przeżywać emocje i przekształcać swoje przekonania i schematy.

Chciałam jeszcze poruszyć kwestię pewnych objawów, z którymi może być ciężko sobie poradzić, szczególnie na samym początku. Natrętne myśli, skojarzenia i wspomnienia. Przyznam, że dla mnie było to coś niezmiernie trudnego do pokonania – może właśnie dlatego, że starałam się z tym walczyć. Normalne jest, że nagle wszystko zaczyna się nam kojarzyć z minionym związkiem, a ilość wspomnień jest wprost proporcjonalna do czasu jego trwania. Cała nasza istota jest zorientowana na to co minęło, nie ma więc co się dziwić, że nasz umysł produkuje takie ilości myśli i obrazów z tym związanych. Co robić? Obserwować. Dać przepłynąć. Nie dawać się wciągać w łańcuchy skojarzeń i wspomnień. Przeszłość już była, warto docenić to, co było dobre, ale nie ma co tracić energii na przeżywanie tego raz jeszcze we własnej głowie. Bo życie płynie dalej i dzieje się tu i teraz. Warto sobie o tym wciąż przypominać. Warto konfrontować się z rzeczywistością zamiast tkwić we własnym umyśle. Nie warto zbytnio uciekać w robienie przeróżnych “rzeczy”, bo myśli uderzą potem ze zdwojoną mocą. A przy tym wszystkim…traktuj siebie dobrze i z wyrozumiałością. Jeśli czujesz potrzebę odpoczynku i odcięcia się – zrób to, zrelaksuj się tak, jak najbardziej lubisz. Ważne by cały czas być świadomym tego, co się dzieje.

A na koniec mały trik, który może pomóc w zintegrowaniu tak dużej zmiany życiowej: rytuały. Nasza podświadomość w dużej mierze opiera się na symbolach i warto tym językiem do niej przemawiać. Stąd warto w rytualny sposób zakończyć stary związek, żeby nie ciągnął się niepotrzebnie za nami gdy realnie już go nie ma. Jak to zrobić? Można spalić/zakopać coś, co symbolizowało związek. Zdecydowanie radzę pozbyć się przedmiotów/zdjęć/i tym podobnych, bo powodują ból i przywołują wspomnienia. Pamiętaj, to co stare, jest niepotrzebne jeśli chcesz iść nową drogą. Może to brzmi brutalnie i wzbudza opór, ale warto odciąć się od przeszłości od razu, by potem cieszyć się wolnością. A wracając do rytuałów, skuteczna może też być wizualizacja, np. zostawianie przeszłości za sobą, wchodzenie na nową ścieżkę, odcinane powiązań łączących nas z byłym partnerem. Warto dać się poprowadzić swojej intuicji. A jeśli bliskie ci są duchowe sprawy, dlaczego nie poprosić o wsparcie i pomoc swoich duchowych opiekunów. Oczywiście medytacja i inne praktyki duchowe są bardzo pomocne w trudnych chwilach.

A już zupełnie na sam koniec…w przejściu przez trudny proces rozstania pomogła mi myśl, a właściwie poczucie, że wszystko dzieje dokładnie tak, jak powinno. Zmiany zachodzą w najlepszym momencie, choć z mojej wąskiej perspektywy danej chwili może mi się wydawać inaczej. Wielokrotnie jednak się przekonywałam, że to, co wydawało się nieodpowiednie i złe, po pewnym czasie okazywało się najlepszą rzeczą jaka mogła się wydarzyć. Wszystko co się wydarza w naszym życiu ma swój cel. Może masz się czegoś nauczyć. Może trzeba było oczyścić pole dla czegoś nowego i o wiele wspanialszego. Może dzięki temu rozstaniu unikniesz bólu i nieszczęścia w przyszłości. Śnienie jak mówią aborygeni, czy tao jak mówią mędrcy wschodni jest mądre i warto poddać się i zaufać mu.

p.s. Komentarze pod moim artykułem to nie jest miejsce do rozgrywek osobistych. Nie mam czasu ani ochoty zajmować się pilnowaniem, czy ktoś kogoś nie uraża, nie obraża, itd. Docierają do mnie skargi na to, co zaczęło się tu dziać. Komenatrze będą moderowane – obraźliwe czy personalne wycieczki będą usuwane.

  1. z tym rytuałem zgadzam się, pamiętam jak prawie dwa lata temu przeżywałam bardzo trudne rozstanie,cierpiałam ponad rok, aż pojawił się On… kilka dni przed końcem roku.. niestety nie mogliśmy spędzić wtedy razem Sylwestra,ale postanowiłam tego dnia skończyć z rozpamiętywaniem starych ran i chciałam zrobić miejsce na nowe szczęście, więc dokładnie o północy poszliśmy z moimi dwoma najlepszymi przyjaciółmi (bo takich dwóch jak nas trzech to nie ma ani jednego) nad rzekę, gdzie spaliłam listy z przeszłości, tańczyliśmy wokół płomieni i śpiewaliśmy “burn motherfucker!” i zapijaliśmy szampanem moją nową drogę życia 🙂 to mnie oczyściło ze złych rzeczy i mogłam spokojnie rzucić się w wir nowego uczucia…

  2. Natknęłam się na obydwa artykuły w poszukiwania balsamu na bardzo świeże ( wczorajsze) rany…W moim związku nie skończyła się miłość, tylko wiara w to, że uda nam się nią w jakis zgodny sposób obdarować. Różnica kulturowa, odległość, brak zrozumienia, udramatyzowana emocjonalność i poczucie winy ( związek zaczął się zdradą) targały nami przez 15 miesięcy, przynosząc na zmianę największe uniesienia i najboleśniejsze kłótnie i oddalenia. Jestem zmęczona, zawiedziona i nie wierzę już w sens naszej miłości, dlatego powiedziałam “żegnaj”… Boli bardzo i będzie bolało…Cieszę się, że przeczytałam Twoje różnorodne refleksje…a jeśli moge coś dołożyć – w tym stanie, w jakim jestem teraz – i dla wszystkich którzy przeżywają to samo – czyli zanim zbierzemy się w sobie i zaczniemy budowac siebie od nowa – to będą to słowa Edwarda Stachury -a każdy komu starczy cierpliwości na czytanie, niech je sobie według siebie odczyta..

    “- Jaki ma sens cierpienie, jeżeli ma sens?
    – […]Cierpienie ma taki sens,jak rzeka,co nagle przecina Ci drogę. Nie ma mostu,nie ma brodu,nie ma promu, nie ma materiału ni narzędzi do zbudowania tratwy. Ty masz dostać się na drugi brzeg,żeby iść dalej. Masz to zrobić,wszak rzeka przecięła Ci drogę,zatem twoja droga nie kończy się na tym brzegu, tu nie jest meta,bo wtedy się nie mówiłoby,że rzeka przecięła Ci drogę. Więc twoja droga prowadzi przez rzekę i dalej, już po tamtej stronie.Nie możesz zrobić nic innego, jak rzekę przebyć.
    – Czy nie ma sposobu na ominięcie rzeki, to znaczy na uniknięcie bezpośredniego kontaktu z wodą? Czy nie mogę iść w bok, w lewo czy w prawo, aż do napotkania mostu lub przewoźnika z łodzią?
    – Rzeka przecięła Ci drogę. Jeżeli ta rzeka jest na twojej drodze, to znaczy,że ta rzeka jest twoją drogą.[…] Ta droga to droga do życia. Więc albo idziesz do życia,albo nie. Jeśli tak, musisz rzekę przebyć. Musisz cierpienie przecierpieć. Tylko tak je przekroczysz i zostawisz na zawsze za sobą.”

  3. Bardzo fajne rozważania. Moje rozstanie nastąpiło nagle. Z dnia na dzień straciłem wszystko i zawalił sie mój świat. Byliśmy razem 4 lata i nagle dla niej przestałem sie liczyć. Smieszne jest to że dzień wcześniej podczas rozmowy wyznała mi że jestem dla niej jedyną miłością. Moje rozstanie było trudne i bolesne. A co gorsze, swoimi kłamstwami sprawiła ze znajomi sie ode mnie odwrócili. PO CO? Niech mi ktos odp. Ból trwa juz od pół roku. i nie moge sobie z nim poradzic. nie pomaga nic: rozmowy, różne zajecia na zabicie czasu, “wódka”. Co robic gdy zostaje sie nagle sam. Kiedy przez 4 lata zaczyna sie dzien od mysli “kiedy ją zobacze” i nagle nic….pustka! Podziwiam ludzi którzy sobie z tym radzą.

    Pozdrowienia dla wszystkich.
    Prawdziwa Miłość istnieje tylko w filmach i dobrych książkach.
    A jak ktos nie wierzy to kiedys sie przekona.

  4. tigerpn rozumiem Twoją sytuację, po każdym rozstaniu człowiek jest rozżalony i przestaje sobie pozwalać na”luksus” wiary w miłość…

    to samo czułam po ostatnim rozstaniu, w marcu miną od tego dnia 3 lata (w dzień kobiet,taki prezent dostałam) i cierpiałam długo,zarzekałam się,że już nigdy,że to nie ma racji bytu, że każda miłość kończy się bólem i wiesz co?

    poprawie roku Ktoś się Do mnie uśmiechnął… i teraz od 2 lat oglądam ten uśmiech codziennie rano, gdy się budzę ….

    pozwól sobie uwierzyć…

  5. …ja powiem tak…człowiek potrafi się podnieśc nawet sam ale do tego potrzeba czasu każdy inaczej goi rany jednym przychodzi to z łatwoscią innym z wielkim trudem ciekawe tylko czy wszytcy wyciągają jakies wnioski z tego wszytkiego DLACZEGO…ja to już przestałam się łudzić MIŁOŚĆ UMARŁA…

    MOŻE KIEDYŚ…

  6. Miłość nie umiera…różne rzeczy się kończą, między innymi to, co nazywamy związkami. Ale miłość jako taka jest ponad tym wszystkim, bo jest (a przynajmniej powinna być) w nas, niezależnie od tego czy jesteśmy z kimś, czy nie…

  7. ON odszedł wczoraj…W odpowiedzi na moje łzy zobaczyłam ironiczny uśmiech, a w odpowiedzi na moje: “proszę Cię, zostań”, usłyszałam:” nie bądz żałosna, przecież dobrze wiesz, że to nie ma sensu”. Mam ochotę zaśpiewać- ” znowu w życiu mi nie wyszło…”

  8. Jestem w związku z chłopakiem , już ponad 2 lata. Mielismy sporo wzlotów i uaodków. U Lutym mnie zostawił-bardzo to przeżyłam… po 2 -cach chciał wrócić-mówiąc,że popełnił błąd,że teraz będzie inaczej.Wróciłam do niego…nie żałuje, pomimo,że teraz znowu się rozstajemy,bo powtarza się to co kiedyś-zero miłości z jego strony, zero szacunku-tylko pogardai ingnorancja. Boli.Boli bardzo.Tym bardziej, że tym razem to ja musze odejść,bo moje serce już tego nie wytrzymuje. Boje się tego co bedzie, jak już się na amen rozstaniemy,ale wiem ,że da się to przeżyć.To jest jak choroba.Trzeba chcieć wyzdrowieć, nie z miłości bo ja go zawsze będe kochac, ale wyzdrowieć z tego chorego związku.

  9. Witam,
    ja również podziwiam wszystkich, którzy sobie z tym radzą. Ja rozstałam się (?) wczoraj, po prostu zostałam poinformowana, że wyjeżdża na narty w Alpy na tydz. za kilka godzin. Przez 2 godziny nie byłam w stanie powiedzieć do niego ani jednego słowa, nie zapytałam o nic, nic nie skomentowałam i myślę, że ta wiedza nie byłaby mi i tak do niczego potrzebna, to on zachował się podle, nie ja, więc nie mam wyrzutów sumienia. Po prostu mnie oszukał, zachował się się jak tchórzliwy szczeniak, a może po prostu jak playboy, którym zresztą i tak jest. Wierzę jednak, że wszystko ma swój sens, może to życie za mnie samo podjęło decyzję, kończąc coś co było toksyczne i niezdrowe. Pewnie on też nie czuł się w tym najlepiej, chociaż w jakimś stopniu utrwalałam jego własny obraz pt.: Zawsze jest tak jak ja chcę. Ale dam sobie radę, bo kocham życie, a ono mnie

  10. JA z moja dzieczyna bylem pol roku.
    Pokochalem ja do szalenstwa, z calego serca. Byla bardzo delikatna i wrazliwa osoba ktora wiele razy inni skrzywdzili i ja postanowilem ze za wszelka cene nie chce tego uczynic wiec moje serce jeszcze bardziej dla niej bilo, chcialem by byla zawsze szczesliwa. Codziennie sie spotykalismy, wspolne spacery, kino, kolacje, setki sms-ow, rozmowy po kilka godzin… Jak zasypiala obok mnie czulem sie wspaniale, czekalem czesto az zasnie spokojnie.
    Jak tylko sie budzilem pierwsza mysl byla o niej, tak samo jak ostatnia przed zasnieciem.
    Az po pewnym czasie gdy wyjechala za granice uslyszalem – nie mozemy byc razem, ja raczej nie wracam… Walczylem o nia jak moglem ale na nic… To co ja przezylem przez ten okres to masakra – schudlem chyba z 8 kg, nie mialem ochoty jesc, spac i caly czas o niej myslalem. Z czasem jest juz lepiej, jadam, staram sie wychodzic do ludzi.
    Jednak w tym problem – nadal ja strasznie kocham i to jest kobieta z ktora chcialbym spedzic swoje zycie… Zadna inna kobieta jaka spotkalem przez ten czas to nie ona… Wiem ze sie moja byla sie juz z kims spotyka i to z nim zaczyna ukladac przyszlosc. A ja jak sie domyslacie – cierpie niemilosiernie. I pytanie – “dlaczego”, przeciez nic nie zrobilem by tak sie to skonczylo… Juz pomyslow nie mam co zrobic by ja odzyskac, ale nadzieja w sercu zyje (slepa milosc jest najgorsza). I choc wiem ze pewnie teraz z nowym chlopakiem sypia to wcale jakos nie powoduje to by o niej nie myslec, zapomniec. Zyje i ufam ze czas wyleczy te rany i wyrzuci ja z mojego serca i mysli, ale takie zycie jakie mam teraz jest straszne – nic nie cieszy, to przy niej chcialbym byc, dla niej zyc. I mysli czy sie odezwac raz na ilesc czy nie… I juz tak 4 miechy…. I praca, alkohol, zabawa, inne kobiety – nie pomagaja…

  11. a ja sobie z tym nie radze,przynajmniej na chwile obecna!!po 5 latach musze wszystko zostawic!! i to przez jednego faceta ktory jest nic nie wart, macie racje to strasznie boli ale i ja wierze gleboko w to ze sobie poradze!!! smutno mi strasznie!!

  12. kazdy z nas wie ze bol to nic przyjemnego ,tym bardziej ze w srodku wciaz tkwi milosc do drugiej osoby!!ja zostawiam pelno milych wspomnien po burzliwym zwiazku,!!ale czy zaluje czegos?? tylko i wylacznie jej wyboru,staralem sie,ale do zwiazku sa potrzebne dwie osoby. narazie bede cierpial i mam ochote gdzies uciec,pytanie tylko gdzie??to tez nie ma sensu,bo wiem ze sa jeszcze inni dla ktorych bardzo wiele znacze
    .oby bylo lepiej:):)

  13. Oby bylo lepiej… Trzeba zyc tylko ze teraz to jest wyjatkowo trudne… Kazda praca wymaga o wiele wiecej wysilku, kazdy usmiech tez. Sam sie sobie dziwie ze mi po tym co zrobila tak dlugo nie przechodzi, ale po prostu czuje jakbym stanal w miejscu i nie mogl isc dalej. Analizowanie tego wszytskiego i szukanie magicznego wyjscia z sytuacji, marzenia ze znow bedzie obok mnie… Bo dalbym jej wszystko – oddal calego siebie dla niej. I pytanie czy sie odzywac, nie tracic kontaktu czy pokasowac wszystko… A moglo byc tak pieknie… Czas podobno pomoze, bo jak nie to lipa niezla :p Nie chcialem jej skrzywdzic, a to ona spowodowala ze codziennie czuje bol sciskajacy w klatce, smutek, zlosc i zal…

  14. WITAM WSZYSTKICH!
    Nigdy nie pomyslałabym, że mogę znależć się na tym właśnie forum.Jestem po rozstaniu parę godzin.Czuję się fatalnie chociaż wiem, że tak jest lepiej.Dostałam w “prezencie” to
    co kiedyś sama komuś “sprezentowałam”-zimne żegnaj.
    Teraz wiem, ze to strasznie boli, ale jak długo?

  15. Witajcie!
    Siedze w święta sama jak palec i właśnie przez przypadek trafiłam na tą stronke…Byłam w związku 3 lata i prawie 4 miesiące,obydwoje mamy po 22 lata i wszystko trafił szlak…ja podjęłam decyzjeo rozstaniu.Miałam dość ciągłych kłótni,on traktował mnie jak przedmiot jestes to jestes nie ma Cie to tez dobrze.Czekałam na niego ostatnio 9 miesiecy całe jego wojsko,wyszedł pod koniec pazdziernika lecz było coraz gorzej między nami,nie miałam już sił 22 grudnia 2007r rozstalismy sie,był pewny ze no i tak wróce do niego tyle było rozstan juz wnaszym zwiazku ze myślał ze to mój kolejny kaprys lecz tym razem powiedziałam basta…i nie żałuje teraz wiem ze byłam tylko jego zabawka…

  16. Weszłam na tą stronę w poszukiwaniu pomocy na brak sensu życia , który odczuwam po tym, jak porzuciła mnie ukochana osoba. Osoba, z którą planowałam spędzić resztę zycia. To co przeczytałam wstrząsneło mną i to pożądnie. Dlatego chciałam podzielić się z wami moimi odczuciami i postanowieniami, ktore narodziły się po przeczytaniu waszych historii.
    Uświadomiłam sobie jak wielu z nas jest uzależnionych od osób, które nas zostawiły. Nadal myslimy o nich, tesknimy i cierpimy bo ich nie ma przy nas. Wydaje się, że nie możemy bez nich żyć. I trwa to miesiące .. lata.

    Wszystko to jest zrozumiałe … ale pomyślcie…te osoby o nas nie myślą , nie tesknią, nie cierpią tak jak my z powodu rozstania. Żyją dalej, spełniają dalej swoje potrzeby, realizuja marzenia, kochają! A co z nami?

    Mnie zostawił mnie chłopak 3 miesiące temu. Na początku było okropnie. Nie chciałam wstawać rano z łóżka, bo wydawało mi się ze nie mam po co wstawać, po co żyć.

    Starałałam się z całych sił, aby ten czas największego bólu przeszedł jak najszybciej i udało mi się to. Po przeczytaniu waszych historii uświadomiłam sobie też, że sami wprowadzamy sie w stan smutku i cierpienia i tkwimy w tym stanie na własne zyczenie.

    JA nie chcę już dalej smucić się i cierpieć. 3 miesiace totalnego doła i depresji to i tak duzo czasu, a życie biegnie. Nie zabiłam w sobie uczuć, nadal go kocham , ale moje serce pozwoliło mu odejść. Tak jak ktos napisał wyzej : do miłości i szcześliwego związku trzeba dwojga.

    Każdy z nas jest wartościową osobą i powinniśmy brać życie we własne ręce i czynić każda chwilę najpieknięjszą chwilą w zyciu, a nie poddawać się przeszłości, życ wspomnieniami, które nie pozwalają zapomnieć o przykrościach , których doswiadczyliśmy.
    Wyrzućcie z siebie gorycz i zróbcie miejsce na nowe uczucie, na miłość. Być moze Cceka nas was za rogiem, a my jej nie widzimy, bo nie chcemy.
    A więc do dzieła!!!
    Trzymam kciuki za was i za siebie:*

  17. MY bylismy ze soba 8,5 roku, 3 lata mieszkalismy razem….. ja 25, On 27….
    Pewnego razu poznal dziewczyne na dyskotece, widzieli sie 1 raz i zaczeczeli pisac ze soba (ona mieszka bardzo daleko), co odkrylam sama a po awanturach stwierdzilam,ze po co mam jemu ‘zabraniac’ kontaktow ze znjomymi (hm….) po moim tygodniowym wyjezdzie czytajac co pisali do siebie mialam ochote ze soba skonczyc… Moj ukochany stwoerdzil,ze po 3 tygodniach ‘znajomosci’ kocha tamta *****,ale kocha tez mnie. Nie wiedzial co zrobic, wahal sie przez tydzien, po czym stwierdzil,ze kocha mnie i chce nadal zalozyc ze mna rodzine, bedziemy razem,ale teraz potrzebuje luzu, odpoczynku….. Powiedzcie mi ludziska co to znaczy???? Wyrzucilam go z domu,a oni planuja razem zamieszkac w przyszlym miesiacu… Znajomej powiedzial,ze jestem dla niego zajebista kumpela i wroci do mnie jak z ta nowa nie wyjdzie….. Nie wiem co o tym myslec!!!!
    Kazdego dnia, kazdej minuty powtarzam sobie,ze wroci…czekam… i serce palcze….. POMOCY!!!! tylko ta nadieja i modlitwa nie trzymaja mnie w lozku, jakos funkcjonuje….

  18. Nie życzę złamanego serca nikomu, nawet największemu wrogowi..;(

    Mono…bądź silna…

  19. Dzis byl po reszte rzeczy, oczywiscie nie wzia wszystkiego…. na poczatku bylo jak na poczatku… cichy, nie mowil prawie nic, jakby sie krepowal, wstydzil sie patrzec prosto w oczy,ale ja juz nie plakalam… potrafilam patrzec sie na niego i czasami az wstret przeszedl mi po plecach… potem rozmowa sie kleila, nawet przytulenie bylo i znowu- kocham cie, brakuje mi ciebie, jak milo ciebie przytulic…. z jego strony…. dalam sie przytulic, nic wiecej, nawet nie powiedzialam,ze go kocham…. nadal mam nadzieje,ze wroci… tylko potrzebuje czasu aby zrozumiec…. wierze,ze nam uda sie znowu byc razem, ze to tylko taki krotki kryzys, jak w kazdym zwiazku….
    pozdro

  20. Dzis mam urodziny…nie wysłał nawet smsa…widocznie nie zasługuję na głupie “sto lat” …

  21. STO LAT STO LAT!!!! NIECH ZYJE ZYJE NAM!!!!!!! To on nie zasluguje na twoje myslenie… a moj przyszedl dzis po aparat, ktorego i tak nie wzial…. zapomnial niby. chyba chce miec pretekst aby wpadac czesto…nie wiem o co mu chodzi…

  22. Czemu tak się dzieje?? Jesteśmy szczęśliwi wydaje się nam że jesteśmy w niebie i NAGLE najdroższa nam osoba uświadamia sobie, że ta iskra wygasła tak po prostu:((( mnie właśnie to spotkało ..mimo tego, że się nawet nie kłuciliśmy..nie mogę sie z tym pogodzić wszędzie widzę jego twarz ..:( to tak boli…

  23. temat rozstań będzie zawsze aktualny..każdy w podświadomości boi się ze jego szczęście się kiedyś skończy 🙁 gdy ktoś odchodzi nie mamy już po co żyć…im bardziej chcemy się odkochać , kochamy jeszcze mocniej i nie chcemy zapomnieć:( a w dodatku się obwiniamy… Mono wiem , ze to nie pocieszenie ale nie pokazuj mu swoich łez może zrozumie co tak naprawde stracił i jeśli traktuje Cie jako zabezpieczenie kiedy z tamta nie wyjdzie zanczy , ze na Ciebie nie zasługuje:(

  24. gdyby istniał napój…wystarczyło by wypić a miłość trwała by wiecznie ..:-( ech nie wiem co mam ze sobą zrobić a kiedy słucham muzyki płakać mi się chce..nie mogę zrozumieć jak można nagle przestać kochać;((((( jeszcze ta pogoda dobija ..;(

  25. Po czterech latach wspólnego mieszkania, odszedł.Wyjechał do pracy za granicę a gdy przyjechał na święta balował sobie i nie wracał na noc.Wtedy poczułam, że tym razem jest inaczej.Bez przerwy powtarzałam jemu, że nasz związek umarł,że czuję się samotna.On stwierdził, że znów mam “te moje stany psychiczne”. Zostawił mnie. Poznał inną i opowiadał mi jaka ona jest radosna i że ja jej nigdy nie dorównam, bo ona jest stu procentową optymistką.Zawsze byłam o niego zazdrosna chorobliwie. Jemu to przeszkadzało. A ja po prostu tak nieprawdopodobnie go kochałam. Myślałam,że mamy twardy fundament ponieważ różnie było w Naszym związku. Byłam z Nim na Dobre i na złe. Zwłaszcza wtedy gdy było źle. Dziś wiem, że to nie twardy fundament tylko kilka luźno rzuconych cegieł.
    Zostawił mnie w momencie kiedy go najbardziej potrzebowałam.
    Oddałam jemu swoje dziewictwo, chociaż wiedział ile to dla mnie znaczyło. Jestem psychicznie załamana. Wspomnienia mnie zabijają.
    Modlę się i błagam Boga aby zatęsknił za mną i chciał wrócić.

  26. Wczoraj zerwałam z chłopakie:(bylam z nim nie dlugo ale czułam ze to wałaśnie ten jedyny widocznie sie pomyliłam!nie wiem jak mam sobie poradzić z tym wszystkim!mam wiele wspomnien które wiecznie mi w głowie siedzą nie chce o tym myśleć ale to samo powraca!!KOCHAŁAM GO musiałam tak zrobić!olała mnie jak tylko można!ważniejsi dla niego zrobili sie koledzy,praca i to że co spotkanie praktycznie był wcięty wiedziała bardzo dobrze jak ja tego nie nawidze:(obiecała mi że nastepnym razem już tak ie będzie i co nie dotrzymał słowa czyli nie traktował mnie poważnie, była bo była i tyle!moze bał sie samotności i dlatego?!nie wiem co mam juz myśleć na ten temat?może źle zrobiła?…najgorsze jest to że już drugi raz takie coś mnie spotkała tylko za pierwszym razem gorzej bolała teraz miłam większy dystans ale…:((miłośc jest piękna ale widocznie nie dla mnie!

  27. hej!mnie chłopak rzuciał 3 ty.temu….jest juz lepiej…ale było kiepsko…nie chciało mi sie nic…a jak wychodziłam do ludzi to tylko płakałam…nawet w pracy, w klubie, nawet w sklepie…..ludzie sie na mnie dziwnie patrzyli..ale nawet to mnie nie powstrzymywało…ale jak sobie prypomne jak ze mną zerwał to łzy same sie mi cisna do oczu….kupił kwiaty…odstrzelił się….na poczatku nie wiedziałam o co mu chodzi…dopiero później jak zapadła taka niepokojąca cisza…i tylko mój monolog..jak w pracy jak w domu…..moje pytanie czy coś sie stało…cisza…a potem jego słowa to nie ma sensu…nie ma miedzy nami nic…i nie było…nie wiedziałam co powiedzieć…podziekował MI ZA PRZYJEMNIE SPĘDZONE CHWILE…powiedział ze dałam mu odrobinę ciepła, którego on potrzebował (po rozstaniu poprzednim)….ja nic nie powiedziałam…on na to ze była sie z nim kontaktowała…ze pisza jakiś czas ze sobą….ja cisza….powiedział, że sobie popisalismy…pospotykaliśmy…nie wiedziałam czy to sie dzieje naprawdę czy to tylko głupi zart…koszmar…zapadła cisz i kazałam mu wyjść…powiedział przepraszam i wyszedl…nawet sie nie obejrzał…a ja zostałam w tym swoim śmiesznym pokoiku sama…i nie zdawałam sobie do końca sprawy co zaszło….a potem był sylwester…i każdy dzień podobny do każdego bez niego…. dziś przynajmniej juz nie płacze..ale to marne pocieszenie…a on żyje dalej….bez zbędnych uczuć…bez emocji…

  28. Eh po tych wszystkich wpisach widze,że nie ja jedna i ostatnia zostałam skrzywdzona przez osobe kochaną!i jak tu ponownie zaufac facetą??!!tylko u mnie to ja z nim zerwała i to jedno mnie pociesza!w sumie jak tak sobie poczytałam te wpisy to jakos lżej na serduszku mi się zrobiło!teraz mnie przeprasza.. nie wiem czy mam mu znów zaufać?!!czuje ten ból,ale silniejsza jest miłośc do niego!troche sobie porozmawialiśmy i wyjasnilismy kilka spraw i czeka na moją decyzje!boje sie z jednej strony, bo jak raz umiał mnie zranic to i drugi raz pewnie sie niezawacha..może sie myle Już nie wiem co mam robić?!!przyjaciólka mówi,że co mi szkodzi spóbować?tylo że to ja potem bede musiała sama uporac się jak mnie znów upokorzy!może naprawde będzie inaczej:(:)

  29. Powodzenia Smutna:(…. Zawsze przy takich sprawach rozum i serce sie kluca… Trudna decyzja,ale nikt ci nei pomoze, niestety… Jesli szczerze zaluje tego co sie stalo i jest pewien swoich uczuc i tego co chce…. a z drugiej strony jesli zrobil to raz to moze to sie powtorzyc… Coz,jestesmy tylko ludzmi, nikt nie jest idealem i ludzka rzecza jest wybaczac…. Duma/Honor vs. Milosc
    Powodzenia!

  30. U mnie to wygladało tak; bylismy razem prawie 4 lata, to byl zwiazek na odleglość ale byl wyjatkowy, bylismy lepsi od wszystkich, dawalismy sobie rade z takimi typowymi problemami jak zazdrosc i to ze sie rzadko widzimy,jak sie przytulalismy to bylo jak w niebie… od paru dni nie jestesmy razem, najgorsze jest to ze sprawe zalatwilismy przrz telefon (po 4 latach nawet nie spotkalismy sie zeby to sobie powiedziec prosto w oczy)… boli strasznie, nie potrofie sie pozbierac. Nie wiem czy powinienem zadzwonic, boje sie tego co prawdopodobnie bym uslyszal i wmawian sobie ze nie chce zadzwonic. dopiero teraz uswiadomilem sobie ze od pol roku nie uslyszalem od niej kocham cie, bylo tylko tez cie kocham, cholera jak to bardzo boli, jak sobie z tym poradze to bede najsilniejszym czlowiekiem na ziemii. jak zobacze ją z kims innym, a to bardzo mozliwe, to chyba umre. I wiem jedno na 100% miłość = CIERPIENIE i to wszystko nie ma sensu!!! i pytanie czy ona tez cierpi czy ma sie dobrze?

  31. Moim zdaniem mówic komus przez telefon mozna wszystko, gorzej jest powiedziec patrząc prosto w oczy…Zadzwonić do niej chyba nie ma sensu bynajmnie ja jakoś by niem mogł rozmawiac z osoba która mnie zraniła albo spotkac sie i wszyskto sobie wyjasnic albo nic.A związek na odległos moze i jest wspanaiły ale jak długo mozna tak!pełna podziwu jestem ze az 4 lata byliście razem!moze jeszcze wszystko sie jakos naprawi..nadzieje trzeba mieć zawsze!a ty powinienies znaleśc sobie zajęcie i jak naj mniej myslec o tym wszystkim wiem,że łatwo jest powiedziec,ale ja tak właśnie robiłam.

  32. Wszystko to doskonale rozumiem: poddac sie tym uczuciom i przez jakis czas poprostu je czuc i zyc z nimi….No tak, ale jednak rozstanie to nie wszystko, prawda? Mamy inne odpowiedzialnosci w zyciu, takie jak np koncowe studia, praca magisterska, tragedia w rodzine. Co jesli wszystko wtedy uderza nas w tym samym czasie, tak jak to stalo sie w mojej sytuacji?? Jak moge funkcjonowac “normalnie” , skupic sie na nauce i na tym co MUSZE teraz robic a nie odczuwac? Jest to bardzo trudne i staram sie pogodzic wszystko, bo innego wyjscia nie mam, tylko jak? Rozwazalam nawet opcje poddania sie i wrocenia do tego zwiazku, aby choc w jednym aspekcie miec spokojna sytuacje.
    Wszystko strasznie boli….

  33. Wczoraj mineły 3 tygodnie jak nie jesteśmy razem. Koniec po prawie półtora roku bycia razem. Mimo, że już od dłużeszego czasu zanosiło się na rozstanie to cięzko jest mi się z tym uporac, codzinnie płacz, zmutek i pustka …
    Najśmieszniejsze jest to, że to ja zerwałam i wydawałoby się że to on powinien bardziej przeżywac bo on został odrzucony … ale tak wcale nie jest … ciągle męcza mnie wspomnienia, mam przed oczami obrazy jak bylismy razem. Wiem, że nie mogłabym do niego wrócić. Już raz do siebie wracaliśmy, próbowalismy, ale nie wychodziło … ranił mnie o to wielokrotnie … zazdrość też była nie do zniesienia zarówno zmojej jak i jego strony … lecz mimo tego wszystkiego, mimo że wiem, że nie mogło to trwac dłużej to tęsknie za Nim, chciałabym aby tu przyszedł, jestem o Niego zazdrosna i nie potrafie przestać myśleć o tym. On się zmienił. W ogole sie nie odzywa. Nie interesuje mną. Strasznie boli i jedyne czego teraz pragne to nauczyć sie być samą i przestać myśleć o Nim. 🙁

  34. Czy ktoś mnie jeszcze kiedyś przytuli czule i pokocha ..tak na prawdę i na całe życie…?!?!? ktoś z kim będę marzyła aby się zestarzeć..?!?!

  35. nigdy sie juz z nikim nie zwiaże, rostalem sie z dziewczyną po prawie 4 latach, dowiedzialem sie teraz ze zdradzila mnie z chlopakiem mojej siostry, moim bardzo dobrym kolega, nie daje juz rady z tym wszystkim, jest ktos kto bardziej dostal po dupie? i co mam teraz z tym zrobic ujawnic wszystko czy nie?

  36. A jednak nie warto dwa razy do tej samej rzeki wchodzić:(Znów to samo.. nie nawidze juz zycia!!zranił mnie drugi raz miałm nadzie je że to co obiecał dotrzyma słowa ale nadzieja matką głupich!nigdy nie zaufam juz facetowi.. bo po co?!czy ja nie mam prawa do miłość, szczęcia?!Miłośc nie jest mi pisana!najgorsze jest to ze o wszystkim wiedziła moja przyjaciółka co on wyprawaia jak mnie nie ma i nic mi nie powiedziła!!nienawidzie ich wszystkich a jej i jego to wszczególność!juz nikoomu nie mozna zaufać, znam ją od dziecka i co…. nie warto jest snic,marzyc,kochać:((Hm tak bardzo chciłambym znów byc pokochana!brak mi tego wszystkiego;(((nie umiem juz funkcjonowac na tym świecie!!

  37. ja już sama nie wiem czy miłość istnieje i czy mnie spotka i czy będzie prawdziwa. Wydawało się że już ja spotkałam. Ale uciekła i zostawiła zadre na sercu. To czy przyjdzie druga? Czy druga będzie tak samo mocna jak pierwsza, albo mocniejsza? A wydawało się ze tamta była jedyna…

    Smutne jest to ,że coraz wiecej osób łączy sie z dugą osobą tylko z rozsądku, … a gdzie uczucia?? Czy już tylko wlasne potrzeby mają racje bytu i własna wygoda? Może taki jest sens zycia… jak jest miłość to jest i ból(może takie jej zadanie- zranić).

    TRzeba zacząć żyć dla siebie… zazdroszcze egoistom

  38. A u nas jest tak,ze nabralam checi do zycia, dzieki znajomym i nieznajomym dotarlo do mnie,z enei jestem az taka beznadziejna,ze moze ktos sie mna zainteresowac,ze jestem wartosciowa kobieta…. podstawa to opowiadac o swojej historii az do bolu, plakac i sie czyms zajac…. wiem,ze nie jest latwo,ale mi to pomoglo… tysiace razy alilam si ei opowiadalam moja historie az w koncu nie chcialo mi sie….
    Ex dzwoni czasami, pisze, mowi,ze teskni, ze brakuje mu mnie…. ale ja ani razu nie powiedzialam tego co on mi… chcial szalec, niech szaleje, ja tez chce sie wyszumiec, skosztowac zycia; czuje sie jak zakonnica wydalona z klasztoru….
    A czy bedziemy razem? czas pokaze, narazei ja tez musze sie wyszumiec!!!! oczywiscie nie zawsz ejest kolorowo,ale juz z dolka wyszlam,czego i innym zycze bardzo!!!!!!
    Glowy do gory ludziska!!!! nie warto sie zalamywac!!Wiem co pisze!!!
    Pozdrowionka Mamrotka!!!!!

  39. Mono masz racje znajomi w tym momencie i po prostu to, że możesz sie komus wypłakac i wygadac jest najwazniejsze…
    Mi już też powoli jest coraz lepiej …
    Przestałam płakac a to juz o jeden krok do przodu.
    Najbardziej boli to jak wiesz że ta najwazniejsza niegdyś osoba dla Ciebie stacza sie na samo dno, nie radzi sobie, załamuje się. I dobrze wiem, że to nie moja wina, że on sam kazdego dnia pije i podobno jeszcze dalej sie posuwa, że robi rzeczy których nigdy bym sie po Nim nie spodziewała. Staje sie nikim. A właściewie dochodzi do mnie, że On tym kimś był zawsze, tylko ja ” robiłam ” z Niego kogoś zupełnie innego. Ja powtarzałam jak sie ma zachowywać itp. Ale mimo wszystko, mimo to jak mnie potraktował, jak się zachował, jaka krzywdę mi wyrządził to jest przykro, że własnie ta najbliższa osoba staję się kimś zupełnie nie do poznania … kiedyś taki bliski a teraz zupełnie obcy …
    Do tego pierwsza miłość jest najtrudniejsza 🙂
    ale trzeba wierzyć w lepsze jutro i rozpocząć odbudowe, b jak to mówią tragedie zdarzają się wszędzie …

  40. wszystko co piszecie to w pewnym sensie prawda:(tylko jak teraz nauczyc się zyc samemu?!bynajmniej dla mnie to jest trudne,ale wiem,że w kiedys minie mi to(mam nadzieje).to rozstanie strasznie nnie zmieniło nic mnie juz nie cieszy, wszystko jest beznadziejne i bezsensu!najlepiej bym sie zamkneła w domu i nie wychodziła,ale mam szkole i prace!nie mam siły juz wszystkim tłumaczyc co sie stało i dobijaja mnie komentarze,wieczne pytania co u nas:((przypuszczam ze jak by teraz chciał to bym mu wybaczyła bo boje sie samotności:(jak patrze na ulicy, w szkole, pracy na pare zakochana to placze i czuje zal ze cos tak pieknego sie skończyło.miłość i bagno maj to do siebie, ze jak wpadniesz to trudno sie wygrzebac!

  41. Ja niestety przezylam to samo i przezywam nadal… Po roku znajomosci po prostu stwierdzil, ze do siebie nie pasujemy… Wydawalo mi sie, ze jestesmy wspaniala para, ze kogos takiego szukalam… Mowil, ze mnie kocha… Ale juz kolejnego dnia stwierdzil, ze cale uczucie sie w nim wypalilo i juz mnie nie kocha… I to wszystko przez telefon… Nawet nie mial odwagi powiedziec mi tego prosto w oczy 🙁 Czy mozna kogos przestac kochac z dnia na dzien???? Bylo wspaniale… Chcial sie ze mna zareczyc… Mielismy wziac slub za rok… I nagle… koniec… Nie potrafie sobie z tym wszystkim poradzic… Przestaje wierzyc, ze jeszcze kiedys spotkam prawdziwa milosc i kogos kto na mnie zasluguje… Czasem zastanawiam sie, czy ja sama nie jestem winna. Moze kiedys odchodzac od kolejnych partnerow zranilam tak, ze teraz sie to odbija na mnie… Nie wiem… Placze calymi dniami. Wszystko mi sie z nim kojarzy. Nie potrafie wyjsc na ulice i tak po prostu o nim nie myslec. Wszystko mi sie kojarzy z nim… A na dodatek niedlugo Walentynki… Chyba tego juz nie zniose 🙁 Nie potrafie byc sama… Tak bardzo boje sie samotności… 🙁

  42. A moj do tej pory mowi,z emnei kocha, teskni….. spotkalam go znowu przypadkowo w autobusie…. odprowadzil mnei do domu, zostal na herbate, rozmowa si enie kleila na poczatku… dopero jak wychodzil to tak zaczelismy sie przytulac i calowac,ze wychodzil z pol godziny… nic wiecej mu nie ‘dalam’ choc kusilo mnie jak cholera… potem sam zadzwonil, pisal sms czy na gg niby nic nie znaczace teksty…. jak z nim rozmawialam w weekend to sie poplakal przez sluchawke bo przypomnialo mu sie wszystko… i dobrze mu tak!!!! powiedzial,z emusi o wszystkim pomyslec i poukladac sobie w glowie. czasami mysle,ze to dwie rozne osoby, jak rozmawia ze mna to jest ‘moj’ a jak z nia to ‘jej’… na walentynki jedzie do niej…prawie na dwa tygodnie… a mi sklamal,ze jedzie po cos innego… a ja wiem,z edo niej…. juz to przebolalam, przyzwyczailam sie do mysli,ze beda szczesliwi na walentynki; znowu to wszystko do mnei wrocilo, bo jak zaczelismy sie intensywniej kontaktowac to znowu nadzieja wrocila, a wmawiam sobie,ze nei chce go z powrotem…. teraz mu sie wszystko wyjasni, czy rzeczywiscie dziewczyna z internetu, ktora kocha i ktora jego kocha jest jego druga polowka…. zobaczymy… zycze mu szczescia,ale nei z nia!!!!!! wiem, nie powinnam tak myslec,ale taka jest prawda. mam tylko nadzieje,z ebedzie o mnie pamietal jak bedzie z nia teraz, jak bedzie jej dotykal… ze bedzie ja porownywal do mnie i tak blado nei wyjde!!!!! ze nei znikne z jego umyslu tak szybko!!!!! cholera, znowu nie moge sie przez niego na niczym skupic, po co na siebi ewpadamy i po co on dzwoni? jutro bede go widziec u znajomych, bedziemy pomagac im w przeprowadzce; chyab nei powinnam tam isc,ale nie bede rezygnowac ze znajomych tylko dlatego,ze on tam bedzie!!! tylko nie moge sie doczekac kiedy ona przyjedzie do tego miasta i zamieszkaja razem i spotkam ja na ulicy czy u znajomych….. nie bede dla niej mila, oj, nie! bedzie lepiej dla neij jesli mnie nei spotka.
    powolutku ucze sie zc sama, mam studia, reszte czasu wypelniam nauka, znajomymi, ktorych nie widzialam abrdzo dlugo… pomaga… a jak nei pomaga to zamykam sie w pokoju i slucham muzyki i probuej nie myslec o nim, o nich…. i powtarzam sobie,ze to juz koniec, ale bedzie poczatek czegos nowego…. z kims, kto na mnie zasluguje i bedzie mnei kochac do konca zycia…

  43. Moja dziewczyna zerwała wczoraj. Dzień po moich urodzinach…
    Powód? Byłem za dobry, traktowałem ją za poważnie.
    Robiłem dla niej wszystko, ona stwierdziła, że robię za dużo, że powinienem czasem ją olać, i po prostu iść z kumplami na piwo.
    Ehh.. nie mam szczęścia w miłości.

  44. Ja w Walentynki na szczęście będę pracowała od rana do wieczora… mniej czasu wolnego…mniej myśli dręczących… łezka sie pewnie zakręci w oku… ale pomyśle wtedy o Was wszystkich i powtórze sobie , to co ostatnio sobie często powtarzam, że “Czasem nieotrzymanie czego się chce i kiedy się chce jest wielkim szczęściem”.

    Wierze że to co się stało musi byc dobre dla mnie, wiem że Anioł Stróż nie pozwoli mi zrobić krzywdy…

  45. Azure.. wiele kobiet marzy , żeby ich partner był wstanie zrobić dla swojej kobiety wszystko… znajdziesz taką która to doceni

  46. Ehh ja rozstałem sie po 8 latach. Moja wina bo byłem za bardzo szczery i nic nie ukrywałem, ale zawsze byłem idealistą. Ja postanowiłem się rozstać i to boli najbardziej. W sumie minęło już kilka miesięcy, wiedziałem że z kimś się spotyka ale ciągle myślałem tylko o niej i dawałem jej to do zrozumienia.
    Kilka dni temu postanowiłem zawalczyć mocniej i postanowiłem z nią porozmawiać. Była z nim umówiona i zatrzymałem ją w drodze na obiad. Porozmawialiśmy i tak się zaczęło. Ona z nim podobno zerwała, koleś do mnie że się usunie i takie tam banały. Ale pewnych rzeczy nie zniosę. Osiem lat zostało odrzucone przez nią jak się okazało po kilku (podkreślam kilku nie kilkunastu) tygodniach a ja jak głupek wierzyłem w nią i idealizowałem że nie jest w stanie … ehh okazało się że jednak jest. Ehh nie będę więcej brudów wyciągał, ale straciłem nadzieje w kobietę, z którą chciałem się ożenić. Skoro wystarczyło jej tak mało czasu aby ze mną i naszym wspólnym życiem pożegnać się to najwidoczniej nie czuła tego co ja.
    Ciężko jest podjąć taką decyzję ale jej droga do mnie została całkowicie zamknięta.
    Teraz cytując autora tego posta wiem że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko ma swój sens, mimo iż ją bardzo kocham wiem ze zasługuję na kogoś lepszego albo przynajmniej kochającego tak mocno jak ja.

  47. Bardzo pomocne rozważania. Ja rozstałem się z dziewczyną wczoraj… po 6 latach a dziś była by nasza kolejna rocznica… ale już nie ma… Co tu dużo pisać pojawił się inny, z którym nie może przestać rozmawiać, który “rozumie ją lepiej niż ja” tylko facet jest żonaty i ma 5 letnie dziecko… Powód rozstania pozostawiam do oceny tym którzy to przeczytają, to miedzy innymi usłyszałem wczoraj: “nie mogę przestać rozmawiać z X” “jesteś dla mnie za dobry a ja jestem dla ciebie okrutna”, “potrzebuje w związku wyzwań a Ty dajesz mi to co chce”, “czuje że to nie czas dla nas”, “nie wiem czego teraz chce w życiu”.
    Dziś pochowałem już pamiątki które mi ją przypominały. Z własnego doświadczenia wiem że najgorsze są noce. Wtedy wszystko wraca, wspomnienia, nadzieje, marzenia które wiązało się z drugą osobą. Na razie jest ciężko…

  48. Zauważyłam, że osoby które kiedys zamieściły swoją wypowiedź tutaj juz sie nie pojawiają więcej…pewnie doszły do siebie, wszystko im sie ułożyło, nie cierpia już..
    …tylko dlaczego ja tu wciąż zaglądam??:(

  49. Dziś zadzwoniłem do niej, nie mogę znieść świadomości że to już koniec… miałem nadzieje że jednak powie coś co da mi nadzieje… ale nic takiego nie usłyszałem, za to dowiedziałem się że to moja wina że to ja powoli zniszczyłem wszystko, ze byłem za dobry… ja się pytam tylko gdzie ona była czy nie mogła mi tego powiedzieć wcześniej, czekała aż do końca… jak mam żyć z taka świadomością jak??? staram się sobie tłumaczyć że to nie prawda że chce mnie tylko zranić ale już nie mogę… 🙁

  50. Przepraszam Nikt, ale staram sie nie wracać pamiecią do tamtych dni, namiastkę moich myśli i odczuć znajdziesz we wcześniejszych wpisach. Wspomnienia i tak wracają jak bumerang w momentach gdy ich nie chcesz…
    Przed Tobą trudne chwile, ale jak każda chwila te też miną…nadejdą nowe…lepsze.
    Bądź teraz z ludzmi, z przyjaciółmi, z rodziną. Ich obecność na prawdę moze pomóc.

    I jednego nigdy nie załuj: że kochałeś i poświeciłeś się dla innego człowieka, nie żałuj że byłeś dobry …

  51. Mamrotka dziękuje za to co napisałaś, staram się rozmawiać z przyjaciółmi, na szczęście jeszcze nie odmawiają pomocy. Dziś opowiedziałem swoją historie rozstania 8 osobom i wcale nie czuje że to mi pomaga, ale może trzeba więcej razy opowiadać i musi upłynąć więcej czasu. Znowu noc i ta lawina myśli, na samą myśl o tym jest mi ciężko… Wszyscy opowiadają zgodnie że później będzie już lepiej, że po pewnym czasie wspomnienia przestaną tak boleć, ale zanim będzie to potem to najpierw trzeba przetrwać to co jest teraz, ale jak?? Nie mogę poradzić sobie z tym że już, tak szybko rozpadł się mój sześcioletni świat. Czuje że chciałbym do niej zadzwonić, usłyszeć jej głos ale boje się że będzie chciała czymś mnie zranić.

  52. Mamrotka przeczytałem Twoje wcześniejsze wpisy, nie wiem co Ci radzić, może to by pogodzić się z tymi powracającymi myślami. Ja po rozstaniu, gdy jeszcze kawałek odprowadzałem dziewczynę usłyszałem że dobrze że rozstajemy się 29 bo szybko zapomnimy tą datę, myślałem że się wtedy popłaczę, parę chwil po rozstaniu osoba z która spędziłem 6 lat życia mówi że wybrała dobrą datę na nasze rozstanie… Nie staram się uciec od tych myśli a wręcz przeciwnie, wiem że to powoduje większy ból ale może kiedyś łatwiej będzie mi się pogodzić z tym.
    Mimo tych wszystkich gorzkich słów które od niej usłyszałem nie potrafię o niej zapomnieć, przestać ją kochać, brakuje mi jej głosu, jej obecności.
    Przestała odbierać telefony ode mnie.
    Dlaczego życie jest takie okrutne… 🙁

  53. Życie nie jest lekkie, to fakt. Ale pamiętaj wszystko co się dzieje ma swoje znaczenie i trzeba uwierzyć, ze nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

    Zadbaj teraz o siebie, jeżeli masz na coś ochotę to to po prostu zrób, pozwól sobie odczuwać, jak chcesz to płacz, wyrzuć wszystko z siebie.
    Wybierz zaufanego przyjaciela do którego będziesz pisał,dzwonił jak przyjdzie ci nieodparta ochota żeby do niej zadzwonić. Ja tak robiłam i dzięki temu nie powiedziałam mojemu ex wielu rzeczy, których teraz bym sie wstydziła i żałowała.
    Już tak się dzieje ze działamy w takich chwilach pod wpływem emocji. Czekać tylko jak rozum zacznie Ci mówić ze jesteś wartościowym człowiekiem i że trzeba żyć dalej, czego Ci z całego serca życzę.

    Ja w tym momencie mój kilkuletni związek, który sie rozpadł traktuję jako cudowny sen. Ta myśl przynosi mi dużą ulgę gdy wracają wspomnienia, bo wiem że sny sie kończą i każdy się budzi. I do tego budzimy się rano , w nowym dniu…dniu ktory czeka aby go dobrze przeżyć.

    “The worst of all tragedies is not to die young, but to live until I am seventy-five and yet not ever truly to have lived”

    Martin Luter King Jr

  54. Po dziesiątkach telefonów i nagrywaniu się na pocztę wreszcie odebrała… Długo rozmawialiśmy i jest mi jeszcze ciężej ale chociaż powiedziałem jej co czuje ile dla mnie znaczy i jak bardzo jej potrzebuje, jak bardzo ją kocham… nic to nie zmieniło ale chociaż ostatni raz mogłem jej to powiedzieć, teraz czuje ze zrobiłem co mogłem by ratować mój związek. To już koniec… Więcej do niej nie zadzwonię, nie napiszę. Teraz tak jak napisałaś Mamrotka muszę spróbować myśleć o sobie, nie wiem jeszcze jak ale nie ma już innej drogi.

  55. Mamrotka no niestety nie wszystkim się ułożyło!:(dałam mu drugą szanse,ale nie warto było!człowiek bardzo często popełnia błędy i niestety ponosi tego konsekwencje.heh nie liczyłam się dla niego wogóle,ważniejsi byli koledzy, praca!straciłam miłosc swojego zycia:((pokochałam osobe, która jak sie okazało cały czas mnie oszukiwała,widział mnie wtedy jak miał wolne i koledzy byli zajęci:(Tylko jak teraz sie odkochać?nauczyć sie zyc bez tej drugiej połówki?staram sie nie myślec o tym co było, spędzam dużo czasu z przyjaciółmi i jakoś sie trzymam!najważniejsze jest miec obok siebie życzliwe osoby, któr potrafią Cie zrozumiec.Nie pocieszac tylko poczuc ten ból jaki sie ma po rozstaniu.
    Nie pozostaje mi nic innego teraz jak wierzyc i miec nadzieje, że kiedys spotkam na swojej drodze osobe,która mnie pokocha, zrozumie i bezei sznować.
    Powiedzenie”że czas leczy rany” jest jednak trafne z dnia na dzien ból jest troszkę mniejszy:()

    ~~W przyjaźni więcej się mieści, niż miłość w sobie zawiera, bo przyjaźń wszystko oddaje a miłość wszystko zabiera.~~

  56. no tak,a co powiecie jak zostawi was mezczyzna a macie z nim 5miesieczne dziecko?rozstalam sie miesiac temu….a do tego julia jest taka do niego podobna!!!!!!ale juz nie placze,nie mam sily.tak czytam i czytam i mysle ze wszyscy jestesmy w bledzie.po co na prosic i blagac o powrot tej drugiej osoby?przeciez gdyby byla z nami szczesliwa to by nie odeszla,prawda?uczuc nie da sie wyblagac mowiac”daj mi szanse”itp.na ta pierwsza chwile nie jestesmy gotowi przyjac odrzucenie i mowimy ze zrobimy wszystko.jest ciezko,fakt.ale cos wam powiem.sama kiedys zostawilam.bylam z nim 4 lata,myslalam ze to “to”.powod byl taki ze on zaczal pic.wychodzil z kolegami,ja sie nie liczylam.probowalam to uratowac z jego rodzina.chodzilismy na AAi takie tam.jak juz widzialam ze to nie daje skutkow,zostawilam go.bylo mi zal ale nie rozpaczalam.zrozumialam ze przez to ze pil przestalam go kochac.i co?przestal pic,blagal o powrot,ale dla mnie bylo juz za pozno-nie kochalam juz.i chocby nie wiadomo co robil,juz bym go nie pokochala.i tak jak teraz,jestem sama.dobrze wiem ze gdyby byl ze mna szczesliwy to by nie odszedl.w kazdym zwiazku tak jest!!!nam,zostawionym trudno zaakceptowac fakt ze z nami moze byc cos nie tak co powoduje ze ta druga osoba odchodzi.i to dotyczy wszystkiego,nawet porzucenia dla tej drugiej/drugiego.pomyslmy logicznie-czy swiadomie ktos rezygnowalby ze szczescia?jak w moim przypadku uswiadamianie ze go nie kocham trwalo troche,ale po prostu obudzilam sie rano i wiedzialam ze to koniec.a teraz?on mnie zostawil mowiac ze mnie nie kocha,a dziecko to wpadka(mial byc slub).co mi pozostaje?zaakceptowac to ze on bedzie szczesliwy z inna.

  57. Życie nie może być takie okrutne. W duzej mierze zależy od nas samych. Jezeli potrafimy dobrze wykorzystać to co jest nam ofiarowane,może być tylko lepiej…

  58. Mija tydzień od chwili w której dziewczyna powiedziała że się rozstajemy… a ja nadal tylko o niej myślę, jest ciężko. Wszystko straciło sens, jest tylko jedna myśl, jedna nadzieja ze może jeszcze zmieni zdanie… Przyjaciele nie wiedza co maja już mi radzić, jeszcze nie zrezygnowali ale wiem że ciężko jest im zrozumieć, a ja trzymam się tylko jednej myśli.

  59. Aguś…tak do mnie mówił poznaliśmy sie jak mieliśmy po 11 lat…pierwsze nieśmiałe pocałunki,trzymanie za ręce,wspólne wakacje…. słowo kocham…zaręczyny.Dziś mam 27 pół roku temu oznajmił mi na spacerze z psem że nie pasujemy do siebie i że nie chce ze mną być…powtórzył to parokrotnie…,,nie chce już z toba być” brzmiało strasznie jak by ktoś wsadził nóż prosto w serce…Najśmieszniejsze jest że parę dni wcześniej ogladaliśmy mieszkanie w którym mieliśmy wspólnie mieszkać ….wykupił je
    ja pokupowałam firanki poduszki i inne pierdołki…a tu tekst,,nie chcę już z tobą być”…potem wszystko posypało się jak lawina miałam operację kręgosłupa , zmarł mi tato musiałam bronić pracy mgr,dostałam nową pracę 10 metrów od niego w mieście w którym pracował bo tam mieliśmy mieszkać i świetna praca…co z tego jak musiałam dojeżdżać 40 kilometrów wstając codziennie o 3 rano na autobus ….mieliśmy jezdzić razem…pracę straciłam przez chory kręgosłup.Myślałam że odwiedzi mnie w szpitalu ale tego nei zrobił…Najgorsze stało się dzisiaj…okazało się że już się pocieszył i ma kogoś ….:( to boli bardzo po tylu latach 16 lat …potrafilibyście zapomniec o kimśkogo znaliźcie 16 lat?….ja próbuję

  60. Hej,
    ja tez po rozstaniu. Bylismmy ze soba poltorej roku wieazalam z nim przyszlosc wszystko. Wyobrazalam sobie nasza przyszlosc razem ale nie wyszlo. Oddalam mu cale serce, cala swoja milosc i poltorej tyg temu przyszedl do mnie usiadl na lozku i zaczol plakac. Powiedzial ze jest zagubiony i nie wie co zrobic. Powiedzial ze jest szczesliwy ze mna i ze jestem wspaniala osoba i nie chce mi zmarnowac zycia. Podzielily nas roznice kulturowe o ktorych ja nawet nie wiedzialam. Az do zeszlego tygodnia. Powiedzial ja cie kocham i wiem ze ty mnie kochasz teraz. Ale patrze w przyszlosc i widze ze nie edziesz ze mna szczesliwa przez moja kulture. Cala noc trzymalismy sie w ramionach i zadne nie chcialo puscic. Przezylam z nim najpiekniejsze chwile mojego zycia i trodno bylo se pogodzic z tym ze to koniec. Nadal jest trodno ale wiem ze to dla wspolnego dobra. Wiem ze tak bedzie lepiej bedziemy sie milo wspominac bo mielismy wspaniale chwile razem. Duzo sie nauczylam. najwazniesze to zeby nie zapominac ooswojej rodzinie i o przyjaciolach. Nauczylam sie wybaczac i wiem ze on ma wspaniale serce, tym ze pozwolil mi odejsc pokazal ze mnie kocha ze mu zalezy i pragnie mojego zczescia. Widzialam sie z nim w niedziele. Na wzajem sie wspieramy i rozmawiamy ze soba co 2 dni. Czasem kochasz kogos tak bardzo ze musisz pozwolic mu odejsc by byl szczesliwy. to jest prawdziwa milosc a nie blaganie o pozostanie z kims bo ty tak chcesz, to jest egoizm. Ja wiem ze nie zmienilabym sie dla niego bo nie bylaym wtedy soba nie bylabym szczesliwa – to samo on. Najwazniejsze zeby odnalesc milosc w srodku siebie i byc szczesliwym samemu ze soba. Nie jest to latwe ale warto pracowac nad soba. Pozdrawiam wszystkich zranionych i wiedzcie ze nic nie dzieje sie bez przyczyny, bedziecie szczesliwi jesli uwiezycie w samych sieie.

  61. Czytam te wszystkie posty od tych zraniony, i tak świetnie wszystko rozumiem.Po 11 latach, zostałam porzucona przez tego który zawsze uważał że kocha mnie bardziej, który zawsze był tym “lepszym”.Hmmm…porzucone, raczej zdradzona…i to chyba boli jeszcze bardziej…nie wiem kogo bardziej nienawidzę jej czy jego?
    Nie widze sensu zycia, a on ciągle pogrąża mnie w bólu…bo nie wie która wybrac i z kim chce być.
    Tak bardzo chciałam miec z nim dzieci, założyć rodzinę, ciężko teraz przekreslić wszystkie te plany i zapomnieć.Ciężko jest myśleć że dotyka i pieśći tamtą, gdy ja połaczę do poduszki.Nie wiem co robić, dzisiaj kupiłam już tabletki uspokajające..nie chce mi się zyć, bo i po co??Poświęciłam dla niego tyle lat i tak zostałam potraktowana..na dodatek nadal go kocham i zaczęłam obwiniać siebie za rozpad związku.Pragnę go i wybaczyłabym mu wszystko…chciałabym tylko wiedziec ile jeszce czasu on potrzebuje by zadecydować …z kim chce być!
    prosze piszcie , komentujcie i pocieszajcie.

  62. Maju kochana,to moj gg 9254477 pisz!!!
    swietnie Cie rozumiem ale nie myslisz ze to troche chore ze on nie wie kogo wybrac?czy myslisz ze mozna kochac 2 osoby i sypiac z nimi?widzisz,jak narazie to wybral tamta,czyli bardziej mu odpowiada a blaganiem i tak nic nie zmienisz.mnie zostawil narzeczony z ktorym planowalam dziecko…i co teraz?jestem sama z 6 mc corka a po nim ani widu ani slychu.moze lepiej ze sie rozstaliscie bo on nie zasluguje na tak wartosciowa kobiete jak Ty.napisalas ze pograza Cie w bolu…i uwierz ze tak dalej bedzie.porzucil Cie dla innej po tylu latach….dran i tyle ale pamietaj ze kazdy ma prawo do szczescia.nie obwiniaj sie bo bedzie jeszcze gorzej.ja tez sie obwinialam ale teraz wiem ze on mnie poprostu przestal kochac no i okazal sie b.nieodpowiedzialny.my kobiety musimy miec troche godnosci w sobie!!!nie blagaj bo i tak to nic nie zmieni.wiem ze wybaczylabys mu wszystko ale bez przesady.on nie chce twojego przebaczenia bo by z toba teraz byl a nie tamta “obracal”.nie napisalas czy sie znacie z tamta dziewczyna.jesli tak i ona wiedziala co robi to to zwykla szm…a jesli nie to nie mozesz jej nienawidzic bo nie wiesz co on jej opowiada.moze tak jak moj byly….mowil mi ze jest samotny od x czzasu a okazalo sie inaczej.napisz do mnie prosze.ja tez czasem jeszcze placze …szczegolnie gdy klade sie sama spac i nie mam do kogo sie przytulic.a uwierz ze majac jego dziecko nie jest latwiej zapomniec.wiem ze ma kogos…ciezko mi ale nie nienawidze jej.wmawiam sobie ze nie moge bo ona o niczym nie wiedziala..ciekawa jestem czy wogole jej powiedzial ze jest tatusiem.mi pomaga to kiedy mysle ze ja mialabym znowu byc z moim bylym partnerem.wiem ze on jeszcze by chcial ze mna byc ale dla mnie to nie do pomyslenia..nie zmusze sie do niego.pomysl ze moze i on tak sie czuje?malo napisalas wiec ciezko cos doradzic.przede wszystkim nie blagaj,nie ponizaj sie bo to ma odwrotny skutek.ja bym nie chciala byc zdradzana a ten twoj facet to naprawde dziwnie sie zachowuje.nie wie ktora ma wybrac?a co wy jestescie?lalki ze sklepu ???wiem ze to boli i bedzie dlugo.nie ma na to niestety lekarstwa.jedynie czas.wiem ze wydaje sie to niewykonalne(zapomniec o nim)ale uwierz tak z czasem bedzie.powinnas wyzbyc sie wszystkich rzeczy ktore Ci o nim przypominaja.wiem to brzmi okrutnie ale to jedyna droga do bycia szczesliwa.jesli nie chcesz ich wyrzucic to wloz do kartonu i wynies.ja tak zrobilam.moje wspomnienia kurza sie na srtychu.nawet nie wiesz ile mnie to kosztowalo…wszystkie wspolne zdjecia jak glaszcze moj brzuch…ale wiedzialam ze ilekroc na nie spojrze to moje serce bedzie krwawic.a ja nie chce,nie chce byc nieszczesliwa.widzisz ,mam dziecko a licze na to ze kogoa spotkam kto pokocha mnie i julke i przede wszystkim bedzie nas szanowal.pragne znow byc przytulana,calowana…..ale juz nie przez niego.on na mnie nie zasluguje,a co sie stalo to sie nie odstanie.szkoda zycia marnowac….nie chcesz miec rodziny i dzieci?po co tracic czas na lanie lez za nim…kiedys bedziesz sie w glowe pukac po co tyle czasu marnowalas na niego.powinnas mu pokazac na co cie stac.dobrze sie ubrac i zaczac wychodzic z kolezankami.uwierz..to pomaga.niech widzi ze bez niego dobrze sobie radzisz.nie ma nic gorszego niz jak facet wie ze ty za nim latasz.on obie was ma w d….skacze sobie z kwiatka na kwiatek.a Ty bys umiala tak jak on?tzn nie wiedziec kogo wybrac?nie uwarzasz ze to jakies poplatane i conajmniej dziwne?jedno jest pewne maju,gdyby Cie kochal to by teraz z toba byl.3maj sie i odezwij sie.buziaki

  63. “… Kiedyś nauczysz się dostrzegać subtelną różnicę między trzymaniem się za ręce
    a połączeniem dusz i dowiesz się, że miłość to nie tylko pożądanie, a przebywanie w
    czyimś towarzystwie nie oznacza bezpieczeństwa.
    I zaczniesz zdawać sobie sprawę,
    że pocałunki nie są przypieczętowaniem umowy na całe życie, a prezenty nie są
    obietnicami!
    A potem zaczniesz akceptować swoje porażki i znosić je z podniesioną
    głową, otwartymi oczyma i wdziękiem osoby dorosłej, a nie z żalem i gniewem dziecka.
    I nauczysz się kroczyć drogami własnej codzienności, ponieważ jutro jest zbyt
    niepewne, by coś na nim budować.
    Po pewnym czasie przekonasz się, że nawet rozkoszne
    ciepło słońca parzy skórę, gdy zbyt długo Go zażywasz.
    Zasadź, więc własny ogród i
    przystrój swą duszę, zamiast czekać aż ktoś przyniesie Ci kwiaty i przekonaj się,
    że naprawdę jesteś SILNY! I że … Masz Swoją Wartość! … ”

    I tak jest naprawdę. Ja się o tym przekonałam i Wy sie przekonacie! 🙂 Nigdy nie jest łatwo … ale da się wyjsć jeszcze na prostą 🙂
    Jesli tylko ktos ze chcę porozmawiac to ja bardzo chętnie wysłucham i wespre jak tylko potrafię! 🙂
    Uśmiechnijcie sie, to też czasami pomaga 🙂

  64. Minął juz miesiąc od momentu gdy zostałem sam… i nadal o niej myślę. Nie mogę przestać jej kochać, chyba nie potrafię. Juz jej wszystko wybaczyłem i bez zastanowienia przyjął gdyby chciała wrócić. Znajomi już nie mogą zrozumieć tego co czuje, zostałem sam z tą sytuacją… przyjaciółka ostatnio stwierdziła ze “sam chcesz zatonąć”, nie wiedziałem co odpowiedzieć. Czy to źle że walczę o ten związek? Czy to źle że odezwę się do niej i porozmawiam, przecież byłem z nią 6 lat, była całym moim życiem. Niestety mimo tego że ja przez miesiąc staram się coś odbudować, ona ma dola bo im nie wyszło… Nadal nie daje mi żadnej nadziei ani nie mówi że to już koniec i nie mam na co liczyć. Wiec nadal jestem zawieszony w pustce. Tylko taka sytuacja boli, ile można tak trwać, czy to źle że się starałem, że chciałem dać jej to co chciała? Jak można być za dobrym? Nigdy nie chciałem jej zagłaskać bo nie o to chodzi, po prostu ją szanowałem i liczyłem się z jej zdaniem, czy to źle?? Czy facet musi być gburowatym chamem?? Ja nie chcę ani nie potrafię taki być wiec czeka mnie samotność???

  65. Czy mnie czeka samotność bo pragnę być szanowana przez mojego męża? Bo pragnę czuć sie bezpiecznie i ufać bezgranicznie i spac spokojnie bez strachu i myśli ze może za rok, za 5 lat za 10 mnie zostawi ….??
    Czy znajdzie sie ktoś , kto miłość i związek pojmuje jak ja? kto wie ze miłość to dawanie, a nie branie,że miłość to tolerancja naszych wad, pomocna dłoń w każdej sytuacji, ale tez i szczerość . że miłość to taka więź która nigdy sie nie zrywa, nawet w najgorszych czasach….

    Odszedł , bo nagle przestał kochać…moje serce pozwoliło mu na to, bo kocha jego serce i chce żeby było szczęśliwe… ze mna czy beze mnie

    ja sobie poradzę… i każdy z was też… a prawdziwa miłość nadejdzie .. i będzie prawdziwą, bo będzie odwzajemniona.

  66. Mamrotka,
    w odpowiedzi na pytanie:
    “Czy znajdzie się ktoś , kto miłość i związek pojmuje jak ja?”
    Sadzę że podobnie pojmujemy co to jest związek i miłość, jak wiele znaczy kochać i jak trwałe to uczucie.

    Nie chciałem wiele od życia, chciałem by moja partnerka była ze mną, bym mógł się nią opiekować, bym mógł czuć ze kocham i jestem kochany, ze jestem komuś potrzebny i ze ja kogoś potrzebuje, ze mimo zakrętów w życiu zawsze mogę na niej polegać, zawsze mogę liczyć na jej pomoc tak jak i ja zawsze służyłem jej pomocom i wsparciem kiedy tego potrzebowała. Chciałem budzić się przy niej i wieczorem zasypiać, chciałem cieszyć się z nią moimi i jej sukcesami w pracy, spędzać z nią każdą wolną chwile, być przy niej do końca życia. Czy to tak wiele??

    Teraz niestety jestem sam, nic się nie zmienia i jeszcze długo tak będzie. Teraz rozumiem ludzi którzy mówili ze miłość bez wzajemności bardzo boli.

  67. kochani wlasnie zakonczyl sie moj ponad 7 letni zwiazek w przeciagu godziny spakowal torbe i sie wyprowadzil a dzien wczesniej uslyszalam ze mnie kocha boli jak cholera pije i placze bo nawet nie znam przyczyny tego ze odszedl czuje sie nic nie warta a wszyscy moi przyjaciele z mama na czele mowia mi ze to najlepsza rzecz jaka mogla mnie spotkac a ja tak bardzo kocham mam ochote upodlic sie do tego stopnia zeby pojsc do niego i na kolanach blagac zeby znowu byl ze mna ps. Nikt nawet nie wiesz jak dobrze cie rozumiem bo widze ze sytuacja jest podobna ja tez chce walczyc bo to jedyna osoba z ktora laczylo mnie cos tak silnego i wartosciowego i tez dostalam na odchodne iformacje ze on musi to przemyslec i zebym dala mu troche czasu

  68. joanna, to co mogę Ci radzić to na pewno nie pij, to nie pomaga a tylko stajesz się bardziej bezradna w konfrontacji ze swoimi myślami, to juz przerabiałem… koniecznie odezwij się do swoich przyjaciół, to naprawdę pomaga, potrzebujesz kogoś kto Cię wysłucha i będzie Cię wspierał, ludzie zazwyczaj nie potrafią pojąć jak wielkim uczuciem można kogoś kochać. Tak naprawdę nie ważne jest to co mówią inni ale to co Ty czujesz, oni są tylko po to by słuchać i wspierać, nie tłum emocji jak chcesz płakać to płacz jak krzyczeć to krzycz, masa emocji które teraz pewnie w Tobie siedzi musi z ciebie wyjść, musisz się uspokoić. A i bardzo ważna sprawa która na pewno Cię spotka, musisz jeść, wiem że to się wydaje głupie ale nawet jeśli nie będziesz mogła patrzeć na jedzenie, musisz coś jeść by mieć siłę na przetrwanie tego ciężkiego czasu.

  69. joanna, to co mogę Ci jeszcze powiedzieć to nie możesz mysleć ze jesteś nic nie warta, jesli jestes zdolna do tak mocnych i pieknych uczuć to jestes wyjątkowa, nie inna tylko WYJĄTKOWA!
    Przemyśl to!

  70. dzieki Nikt z tym calym jedzeniem to pewnie masz racje ale jak mam jesc kiedy kazdy posilek jedlismy wspolnie w mojej kuchni poza tym caly czas natykam sie na jego rzeczy jaks glupia skarpetka wcisnieta za lozko kapcie nie moge sobie z tym poradzic napisalam mu maila nie odzywa sie jestem naprawde wiele poswiecic dla tego uczucia i jeszcze te cholerne studia- medycyna nie ma chwili zeby sie zatrzymac ciagle czegos wymagaja a ja nie wiem jak mam sie uczyc nie jestem po prostu w stanie bycie lekarzem bylo moim marzeniem teraz nawet tego mi sie nie chce nie chce sie zamykac przyjaciele pomagaja chociaz nie mam ich wielu bo oczywiscie przez ten caly czas jak bylismy razem odsunelam od siebie mnostwo wspanialych ludzi mam tylko nadzieje ze los mi w koncu zacznie sprzyjac bo ostatnio to odbieram ciagle kopniaki w za przeproszeniem w dupe i faktycznie nie bede pic bo pozniej zostaje tylko kac i nic wiecej sciskam Cie

  71. Maju!!! Doskonale wiem jak sie czujesz, co myslisz, bylam w podobnej sytuacji, teraz moj ex jest w innym kraju, zaraz po przyjezdzie od niej, a byl tam z wizyta i sie napweno swietnie bawil, zdecydowal,ze rzuca tu wszystko i wyjezdza, kupil bilet a mnie poinformowal dopiero po 3 dmiach,ze za 3 dni wyjezdza. Mial przyjsc po reszte swoich rzeczy, na poczatku bylo ciezko, siedzielismy i rozmawialismy o pogodzie, jak dwoje obcych ludzi, po 3 godzinach zmarkotnial, posmutnial i sie ciagle zamyslal i nie chcial powiedziec o co chodzi. w koncu wydusil z siebie,ze jest glupi,ze zrozumial jak bardzo mnie skrzywdzil i przez co przeszlam, oboje plakalismy. tego dnia i nastepnego wyjaznilismy sobie wszystko, plakalismy i sie smialismy na zmiane, powiedzil mi,ze sie w tym wszystkim zagubil, jej nie kocha, to nei jest milosc, pwoeidzial,ze jestem ja dla niego najukochansza osoba na swiecie, ze zawsze bede w jego sercu i bardzo mnei przeprasza za to co zrobil, spytal czy ma zostac czy wyjechac, kazal mi decydowac bo sam nie potrafil. dokladnie wiedzialm,ze jesli pwoiem ‘zostan’ to by zostal, a ja go skazalam na straszna torture i powiedzialam,ze nei moge mu pomoc podjac tej decyzji, sam musi wybrac. jestem przekoanna,ze jesli by zostal to bylibysmy razem. do konca nie wierzylam ze wyjedzie,a jednak… powiedzialam mu,ze tak szybko jak wyjezdza tak szybko moze i wrocic, niech pouklada sobie wszystko w glowie skoro jest zagubiony. powiedzialam sobie,ze nie bede go blagac o milosc, mam swoj honor. teraz mija juz miesiac odkad go tu nie ma, na poczatku utrzymywalismy kontakt, pisal, dzwonil, pisal,ze mnei kocha,ze teskni i wszystkim pokazuje nasze zdjecia. bylam taka szczesliwa,ze moze sa jakies szanse,abysmy byli razem; nie pytalam sie o tamta dziewczyne, moze jak u neij byl to przekonal sie ze to nie ‘to’, bo wczesniej widzial ja tylko raz i wyznawali sobie milosc przez skype…. smieszne, co? zrezygnowal ze mnie po 7 latach dla niej, ktora tylko 1 widzial…. jak bardzo tesknilam do niego, jak mialam dola to pytalam sie dlaczego sie tak stalo, czy naprawde piszac do niej myslal to co czasami czytalam, rozdrapywalam rany i to tak bardzo bolalo, nie widzialam sensu w utrzymywaniu z nim kontaktu, nie moge go przytulic, nie moge porozmawiac z nim jak naprawde jest mi zle, on jest tak daleko a ja go nadal kocham. podczas kolejnego kryzysu napisalam mu sms, po ktorym juz sie nie odezwal, czyli zrobil tak jak chcialam…. powiedzialam mu,ze wie jak mnei rani tym swoim niezdecydowaniem, zagubieniem,ze skoro mnei tak bardzo kocha i teskni to powinien byc ze mna, ze jest klamczuchem i pare innych przykrych slow dopisalam…. ze nei widze sensu w tym abysmy rozmawiali bo to bedzie sztuczne i nei chce z nim utrzymywac kontaktow. minely swieta, moje urodziny,a ja od niego nei dostalam ani jednego sms… wiem, mam co chcialam,ale on dokladnei wie jaka jestem i czasami przesadzam… jestem na tyle glupia,ze wyobrazalam sobie,ze moze zrobi mi niespodzianke i przyjedzie na weekend w moje urodziny,ale niee…… znajomym zakazalam mowic o nim, nie chce zadnych informacji, bo jakbym sie dowiedziala,ze z tamta xxxx bierze slub albo ona sie do neigo wprowadzila, to by mnei zabilo. jak jest mi zle i bardzo tesknie to przypominam sobie,ze nie byla to osoba, ktora pokochalam, to byl zupelnei obcy czlowiek dla meni ostatnio, wyobrazam sobie,ze oni sa teraz szczesliwi razem, wtedy przychodzi otrzezwienie,ze to juz skonczone, ze go nie ma, ze to przeszlosc i przypominam sobie,ze ja tez bede szczesliwa tylko musze ‘wrzucic na luz’ i tak do konca zrozumiec,ze to koniec. tylko czasami mam ta nadzieje,ze on wroci…. brakuje mi go… i wtedy zadaje sobie pytanie, na ktore ne znalazlam odpowiedzi jeszcze- dlaczego to tak musialo sie stac? wiem,z enic nie dzieje sie bez przyczyny, ze jest cos takeigo jak przeznaczenie,tylko kiedy poznam ta odpowiedz?
    Maju! pamietaj,ze jesli by tak naprawde cie kochal to by zrobil wszystko aby byc z toba, jego niezdecydowanie to tlyko taka taktyka,aby albo mogl potem wrocic do ciebie jesli mu z nia nie wyjdzie,albo po prostu jest tchurzem, ktory nei potrafi powiedziec ‘KONIEC’ tak jak bylo w moim przypadku, dajac tym sposobem tobie nadzieje i macac w glowie! pamietaj, jestes wartosciowa dziewczyna, zaslugujaca na szczescie i bedziesz szczesliwa!!!! nie ponizaj siebei z zadnym wypadku, bo masz godnosc!!!!! i nie daj sobie wmowic,ze on nie jest zdecydowany, to zwykly dran, ktory chce toba grac!!!!! wiem,ze to czytasz i sie ze mna nie zgadzasz,ale keidys zgodzisz, do tego trzeba dojrzec, musi uplynac troche czasu, wiem cos o tym…..

  72. DZieki Mamrotka! czasami mam wrazenie,ze jeszcze ta moja historia eni jest zakonczona, nie mam takiego jakiegos wewnetrznego spokoju, moze sie nie pogodzilam jezcze tak do konca z jego odejsciem? jedno wiem,z enei mozna ustac w miejscu i rozmyslac o przeszlosci, o tym co by bylo, gdyby…. trzeba sie czyms zajac i starac sie nei myslec.
    pozdro dla wszystkich!!! bedzie dobrze, zoabczycie!!! bo skoro bylo albo jest zle to moze byc tylko lepiej, serio!!!

  73. Joanna, co do jego rzeczy, to jeszcze ich nie chowaj, musisz odczekać jeden czy dwa dni, i jak poczujesz ze chcesz to weź jakiś worek czy karton i schowaj tam wszystko to co Ci go przypomina, tak byś tego nie widziała… tak ja tez miałem z tym problem bo po 6 latach mało jest przedmiotów które nie przypominają o tamtej osobie ale można wybrać te które najmocniej przypominają. Uprzedzając wszelkie wątpliwości, to nie po to byś o nim zapomniała tylko po to żebyś mogła zebrać powoli myśli. Jeśli w kuchni powraca za dużo wspomnień to znajdź miejsce gdzie będzie ich mniej, gdzie będziesz w stanie jeść, chociaż trochę ale musisz. Teraz wydaje Ci się ze studia to za wiele dla Ciebie, ale to minie, pomyśl o tym raczej tak że to miejsce gdzie są ludzie, gdzie znajdziesz kogoś kto Cię wysłucha, gdzie minie Ci inaczej czas, gdzie nie będziesz mieć czasu na rozdrapywanie ran. Pamiętaj rozmawiaj z przyjaciółmi nawet jeśli masz ich niewielu to najważniejsze że masz się do kogo odezwać. Joanna bądź silna!! Pozdrawiam!!

  74. “Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu, i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.” 🙂

  75. bol to drugie moje imie,jestem ponad pol roku po rozstaniu i co, jest jeszcze gorzej niz bylo.Codziennie płacze za nim lecz on juz jest z inna i bedzie mial slub w czerwcu .Patrez na jego zdjecia prawie codziennie,z nadzieja ze jednak wroci.Nie che juz cierpiec mam juz dosc placzu i bólu.Nie moge ulozyc sobie zycia probuje bawic sie poznawac ludzi zeby nie byc sama ale mimo to wracaja lzy i wspomnienia .TO BOLI I WIEM ZE DLUGO BEDZIE

    trzeba zyc dalej bo zycie jest jedno i trzeba kozystac z niego jak sie tylko da .Byc moze kiedys zrozumia co stracili

  76. Tak bardzo rozumiem wszystko o czym tu piszecie..sama zyje w bólu…posłuchajcie pieknej piosenki blue cafe…”czas nie będzie na nas czeka” ja odnalazłam tam historie mojego rozstania.
    trzymajcie sie cieplutko i pozdrawiam

  77. Mono i Donatko dziękuje za wasze słowa,czasami załamuje ręce i płaczę…a serce poprostu boli i kurczy sie z bólu…w takim stanie ide spać i z takim sie budzę.
    Zauwazyłam że Wasze historie i komentarze bardzo mi pomagają..postaram sie wyciagnąć z nich jak najwiecej…bo przecież musi byc jakichś konkretny schemat wychodzenia z dołków?
    Spakowałam wszystkie nasze pamiątki, schowałam na strychu…skasowałam numer…nawet przez kilka minut poczułam się lepiej, zasnęłam….i co?…o 4 rano sygnał smsa wyrwał mnie ze spokojnego snu…to od niego ….mówi że tez mu ciężko, ale chce spróbować z kimś innym….znów zaczęło boleć..i to kilka razy mocniej niż poprzednio…
    Wczoraj chciałm przedawkować tabletki nasenne i pogrążyć sie w śnie na zawsze, znów odzyskać spokój duszy i serca…ale rozum wziął górę tym razem.
    Dziewczyny dziękuję za wasze komentarze, same wiecie jak bardzo to pomaga i jakie wspaniałe wydaje sie to forum, mimo że jeszcze kilka dni temu nie wiedziałam że istnieje.

  78. Maja!!!! Obudz sie i zobacz, ze to nie ta sama osoba, ktora kiedys kochalas, to nei ten sam czlowiek!!!! Nie zasluguje na ciebie skoro doprowadza tylko do tego,ze cierpisz!!!! I udaje,ze moze sam cierpi itd!!! Mialam to samo, moj wyjechal i tez cierpial, choc to on mnie porzucil dla innej i twierdzil,ze kocha! Za kazdym razem jak dostawalam od neigo sms,ze kocha, cierpi i teskni to mialam jakas tam nadzieje,ze wroci,ale to jeszcze gorzej bolalo. W sobote minie 1 miesiac jak do siebie sie nie odzywamy (na moje zyczenie), jest latwiej, ale nie wiem jakbym zareagowala gdyby sie odezwal. Nie weim kompletnie co u niego sie dzieje. Czasami tez mam dola,ale wiem,ze jesli ja sie zalamie to on wygra!!! Maju, pamietaj, za kazdym razem jak ty bedzeisz plakac albo cos awalisz przez neigo, on tam bedzie sie cieszyc! On ci robi wode z mozgu, a ty powinnas byc twarda i bedziesz, z kazdym dniem bedziesz silniejsza! Nie daj sie! To dran, ktory chce cie tlyko zranic! A ty masz swoja godnosc i honor, tylko to zostalo w twoim przypadku! Nie pros, nie blagaj, nie dzwon, bo tylko sama sobie stworzysz kolejnego dola. Przyjmij,ze onodszedl, ze nei wroci, trzeba sie z tym pogodzic, bo jakeikolwiek proby odzyskania go sa bez sensu,on juz wybral. To jego sprawa,ze nie chce byc szczesliwy z toba, a ty zaslugujesz na kogos, kto bedzie cie szanowal i kochal i nie bedzie cie ranic! A ty bedziesz szczesliwa, zobaczysz!

  79. Przez 11 lat był uczuciowym kochanym człowiekiem, tak cięzko wpić w siebie to że jest draniem!To do niego nie pasuje.
    ale muszę zapomnieć, bo to że daje mi nadzieję jeszcze bardziej boli, że nie potrafi zatrzasnać za soba drzwi, że woli ich niedomykać, aby wkraść się spowrotem jeśli mu nie wyjdzie z ta inną..
    Na razie Mono ciężko uwierzyć w szczęście..

  80. Majucha przerazily mnie twoje mysli samobojcze dlatego pisze nie rob tego ja probowalam. jak mnie odratowali stala nade mna moja mam i brat widzialam jak to pzrezywaja nie warto ja wlasnie przedawkowalam leki na depresje i przeciwlekowe od mojego rozstania minely 4 dni i w tak krotkim czasie przkonalam sie ilu jest wspanialych ludzi wokol mnie ktorych odsunelam od siebie z powodu mojego zwiazku a oni jednak czekali…to daje mi sile odnow kontakty zobaczysz ile osob cie tak naprawde kocha nie trzym,aj sie jego to co zrobil tylko powinno utwierdzic cie w pzrkonaniu ze NIE ja juz nie czekam wszyscy naokolo dali mi nadziej moze warto rozmawiac ???caluje cie kochana jestes wartosciowa pzrez to wlasnie ze chcesz wybaczyc i jestes w stanie czekac ja tez juz planowalam rodzine nawet mielismy imiona dla naszycg dzieci i tak sobie mysle ze to dobzre ze zrobil to teraz a nie za kilka lat jakby ta rodzina juz byla…jeszcze raz sciskam

  81. Mam nadzieje joanna że Twój świat ma już więcej kolorów, mój niestety nadal w odcieniach szarości… Są lepsze dni ale przeważnie mam doła, nadal o niej myślę, nadal mam nadziej a każda myśl o tym że juz nigdy nie odbuduje tego co kiedyś było takie piękne, bardzo boli. Nie potrafię bez niej żyć, oddałem jej 6 lat mojego życia a ona to odrzuciła. Odrzuciła bo nie jest pewna czy o to jej w życiu chodzi… Nie zraniłem jej, nie zdradziłem, dlaczego tak postąpiła, dlaczego nie potrafi zrozumieć jak bardzo ją kocham… Czuje że z dnia na dzień jest coraz gorzej i to coraz bardziej boli, nie wiem jak długo dam radę to wytrzymać…

  82. Witam wszytskich =)
    Widze, ze wszyscy tu przeyzwaja ciezkie rozstania…
    Ja, poznałam kogoś bardzo daleko stad, pracowała tam jakos przewodnik. Na poczatku oczywiscie nic sie nie zapowiadało, bo przeciez był w pracy, Po kilku dniach okazało sie jednak, ze to ktoś niezwykly, inny niz wszyscy, ktos z kims mozna rozmawiac o wszytskim. Najgorszy był dzin rozstania. Miał z nami wraca, po czym przyszedł tylko i nagle powiedział, ze wraca innym autokarem… Możecie sobie wyobrazic, co sie czuje, kiedy ma sie swiadomosc, ze jest to pierwsze i ostatnie pozegnanie. Mówił to do naszej całej grupy, ale patrzyła na mnie, ja oczywiście miałam łzy w oczach, a on tylko popatrzył na mnie i wyszedł… Minely juz trzy miesiace, a to dalej boli tak samo… Dla mnie to coś dziwnego, bo nigdy nie przywiazaywalam sie tak szybko do ludzi, mysle ze przejdzie mi to, a kiedy to zobaczymy…
    Pozdrawiam wszystkich =)

  83. witam dziekuje wam wszystkim za to ze czytajac te hietorie wiem ze nie jestem sama.macie takie same mysli i taki sam bol jak ja.moja historia jest banalna 14 miesiecy mial byc slub w niedziele seks mowil z ekocha a w pon powiedzial ze sie wyprowadza bo nie kocha mnie juz i nie jest w stanie pokochac,jak tu zaufac facetowi?nie wiem nie rozumiem jak mozna byc tak cynicznym czlowiekiem jak moze milosc odplynac przez sen?przez jedna noc?ale wiecie co?dobrze ze odszedl bo wiem ze nie byl nic warty z zimnym okrutnym usmiechem opuscil moj dom i wiem ze juz do niego nie wroci.nawet nie padlo slowo przepraszam.wiec niech idzie i szuka swojego szczescia a ja?bede zyc dalej kiedys zapomne bol przeminie i nie bedzie wart nawet jednego wspomnienia ,zycze mu tylko zeby pokochal tak ja ja calym soba i zeby ten ktos potraktowal go tak jak on mnie wtedy zrozumie jaki to jest bol.a teraz mam kolo siebie przyjaciol ktorzy wspieraja i wychodze z zalozenia ze co mnie nie zbije to mnie wzmocni.prawda jest taka ze nikt nie zasluguje na to by byc porzuconym ale taka krzywda dwa razy sie zemsci na tym kto tego dokonal bardzo was pozdrawiam i z checia sluze rada i dobrym slowem mimo ze wciaz tkwi we mnie ten bol,minely 4 dni.razem bedzie nam lepiej trzymajcie sie .

  84. znowu mnie złamała tesknota i bol a myslalam ze sie podniose.to nachodzi falami jak sobie z tym poradzic?

  85. Ja byłam w związku ponad rok… Cztając te wszystkie historie czuje to samo rozpacz WIELKI ZAL i ból nad którtm nie potrafie zpanować. Tak trudno pogodzic mi się z jego odejjściem…..!!! dochodzą mnie myśli których sama sie boje… to juz 5 dni jak nie jesteśmy razem a mi wydaje się ze to wieczność bez niego.Najgorzej bolą mnie jego słowa.. Kiedy dawał mi obrączke ..ukląkł i spytał sie czy za niego wujde.Bez wachania powiedziałam tak.Przecież takich słów nie rzuca się na wiatr!!! Chodz mam tylko 17 lat wiem że to ten jedyny,moze wydawac sie do dziwne ale ja nie widze nic poza nim.Tyle ciepłych słów, tyle wspaniałych chwil a on to wszystko olał, porzucił mnie jak niepotrzebną zabawke.On jest moja drugą druga połowa bez której nie potrafie życ, normalnie funkcjonować.Jak mam poradzic sobie z tym ogromnum bólem?!?! mam wrazenie ze zawsze badzie mi towarzyszył!

  86. czesc pinka nic nie mozesz zrobic po prostu zacznij zyc z mysla ze facet nie byl ciebie wart i lepiej ze odszedl teraz niz mialby to zrobic po slubie i nie daj boze jakby byly dzieci jak wtedy bys cierpiala ?bardziej,nie powiem ze jest mi lekko minely 2 tyg a czuje sie jakby to byla wiecznosc ale pomalu zaczynam uczyc sie z tym zyc.otorz sie na ludzi,wyjdz do nich,zainwestuj w siebie,zrob sobie jakies male przyjemnosci zobaczysz ze z czasem bol stopniowo zmaleje i kiedys bedziesz sie z tego smiac.a co do pytania jak sobie z tym poradzic?po prostu przetrwac i chociaz w duszy cierpisz to usmiechaj sie do ludzi bo nigdy nie wiesz kto moze sie zakochac w twoim usmiechujeszcze jedno facet ktory raz zostawil zostawi po raz drugi popatrz na to z tej strony ze dal ci prawo do szczescia ,ktos cie naprawde pokocha a on wtedy bedzie zalowal i niech to bedzie twoja satysfakcja ze kiedy ty bedziesz wreszcie szczesliwa to on bedzie lizal swoje rany.cieplo i serdecznie cie pozdrawiam i glowa do gory zycie wciaz przed nami i nie zapomnij wciaz sie toczy.buziaki dla ciebie.

  87. witaj Nikt
    moj swiat tylko na chwile nabral kolorow postanowilismy sprobowac jeszcze raz ale jest jeszcze gorzej jestesmy znowu tak blisko a mimo to jeszcze dalej niz po rozstaniu ja sie staram ale juz nie wiem co mam robic zeby zaczal traktowac mnie tak jak wczesniej boje sie mu powiedziec jak bardzo go kocham i cenie ze chcial sprobowac jeszcze raz ze to dla mnie niesamowicie wazne ze jest tutaj przy mnie niestety wrocila tez moja zaleczona depresja i zdzwilam sie ze dopiero teraz kiedy probujemy cos odbudowac. zjada mnie strach przed kolejnym porzuceniem wiem ze to straszne co powiem ale moze lepiej nie wchodzic 2 razy do tej samej rzeki… teraz to widze to jest jeszcze wieksza meczarnia dla porzuconego- nie potrafie mu w pelni zaufac caly czas mam w myslach obraz jak on pakuje swoje rzeczy i sie wyprowadza lek ze to znowu sie stanie mnie paralizuje. mimo wszystko dla tej milosci jestem w stanie wiele poswiecic… boli ale czy prawdziwa milosc niegdy nie boli?to pytanie ertoryczne bo jesli jest prawdziwa milosc to stosunek cierpienia do euforii = 50:50 zycze tobie Nikt takiej milosci jesli nie ma szans na powrot lub takiego samego cierpienia jakie ja pzrezywam jesli wroci bo to jest najslodsza forma bolu

  88. “…Chce znów wierzyć w miłość
    mieć siłę by wstrzymać łzy,
    mieć prawo do walki
    znów dotknąc gwiazd,
    móc zatrzymac czas…”

    Ira

  89. miłosc to jest cos czego nie mozna WYRAZIC SłOWAMI.Milosc jest pojmowaniem kogos,dzieleniem z nim szczescia i nieszczescia,czy sie stracilo godnosc czy tez nie w ogole o to nie chodzi,jezeli sie tylko wie,ze obok Ciebie przez cale twoje dalsze zycie bedzie stac ktos kto cie rozumie i kim z nikim innym nie bedziesz sie dzielic.

    to nie moje slowa,zaczerpnelam je z ksiazki,natomiast wiele daja do myslenia.Joanno chce wierzyc ze jestes tak silna ze przetrwasz i odpowiesz sobie na powyzsze?zreszta kazda z nas powinna dac sobie odpowiedz na te pytania.ja juz sobie je dalam i dlatego zaczelam proces “wyzdrowienia”.kiedys minie ten bol,zal i zlosc i zostanie tylko wspomnienie,ze “BYL”.kazda znas jest warta o wiele wiecej niz nam sie wydaje ,wiec nie łamcie sie i podniescie wysoko glowe do gory,skoro potrafimy tak bardzo,tak głeboko kochac to jeszcze sie słoneczko do nas usmiechnie.trzymam za was kciuki.pozdrawiam.

  90. Joanna, ja nadal walczę o to co dla mnie najważniejsze… niestety to już chyba tylko dla mnie jest najważniejsze… rozmowy z Nią są trudne, i to mnie przeraża. Raz wygląda że będzie ok, że znowu będzie ze mną i zaczniemy odbudowywać nasz związek, a za drugim razem wydaje mi się że rozmawiam z bezduszną obcą mi osobą… to naprawdę boli, nie wiem czemu tak jest, nie chce dopuszczać myśli że to juz koniec bo nie wyobrażam sobie takiego końca po 6 latach bycia z kimś. Bądź silna Joanna, jeśli już weszłaś 2 raz do tej samej rzeki to walcz o swoje szczęście, trzymam kciuki!!

  91. Kler dziękuje ci za te słowa wsparcia.Bardzo tego potrzebuje…. Próbuje zyc na nowo poukładac sobie to wszystko.Chcę zyc i tak bardzo chce byc szczesliwa. pisałam do niego ,dzwoniłam ale on nawt sie tym nie przejoł… moj ostatni elefon wykonałam trzy dni temu.Zapytałam sie czy sa jeszce jakies szanse abysmy byli razem ..on odpowiedział zebym nie robiła sobie nadzieji.. tak bardzo chciałam zeby poczuł sie tak jak ja sie wtedy poczułam. Mam ochote mu dogryśc pokazac sie z innym… ale nie potrafie on wciąz istnieje w mojej pamieci i… wemie.ale zgadzam sie z twoimi słowami.Moze to miało mnie czegos nauczyć:) chce isć dalej do przodu i czerpac z zycia jak najwiecej. Bo przciez NAM sie to nalezy:):):)!!!!! trzymaj sie cieplutko:) jeszce raz dziękuje za te słowa wsparcia za i ,,Kopniaka,, heheh:)

  92. pinka jesli chcesz ze mna pogadac podaj mi swoj nr na gg, .dziewczyno jestes warta naprawde PRAWDZIWEGO FACETA a nie jakiejs imitacji.wiesz kto mi pomogl sie pozbierac po tej stracie?inny facet ktorego nigdy nie widzialam na oczy przez jakis czas pisal i tak mnie podniosl na duchu ze zrozumialam wreszcie pokretna meska logike.teraz TEN MOJ BYLY zaluje ale niestety jest juz za pozno,skonczylam tamten etap w swoim zyciu i ide do przodu.Tego samego zycie TOBIE bys olala faceta totalnie i zobaczysz jak mu minka zrzednie,bo najgorsze to kiedy on wie ze go kochasz i wciaz to wykorzystuje wobec ciebie.wiec olej goscia i ciesz sie zyciem radosc przyjdzie sama i zaczniesz wreszcie dostrzegac plusy tego ze odszedl bo sam dal ci szanse na poznanie kogos naprawde wyjatkowego.ZADEN FACET NIE JEST WART TEGO ABYSMY PRZEZ NIEGO PLAKALY.{NIKT TY TEZ WEZ SIE W GARSC },OTOCZCIE SIE MILOSCIA RODZINY,NAJBLIZSZYCH A ZOBACZYCIE JAK LATWO MOZNA SIE Z TEGO PODNIESC ,zycze wam wszystkim powodzenia i trzymam za was kciuki,glowy do gory.pozdrawiam.

  93. KLER!!!! Swiete slowa!! popieram w 100% trzeba kopa w dupe przeszlosci i do przodu!!!!! ja swojej ‘drugiej’ polowki nei widzialm i nie slysalam od 2,5 miesiaca….. takim wielkim przyjacielem chcial byc,ze sie nei kontaktuje… a 8 i pol roku peklo jak banka mydlana… trzeba isc do przodu, nie ogladac sie za siebie! wiem,ze to trudne ale z czasem staje sei coraz latwiejsze. my sie rozstalimy w grudniu, czas bardzo szybko leci, nawet nei pomyslalabym,ze to bylo tak dawno. nie hcce uciekac przed rzeczami, znajomymi czy miejscami gdzie wspolnei bylismy, bo to nei ma sensu, nie dam mu ‘wygrac’. czasami mam dola, ale juz coraz rzadziej, chce do niego napisac, cokolwoek, ale wtedy przychodzi chwila zastanowienia- co mu napisze? to eni ma sensu aby z nim o pogodze rozmawiac, a jak bede go pytac o cokolwoek to bedzie wisiala nade mna czarna hmura mowiaca ‘on klamie’. nie ufam i nie wierze juz mu, wiec jakakolwiek rozmowa nie ma sensu, powrot tym bardziej. jak jest mi bardzo zle to przypominam sobie nie dobre chwile, tlyko te zle, jak sie czulam gdy on mnei ponizal, oszukiwal, zapewnial ze kocha i zarazem wyjechal…..latwiej by bylo gdyby poweidzial,ze nie kocha itd… i wtedy przychodzi zlosc, na niego i na sama siebie,ze moge wciaz tersknic do niego, ale to nei do niego tesknie, a do tego uczucia, ktore kiedys miedzy nami bylo, szczescia. on si ezmienil, nie jest ta sama osoba ktora pokochalam, wiec po co mam chciec z nim byc? bez sensu. ja tlyko chcialabym byc znowu szczesliwa tak jak z nim,moze kiedys znajdzie sie taki ktos na mojej drodze zycia. poki co nauczylam sie, a moze nadal sie ucze, zyc sama ze soba, to bardzo pomaga, mozna sie do wszsytkeigo przyzwyczaic, z dnia na dzien jestem silniejsza, czas leczy rany, ale czy kiedys wyleczy je do konca? zycze wam wszystkim wiele opytmnizmu, choc wiem,ze niektorzy popukaja sie w czolo…. moje gg 8178867 ajkby ktos mial dola. pamietajcie, nie jest tak strasznie jak sie wam wydaje!!!!!!!!!!

  94. Czytam te wszystkie wpisy i rozumiem to wszystko bardzo dobrze. Ja dawno temu związana byłam (w prawdzie krótko, ale intensywnie) z pewnym facetem. Dosłownie zwariowałam na jego punkcie. Jak już przepadłam okazało się, że on ma od 7 lat dziewczyne i w prawdzie miał pomysł zeby z nią zerwać dla mnie ale ostatecznie stwierdził, że ją zna już długo a ze mną nie wiadomo czy wyjdzie, a on właśnie kończył studia i nie zaryzykował. Było mi bardzo ciężko. 2 lata miałam nadzieję, że sie odezwie, ale miałam własciwie kontakt tylko z jego znajomymi, którzy jeszcze studiowali. co jakis czas docierały do mnie wiesci, że się ożenił, ma dziecko. Ja w każdym facecie z którym się potem spotykałam szukalam jego.Czas mijał, ja w między czasie sama zaręczyłam się z chłopakiem z którym związana byłam od jakiegoś czasu. I pojawił się mój obecny mąż. miałam dylemat. byłam na ostatnim roku studiów i nie wiedziałam czy brnąć dalej w coś w co nie chciałam z moim ówczesnym narzeczonym, czy ryzykować z tym nowym (moim mężem). Pomyślałam o tym chłopaku, który wtedy stchórzył. ja zaryzykowałam. Opłacało się. nigdy nie żałowałam tej decyzji. Ale Tamten chłopak siedział w mojej duszy bardzo głęboko. od naszego “romansu” minęło 7 lat. niedawno odnowił nam się kontakt. i spotkaliśmy się. tyle razy wyobrażałam sobie jak to będzie jak go spotkam, co powiem, zrobie. A tu nagle okazało się, ze on jest zwykly. ze to wszystko co we mnie tkwilo, to sentymentalny obraz wyidealizowany przez te wszystkie lata. Zero emocji. Cieszę się z tego kontaktu, bo oczyścił mnie wewnętrznie. teraz jestesmy po prostu kolegami. bardzo miło czasem porozmawiac. on 2 dziecko w drodze. ja też mam sliczna córeczke. i patrzę na niego myśląc, że nie mogłabym z nim być, nie wytrzymałabym. on się nic nie zmienil od studiów. A to co wtedy było super teraz jest nieco groteskowe. I dziękuję mu za wszystkie lekcje życia których mi udzielił i z których skorzystałam, bo bez niego nie byłabym w miejscu w ktorym jestem. A przecież kiedyś myślałam, że jak nie ten to żaden.
    Pozdrawiam wszystkich i na prawdę czasem w danej chwili wydaje nam się że świat się wali i przyszłości nie ma. A nie wiemy, że to dla nas prawdziwe błogoslawieństwo.

  95. no tak ….po 10 latach związku po miesiącu znanazł sobie inną …teraz mieszkają w mieszkaniu które JA z nim wybierałam i byłam tam tylko raz….przedwczoraj pojechali do Turcji..razem planowaliśmy ten wyjazd…:( a teraz jest tam znią:(…było wesele jego siostry która traktowałam jak swoją własną …zabrał ją…znajomi nie spotykają się ze mną bo to byli jego znajomi bardziej i skoro ma nowa laskę to z nią się wszędzie pojawia…dotego ona jest rozwódką ma 25 lat…starają się o unieważnienie śluby kościelnego…świetojebliwośc moim zdaniem…przeciez i tak cudzołożą już….taka świętośc na siłe…zostawił mnie ..ile to już będzie … 9 miesięcy temu a ja się dalej nie moge pozbierać…czuje taki żal i złość …wiem jednak że juz nic nie mogę zrobić …znajomi mówią ,,olej go” ale jak kogoś znasz ponad połowe życia i ten ktoś Ci sięoświadcza nawet to jak tak prosto,,olać” to? echhhh byle do przodu…jescze ten mój kręgosłup operacje miałam…a tan dupek nawetnie przyjechał do szpitala po tylu latach jestem dla niego kimś obcym i to boli…stwierdził że to dl amojego dobra a ja myślę że to tchórz…bałs ięnawet przyznac że kogoś ma..pfff

  96. Dziwne… jeszcze niedawno pisał, że tęskni, wypytywał się co u mnie, interesował się mną. Nie nagle, a z dnia na dzień coraz mniej rozmów, aż w końcu zapanowało milczenie. Zero zainteresowania moją osobą, zero komentarzy dotyczących ważnych dla mnie spraw. Nigdy w swoim 30-letnim życiu nie spotkałam kogoś takiego, z kim miałabym tyle wspólnego, kto rozumiałby mnie tak doskonale. Iluzja prysła, a jej odłamki ciągle zadają ból i ranią… Pewnie przyjdzie mi czekać teraz kolejne 30 lat na coś, co nada sens mojemu życiu – choć bardziej jestem skłonna sądzić, że iluzja opadnie jeszcze raz i okaże się, że jedyną Prawdą jest śmierć.

  97. Witam, to straszne, że cały czas potrzebujemy słów typu nie był Ciebie wart, nie zasługiwał na Ciebie- mam wrażenie, że dzięki nim tylko tak troszkę czujemy się lepiej, a w gruncie rzeczy potem sobie myślimy jakiego to cudownego człowieka mogłabym z Niego zrobić… gdyby tylko dał mi szansę, i jaka ja byłabym szczęśliwa robiąc coś dla niego. Zbyt mało myślimy o sobie miłe Panie, i czasami też Panowie. Zbyt mało skupiamy się na tym co dla nas WAŻNE, co MY tak naprawdę chcemy dostawać od niego/jej, od losu, innych ludzi. Więcej troski dla siebie, dbania o siebie, i miłości przede wszystkim dla samej/samego siebie . Jeśli Ci wszyscy ludzie by nas kochali to by nas po prostu nie opuścili, nie zignorowali, nie wyprowadzali by się na drugi dzień po wyznaniu miłości itp. Oni naprawdę są dorośli i wiedzą co robią. A cóż nam po ludziach, którzy nas nie kochają? Naprawdę chcemy z nimi być? Chyba nie. Absolutnie polecam książkę “Kobiety, które kochają za bardzo” Norwood. Daje do myślenia, ja sama znalazłam tam siebie na wielu, wielu stronach. Rozstałam się z człowiekiem, który się mną bawił, wiele musiało być tak jak on tego chciał, ilość upokorzeń jakie znosiłam jest tak wielka, że jest to po prostu wręcz głupie. Klasyczna toksykologia, nic więcej. Prawdziwa miłość nie rani i nie boli (no chyba, że w piosenkach:)), prawdziwa miłość to bezpieczeństwo, spokój, koleżeństwo i uśmiech. Popieram wszystkich, którzy po swych rozstaniach garną do innych ludzi, chcą się z nimi spotykać, mimo wszystko wierzą, że będzie lepiej. Bo po prostu będzie. A, że chcecie do Niego/do Niej napisać. To piszcie, nawet kilkustronicowe listy, tylko ich nie wysyłajcie. Ja sama to robię,zaczynając od “Drogi….., chcę Ci powiedzieć, że…..ble, ble. No i wtedy problem jest już na papierze, a nie w głowie. Ale wiem, że jest mi czasami cięzko, i wiem jak bardzo wam jest ciężko. Życzę Wam, abyści umieli się sami otoczyć miłością, szukali dla siebie dobrych słów i wielu, wielu przyjemności, a na pewno wtedy silni i wierzący w siebie,znaczący dla siebie b. wiele znajdziecie kogoś, dla którego będziecie znaczyć jescze więcej. Dbajcie o siebie!
    Cieszę sie, że to napisałam bo sama tego bardzo, bardzo potrzebuję – i powoli się tego uczę, jakoś dam radę:)

  98. Hej Aguś, nie ma za co dziękować, i jescze a propos Twojego wpisu to tak naprawdę na pewno nie jesteś dla niego nikim obcym, to po prostu niemożliwe po 10 latach, tylko, że on teraz zajmuje się kimś innym, bo taka jest kolej rzeczy. Nic dodać, nic ująć.Zwłaszcza, że nowa panna to dosyć pewno absorbująca osoba, to unieważnienie ślubu itp. Prawda jest taka, że on nie chce być już z Tobą, i jedyne co możesz zrobić to to zaakceptować. A to na pewno Ci się uda. Może jeśli 9 miesięcy to za mało, to może 9 i pół (ale nie tygodnia:)) coś zdziałają. Czekaj na swój czas, wierzę, że przyjdzie, i głowa do góry. A Twoi znajomi w pewnym sensie mają rację, słuchaj ich troszkę bo oni mają na to zdrowsze widzenie. Pa pa

  99. I juz było dobrze… zapomiałam, pozbierałam sie po tym wszystkim i znowu!!!! czuje ze powoli nie daje rady, brakuje mi sił. Zadzwonił do mnie …powiedział ze teskni chciał usłyszeć mój głos.Tak mówił. Pozniej dostałam smsa czy mozemy sie spotkac.Zgodziłam sie… ale teraz bardzo tego załuje!! Rozmawialismy zachowywał sie tak jak wczesniej… czułam jego miłosc .. mówił mi takie rzeczy a na końcu rozmowy przytulil mnie i pocałowal i… powiedział ze KOCHA!!! odpowiedziałam mu to samo… Mineły trzy dni a on nawet sie nie odezwał! poco to robi??! mówi ze nmnie kocha a pózniej nic…. totalna olewka.Jakby zapomiał co mówił.. a na dodatek oprowadza sie z jakimis szm… bo tak je wszyscy nazywaja.brakuje mi sił … checi do zycia. Wszystko co było teraz dobre.. nagle straciło całkowity sens… postka.. i ta bolesna samotnosc …bo tylko one mi pozostałoooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo…. :,(

  100. To juz ponad miesiac ,a jest coraz gorzej! przez pewien czas myslałam ze sie z tego juz wyleczyłam… Myliłam sie. Po naszym spokaniu własnie sie tak czuje. Dzis minoł by rok i 5 miesięcy jak byli bysmy razem… myslałam ze moze dzis wszystko sie zmieni…Chodz tak bardzo nie skrzywdił była bym zdolna mu wybaczyc.. ale czy było by tak jak wczesniej??!! pomocy.. czuje ze moje serce i cała ja rozpadam sie na setki małych kawałków.. których nigdy juz nie pozbieram……. niewiem skad takie whania nastroju ale czuje sie okropnie i chyba nic tego nie zmieni…!!!!!

  101. Pinka!
    Nie możesz ciągle o nim mysleć. on kontaktuje sie z toba wtedy kiedy ma na to ochote, bo wie ze jestes na jego skinienie. ma nad toba przewage i swiadomie ja wykorzystuje. Pomysl czy na pewno chcialabys być z facetem, który już teraz cię tak traktuje. a co będzie potem? I czy na prawdę z biegiem czasu to co ci zrobil nie wracaloby do ciebie? myślę, że na pewno by wracało. teraz żyjesz wyidealizowanym obrazem, jego i waszego związku, który byl i mógłby być. najprawopodobiej rzeczywistość mocno zderzyłaby się z twoim obrazem. Ja wiem że ciężko jest zapomnieć, nie myśleć, nie mieć nadziei. Ale tak jak pisała wcześniej Juwa, pisanie listów, których nigdy nie wyślesz to dobra sprawa, a potem dobrze spalić taki list symbolicznie uwalniając się od tych emocji. Wiem co mówie, przechodziłam przez to. nie jest łatwo to prawda. ale wszystko można przetrwać. a im wcześniej się od tego uwolnisz tym wcześniej zaczniesz swoje nowe wspaniałe życie.
    trzymam za ciebie kciuki.

  102. Witam wszystkich,
    Moze moj przypadek wyda sie dla was wszystkich beznadziejny ale ja juz nie ma sił. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim porodzic. Moze to jakas droga aby poradzic sobie ze swoimi emocjami. Zyje w jakims transie i nie wiem juz co mam poczac.
    byalm z to osoba 2 lata. Byl to moj pierwszy powazny chlopak. Mielismy sie pobrac i zyc wspolnie. Czulam sie kochana. Kiedy przyjezdzal do mnie chcialam spedzac czas tylko z nim, i nigdzie nie wychodzic. On mial mi to za zle bo chcial przebywac z moimi przyjaciolmi. Pozniej miedzy innymi ze wzgledu na dzieląco nas odleglosc wszystko prysnelo. Przestal sie odzywac, ja tez go o nic nie prosilam. Myslalm ze wyleczylam sie z tego. Ja zlączylam sie z kims innnym, zreszto on szybko tez. Ale nagle znow pojawil sie z w moim zyciu. Przeprowadzilam sie w jego strony i myslalm ze wkoncu mamy szanse. Na pocztku bylo fajnie, pozniej znow sie wszystko psulo. ja mam studia i dom na utrzymaniu i moze i to wszystko mnie przeraza.a nie mam wsparcia z jego strony. Ja tak bardzo sie staram, nie umiem ulozyc sobie zycia z nikim innym tylko mysle o nim, czekam na jakis znak. Teraz znow jest w zwiazku i stwiuerdzil ze nie wiem czego chce od zycia, ze nigdy juz nie bedziemy razem. a mi tak bardzo zalezy. uwaza ze to ja powinnam skakac nad nim a on wogole nie wykazuje inicjatywy jako znajomy. wiem ze to ten jedyny ale nie wiem co robic. Nie wiecie jak mi ciezko. kazda nasza rozmwoa konczy sie klotnia, ja ciagle placze a on mowi ze chce go wziasc na litosc. wszystko bym dla niego zrobila. on raz jak czegos chce przewaznie, mowi mi slodkie slowa, ze ona sie nie liczy, ze jest z nia na zlosc mi aby mi cos udowadnic. pozniej jak z nia juz mu lepeij jest bezczelny, przelina i wogole mu nie zalezy. co mam robic? jak zapomniec? ja wiem ze ja z nikim innym nie umiem byc? ciagle patrze na telefon, albo mail czy moze sie nie odezwal? nie chce takiego zycia. 🙁

  103. Pinka, jesli bedziesz utrzymywac z nim kontakt nigdy z tego nie wyjdziesz. Patrzysz na swiat przez jego pryzmat tak jak ja teraz patrze na swiat przez pryzmat mojej ex 🙁 Od wczoraj wiem ze to juz jest koniec koncow bo mnie nie kocha i poswiecila moje zaufanie, oparcie znajomosci dla ktorej licza sie imprezy. A niech idzie w pieruny z tymi imprezami. Jej matka wyjezdza teraz do niemiec za 2 miechy. Kwestia czasu az jej podrywacz zrobi to co chce zrobic i kopnie ja w dupe i zostanie sama.
    Trzymajmy sie. Wiem ze jest ciezko i wiem ze nie jestesmy sami. Jest mnostwo ludzi co to przezywa i nie widz sensu zycia. Pomyslcie o tych drugich waszych polowach. One to maja w du… co sie z nami dzieje! Nie dajmy sie zwariowac. Wysilek fizyczny pomaga 🙂

  104. i ja opisze sytuacje. Bylismy ze soba 5,5 roku. Zaczelo sie w liceum, ja w drugiej a ona w pierwszej klasie. Przez rok bycia razem poznawalismy sie, charakter, cialo. Byly klotnie ale kazdy pokazywal ze mu zalezy. Nastepne dwa lata byly rowniez udane, wspolne wakacje, wyjazdy. Ona miala mnostwo problemow w domu, czesto spala u mnie bo w domu nie szlo wytrzymac, jak sie pozniej okazalo to wlasnie ona byla w wiekszosci przypadkow sprawczynia awantur, bo raz bylem swiadkiem takiej awantury. Mimo tego zawsze mogla na mnie i na moja rodzien liczyc. W ogole rodzina juz ja przyjela jako czlonka :)Przez ostatnie 2 lata bywalo roznie. Rok temu rozstalismy sie z mojej winy. Wtedy poszla do innego. Zakochala sie w nim. Postanowlem zawalczyc. Ciezko bylo, czulem ze stracilem. Odzyskalem ja na nowo i zaczelismy juz snuc wspolne plany na przyszlosc. W miedzy czasie czulem ze wchodzi rutyna, seks juz byl chyba dla seksu. Ja niczego nie inicjowalem – a uwierzcie mi ze ona to naprawde bardzo ladna, szczupla dziewczyna – nie jeden zazdroscil ale wsystko sie moze znudzic. W lozku byla taka sobie, zawsze dwie pozycje, bo innych nie lubiala. Przychodzilem do niej z przyzwyczajenia a tak naprawde to wolalbym cos robic innego w tym czasie. Najczesciej ogladalismy TV, pozniej seks, ktory ona zainicjowala i tak dzien w dzien. Czasami jakis wypad, klotnia, gadanie o oswiadczynach o ktorych ja nie chcialem sluchac.
    Teraz zima byl kolejny kryzys. Odpuscilem sobie ja, ale znowu po kilku dniach weszla we mnie rzadza walki. Krecila z jakims kolesiem ale udalo mi sie odzyskac w walentnki, kiedy kupilem jej pierscionek. Mial to byc zareczynowy ale nie wyszlo bo by wygladalo tak jakbym chcial ja przekupic. Oczywiscie gadalismy o tej sytuacji i oboje uznalismy ze zareczyny beda innym razem. Pozniej wchodzila znowu rutyna, seks taki sobie (kilka pierwszych stosunkow bylo naprawde fajnych, bo na nowo bylem nia zafacynowany, dla niej jesli seks byl dlugi to kazdy byl udany; generalnie wiekszosc naszych inymnych przygod bylo dla zasady, rzadko kiedy bylo to cos rewelacyjnego), ona w koncu zaczela wykrzykiwac po co tabletki anty bierze, skoro ja nic nie robie itp. Pozniej spytala po co ta cala akcja z pierscionkie, gadka o oswiadczynach, na co ja odpowiadalem ze zrobilem to z desperacji albo ze nie wiem czemu tak zrobilem. Nie powinienem byl tak mowic bo chcialem stabilizacji ale mialem watpliwosci w jej zachowaniu.
    Ostatnio mielismy rozmowe ze ona nas nie widzi w takim stanie jak jest teraz. Poklocilismy sie, ja wyszedlem mowiac do siebie “kur** marek tylko zebys pozniej nie zalowal”. Pozniej na gg powiedzialem ze chce chwile czasu. Na to ona ze w takim razie zyczy mi szczescia mimo wszystko. Wiedzialem co sie stalo – zerwalismy. Tydzien pozniej przyszedlem do niej po kilka rzeczy ktore zostawilem i wyladowalismy w lozku. Seks byl nawet nawet, bo po tygodniu przerwy ale bez rewelacji. Nawet po skonczeniu stosunku myslalem “no i co teraz, marek co ty robisz”. Na pozegnanie bylo buzi buzi. Rano smsy, co to mialo byc i takie tam, ja powiedzialem zeby dala mi juz spokoj bo potrzebuje czasu zeby to przemyslec. Od tamtej pory odnowila kontakt z gosciem ktorego rzucila rok temu jak sie ponownie zeszlismy. Dzisiaj mija 16 dni od ostaniego seksu z nia. Wiem ze teskni ale anagzuje sie w nowy zwiazek z facet. Ja przez te 2 tyg staralem sie ja odzyskac ale ona juz chodzi z nim za reke, caluje sie, na wesele sie wybrali juz i probuje sie do niego przekonac. Raz pisala mi na gg zebym sie odpierd…, nie chce mnie, nie potrzebuje, a kiedy powiedzalem ze sie umowilem z panna to od razu zlagodniala. Rozmowa ta trwala kilka godzin i byla chyba 3 dni temu. Wiem ze gadajac i wpsominajac i mowiac co ja boli plakala. Dzisiaj w nocy dostalem smsa ze bawila sie najlepiej w zyciu i nikt inny sie nia tak nie opiekowal. Wiem ze gosciu jest typem podrywacza i wie co ma jej powiedziec i to tylko kwestia czasu kiedy ona dostanie kopa w dupe od niego, jak tylko osiagne to co chce. Na moje nieszczescie wszytskie jej przemadre kolezanki kibicuja wlasnie jej nowemu zwiazkowi.
    Dzisiaj rozmawiala z nia moja mama, chcac poznac zdanie obu stron. Pozniej mama powiedziala mi ze ona potrzebuje teraz rozrywki, ze jest to za powazny zwiazek zeby go kontynuowac. Dla niej wartosciami nadrzednymi staly sie teraz imprezy, a takie cos jak zaufanie i wsparcie poszlo na drugi plan. Tak to mniej wiecej nazwala. Ze mna nie mogla sie tak bawic i dopiero teraz czuje ze zyje a ze mna to jej tylko lata mijaly.
    Oczywis cie byly slowa “ja to bym mogla byc z toba do konca zycia” “nie chce innego” ale dopiero teraz sobie uswiadamiam ile tak naprawde te slowa znacza. Jest tez troche mojej winy, bo dwa razy ja odzyskalem, ale to nie o to chodzi. Nie mozna sie rozstac, tydzien pozniej sie kochac, a 3 dni po tym randkowac i isc z kims do knajpy calujac sie na zakonczenie (akurat mialem te przyjemnosc ich tam spotkac). Moja mum twierdzi ze dobrze ze tak sie stalo bo jesli by do takiej sytuacji doszlo po slubie to moglo by byc gorzej. Ja jestem tego samego zdania.
    No i tak od dwoch tygodniu chodze spac o 24, wstaje o 5, leze do 7, malo jem… Ale oswajam sie powoli z ta mysla. Jest cholernie ciezko, wylalem mnostwo lez, upokorzylem sie przed nia okropnie, ona okropnie upokorzyla mnie, stracilem przez kilka dni szacunek do samego siebie mowiac – chlopie co ty robisz, zobacz jak ona cie traktuje. I tak dzisiaj juz jest troche lepiej. Pousuwalem zdjecia, wyslalelm jej tylko kilka pamiatkowych z zeszlych lat z drobnym tekstem pozegnalnym. Usunalem wszystkie numery, z komorki tez. Spalilem wszystkie walentynki z pustymi slowami. Staram sie zyc dalej. Pomagaja rozmowy z innymi, z mama, siostra, bracmi od niej (ktorzy wierza w to ze bedziemy jeszcze razem), czy przyjaciolmi. Jej jest ponoc dobrze tak jak jest ale wiem ze o mnie mysli ale co z tego. Ja juz stracilem wiare ze bedziemy razem, chociaz moze kiedys…. kto to wie.
    Teraz poczekam kilka tygodni az w koncu poczuje ze znowu jestem soba, takim jakim bylem bedac z nia bedac znudzonym.
    Bede wiedzial na przyszlosc jak podchodzic do zwiazkow. Tylko cholera jasna nie umiem sobie wyobrazic siebie z jakas inna na stale. Musi to przejsc samo w koncu. Licze na to ze w koncu poznam madra i ladna dla mnie kobiete i znowu bedziemy budowac wszystko od nowa. A pamietam te czasy zakochania, fascynacji. To wszystko musi powrocic znowu i powroci. Wierze w to. Nie bede szukal na sile bo to bez sensu ale nie ukrywam ze szukam juz miejsc gdzie by mozna wyjsc sie pobawic czy poznac nowych ludzi.
    Boli mnie jeszcze to ze teraz ktos inny ja przytula, caluje, piesci a pozniej seks… Jak z nia gadalem to mi tez powiedziala ze ja boli to ze ja sie teraz bede staral dla innej, bede inicjowal wszystko itp. Przychodza mi chwile zwatpienia w siebie, najgorsza jest noc. Ale jakos daje rade. Mnostwo juz lez wylalem z jej powodu powiedzialem sobie ze tym razem nie jest warta ani jednej nastepnej lzy. Ona tez bardzo sie kiedys starala w naszym zwiazku, ale w ramach dorastania wazniejsze staly sie dla niej imprezy… Tak teraz na 21 lat i chce sie wyszalec. Coz… czas pokaze czy ta jej zmiana na dobre wyjdzie, a bedzie za 2 miesiace mieszkac sama z bratem i wtedy moze sie okazac co tak naprawde znaczy takie zycie. Moze byc inaczej, nie wiem i juz mnie to raczej nie obchodzi ale w glebi duszy chcialbym zeby zostala tak potraktowana bo to uczy zycia.. Poki co jest zafascynowana nowym nabytkiem – podrywaczem. To przykre i upokarzajace dla faceta.
    Ale co zrobic, mialem to nie korzystalem, mialem watpliwosci i wtedy myslalem racjonalnie. Teraz tez sie staram tak myslec, wiem ze jakbysmy do siebie wrocili to znowu bylaby rutyna i nuda. Chociaz czasami bywalo fajnie, ale rzadko kiedy. W sumie to sam juz nie wiedzialem czy chce byc z nia czy nie ale kochalem i ocham ja, ona mnie chyba nie (mowi ze mnie nie kocha a do tamtego nie wie co czuje), ale zwalcze te uczucie w sobie. Kazde uczucie musi przeminac jesli sie tego nie pielegnuje. O milosc nie mozna sie prosic.
    Chodze na samotne spacery z psem. W domu troche popompuje, podnosze ciezary, w tygodniu praca, sesja juz prawie zakonczona bo sie postaralem o to zeby szybko zakonczyc. Ida wakacje. Ciezko mi sobie je wyobrazic bez niej. Brak perspektyw. No ale co zrobic.
    Wydaje mi sie ze najgorsze juz minelo bo zylem nadzieja caly czas. Teraz juz jest tak sobie. Nie jestem jakos wyjatkowo uradowany ale nie jest najgorzej. Mam nadzieje ze szybko uda sie z tego wyjsc. Nie jest latwo, jest cholernie trudno. Oczywiscie byly mysli samobojcze, ale zaraz po tym jest mysl: “a co z rodzina? Chcesz zrobic taka krzywde rodzinie ty idioto?” Po tym byl placz. Ostatni raz plakalem wczoraj i chyba wystarczylo. Mam 22 lata, cale zycie przede mna a ja na pytanie “jakie masz doswiadczenia z kobietami” moge odpowiedziec “z kobietami? – zadna ale z kobieta – ogromne”. To byla moja pierwsza i od razu powazna milosc. Ale mysle ze dobrze sie stalo bo skoro wczesniej, kiedy moj umysl byl normalny, nie widzialem tego zwiazku, to teraz czuje bol bo stracilem cos co mialem pewnego, o co sie juz tak bardzo nie staralem bo nie bylo takiej potrzeby. W ramach naszej ekspansji zaczelismy nadawac na innych falach i to byla kwestia czasu kiedy sie wszystko rozsypie.

    Ten bol ktory teraz przezywam uczy. Trzeba wyciagnac wnioski na przyszlosc. Trzeba sie nauczyc zwalaczac w sobie negatywne emocje. Ten kto nie przezyl tego nie ma prawa sie wypowiadac bo nie ma bladego pojecia o tym co czlowiek wtedy ma w glowie – brak wartosci, poczucie calej winy, nawet jak tak nie jest, niska samoocena, bezsilnosc, bezradnosc, brak sensu zycia, brak usmiechu, brak radosci z rzeczy ktore wczesniej powodowaly usmiech, brak zainteresowania tym co wczesniej nas intereswalo. To tylko czesc z tego co w nas siedzi. Tylko osoby ktore tutaj pisza wiedza co ja czuje i odwrotnie. Wiem co to znaczy myslec calymi dniami o tym, doslownie bez minuty przerwy. Codziennie snia mi sie powroty a rano sie budze bez zadnego celu… Zaczalem palic okropnie duzo papierosow – okolo paczki dziennie. Musze sobie tez z tego zdac sprawe. Jem tez melatonine zeby mi sie chcialo spac po zapadnieciu zmroku. Chyba pomaga. Ludziska trzymajmy sie razem i przejdziemy jakos przez to! Szkoda ze niemozemy sie spotkac na zywo i pogadac 🙂 Fajny zlot bylby z tego. Nie szukajmy milosc na sile, ale pomozmy jej sie znalezc. Nie siedzcie w domach! Ja wiem, naprawde wiem jak jest ciezko. Trzeba sobie postawic pytanie czy warto zyc dalej normalnie? Jesli tak to do roboty, bo skoro nie jestesmy z tymi osobami z powodu ktorych tak cierpimy to znaczy ze nie warte sa naszego zycia, ktore teraz jest tak niewykorzystywane! Bedzie ciezko ale nie jeden z ludzi na calym swiecie oddalby wszystko zeby miec taki problem jak my!

  105. Czesc pierwsza

    i ja opisze sytuacje. Bylismy ze soba 5,5 roku. Zaczelo sie w liceum, ja w drugiej a ona w pierwszej klasie. Przez rok bycia razem poznawalismy sie, charakter, cialo. Byly klotnie ale kazdy pokazywal ze mu zalezy. Nastepne dwa lata byly rowniez udane, wspolne wakacje, wyjazdy. Ona miala mnostwo problemow w domu, czesto spala u mnie bo w domu nie szlo wytrzymac, jak sie pozniej okazalo to wlasnie ona byla w wiekszosci przypadkow sprawczynia awantur, bo raz bylem swiadkiem takiej awantury. Mimo tego zawsze mogla na mnie i na moja rodzien liczyc. W ogole rodzina juz ja przyjela jako czlonka :)Przez ostatnie 2 lata bywalo roznie. Rok temu rozstalismy sie z mojej winy. Wtedy poszla do innego. Zakochala sie w nim. Postanowlem zawalczyc. Ciezko bylo, czulem ze stracilem. Odzyskalem ja na nowo i zaczelismy juz snuc wspolne plany na przyszlosc. W miedzy czasie czulem ze wchodzi rutyna, seks juz byl chyba dla seksu. Ja niczego nie inicjowalem – a uwierzcie mi ze ona to naprawde bardzo ladna, szczupla dziewczyna – nie jeden zazdroscil ale wsystko sie moze znudzic. W lozku byla taka sobie, zawsze dwie pozycje, bo innych nie lubiala. Przychodzilem do niej z przyzwyczajenia a tak naprawde to wolalbym cos robic innego w tym czasie. Najczesciej ogladalismy TV, pozniej seks, ktory ona zainicjowala i tak dzien w dzien. Czasami jakis wypad, klotnia, gadanie o oswiadczynach o ktorych ja nie chcialem sluchac.
    Teraz zima byl kolejny kryzys. Odpuscilem sobie ja, ale znowu po kilku dniach weszla we mnie rzadza walki. Krecila z jakims kolesiem ale udalo mi sie odzyskac w walentnki, kiedy kupilem jej pierscionek. Mial to byc zareczynowy ale nie wyszlo bo by wygladalo tak jakbym chcial ja przekupic. Oczywiscie gadalismy o tej sytuacji i oboje uznalismy ze zareczyny beda innym razem. Pozniej wchodzila znowu rutyna, seks taki sobie (kilka pierwszych stosunkow bylo naprawde fajnych, bo na nowo bylem nia zafacynowany, dla niej jesli seks byl dlugi to kazdy byl udany; generalnie wiekszosc naszych inymnych przygod bylo dla zasady, rzadko kiedy bylo to cos rewelacyjnego), ona w koncu zaczela wykrzykiwac po co tabletki anty bierze, skoro ja nic nie robie itp. Pozniej spytala po co ta cala akcja z pierscionkie, gadka o oswiadczynach, na co ja odpowiadalem ze zrobilem to z desperacji albo ze nie wiem czemu tak zrobilem. Nie powinienem byl tak mowic bo chcialem stabilizacji ale mialem watpliwosci w jej zachowaniu.
    Ostatnio mielismy rozmowe ze ona nas nie widzi w takim stanie jak jest teraz. Poklocilismy sie, ja wyszedlem mowiac do siebie “kur** marek tylko zebys pozniej nie zalowal”. Pozniej na gg powiedzialem ze chce chwile czasu. Na to ona ze w takim razie zyczy mi szczescia mimo wszystko. Wiedzialem co sie stalo – zerwalismy. Tydzien pozniej przyszedlem do niej po kilka rzeczy ktore zostawilem i wyladowalismy w lozku. Seks byl nawet nawet, bo po tygodniu przerwy ale bez rewelacji. Nawet po skonczeniu stosunku myslalem “no i co teraz, marek co ty robisz”. Na pozegnanie bylo buzi buzi. Rano smsy, co to mialo byc i takie tam, ja powiedzialem zeby dala mi juz spokoj bo potrzebuje czasu zeby to przemyslec. Od tamtej pory odnowila kontakt z gosciem ktorego rzucila rok temu jak sie ponownie zeszlismy. Dzisiaj mija 16 dni od ostaniego seksu z nia. Wiem ze teskni ale anagzuje sie w nowy zwiazek z facet. Ja przez te 2 tyg staralem sie ja odzyskac ale ona juz chodzi z nim za reke, caluje sie, na wesele sie wybrali juz i probuje sie do niego przekonac. Raz pisala mi na gg zebym sie odpierd…, nie chce mnie, nie potrzebuje, a kiedy powiedzalem ze sie umowilem z panna to od razu zlagodniala. Rozmowa ta trwala kilka godzin i byla chyba 3 dni temu. Wiem ze gadajac i wpsominajac i mowiac co ja boli plakala. Dzisiaj w nocy dostalem smsa ze bawila sie najlepiej w zyciu i nikt inny sie nia tak nie opiekowal. Wiem ze gosciu jest typem podrywacza i wie co ma jej powiedziec i to tylko kwestia czasu kiedy ona dostanie kopa w dupe od niego, jak tylko osiagne to co chce. Na moje nieszczescie wszytskie jej przemadre kolezanki kibicuja wlasnie jej nowemu zwiazkowi.
    Dzisiaj rozmawiala z nia moja mama, chcac poznac zdanie obu stron. Pozniej mama powiedziala mi ze ona potrzebuje teraz rozrywki, ze jest to za powazny zwiazek zeby go kontynuowac. Dla niej wartosciami nadrzednymi staly sie teraz imprezy, a takie cos jak zaufanie i wsparcie poszlo na drugi plan. Tak to mniej wiecej nazwala. Ze mna nie mogla sie tak bawic i dopiero teraz czuje ze zyje a ze mna to jej tylko lata mijaly.
    Oczywis cie byly slowa “ja to bym mogla byc z toba do konca zycia” “nie chce innego” ale dopiero teraz sobie uswiadamiam ile tak naprawde te slowa znacza. Jest tez troche mojej winy, bo dwa razy ja odzyskalem, ale to nie o to chodzi. Nie mozna sie rozstac, tydzien pozniej sie kochac, a 3 dni po tym randkowac i isc z kims do knajpy calujac sie na zakonczenie (akurat mialem te przyjemnosc ich tam spotkac). Moja mum twierdzi ze dobrze ze tak sie stalo bo jesli by do takiej sytuacji doszlo po slubie to moglo by byc gorzej. Ja jestem tego samego zdania.
    No i tak od dwoch tygodniu chodze spac o 24, wstaje o 5, leze do 7, malo jem… Ale oswajam sie powoli z ta mysla. Jest cholernie ciezko, wylalem mnostwo lez, upokorzylem sie przed nia okropnie, ona okropnie upokorzyla mnie, stracilem przez kilka dni szacunek do samego siebie mowiac – chlopie co ty robisz, zobacz jak ona cie traktuje. I tak dzisiaj juz jest troche lepiej. Pousuwalem zdjecia, wyslalelm jej tylko kilka pamiatkowych z zeszlych lat z drobnym tekstem pozegnalnym. Usunalem wszystkie numery, z komorki tez. Spalilem wszystkie walentynki z pustymi slowami. Staram sie zyc dalej. Pomagaja rozmowy z innymi, z mama, siostra, bracmi od niej (ktorzy wierza w to ze bedziemy jeszcze razem), czy przyjaciolmi. Jej jest ponoc dobrze tak jak jest ale wiem ze o mnie mysli ale co z tego. Ja juz stracilem wiare ze bedziemy razem, chociaz moze kiedys…. kto to wie.
    Teraz poczekam kilka tygodni az w koncu poczuje ze znowu jestem soba, takim jakim bylem bedac z nia bedac znudzonym.
    Bede wiedzial na przyszlosc jak podchodzic do zwiazkow. Tylko cholera jasna nie umiem sobie wyobrazic siebie z jakas inna na stale. Musi to przejsc samo w koncu. Licze na to ze w koncu poznam madra i ladna dla mnie kobiete i znowu bedziemy budowac wszystko od nowa. A pamietam te czasy zakochania, fascynacji. To wszystko musi powrocic znowu i powroci. Wierze w to. Nie bede szukal na sile bo to bez sensu ale nie ukrywam ze szukam juz miejsc gdzie by mozna wyjsc sie pobawic czy poznac nowych ludzi.

  106. Boli mnie jeszcze to ze teraz ktos inny ja przytula, caluje, piesci a pozniej seks… Jak z nia gadalem to mi tez powiedziala ze ja boli to ze ja sie teraz bede staral dla innej, bede inicjowal wszystko itp. Przychodza mi chwile zwatpienia w siebie, najgorsza jest noc. Ale jakos daje rade. Mnostwo juz lez wylalem z jej powodu powiedzialem sobie ze tym razem nie jest warta ani jednej nastepnej lzy. Ona tez bardzo sie kiedys starala w naszym zwiazku, ale w ramach dorastania wazniejsze staly sie dla niej imprezy… Tak teraz na 21 lat i chce sie wyszalec. Coz… czas pokaze czy ta jej zmiana na dobre wyjdzie, a bedzie za 2 miesiace mieszkac sama z bratem i wtedy moze sie okazac co tak naprawde znaczy takie zycie. Moze byc inaczej, nie wiem i juz mnie to raczej nie obchodzi ale w glebi duszy chcialbym zeby zostala tak potraktowana bo to uczy zycia.. Poki co jest zafascynowana nowym nabytkiem – podrywaczem. To przykre i upokarzajace dla faceta.
    Ale co zrobic, mialem to nie korzystalem, mialem watpliwosci i wtedy myslalem racjonalnie. Teraz tez sie staram tak myslec, wiem ze jakbysmy do siebie wrocili to znowu bylaby rutyna i nuda. Chociaz czasami bywalo fajnie, ale rzadko kiedy. W sumie to sam juz nie wiedzialem czy chce byc z nia czy nie ale kochalem i ocham ja, ona mnie chyba nie (mowi ze mnie nie kocha a do tamtego nie wie co czuje), ale zwalcze te uczucie w sobie. Kazde uczucie musi przeminac jesli sie tego nie pielegnuje. O milosc nie mozna sie prosic.
    Chodze na samotne spacery z psem. W domu troche popompuje, podnosze ciezary, w tygodniu praca, sesja juz prawie zakonczona bo sie postaralem o to zeby szybko zakonczyc. Ida wakacje. Ciezko mi sobie je wyobrazic bez niej. Brak perspektyw. No ale co zrobic.
    Wydaje mi sie ze najgorsze juz minelo bo zylem nadzieja caly czas. Teraz juz jest tak sobie. Nie jestem jakos wyjatkowo uradowany ale nie jest najgorzej. Mam nadzieje ze szybko uda sie z tego wyjsc. Nie jest latwo, jest cholernie trudno. Oczywiscie byly mysli samobojcze, ale zaraz po tym jest mysl: “a co z rodzina? Chcesz zrobic taka krzywde rodzinie ty idioto?” Po tym byl placz. Ostatni raz plakalem wczoraj i chyba wystarczylo. Mam 22 lata, cale zycie przede mna a ja na pytanie “jakie masz doswiadczenia z kobietami” moge odpowiedziec “z kobietami? – zadna ale z kobieta – ogromne”. To byla moja pierwsza i od razu powazna milosc. Ale mysle ze dobrze sie stalo bo skoro wczesniej, kiedy moj umysl byl normalny, nie widzialem tego zwiazku, to teraz czuje bol bo stracilem cos co mialem pewnego, o co sie juz tak bardzo nie staralem bo nie bylo takiej potrzeby. W ramach naszej ekspansji zaczelismy nadawac na innych falach i to byla kwestia czasu kiedy sie wszystko rozsypie.

    Ten bol ktory teraz przezywam uczy. Trzeba wyciagnac wnioski na przyszlosc. Trzeba sie nauczyc zwalaczac w sobie negatywne emocje. Ten kto nie przezyl tego nie ma prawa sie wypowiadac bo nie ma bladego pojecia o tym co czlowiek wtedy ma w glowie – brak wartosci, poczucie calej winy, nawet jak tak nie jest, niska samoocena, bezsilnosc, bezradnosc, brak sensu zycia, brak usmiechu, brak radosci z rzeczy ktore wczesniej powodowaly usmiech, brak zainteresowania tym co wczesniej nas intereswalo. To tylko czesc z tego co w nas siedzi. Tylko osoby ktore tutaj pisza wiedza co ja czuje i odwrotnie. Wiem co to znaczy myslec calymi dniami o tym, doslownie bez minuty przerwy. Codziennie snia mi sie powroty a rano sie budze bez zadnego celu… Zaczalem palic okropnie duzo papierosow – okolo paczki dziennie. Musze sobie tez z tego zdac sprawe. Jem tez melatonine zeby mi sie chcialo spac po zapadnieciu zmroku. Chyba pomaga. Ludziska trzymajmy sie razem i przejdziemy jakos przez to! Szkoda ze niemozemy sie spotkac na zywo i pogadac 🙂 Fajny zlot bylby z tego. Nie szukajmy milosc na sile, ale pomozmy jej sie znalezc. Nie siedzcie w domach! Ja wiem, naprawde wiem jak jest ciezko. Trzeba sobie postawic pytanie czy warto zyc dalej normalnie? Jesli tak to do roboty, bo skoro nie jestesmy z tymi osobami z powodu ktorych tak cierpimy to znaczy ze nie warte sa naszego zycia, ktore teraz jest tak niewykorzystywane! Bedzie ciezko ale nie jeden z ludzi na calym swiecie oddalby wszystko zeby miec taki problem jak my!

  107. Troche sie rozpisalem, moze nie zawsze skladnie, ale chyba cos mozna z tego zrozumiec 🙂

  108. Do Marenio: można, a poza tym fajnie piszesz: sam stawiasz pytania i sam na nie odpowiadasz, a tak w ogóle to chyba nie tak istotne czy podrywa ją podrywacz czy porządny facet? Przecież ona nie jest już z Tobą, no i na koniec Twoje czekanie, aż stanie się jej krzywda (bo on ją kopnie w …) jest troszeczkę małe i chyba… podłe? Nie karm się tym, jak pojawiają się takie myśli to ich nie podsycaj, tylko zastanów się co miałaby Ci tak naprawdę dać jej wpadka? A poza tym bądź naprawdę z tym co czujesz, nie racjonalizuj, mam wrażenie, że strasznie uciekasz od problemu, on zdarzył się tu i teraz a Ty tu i teraz musisz go przeżyć, a nie szukać pocieszenia, bo inni mają gorsze problemy… Powodzenia i gratuluję zdanej sesji:)

  109. Loto, slońce, ludzie usmiechnieci a ja mam dosc zycia. Chce umrzec. Nie umiem sobie poroadzic.

  110. sweetheart, u mnie jest podobnie, wczoraj minęły cztery miesiące od rozstania a ja nadal tylko myślę o niej. Czasami wydaje mi sie że nie ma dla mnie przyszłości, że pozostaje mi wegetacja albo zakończenie tej farsy… na szczęście przyjaciele wyciągają mnie z tego stanu, Tobie też radzę, porozmawiaj z bliskimi, przyjaciółmi to pomaga. Moja była cały czas odzywa się do mnie, opowiada jak świetnie się bawi, na jakie wakacje wyjeżdża, doskonale wie że mnie tym rani. Wiem że musze to przetrwać, bo nie jestem zdolny do tego by powiedzieć jej żeby się już do mnie nie odżywała. Sweetheart jestem pewien że dasz radę, tak jak ja daję radę! Każdy zasługuje na szczęście i na to by kogoś kochać i być kochanym i tej myśli musimy się trzymać!
    Bądź dzielna!! Trzymam kciuki!!

  111. ja juz nie dam rady. dzieki za mile slowa. nie mam sil. chce umrzec. nawet nie mam z kim pogadac. czemu tak boli.

  112. sweetheart to moje gg – 5548978, nie wiem czy będę w stanie Ci pomóc ale zawsze mogę wysłuchać jeśli będziesz chciała sie wygadać…

  113. I mnie dopadlo to co was wszystkich na tym FORUM …
    Po 3 latach koniec….
    Tak jak czytam na tej stronie i u mnie bylo podobnie od roku czasu dochodzilo do klotni prawie kazdego dnia , lub raz na tydzien rozchodzilismy sie i za kazdym razem ja podejmowalem taka decyzje kiedy ona wychodzila i juz zalowalem i kolejnego dnia prosilem , przepraszalem .Kiedy sie spotykalismi widzialem obojetnosc wiec znow staralem sie o jakies uczucia ale bardziej wyrzutami kierowanymi do niej, ze tych uczuc mi brakuje.
    Juz minelo 10 dni i nie mamy kontaktu , po tym jak po kolejnej klotni odezwala sie do mnie na gg i stwierdzila ze naprawde konczy ten zwiazek .
    Jeszcze walczylem i staralem sie naklonic na spotkanie w odpowiedzi dostalem odpierdo….. kiedy mowilem o moich uczuciach ironicznie napisala “debil haha”
    Teraz moja “duma ” nie pozwala na kontakt a ona pewnie mowiac inaczej ma to gdzies…..
    ALE BOLI!!!

  114. Ludziska, dajcie sobie czasu. Nie siedzcie w domu! Chodzcie na spacery! Minelo juz ponad 5 tygodni od roztsania. Tydzien temu moja ex napisala mi ze teskni. Pozniej przeprosila za to ze tak napisala tlumaczac ze to byla chwila slabosci. Wczoraj gadalem z nia na gg (sama zagadala bo ja nie mm jej w kontaktach), troche sie powadzilismy ale rozmowe zaczela pod pretekstem zebym przyszedl po swoje rzeczy. Napisala ze brakuje jej mi. Dzisiaj dostalem smsy ze cala noc myslala o mnie i snilem jej sie jak razem bylismy w Krakowie 2 miechy temu. Jak widac zaczyna tesknic i to bardzo. Wpieprzyla sie w zwiazek z jakims imprezowiczem i teraz ma porownanie. Na szczescie ja sie z tego wyleczylem 🙂
    Jesli wam zalezy to nie pokazujcie tym swoim polowka ze jest wam zle! Wiem co mowie bo tez to przezywalem. Tez nie mialem po co zyc. Piekna pogoda a ja zdepresjonowany w domu siedzialem. NIgdy wiecej nie bede plakal przez kobiete. CZAS LECZY RANY! UWIERZCIE. Zacznijcie sobie wmawiac ze jestescie silni. Sam tak zrobilem. Nie bylo latwo na poaczatku ale w koncu zaczelo to przychodzic. Teraz moja ex mi zwisa a ja zyje pelnia zycia czego i wam zycze. Oczywicie nie ma dnia zebym o niej nie myslal ale juz w innym kontekscie, z duzym dystansem i bez wzruszen i innych emocji. Lubie z nia pogadac i tyle. Ale opoki sama nie zagadywala ja nigdy nie zaczynalem rozmowy.
    Pozdrawiam i trzymajcie sie cieplo

  115. a ja nie umiem sobie poradzic. Wiem ze sie cieszy ze mi zle. Ja naprawde go kocham. On pojechal sobie z nowa panienko na wakacje i tyle znaczylam. Nie wiem jak zapomniec. Ciagle patrze na tel i juz tyle razy mialam ochote sie odezwac. Nie wiem co robic. Mam ochote skonczyc z soba bo moze to ja wszytsko spiepszylam. ;(

  116. tak, wez sie zabij i co z tego bedziesz miala? Rozpacz w rodzinie? Jego ruszy i mu przejdzie a ty narbisz dziadostwa rodzinie. Skoncz pieprzyc glupoty i wez sie w koncu w garsc. Wykasuj jego nr z telefonu bo i tak ci sie nie przyda. Gosc jest niedojrzaly. Daj sie poderwac! Daj sobie w koncu troche mozliwosci poobcowania z innymi. Nie mozesz mowic ze nie umiesz byc z nikim innym jesli nawet nie probowalas. Nie pozwol zmarnowac siebie samej przez jakiegos gogusia co z problemem ucieka do innej. Nie pozwol zmarnowac sobie zycia. Zycie jest dla ciebie i to ty masz je przezyc a nie marnowac!!

  117. witam ponownie.mam nadzieje,ze jakos wam sie wszystkie sprawy poukładały i zaczeliscie wreszcie żyć.ja kilka mcy temu tez mialam bardzo czrne mysli i nie widzialam sensu zycia ,tymczasem wystarczylo wyjsc do ludzi i nie pokazywac swojego bolu i pogodzic sie z tym co sie stalo i zycie samo wskazalo mi droge.dajcie sobie czas i wszystko sie pouklada a za jakis czas wszystko przeminie.pisze te slowa jako pocieszenie gdyz mi sie udalo niedlugo wychodze za maz i wszystko co bylo okazalo sie niczym w porownaniu z tym jak KOCHAM TERAZ I JAK JESTEM KOCHANA I SZCZESLIWA.Wiec glowki do gory Wam tez sie uda trzymam za Was kciuki i zycze powodzenia.Mnie pomogl jeden cytat ;ODPUść A SWIAT BEDZIE CI SPRZYJAł,SERDECZNIE WAS POZDRAWIAM I TRZYMAM KCIUKI ZA SZYBKIE POWROTY DO NORMALNOSCI.MARENIO cieple slowka do CIEBIE ZA SILE I WOLE WALKI O NORMALNOSC.POZDRAWIAM .OBY TAK DALEJ.

  118. czesc. Wczoraj weszłam na tą stronkę…Poczułam się trochę lepiej, widząc, że nie tylko mi jest ciężko po rozstaniu 🙁 Ze swoim obecnym chłopakiem rozstaliśmy się dwa dni temu :-(, po półtorej roku wspólnego życia. Był płacz, ból i ogromny żal, że poraz kolejny to mi się przytrafiło 🙁 Mój chłopak tłumaczył, że ma ogromny mętlik w głowie, że nie wie co się dzieje…że coraz częściej ma ochotę pobyć sam 🙁 Prosił bym dała mu czas, aż wszystko sobie poukłada, przemyśli 🙁 Płakał, mówił, że jest mu ciężko, ale że nie potrafi mi tego wszystkiego racjonalnie wyjaśnić…że sam nie wie o co chodzi!! Jest mi ogromnie ciężko, bo mieliśmy plany na przyszłość, byliśmy naprawdę dobrym związkiem 🙁 Nie wiem co mam począć sama ze sobą?? Nie mam ochoty nawet spotykać się ze znajomymi 🙁 I choć perspektywa powrotu do domu po pracy nie uśmiecha mi się, to wyjscie do ludzi także nie 🙁 Poradźcie mi co mam zrobić, jak mam się zachowywać, czy mam mieć jeszcze nadzieję, że wszystko się ułoży?? Pozdrawiam Was serdecznie i z góry dziękuję za wsparcie :*

  119. Sylwia, napewno bedziesz miec nadzieje na jakis powrot. Jesli moge ocenic z perspektywy faceta to on po prostu chce pobyc sam. Chce poznac nowe osobowosci, pouzywac zycia bez Ciebie. Jest mu ciezko bo wie ze Cie krzywdzi ale nie moze walczyc sam ze soba i uczucie do ciebie. Daj mu czasu, a ty tez nie proznuj wtedy. Daj znac jak sie uklada.

  120. Marenio…Wczoraj oddałam mu wszystkie jego rzeczy 🙁 Był płacz, histeria…Ciągle mnie przytulał, chyba nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo mnie tym krzywdzi 🙁 Powiedział mi, że na chwilę obecną czuje, że chce być sam…że może zrozumie kiedyś jak postąpił wobec mnie, ale że wtedy może być już za późno 🙁 Jest mi cięzko z tym wszystkim, ale wiem, że muszę być silna, nie mogę się poddawać…Chciałabym jeszcze znaleźć w sobie odrobinę siły, aby na nowo spojrzeć na swoje życie, żeby widzieć w nim pozytywne aspekty…Póki co, nie mam na to ochoty. Marenio, bardzo Ci dziękuję za słowa wsparcia. Pozdrawiam 🙂

  121. Witajcie Sylwia będe okrutna według mnie to on mówi ze potrzebuje czasu bo po prostu chce tak jak napisał Marenio pouzywać życia a jak nie uda sie to wróci do Ciebie tylko od Ciebie zależy jak do tego podejdziesz a wiem ,że zakochana kobieta niestety nie myśli racjonalnie a kieruje sie sercem może naprawde ma jakis kryzys a może to juz koniec sama odpowiedz na to pytanie sobie i tez daj sobie czas ,może spojrzysz na to inaczej gdy opadną emocje ?”{u mnie tak było },nie zamykaj sie w domu ,otocz sie troska najblizszych i pozwól na to żeby po prostu byli,samotnośc nie jest dobrym lekarstwem wtedy robi sie różne rzeczy których potem sie żałuje jesli masz już za sobą kryzys {ja wyłam jak wilk pół nocy}to przetrwasz wszystko a jesli nie to pamietaj że kazdy na tej stronie ma to za sobą i jednak dalej żyje i nie poddaje się.Sylwia życie naprawdę jest piękne i daj mu szansę aby mogło Cie zaskoczyć,trzymam za Ciebie kciuki ,nawet jeśli juz sie nie ułoży to w koncu wiesz dzieki temu ,ze potrafisz obłędnie kochac i napewno znajdzie sie ktos kto tą miłośc odwzajemni ,pozdrawiam cie gorąco i jestesmy z Toba,głowa do góry trzymaj sie dzielnie…….i daj znać jak przebiega proces zdrowienia.

  122. Dziękuję kler za miłe słowa :* Mam nadzieję, że też mi się uda, tak jak udało się Wam :-)Wiem, że kryzysy przychodzą i odchodzą, a na wszystko po prostu potrzeba czasu 🙂 Ja dopiero jestem w trakcie tego najgorszego kryzysu, nie potrafię racjonalnie myśleć, a najgorsze są wieczory 🙁 Samotne wieczory…Dziękuję serdecznie za słowa otuchy, mam nadzieję, ze kiedyś uśmiechnie się do mnie los 🙂

  123. Oj jak ja dobrze znam te samotne wieczory po tym cholernym rozstaniu… Przyjdzie taki moment, mimo ze w to pewnie nie wierzysz, tak jak ja nie wierzylem, ze powiesz sama do siebie “nie radze sobie, nie wiem co mam ze soba robic… nie chce zyc”. Bedziesz napewno plakac i sie rozczulac. Poczujesz ze to jest wlasnie najgorszy dzien z tej calej sytuacji w jakiej sie znalazlas. Kolejne dni juz zaczna sie zmieniac. Na lepsze! Najwazniejsza sprawa. Nie utrzymuj zadnego kontaktu!! Bo sie nie wyleczysz z tego! Nie odpisuj na smsy, nie spotykaj sie, unikaj miejsc gdzie mozesz go spotkac. To wszystko dla twojego dobra. Wyjdz z kolezankami, napij sie jakiegos drinka i zacznij tez przebywac z kolegami 🙂
    Wiem doskonale co czujesz i jak ci zle i dlatego bardzo dobrze cie rozumiem i wiem jak pomoc.
    Jestem facetem i wiem co oni mysla. Znudzilo mu sie i nawet jakby byl jakis powrot to sytuacja sie powtorzy (przerabialem to 3 razy na wlasnym przypadku niestety ale taka natura faceta juz…) a ty bedziesz cierpiec jeszcze raz!
    Trzymam kciuki a jakbys chciala pogadac to zawsze mozesz zagadac na gg

  124. Do Marenio…Dzisiaj już troszkę lepiej z moim samopoczuciem, po rozmowie z koleżankami z pracy. Wiem, że to chwilowe, że pewnie jeszcze niejeden dzień kryzysu przede mną 🙁 Cały czas miałam nadzieję, że może jednak….ale nie dzwoni, nie pisze, w ogole sie nie odzywa 🙁 Ja zresztą też nie!!!! Cieszę się, że Ty już masz to za sobą 🙂 A na gg pewnie chętnie bym się odezwała, gdybym miala Twoj numer ;D Pozdrawiam serdecznie i cieplutko 🙂

  125. mozesz cos skrobnac jesli ci bedzie zle 🙂 wytnij tylko kolejne litery alfabetu z mojego numeru 7a1b3c9d5e3f 🙂

  126. Siedze załamana ze łzami w oczach chłopak mnie nie zostawił….jesteśmy razem ale to ja chce sie rozstać . Chce wam pokazać punkt widzenia osoby która odchodzi….cierpię strasznie ale na dzień dzisiejszy nie widzę żadnego konkretnego wyjścia…..NA początku było wspaniale zakochani szczęśliwi teraz po 3latach stał sie agresywny traktuje mnie z góry potrafi dniami nie odpisywać na smsy tylko ja dzwonie do niego.Gdy się spotkamy to ogląda telewizje a ja siedzę przy nim zero rozmowy mechaniczny seks i tyle strasznie mi ciężko a tym bardziej ze był moim pierwszym mężczyzna którego pokochałam .Ja to czuję ze oddaliliśmy sie najgorsze ze go KOCHAM Ale czy to jest miłość???pogubiłam sie????Nie wiem jak walczyć o ten związek chce ale nie mam już sił to są 3 lata. Najgorsze ze okłamywał mnie 3 lata twierdził ze rzucił palenie dla mnie a tu sie okazuje ze cały czas pali tylko sie ukrywał ….dobiło mnie to to nie jedyne takie kłamstwo jak walczyć co robić czy odejść (ale wspólni znajomi pokochałam jego rodzinę jego rodzina mnie oświadczył mi sie ale na tym sie skończyło zero tematu o ślubie ) więc ja też cierpię i to nie mało….

  127. kingusia do ciebie pare słów jesli masz faceta dość i nie szanuje Ciebie ani Twoich uczuć ani tym bardziej nie macie już nawet jakichs wspólnych tematów do rozmowy to daj sobie spokój i zacznij wreszcie życ i spełniać swoje plany i marzenia .poza tym jesli facet jest teraz agresywny juz przed ślubem to ciesz sie ze do tego slubu nie doszło bo pozniej co?zupa była za słona?okłamywał cie przez 3 lata jak piszesz i chcesz z takim człowiekiem wiązać na zawsze swoje życie?nie wiem moim zdaniem to jest przyzwyczajenie a nie miłosc ,MIŁOSC opiera sie na wzajemnym szacunku i zaufaniu ,na wspólnych rozmowach ,na spontanicznych gestach a nie że tak trzeba ,przecież okres narzeczeństwa jest najp[iekniejszym okresem przed slubem gdzie jedna osoba drugiej chce ofiarować gwiazdke z nieba czyż nie tak?nie jestescie ze soba przeciez 30 lat zeby w zwiazku była rutyna a niekiedy i po tylu latach ludzie maja w sobie i dop siebie wiele miłosci .zastanów sie czy ten związek spełnia Twoje oczekiwania i czy czujesz sie w nim bezpieczna i dowartosciowana?pozdrawiam cie ciepło i zycze powodzenia ,napisz jak podjelas decyzję.

  128. Witam Was, zupełnie przypadkiem, wpisując w wyszukiwarce hasło “jak poradzić sobie po rozstaniu” natrafiłam na tę stronkę. Zostawił mnie, tak zwyczajnie, bez większego wytłumaczenia, stwierdził że zwyczajnie tak nagle przestał mnie kochać. Wszystko wydawało się być dobrze, a nagle jak obuchem w głowę dowiaduję się że już nie zależy. Przez dwa tygodnie trzymałam się dzielnie nie uroniłam ani jednej łzy, ale to dlatego, ze byłam z dala od niego. Spotkaliśmy się znów teraz – myślałam, że może jakoś mi to wytłumaczy – nic zwyczajnie nic…wczoraj i dziś wypłakałam chyba to co tłumiłam przez ten czas od rozstania. Czuję się fatalnie i jak czytam wasze posty to czuję to samo co większość z Was. Wiem że powrotu nie będzie, on podjął decyzję. Nie rozumiem tego, tego właśnie w życiu nie rozumiem…:(

  129. wiem też, że będzie kiedyś lepiej może za tydzień za miesiąc, ale teraz boli bardzo… i tu nawet nie chodzi o bycie samemu. Wiem, że gdzieś tam jest to wszystko dla nas zaplanowane, jest plan i czasem faktycznie chce nas uchronić, ale po co przy tym tyle cierpienia. Czemu dane jest coś pięknego, a potem tak nagle zabierane… tego nie rozumiem…

  130. Witam, ja juz kiedys pisałam na tym blogu,że zostawił mnie chłopak.Wrocilismy do siebie po bardzo burzliwym okresie w naszym życiu zaczeło układac się nam.Wzielismy slub cywilny,i to chyba był mój najwiekszy bład,poniewaz wszystko sie znow chrzani.Kocham go bardzo, ale teraz jest całkiem inaczej niz przed slubem, wogole nie szanuje mnie, nie mam zielonego pojecia kim ja dla niego jestem.Według niego mam tylko siedziec w domu i wiernie czekac az on wroci skas tam.kiedys tak nie było, wiecej czasu razem spedzalismy,wszedzie razem chodzilismy, a teraz….!nie rozumiem czemu sie tak dzieje ale to strasznie boli!nie potrafie z nim na ten temat porozmawiać, za duzo bolu mi to zadaje.

  131. dorga Aniu po pzorstu zycie juz takie jest.Raz daje nam powody do radości, szcześcia a potem zabiera nam je!chyba takmusi byc, niestety!ja wiem jedno z dnia na dzien nie mozna sie odkochac i skoro teraz to ci powiedział to albo wcale cię nie kochał, albo powiedział tak bo nic innego racjonalnego nie przychodziło mu do głowy, zeby powiedziec ci dlaczego zrywa z toba.

  132. Smutna, chyba tak faktycznie w życiu musi być 🙁 widocznie jak się kocha też trzeba i cierpieć 🙁 przykro tak jakoś…Co do odkochania też wzięłam taką opcję pod uwagę, ze wcale mnie nie kochał – pytałam się go o to – on twierdził że kochał i zachowywał się szczerze, więc tym bardziej tego nie rozumiem 🙁 I tak jak piszesz smutna nic racjonalnego nie przychodzi tym bardziej mi do głowy 🙁 Teraz czuję się kiepsko, ale mam nadzieję na lepsze jutro…

  133. Smutna jeśli chodzi o Twoją sytuację, to wiem jedno, jak nie ma szacunku, to trudno jest budować normalny związek. Bo Ty dajesz z siebie wszystko, nie dostając nic w zamian i wiem, ze to musi Cię boleć. Kiedyś byłam w takim “układzie”, w którym skończyło sie wszystko kiedy zabrakło szacunku. A wiem jak trudno jest i wyczerpująco emocjonalnie jak tylko jedna osoba sie stara.
    Wiesz sama dobrze, że najlepszą sytuacja byłoby porozmawianie o tym. Nawet jeśli to bardzo boli i może boisz się tego co usłyszysz. Jeśli Ci jest trudno zebrać myśli wypisz sobie wszystko to co chciałabyś poruszyć z nim podczas rozmowy – spróbuj sobie to wszystko poukładać, powiedz mu co czujesz i jak Ty sie w tej sytuacji czujesz – może on sobie nie zdaje sprawy z pewnych rzeczy. A skoro Ty nic nie mówisz może myśli, że Ci to odpowiada – takie traktowanie. To są tylko przypuszczenia, ale wiem że trzeba rozmawiać, bo to będzie w Tobie gniło i sama wiesz o tym, że im większa gorycz, tym później trudniej dostrzec to co słodkie. Mam nadzieję, że zdobędziesz sie na odwagę, będę trzymała za Ciebie kciuki 🙂 Bo przecież nie może być tak w życiu że sie ciągle cierpi…mam nadzieję przynajmniej…

  134. witajcie juz myslalam ze nowych postów nie bedzie a tu prosze jednak … dziewczyny trzymam za was kciuki i mam nadzieje ze wam sie powiedzie ,musicie byc silne i dobrze ze jest ta stronka mozna chociaz troche wyplakac ten bol,to minie uwierzcie w siebie i dajcie sobie szanse,pozdrawiam.

  135. Właśnie wiem ale dlaczego na sama myśl że mam z nim rozmawiac to az mnie sciska coś w środku!nie potrafie juz mu spojrzec prosto w oczy, boje się tego co moge zobaczyć w jego spojrzeniu.za dużo pzrykrości mi zadał, nie chce rozwodu, kocham go i wiem ze bez nego nie poradze sobie, ale z drugej strony….eh ta głupia miłość…miesza jak tylko moze, nigdy nie jest tak jak chcemy zawsze coś nam knoci,
    kler, moim zdaniem luzie zawsze mieli i beda miec problemy miłosne, i własnie super ze jest taka strona na ktorej mozna poczytać o pzrezyciach innych bo to naprawde troche podnosi na sercu:)

  136. Właśnie siedzę w domu a za oknem Mieczysław Foog i “Ta ostatnia niedziela” trochę smutno się robi :(, bo wiem, że już nie ma…Smutna miłość nie jest głupia, nie rozumiem tego co się dzieje, ale wiem, że to my ludzie knocimy…
    Ale smutna przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś: “za dużo pzrykrości mi zadał, nie chce rozwodu, kocham go i wiem ze bez nego nie poradze sobie, ale z drugej strony….” zawsze jest ta druga strona i jestem przekonana, że jeśliby zdarzyła sie taka sytuacja to dałabyś sobie świetnie radę – myślę, że masz w sobie więcej siły niż myślisz. Zrobisz jak uważasz, ale jeśli ktoś Cię krzywdzi, to myślisz że robi to z miłości??? Sama musisz sobie na to pytanie odpowiedzieć.

  137. sliczne dziewuchy nie ma co płakać za facetami ktorzy nie sa was warci,wiec głowki do gory i dacie rade temu wszystkiemu.Smutna dasz sobie rade bez niego tak jak dałam rade ja kilka mcy temu i jak do dzis daja sobie rade osoby ktore tu pisały swoje posty.nie jest facet Ciebie wart ,kochasz to co było kiedyś a nie kogos kim jest teraz zadał ci tyle przykrosci kim jestes workiem treningowym?pomysl ,wiem ze na wszystko trzeba czasu,ja tez mialam te etapy gdy myslalam ze to juz koniec ze jestem nikim bez niego,ze nie poradze sobie tymczasem okazalo sie ze ze to DZIEKI MNIE ON BYł KIMS ,A TERAZ BEZE MNIE JEST NIKIM.WEZ SIE W GARSC ZNAJDZ SOBIE JAKIES pasje cos co odkladalas bo nie miala na to czasu i pozwol samej SOBIE UWIERZYC ZE JESTES WARTOSCIOWA OSOBA I STAC CIE NA DUZO WIECEJ NIZ JAKIES OCHłAPY MIłOSCI.POZDRAWIAM CIE ,DZIEWCZYNY JESTEM Z WAMI TRZYMAJCIE SIE.

  138. Ja wiem o tym ze nie powinien mnie tak traktować, że nie jestem zadnym workiem treningowym.ale cięzko jest mi zrozumiec to wszystko i podjać jakąś decyzje,to jest miłość mojego życia, wiem ze nikogo juz tak nie pokocham.oddałabym wszystko żeby było tak jak kiedyś.nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumie ze ktos tak mi bliski i ja jemu może tak ranic, ze z dna na dzień staje sie potworem.może ta rozłąka, to że sie wyprowadziłam z domu da mu coś do zrozumienia, zrozumie w końcu że robił źle.Sama nie wiem co juz mam robic i mysleć!zycie jest takie okrutne:(((:////

  139. Ja jestem już prawie miesiąc po rozstaniu :o( Nie jest mi nadal łatwo, a ostatnio jak sie dowiedziałam, że on ma od tygodnia dziewczynę to serce mi pękło 🙁 Znają się od 6 lat, coś kiedyś ich łączyło i teraz są razem 🙁 Boli jak cholera!! Przepłakałam calutki weekend, nie potrafiąc sobie z tym poradzić…Przez 2 tygodnie było w miarę w porządku a teraz?? 🙁 Mam wrażenie, że życie mi się wali…Jak on mógł :(:(:( Dlaczego to ja muszę cierpieć a on sie dobrze bawi i jest szczęśliwy 🙁 Zapisałam się na kurs prawa jazdy, żeby zająć sobie czymś czas, ale mam wrażenie, że nie mam do tego głowy :(:( Pomóżcie!!

  140. Oj życie nie jest łatwe, nie ma co…ja powiem Wam dziewczyny, ze wiele rzeczy nie jestem w stanie zrozumieć. Jak on odszedł nie podając tak naprawdę powodu, po wszystkich żalach jakie mu powiedziałam, pomyślałam sobie ulżyło mi, wypłakałam trochę swego i wtedy przyszły właśnie pytania, dlaczego znów ja, dlaczego, skoro tak pragnę miłości, dlaczego, skoro dostałam coś tak pięknego, dlaczego tak się dzieje, dlaczego, dlaczego, dlaczego…cała seria pytań, przeplatana łzami goryczy, złości, smutku, straty i wszystkiego tego co skumulowało się we mnie. Nie wiem dlaczego musimy cierpieć – ale jedyne co mnie trzyma teraz i zawsze na nogach, to powiedzenie mojej mamy, że nie dostajemy tyle ile nie moglibyśmy unieść. Mówią, ze cierpienie uszlachetnia, a piękno rodzi się bólach, może te utarte stwierdzenia naprawdę coś znaczą. Pomyślcie sobie o ile jesteśmy bogatsze po takich przeżyciach 0 zastanawiamy się nad sensem własnego życia, podejmujemy jakieś nowe działania, wyciągamy wnioski, szukamy…a może właśnie brak szansy na związek z tą osobą, z którą tak usilnie chcemy być, to też jest dla nas jakaś szansa, na coś nowego…I wcale nie mówię tu o kolejnym związku i rzucanie się z jednego w drugie, ale o szansie dla nas samych. Zobacz Sylwio, niby dla zagłuszenia, ale poszłaś na prawo jazdy – zrobiłabyś to gdybyś była z nim, czy jeszcze byś to odkładała? Ja tak sobie myślę, że wiele rzeczy i wiele spraw odłożyłam na drugi plan, w czasie kiedy byliśmy razem. Oczywiście nie żałuję ani jednej chwili z nim spędzonej, ale może zaniedbałam trochę siebie??? Nie wiem, w każdym razie mimo iż rzadko teraz płaczę (aż sama się dziwię, że tak dobrze się trzymam ;))nie mogę powiedzieć, że za nim nie tęsknię 🙁 przypomina mi się jego twarz i razem przeżyte sytuacje, w większości dobre i wtedy zastanawiam się dlaczego właśnie ja???
    Sylwio wiem, ze teraz jest Ci ciężko, ale będzie jeszcze przepięknie, trzeba w to wierzyć, żeby nie zwariować 🙂

  141. Dziękuję Kler, ale wiesz zawsze łatwiej jest innym mówić 😉 ale już samemu sie do tego zabrać, wziąć sie za bary, nie rozpaczać, dostrzec coś dobrego w tym co sie stało, jest o wiele trudniej. Sprawdzanie opisów na gg, potrzeba kontaktu z jego bliskimi, sama nie wiem po co – żenujące, co nie??? I są chwile kiedy nadzieja na poprawę rośnie, i myślę sobie wtedy, jakoś wcześniej przeżyłam, jakoś wyszłam z tego, jestem silna, zajmę się czymś, wszystko minie!!! A są chwile kiedy otępiała, siadam na kanapie i pochlipuję, mając nadzieję na cud, dla siebie, dla niego. Słucham dołującej muzy i nie wiem za co się zabrać. I wtedy sobie myślę, kurcze to tylko jakiś koszmar – obudzę się jutro i wszystko wróci i będzie jak dawniej. Przyjaciele pomagają, znajomi mówią dasz radę, on nie był Ciebie wart, ale co zrobić, kiedy Ty jesteś przekonana, ze on był i jest Ciebie wart nadal. Mówią, ze był tchórzem, skoro tak postąpił, a Ty go tłumaczysz. Przecież każdy ma chwilę słabości. Ja mu już wybaczyłam, ale czemu tak się dzieje??? Wiem jutro też będzie dzień 😉

  142. Aniu, nie myśl że to co robisz jest żenujące, nie dołuj się takimi myślami, teraz musisz myśleć tylko o sobie i o tym że życie płynie dalej i to Ty masz je przeżyć a nie do końca życia wegetować i myśleć o kimś kto odszedł, kto świadomie i z premedytacją zranił Cię. Ja jestem sam od pięciu miesięcy, żyję w piekle które sam sobie stworzyłem… od dnia gdy powiedziała że to już koniec nie dopuszczałem do siebie myśli że to może tak się skończyć, przecież po sześciu latach nie można tak po prostu zmienić zdania… kiedy tylko mogłem rozmawiałem z nią, starałem się zrozumieć dlaczego… kilka tygodni po rozstaniu pomagałem jej ogarnąć się z dołka w jaki wpadła po tym jak nie wyszło jej z kolesiem dla którego mnie zostawiła… nie myślałem wtedy o sobie nie myślałem jak to bardzo zmieni moje życie. Teraz wegetuje, bo nadal o niej myślę bo chyba przyzwyczaiłem się do bólu i zamiast zapomnieć o niej mówiłem sobie, mam mocną psychikę wytrzymam to i będę szczęśliwy tak jak kiedyś… Gdy się ogarnęła z dołka przestała się do mnie odzywać, nie odbiera telefonów, nie odpisuje na sms-y, maile… zapomniała o mnie i zraniła mnie tym dwukrotnie… chwilami nadal w to nie mogę uwierzyć i myślę że może jednak to taki długi zły sen… Wiem tylko że trzeba jakoś żyć dalej…

  143. Oj “Nikt” pewnie masz rację, sami sobie pracujemy na to co teraz mamy. Wszyscy mi powtarzają zapomnij, przestań siebie ranić – ale kurcze, czasem to jest silniejsze ode mnie 🙁 Ja z nim rozmawiałam, myślałam, że rozmowa coś mi wyjaśni, jakąś przyczynę, coś chociaż małego, na maksa absurdalnego, ale coś. Bo tak jak Tobie “Nikt” się wydawało, tak i mi, że po jakimś czasie nie można ot tak zmienić zdania, Bo przecież, jak ktoś kto mówił, że chce spędzić resztę swojego życia w ciągu kilku dni podejmuje decyzje że Ci zostawi – to dopiero jakiś absurd ;). A jednak… U mnie On sam nie potrafił podać powodu…bo tak!!! i może faktycznie nie zrozumiem tego ani ja ani on, ani wszyscy wkoło nas. Ale wiem teraz po kilku swoich próbach jakiejś szansy dla nas, ze on jej nie chciał nam dać i wiem teraz, że każde moje kolejne wyciąganie do niego ręki będzie mnie bolało, więc muszę sie trzymać w sobie i jakoś, właśnie ZAWALCZYĆ O SIEBIE!!! A Ty jak myślisz “Nikt” ;)?
    Trzymajcie sie wszyscy cieplutko

  144. witam was Wszystkich!!!ja byłam ze swoim chłopakiem przez 4 lata,nie mogę narzekac bo naprawde układalo nam sie dobrze(albo tylko mi się tak zdawało)zerwał ze mną 6 dni temu a powód który poda brzmiał -bo tak.Po 4 latach on nie usiad nie porozmawiał tylko po prostu wyszedł,szczerze myślałam ze umre ale moi przyjciele i rodzina pomagają mi cały czas,wychodzę nie siedze w domu żeby nie myśleć i nie obwiniam siebie bo wiem że bardzo się starałam i nie zrobiłam nic złego.Chociaz naprawdę jest mi cięzko nie mogę spac nie mogę jeść,ale to niech on żaluje bo to ja czekałam na niego jak był w wojsku bo pocieszałam przez telefon gdy on sobie nie radził(wiem że moje zdania są dziwne i nie spójne ale nie spałam 3 noc)zawsze bylam przy nim,starałam sie i pomagałam

  145. Witaj Kingo 🙂
    nie powiem Ci, że będzie łatwo, to przeżyć, bo sama wiem, że nie można wymazać tego wszystkiego z serca i z pamięci (chociaż czasem by się chciało) i czasem naprawdę nie jest łatwo. Są dni bezsilności, kiedy wszystko, nawet zwykła poduszka, jedna piosenka, piżama, którą trzymasz w szufladzie, będzie Ci przypominać o tym wszystkim co razem przeżyliście. A będą i takie dni, kiedy obudzisz się i powiesz nie mogę tak żyć, marnuję czas, swoje zdrowie, zatracam się w czymś co już nie wróci (choć w głębi ma się nadzieję). I dalej nie rozumiem tego…

  146. Witaj Aniu:)wiem ze czas leczy rany choc nie jest łatwo wręcz przeciwnie jest strasznie ciężko,narazie przechodze przez najtrudniejszy okres w moim życiu tym bardziej ze widzialam go z inna myślałam ze umre ale staram sie jak moge wyprowadzam sie z mojego miasteczka chce zmienic swoje zycie zeby ulozyc je na nowo wiem ze gdzies tam czeka na mnie prawdziwa miłość i wierze w to…

  147. Witam i pozdrawiam serdecznie wszystkich! ja właśnie wczoraj straciłem sens życia bo moja Ukochana Druga Połówka powiedziała “nie chcę już być z Tobą” Nasz związek trwał prawie rok i zawsze braliśmy to bardzo poważnie, planowaliśmy już nawet ślub i wspólne życie na zawsze. to wszystko stało się tak nagle-z dnia na dzień. bardzo mnie to boli i jest ze mną coraz gorzej. Nie wiem jak dam sobie teraz radę bo jestem człowiekiem który zbyt mocno przywiązuje się do drugiej osoby,zbyt mocno kochający. Czy Ona mnie kochała tak jak mówiła? czy można zrobić coś takiego jeśli naprawdę się kocha? może ktoś mi odpowie?

  148. Witam i pozdrawiam serdecznie wszystkich! ja właśnie wczoraj straciłem sens życia bo moja Ukochana Druga Połówka powiedziała “nie chcę już być z Tobą” Nasz związek trwał prawie rok i zawsze braliśmy to bardzo poważnie, planowaliśmy już nawet ślub i wspólne życie na zawsze. to wszystko stało się tak nagle-z dnia na dzień. bardzo mnie to boli i jest ze mną coraz gorzej. Nie wiem jak dam sobie teraz radę bo jestem człowiekiem który zbyt mocno przywiązuje się do drugiej osoby,zbyt mocno kochający. Czy Ona mnie kochała tak jak mówiła? czy można zrobić coś takiego jeśli naprawdę się kocha? może ktoś mi odpowie? pomóżcie mi proszę

  149. Kingo w tej sytuacji jest Ci na pewno trudno, ale to przejdzie, tyle że musisz pamiętać o sobie i dać sobie czas. Dbać o siebie i odnosić z szacunkiem i miłością. Rób to na co masz teraz ochotę i nie walcz z “trudnymi” emocjami, one są w Tobie 🙂 Jeśli masz ochotę popłakać pod prysznicem to płacz, jeśli masz ochotę pokrzyczeć to krzycz, tylko nie przywiązuj się do rozpaczy. Tak jak piszesz teraz boli, czasem nawet bardzo i wydaje Ci się, że już tego nie zniesiesz, ale zobaczysz masz w sobie siłę i piękno, które tylko musisz dostrzec – czas czas pomoże 🙂 Nie walcz Kinguś ze sobą – a wierzę, że dasz radę!!! Potraktuj to jako szansę na coś lepszego i wyciągnij wnioski, zobaczysz przyjdzie czas, że będzie lepiej 🙂 Dużo siły Ci życzę 🙂

    Witaj Gregor 🙂
    powiem Ci, ostatnio usłyszałam od pewnej osoby, że jeśli ktoś powiedział co jednego dnia, a drugiego coś przeciwnego, to wcale nie oznacza, ze kłamał. Ja też wielu rzeczy i stanów nie rozumiem, bo jeszcze kilka tygodni temu byłam w podobnej sytuacji i zastanawiałam się jak tak można mówić coś jednego dnia a innego to odwoływać. Jak można raptem przestać kochać – wydawało mi się to absurdalne. Nie myśl że tak szybko mi przeszło i doznałam olśnienia 😉 ale wiem, że to co mnie spotkało to było kolejne doświadczenie, które coś mi dało. Bolało strasznie, czasem jeszcze boli, ale życie idzie dalej, nie zatrzymuje się wraz z naszą rozpaczą i tak jak Nikt napisał, że od nas zależy czy będziemy i jak długo żyć w takim stanie. Potrzeba czasu, ale też szanujmy swój czas 🙂
    Ja wierzę, że czeka mnie i Was jeszcze coś pięknego 🙂

  150. Dziękuję Aniu za odpowiedź. Trudno jest się pozbierać po takim rozstaniu jednak trzeba jakoś żyć i iść przed siebie. wiem że będzie mi z tym bardzo trudno tym bardziej że moja była dziewczyna pisała do mnie że mnie kocha i nie może żyć gdy nie jest ze mną ale czy tak jest to już nie wiem po tym co mi zrobiła. niektórzy ludzie doceniają to co mieli gdy to stracą ale jak ja mam w tym wszystkim się odnaleźć? wiem że Kocham Moją byłą dziewczynę i bardzo mi jej brakuje ale czy jest sens znowu próbować?

  151. Gregor, nie ma niestety na to reguły. Jedni mówią, że nie wchodzi sie dwa razy do tej samej wody, a inni znów zaryzykowali i są szczęśliwi. Wszystko zależy od Ciebie, czy potrafisz na nowo zaufać, sam sobie musisz odpowiedzieć na to. I pamiętaj że to już nie będzie to samo, na nowo będziecie musieli budować związek. Z pewnością musisz to sobie przemyśleć 🙂 Daj sobie tak czy inaczej troszkę czasu, bo teraz masz w sobie pewnie jeszcze żal, a on nie jest raczej zbyt dobrym doradcą.
    Będzie dobrze zobaczysz 🙂 Wielu z nas przez to przechodzi, ale trzeba iść dalej mimo, że czasem jest bardzo ciężko.

  152. naprawdę jest mi bardzo ciężko Aniu. tak nagle zostałem sam. to coś okropnego. dziękuję że napisałaś-dziękuję że jesteś. chciałbym wyrzucić to wszystko z siebie,wygadać się komuś ale nie wiem czy już potrafię, nie wiem z kim mógłbym o tym porozmawiać. potrzebuję na pewno czasu bo teraz rzeczywiście jest we mnie zbyt wiele żalu.pozdrawiam Cię serdecznie.

  153. Wiem, że w takich sytuacjach trudno jest coś powiedzieć, żeby załagodzić ból, a powiedzenie komuś, że będzie dobrze czasem na nic się zdaje…wiem o tym bo sama przez przechodziłam. Pamiętam jak słowa moich przyjaciół, że “będzie dobrze” wcale do mnie nie trafiały.
    Gregor, nie wiem czy to coś pomoże ale jeśli masz ochotę możesz do mnie napisać na maila… może jak sie wypiszesz – czasem łatwiej jest coś napisać, niż powiedzieć. Jeśli masz ochotę mój mail [email protected], na pewno odpiszę i “wysłucham”, choć nie obiecuje, że pomogę. Pozdrawiam Cię ciepło

  154. Dziękuję Ci bardzo. na pewno napiszę Aniu ale już nie dzisiaj bo jadę zaraz do pracy. miłego dnia:-)

  155. gregor, naprawde bardzo dobrze jest sie WYPISAC komus. Sam to przerabialem i mi pomoglo. Nawet pisalem dziennik ze swoimi uczuciami. Duzo pomagalo bo zabijalo czas. Juz teraz to usunalem bo nie widze w tym zadnego sensu ale wczesniej, gdy moj stan uczuciowy byl niczym to bylo to naprawde dobre lekarstwo.
    Nie jestes sam, mnostwo ludzi to przezywa, przezywalo. Przejdzie ci ale tylko jesli chcesz zeby ci przeszlo. A zeby przeszlo trzeba chciec i nie rozpamietywac. Zyj narazie dniem, bo wiem ze nic cie nie bedzie cieszyc co ma sie wydarzyc w przyszlosci, ale wkrotce zobaczysz ze zycie zbyt piekne jest zeby je marnowac na rozpacz.
    Pozdrawiam i musze stwierdzic ze my faceci to twardzi jestesmy ale jak przyjdzie do spraw sercowych to wymiekamy gorzej niz kobiety. Z tym chyba wyjatkiem, ze szybciej zapominamy i tu mamy przewage.

  156. witajcie.marenio zgodze sie z toba wy napewno szybciej zapominacie ale niektore kobiety tez potrafia sie szybko pocieszyc i pozbierac.mi osobiscie takze bardzo pomoglo ze wygadalam sie obcej osobie komus kto byl obiektywny i nie znal mnie tylko syt w ktorej sie znalazlam nie łamcie sie podniescie głowy do gory szkoda czasu na zal smutek i łzy po kims kto nie byl wart ,gregor trzymam za ciebie kciuki i wierze ze ci sie uda wyjsc na prosta i zaczac cieszyc sie na nowo urokami zycia.wszystko przemija …zal takze.pozdrawiam wszystkich serdecznie.

  157. To fakt Kler, nie ważne czy to kobieta czy mężczyzna. Ważne jest chyba to czy chcesz zapomnieć.
    Ale myślę sobie, że tutaj chyba nie o to chodzi – chodzi o ten ból, żeby nie bolało. Taki jest pierwszy odruch – zapomnieć, jakby się chciało, żeby tak można było wstać i nie pamiętać, ale co jeśli to co było było dobre i piękne?
    Tu właśnie chodzi o to, żeby nie bolało, nie bolało jak sobie przypomnisz, jak pomyślisz, żeby nie było żalu, żeby nie było łez i smutku.
    To też zależy od psychiki, czy potrafisz sam się odnaleźć w sytuacji, przemyśleć to i wynieść wnioski, czy rzucasz się w pierwszy lepszy wir. Każdemu co innego pomaga, więc też nie ma co oceniać. Każdy radzi sobie jak umie…

  158. cześć Wszystkim :o) Dość długo mnie tutaj nie było…aż się zdziwiłam taką ilością postów…To przykre, że stale nas przybywa :o( Od mojego rozstania minął ponad miesiąc i choć wiem, że “ON” ma już inną, to staram się o tym nie myśleć…Powiem Wam, że wzięłam sobie dwa tygodnie urlopu i wyjechałam ze znajomymi na krótki wypoczynek…Najpierw Zakopane, potem Żywiec…I nie macie pojęcia jak wypoczęłam :o) Nie myślałam o problemach związanych z rozpadem mojego związku…Chyba bardzo mi to pomogło…Aż sama się zdziwiłam ile się uśmiecham :o) Główki do góry…ja też wciąż zmagam się z żalem, który pozostał w moim serduchu, ale wiem, że to już nie wróci i czas najwyższy zamknąć ten etap mojego życia…Jestem z Wami i też dziękuję Wam za to, że mimo wszystko jesteście :*)

  159. Witaj Sylwio, to przykre niestety 🙁 i dużo jest takich ludzi, tego się nie widzi tak naprawdę na ulicach, bo w oczy rzucają się ludzie zakochani…kurcze no trzeba iść dalej!!!

  160. Witajcie,moja byla dziewczyna kolejny raz zerwala nasz 5cio letni zwiazek z przerwami 2,5 miesiaca temu-zaczolem cierpiec bo bylo tez jej dziecko z ktorym nas drastycznie rozerwala,a bardzo je tez kochalem.Zaczolem sie z tym wszystkim oswajac bo nie pierwszy raz tak zrobila,a tu dowiaduje sie tydzien temu ze ona za tydzien bierze slub koscielny,w mojej parafii z kims kogo troche znam,a oni sie poznali 2 miesiace temu.Wiem ze byla nieobliczalna,w jeden dzien wyznawala mi milosc i ze chce byc ze mna do konca zycia a na drugi zrywala i mowila ze mnie nie kocha i ze to niema sensu.W zyciu wiele przeszedlem.ale ten slub to szok,jakis koszmar.Wlasciwie zycze jej dobrze choc rany bola ale to dla mnie nie do pojecia z tym slubem.A moze uwolni mnie to w koncu…

  161. Hej Kingo, hej Sylwio jak się czujecie dziewczyny? Jak sobie radzicie? Już troszkę lepiej jest? 🙂 Mam nadzieję…
    Pozdrawiam wszytskich

  162. Aniu dziękuje Ci za miłe słowa które dodaja mi otuchy planowalam wyjechac i wyjechalam pomalutku zaczynam dostrzegac plusy rozpadu zwiazku ucze sie zyc na nowo wpadlam w wir pracy i nie mysle juz o zlych rzeczach staram sie ulozyc sobie zycie na nowo uwierzylam w siebie i pomoglo naprawde pomoglo zycze wam wszystkim abyscie sie nie zalamywali chociaz wiem ze trudo wam bedzie uwierzyc ze bedzie lepiej ale bedzie zobaczycie glowa do gory wyjedzcie odpocznijcie pochowajcie wszystkie pamiatki zdjecie …kazda taka historia ma swoje dobre strony a nawet wiecej tych dobrych bo po co byc w zwiazku toksycznym i zyc w obojetnosci wierze ze na kazdego z nas czeka ta wielak prawdziwa szczesliwa milosc bez bolu i porazek zycze wszystkim wszyskiego dobrego tzymajcie sie cieplutko i pamietajcie jutro wstanie sloneczko nowy i lepszy dzien

  163. Aniu dziękuje Ci za miłe słowa które dodaja mi otuchy planowalam wyjechac i wyjechalam pomalutku zaczynam dostrzegac plusy rozpadu zwiazku ucze sie zyc na nowo wpadlam w wir pracy i nie mysle juz o zlych rzeczach staram sie ulozyc sobie zycie na nowo uwierzylam w siebie i pomoglo naprawde pomoglo zycze wam wszystkim abyscie sie nie zalamywali chociaz wiem ze trudo wam bedzie uwierzyc ze bedzie lepiej ale bedzie zobaczycie glowa do gory wyjedzcie odpocznijcie pochowajcie wszystkie pamiatki zdjecie …kazda taka historia ma swoje dobre strony a nawet wiecej tych dobrych bo po co byc w zwiazku toksycznym i zyc w obojetnosci wierze ze na kazdego z nas czeka ta wielak prawdziwa szczesliwa milosc bez bolu i porazek zycze wszystkim wszyskiego dobrego tzymajcie sie cieplutko i pamietajcie jutro wstanie sloneczko nowy i lepszy dzien:)))))))))

  164. chciałbym się odnieść do posta (postu) Buszującej w smutku umieszczonym pod bliźniaczym artukułem na tym serwisie “Jak poradzić sobie z rozstaniem? (1)”(napisałem ten sam komentarz tam, ale nie wiem ktory temat jest bardziej oblegany, a chciałbym, aby moje spostrzerzenia dotarły do większej liczby odób). Chciałbym zdobyc się na polemikę z kilkoma tutaj komentarzami.
    Jasny „pierun” mnie strzela gdy czytam jak facet odnosi się do swojej kobiety, a ona nadal z nim jest. Często słyszę teksty w stylu „gdzie się wybierasz?, aaa jadę do „dupy”, jadę do „laski”. Facet zachowuje się jak zwykły …uj, a dziewczyna patrzy w niego jak w obraz. Mój brat ma dziewczynę, a na boku kręci z innymi na różnych czatach, ale parka jest szczęśliwa. Panowie okłamują swoje kobiety, nie są szczerzy, ich ulubioną reklamą jest Mobilking, ale ich dziewczyny za nimi latają.
    Moja zerwała ze mną niedawno, a potrafiłem zrobić dla niej prawie wszystko. Jechać do niej 30km na każde zawołanie, w kwiaciarni to niedługo bym chyba dostał kartę VIP, a od jej fochów to niekiedy chciało mi się potem ryczeć w domu. W trakcie wakacji dwa razy zmieniałem pracę bo „ty pracujesz, a ja się nudzę w domu” i „mógłbyś pracować bliżej, żebym mogła niekiedy do ciebie wpadać” i „moglibyśmy częściej się widywać” (jednym z powodów zerwania potem było to, że za często się widywaliśmy i chciałaby odpocząć).
    Po kłótni w 90% jak nie częściej to ja przepraszałem, co potrafiła podsumować „widzisz, nie umiesz się wykłócić to się nie kłóć”, „ja się umiem kłócić więc i tak przegrasz”. Wiadomo ja też miałem swoje za uszami, częściej robiłem awantury o różne gówna, kilka razy mówiłem, że to koniec, ale po minucie przychodził rozum do głowy i leciałem ją gonić. Nie domyślałem się, że za coś wypada przeprosić (np. że do sosu dodałem trochę cebuli, a one nie lubi -„no jak mogłeś się nie domyślić!”) . Pewne jest to, ze nigdy jej nie okłamałem.
    Hm, może wy dziewczyny tak macie, że potrzebujecie takiego …uja, bo w przeciwnym wypadku przyzwyczajacie się do „luksusu” psychicznego i wygody. Wtedy powodem do obrażenia się jest nie to, że mężczyzna nie kupił wam kwiatów, tylko, że kupił czerwone, a wy nie lubicie czerwonych („no jak mogłeś się nie domyślić!”). Nie to, że nie przyjechał, tylko, że przyjechał później bo mu pociąg uciekł (a uciekł dlatego, że kupował akurat kwiaty i była kolejka, ale myślał, że się wyrobi). Że robiąc dla niej niespodziankę w drugim pokoju powiedział „poczekaj chwilę coś dla ciebie zrobię”, siedział 30 minut, a jej się nudziło samej.
    Potrzebujecie chyba, żeby facet mówił „dziś jednak nie przyjdę, bo przyszedł kumpel i idziemy na piwo”, „nie mogę teraz rozmawiać, bo piszę ze znajomą na gg”, „dziś się nie zobaczymy, bo mam kaca po wczorajszej imprezie”. Wtedy może boicie się, że wasz mężczyzna ucieknie w siną dal i staracie się …starać (karkołomne wyrażenie, ale jakoś mi pasuje), i dawać dużo od siebie, a nie kiedy zachodzi sytuacja:
    – o której u mnie będziesz?
    – no tak o 14
    – aha, to bądź o 12,
    – ale nie wyrobię się
    – a ja sama mam siedzieć !? to się pośpiesz
    – no dobra OK.
    a kiedy wysiadacie u niej w mieście na dworcu dostajecie smsa „nie przyjdę po Ciebie bo jeszcze się nie ubrałam”. (nie muszę chyba nadmieniać jak było w moim przypadku).
    Może w niektórych porównaniach zbytnio hiperbolizowałem, ale było to użyte dla lepszego zobrazowania sytuacji. Może przepełnia mnie gorycz po odrzuceniu jestem zawiedziony i sfrustrowany, ale jakoś tak mam takie przemyślenia. Jeśli kogoś obraziłem to przepraszam najmocniej.

  165. Kino, cieszę sie bardzo, że lepiej sie czujesz 🙂 oby tak dalej! Wiadomo, że z każdym dniem jest lepiej 🙂
    mikhail, jesteś zły i rozgoryczony i masz też do tego prawo, ale wiedz, że nie wszystkie dziewczyny chcą mieć kogoś takiego i nie ma reguły.
    Jakoś tak to życie jest skomplikowane.

  166. Czesc wszystkim. pisze po raz pierwszy, ale sledzilam dawniej takie strony gdy mialam problemy z zerwaniem. Nie pisalam, bo nie mialam wtedy nawet na to sily. A teraz po kolejnym nieudanym zwiazku, moze jestem troszeczke silniejsza.

    Zycie jest szokujace. Wczoraj rozstalam sie na dobre, z mezczyzna, z ktorym planowalismy dzieci i wspolne zycie. powod zdrady, nawet nie jedna.
    bylismy ze soba ok 1,5 roku. W przeszlosci zerwalam na ok miesiac, po odkryciu jego romansowaniu, umawianiu sie na sex czatach. Bylam zalamana, ale on tak sie staral, wciskal mi pare kitow i uwierzylam, ze to nic. plakal, robil wszystko, przedstawienia.
    I wrocilismy bo kochalam go przeogromnie, ale
    zawsze mialam przeczucie ze on mnie oklamuje, ze cos ukrywa, mowilam mu o tym a on robil wszystko zebym poczula sie lepiej. i moje watpliwosci sie rozlatuja.

    a teraz szok, dowiedzialam sie 2 dni temu, ze moj< misiaczek <jakiego go znalam, jest biseksualista tzn zdradza mnie z innymi mezczyznami, kiedy pokazalam mu dowody z internetu, nie mogl juz klamac i sie przyznal, zaczal mowic i zachowywac sie jak potwor, prawdopodobnie nim jest.

    i jak ogarnac cos takiego. ja poprostu umieram

  167. Współczuję Ci bardzo Martyno. Spotkało Cię naprawdę coś okropnego. Czasem wydaje nam się że znamy bardzo dobrze naszą drugą połówkę a w rzeczywistości jest inaczej. Warto może nieraz bardziej zaufać sobie i swoim przeczuciom-wiem coś o tym bo też byłem okłamywany. Coś takiego bardzo boli ale zobaczysz że to przejdzie,musisz spojrzeć na to z innej strony i dostrzec plusy tego rozstania. Ja już sobie zacząłem radzić chociaż na początku było bardzo ciężko ale pomagała mi w tym bardzo miła i sympatyczna Ania,która otworzyła mi oczy-jestem jej za to wdzięczny. POZDRAWIAM WSZYSTKICH!!!

  168. witajcie ponownie mialam nadzieje tu zajrzec i czytac same pozytywy ze pomału sie pozbieraliscie ze wracacie do swiata zywych ale ten post od martyny mnie po prostu zatkal i zszokowal zastanawiam sie skad w ludziach tyle chamstwa tyle obłudy i nienawisci do osoby ktora dopiero co kochali?i co w takiej sytuacji martynie doradzic ?ze to minie ze czas goi rany ?pozostaje mi tylko trzymac kciuki i wierzyc ze skoro my mamy jakies uczucia to ten swiat nie jest taki okrutny,ze skoro garstka takich ludzi jak my potrafi wciaz wierzyc i chodzic zpodniesiona głowa to mamy szanse wierzyc ze gdzies tam sa dobrzy ludzie tylko my trafialismy nie pod te adresy .pozdrawiam was wszystkich ciepło i martyna szczegolnie za ciebie trzymam kciuki trzymaj sie dzielnie i nie daj sie złamac złym wspomnieniom,zyj tak jakby kazdy dzien mial byc ostatnim i uwierz ze to wszystko minie wszystko sie wypali ale na wszystko lekarstwem jest CZAS.pozdrawiam.

  169. Bylam z chlopakiem dwa i pol roku rodziny juz sie znaja wszystko ok czesto sie klocilismy ale to tylko umacniolo nasz zwiazej zrywalismy juz 3 razy dwa razy przeze mnie i to byla dla mnie nauczka bo go zdradzila ale wiem ze nigdy juz tego nie zrobi wiem nauczylam sie potem bylo naprawde super swietby zwiazej dogadywalismy sie bez problemu potem cos mu odwalilo izerwal ale zalowal tego juz tego samego dnia, po dwoch tygodniach wrocilam do niego bo mnie prosil tak jak ja kiedys jego,bardzo go kocham tydzien temu strasznie cie poklocilismy padly straszne slowa,kazde poszlo w swoja strane (jak nigdy) chcialam sie spotkac wytlumaczyc nie chcail pislaismy na gadu mowil ze wrocimy di siebie tylko jeszcez nie teraz zebym mila nadzieje wczoraj bylam na dyskotece i in tez tam byl calowalismy sie przytulalismy bylo swietnie jak kiedys naprawde maysllam ze wszysrko sie ulozy ze bedzie lepiej i wrocilismy razem chcial zebym spala u niego ale nie zgodzilam sie,dzis rano zadzwonilam powiedzial zebym dala mu spac a na pytanie czy wrocilismy do siebie powiedzial ze nie teraz nie odbiera, nieweim co robic chce z nim byc naprawde nie wyobrazam sobie zycia bez niego wiem ze on tez mnie kocha tylko niewiem dlaczego niechce wrocic skoro tez cierpi mam moje zdjecie na tapecie telefonu caly czas, dlaczego mimo to nie chce powrotu dlaczego nie teraz ja za 4 tygodnie wyjezdzam na 5 tyg to sporo a jak sie nie pogodzimy to mozemy juz nie odbudowac naszego zwiazku co mam zrobic starac sie?? caly tydzien dzwonie pisze a on nic…teraz wiem ze nie powinnm aise odzywac tylko czekac ale naprawde go kocham

  170. Witaj Evo… co ja Ci moge powiedzieć, zycie po prostu jest trudne:( sama nie wiem co mam robić… ja miałam gorzej, bo już mieszkałam z chłopakiem, choc mam dopiero 19 lat… postawiłam całe życie na jedną (cholerną) kartę… odwróciło się wszytko:( długo by tu pisać ale wiem, że ja ze swoim chłopakiem potrzebujemy czasu… i powiem Ci mieszkam teraz u znajomych czuje się jak jakiś głupek… wczoraj, trafiła się niemiła sytuacja… nie wiem czy wrócimy do siebie, też go Kocham oboje uczylismy się od siebie…:) ufff… mam dużo tu do powiedzenia… ale jak macie byc ze sobą to bedziecie…:) zycze Ci tego… rozum mówi jedno, a serce drugie… mi lepiej się zrobiło, jak zobaczyłam, ze nie ja jedna zostałam skrzywdzona:( czekam na odp;)

  171. Minęlo juz troche czasy zaczynamy ze soba rozmawiac ale oboje zastrzeglismy ze sa to tylko rozmowy i zanim do siebie wrocimy i bedzie tak jka dawniej musi minac troche czasu i uplynac duzo rozmow a nawet ciszy ale obysmy milczeli razem.Ja lepiej sie czuje ale tylko dlatego ze sie w koncu odzywamy do siebie tak naprawde nieweim co by sie stalo ze mna gdyby nie te rozmowy:( Tobie życze szczęścia i duzo miłości i obys wrocila do chlopaka:) Wszystkim nam nalezy sie miłość szczera i prawdziwa i obyśmy taka spotkali a jak już spotkalismy ja to zeby zostala przy nas juz na zawsze Pozdrawiam Cie goraco Ewelino:)

  172. Poradziłem sobie! staram się już żyć normalnie, wiem też że dziewczyna z którą byłem nie nadawała się do normalnego związku i cieszę się że wyszło to teraz a nie za kilka lat bo mogło być tylko gorzej. Teraz wreszcie jestem sobą, pomogli mi bardzo moi przyjaciele, którzy są jak ciche Anioły-podnoszą nas gdy nasze skrzydła zapomniały jak się lata. Przyjaźń jest drzewem pod którym możemy się schronić.
    Życzę wszystkim powodzenia i dużo uśmiechu na twarzy:-) pozdrawiam

  173. hej! ja jestem z łukaszem już cztery lata jest on moją prawdziwą milością, ale mówie to przez łzy bo mam przeczucie że to się w krotce może skończyć. wiem że jestem dla niego wszystkim chcemy byc razem mieć dzieci on chce żebym z nim zamieszkała żebysmy jużnigdy się nie rozstawali ale ja czuje coś takiego złego. od niedawna zaczęły się pewne problemy – kto ich nie ma wydaje mi się że to one powooduje nagle zmiany nastrojów w mojej duszy jak i w jego. najgorsze jest to że w czasie tych “gorszych” chwil potrafimy do siebie mówić tak złe rzeczy, że później się za nie między sobą wstydzimy. nie mam z kim porozmawiać nie mam przyjaciół nie mam nikogo poza nim a on nie ma nikogo poza mną. jak można sie tak bardzo kochać na wzajem ale czuć problem rozstania?? nie rozumiem boli to okropnie coraz częściej płacze po kątach tak żeby nikt się nie zorientował ale kocham go i wiem ze on mnie też kocha. wiem że jesteśmy tymi dwiema połówkami jabłka ale co zrobić by tego nie zmarnować?

  174. wczoraj zostawil mnie chlopak ktory nauczyl mnie kochac… pokazal mi iskierke nadzieji ktora tak dawno zgasla… wraz ze swoim odejsciem zabral czesc mnie… moje serce…

  175. wczoraj zostawil mnie chlopak ktory nauczyl mnie kochac… pokazal mi iskierke nadzieji ktora tak dawno zgasla… wraz ze swoim odejsciem zabral czesc mnie… moje serce…
    a ja go tam zamknelam i glupia wyrzucilam klucz..

  176. “czas goi rany” – pusty frazes? po miesiącu zacząłem przyzwyczajac się do Jej nieobecności, zacząłem żyć normalnie i powoli układać sobie życie…do wczoraj. Spotkałem ją w mieście, ale starałem się uniknąć spotkania. Napisała mi smsa, że nie muszę uciekać, ale miło byłoby porozmawiać. Pogadaliśmy…komu było miło temu było miło. Powiedziała, że cieszy się, że porozmawialiśmy, a ja czuje się jakby zerwała wczoraj…

  177. Mikhail, czas goi rany jeśli tego chcemy, problem polega na tym że za zwyczaj podświadomie nie chcemy wyrzucić tej drugiej osoby z naszego serca ani z głowy, ja tak miałem/mam, po siedmiu miesiącach od rozstania nadal o niej myślę, osobie która decyduje sie na zniszczenie związku jest łatwiej jak by na to nie patrzeć. To że jest Ci ciężko po spotkaniu z Twoja byłą jest w pewnym sensie normalne, do pewnego momentu gdy nie wyleczysz sie z tamtego związku to jest rozdrapywanie ran a to bardzo boli… Pozdrawiam

  178. A ja po 4 miesiącach niebytności w miejscu gdzie On mieszka, wracam na jakiś czas…czuje lekki strach – byłam z dala, wiedziałam, ze go nie spotkam, a teraz wspólni znajomi, przypadkowe spotkanie na ulicy…boję się że to się rozgrzebie, że szuflada, którą zamknęłam znów się otworzy…uffffff Tak jak mówisz Nikt podświadomie nie wyrzucamy ich z głów, a ja bym chciał, żeby spokojnie zostały wspomnienia, ale bez dodatkowego ciężaru emocjonalnego związanego z rozstaniem…

  179. witam!
    Mam nadzieje ze ktos mi tu pomoze i pomoze zrozumiec niektore zeczy.Bylam z moim chlopakiem prawie 3 lata bardzo go kocham kochalam i chyba juz bardzo dlugo bede go kochac na poczatku bylo super byl pierwszym chlopakiem ktorego tak bardzo pokochalam byl mily czuly opiekunczy mial 18 lat z reszta tak jak i ja a wydawal mi sie taki madry dorosly i wiedzial czego chcial nawet nie wiem kiedy sie w nim zakochalam…ale juz po kilku miesiacach kiedy sie przeprowadzil z miasta na wies (jego rodzice wybudowali sobie tam dom)poznal nowe towarzystwo i wiedzial ze nie o wszystkim sie dowiem,i zaczal mnie oklamywac ze nie moze do mnie przyjechac bo sie musi uczyc a co najgorsze zaczal sie spoktykac z moja kolezanka …pewnego dnia dostalam smsa ja mam na imie kaska a ona miala aska a sms brzmial nastepujaco “kocham cie Asiu i wiem co pisze”jak to przeczytalam to sie zalamalam wiedzialam ze sie nie pomylil…zerwalam z nim cierpialam okrotnie.Po ok tyg przyszedl do mnie i zaczal mnie przepraszac wybaczylam mu glupia…pozniej bylo fajnie znowu ale za to moj chlopak znowu pozniej wolal kolegow a do mnie nawet nie raczyl napisac przez ok 2 tyg nie dawal znaku zycia jak picie mu sie znudzilo dal znac i znowu zaczal mnie przepraszac i ja znowu wrocilam…ostatnio 4 miesiace temu moj chlopak zaczal mnie oklamywac non stop itd oprocz tego caly czas klotnie traktowal mnie jak najgorsza … bardzo z tego powodu cierpialam i sie rozstalismy pierwszy dZien po rozstaniu on poszedl na balety i mnie zdradzil nie moglo do mnie dojsc jak osoba ktora twierdzi ze kocha ze zrobila by wszystko moze w pierwszy dzien po rostatniu isc ja zdradzic…zalamalam sie strasznie ale mimo wszytsko po miesiacu czasu wrocilam mialam nadzieje ze tym razem juz naprawde sie zmieni ale teraz to juz wogole bylo strasznie zaczal mnie wyzywac od roznych chociaz wczesniej tego nie robil obrazal sie wychodzil jednym slowem traktowal mnie jak zabawke widzial ze jego zachowanie mnie strasznie boli a on mi robil wszystko na zlosc…stwerdzilam ze nie chcem takiego zycia ze ja sie staram a mojemu chlpakowi jest to obojetne czy jestem czy nie .Dzisiaj ma urodziny wczoraj przelecialam cale miasto wzdluz i wszez zeby znalesc dla niego jakis prezet mialam mu zrobic niespodzianke z jego rodzinka i wogole ale wieczorem sie poklucilismy tak ze dalam mu ten prezet i powiedzialam kilka niemilych slow.Pozniej znowu zaczelismy gadac ja go przeprosilam bo w sumie klotnia byla przeze mnie on powiedzial ze nic sie nie stalo..i powiedzialam ze nie przyjade do niego na urodziny bo on tego nie chce a on mi tylko odpwoedzial szkoda tez mnie to zabolalo przez reszte rozmowy zaczal zlewac na mnei strasznie powiedzial ze wszystkie klotnie sa przeze mnie itd wiem ze to wszytsko to co tu napisalam to jest jeden wielki balagan i ze raczej nikt tego nie przeczyta.Ale boli mnie to strasznie ze za wszystko co moj chlopak robi zle ja go przepraszam i to ja za nim latam a on ma mnie gdzies.No i wczoraj sie rozstalismy pomozcie mi napiszcie mi czy ja powinnam dalej sie tak blaznic plakac przepraszac i wogole czy miec swoj honor i nie dac sie tak traktowac…wszyscy mi mowia ze on juz nigdy sie nie zmieni i ze jestem glupia bo latam za nim…Ale co ja moge to jest poprostu glupia slepa milosc:(blagam was pomozcie mi !najgorsze jest to ze to kiedys on latal za mna i robil dla mnie wszystko a teraz??czuje sie jak pies…najgorsze jest to ze w wieku 18 lat byl madrzejszy niz teraz kiedy ma 21:(:(

  180. mam dosc staram sie zachowac twarz i udawac ze nic sie nie dzieje ale w srodku az kipi!!!teraz moj byly pisal mi zebym zadzwonila zadzwonilam a on powiedzial ze ma dzisiaj urodziny i sie nie chce klucic…a jak mu powiedzialam ze nie chcial przeciez zebym z nim byla w ten dzien to zaczal gadfac ze wszytsko to moja wina i wogole…ja rozumiem ze on ma urodziny sama bardzo chciala bym z nim byc w tym dniu ale on nie moze miec mnie gdzies i obwiniac mnie za wszystko (z reszta tak jak zawsze)tylko dlatego ze sa jego urodziny…blagam was pomozcie mi napiszcie jak sie powinnam zachowywac iwogole…

  181. Mam 19 lat zaledwie. Ale ze swoim mężczyzną byłam już 3,5 roku, znaliśmy się dużo dłużej. Dziś mija 5 dni… Koszmarne 5 dni. Nie umiem w to uwierzyć. Kocham Go całym sercem. Nie wiem jak Go odzyskać. Najgorsze jest to, że nadal utrzymujemy kontakt, widujemy się. Bo tak naprawdę mieliśmy tzw. rozstanie z klasą. Bez zbędnego krzywdzenia. A ja tak tęsknię… Mieszkaliśmy już razem, pracowaliśmy. Oddałam mu całe ciało i duszę. Nie umiem żyć bez Niego. Jest moim Księciem z bajki, Aniołem. Motywacją do działania. Nie wiem jak Go odzyskać, jak rozkochać. Liczę każdą minutę do spotkania z Nim, zapisuję każdego, nawet jednozdaniowego smsa. Mamy wspólnego kotka, który teraz mieszka ze mną. Wciąż mi Go przypomina. Jak spał u Niego na kolanach, jak On się cieszył kiedy zobaczył tą kruszynkę. Nie umiem bez Niego. Wszytsko jest Nim.

  182. Kate, przeczytałem to co napisałaś, nie powiem Ci co masz zrobić a czego nie, nie mogę! Powiem Ci za to że ludzie sie zmieniają, czasem nie do poznania… Musisz zastanowić się jakiego “chłopaka” kochasz, tego którego poznałaś gdy miał 18 lat czy tego jakim stał się teraz. Zastanów sie co Was łączy a co dzieli…

  183. Nikt kochalam chlopaka tego ktory mial 18 a teraz to juz sama nie wiem czy to przywiazanie czy co…dala bym duzo zeby z nim byc ale nie tak jak sie teraz zachowuje…:(

  184. stwierdzilam ze wole zostac sama niz z nim byc tylko jak sie na to nastawic??tak naprawde to my sie juz oboje ze soba nudzimy i meczymy;(coz zycie zawsze sie cos konczy i zawsze zaczyna…

  185. kate pomysl sobie w ten sposob teraz przecierpisz te pare miesiecy sama w swiom swiecie ale potem bedzie lepiej a jak bys z nim byla moglo by byc jeszcze gorzej…jezeli chcesz ratowac tezn zwiazek musicie tego oboje chciec i ty i on, pamietaj zwiazek tworza diwe osoby a nie tylko ty!!! jestes wartosciowa osoba ktora napewno bedzie szczesliwa ale zastanow sie czy z nim??

  186. @ kate
    for fuck’s sake! pisałem już jakiś czas temu, czy niektóre dziewczyny nie potrzebują takiego drania, który olewa swoją “połowę”, trajktuje jak szmatę, a ona i tak będzie za nim latać. Człowiek sie stara byc dla “Niej” jak najlepszy, byc na każde zawołanie, spełnieć każdą zachciankę, a “Ona” go zaostawia. Pytam się dlaczego? “bo, bo …sama nie wiem”. Gdzie tu logika?

  187. Mikhail, nie zadawaj pytań na które nie ma logicznej odpowiedzi, tyle co mogę powiedzieć z tego co mnie spotkało, to niektóre kobiety potrzebują wyzwań, kilka miesięcy po rozstaniu moja była powiedziała mi ze potrzebuje w życiu wyzwań a ja dawałem jej wszystko bez konieczności walki o to… do dzisiejszego dnia nie wiem jak mam to rozumieć, nie potrafię inaczej żyć, jeśli zależy mi na kimś to chce dla tej osoby jak najlepiej, chce żeby była szczęśliwa i nie widzę potrzeby żeby o coś “walczyła”… kiedyś słyszałem wypowiedz mojej znajomej że najlepszy facet to taki którego trzeba “zdobyć” i tu znowu wyzwanie, to chyba taka kobieca choroba tych czasów…

  188. To samo tyczy się mężczyzn dzisiejszych czasów, wiec nie można uogólniać. Wielu mężczyzn albo nie potrafi się odnaleźć w dzisiejszych czasach albo czerpią przyjemność w gonieniu przysłowiowego króliczka – ale jak już króliczek zrobi dla niego dużo lub chce ryzykować – bo jest prostolinijny z natury albo zaangażowany, to taka opcja jest już mało ciekawa…wiec nie “wyrzygujmy sobie” kto jest chory tudzież nie, zwyczajnie trzeba zakasać rękawy i pracować nad sobą.
    Pozdrawiam ciepło 🙂

  189. Adam był dla mnie wszystkim.. Był jedynym moim grzechem.. Jak pięknie było sie budzić i zasypiać obok osoby którą sie kocha.. Nie myśleć o niczym tylko o tym kiedy znowu poczuje go przy sobie.. nasza miłość od początku była skazana na nie powodzenie.. ciągle łudziłam sie ze to ma sen.. ale on zerwał ze mną.. okłamał mnie jeszcze do tego.. cało sobą pragnę go nie nienawidzić.. te wszystkie dni kiedy nie ma go obok mnie.. te przepłakane noce.. nie było i nie ma dnia żebym o nim nie myślała.. jest moja pierwsza myślą kiedy sie budzę i ostatnia kiedy zasypiam.. obiecałam sobie ze już nigdy w nikim sie nie zakocham i nie pozwolę siebie skrzywdzić.. boje sie miłości.. zostały mi tylko wspomnienia tego nigdy mi nie zabierze.. zostało mi po tym tylko to i myśl jaka mogłam być głupia.. Z tej głupoty wylania sie tez wstręt do samej siebie.. miłość często zamienia sie w nienawiść.. Hmm. Jak ja nienawidzę go kochać..

  190. do zawiedzionej
    dobrze Cie rozumiem…mam podobne odczucia-zostawil mnie, chociaz przed nim mialam juz dwa dosc powazne zwiazki to jednak dopiero teraz zobaczylam co to milosc…dopiero teraz to poczulam, poraz pierwszy wlasnie do niego a on powiedzial mi ze tak poporstu uleciało ze to koniec ze bylo fajnie ale teraz daje sobie ze mna spokoj, do tego wszytskiego jeszcze zachowal sie jak dran bo zanim mi to powiedzial to obracal na imprezie juz kolejna:(.a ja glupia mu wierzylam,mysle o nim caly czas …calymi dniami i nie potrafie sie powstrzymac-wmawiam sobie ze to bez sensu ze przeciez juz nigdy nie bedziemy razem, ze on nie jest tego wart ale to nic nie daje.wszystko mi sie rozsypalo na kawalki to juz prawie miesiac a mi nadal nie mija do tego wszystkiego jak sobie pomysle ze on teraz zapewne super sie bawi, korzysta z zycia i ma mnie gdzies a ja tu siedze i rozpaczam za nim choc bardzo tego nie chce to serce mi sie kroi.staram sie trzymac wymyslalm sobie jakies zajecia, staram sie smiac zartowac ale to tylko pozory wewnatrz wszystko sie rozsypalo na kawaleczki:(jest mi tak bardzo zle i nie potrafie sobie z tym poradzic…zycie jest bez sensu. poraz pierwszy czulam co to milosc, jak to super kiedy komus na tobie zalezy i pryslo….:((a ja tesknie i jedyne moje marzenie teraz to byc znow z nim.
    zycze wytrwalosci wszytskim moze chociaz wam sie uda podniesc i budowac zycie na nowo.

  191. Ja chce tylko o nim zapomnieć.. żyć na nowo.. Brak mi po prostu już słów na to wszystko.. Czemu rozstania muszą być tak trudne.. Wiem, ze to nie ma sensu.. Dzieli nas taka odległość.. (on wyjechał do Chicago) Po co te wszystkie bajeczki.. Ze damy rade, ze tak bardzo mnie kocha.. O ślubie mi nawet mówił.. a tu teraz? ;// Eee co z tego zostało nic po prostu nic! Jak ja bym chciała cofnąć czas.. Nie jechać do ciotki.. nie poznać go.. Nie kochać sie z nim..
    Staram sie sama siebie przekonać ze to był tylko piękny sen.. i ze to już koniec.. Ale sama nie mogę w to uwierzyć mimo ze tak bardzo tego chce .. Oddala bym wszystko żeby zapomnieć te chwile, te piosenki… pocałunki.. te noce spędzone z nim.. Nigdy więcej nie dam sie tak oszukać.. nie dam zrobić z siebie takiej głupiej panienki na chwile.. a potem dowidzenia.. zerwał ze mną po miesiącu jak wyjechał.. pewnie znalazł inna.. ;(( Nie umiem życzyć mu złe.. bo miłość to tez pragnienie aby ta druga osoba była szczęśliwa.. ale jak tak o tym wszystkim myślę.. to nie powiem czego sosteje.. jak już zacznę myśl o nim to wspominam to wszystko.. te wszystkie miejsca.. eehh….
    DO Malutka,
    chciała bym ci powiedzieć coś motywującego ale sama nie daje sobie rady z ta sytuacja.. Tak z dnia na dzień traci sie cały sens dotychczasowego życia.. nikomu tego nie życzę.. Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze ta druga osoba nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo nas skrzywdzila i nie da sie od niej uslyszec nawet glupiego slowa przepraszam..
    Musimy dać rade.. trzymaj sie :*

  192. dziewczyny, kilka miesięcy temu byłam załamana tak ja wy, nie widziałam sensu życia, myslałam że juz zawsze będę płakać i smucic sie bo byłam zdradzona i pozostawiona po 11 latach związku..widziałam w tym swoja winę ale i jego także…rozumowe podejscie do sprawy nie pomogło, łzy i smutek rujnowały moje zycie…najpierw sięgnełam po książkę “jak poradzić sobie z rozstaniem” Dwighta Webb i zaczęło wszystko nabierac sensu….zrozumiałam że kazde rozstanie ma ten sam schemat…Teraz 4 miesiace po wszystkim a ja czuje sie mocniejsza i silniejsza od niego, nie kocham go za to co mi zrobił, brzydze sie nim, ale nie nienawidzę.jestem szczesliwa kobieta,czuje sie wartościowa i piekna!!a przeciez myślałam ze moje zycie nie ma juz sensu….Zaczełam nawet sie spotykac z innym mężczyzną i zrozumiałam że mój były nie był taki NAJ….jak myslałam. Dziewczyny nie poddawajcie się, oni nie sa tego warci!najpierw zabierzcie sie za lekturę i potem małymi kroczkami do przodu!życze powodzenia!!

  193. no wszyscy powatarzaja ze to minie,ze tylko potrzeba czasu ale ja naprawde nie potrafie w to wierzyc…wszystko mi sie z nim kojarzy tak jak Tobie”Zawiedziona”:((kazda piosenka,miejsce,wszedzie mam wrazenie ze go zobacze…z jednej strony to troche tak jakbym go nawet wypatrywala i ludzila sie ze zaraz wyjdzie za rogu i sie do mnie znow usmiechnie-ale zaraz jasny grom z nieba i wszystko sie przypomina ta Dziewczyna z która sie bawil, te gorzkie slowa ktore powiedzial nie wiem jak sobie z tym poradze…mam wrazenie ze dlugo sie z tego nie wylecze i strace tylko czas i byc moze jakies okazje by wkoncu byc szczesliwa.
    jeszcze zadne facet mnie nie dowartosciowal-dla kazdego czulam sie nieodpowiednia i w tym przypadku rowniez tak bylo, nie raz powtarzal ze jestem taka dobra, ze mam cechy charakteru ktore mu bardzo odpowiadaja, ze malo jest takich dziewczyn ale co z tego?! wkoncu zostawil no to kogo on do jasnej ch****szuka…bylam w stanie dac mu wszystko, kochac go jak nikt dotad!
    a on teraz pewnie jest szczesliwy ze wkoncu czuje wolnosc moze robic to co chce,cieszy sie zyciem i pewnie nawet o mnie nie pomysli.
    zawiedziona oni wiedza ze zrobili zle, ze my przez nich cierpimy ale dopoki sami nie poczuja tego jak to jest jak porzuci ich ktos kogo kochali nie beda wiedziec jaka to krzywda i beda udawac ze nic sie przeciez wielkiego nie stalo.nie zycze mu tego ale chcialabym wiedziec ze on czuje skruche ze jest mu z tym zle ze mnie skrzywdzil…moze wtedy poczulabym sie lepiej(miałabym przynajmniej wrazenie ze bylam z kims z kim warto byc bo potrafi byc czlowiekim).trzymaj sie :*

  194. Czesc malutka 🙂 Fajnie to zabrzmialo 😛 ale taki pseudonim uzylas 🙂
    Powiem Ci ze znam te uczucie kiedy wypatrujesz te osobe doslownie wszedzie, ludzisz sie ze zaraz sie pojawi ale jej nie bedzie. Ja nawet sobie specjalnie dluzsza trase z pracy wyznaczylem zeby tylko moze ja gdzies zobaczyc, w miejscach gdzie mieszka i gdzie tez pracuje. To NIE POMAGA. Wrecz przeciwnie. Moze doprowadzic do jakies obsesji, a cos takiego do choroby psychicznej wiec nie mozna do tego dopuscic!
    Uwierz nam wszystkich, te uczucie minie z czasem! Zasmuce Cie bo moge nawet dokladniej sprecyzowac jaki to bedzie czas – kilka miesiecy, zanim do siebie dojdziesz. Wazne zebys miala z kim spedzac czas wolny, zeby sie nie zamykac w sobie. Jak chcesz poplakac to placz ile wlezie! Nie jestes jednak sama i jest mnostwo ludzi co przezywaja dokladnie to co ty. Ja sie z tego wyleczylem, ale kosztowalo to troche nerwow i zdrowia niestety.
    Nie poddawaj sie, przeganiaj mysli samobojcze, zacznij sie stroic, jak nie dla samej siebie to dla innych, nasluchuj otoczenia, nie daj sie zamknac sama w sobie!
    Pokaz mu ze tez Ci jest dobrze samej (jak na razie) a przede wszystkim pokaz samej sobie ze potrafisz zyc bez niego! Bo chyba Twoje zycie nie nalezalo do niego prawda?

  195. malutka,rozumiem ze go wypatrujesz i czekasz az wyjdzie z zza rogu…do tej pory mam nadzieje ze go zobaczę…tylko ze teraz po to by pokazac ze to ja jestem górą a nie on!łatwo było odejsc do innej, lub poprostu zostawić….ale powodem do dumy jest wyjscie z dołka..w którym teraz siedzisz. naprawde polecam książeke psychologiczna na ten temat, albo nawet psychologa….bo w tym momencie potrzebujesz pomocy, a samemy czasem ciężko.
    kiedys spojrzysz na swoje zycie i powiedz tak…dałam radę….jestems kims….a on okaze sie niczym w twoich oczach…ten sam kktóry był takim idealem, takim kochankiem….ale jakim obłudnikiem i kłamcą. wiesz mężczyxni juz tacy są….przyjdzie to obrzydzenie do ciebie, a potem….hmmm…a potem poznasz kogoś…..lepszego i juz nawet nie pomyslisz o tamtym….!!!

    1. Majka, naprawdę nie uważam, żeby zbudowanie obrazu byłego partnera jako “nikogo” było dobre…jasne, można siebie w ten sposób podciągnąć, ale zmiana i pójście na przód jest raczej związane z uczeniem się akceptacji i tego, że każdy ma prawo do swoich decyzji i nie musi od razu być obłudnikiem. Lepiej jest się uwolnić od przeszłości wybaczając a nie gnojąc.

  196. Cześć albo witam wszystkich, nie wiem nawet jak odpowiednio zacząć. Dzisiaj trafiłam na to forum i może to będzie najlepszy sposób żeby wszystko z siebie wyrzucić. Dwa miesiące temu rozstałam się z chłopakiem – w sumie to on był na tyle odważny by podjąć tą decyzję. Byliśmy razem 2,5 roku jak zapewne wiecie piękne 2,5 roku. Powodem rozstania było to że za mało było nas dwojga a za dużo wszystkiego i wszystkich dookoła. Jak on to stwierdził “on kocha mocno ale krótko” a ja niestety za bardzo mam wszystko poukładane i żyłam tak że na wszystko przyjdzie czas bardzo go kochałam on o tym wiedział ale za bardzo przejmowałam się wszystkim i wszystkimi wokół. Wszystko zrozumiałam niestety dopiero po rozstaniu, dopiero wtedy impuls dotarł. Miesiąc niestety nic nie robiłam, a później zaczęła się walka i tysiące pomysłów żeby go odzyskać, kilkanaście rozmów, listów, telefonów. Każde spotkanie było cudowne mimo tego wszystkiego zawsze zaczynało się uśmiechem i żartami, a kończyło się moim płaczem, a on ciągle mówi że już nigdy nic nie będzie, że po prostu za dużo sobie obiecywał, że już nie kocha ale nie jestem mu obojętna, że teraz chce być sam. Wiecie co najbardziej boli, to że poprosiłam go o szanse o 30 dni- żeby zobaczył jak bardzo mi zależy i ile zrozumiałam , ale na to się nie chciał zgodzić bo stwierdził, że nie będzie miał czasu bo zaczynają się znowu studia a studiujemy przecież w tym samym mieście – tylko razem nie mieszkamy. Sam stwierdził że widzi jak się bardzo staram ale teraz jest już za późno bo był na to czas wcześniej. Ja to wiem, ale zrozumiałam to teraz, dopiero teraz.Dużo jeszcze do pisania by było, ale nawet nie wiem czy ktoś dobrnie do końca tego co napisałam i będzie w stanie coś odpisać. Najgorsze jest to że nie mogę przestać cały czas myśleć i wymyślać coraz to dziwniejszych pomysłów co zrobić by go odzyskać, bo ja mam ciągle nadzieje że zatęskni i wróci i nie chcę żeby zapomniał, a z drugiej strony znam go bardzo dobrze i jest to typ człowieka bardzo upartego i konsekwentnego i jak raz coś powie to nie zmienia zdania i ja go za to bardzo szanuje. Przeszłam już etapy nienawidzenia siebie, płaczu złości a teraz jest pustka i smutek i ciągłe miotanie się czy walczyć dalej czy zostawić wszystko samemu sobie – ale ja tak bardzo tęsknie!!! Wiem że kolejna jego dziewczyna bedzie miała z nim cudownie, bo jest to na prawdę dobry człowiek i tak jak on się stara i dba to mało się takich zdarza. Ja chciałabym tylko dostać jedną szansę – bo chyba każdy zasługuje na nią. ponoć jak się w coś mocno wierzy i się czegoś chce to jest się w stanie to spełnić – chciałabym w to uwierzyć…

  197. joanno tu nie chodzi o gnojenie partnera…ale zrozumienie że nie jest juz wazną osobą w moim życiu…Jeśli czuje się urazę i nienawiść do byłego partnera … to tylko potwierdza fakt że tkiwisz jeszcze w swoich urojeniach i nie przebaczyłaś.życze wszystkim aby ten moment przebaczenia nadszedł jak najszybciej

  198. ja juz chyba tkwie w tej obsesji:((spr jakie ma opisy na gg ogladam jego zdjecia..ale to wszystko z tesknoty…niby zachowuje sie noprmalnie ludzie ze wnatrz nie zauwazaja ze jest cos nie tak ale w srodku…..zzera mnie wszystko tak bardzo chcialbym uciec gdzies daleko, bardzo daleko gdzie nikt mnie nie zna gdzie moglabym sie przynajmnien spokojnie wyplakac i nie udawac ze wszystko jest ok.ale nie moge, przeciez przez jakiegos faceta nie rzuce wszystkiego-pracy, studiow, rodziny dlatego starm sie trzymac tylko ze z czasem zamiast mijac ja tesknie jeszcze bardziej.co dziennie o nim mysle , nie ma godziny abym o nim nie pomyslala ja sie chyba nadal ludze ze jeszcze bedziemy razem ze on napisze zadzwoni ze przypadkowo sie spotkamy i bedzie jak dawniej.wiadomosc o tym ze ma teraz kogos chyba by mnie zabila-przeciez byl taki kochany, taki czuly,opiekunczy zalezalo mu i jak moglo tak nagle sie odwidziec…boze nie znosze samej siebie,dlaczego nie moge byc taka atrakcyjna jak te wszystkie inne kobiety ktore sa szczesliwe, niby jestem taka dobra i kazdemu odpowiada moj charakter ale wyglad?! tym razem tez wszystko wlasnie przez to sie rozpadlo:((

  199. No to się burza rozpętała. To ja tylko powiem, że niedawno widziałem wywiad ze Piortia de Rosi, która jak wiadomo niedawno poslubiła swoją ukochana i wywiadzie, o tymże fakcie powiedziała – “Bo w miłości nie chodzi wcale o płeć…”
    To tak na marginesie…

  200. a ja wam powiem ze 80% osób które łamią serce innym osobą same zostały kiedyś zranione w ten sam sposób czytalem artykuł w newsweeku . Tylko ciekawe kto to wszystko zaczął 🙂

  201. i rada dla wszystkich którzy dopiero zerwali jesli chcecie dowalić osobie która was zostawila udawajcie przed nią obojętność nie odzywajcie sie i nie kontaktujcie wirzcie mi ze to zadziała , a przedewszystkim nie piszcie nic obrazliwego bo wtedy mają tylko potwierdzenie że dobrze zrobili zrywająć – niestety mi nei udało się tak postąpić

  202. Ad . malutka
    nie wiem czy Ci to ulży ale czuje prawie dokładnie to samo co Ty, i szukam wszędzie odpowiedzi dlaczego, często też siebie obwiniam że przecież mogłam postąpić inaczej. A już najgorsze jest to że trzeba udawać przed wszystkimi że wszystko jest ok że sobie radzisz a tak na prawdę to w środku wszystko się rozpadło i prowadzi do obłędu – tysiące myśli, wspomnień. Teraz wiem że t najcięższa z życiowych ról – na ustach uśmiech gdy w sercu ból. Ciągle sie łudzę, że może zatęskni, że może przypomni sobie jak było cudownie i wróci, wie jednak że to jest nierealne – nie ten człowiek. Nie wiem jak u Ciebie, ale ja przez miesiąc tak walczyłam, że sama nie wiedziałam skąd można mieć w sobie tyle pomysłów i tyle sił mimo, że ciągle trafia się na odrzucenie. Teraz też mam w głowie kolejne pomysły w stylu żeby mu wysłać bilet, żeby jakimś sposobem zorganizować wspólny weekend – żeby mógł ze mną pobyć sam na sam – to może mu się wszystko przypomni. Malutka nie będę Ci mówić żebyś się czymś zajęła – bo i tak sama wiesz że na myślenie zawsze znajdzie się czas. Jedyne co na razie ja byłam w stanie zrobić – chociaż minęły już dwa miesiące – to schowałam wszystko co mi się z nim kojarzyło do wielkiego pudła – przynajmniej muszę się trochę namęczyć żeby się do niego dostać i czasami tracę chęci na to. Sprawdzanie opisów czy komentarzy na tej “pip” naszej klasie też się stało moim nałogiem – chociaż nigdy nie byłam osobą, która szpieguje, czy śledzi a teraz stało się to moją codziennością. Jedyne co mogę Ci zaoferować to pisz jak najwięcej mogę podać Ci mojego maila może jak wyrzucisz to z siebie to jakoś to będzie, chociaż ostrzegam ja też to wszystko przechodzę i wiem jak jest ciężko gdy jedyne czego się pragnie to tylko dotknąć i poczuć znowu jego obecność.

  203. ja podobnie sie obwiniam za wszystko …analizuje znow wszytsko po koleji kazde zdanie co powiedzialam co zrboilam w danej jakiejs tam chwili,doszukuje sie tego gdzie cos wg niego moglam zrobic zle chociaz przeciez to bez sensu bo nawet jak doszukam sie czegos to to i tak nic nie zmieni a wtedy tylko sie jeszcze bardziej doluje i obwiniam…moj jedyny blad ktory w tym wszystkim zrobilam to to ze sie zakochalam…to dobry czlowiek ma swoje wady no ale kto ich nie ma…byc moze to troche go idealizuje ale jeszcze nigdy nie spotkalam kogos takiego…z nikim wczesniej sie tak nie dogadywalam.teraz czuje ze to juz koniec ze mna ze juz nigdy sie tak nie zakocham do nikogo nie poczuje tego co do niego, z nikim nie bede taka szczesliwa, pewnie wkoncu z kims sie zwiaze ale to juz nie bedzie przeciez to samo a ja chce tylko JEGO:((
    pokruszona u mnie minal juz prawie miesiac ale nic nie zrobilam…po naszej ostatniej rozmowie cisza…nie napisalam nie zadzonilam poprostu nic…kidys napewno odswieze znajomosc ale narazie zabardzo boli pozatym on juz posatnowil wiec nie widze sensu zeby sie odzywac..przeciez to i tak nic nie zmieni…skoro sie nie zakochal jak bylismy ze soba to teraz tym bardziej….sam powiedzial ze mu mineloa byc z kims i miec swiadomosc ze on i tak nie darzy cie uczuciem to bezsensu. jednak gdyby tylko zrobil jakis krok powiedzial ze zaluje ze jednak nie zdawal sobie sprawy z tego co mowi i robi to bym wrocila nie zastanawiajac sie!!tylko jeden maly gest by wystarczyl!ja mam juz dosc …wszystko jest bez celu i sensu zyje z dnia na dzien zero radosci tylko sam smutek…a jak juz pojawi sie cos co mnie cieszy to zaraz te wszystkie wspomnienia to przytlaczaja…tak bardzo chce sie od tego uwolnic zyc znow tak jak wczesniej zanim go poznalam cieszyc sie z zycia i wszystkiego wokolo nic juz nie bedzie takie samo zawsze bede czula ta puste.

  204. Czytam tak to wszystko i jeszcze bardziej sie dołuje.. bo przypomina mi to wszystko. Dzisiaj mijają dwa miesiące od kiedy ostatni raz go widziałam.. Myślałam ze to wszystko będzie trwać, widziałam w tym taki ukryty sen.. doszłam do wniosku ze im bardziej kogoś kochamy tym mniej dla tej osoby znaczymy.. Dajemy jej cala siebie a otrzymujemy za to chwile których (niestety) nigdy nie zapomnimy i chwile wyplenione łzami po stracie tej osoby.. Sama nie wiem co już o tym wszystkim myśleć.. Dwa miesiące temu było nam tak dobrze.. Hehe, teraz o tej porze siedzieliśmy wtuleni w siebie w parku. Zapewnialiśmy sie o dozgonnej miłości, o tym ze spotkamy sie za 10 miesięcy i wszystko będzie tak jak było wcześniej. A co mi z tego zostało? Napisałam mu e-maila z życzeniami na dzień chłopaka.. Napisałam ze zawsze będę go kochać.. A w odpowiedzi pewnie tylko przez grzeczność dostałam puste słowo dziękuje.. żadnego wytłumaczenia nic co choć trochę podniosło by mnie na duchu.. Po tym jak wyjechał mówił ze nie wyobrażał by sobie dnia by do mnie nie zadzwonić by nie napisać mi głupiego e-maila.. teraz wchodzę na to swoja głupia pocztę i wiadomości zero.. Komorka leży twardo na szafce i tez jakoś nie rwie sie do tego aby powiadomić mnie ze ktoś probował nawiązać ze mną kontakt.. W pokoju oprócz sterty róż od niego(ich tez muszę sie pozbyć, bo jak to mamcia powiedziała jeszcze nie jedne dostane, choć sama w to nie wierze) nie mam już nic co by mi o nim przypominało, no może po za łóżkiem na którym leżał.. Przy Adamie czułam sie taka wyjątkowa, nie czułam swoich wad, byłam jego księżniczko a on moim księciem ;(
    Jak bardzo brakuje mi jego dotyku, ciepła.. choć najmniejszego gestu z jego strony.. Boje sie ze już nigdy nie spotkam kogoś w kim mogla bym sie zakochać i zaufać mu.. boje sie,ponieważ już teraz probuje chodzić na imprezy, bawić sie, spędzać czas z przyjaciółmi..
    I każdego nowo poznanego chłopaka porównuje do niego.. wiem ze to głupie, ale nie mogę sie przed tym powstrzymać… wiem ze z tego porównania nic nie wyjdzie, bo żaden nie jest nim.. Nadal pamiętam jego uśmiech, dotyk.. i zapach.. eeh..

  205. pisałam ostatnio posta ze jestem na krawędzi rozstania i własnie przed godzina stało sie to co najgorsze ja trzasnęłam drzwiami on również minęła godzina ja juz tęsknie choć powiedziałam pare słów za duzo i juz czasu nie cofne. on własnie przed chwilką dzwonił ze chce sie zabić ze żegna się ze mną i życzy mi aby moje życie było udane. myslałam ze to bedzie łatwiejsze ze przez nasze kłotnie uda mi się go znienawidzec niestety jeszcze tego nie osiągnęłam wszystkie moje rzeczy wyrzucił mi za drzwi mowiąc ze bedzie tego załował tak bym chciala zeby jutro zadzwonił i przeprosił …ja wiem ze on mnie kocha kurcze czemu ludzie w złości mowią sobie tak nie mile rzeczy…najbardziej boli myśl o jego miłości do mnie bo choć może się to wydawać Wam dziwne ja po prostu wiem z on mnie kocha gdy umieral jego ojciec przysięgal mu Łukasz ze bedzie ze mną do końca życia szkoda ze jego taty już nie ma napewno by mi pomogł jakoś nie wiem już sama co pisze leją mi się lzy z oczu jak malemu dziecku przepraszam Was i jego za wszystko może jutro się nie obudze – było by chyba lepiej…

  206. pisałam ostatnio posta ze jestem na krawędzi rozstania i własnie przed godzina stało sie to co najgorsze ja trzasnęłam drzwiami on również minęła godzina ja juz tęsknie choć powiedziałam pare słów za duzo i juz czasu nie cofne. on własnie przed chwilką dzwonił ze chce sie zabić ze żegna się ze mną i życzy mi aby moje życie było udane. myslałam ze to bedzie łatwiejsze ze przez nasze kłotnie uda mi się go znienawidzec niestety jeszcze tego nie osiągnęłam wszystkie moje rzeczy wyrzucił mi za drzwi mowiąc ze bedzie tego załował tak bym chciala zeby jutro zadzwonił i przeprosił …ja wiem ze on mnie kocha kurcze czemu ludzie w złości mowią sobie tak nie mile rzeczy…najbardziej boli myśl o jego miłości do mnie bo choć może się to wydawać Wam dziwne ja po prostu wiem z on mnie kocha gdy umieral jego ojciec przysięgal mu Łukasz ze bedzie ze mną do końca życia szkoda ze jego taty już nie ma napewno by mi pomogł jakoś nie wiem już sama co pisze leją mi się lzy z oczu jak malemu dziecku przepraszam Was i jego za wszystko może jutro się nie obudze – było by chyba lepiej…tak bardzo już tęsknie co mam powiedzieć jemu żeby było jak wczoraj…żałuje że pojechalam do niego dziś a coś mi mówiło nie jedź … może jego tatuś … chciałabym żeby mi pomogl a może jak sie nie obudze to spotkam w niebie…

  207. zycie jest tak niesprawiedliwe
    pozwala nam cierpiec
    kaze nam to znosic
    i zyc dalej…
    ale jak?
    banalne pytanie
    a dotyczy tylu ludzi
    i wszyscy zadajemy sobie to pytanie
    dlaczego ja?
    dlaczego inni sa szczesliwi a ja nie potrafie?
    czy to moja wina?
    czy w ten sposob place za swoje grzechy?
    czy tak chce Bog?
    nie wiem
    czy nadzieja to pociecha?
    czy warto wierzyc ze cos sie zmieni?
    czy naprawde gdzies jest ten ktos i czeka?
    dlaczego on nie moze byc moj?
    dlaczego milosc tak boli?
    i zawsze odchodzi..znika niczym statek za widnokregiem..
    chcialabym wiedziec wiecej i pomoc Wam
    wszystkim cierpiacym i zagubionym
    ale sama do nich naleze i nie wiem
    po prostu nie wiem co dalej…

  208. cześć Aluś…Ja jestem po rozstaniu już 3 miesiące…Na początku, jak większość z Was czułam się zagubiona, zraniona, oszukana…w mojej głowie i sercu kłębiły się same negatywne uczucia-niszczyły mnie od środka…Jak wcześniej napisałam, bardzo pomogło mi wyjście “do ludzi”…wspólne wyjazdy ze znajomymi, poświęcenie się swoim pasjom :O)Dzisiaj już jest lepiej, zdecydowanie lepiej…wiem, że nie jestem jeszcze gotowa na stworzenie nowego związku, ale nie unikam “męskich spojrzeń” i ich towarzystwa :o)Wiem Aluś, że słowa pociechy nic tutaj nie pomogą, ale wierzę, że będzie coraz lepiej…tak z dnia, na dzień…Gdybyś miała ochotę pogadać, to tylko napisz…Ściskam mocniutko i trzymam kciuki za start w nowe życie :*)

  209. Wczoraj ewidentnie zakończyliśmy nasz związek, i powiem wam ,że z jednej strony jestem tak rozżalona ,że serce mi pęka a z drugiej czuje ulgę a sama dwojakość tych uczuć miesza się tworząc frustrację ….nie wiem jak opisac swoje emocje ale faktycznie ich właściwości sa przypisane dla indywidualnych przypadków i okolicznoći.Patrzę teraz na pryzmat naszego związku ,żeby wyszukać wszystkich tych potknięć które już od dłuższego czasu prowadziły do krawędzi i teraz już wiem dlaczego ale nie mogę się pogodzić z myślą ,że już nie obudze się obok mojego partnera z którym stanowiliśmy jedność na wszelkich płaszczyznach ludziom teraz cieżko będzie się przyzwyczaić że istniejemy jako dwie indywidualne jednostki i to też mnie przeraża wiem że niewiedza ludzi i tendencyjen pytania niestety nakierują mnie na przykre wspomnienia.Mimo wszystko widze w tym wszystkim coś pięknego coś co każe mi zadzwonić do niego a zaraz potem myslę po co miałabym to robić przecież nawet jeśli na kilka dni uda mi się nas ocućić to i tak zaraz znajdziemy się w tej sytauacji….na pozór identycznie nie pasujemi i nigdy nie pasowaliśmy do siebie nie wiem jak to się stało ,że przez 6 lat chaotycznie przemierzajac życie nie mogąc pogodzić swoich racji, upodobań oraz gustów żeśy to pieprzone życie przemierzali razem, czułam że życie ucieka mi przez palce a w miarę upływu czasu i tak brnęłam w to wszystko coraz bardziej nie wiadomo po co i teraz to już nie wiem czy można nazwać to miłością ,ciągle zadawałam sobie to pytanie…nigdy nie poznam odpowiedzi..

  210. “Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze ta druga osoba nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo nas skrzywdzila i nie da sie od niej uslyszec nawet glupiego slowa przepraszam..
    Musimy dać rade.. trzymaj sie :*”

    Tak to prawda to smutne, że ktoś kto był dla Ciebie całym światem nagle staje się obcy, odtrąca Cię, mówi, że to koniec… ja teraz tak czuję, bo NIGDY nie pomyślałabym, że tak zakończy się mój 4-letni związek… tyle obiecywań o zaręczynach i innych pierdołach… na co to komu ? Teraz zadaję sobie pytanie czy on naprawdę KIEDYŚ chciał tych zaręczyn, ślubu… czy po prostu potrafił wstawiać dobre kity. Wiem, że byłam jego pierwszą dziewczyną… więc może nie ma aż takich zdolności ;/
    Uhh jestem na świeżo bo zerwał ze mną kilka dni temu… sprawa jest bardzo zagmatwana, sama nie wiem jak do tego doszło, jestem w szoku…

  211. pol roku to niewiele… nie sadzialm jednak ze przez tak krotki czas ktos moze stac sie integralna czescia mnie. Nie bede klamac- nie bylo dobrze. Klotnie, afery, jego klamstwa, moje krzyki… ale te chwile kiedy po klotni czulam jego ramiona wokol siebie to najpiekniejsze chwile mojego zycia. zwiazek byl trudny, moze toksyczny ale ja nie wyobrazam sobie zycia bez niego… zostawil mnie w nocy, tej nocy… kolejna klotnia przez telefon i slowa ze on juz nie moze. ze kocha ale jestem jego obsesja, ze nie moze myslec oniczym innym. ze musi sie z tego wyrwac… a ja? kolejna nieprzespana noc, zapuchniete od placzu oczy i brak checi, motywacji do czegokolwiek. i tak cholerna watpliwosc- walczyc bo kocha czy tak bedzie dla niego lepiej? a moze z czasem i dla mnie? czy sie podniose? i jak wypelnic te pustke kiedy nie ma nikogo? przyjaciolki wyjechaly za granice, kumple nigdy nie zrozumieja. Jak poradzic sobie z tym ze nie dosc ze traci sie ukochana osobe to jeszcze najlepszego przyjaciela? bo to on nim dla mnie jest… moglam z nim rozmawiac o wszystkim… a teraz? powrot z uczlni do swojego miasta, do pustego domu… co dalej?

  212. witaj Panna nikt moge ci napisac tylko tyle ze wszystko minie nawet ten zal i za jakis czs bedziesz sie z tego smiala na wszystko lekarstwem jest tylko czas zobaczysz a tymczasem musisz pozwolic samej sobie na chwile rekonwalescencji tak jak po wyniszczajacej chorobie i z nadzieja i ufnoscia patrzec w przyszlosc nie ma tego zlego ….trzymam kciuki za jak najszybszy powrot do zdrowka.

  213. Czesc
    dobrze Cie rozumiem PannaNikt…tez krotki zwiazek, nieporozumienia, nie wyjasnione sprawy,klotni nie bylo ale w sumie jego podejscie sama nie wiem jakie bylo-niby kolega kolezanka ale zachowywal sie inaczej…ludzilam sie ze moze to sie zmieni ze moze wkoncu sie przekona(wiedzial ze warto-mowil to nieraz ale chyba brak dojrzalosci na staly zwiazek nie pozwalaly mu tego ciagnac)wkonu stwierdzil ze daje sobie spokoj, ze juz nie chce tego ciagnac. nigdy wczensiej nie czulam czegosc takiego do nikogo…jego pocalunki zykly dotyk byl dla mnie czyms niewyobrazalnym-nie wiedzialam ze mozna przy kims byc az tak szczesliwym nawet wiedzac ze to ulotne i kiedys sie skonczy.minely prawie trzy miesiace-jest lepiej, moze az tyle juz nie mysle i otworzylam sie na swiat ale i tak ciagle siedzi mi w pamieci…ciagle spr gadu,nk-to juz chyba obsesja:( czas leczy rany ale blizny pozostaja…chcialbym zeby ktos mogl mnie zapewnic ze jeszczed kiedys bedzie mi z kims tak dobrze jak z nim…albo i lepiej…moze wtedy nie ludzilabym sie,ze on jeszcze wroci nie czekala ciagle na jakis gest tylko zyla terazniejszoscia.bo jak narazie to zyje przeszlosci-wspomieniami.jesli czujesz ze masz o co walczyc i chesz i widzisz jakis w tym sens to WALCZ!!!moze to ten jedyny-i z innym juz tak nie bedzie. moze i dziwne bo sugeruje ci zebys sie nie poddawala nawet jesli sama to zrobilam- tyle,ze ja nie mam po co(do milosci przeciez nikogo nie zmusze a skoro ktos stwierdza ze sobie odpuszcza no to nic niestey juz nie poradze choc bardzo boli i pewnie bedzie bolalo jeszcze dlugooo).pozraz kolejny nieodpowiednia pozdrawiam zycze ci sily i powodzenia.trzymkaj sie buzka

  214. wiecie co ja sie chyba nigdy nie zmienie pisalam juz wczesniej posty…ja zawsze juz bede taka glupia i naiwna siedze w domu i mysle jak bardzo nie chcem byc z moim chlopakiem bo on nic innego nie potrafi jak zadawac bol a przeciez po co byc z kims kto zadaje wiecej bolu niz milosci…calutki czas sie klucimy ja mu sie staram cos powiedziec co mnie boli a on zaraz sie na mnie wydziera ze ja sie chcem klucic i szukam powodow do klutni nie wiem jak mam z nim gadac:(a z drugiej strony jak juz dochodzi do ostrej klutni i chcem z nim zerwac to sie boje samotnosci tego ze dowiem sie ze szybko sobie poradzil i znalazl nowa dziewczyne bedzie to dla mnie straszny bol i ponizenie…a wczoraj za to mi mowil ze nie potrafi beze mnie zyc bo czuje wtedy pustke i ze mnie kocha nad zycie a 5 min pozniej znowu klutnia bo jestem dalej obrazona.Ostatnio poszlismy sobie na kebaba akurat mielismy ochote i wyszlismy a on przy wszystkich ludziach beknal mi w twarz no poprostu masakra nie wiem co robic :(kocham go ale nie chcem z nim byc…czasami mi sie wydaje ze on tez ze mna nie chce byc tylko nie wiem po co gada mi glupoty ze mnie kocha jak robi co innego ostatnio z tego wszystkiego zrobilam sobie taki bilans dobrych i zlych dni i wyszlo ze na 3 lata bycia ze soba moze fajnie ale tak naprawde bylo z gora pol roku…nastepnie zaczelam wypisywac + i – i plus byl jeden a minusow nawet nie wiem ile:(jestem zalosna wiem:(juz tyle razy sie staralismy w sumie ja naprawiac wszystko i nigdy nic nie wychodzilo jedynie kiedy czuje sie dobrze w jego towarzystwie to wtedy kiedy mnie przytula i caluje i czuje ze to jest naprawde od serca ale tak naprawde od serca to jest bardzo zadko…czuje sie nie kochana i nie szanowana chodzi i gada kasiu pamietaj ze nie jestem twoim wrogiem a zachowuje sie jeszcze gorzej..czasami mysle ze moze powinnam nie odbierac telefonow nie pisac odizolowac sie na jakis czas moze wtedy zrozumie ale zaraz inna mysl przychodzi ze on zaraz da sobie spokuj…a po za tym ja nie potrafie milczec zaraz musze cos napisac albo cos…jestem tak dziwna i glupia i sama nie wiem czego chcem nie ma mi kto doradzic:( jesli bedzie mial ktos ochote napisac doradzic mi to bardzo dziekuje i byla bym wdzieczna:(

  215. dzisiaj doszlam do wniosku ze ja go juz chyba nawet nie kocham tylko sie boje samotnosci…ja wogole nie potrafie z tym czlowiekiem gadac dzisiaj mu powiedzialam ze wkurza mnie to ze codziennie chodzi po pracy na piwo wie dobrze ze czekam a on ma to gdzies musi sie napic browara i wbija we mnie a pozniej przychodzi i dziwne ze sie chce klucic wiadomo ze po 2 czy 3 piwach nie jest sie jeszcze pijanym ale jest juz jakas tam fazka. jak nie gry to piwo jak nie piwo to koledzy a ja gdzie??jak zwykle na ostatnim miejscu.W ogole to on sie chyba wstydzi przy kolegach ze mna przez tel gadac bo zawsze jak juz jest z kolegami to mi mowi ze juz musi konczyc bo juz ida do pracy albo cos a jak sie go zapytalam czemu przy mnie zawsze odbiera tel i sie nie wstydzi gadac to nawet nie umial odpowiedziec…chciala bym mu dac takiego kopniaka zeby wkoncu zrozumial ze nie zartuje i nie bede sie caly czas dawac tak traktowac ale jak?ja go chyba wrecz nawet nienawidze za to wszystko co mi zrobil i robi nadal…

  216. Witam! Wszsytkich nieszczesliwych nieszczesnikow … i chcialbym napisac do kate powiedz mi jak to jest z tym twoim chlopakiem bo ja np.wiem po sobie ze jak jade do pracy w busie to jakos nie zrecznie mi gadac przy wszsytkich bo mam wrazenie ze wszyscy sluchaja tylko co gadam … dlatego nie dziw sie swojemu chloapkowi 😉 ale za to jestem pewien ze przed pojsciem do pracy rozmawia z toba bardzo czesto 😉 a co do bekniecia w twarz to nie myslalas o tym ze moze poprostu mu sie wyrwalo ??? i nie chcial ? moze czas przejzec na oczy … a moze pomyslisz czy ty tak mu kiedys zrobilas jestem pewien ze znajdziesz cos dla siebie ;] Hm Hmm Hmmm Droga Kate nie mozesz nienawidzic chlopaka bo skoro tak jest to co ty dalej z nim robisz ??? ucieknij od niego ! ale znowuz mozesz skrzywdzic jego bo jesli jeego uczucia sa prawdziwe ? i tak jak pisalas wczesniej ze mowi ci ze cie kocha a po 5 min zaczyna sie klutnia JEDYNMI SLOWY KATE CZASAMI TRZEBA SZUKAC WINY TEZ W SOBIE 🙂 dziekuje pozdrawiam

  217. Witam. ja zastanawiam sie na d rozstaniem. nie wiem juz co nas łączy, po 2 latach. 99% czasu spedzamy osobno. do tej pory tylko weekendy mielismy dla siebie. oboje duzo pracujemy,on takze w weekendy. tylko, z ekiedy nie bylo to problemem, teraz on jest non stop zmeczony, sfrustrowany…dzisi jest weekend i nie ma ochoty nigdzie isc (gwoli wyjasnienia: jego matka mnie nie akcetpuje, nie za bardo lubie przebywac u niego w domu. tak jest juz od kilku tygodni. nie robimy NIC razem, nasze spotkania wyglądaja nastepująco: oglądanie TV razem ze znajomymi (wtedy chociaz jest przyjemnie i odprezająco), albo z jego matka i sioistra. Dzis spedzimy tak wieczor. On bedzie odpoczywal. On tylko tego chce. Ja chcialam sie z NIMI spotkac. coraz bardziej uderza mnie fakt, z emamy inne cele w zyciu. moze on i mnie kocha, ale nie na tyle, aby chciec spedzac ze mna wiecej czasu. on nic nie chce….

  218. Vea!! a zastanawiałaś sie, może na prawdę jest zmęczony praca, może potrzebuje Twojego wsparcia, rozmowy. Rozmawiałaś z nim o tym ze inaczej to widzisz? Czy chociaż próbowałaś z nim szczerze porozmawiać o tym co sie dzieje w jego głowie czy tylko oceniasz i chcesz do jego zmęczenia i sfrustrowania dołożyć jeszcze gorycz rozstania bo tak Ci będzie łatwiej… “może on i mnie kocha, ale nie na tyle, aby chcieć spędzać ze mną więcej czasu.” proponuje zastanowić sie nad tym co napisałaś, tak po prostu się poddasz? Bo jest teraz źle i przekreślisz to co było miedzy Wami? tak po prostu bo to łatwiejsze dla CIEBIE.

  219. Próbuje z nim rozmawiać, cały czas. Nie chce przekreślać naszego związku, chcę o to walczyc, bo wierze, ze warto. Problem w tym, że straciłam perspektywe. NIe wiem na czym to wszystko stoi. Nie wiem, co w tym momencie nas łączy. Na pewno przywiązanie, nie wiem jak jest z miloscią. Trudno mowic mu, ze go kocham, gdy z jego strony nie słysze nic podobnego.

    Oprócz tego, ze widzimy sie bardzo rzadko, dochodzi brak akceptacji tego związku przez jego najblizszych, co potwornie odbija sie na naszej relacji. Nie potrafie funkcjonowac wsrod ludzi, ktorzy nie uznają mojego istnienia. Nie umiem radzic sobie z faktem, ze jestem uznawana za tę złą, co zabrala syna i brata. (pomijam fakt, ze jeszcze sie taka nie urodzila, ktora by pasowala), kazda kobieta na moim miejscu mialaby ten sam problem. Otoczenie naszych znajomych, jego dalsza rodzina i ojciec to widzą. Tylko on nie chce zobaczyc, tak samo jak nie chce słyszec o tym, abysmy mogli sami rozpocząc zycie we dwójkę.
    Jestesmy w patowej sytuacji. On nazywa to stanem przejściowym, “kiedys wszystko sie ulozy i wróci do normy”

    tylko, ze ta norma to jest norma ustalona przez niego i pod jego matke…:((( nie potrafie non stop zakładać maski i udawac, ze wszystko jest ok, naginac sie do ich potrzeb. Mam tez swoje potrzeby, marzenia i pragnienia o normalnej rodzinie rowniez. I zawsze kiedy o tym wspominam,d ostaje po głowie, ze znowu mu dokładam,znowu cos mi sie nie podoba, inni sie go czepiają, wiec ja powinnam mu odpuscic…

    czuje sie jak przedmiot.po prostu 🙁

  220. Witam wszystkich!

    Jestem nieszczesliwa..:( rozstalismy sie 4 miesiace temu ale nadal nie umiem sobie poradzic z uczuciem straty…. fakt, duzo sie klocilismy, glownie o jakies blahostki ale nigdy nie przypuszczalam ze na zawsze sie rozstaniemy.Czuje, ze to wszystko po prostu mnie przerasta. Niedawno spotkalismy sie przypadkiem,byly łzy. Wspolnie probowalismy sie doszukac przyczyny tej calej sytuacji.
    Bo w koncu nikt nikogo nie zdradzal, nie oszukiwal, nie znecal sie ani nic z tych rzeczy….chyba milosc po prostu zgasla…wypalila sie.Bo o milosc trzeba dbac i ja pielegnowac kazdego dnia a niestety bardzo czesto o tym zapominamy a wtedy ona powolutku gasnie i gasnie az w koncu wygasa na amen.Brakuje mi Go chociaz wiem ze tak bedzie dla nas lepiej…kiedy kazde pojdzie swoja droga. On wciaz pisze smsy ale tez zadbal o to zeby doszly do mnie informacje ze ma inna dziewczyne.I tu Go nie rozumiem. Rozstalismy sie, ma inna a do mnie wciaz pisze…ze teskni za naszymi klotniami(!!!!) i ogolnie ze z tamta to juz nie jest TO. Czy on zwariowal? znalazl sobie psychologa w bylej dziewczynie. Nie wiem co mam o tym myslec.Prosze o pomoc
    🙂

  221. witam.jakies pol roku temu rostałam sie z chlopakiem:(nie bylismy ze soaba długo ale ja go naprawde pokochalam, to byla jest i bedzie moja wielka i parawdziwa milosc…kocham i bede go kochac, pogodzilam sie po jakims czasie ze tak musi byc ze nie jest nam pisane byc razem…ale do czasu kiedy znow sie odezwal, napisal ze mnie kocha ze chce naprawic swoje bledy…i po tych wyznaniach zamilk..a ja coz zostalm znow z jego pieknymi slowami sama, wspomnienia powrocily, znow od nowa to wszystko to samo,bylam gotowa dac mu jeszcze jedna szanse wiem ze dwa razy do tej samej rzeki nie wchodzi, ale trzeba umiec tez przebaczac,cieszylamz e ze znow bedziemy razem, ze chce tez zprobowac..ale widocznie jemu tylko zalezy na tym zeby mi o sobie przypominal, robil nadziej i znikal, milk a ja zebym cierpiala……nienawidze milosci, zycia nie nawidze!!!!

  222. przeczytalam kilka postow.wylalam kilka lez. i nic. wiecie ile ja chodze nieprzytomna? ROK. rok temu mnie zostawil.na dodatek ciagle go gdzies spotykam. nie radze sobie z tym ze osoba ktora kochalam najbardziej na swiecie juz mnie nie chce. nie wierze ze moge jeszcze kogos spotkac. boje sie samotnosci:( nikt mnie nie interesuje,choc naprawde chcialabym juz kogos poznac…zeby o nim zapomniec.wydaje mi sie ze inni znosza to o wiele lepiej niz ja:( jest mi strasznie ciezko i nie moge ulozyc sobie zycia. a moze mnie sie nie da kochac……..

  223. Glowa do gory 🙂 wiesz jak ja sobie to tlumacze? jesli ja Go kocham a On mnie nie to moze lepiej bedzie gdy razem jednak nie bedziemy bo jaki jest sens w byciu razem kiedy jedna strona nie jest zaangazowana?!
    wiem ze jest trudno bo sama to przechodze ale tlumacze sobie ze cos jednak doprowadzilo do tego rozstania. Nic bez przyczyny sie nie dzieje. Jesli on jest w stanie przekreslic wspolne piekne chwile,te wszystkie radosci i smutki to tym berdziej nie zasluguje na twoje uczucie!!! Chyba nie zamierzasz zyc przeszloscia kiedy ten KTOS ma w d….to co kiedys was laczylo. Moze on doceni co stracil za jakis czas…Glowka do gory 🙂
    trzymaj sie cieplo i pisz co lezy Ci na serduchu…bedzie Ci lzej.

  224. hej mrowko:) dzieki ze odpisalas:) wiesz ja niby zyje swoim zyciem a tak naprawde cos nie pozwala mi isc do przodu- i wiem ze to jest to uczucie…:( jest mi naprawde ciezko bo wiem ze nadal go kocham:/ czasem i nienawidze…ale tak naprawde ja nie umiem nienawidziec kogos:(

  225. WITAM WSZYSTKICH,:)

    I mnei to spotkało. Wiem, że miałęm bardzo burzliwy związek, włącznei ztym, że ktoś sie tak na mnei zezłośił że zadzwonił na policję.

    Mieliśmy kilka kryzysów i rozstań, ale zawsze ją bardzo kochałęm.

    Wiem, że moja rodzina jje nie akceptowała, więc zawsze musiałęm wybierać, albo ona albo rodzina.

    ALE BARDZO MI JEJ BRAKUJE, A byłem za nią murem. I nawet jak nie miała gdzie mieszakć, bo jest z innego miasta,to poprosiłem siostrę aby aby u niej zamieszkała.

    bo moje mieszkanei kończyło się budować.

    cciałbym stanąć na nogi i ją odzuskać,ale mnie unika.
    A sam od dwóch tygodni już nie umiem powstać. I nie wiem czy dam radę.
    Macie jakąś radę????

  226. WItam wszystkich.
    To i ja podziele się swoją historią.
    Moją dziewczynę poznałem na studiach, byliśmy ze sobą prawie 5 lat. Były lepsze i gorsze dni, ale zawsze byliśmy razem, mogliśmy liczyć na wzajemną pomoć.Jednak kochaliśmy się mocno.
    Po kilku latach wkradło się troche rutyny, przyzwyczajenia…ale to normalne w związkach. Na nieszczęście przez przypadek poznałem pewną dziewczynę…pozwoliłem sobie na uwolnienie tych uczuć i emocji, które pojawią się w momencie poznawania kogoś nowego, kogoś kto fascynuje. Nastąpił dzień w którym powiedziałem swojej dziewczyne o tym, że poznałem kogoś, że nie jest między nami tak jak dawniej, że powinniśmy się rozstać. Bardzo ją to zabolało.. Na drugi dzień powiedziała, że coś w niej pękło i że nie czuje już żadnych obaw i lęków wywołanych rozstaniem. Ze włączyła się jej jakaś blokada, blokująca te uczucia.
    Potem było kilka dni cięzkich przemyśleń , w których dostrzegłem swoje błędy jakie popełniałem w związku, uświadomiłem sobie co tak naprawdę znaczy uczucie miłości do drugiej osoby, wiele się we mnie zmieniło. Można powiedzieć, że się obudziłem. Zdałem sobie sprawe, że cholernie mocno kocham swoją dziewczynę i to z nią chcę spędzić resztę swojego życia. Porozmawiałem o tym z nią, poprosiłem o wybaczenie i o szanse na naprawę tego co zrobiłem. Miałem prawie dwa miesiące na naprawę tego (do końca tego roku). Bardzo się starałem. Na początku wydawało się, że wszystko idzie ku dobrej drodze. Jednak spieprzyło się 3 tygodnie temu, gdy powiedziała, że przemyślała wszystko i że odchodzi. Tak naprawdę powodem jest facet, którego poznała.. Teraz ją dotknęło to samo uczucie (zauroczenie), które mnie pokierowało do zniszczenia własnego związku. Nie potrafie sobie tego wybaczyć. Jej też nie mogę winić, w końcu zrobiła coś co ja uczyniłem przed nią. Zastanawiam się tylko, czy gdy się rozstaniemy (jeszcze 2 tyg. mieszkamy razem) poczuje to samo co ja…może wtedy też zda sobie sprawę, że popełniła błąd.. a może już nie. To pokręcona sytuacja, mieszkamy razem, ale wiem, że za dwa tygodonie jej już ze mną nie będzie, że być może już planuje sobie w głowie przyłość z innym facetem. Rozmawiamy o emocjach.. mówi, że jest szczęsliwa. Ja jestem załamany, nie mogę spać, nie mogę skoncentorwać się w pracy, nie mogę sobie wybaczyć tego co zrobiłem, tego dnia w którym z nią zerwałem. Cały czas jeszcze żyje nadzieją, że obudzi się podobnie jak ja, gdy nie będziemy już mieszkać razem…

  227. adam….ty masz jeszcze szanse. moze sie udac moze i nie-na dwoje babka wrozyla. jesli naprawde ja kochasz to walcz- ja walczylam do samego konca i niestety zostalam sama z niczym; oprocz rozstania musialam przezyc milion innych rozterek-wrocimy do siebie czy nie, a co on mysli a moze tak a moze nie, nie spalam nie jadlam chodzilam jak w transie. nie mam z nim kontaktu od okolo 4 miesiecy ale nadal boli. boli tak samo mimo ze rok temu sie rozstalismy…:( tyle ze u nas nikt nowy nie wchodzil w gre:( wyszlam z tej calej zabawy jeszcze bardziej pocharatana niz przez sam fakt rozstania:/ nikomu tego nie zycze!!!! minal rok a ja nadal wiem ze go kocham. nikogo nie poznalam i nie moge poznac. nie wiem od czego to wszystko zalezy. boje sie ze juz nigdy nikt mnie nie pokocha i ja nikogo..:(

  228. Hejka!!!Ja tez sobie radze bardzo ciezko z rozstaniem.Moj chłopak mnie zostawił po prawie 3 latach w związku.Bardzo go kochałam,dalej kocham.Szkoda,ze mu tak żadko o tym mówilam i tego nie pokazywałam.Znalismy sie znacznie dłuzej niz bylismy w zwiazku.Wspaniały kumpel, a potem partner.Moje zycie nie nalezało do najlepszych.Nie bylo ani mamy ani taty..Na studiach zaczelsimy byc z soba.Na początku podchodzilam do niego z dystansem, nawet nie dawałam nam sznasy na dłużej,powiedziałam nawet,a tak dla zabawy,dla nowego doswiadczenia.ale zakochałam sie w nim, w jego dobrym sercu,w nim całym(chociaz byl strasznie zazdrosny:P),Ale nie byłam dobra dziewczyną,czesto chamska itd.,ale to tylko dlatego zeby nie pokazac swojej słabości.Teraz on mnie zostawil,bo juz nie mógł wytrzymac(nie dziwie mu sie,wiem ze jestem sama za to wszystko odpowiedzialna,moze nie dokonca sama, ale w wielkim stopniu).Dzis jest mi strasznie cięzko,strasznie cięzko.Bardzo mi zle bez niego…Pomimo mojego wrednego charakteru…potzrebuje miłosci..A on mi ja dawal.dlatego wszystkim kobietom z całego serca radze,ze jezeli widzą jakiego maja wspaniałego człowieka koło siebie, nigdy tego nie zmarnujcie.Potem sie załuje,a ciezko jest trafic na wspaniłą osobe;Ja niestey nie potarfie poradzic sobie z rostaniem,pewnie długo mi zajmie pozbieranie sie w kupe..

  229. po szesciu latach zwiazku on mnie zostawil najpierw sciagnal za granice obiecywal ze zaczniemy tu nowe zycie a teraz tak po prostu powiedzial ze cos sie wypalilo ze go juz nie podniecam ze nie ma juz nic miedzy nam a w dodatku on juz kogos poznal i chce zalozyc nowy zwiazek wpadlaam w histerie i rozpacz bo wciaz mieszkamy razem a poza tym powiedzial to wszystko w wigilijny wieczor okrutnie sie zachowal ale jak sie z tym pogodzic jak sie podniesc i zyc dalej? nie wiem co robic jestem sama mam pustke w glowie,,,,

  230. Tak ją kocham , a ona odeszła, 4 miesiące przed ślubem , wszystko było już zaplanowane, powiedziała że nie będę z nią szczęsliwy, żebym dał jej odejść,

  231. Większość z nas po rozstaniu przezywa podobne chwile…
    Mój związek skończył się w Boże Narodzenie po prawie 3 latach, choć od półtora roku było już średnio między nami… W sumie żadne z nas nie zerwało…on przestał się do mnie po prostu odzywać, nawet do końca nie wiem dlaczego, gdy o to zapytałam czemu nie pisze to odpowiedział że “nie wie, po prostu nie ma ochoty”
    Po tym co miało miejsce w święta stwierdziłam że nie chce być dłużej tak traktowana i że też się nie będę odzywała… przed świętami było mi bardzo smutno, ponieważ nie lubię świąt i jest mi strasznie źle w święta on dobrze o tym wie i chciałam by mnie pocieszył ale on stwierdził “takie jest życie i ze mam się przestać przejmować i iść spać” a w wigilie nie złożył mi życzeń nawet, a jak zapytałam dlaczego to powiedział ze zapomniał… To było bardzo przykre po niespełna 3 latach zapomniał złożyć dziewczynie życzenia 🙁 Na gwiazdkę kupiłam mu coś co bardzo chciał a ja od niego nic nie dostałam… kupił mi wcześniej kila rzeczy i nie chciałam go wykorzystywać i powiedziałam ze mimo ze do gwiazdki ponad miesiąc to niech to będzie prezent, ale myślałam ze chociaż jakiś drobiazg od niego dostane albo coś słodkiego… niestety nie… Nie dosyć ze święta to nie mój ulubiony czas to jeszcze on dodatkowo mi to wszystko “umilił” Przez kilka dni nie mogłam jeść, spać choć z tym nadal mam problemy, cały czas chciało mi się płakać musiałam siedzieć w domu cały czas i wymyślać dlaczego nie chce siedzieć z mama czy bratem…Nie lubię się przyznawać nikomu że cos mnie trapi czy że ktoś mnie zranił, wszyscy wiedzą że nie jesteśmy już razem ale tak naprawdę nikt nie wie jak mnie to bolało i jak mi było ciężko, chce udawać twardą i że mnie to nie rusza jedyną osobą która wie że jest mi smutno to ON… a później był sylwester myślałam ze się odezwie ze będzie chciał ze mną go spędzić albo ze chociaż złoży mi życzenia noworoczne choć w sumie po co jak nie złożył w święta gdy byliśmy razem to na nowy rok miałby to zrobić… Ale w nowy rok postanowiłam sobie ze nie będę przez niego płakać…i jak na razie nie płaczę jest mi smutno zastanawiam się cały czas czy on o mnie myśli choć w połowie tyle co ja o nim czy jest mu smutno czy tęskni… kiedyś jak się tez tak obraził i się nie odzywał to nie mogłam wytrzymać i musiałam się odezwać napisać bo to było silniejsze ode mnie i uważam ze robiłam z siebie idiotkę a on miał mnie gdzieś i wiedział że i tak się odezwe i będę chciała z nim być…teraz nie mam ochoty do niego napisać czy go zobaczyć,choć jakbym go zobaczyło to serce wskoczyłoby mi go gardła a jak by był z dziewczyna to chyba bym się załamała to byłoby straszne…a teraz chciałabym tylko wiedzieć czy o mnie myśli i czy tęskni… kiedys mi powiedzial ze jest ze mna z litosci bo wie ze bede plakac i bede sie smucic jak zerwiemy bardzo mnie to zabolalo ale mogl mowic mi rozne rzeczy a do mnie to nie docieralo:( Ale teraz miarka sie przebrala i moja cierpliwosc sie skonczyla… Mam nadzieje ze czeka mnie cos lepszego w tym roku i ze bede szczesliwa:) i Wam tez tego zycze… choc chyba mam nadzieje ze z nim bede ze mnie przeprosi i zrozumie…bardzo bym chciala zeby bylo tak jak przez pierwsze poltora roku…ale to chyba nie mozliwe..:(

  232. hmm, gratuluje Bunia trwania w postanowieniu, cóz, miałem podobne.. ale niestety juz wczoraj nie dałem rady. I wtedy usiadlem do internetu i znalazłem te artykuły. Przeczytałem komentarze i w bardzo wielu opisach odnalazłem siebie. Cóż zarówno artykuły jak i podpisy dały mi wiele do myślenia. Ale już nie tego.. hm..”biczowania” samego siebie, ale twórczego jak kolezanka określia oczyszczającego. Za mądre słowa bardzo koleżance chciałbym podziękowac. Bo wyrwały mnie z transu użalania się nad sobą. Moja historia nie różni się tak na prawde od waszych. Bylismy razem prawie 5 lat, z czego przez rok mieszkalismy razem. Nasz związek był burzliwy, liczne kłótnie, nie porozumienia. Rozstawalismy sie 5 razy, ten jest 6. Ale zupełnie inny. Wczesniej rozstawalismy sie przez nieporozumienia, przez zmeczenie ciagłymi kłótniami. i wtedy mijał czas, okres samotności trwajacy różnie od paru tygodniu do 2 miesiecy. a potem spoktanie, przypadkowe lub nie. I wracalismy do siebie, teraz wiem ze to był błąd. Mozna była utrzymywa kontakt, rozmawiac ale nigdy nie powinnismy wracac do siebie jako para. od ostatniego powrotu minelo ponad poltora roku. i to byl jakby nowy zwiazek. po pol roku zamieszkalismy ze soba. I cóż z poczatku było dobrze, potem sie zaczęło… a tak naprawde zaczęło się 2 miesiace temu. zaczelo byc naprawde zle. przyłapywałem ją na róznych kłamstwach, flirtach z kolegami czy znajomymi na internecie, kto wie jak to bylo w rzeczywistosci… Skróce już tą częsc, wszystkie jej kłamstwa wyszły najaw, wszytkie jej musialem udowodnic, porozmawiac z chłopakiem z ktorym takie kontakty utrzymywala. Ktoremu powiedziala ze nie ma chlopaka. No sytuacja byla taka, ze z nim sobie gadala obok na gadu np 2 godziny, a potem sie przytulała do mnie i szła spokojnie spac… a wszystkie musialem udowodnic bo klamala do samiutkiego konca. dopoki nie pogadalem z tym gosciem to caly czas ja bylem popier… i wszystko sobie wymyslilem. przeraziło mnie to jak gleboko byla zaklamana, jak mozna klamac az tak? az do samego konca? osobe z ktora sie bylo tak dlugo. no i bylo tak ze dwa dni temu mowila mnie kolejny raz jak bardzo mnie kocha. a potem stwierdzila ze mnie nie kocha juz tak od 3 lat, tyklo chciala ze mna byc bo nei znajdzie lepszego faceta (bulshit talking). No i to mnie chyba dobiło. to że przez tak długi czas bylem oszukiwany… i manipulowany:/ Cóz moja głupota. to juz prawie miesiac od tych wydarzen, a ja wciaz jestem totalnie zalamany, zapuscilem sie na uczelni, nie wiem jak teraz to wszytko pozaliczam itd. przytylem, i naodwalalem roznych glupot ktorych sie teraz wstydze. Dzisiaj spalem u kumpla, bo ona zabiera swoje rzeczy z mieszkania, nie chcialem przy tym byc. i mam nadzieje ze choc jeszcze napewno jakis czas bede smutny to zachowam spokój który mam teraz. Gdyby ktos chcial pogadac o swojej sytuacji itd to zapraszam do rozmowy tutaj, albo jakby co to moge dac nr gg. Pozdrawiam, i życze wszytkim jak najszybszego ruszenia do przodu.

  233. witam wszystkich!!nawet nie wiecie jak was rozumiem…moje komantarze pojawialy sie juz wczesniej i jak zauwazycie duzo wczensiej bo prawie 4 miesiace temu:((dalej jestem w dolku…. to sama juz nie wiem czy w jakas obsesje wpadlam czy to juz choroba psychiczna bo nie potrafie normalni zyc…dalej o nim mysle nie potrfaie zapomiec…coc staram sie bardzo-odganiam od siebie te wszytskie mysli staram sobie przypomiec te wszystkie zle chwile ale to nic nie daje…to jest silniejsze odemnie,caly czas mam wrazenie ze to byl ten jedyny ze juz nigdy nie zakocham sie w nikim tak jak w nim ze to bylo tylko ten jedne raz w zyciu a ja to zmarnowalam bo moze gdybym byla inna co innego powiedziala oinaczej sie zachowala w jakiejs sytuacji-to jest juz chore ale tak wlasnie czuje. kazdy gada ze czas uleczy rany on tez tak mowi ze z czasem mija i ze nie mama plakac bo nie warto za nim plakac ale jak to zrobic jak to tak bardzo boli.a do tego wszytskiego chyba kogos ma, jak pomsyle ze teraz przytula inna i sie nia cieszy zachwyca i nawet pzez chwile o mnie nie pomysli keid ja siedze i rycze za nim to serce mi sie kroi na pol.chcicalbym uciec daleko dlaeko tam gdzie nikt mnie nie zna gdzie byla bym sama i mogla bym sie przynamniej spokojnie wyplakac bo tu ciegle udawanie ze wszytko jest w porzadku kiedy tak naprawde jest beznadzijenie i nie chce sie zyc.dlugo by mozna tak pisac-ja nadal nie rozumiem za co to wszystko spotyka czlowieka ktory sie stara…chce dobrze,co tez takiego zrobilam ze teraz jest mi tak zle kiedy inni sie ciesza i sa szczesliwi.

  234. malutka, u mnie mija jedenasty miesiąc od kiedy zostałem sam, od kiedy osoba którą kochałem powiedziała że wybrała dobra datę na nasze rozstanie… i tak jak w Twoim przypadku wszyscy myślą że już jest ze mną ok, że już tyle czasu minęło, a ja gram w ich grę i mowie że jest dobrze. Nikt nie wie że myślę o niej od rana, zastanawiam sie co u niej, czy wszystko ok, kiedyś zawsze do niej pisałem coś na dobranoc teraz chociaż o niej pomyślę. Kiedyś chciałem zatrzeć ślady za sobą, zmienić numer telefonu, gg itp. chciałem sie odciąć ale z drugiej strony powstrzymuje mnie ta maleńka nadzieja że może kiedyś zmieni zdanie, że doceni to co było, że odezwie sie i znowu będziemy razem. To naiwne i chyba głupie ale mimo tego że minął juz prawie rok od kiedy mnie zostawiła ja ją nadal kocham.

  235. hey, jak tak czytam to jakos mi sie lzej robi ze nie jestem sama, ze nie ja tylko czuje ten bol..wiem straszne to jest ze tak mowie…ale to pomaga.juz kiedys pisalam tu….rozstałam sie z chlopakie, stwierdzil ze niby go olewalam, a ja go strasznie kocham, po ponad pol roku odezwal sie i znow ze soba bylismy, nie dlugo, oszukal mnie oklamal..poklocilismy sie strasznie i to byl koniec, strasznie to bolalo, boli nadal ….wczoraj sie znow na siebie natknelismy….bylismy na jednej dyskotece..on dziala jak magnes, nienawidze ale zarazem kocham, chce zapomniec ale strasznie tesknie, wystarczylo jego jedne spojrzenie a mieklam, pogodzilismy sie …wiem ze takie wracanie do siebie nie ma sensu..ale ja go kochma wiem ze nie umiem bez niego zyc, i wiem tez ze dlugo nie potrwa ten nasz zwiazek ale ja ma straszna slabosc do niego, nie wyobrazam sobie zyc bez niego…za kazdym razem wybaczam mu jego bledy….wiem ze zle robie ale nie umiem zniesc tego bolu rozstania i chyba dlatego tak robie, to jest jakies chore …..

  236. hey,jak tak czytam to jakos mi sie lzej robi ze nie jestem sama, ze nie ja tylko czuje ten bol..wiem straszne to jest ze tak mowie…ale to pomaga.juz kiedys pisalam tu….rozstałam sie z chlopakie, stwierdzil ze niby go olewalam, a ja go strasznie kocham, po ponad pol roku odezwal sie i znow ze soba bylismy, nie dlugo, oszukal mnie oklamal..poklocilismy sie strasznie i to byl koniec, strasznie to bolalo, boli nadal ….wczoraj sie znow na siebie natknelismy….bylismy na jednej dyskotece..on dziala jak magnes, nienawidze ale zarazem kocham, chce zapomniec ale strasznie tesknie, wystarczylo jego jedne spojrzenie a mieklam, pogodzilismy sie …wiem ze takie wracanie do siebie nie ma sensu..ale ja go kochma wiem ze nie umiem bez niego zyc, i wiem tez ze dlugo nie potrwa ten nasz zwiazek ale ja ma straszna slabosc do niego, nie wyobrazam sobie zyc bez niego…za kazdym razem wybaczam mu jego bledy….wiem ze zle robie ale nie umiem zniesc tego bolu rozstania i chyba dlatego tak robie, to jest jakies chore …..

  237. Heh, dokladnie jakos sie robi lżej… ja znowu nie dotrzymalem postanowienia noworocznego… dzisiaj zabrała swoje rzeczy.. i jak wrocilem do tak pustego mieszkania… to cos we mnie pękło:/ i niestety ale znowu sie pogrążyłem… ehhh:/// jest cos co moze pomóc?:/

  238. Ja na razie trwam w swoim postanowieniu bo wiem ze jak sie odezwe to usłysze coś nie miłego i będzie mi jeszcze smutniej…Jest ciężko…
    Ktos:(((( kiedys robiłam tak samo klocilismy sie rozstawalismy i wracalismy do siebie ale wcale nie bylo lepiej wręcz przeciwnie jak na to teraz patrze to z każdą poważniejszą kłótnią było gorzej choć chciałam widzieć w tym same pozytywy… Teraz mimo że jest mi smutno że z nim nie jestem to chociaż nie musze się złościć że się zachował tak czy inaczej że tak mnie potraktował… choć gdzieś w głębi serca mam nadzieję że się zmieni że zateskni tak na prawdę za mną i że jeszcze będziemy razem…Zreszta każde z nas ma taka nadzieje… Choc teraz to że przyjdzie i powie że teskni już mi nie wystarczy bo wiem że będzie tak samo jak wcześniej… Zobaczymy jak się zachowam i czy uda mi się wytrwać i nie ulec mu bo też mam do niego słabość…

  239. ja tez starałam się żeby nie doszlo do tego że za każdym razem wystarczy jedno spojrzenie jego, jedno słowo i juz jestesmy razem, tylko to jest silniejsze od mnie, nie umiem z tym sobie poradzic!jak ja widziłam jak on tańczył z innymi dziewczynami to aż mi się sałobo robiło, czułam jakby ktoś mi serce wyrywal..i mimo to,,,mimo że w pewien sposób chciał mi pokazać ze nie ja jedna, ze juz mnie nie chce, jedna rozmowa i co znow razem….. nie ma chwili zebym sie nie zastanawiała jak to bedzie, jak sie nie odzywa to mysle zaraz ze znow,ze znowu koniec…to jest jakis koszmar…nie da sie tak zyc, ale bez niego to juz wogole zycie jest bezsensu..jeden wielki metlik w glowie, co zrobic??!!….

  240. Witam ponownie.
    Myślałam że tylko ja tak mam, że sama siebie katuję wspomnieniami, ze nie umiem tak po prostu zapomnieć. U mnie mija 5 miesiąc a ja czuję się tak jakby to było wczoraj. Jedyne czego się nauczyłam przez ten czas (pomijając wnioski jakie wyciągnęłam z przyczyny rozstania) to robić tak zwaną dobrą minę do złej gry – chociaż czasami jest trudno. Wiem że męczę siebie jeszcze bardziej, ale moim sposobem jest życie nadzieją. Nadzieją, że wróci, że zatęskni chociaż zarzekał się że się pomylił (pomylił po 2,5 roku bycia razem). Nawet się nie pokłóciliśmy i to on był tą osobą która mnie pocieszała po rozstaniu – wiem że to wydaje się być śmieszne, ale tak było. Wiem że każda/każdy po rozstaniu mówi że to była ta jedyna osoba, ale ja wiem, nie umiem tego wytłumaczyć, czuję to i wierze że i tak będziemy razem, tylko musimy do tego dojrzeć – ja już dojrzałam. Może jestem naiwna, ale chyba każdy zasługuje na drugą szansę – każdy więc dlaczego nie ja? Czasami tylko sama siebie pytam ile jeszcze starczy mi sił na to by w to wierzyć i czekać. Mam taką nadzieję że kiedyś wejdę na tą stronkę i będę mogła napisać że znów jestem szczęśliwa – tego sobie i Wam życzę na ten nowy 2009 rok. A na dzień dzisiejszy jedyne co mi przychodzi do głowy to stwierdzenie które u mnie znalazło odzwierciedlenie “Czas nie leczy ran, czas tylko przyzwyczaja nas do życia z bólem.”

  241. widzisz pokruszona mówia ze nadziej matka glupich, tylko jak sie raz kogos pokochalo to ta milosc nigdy nie minie,mi zawsze powtarzaja ze wartoo walczyc o to co sie kocha, ze lepiej zalowac czegos co sie zrobilo niz ze sie tego nie zrobilo…tylko ze to sa tylko slowa….ja wiem ze akurat ja nigdy nie pogodze sie ze strata, bo wiem i czuje ze takiej drugiej osoby jaka jest on nie spotkam, nawet nie potrafie znalesc jakiejs wady u niego,potrafie tak latwo zapomniec o tej krzywdzie ktora mi wyrzadzi zapomniec ze to jest straszne, nikomu tak latwo nie wybaczam jak mu.tez mam taka nadzieje tylko czy warta ja miec?!!wiem jedno szczesliwa bede tylko wtedy gdzy bede przy nim, niby jestem ale caly czas czuje ten strach…i nie jestem tak szcesliwa jak kiedys..czemu tak jes??!!

  242. U mnie takie schodzenie sie i rozchodzenie trwalo poltora roku najpierw ja nie chcialam zrywalam on chcial a pozniej jemu zaczelo byc wszystko jedno i nie chcial byc ze mna znaczy nie zalezalo mu bylam to bylam nie bylo mnie katastrofy nie bylo, ale dla mnie byla katastrofa gdy go nie bylo nie moglam sobie miejsca znalesc mimo ze te nasze rozejscia nie trwaly dluzej niz tydzien…pierwsze nasze dluzsze rozstanie mialo miejsce w te wakacje bo prawie miesiac nie bylismy razem ale pisalam do niego bo nie moglam sie powstrzymac… nie wiem ile trwa to u Ciebie ale wydaje mi sie ze mozna dlugo tak trwac mimo ze to strasznie boli i on o tym wie ale jego to nie dotyczy. Nim nie targaja takie uczucia i emocje wiec pewnie sie lituje…Ja jak narazie krótko sie do niego nie odzywam ale jak na mnie to jest juz bardzo dlugo i mam nadzieje ze tak zostanie bo mimo ze tesknie to nie korci mnie by sie odezwac ..Ale wiem jakie to trudne i doskonale Cie rozumie…

  243. tylko ze u mnie po kazdym rozstaniu to on pisal, dzwonil ze zaluje ze kocha i robil wszystko zeby byl dobrze, pokazywal ze mu zalezy..a potem jakby nie ten sam czlowiek zaczynal cos odstawiac, a ja za kazdym razem sobie mysle ze on wyciagnal wnioski z ostatniego rozstania sie i juz bedzie wszystko dobrze,. nasze najdluze rozstanie trwalo ponad pol roku….wiem ze to glupie ze po takim czasie po tak dlugim nie odzywaniu sie do siebie, braku kontaktu wrocilam do niego…ale ja po prostu caly czas wierze ze kiedys stanie sie tak ze juz nigdy sie nie rozstaniemy i dlatego za jkazdym razem do niego wraca

  244. Czasem chciałabym umieć czytać w myślach tej drugiej osoby… może wtedy było by łatwiej prościej… Ja mam nadzieje że też kiedyś będę z nim i bedziemy szczesliwi a że kiedyś będziemy się śmiać z tego jak się zachowywaliśmy…ale czy tak będzie i kiedy…Chcialam zeby był tym jednym jedynym na cale zycie on kiedyś też tego chciał i co się stalo…? dlaczego już nie chce dlaczego się ranimy…

  245. droga buniu bo to chyba juz takie jest to zycie, ze jak sie pokaze to ze sie kocha, ze to walsnie on jest ta osoba to potem zamiast byc lepiej to sie wszytko wali…nie rozumiem tego …. i moze akurat to jest potzrebne..moze trzeba to przejsc zeby potem docenic kim dla siebie jestesmy…tylko wiem jedno ze bynajmniej u mnie ten bol caly to ja musze uniesc, on nawet widzac moj lzy, nic nie zrobil nic…ja nie umialbym obejsc obojetnie jak on by palkal…coz moze mi to jest potrzebne..przeciesz nie moga byc wszyscy szcesliwi, a ze na mnie to spadlo..czasami mysle ze to wszystko jest za to ze kocham,ze placze, ze tesknie

  246. czasem myślę że w życiu nie dzieje się nic bez przyczyny i powodu…Może to ma nas umocnić może to ma nam pokazać jak bardzo można kogoś kochać i wybaczać…A może rozstanie jest nam pisane by poznać kogoś kogo będziemy jeszcze bardziej kochac i kogoś kto nas będzie bardzo ale to bardzo kochał…Bo zasługujemy na miłość a nie na ciągłe “poniżanie” sie… Gdyby on płakał nie mogłabym go zostawić albo byc taka obojetna jak on…On tez potrafil widzieć moje łzy i nic albo powiedzieć “czego placzesz” Będziesz szczęśliwa wierze w to:) oby z nim tylko musi dać Ci to szczęście a jak nie z nim to wierze że ktoś inny Ci je da…

  247. wszystko w zyciu ma swoje miejsce i czas,i nic bez przyczyny sie nie dizeje, wiec moze musz eprzez to pzrejsc aby kiedys byc szcesliwa w co bardzo watpie…..tylko ze jak sie przeszlo pzrez takie cos, poczulo ten smak porazki, ten bol jaki zadaje nam ukochan osobo to ciezko jest zaufac komus innemu i wiem ze ja tego nie potrafie.dla mnie po prostu po za nim nikt po za nim nie istnieje, nie pokocham nikogo… obys miala rtacje ze jeszce ktos kiedys doceni milosc jak potrafimy dac i bedzie tak samo nas kochal…tylko ze on widzac moje lzy nie raz potrafil tylko ironicznie sie usmiechnac…widzial jak mnie to boli..nie wiemczemu tak jest, czemu tak sie dzieje,mowi ze kocha a tak potrafi zranic…a ja zawsze mu wybaczam…to jest milosc tylkoczemu tyle bolu zamiast szczescia daje??!!

  248. Ja w ogóle nie widzę siebie z innym facetem…nie wyobrazam sobie całować się z innym chodzić za rękę nie wspominając już o bardziej intymnych sytuacjach… Boję się tego że jak on nie będzie chciał byc ze mna to go nie zmuszę, a jeżeli się zgodzi od niechcenia to bedę bardzo nieszczęśliwa bo on będzie cały czas taki a ja będę chciała wierzyć że będzie lepiej że się zmieni że znowu pokocha mnie… Potrafił być kochany a za chwile powiedzieć mi cos nie miłego. Czasem było tak że nie miałam prawa od niego niczego oczekiwac ani o nic prosic był zły że miałam pretensje że oczekuje czegos co mi się nalezy jako jego dziewczynie niestety on uwazal inaczej, czułam że trace w nim oparcie…

  249. Hmm.. przyglądam się waszej rozmowie dziewczyny… i niestety ale chłopak potrafi sie znaleźć dokładnie w tej samej sytuacji.. i jedno jest prawda, nie ma co sie łudzić że ta druga osoba tez jest choc w polowie tak zalamana jak my. I to normalne, wkoncu to tylko jednastronna miłość. I również nie wiem dlaczego tak jest… dlaczego pomimo wielu złych sytuacji, wielu kłótni, wielu rozstan i powrotów… to nadal mysle tylko o tym że ona kiedys przyjdzie i powie mi że się myliła, że to jednak ja, to ze mna chce być i spedzic swoje zycie… ale… czy to tylko pusta nadzieja? Ona Nawet nie ma pojecia jak ciezko teraz cokolwink zrobic. a czas idzie do przodu, nie czeka na nas, wszystko leci na łeb na szyje. a jak sie uczyć, jak pracować wykonywać swoje obowiazki… jesli na niczym nie idzie sie skupić? jak iść dalej, jeśli cały wewnętrzny ja jest daleko w przeszłości? jak sie stamtad wyrwac i nie myslec juz o niej?? jak poradzic sobie z otaczajacym mnie światem, skoro nie potrafie poradzić sobie nawet ze samym sobą?? :(((((

  250. Witam wszystkich,
    Pisze bo cche prosic o rade. Wszystko we mnie buzuje i nie wiem co robic. Kurde nawet nie wiem od czego zaczac. Powiem ze nigdy w zyiu nie czulam sie tak upokazana i lekcewazona. Myslalam ze wszystko jest okey. Fajnie nam sie razem rozmawia, mamy wspolne zainteresowania.Ale ostatnio jest taki obojetny. Praktycznie ostatnio boje sie cos powiedziec aby nie wybuchl agresją. To ciezki typ, ze mna tez nie jest latwo ale nie wiem jak odnalezc sie w tej sytuacji. Mieszkamy od siebie dosc daleko, widzimy sie praktycznie co tydzien ale jest wtedy inaczej. W ciagu tygodnia praktycznie nie odzywa sie do mnie, pisze suche smsy, jakby mogl zyc bez kontaktu ze mna a przeciez tylko w weeknd nie mozna nic zbudowac. Jego smy koncza sie “pozdro” czym mnie rozwala po tym jak jest w weekend. Nie wiem moze ja was facetow nie rozumiem, zapewne cos zle robie ale jest mi cholernie zle. Nie chce nic udawac. Boje sie podjac jakkolwiek rozmowe bo skonczy sie klotnio. Poza tym niby ze mna spedza czas, wyjzedzamy wspolnie a ostanio znalazlam jego profil na sympatii, zreszto tak sie poznalismy. Nie chce aby spotykal sie ze mna i flirowal z innymi. Przeciez to im poswieca czas i moze skonczyc sie spotkaniem z kims. Nie chce nikomu stac na drodze jesli inne go bawia. Ale boje sie z nim porozmawiac. To moj kolejny nieudany zwiazek, nie chce juz porazki. Moze ze mna cos jest nie tak. ;(

  251. droga sweetheart powiem ci że jak tak wiele razy miałam tak że sie nie odzywał, ze milczał a potem nagle sie odzywa, zaczyna mnie zauwazac pisac i dal niego zawsze bylo ok, ile razy sie go pytałam czemu tak robi,czemu tak igra z moimi uczuciami, czemu się tak zachowuje zawsze slyszałam ze nie moze mi tego wytlumaczyc, bo nie wie…i odziwo zawsze mi ta odp wystarczala…ja juz kompletnie nie rozumiem facetow:(:(:(:(….a zwałaszcza jego, i jego gry!mysle ze on wie bardzo dobrze ze go kocham i swiata po za nim nie widze i chyba to wykorzystuje…watpie w to ze on czuje nawet po czesci to co ja teraz,dla mnie on nawet nie zdaje sobie sparwy jak bardzo potrafi mnie skrzywdzic,nadzieje i wiare w to ze kiedys moze sie zmieni ze za ktoryms kolejnym razem doceni co tarci, …i wkoncu sie opamieta-bede miec zawsze.nie umiem tak po prostu zapomniec, powiedziec mu zegnaj mimo tego wszystkiego..codziennie jak jakas opetana czekam az sie odezwie, napisze, zadzwoni nawet wtedy kiedy sie na tak dlugo roztalismy czekałam kazdego dnia na sygnal.wiem to jest chore ze tak bardzo zapatrzona jestem w niego,ze umiem wybaczac mimo cierpienia ale to jest wlasnie milosc, niestety:(:(:(:(:(:( tylko ze bol zamiast malec jest mocniejszy,dlaczego???!!

  252. Najlepszym lekarstwem na serce jest czas.. Sama trafilam na to strone zalamana i czytajac posty innych, ze z czasem to przejdzie, stanie sie slabsze w odniesieniu do bolu jaki czulam po rozstaniu z Adamem. Teraz z perspektywy czasu patrze na to inaczej. (minelo juz jakies 4,5 miesiaca) Adam byl wszystkim, ale teraz jest w moich oczach nikim, stracil na wartosci. Ze zlota stal sie zaledwie malym odlamkiem czarnego wegla. Sam dobrze wiedzial, ze to sie tak skonczy, wiec po co zaczynal. A moja naiwnosc, hm, kobiety sa juz po prostu naiwne z natury, ja tez bylam…

    DO WSZYSTKICH : USZY DO GORY, ONI NIE SA TEGO WARCI. !

  253. Niestety u mnie jest inaczej…juz raz na około pól roku się rozstaliśmy,jakos pokonałam ten ból nauczłam sie żyć sama, wystarczył jego jeden sms-s, jeden telefon i bez wachania wrócilismy do siebie…zapomniałam o przeszłości…potrafie mu wwszystko wybaczyć..wszystko…to jest jakies nienormalne tak mnie krzywdzi, tyle bólu mi zadaje a ja caly czas wracam, daje mu szanse i za kazdym razem sie tak samo konczy..jednym wielkim zalem i placzem…moze kiedys stanie sie tak ze wkoncu juz na zawsze zostaniemy razem albo milosc mi poprostu przejdzie…sama nie wiem….wiem ze dwa razy do tej samej rzeki sie nie wchodzi ale jak zapomniec o tym co bylo, o nim….nie potrafie….

  254. jestem w podobnej sytuacji…Ukochany wyznał mi, że już mnie nie kocha, że chyba był ze mną z przyzwyczajenia.To bardzo bolesne słowa i nie wiem co mam teraz zrobić. Jeszcze nie tak dawno mięliśmy wspólne plany na przyszłość, mieszkaliśmy razem w wynajętym mieszkaniu przez 9 miesięcy i było nam dobrze. Nie wiem co się zmieniło oprócz tych słów nie dostałam żadnych wyjaśnień. Przecież nie można odkochać się z dnia na dzień ( jeszcze kilka dni temu zapewniał mnie że nadal mnie kocha). Wiem że na pewno nie spotyka się z nikim innym. Nie wiem czy jest w ogóle jeszcze sens abym próbowała z Nim rozmawiać? Chciałabym bardzo być nadal z Nim, ale również chciałabym być kochana. Czy możliwe jest że zgubiła nas rutyna? Czy mam się jeszcze o Niego starać?Czy jak facet mówi:- Nie kocham Cię już, to chyba przyzwyczajenie! to znaczy że nie ma już żadnej szansy? W tym momencie nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na te pytania. Prawda jest taka że strasznie cierpię, nie wyobrażam sobie teraz życia bez Niego. Mężczyzna, którego bardzo kocham pod koniec miesiąca wraca do swojego rodzinnego miasta. Będzie 400 km ode mnie. Co mam robić? Dać mu wyjechać żeby sobie wszystko poukładał w głowie ( i modlić się żeby wrócił;( ) czy w jakiś sposób zawalczyć o Niego?
    proszę o pomoc, nie mam z kim na ten temat pogadać;(

  255. Yuna,prawda jest taka, że nie możesz nic zrobić i żadna walka nic tutaj nie da, może tylko pogorszyć sprawę, bo facet będzie czuł, że chcesz go do czegoś zmusić, zresztą, co z tego, jeśli nawet wybłagasz go, żeby wrócił? W końcu i tak odejdzie, a Ty znów będziesz cierpieć.
    Jeśli będziesz w stanie poradzić sobie z tym, daj mu czas. Jeśli jednak Cię kocha, to na pewno wróci,być może uświadomi sobie, jak wiele może stracić. A jeśli Cię nie kocha, to chyba nie ma sensu ciągnąć tego związku, prawda?
    Wiem o czym mówię, mój mąż zostawił mnie dla innej kobiety. Pierwsze miesiące były dla mnie koszmarem, ale potem pozbierałam się, myślę że dużo się nauczyłam i być może jeszcze kiedyś przekonam się, że stało się to dla mojego dobra. Wiem, że to trudne, ale postaraj się też tak myśleć. Trzymaj się i troszcz się o siebie jak tylko potrafisz, bo to trudny dla Ciebie czas.

  256. Widzę że moja sytuacja jest podobna do wielu innych ludzi. Dwa dni temu po 4 zostawiła mnie dziewczyna, powiedziała mi to przez telefon. Za 2 tygodnie mam sesje, nie potrafię się na niczym skupić. Wiem że to ja ja zawiniłem i to moja wina co się stało, obwiniać mogę tylko siebie. Nie dawałem jej tego czego potrzebowała od faceta i chyba znalazła sobie nowego. 25 ma studniówkę, jeszcze w sobotę rozmawialiśmy jaka mam koszule kupić a w poniedziałek zostawiła mnie przez tele i zaprosiła już innego na bal. Sam nie wiem co mam robić starać się o nią? grać twardego mimo że nie jestem taki? udawać że nic się nie stało i czekać aż zrozumie swój błąd. Jedak z drugiej strony wydaje mi się ze chciała zobaczyć jak sobie poradzę w tej sytuacji? czy poradzę sobie bez niej? czy zdam na studiach? jeżeli pójdzie z kimś na studniówkę to przysięgam sobie że przestane ją kochać. A jeżeli to tylko gra żeby mnie zmotywować do nauki( potwornym leniem jestem mimo wszystko) to czy będę w stanie jej wybaczyć za to jak mnie skrzywdziła, nie mam pojęcia bladego:(
    nie wiem jak sobie radzić samemu, nie mam żadnych przyjaciół ani nawet znajomych którym mógłbym się wyżalić i upić. Miałem w całym życiu tylko ją, moja pierwsza miłość, mój pierwszy pocałunek, mój pierwszy raz….
    teraz nie mam nic prócz wielkiej dziur w sercu
    jak wy radzicie sobie po rozstaniach? HELP ME!

  257. Luke, ja jestem prawie rok po tym jak zostawiła mnie dziewczyna, bo byłem za dobry, bo przestala mnie kochać, chciałem spędzić z nią cale życie, starałem sie by była szczęśliwa, a teraz jestem sam… rok po rozstaniu mogę Ci powiedzieć ze wiele sie dowiedziałem o sobie o tym co jest dla mnie najważniejsze, niestety nadal nie wiem dlaczego tak na prawdę mnie zostawiła i chyba nigdy sie tego nie dowiem. Jak sobie poradzić, rozmawiaj z ludźmi, na pewno masz znajomych, lepszych czy gorszych, rozmawiaj z nimi, może nie z wszystkimi o tym co sie stało ale nie możesz być teraz sam. Musisz działać, bo cale życie przed Toba… Nie mogę Ci powiedzieć co masz robić, a może po prostu myśl o sobie, to TY masz przeżyć swoje życie najlepiej jak umiesz. Pozdrawiam.

  258. Nikt, teraz jest problem, nie mam znajomych do których mogę się zwrócić i prosić o pomoc. Przez 4 lata poświęcając czas jednej osobie straciłem niemal kontakt z wszystkimi znajomymi. Miałem tylko ją. A znajomi których mam.. jeśli im powiem o tym? co zrobię jak mnie wyśmieją? jak i oni mnie odrzucą. Boje się zrobić cokolwiek.

  259. yooscior, dziękuję Ci za radę, staram się teraz z całych sił myśleć pozytywnie, próbuję wbić sobie do głowy , że gdyby On wrócił do mnie teraz to oboje bylibyśmy nieszczęśliwi. Ja bo żyję z facetem który mnie nie kocha i On, bo musiałby żyć u boku kobiety do której już nic nie czuje. To naprawdę bardzo trudny okres dla mnie, ale dam Mu czas na przemyślenia, może to tylko chwilowe uczucie z Jego strony?Może nie? Czas pokaże. Najważniejsze że wreszcie mogę cokolwiek przełknąć a dzisiaj w nocy spałam całe 5 godzin.

  260. Luke, zrobiłam ten sam błąd co Ty…
    Poświęciłam dla swojego związku wszystkie przyjaźnie i znajomości. Nie miałam czasu dla nikogo, liczył się tylko On. Teraz widzę że nie robiłam także nic dla siebie. Myślę że po prostu za bardzo chciałam by żyło Mu się idealnie, przesadziłam. W związku obie strony muszą troszczyć się o siebie, obie dbać o miłość. On nie robił nic w tym kierunku a ja dużo za dużo. To tak jakbym chciała za Niego to nadrobić a tak się przecież nie da…
    Wracając do tego co napisałeś- ja też się bardzo bałam. Obawiałam się, że znajomości, które aż tak bardzo zaniedbałam nie da się już odbudować, że dawni przyjaciele oleją mnie teraz tak jak to ja robiłam będąc w związku. Powiem Ci, że strasznie miło się rozczarowałam.
    Wystarczyła krótka rozmowa telefoniczna, jeden sms a wieść że mam doła rozeszła się po znajomych. Nagle kilka osób, których nie widziałam od wieków, chciało się ze mną spotkać, pogadać, pocieszali mnie. Dużo mi to dało. Wczoraj wyżaliłam się 4 osobom i czuję się na serio o niebo lepiej. Nie obawiaj się rozmowy z innymi, na pewno nie jesteś jedyną osobą wśród Twoich znajomych, którą spotkał taki zawód.
    Według mnie powinieneś teraz dać swojej byłej czas. Zrywanie przez telefon według mnie to dziecinada. Nie staraj się na siłę iść z nią na 100dniówkę. Jeżeli kochasz ją szczerze a ona pójdzie na tą imprezę z kimś innym to Twoje uczucie nie minie, będziesz jeszcze bardziej cierpiał, ale kochać z tego powodu nie przestaniesz. Nie rób dalej takich samych błędów jak ja. Jak Cię kochała przez 4 lata to od soboty do poniedziałku nie zmieniło się to. Może to tylko taka gierka z jej strony?Czekaj aż to ona się z Tobą skontaktuje, postaraj się nie dzwonić, nie pisać choć wiem że będzie Cię bardzo korciło. Spotkaj się ze znajomymi, najważniejsze abyś nie siedział teraz w domu sam bo będziesz się tylko dołował.

  261. Luke, ja przez sześć lat straciłem kontakt z wieloma znajomymi, gdy zostawiła mnie dziewczyna i tego samego dnia napisałem do kilku osób o tym co sie stało to ludzie którzy nie rozmawiali ze mną kilka lat zjawili sie żebym nie był sam, żebym nie siedział w domu. Po roku odzyskałem kontakt z większością moich zapomnianych znajomych… Luke, nie masz pewności że Cie wyśmieją a jeśli nawet będą żartować to tylko dla tego że było im przykro gdy nie miałeś dla nich czasu. Prawdziwych przyjaciół poznaje sie w takich sytuacjach.

  262. Dzięki Nikt. Odezwałem się wczoraj do najbliższych kumpli. Nie było źle, trochę mnie podnieśli na duchu. Umówiliśmy się na zapicie smutków. Ale dopiero po sesji. Dzisiaj napisałem wszystkim znajomym. Nie wiem jak oni zareagowali. Do tej pory nikt mi jeszcze nic nie odpisał. Pewnie nie wiedzą co, nie winie ich za to. Mimo wszystko mam ciągle straszne wahania humoru, prawie jak kobieta w ciąży. Raz się uśmiecham a za 10 min chce mi się płakać. Przez ten tydzień dużo zaległości narobiłem sobie na studiach. Nie mam pojęcia jak teraz nadrobię. Mam tydzień czasu na to. A nie mam nawet chęci robić z tym cokolwiek.

  263. ja tez borykam sie z tym bólem, rozstania i żalu…ale wiem jedno praca, szkolła jakies zajecia sa najlepsze…tyle sie nie mysli…nie ma sie czasu na rozpamietywanie,zastanawianie sie czy sie odezwie, czy wroci, na glupie pomysly pisania i blagania , proszenia o powrot…
    teraz wiem ze skoro do tej pory sie nie odezwal to mu nie zalezy, to mnie nie kocha, a ja chce kochac i byc kochana…a nie tak traktowana, ze widzi mnie tylko wtedy kiedy ma wiecej czasu…..moze kiedys milosc ktora go daze przejdzie mi tak po porstu…
    wiem teraz tylko jedno trzeba cos robic, zajmowac sie czyms a wtedy jest lzej troche….

  264. Ja dzisiaj wyjaśniłem czemu zostawiła mnie dziewczyna. Powiedziała że po prostu przestała mnie kochać. A zrobiła to przez telefon ponieważ wiedziała jak na to zareaguje, zacznę szlochać i prosić o kolejna szansę, a ona mi ja da i znowu będę ja krzywdził i olewał. Nie obwiniam ja za to jak mnie zostawiła. Mimo to mam ciągle milion pytań do niej.

  265. No i już po dobrym humorze. Nie jestem w stanie pogodzić się z rozstaniem. Czuje się okłamywany:( Wiem że idzie na studniówkę z kimś innym:( ale to ja powinienem tam być:( ja ją kocham z całego serca:( nie potrafię żyć bez niej:(

  266. drogi luke nie masz czym sie zdreczac, po prostu dziewczyna nie widzi tego jak ty ja kochaszbyla choc na tyle odwazna ze ci powiedziała dlaczego cie zostawila….nie masz tych glupich pytan..dlaczego??!!wiesz co i jak… a studniowka no coz nie mozesz tak myslec ze ty powinienes tam byc..wybrala kogos innego, wiem latwo jest to powiedziec ale uwierz nie jest tak ciezko tez zrobic….zyj swoim zyciem a nie jej… zajmij sie czyms… wiwem jedno ja sama kogos koccham i wiem ze on mnie nie, dlatego wole miec ten bol niz byc z osoba ktora mnie nie kocha, to chyba byloby gorsze..

  267. Od 3 dni budze sie z poczuciem ze nie mam juz dla kogo wstac z lozka. Bylismy razem 2,5 roku. Dalekosiezne plany zareczynowe slub imiona dzieci, to on pomogl mi sie podniesc z rozstania z kims ponad 2 lata temu, przysiegal ze on tego nie zrobi, a teraz sam tego dokonal… Mam wrazenie ze pękne, że moje serce rozpada sie na miliony kawalków, czytam wasze wypowiedzi i szukam pocieszenia. Czuje ze nie dam rady. A zerwal zwyczajnie, w dodatku rozmawiajac na gg… Ostatnia rozmowa to tak jakbym rozmawiala z kims obcym. A przyczyna?- inna kobieta. No cuż historia lubi sie powtarzac:(

  268. w sumie ja bym wolałam zeby zerwał ze mna przez tel ,gg niz tak jak on to zorbil,najgorzej jest spojrzec w oczy ukochanej osoby gdy mowi ci przykre slowa,az sie przeraziłam to co zobaczyła..pełne złosci, rozgniewane jak nie on….tego spojrzenia jego nigdy nie zapomne..nigdy…to bylo cos strasznego…. mysłałam ze jakos sobie radze tylko jak zaczełam wychodzic miedzy ludzi to dobija mnie to wszystko, jak widze szczesliwe pary to az mi sie plakac chce, czuje sie jak bez serca..zreszta nie mam go..on odszedła razem z nim…yh ta miłośc jak sobie z nia poradzic???:(;(

  269. Nie radze sobie. I mam tak samo jak Ty… wszedzie widze tylko szczesliwe osoby a nie dostrzegam samotnych;(( Naprawde mam dosc, pomimo ze raz juz przezylam rozstanie w swoim marnym zyciu, to teraz mi o tyle ciezej…. Ja bylam gotowa poswiecic dla niego zycie, chcialam miec dzieci ktore beda podobne do niego;((( Nie dam rady, na chwile terazniejsza nie widze swojej przyszlosci.

  270. Ja nie wiem jaki jest najlepszy sposób na zerwanie:(( my po prawie trzech latach po prostu przestaliśmy się do siebie odzywać… To jest straszne ale nie pisze do niego bo nawet nie wiem co… wiem ze odpisze mi coś nie miłego albo w ogóle nie odpisze :(( przykre dla mnie jest to że tak na prawdę to chyba nic dla niego nie znaczyłam jak nawet nie miał ochoty powiedzieć mi że nie chce ze mna być tylko od tak sobie przestał się odzywać:(( już miesiąc minął od kiedy nie mam z nim żadnego kontaktu… Myśle o nim codziennie i mam nadzieję że mnie przeprosi i że będziemy razem że się zmieni że ja się zmienię i będziemy szczęśliwi… słyszy się że ludzie się na jakiś czas rozstają a później do siebie wracają bo tęsknią za sobą i dochodzą do tego że to jednak była ta osoba…ja wierze w to że z nami też tak będzie, choć rozum mówi mi że on mnie nie kocha i nie myśli o mnie i nie chce ze mna być i ma to wszystko gdzieś…Dziwi mnie też fakt że mimo że ma już swoje lata to zachował się jak 20 latek z tym nie odzywaniem się… choć to była jedyna droga bym dała mu spokój :((( i on o tym wiedział :(((( to wszystko jest bez sensu… Jak mówię znajomym że nie jesteśmy już razem to wszyscy o szkoda wy tak do siebie pasowaliście taka ładną parę tworzyliście:((( boje się że nie znajdę sobie nikogo że nikomu nie zaufam…nie chce by ktoś znowu mnie zranił i oszukał w pewien sposób… wiem że on szybko sobie kogos znajdzie bo jest atrakcyjny pod każdym względem… a ja… ja nie potrafię rozmawiać z facetami nie chce by mnie podrywali wkurza mnie to…chce jego ale chce by się zmienił i żeby mnie kochał… zawsze myślałam że będę twarda i nigdy nie będę ubolewać po stracie faceta ale to jest silniejsze ode mnie…choć nikt nie wie jak jest mi smutno i jak mi go brakuje i nie chce by ktoś wiedział :(((( bo jest mi głupio że on tak mnie potraktował…

  271. bo tak jest już taka ta popie… miłosć..te drygie osoby co nas ranią nie wiedzą jak bardzo zadaja ból..wiem że go po tym wszystki co miedzy nami bylo teraz nic nie obchodzi,,spłynel po nim jak po masle..i to jest najgorsze ze tak postapil..tyle czasu razem tyle pieknych chwil i tak ngle z dnia na dzien jakby nie blo dla niego tego wszystkiego..jakby zapomnial i odszedl..najgorsze sa te slowa, obietnice jego ktore wciaz w mej pamieci sa…nie potrafie zorzumiec jak mozna mowic komus ze sie kocha go,a potem oodejsci..przeciesz ja sie kogos kocha to sie nie rani!!!!!! ja tez nie potrafie nawet rozmawiac z innnymi facetam, wrecz unikam ich. nawet czasmi siebie sam oszukuje, nienawidze mowic ze nas juz nie ma, zaraz w moich oczach jest pelno les..dlaczego tak jest????!!!!byliśmy tac\y szcesliwi…….tak go kocham z dnia na dzien coraz mocniej….mam nadzieje na to ze moze zrozumie co traci..ale z drugiej strony znam go i watpie w to ze wroci….ociecalismy sobie ze to ostatni raz byloz e probujemy zyc razem i co bylo dobrze ale nei wiem czemu tak sie stalo, i nawet nie umiem sobie wytłumaczyc, tyle pytań co dzien sobie zadaje i zadnej odp….

  272. Witam wszystkich!nie piałam bardzo długo ponieważ po prostu rzuciłam sie w wir pracy i wogóle ale to wogóle nie myślałam o tym,że kogoś poznam(tak szczerze to bardziej się bałam powtórki)ale jednak spotkało mnie wielkie szczęście….a Wam cóż mogę doradzić…wiem,ze teraz przechodzicie piekło wydaje wam się,że to jest droga bez powrotu,chcecie aby ta osoba wróciła i żeby było jak dawniej ale zastanówcie się czy to ma sens…wydaje mi się,że żadnego!patrzeć na zdjęcie,pisać,dzwonić…NIE!!.NAJLEPIEJ wszystko spalić,schować i nigdy więcej do tego nie wracać…wiem,że to wszystko jest ciężkie wiem bo sama niedawno przez to przechodziłam…ale dacie rade wierzę w to!!!otwórzcie się na nową miłość,lepszą….cudowniejszą:)powodzenia życzę w tym nowym roku abyście uwierzyli w siebie.Pozdrawiam

  273. On wyjeżdża…
    a mi serce pęka, tego uczucia nie da się opisać;(
    Wielki ból i pustka…czy kiedykolwiek jeszcze komuś zaufam?!Bo na pewno już nigdy nikogo nie pokocham tak bardzo jak kocham Jego;(

  274. Wiecie jak sie zrywa?
    Przez gg.
    A najpierw nieodzywacie sie do kogos kto sie o was martwi pisze smsy dzwoni, a pozniej piszezcie mu na gg ze wrociliscie do innej z przeszlosci.
    Wiecie, Ja dla niego wyjechalam za granice,chcialam rzucic studia,zmienialam mieszkanie- z ktorym teraz niesamowite problemy…uczylam sie dla niego angielskiego.Potrafilam w jeden dzien z kilkoma przesiadkami znalesc sie u niego na drugim koncu Polski…
    A on teraz ja dotyka, piesci, trzyma jej reke,caluje…
    Wiecie ja mam kryzys na uczelni…jutro egzamin a ja dzis dowiedzialam sie przez gg ze on wrocil do innej…
    Wszystkie plany,marzenia…Chcialoby sie rozplynac,boli mnie bardziej niz bol fizyczny.W dodatku inne klopoty.Boje sie samobojstwa, chyba tylko to mnie przed tym chroni.Ponie potrafie po tym wszystkim spojrzec ludziom w oczy, a co dopiero jakiemus mezczyznie?
    Czuje sie jakbym za to co zrobilam dostala po twarzy…Jakbym za kazdo slowo “Kocham Cie”dostala w policzek…
    Wiecie ja nie znam powodu dla ktorego wrocil do niej..
    To jest okropne,bo ja traktuje go jak najlepszego przyjaciela nadal!Ja wierze w ludzi,wierze ze popelaniaja bledy, ze nie nalezy tak od razu skrelac nikogo.Nie skreslam go, niech bedzie z nia szczesliwy.
    Dzis ubralam sie wyszlam z domu i chodzilam polami, lakami, placzac tak glosno jakby serce mialo ze mnie wyjsc.

    Jak mozna kochac sie ze mna, calowac mnie a pozniej cisza…a pozniej kilka zdan, przytulac ja,calowac ja,mowic jej”Kocham Cie”.Nawet slowa przepraszam nie bylo….

    Wytlumaczcie mi to bo ja nie rozumiem, niedociera to do mnie…nie moge sobie tego uzmyslowic.

  275. łatiej napewno było mu powiedziec przez gg że to koniec niz tak normalnie spojrzec w oczy…..powiem ci jednoże lepiej jest tak jak on zrobił niz tak jak masz spojzrec w oczy ukochanje osobie i usłyszec ze to koniec.. ja bynajmniej musiał to widziec ten spojjrzenie i usłyszec to wszystko teraz wiem ze letwiej bym m bylo jak byt o inaczej załatwił..a mowia ze takich sparw nie załatwia sie pzrez tel, gg ale tyo jest lepsze niz normalna rozmowa bo chociasz nie widzisz satysfakcji tej osoby co zrywa.tego gniewu jakis pretensji..no coz tak juz jest ze za kazda minute szcescia placimy potem wieloma smutkami…co poradzic stara milosc nie rdzewiej….musisz jakos sie z tym pogodzic

  276. Po 2,5 roku mieszkania razem musieliśmy zamieszkać z dala od siebie, było nam trudno, ale wymagała tego sytuacja. Pierwsze 2 miesiące przebiegały dość spokojnie i były do zniesienia widzielismy się co 2 weekend, poza tym dzowniliśmy do siebie prawie codziennie. W pewnym momencie przez moją myśl zaczeły przechodzić bezpodstawne podejrzenia, że mnie zdradza, pewnie ma kogoś innego itp. Jednak w głebi serca wiedziałem, że to nieprawda. W pewnym momencie nie wytrzymałem, dałem ponieść sie emocją (wiadomo: koledzy, samotność, alkochol). Po kilku dniach troche sie uspokoiło, ale już było wiadomo, że to iskra która zapoczątkowała rozpad “udanego” związku. Trwało to 2 miesiące i właśnie tu, rozmowa telefoniczna bardzo pomogła bo, dzięki niej łatwiej było przekazać informacje obydwu stroną, że to już “koniec” , a po kilku dniach gdy ochłoneliśmy mogliśmy normalnie na spokojnie porozmawiać ze sobą w cztery oczy. Nie powiem, że było łatwo ale naprawde warto porozmawiać z osobą którą sie Kocha, z osobą z którą spędziło się piękne chwile…nawet wtedy gdy…to nic nie zmieni,ale na pewno bedzie lżej nam na sercu.

    Ja, jak pewnie większość z was, jest tutaj pierwszy raz i napewno podzieli moją opinie, że po dodaniu swojego komentarza robi się chociaż troszke lżej na zranionym sercu, bo najlepsze jest w tym to, że znajdujemy tu dziesiątki, stetki, tysiące osób które przeżyły to samo co my. I właśnie dla tych osób, co odwarzyły sie napisać o swoich uczuciach, życze spokojniejszych nocy i znalezienia kogoś z kim będziemy mogli porozmawiać o wszystkich naszych problemach (po Polskiemu mówiąc “wyżalić się”).

    ps:
    “Co nas nie zabije, to nas wzmocni” 🙂
    Dlatego uwierzcie w siebie :)))) pozdrawiam…

  277. … moja historia jest prosta…
    zostawił mnie po 6 latach. Po zaręczynach, po ustalonej dacie ślubu. Poprostu, stwierdził, że chyba mnie już nie kocha. “chyba” – takiego użył słowa, po 6 latach, tylko na tyle bylo go stać. Teraz po 5 miesiącach od rozstania czuje do niego nienawiść za to jak bardzo mnie zaranił, za to ze nie mogłam jeśc, spać, pracować, za to że ryczałam po nocach… A ja walczyłam o niego przez ponad miesiąc, teraz wiem ze to nie miało sensu i tylko opóźniało stawienie czoła rzeczywistości i wielki ból…
    Teraz nie mam z nim żadnego kontaktu, on sie całkowicie odizolował, tak jakby nigdy nic nie było ;(
    A moze mi sie to wszystko tylko przyśniło… te piekne chwile razem. Tak, tesknie za dawnym NIM, bo TEN teraźniejszy sie bardzo zmienił, nie jest moim kochanym misiem. TEN teraźniejszy to cham bez uczuć. Powoli sie z niego wyleczam, dzieki moim wspaniałym przyjaciołom i rodzinie. Wiem ze kiedyś spotkam tego jedynego 😉 Trzymajcie sie wszyscy samotni, zranieni, porzuceni. Ja to sobie tłumacze tak, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. Kiedys dla nas tez zaświeci słoneczko!

  278. Minął już miesiąc jak jestem sam:( tęsknie za Nią i brakuje mi Jej. Wydaje mi się że ciągle Ją kocham:( jutro walentynki:( nie wiem co mam robić ze sobą:( jest coraz gorzej:( Chciałbym ją zobaczyć i porozmawiać:( przytulić:(

  279. jestem po ślubie prawie 3 lata tak naprawdę nigdy nie byłam do końca szczęśliwa dlaczego? mój mąż częściej doprowadzał mnie do łez niż do śmiechu nie będę się rozpisywać po miesięcznym nie odzywaniu się wyprowadził się do mamy a ja zaczęłam spotykać się z jego kuzynem przepełniła mnie gorycz i chyba dlatego to zrobiłam do niczego nie doszło bo on ma dziewczynę ale dlatego też nie chce dalej się spotykać zostałam sama jak palec no prawie sama bo mam cudowną córcię i to dla niej teraz żyję

  280. Nasza znajomość rozpoczęła się na portalu randkowym… mieszkałam jescze wtedy u roodziców razem z córeczką. Znajomość zakończyłam przed wyjazdem do UK do pracy,tłumacząc sobie,że to był tylko seks-,że nic więcej dla niego nie znaczyłam.. poblokowałam go na wszelkich możliwych komunikatorach,wykasowałąm nr . W Londynie byłam sama jak palec,mała została z dziadkami.. miała yć tam ze mną jak przygotuję wszystko już pod jej małą osóbkę.. kupiłam tam laptopa, założyłam internet w wynajętym pokoju i tyrałam jak osiołek we francuskiej restauracji.. docierały do mnie wtedy jego zaległe maile, zaczęliśmy odnawiać znjaomość po miesiącach,rozmawiając godzinami na skypie.. wróciłąm na tydzień do Polski do małej bo serce mi z tesknoty usychało za nią, a wiedziałam,że cały grudzień- święta bede musiałą spędzić w restauracji, taka była umowa z bossem.. spotkaliśmy się i w zasadzie podjął decyzje,że rzuca prace i leci tam już ze mną,że chce być wsparciem dla mnie tam w tym ciężkim okresie…
    Podjął pracę w tej samej restauracji . było inaczej miałam już gdzie wypłakać swoją tesknotę za córką.. na jego ramieniu, i tak po 3 miesiącach stwierdził,że wracamy do Polski, zamieszkamy razem iże już nie bedziemy same z Zuzką. po powrocie był piękny okres… mała go pokochałą,zamieszkaliśmy razem stał się częścią naszej rodzinki… kupiliśmy psa, jego rodzice zaakceptowali moją córkę-która nigdy nie poznałą swojego prawdziwego ojca(ma odebraną władzę).. czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie…
    jednak wkradły się kłótnie, nasze dumne charaktery, nieumiejętność pójścia na kompromis… doprowadziły do tego ,że wczoraj sie wyprowadził po 1,5 roku…
    w maju miało być oddane do użytku mieszkanie ,które dla nas kupili jego rodzice.. podjął jednak decyzję o wyprowadzce gdyż psychicznie oboje jesteśmy wrakami… sprzeczki przeistaczały się w wojny.. przed wyjściem powiedział,że nie jest pewien swojej decyzji,że mnie kocha i czy chcę by został… nie kazałam mu zostać…
    Mała dziś dziś płakała za nim i za psem, a ja nie wiem czy czy może dać mu czas by sam odezwał się do mniepowinien o tym wiedzieć, czy mam mu powiedzieć jak bardzo mi go brakuje…?
    Jak mocno żałuję,że jestem taka dumna…czy mam mu to powiedzieć??
    Pomóżcie mi podjąć decyzję.. sądzicie,że to już rozstanie na dobre?
    Czy czekać aż on się odezwie….? chodzi mi też o moje dziecko… od 6 miesięcy nazywała go tatusiem…. pomóżcie:(

  281. Każdy przypadek jest inny i to Ty powinnaś zdecydować bo sama wiesz najlepiej. Ja mogę Ci tylko poradzić. Tak się złożyło że mamy tak samo na imię i chyba obie jesteśmy (ja przynajmniej byłam) dumne. Po moich przeżyciach mogę Ci tylko powiedzieć że czasami warto schować dumę i ratować to co było i może być takie piękne. Nie czekaj, bo może być za późno, jeżeli Ci zależy walcz, walcz jak najmocniej potrafisz!!! Czasami szczera rozmowa – rozmowa a nie kłótnia zdziałać może cuda. Tyle ode mnie ostateczna decyzja należy do Ciebie, wiem że może łatwo mi mówić walcz, jak nie jestem w Twojej sytuacji, ale ja popełniłam ten błąd(największy błąd w życiu), odpuściłam na miesiąc z nadzieją że jednak może on zatęskni, a jak później zrozumiałam i walczyłam tak mocno, że aż sama siebie zaskoczyłam to było już za późno. 3 mam kciuki i życzę Ci sił pozdrawiam Marta

  282. najbardziej lubię tutaj wynajdywać jakieś pozytywne refleksje, to mi pomaga, kiedy czytam, że któreś z was sobie poradziło, zaakceptowało, zrozumiało, że to nie to, czy też trafiło na kogoś
    lepszego:):)wiem, że pomimo tego całego bólu, pozbieram się i będę szczęśliwa!:D nie widzę innej opcji:D

  283. Dzięki Martuś…
    wiesz, nic się od wtedy za wiele nie zmieniło, czasem napiszemy cośdo siebie…w zasadzie to teraz czekam już tylko aż przyjedzie by zwrócić mi klucze i odbierze swoje ręczniki ,których zapomniał spakować w sobotę..:(
    Ból nie jest nic mniejszy, może nawet bardziej prawdziwy bo opadły już emocje i pozostałą tylko pustka….
    życzę Wam wszystkiego naj… abyście dali sobie rade… wiem co wszyscy czujecie…

  284. hej,
    po przeczytaniu waszym wypowiedzi postanowilam tez opowiedziec swoja historie…a wiec…zakochalam sie w nim na poczatku liceum,pierwsza milosc,najpiekniejsze uczucie jakie znam,wszystko z nim bylo pierwsze bylam w siodmym niebie,bylismy ze soba prawie dwa lata,zostawil mnie twierdzac,ze nam poprostu nie wyszlo.bylam zalamana plakalam,bylam na lekach uspakajajacych,po nochach mi sie snil,a jak sie snil to w snach bylam taka szczescliwa,buzdzlam sie z usmiechem na twarzy,lecz gdy doszlo do mnie ze to byl tylko sen odrazu umiech z mej twarzy znikali zaczynala sie znowu wielka tesknota.postanowilam znalesc sobie kogos szybko,aby o nim zapomniec.powiedzialam sobie ,,klina klinem i dam rade”i taj jednak bylo po 4 miesiacach bylam juz z nowym facetem,na poczatku bawialm sie nim,on o tym nie wiedzial,a ja chyba byl coraz szczesliwsza z nim.poczylam ze sie kolejny raz angazuje,niechcialam zostac znowu zraniona,ale jakos tak gdy powiedzialam mu ze nie chce sie z nim spotykac,kogos mi brakowalo.wiec w niewielkim czasie wrocilismy do siebie.bylo pieknie,wspolne mieszkanie,znajomi,milosc miedzy nami,az ty nagle po 2 latach zamieszkania ze soba zaczelo mi mwszystko w nim przeszkadzac…postanowilam powiedziec mu ze to nie ma dalej sensu,mimo tego ze seks byl z nim czym najbardziej zwariowanym co w zyciu przezylam,poprostu dobry byl w te klocki,czasami myslalam ze to mnie moze tylko przy nim trzyma.wiec moj,,erotoman”sie wyprowadzil,a po miesiacu na nk odezwal sie do mnie moja szkolna milosc z liceum,wrocilismy do siebie,bawilismyn sie byli pieknie,po 2 miesiacach,powiedzial,ze ja juz sie nigdy nie zmienie i on tez,ze sie nie dogadamy i to nie ma dalej sensu,probojac z nim rozmawiac odpowiadal mi jego najlepszy tekst-,,daj mi spokoj”i wpatrujac sie w monitor swojego komputera nie zwracal na mnie uwagi,wiec zostawilam to wszystko i wrocilam do swojego mieszkanka…napisal mi tylko smsa ze bardzo mnie kocha i powinnam o tym wiedziec,ze za bardzo chialam ingerowac w jego zycie,ze za barzdo chialam nim rzadzic ale to nie tak,ja poprostu moze sie o niego za bardzo martwilam.od dwoch dni sie nie odzywa,ja czekam na jego krok,moze jeszcze nam sie uda,ludze sie tym wszytskim poniewaz nie usunol naszego wspolnego zdjecia ze swiat ze swojego profilu na nk.jestem zalamana nieiwem co myslec,obiecalam sobie nie miec faceta,bawic sie tylko nimi i ranic tak jak mnie zraniono.niewiem czy dobrze robie…czasami mysle o spotkaniu z moim ,,erotomanem na jakis szybki numerek,aby zaspokoic siebie”:)

  285. Witajcie
    Ja jestem chyba po tej drugiej stronie osoby zrywającej. Znamy sie od ponad 3 lat, bylismy para ponad 1,5 roku i tyle też ze sobą mieszkaliśmy. Nasz związek zaczął się niestety w dość ciężki sposób, zanim narodziła się miłość, był seks. To ja pierwsza się zakochałam i walczyłam o to. On nigdy nie traktował kobiet dobrze, ale przy mnie się częściowo zmienił. Wiem, że wciąż bardzo mnie kocha. Jednak nasz związek był pełen napieć, częśto się kłóciliśmy. Ja jestem bardzo tempreramentną osobą, zresztą tak jak on. Najwiekszym problemem był jego brak szacunku i adoracji. Często czułam się poprostu olana i ignorowana, zaczoł traktować mnie “jesteś bo jesteś”. Po kolejnej kłótni posatnowiliśmy zamieszkać osobno, dałam mu do zrozumienia ze to osatatnia szansa aby wszystko naprawic. Ale nie wyszlo. Zadreczam sie myślami, że może chce za dużo. Wiem, że kocham go ciągle z całego serca i on też mnie kocha, ale nie widze już dla nas przyszłości. Zawsze myślałam ze miłość wszystko zwycięży… a jednak tak się nie stało. Podjełam decyzje o zerwaniu. powiedziałam mu o tym przez gg, nie dlatego ze stchorzylam tylko dlatego ze tak bylo lepiej.
    Zrobiłabym teraz wszystko, żeby do mnie wrócił, przytulił mnie, tak bardzo go kocham. Ale wiem, że bez niego będzie mi lepiej…

  286. nie pomyslalbym nigdy, ze bede sie wyplakiwal w takim miejscu… kiedy wstanie, powiem mu, ze to koniec… napisal chlopakowi, w ktorym byl zadurzony, ze gdyby poznali sie pol roku wczesniej, byloby z tego byc moze cos niezwyklego, “a tak ch*jnia, zycie jest okrutne”. niby zrobil to po pijaku, ale nie tlumaczy go to wcale. po powrocie z imprezy zaczal mi wyznawac milosc, krotko po tym, kiedy zasnal, przeczytalem te przeklete smsy… dla mnie oznacza to tyle, ze zaluje, ze mnie poznal, ze sie ze mna zwiazal… trzymajcie kciuki, zebym znalazl odwage na skonczenie tego zwiazku. kocham go i nie wiem, jak bede reagowal…

  287. chcę sie rozstać z facetem, którego kocham i jest nam ogólnie dobrze, tylko czasami bywaja straszne dramaty. największym problemem jest jego praca. poświęca jej niesamowitą ilość czasu- całe dnie (jest jej właścicielem), a my prawie się nie widujemy. non stop powtarza, że będzie lepiej, tylko jeszcze torchę. spotykam się tak z nim rok, mimo tego czasu nie poznłam jego rodziny, ani nie bylam u niego w domu.wieczorami wył. tel. więc już nie mamy kontaktu. jest ode mnie starszy 15 lat. nigdy ta różnica nam nie przeszkadzała, nie dzieliła. zwasze potrafiłam się z nim porozumieć. nieraz dopuszcza mnie do spraw firmy i prosi o pomoc. ale ja nie rozmuiem jego niektórych zachowań i mam przeczucia, że może mnie oszukiwać, ale nie mogę go sprawdzić, bo nie potrafiła bym z nim już nigdy rozmawiać, ja nie chciałabym, aby mnie ktoś sprawdzał, więc sama chyba też tego nie zrobię. zastanawiam się czy warto być z kimś takim….

  288. zostawił mnie wczoraj. raz już dałam do siebie wrócić, a teraz znów mnie zranił. powiedział, że to nie ma sensu, nie może mnie traktować jak zabawkę i dłużej udawać. boli mnie jak cholera, nie wiem co mam ze sobą zrobić.
    chodzę z nim do jednej szkoły, więc muszę być twarda, żeby móc na niego patrzeć.
    ;(

  289. ciężkie to życie, bardzo ciężkie, kiedy już byłam tak bardzo szczęśliwa i dziękowałam Bogu za niego wszystko się skończyło, jak to nazwał wypaliło się, a potem jeszcze powiedział ze nic nie trwa wiecznie… 🙁 bylismy razem cztery lata, oboje teraz mamy po 22 lata. bylo dobrze nie idealnie ale dobrze, pod koniec coraz cześciej się kłóciliśmy… a przed walentynkami mnie zostawił … taki romantyczny prezent…. mówił, że chce odpocząć, że nie chce być teraz z nikim, a ja czułam, czułam, że jest ktoś inny, pytałam się go ale patrząc mi prosto w oczy przyrzekł na Boga, że nie ma nikogo innego…. niestety moja inuicja po raz kolejny mnie nie zawiodła… dowiedziałam się , że zdradzał mnie już od sierpnia, ja niedługo przed sierpniem wyszłam ze szpitala, okazało się , że jestem ciężko chora… ale gdyby mi wtedy powiedział, że nie chce chorej dziewczyny, nie chce takiej odpowiedzialności brać na siebie to zrozumiałabym…. a on mnie tak oszukał… tak bardzo mnie zranił…oczywiście nie przyznał się do tego….ciągle robił mi mętlik w głowie…mimo , że nie byliśmy już razem mówił, że nie wie czy mnie kocha, potem mówił, że mu mnie brakuje….to co ja miałam myśleć…głupia i naiwna czekałam, choć serce pęka twarz była obojetna przy nim….a dokładnie wczoraj dowiedziałam się, że ona, której rzekomo nie było przyjechała do niego…nie wierzyłam, poszłam to sprawdzić….niestety to była prawda….zobaczyłam jak siedzi u niego w domu… jak mnie zobaczyła uciekła szybko do góry do jego pokoju, a on………….to był szok…wyszedł do mnie na podwórko i zaczął mną rzucać po ścianach…rzucał mną i wyzywał, że jestem głupia, że po co przychodziłam, że powinnam się domyśleć ze on jest z nią….a ja się tak strasznie popłakałam…czułam ból fizyczny jakby mi ktoś serce wyrywał….to było straszne….potem mnie tak samą zostawił i poszedł do niej 🙁 to było takie upokarzające i takie smutne….wspólne plany mieliśmy….mamy wspólny sklep, który razem otworzyliśmy….a teraz zostałam ze wszystkim sama….mielismy wspólne konto w banku ale już zgłosiłam likwidacje….nadal cięrpię choć wiem że nie mogę już z nim być….ale jak mógł mnie tak potraktować…..przecież mógł mi to powiedzieć wcześniej…..

  290. Odejscie mezczyzny, kobiety boli. Rozumiem bo wiem jak to jest ale jest cos co mocniej niszczy chocby z tego wzgledu, ze tej osoby nie mozna “pominac” z czasem i tak po prostu isc dalej sciezka zycia : to wlasna matka. Jak sie wlasna matka odwroci od czlowieka to dopiero jest depresja … Facet odchodzi i po jakims czasie pojawia sie kolejny w zyciu i czlowiek jest szczesliwy. Matki drugiej nie ma – niestety.

  291. …kurcze myślałam, że jak raz tutaj napisze to wystarczy..aa tu masz, nie radze sobie:/minęły już jakieś 3 miesiące a ja dalej potrafię rozłożyć ręce bezradnie jak dziecko i ryczeć z tej całej bezradności…. nie mam na nic ochoty, nie mogę na dłużej zmobilizować się do działania..jestem aktywna przez chwilę i nagle znowu się rozklejam i koniec ii od początku:/ mam takie okropne uczucie, że już nikt wartościowy na mojej drodze się nie pojawi:/ jeju to takie głuupie, mam ochote zamknąc się w domu i schować się tak na jakiś czas przed wszystkimi, czuje się jak dziecko… brak mi sił do działania, a przede mną tyyle pracy:( przez to co się stało zmieniłam uczelnie i mam bardzo dużo nauki, a mi w ogóle nie w głowie nauka, nie mogę się skoncentrować, zmobilizować.. Poomooocyy!! prosze…

  292. sama…już 11sty dzień… cisza, jego twarz obojętna, taka obojętna na mnie i mój żal. Bo boli, serduszko najbardziej. Już raz sklejałam je po trudnym rozstaniu a on zniszczył je na nowo,pękło, rozsypało się, potłukło razem z moimi nadziejami, marzeniami, planami…… a ja nie mam siły zbierać porozrzucanych części bo skąd brać tą siłę?

  293. Nawet nie sądziłam że tyle ludzi przeżywa podobne problemy. Mnie też właśnie zostawił ktoś kogo kochałam ponad życie mimo że już raz obiecałam sobie że więcej nie dam się skrzywdzić. Po nieudanym małżeństwie, z którego mam 2 letniego synka myślałam że nic złego mnie już nie spotka że to za dużo jak na jednego człowieka ale znów oberwałam. Małżeństwo było koszmarem, facet którego bardzo kochałam zaczął mnie poprostu bić. Rozwiodłam się i odeszłam chociaż nie było łatwo, mój synek miał wtedy pół roczku. Po roku poznałam faceta, czuły troskliwy, wspaniały dla dziecka, bałam się ale postanowiłam zaufać bo przecież nie każdy facet to drań. Poznałam jego rodzinę, dzieli nas 100km, z synkiem jezdziliśmy do niego na weekendy, rodzice nazywali moje dziecko swoim wnusiem, niunio mówił do niego Tata, wciąż mówił że kocha nas oboje, że się pobierzemy, ja nigdy nie chciałam deklaracji to on obiecywał. Mówił że nigdy nas nie skrzywdzi, że kocha ponad życie. Dowiedziałam się że jakaś dziewczyna wypisuje do niego i wydzwania, zapytałam kto to, o nic nie oskarżałam, wyparł się i okłamał. Odbił piłeczkę zarzucając mi że go kontroluje i sprawdzam, a ja nigdy go nie sprawdzałam, poprostu wierzyłam. Powiedział że go z nią nic nie łączy i że trzeba się zastanowić bo jakoś nam się nie układa. Potrzymał mnie w niepewności przez parę dni i powiedział że to nie ma sensu bo szkoda dziecka. Poczułam jakby ktoś dał mi w twarz, nogi się podemną ugieły. Przerwał wszystko z dnia na dzień, choć planowaliśmy wspólne wakacje i życie. Jestem w takim dołku że nie mam siły wstać z łóżka, zaniedbuje swoje dziecko bo nie mam siły żyć, bo znów zaufałam i zostałam skrzywdzona. Ciągle płacze i nie moge sobie z tym bólem poradzić, wiem że czas leczy rany ale najgorzej jest ten czas przetrwać i żyć dalej, a tak naprawdę nie wiem co dalej, nie mogę pracować, nie mogę jeść, chudnę w oczach. Chciałabym żeby ten okropny ból minął ale na to trzeba czasu.

  294. Ja jestem sama od 4 dni… dopiero a jednak tak długo;/ Wciąż czekam aż on się odezwie, powie że to co powiedział po 3 latach związku nie jest prawdą, że kocha i chce być ze mną.. Najgorsze jest to, że żyję właśnie w takiej nadziei, że coś się zmieni.. że on wróci!! Ale podświadomie wiem że tego nie zrobi, że tak sie nie stanie;(
    wiem, że ludzie mają wieksze zmartwienia… Sytuacja Luśki;/ bardzo mi przykro.. wiem, że ciężko jest sobie odmówić miłości, jeśli widzisz że ktoś cię kocha z wzajemnością garniesz do niego, nie myslisz o konsekwencjach.. a potem taki cios. Ale masz dziecko, masz dla kogo żyć. nie będę pocieszać, bo sama wiem że to jest koszmar i trzeba czasu i jeszcze raz czasu żeby to sobie w głowie poukładać. tylko najgorsze jest to jak teraz zaufać? jak znowu zacząć żyć od nowa? sama, nieszczęśliwa?

  295. Witam wszystkich. Mija, troche podobnie i u mnie. Zaczne od tego ze dzis minely dwa dni. Dziwie sie sobie okropnie bo jest we mnie jakis spokoj… Ale moze dlatego juz sie za duzo wyciarpialam. Psuc sie zaczelo sie od sylwestra, ktorego zrobilismy u mnie w domu. Sama impreza sie udala znakomicie. ale nastepnego dnia rodzinka sie wmieszala i zmieszala Jego z blotem, ale to nieistotne teraz. Jakos tam bylo, raz lepiej raz gorzej, ale coraz bardziej chlodno. w czasie przerwy w nauce pojechalam do niego do domu – jego rodzina mnie bardzo polubila, ja Ich rowniez. Bylam tam przez prawie 2 tyg z Nim, ale musialam szybciej wracac, bo mialam kolejny nawrot choroby (a ciągnie sie od stycznia do dzis). Pojechalam, pozegnalismy sie w dobrych humorach, po czym juz wieczorem i kolejnego dnia suchoty z Jego strony, zero milych slow itp. itd. Dwa dni pozniej przyjechal do tego samego miasta, ale zaraz sie szedl spotkac z kumplem. Za pare godzin dostaje sms-a ze to koniec. chcialabym jeszcze dodac ze byly to walentynki – jakiz uroczy prezent w taki dzien.
    Bylam jak oszolomiona, chcialam sie zabic…kiedy dzwonilam nie odbieral, tak chyba z godzine. W koncu odebral i powiedzial, ze to przez moja rodzine. I ze On tak nie moze dluzej. Ale nic, nie poddalam sie i pojechalam do Niego nastepnego dnia, mimo ze bylam chora i to dosc mocno, nie przejąl sie tym, tylko powiedzial, ze on do mnie nie przyjedzie, bo moja rodzina…. Nie mogl mi nic w oczy powiedziec, wiec znow bylismy razem.
    Tydzien pozniej Znow do niego jechalismy na urodziny Jego brata, a tam znow… Cytuje ‘juz nigdy Ci nie zaufam i nie uwierze’… kolejny sztylet w serce. Ale zaraz znow przytulil, pocalowal i ok. Ale ja juz codziennie plakalam do poduszki od tamtej pory. a ostatnie 2 tyg to koszmar, zimny, nieobecny, stwierdzil pozniej, jak go ciagnelam za jezyk, ze potrzebowal sie odsunac.
    I tak z kazdym dniem coraz dalej jak znow zaczelam pytac konkretami powiedzial ze Nie kocha mnie tak jak powinien i nie wie czy kiedykolwiek bedzie potrafil… Ale nadal mnie nie zostawil – znaczy nie zakomunikowal tego ze to koniec, ale ja juz wiedzialam ze to koniec. wciaz plakalam, serce mnie bolalo rozdarte… kolejnego dnia byl dla mnie cudowny, zeby kolejnego mnie rzucic na dobre… “Nie chce Ci juz wiecej dawac nadziei”. I tym razem to On plakal nie ja. Juz dosc lez wylalam. nie wyobrazalam sobie zycia bez niego i nadal jest mi ciezko…
    ale nie placze, nie rozpaczam usmiecham sie do ludzi chce sie spotykac z ludzmi… Bo przez rok jak bylismy ze soba nigdzie sama nie bylam, kiedy On to robil bardzo czesto, a ja to przyzwalalam.
    Ufalam Mu, wierzylam, robilam wszystko zeby nas ratowac, zeby Jemu bylo dobrze, zostawilam dom, rodzine, znajomych, dla Niego i Co?? Dlaczego ja mam cierpiec skoro On nie cierpi???
    Za kazdym razem kiedy lezalam w domu chora jeszcze mnie dobijal swoimi watpliwosciami i zawsze wtedy wychodzil ‘na piwo’ – bo wlasciwie skad moge byc pewna gdzie i z kim. Boli, ale i troche lzej mi. Mieszkamy jeszcze razem, bo za miesiac juz zaplacone, no a nie ma zeby za kolejne zaplacic…

    Jezeli Ktokolwiek to przeczytal, gratuluje cierpliwosci. Ciesze sie ze moglam to wylac na klawiature chociaz i sie z Wami podzielic moimi przezyciami.
    Oczywiscie to jest kropla w morzu tego co sie dzialo i co przezywalam. Tak jak ktoras z Was byla bita, to ja czuje jakby caly czas katowal moja psychike, a to tak samo boli, moze jeszcze bardziej.
    Buziaki i wiary w siebie zycze, ja teraz sie skupie tylko na sobie, co z reszta On sam mi doradzil.

  296. Droga Modliszko, przeczytałam wszyyyystko, hmm sytuacja sama w sobie nieciekawa, widać, że też dużą rolę odegrała Twoja rodzina w jego decyzji, hmm…zawsze uważałam, że tak owszem nie żyje się z rodziną faceta tylko z nim, ale sytuacja kiedy ta rodzina mnie nie akceptuje jest okropna i bardzo trudna…Myślę, że on jest po prostu bardzo zagubiony, sam do końca nie wie czego chce, ale kieruje się tym co jednak jest silniejsze w nim…
    Tak jak napisałaś na samym końcu skoncentruj się teraz na sobie, na swoim zdrowiu, spróbuj nabrać do całej sytuacji dystansu, nie martw sie na zapas, bo teraz najważniejsze jest to, żebyś wyzdrowiała.. Trudno taką podjął decyzje, nikogo do niczego nie jesteśmy w stanie zmusić, możemy jedynie przyjąć to z godnością, nie smuć , teraz może jest trudno, ale później będzie zdecydowanie lepiej… Szkoda, że razem musicie jeszcze mieszkać, bo to nie sprzyja.. miałam podobnie zresztą i było mi jeszcze trudniej jak musiałam go widywać…ale wszystko da się wytrzymać, potwierdzeniem są te wszyyyystkie wpisy, każdy tutaj przechodzi takie historie, a i tak nie poddaje się tylko stara żyć dalej…
    u mnie tylko 3 miesiące zleciały w pojedynke, ale po ostatnim kryzysiku jest już mi lepiej… po prostu trzeba żyć, działać, nie stawać w miejsciu, ja tk robiłam, starałam się na zmianę z płaczem, smutkiem i jakimś dołkiem, ale idę dalej, bo wiem, że dla niego już po tych kilku miesiącach jestem miłym wspomnieniem i to wszystko nic poza tym…my rozpamietujemy miesiacami latami, a nasi eks po prostu układają sobie życie z innymi, bądź samemu. Sama kiedyś zerwałam i szybko się pozbierałam, bardzo szybko i czułam się dobrze, nie myślałam już później o moim byłym, nie chciałam, ale tutaj na prawde rozstanie było już potrzebne, bo zbyt wiele okropnych słów i sytuacji było…chodzi mi tylko o to, że dzieki temu zdaje sobie sprawe, że teraz też ta osoba, która opuściła mnie żyje po prostu swoim życiem i nie wnika w szczegóły więc my też powinniśmy:) hehe tak sobie tutaj wypisuje hehehe troszke nie składnie, ale to z natłoku myśli:P w każdym razie pozdrawiam wszystkich, bądźmy po prostu twardzi:D nie dajmy się złamać , tylko działajmy…. życzę wszystkim szybkiego powrotu do życia:)

  297. Wiecie co? Jest mi dobrze, az sie sama sobie dziwie. Smieje sie , spotykam z ludzmi, rozmawiam. A to ze z Nim mieszkam nie robi mi. Jest na prawde dobrze, bo teraz to czy jest czy nie ma, nie robi mi roznicy. Nie mam ochoty juz walczyc o cos czego nie ma i nie bedzie. Przyjelam, zaakceptowalam i jest mi teraz dobrze:D Teraz jestesmy oboje u swoich rodzin wiec widze, ze na prawde nie robi mi roznicy. A chyba nawet wole sie nie wyprowadzac teraz na sile spowrotem do domu, bo czuje sie tu znacznie gorzej… z wielu powodow, mimo ze moglabym i cieszyliby sie gdybym tak zrobila.
    W przyszlym tyg ide chyba na jakis podryw z kumpelą.
    I teraz rada dla wszystkich… Dlaczego macie cierpiec, jak druga osoba nie cierpi? i sie bawi zyciem dalej?
    Olejcie!!!! 😀

  298. witam wszyskich jestem z chlopakiem od 8 lat a od grudnia jestesmy zareczeni jak kazda para klocimy sie jest raz lepiej a raz gorzej ale od stycznia br jest coraz gorzej on ciagle pije,przebywa z kumplami i nic tylko sie klocimy mijamy sie on ciagle jest pijany i w koncu postanowilam ze sie wyprowadzam ale boje sie tego ze jak odejde to w koncu mu wybacze i wroce a bedzie dobrze tylko na pare dni chce to zakonczyc raz na zawsze juz kilka to przerabialam z tym samym skutkiem i moja prozbaa zaczyna sie tutaj prosze powiedzcie mi jak mam to zrobic zeby juz nie dac mu juz sie przekonac ze bedzie dobrze wiem ze moja prozba jest troche inna ale boje sie ze jestem za slaba bo jak by nie bylo ja go ciagle kocham i tu jest pies pogrzebany ze zawsze mialam ta nadzieje ze bedzie dobrze;((((

  299. Wszystko ładnie… odcinanie, zrywanie z przeszloscia… a co w przypadku jesli jest dziecko,jesli te kontakty beda musialy byxc caly czas, caly czas ta druga osobe bedzie sie widzialo… ja tak mam… po prawie 10 latach – zdrada, porzucenie, ona z moim dzieckiem… i w nowym zwiazku… na ktory niestety musze patrzec… JAK SOBIE Z TYM RADZIC ???!!!

  300. Kiedy kocha sie to dziecko nad zycie… i ta druga osobe tez… Kiedy cale zycie podporzadkowalo sie temu zwiazkowi, zainwestowalo sie w ten zwiazek cale serce i nie tylko…

    Owszem byly rozne gorsze chwile, ale do ostatniego dnia mowila mi ze kocha, planowalismy przyszlosc, drugie dziecko… robilismy remonty, wspolne zakupy… do ostatniego dnia budowala we mnie wiare w nasza milosc… i zbudowala… tak bardzo jak nawet na poczatku nie mialem… i dlatego teraz juz nie wiem co ze soba robic, jak sobie z tym radzic… jak zyc… kazdy dzien to tylko myslenie o Niej, o dziecku… i tym wiekszy bol ze musimy caly czas miec kontakt ze soba… Ona teraz jest cala w skowronkach w nowym zwiazku… a ja dalej wierze… i z kazdym dniem zamiast zeby bylo lepiej jest coraz gorzej… I NIE WIEM JAK, NIE POTRAFIE SOBIE Z TYM PORADZIC…

  301. dlugo myslalam,czy tutaj napisac,przeczytalam sporo.nie wiem nawet od jakich slow zaczac.niespelna tydzien temu nasz 2letni zwiazek sie rozpadl,w rocznice…2 lata razem.przez poltora roku bylismy ze soba na odleglosc.ja w polsce,on w niemczech.pol roku temu rzucilam wszystko i wyjechalam po to by z nim byc.przez pierwszy okres mieszkania razem bylo cudownie.potem zaczelo sie psuc,stalam sie podejrzliwa,chcialam go kontrolowac.dzis po 5 dniach od rozstania widze swoje bledy,juz go nie obwiniam.poprostu nie wytrzymal,a ja cierpie.ponizam sie i prosze go o szanse,o to bysmy sprobowali ostatni raz.wiem,ze mnie kocha.w jego oczach potrafie wyczytac wszystko.poszlam sie wczoraj spakowac i liczylam na to,ze mnie zatrzyma.mial czerwone oczy i widzialam,ze nie chce zebym to robila,ale nie powiedzial slowa.kiedy juz bylam gotowa wstapila w niego wscieklosc,przestraszylam sie.dzis z nim pisalam na komunikatorze.mowi,ze troche o mnie mysli i ze znajde sobie kogos.twierdzi tez,ze moze KIEDYS nam sie uda.ale jak moze sie udac bez proby?ile mam czekac?nie moge czekac na niego cale zycie przeciez.strasznie sie boje,nie moge spac,jesc,a mysli wierca mi dziure w glowie.kocham go bardzo,mielismy juz plany slubu(zareczyny juz byly),chcial miec ze mna dzieci…nie umiem tylko pojac dlaczego sie poddal,nie rozmawial ze mna o problemach i o tym co go denerwuje,nad czym nalezy popracowac.nie daje sobie rady.teraz mieszkam u jego mamy i nie moge sobie znalezc miejsca.wszystko mi sie z nim kojarzy,nawet telwizji nie moge ogladac,a o sluchaniu radia w ogole nie ma mowy.najgorsze jest to,ze on sam nie wie czego chce…chcial czasu,ale ja nie moge mu go dac,bo sie boje.dam mu tydzien,dwa a itak sie nic nie zmieni.nie mam tutaj nikogo oprocz jego mamy…prosze,piszcie do mnie,potrzebuje tego…

  302. Luska,wlasnie przeczytalam co przdazylo sie Tobie…i widze,ze mezczyzni maja jakis swoj jeden styl.mi tez powiedzial,ze potrzebuje pare dni na przemyslenie,wczoraj przyszedl i tez powiedzial,ze to nie ma sensu…oddal mi obraczke po moim dziadku,ktora mu podarowalam.a 2 tygodnie temu planowal jeszcze,ze sie pobierzemy,zmienimy mieszkanie na jakies lepsze,znajdziemy mi lepsza prace.a co jeszcze bardziej boli to,ze tez jakies 2 tygodnie temu powiedzial swojej mamie,ze za zadne pieniadze i zadne skarby swiata mnie nie zostawi,bo mnie kocha.a teraz i bez tego potrafil sie poddac bez proby ratowania tego…to bardzo,bardzo boli…

  303. Ja sie rozstalem ze swoja kobieta po 5 latach,wczoraj.Serce mi krwawi choc oboje widzielismy ze to nadchodzi.mam 27 lat i nie widze szans na znalezienie tej wlasciwej,wszystko sie osuwa w otchlan,marnosc, niewiadomosc i zatrata.Gdy ktos odchodzi z kim spedzilo sie kawal waznego czasu w zyciu ten ktos zabiera ze soba kawalek naszej duszy i te rozstanie z kawalkiem naszej duszy tak boli,dusza teskni za swoja czescia.

  304. kuba,ja wczoraj po uplywie tygodnia od tej strasznej rozlaki poszlam spakowac wszystko co tylko mialam i na dobre sie wynioslam.nikt nie zrywa bez powodu.Tez nie moge do teraz sobie z tym poradzic.Slabo sypiam i nie mam apetytu.ale stwierdzilam,ze nie ma tego zlego co na dobre by nie wyszlo.skup sie teraz na sobie.zobacz jak wiele poswieciles tej drugiej osobie i jak bardzo zapomniales o sobie.ja wlasnie sobie z tego pomalu zdaje sprawe.czesc ciebie zawsze bedzie za nia tesknic.ja tez tesknie i mysle o moim kamilu,moim ukochanym,ale nikogo nie zmusisz do milosci i do bycia soba.jesli teraz nie chce byc z toba,to pozniej jesli da ci szanse to sie napewno powtorzy…

  305. Po 10 latach przyjaźni z Michaelem pewnego dnia on powiedział, że już od dłuższego czasu jestem dla niego kimś więcej niż “tylko” przyjaciółką. Wiedziałam, że granica między przyjaźnią a miłością jest cienka ale myślałam, że nas to nie dotyczy. Rozpoczynając związek z Michaelem najbardziej bałam się, że jak nam nie wyjdzie to nie będę miała ani chłopaka ani przyjaciela. Domyślacie się co chce powiedzieć?? Od miesiąca nie mam ani chłopaka, ani przyjaciela…
    To była Jego decyzja a ja jedyne co wiem to że nie wyobrażam sobie życia bez Niego 🙁

    “He took my heart, I think He took my soul…”

  306. Josephine,dasz sobie rade.Jesli przeczytalas moje wczesniejsze wpisy to wiesz co spotkalo mnie i tez nie bylo mi latwo.Dzis mija tydzien i juz pomalu sobie z tym probuje radzic.Chwyc sie jakis zajec,duzo rozmawiaj z innymi i zerwij stanowczo kontakt z Michaelem.Musisz skupic sie na sobie,nie zaniedbuj sie.

  307. witam wszystkich.Rozstałam się ze swoim chłopakiem w poniedziałek, po dwóch latach związku… Boli strasznie, nie moge na niczym skupić myśli a w poniedziałek mam mature… To był chory związek, już od dwóch miesięcy zaczęło sie psuć wszystko, on strasznie pił i wyzywał mnie po pijaku, obwiniał za wszystkie swoje niepowodzenia, ale ja wybaczałam, kochałam. Ale w poniedziałek coś pękło, ja tak dłużej nie wytrzymam:( Mimo tego, że go bardzo kocham, to już koniec, on jest moją choroba, a ja musze znaleźć jakiś skuteczny lek żeby się z niej wyleczyć, żeby tak cholernie nie bolało…

  308. bylismy rok razem .. były wzloty i upadki .. Jak w kazdym związku .. Pare dni temu dowiedziałam sie, ze to już nie miłość .. że to przywiązanie .. i przywyczajeni . Mnie to strasznie boli . A on traktuje mnie swoim zimnym wzrokiem ..

  309. Ja popadlam w depresje, lecze sie.
    Poznałam chłopaka z pasjami, sumpatycznego,pozytywnego pokazalam sie ze zlej strony wieczne imprezowanie, beznadziejni ludzie z ktorymi nie mialam nic wspolnego, akademik wieczny syf, mam te same zainteresowania co on gust itd a pokazalam sie ze strony zlej nie bylam soba koczowalam na alkoholu i papierosach gdzie on jest z porzadnego domu tak jak ja zreszta czysty chlopak z wieloma zainteresowaniami ja tez taka bylam , mialam ambicje , zawalilam szkole wszystko co mnie interesowalo zabral alkochl
    jego tez przestal sie odzywac pozniej sie spotkalismy ale nic z tego . staral sie zabiegal cudowny z niego chlopak a ja przeciez nie bylam tym kim naprawde jestem zapamietal mnie poprostu beznadziejnie.DALEJ SZALENCZO GO KOCHAM a nie moge poradziec sobie z obrazem tego czym przez chwile bylam i jak mnie zapamieta.

  310. Jeśli się kogoś kocha, to chce się dla Tej Drugiej Połówki jak najlepiej. Nawet jeśli oznacza to rozstanie.

    Ja byłem w związku 2,5 roku a zabiegałem o niego ponad dwa lata… Jak zaczęliśmy być razem oznaczało to dla mnie niewyobrażalne szczęście. W styczniu przeczytałem jej maila do jakiegoś chłopaka, w którym zakochała się dawno, dawno temu… Najgorsze było to, że pisała w czasie teraźniejszym. Że do szczęścia brakuje Jej tylko Jego. No cóż, wcześniej były z jej strony zapewnienia o miłości, wspólne plany, za niecałe dwa miesiące mieliśmy razem zamieszkać. Ale od tamtego czasu zaczęło się powoli wszystko sypać. Ona zaczęła mnie izolować od swojego świata, skończyły się nagle wspólne wyjścia ze znajomymi, którzy zaczęli na mnie dziwnie patrzeć…. Mimo wielkiego uczucia, które do Niej nadal żywię, postanowiłem się z Nią rozstać. Bo podczas rozmowy, bardzo szczerej, powiedziała, że nie chce wchodzić w prawdziwy związek, ponieważ jej tak jest wygodnie. Bo zawsze myślała tak naprawdę tylko o sobie… I wtedy zdałem sobie sprawę, że jeśli chcę dla Niej prawdziwego szczęścia, muszę odejść. I to zrobiłem.

    Teraz ciągle pisze na gadulcu, że mnie kocha, na zawsze, że bardzo cierpi i żałuje, ale powrót nie ma sensu, bo miłość to nie wszystko – ważne jest jeszcze zaufanie, którego już odbudować do Niej zapewne mi się nie uda. Dlatego nie wrócę do Niej, ponieważ muszę być szczery wobec Niej, a skoro bym jej nie ufał do końca, to nie ma sensu. Mam tylko nadzieję, że to okaże się dobrą decyzją dla Niej i dla mnie.

    Mam wrażenie, że komuś pomoże mój wpis. Ja dla Niej chcę cały czas jak najlepiej, dlatego dałem jej wolność. A dobrych wspomnień nikt mi już nie odbierze. Trzymajcie się wszyscy i głowy do góry – jak jest już zupełnie źle to znak, że juz gorzej nie będzie 🙂

  311. witam wszystkich przeczytalam prawie wszystkie wypowiedzi, moja historia jest podobna . To ja roztalam sie z moim chlopakiem z takiego powodu ze dowiedzialam sie ze on wciaz utrzymywal kontakt e-mail ze swoja eks choc mowil mi ze tego nie bedzie robil mowil ze to ona nie moze dac mu spokoju choc wiem ze nie jest trudno urwc kontaktu szczegolnie ze nie widywal jej wcale. Sama nie wiem dlaczego jest mi tak ciezko pare tygodni po roztaniu myslalam ze juz mi przeszlo ale jednak wraca to do mnie jak bumerang so dni ze nie mysle o nim wcale ale czasami tak jak dzis nie moge przestac nie napisalma ze wciaz sie kontaktujemy i spotkamy jak znajomi wiem ze musze to przerwac ale mysle ze to ja bardziej cierpie niz on, przeczytalam ze trzeba zniszczyc wszystkie pamiatki takie jak zdjecia ale ja nie potrafie tego zrobic sama gubie sie w tym wszystkim nie mam ochoty dalej funkcjoniwac. szczegolnie ze mielismy wspolne plany na przyszlosc kupilismy dom i mielismy sie kiedys tam pobrac. Mysle ze on nigdy nie mogl zapomniec o swojej bylej choc mowil mi innaczej stracilam do niego zaufanie i nie moge odzyskac juz sie nie da. Wiem o tym ze nic nie powiedzial jej ze kogos ma choc ona sie go pytala oto caly czas, powiedzial mi ze nie chcial jej zranic a co ze mna. przeciez mowil mi ze mnie kochal mysle ze to bylo klamstwo nie mozna kogos kochac i robic takich rzeczy. Nie wiem czy jeszcze zaufam jakiemus mezczyznie.Juz nie mieszkamy razem od 2 miesiecy, ale dzwonil dzis i mowil mi ze znow napisala do niego pytajac sie czy jestesmy razem,wczesniej powiedzial mi ze z ignoruje jej e-mail albo napisze jej tak ze az ja zaboli ale dzis zrobil innaczej napisal jej ze juz nie jestesmy razem, klamca . to tyle musze zapomniec szukam rady, z gory dziekuje

  312. faceci… tak mi dobrze bylo samej mialam plany chec zmiany a teraz? lecze sie u psychiatry psychologa nie wychodze zawalilam studia zerwalam kontakty ze znajomymi. w imie? milosci? hahha ironia losu milosc uskszydla jak mozna tak ranic drugiego czlowieka najgorsze jest poczucie winy…. bo to ja tak chcialam podswiadomie a teraz? zawinilam i on sie odwrocil jak to boli!! wszystkie drogi prowadzily do niego a teraz sama z soba nie potrafie sobie poradzic

  313. Witam wszytskich:) wlasnie siedze w pracy i nie powiem ze calkowicie przypadkowo weszlam na ta strone.wczoraj po raz kolejny zerwal ze mna chlopak.moze opowiem wszytsko od poczatku.bylismy ze soba 3 lta.byly burzliwe rozstania i powroty.wszytsko bylo cudownie do dwoch lat,wtedy po raz pierwszy ze mna zerwal, stwierdzil ze mnie juz nie kcoha,ze potzrebuje wolnosci,chce byc sam.oboje zawsze bylismy bardzo o siebie zazdrosni.upodlalam sie przed nim,on mnie wyzywal po zerwaniu a ja wciaz walcztylam,prosilam o powrot, o to zeby wszytsko przemyslal jeszcze raz.co gorsza od jego wlasnej matki dowiedzilam sie ze jezdzil sam na dyskoteki,choc on potem stwierdzil ze bylo to moze ze dwa badz trzy razy.ale nie wazne ile,liczy sie sam fakt.ale potrafilam mu to wybaczyc.wrocilismy do siebie na zalewdwie dwa tygodnie,moze trzy.mowil ze kocha,ze glupio postapil.ale co z tego jak potem znow ze mna zerwal!?byl czas kiedy w ogole sie do siebie nie odzywalismy,choc ja czekalam na jego smsa,tlefon.napisal- co tam u mnei slychac,jak sie czuje?a jak sie moze czuc porzucona dziewczyna?zawsze macil ze jednak to nie to samo,ze jzjuz mnie nie kocha,ze nie chce patrzec na moje lzy.potem sie spotykalismy niby po pryzjacielsku,i choc ja sobie zarzekalam ze nigdy wiecej,zawsze do czegos meidzy nami dochodzilo.zawsze powartarzalm mu jak bardzo go kocham,ze jesli chce to ja na niego czekam.zawsze bylam gpoptwa do neigop wrocic,mimo tego wsyztskiego co mi zrobil.moglam mu to wsyztko wybaczyc.dawalam mu niejednokrotnie szanse aby sie zmienil.i czasem mialam juz mysl ze wygralam z tym ze jestem w stanie sie z nim spotkac,s pojrzec mu prosto w oczy a z moich oczu nie poleci ani jedna lza.ale tylko mi sie tajk jednak wydawalo, w praktyce bylo zupelnie inaczej.wystarczylo ze powiedzial slowo-teklsnie,brakuje mi sciebei.a ja zaczynalam wierzyc we wszytsko od nowa,ze jednak zmadrzal,ze cos zrouzumial.ale zaraz po chwili kiedy wszytsko nabieralo kolorow.potrafil sie n a mnie wydzierac,brzydko odzywac i chamski.kiedy raz fgo uderzyalm w twarz on mi oddal.i powiem szczerze ze nawet mnei za to nie rpzeprosil chyba mu sie wydawalo ze ja wiem ze jemu ejst przykro i on nie musi przepraszac.potem znow sie zeszlismy na trzy toygndie,opi czym stwierrdzil ze jetsem dla niego jak kolezanka a nie dziewczyna.chce podkreslic ze za akzdym razem kiedy bylismy razem mopwil ze kocha itp.natsapilo roztsranie a ja powiedzialam ze nigdy wiecej nie ebde z tym czlowiekiem.ze kochac to kochac.ale po co komu 5min szczescia a potem cale dnie placzu?!!?ja wychodzilam z takiej definicji zejednak waerto,ze on jest dla mnie kims wyjatkowym,kogo kocham,a kazdemu moga sie przytafic zle chwile,zaguibienie i ze on wlasnie teraz ma taki stan.przes okolo 1.5 miesiacia z tygodnia na tydzien czekalam az sie okresli czefgo tak napraAWDE chce ode mnie,od nas.ciagle slyszlam od niego kocham cie,ale nie mozemy byc razem,to nie ma sensu.i ile kroc mowil ze latwiej bedzie kiedy nie ebdziemy utrzymywac konktatu to pisal i znow zaczynal swoje gadki o tesknocie i zalu do mnie.przed sylwestrem powiedzial ze chce ze mna byc,ze przeprsza,ze wsyztsko zrozumial kiedy tak naparwde mnie stracil. bylismy ze soba az do dnia wczorajszego.sma powiem ze miaklam w sobei tyle gprycyzy i wybucghalam,za to jak mnie olewal,jak sie odzywal a w wekeend przyjezdzal na seks ,cos pogadal i zawijal sie do domu,mowiac ze jest zmeczony.ciagle dreczyly mnie mysli ze on gdzies ptoem ejzdzi,ze nie ejst ze mna do konca szczery.woczraj sama zaczelam temat roztstania a on go podtrzymnal.powiedzuial ze nie zalezy mu na tym wziazku a ciagle przez ten caly czas mowil ze kocha i niejednoktornie pytam sie go czty nie zaluje naszego powrotu,czy jest mu ze mna dobrze, odp zebym przestala cigale gadac o glupotach .jestt mu ze mna dobrze i koniec kropka etamtu nie ma.w syumie nigdy nie potarfil usiasc ze mna i pogadac o tym co go meczy w naszym ziwazku itp.zawsze prowadzilam monolog.praktycznie przy kazdym zerwaniu okazywalo sie ze zawsze bylo cos nie tk,to dlaczergo nigdy nie mial odwagi powiedziec mi tego prosto w oczy kiedy go o to pytalam,tylko po jakism czasie zaskakiwal mnie takimi stweirdzeniami?dzis mamy sie spotkac,ale watpie Ze wogole sie zobaczymy,zapewne sie rozmysli.i bedzie nas koniec.ale jesli sie spotkamy mam mu powiedziec co o nim mysle,jaki jest podly,czy ze chce zostac w przyjazni?ale jaka tu jest przyjazn mozliwa kiedy ja mimo wsytzko caly czas go kocham?a on?co on wlasciwie czuje?zawsze moim kolezankom mowil ze chce dla mnie jak najlepiej,.zebym znalalzla sobie kogos odpowiedniego.co ja mam o tym wszytskim myslec?troche mi ulzylo po tym wszytsskim …czekam na wpisy
    pzdr

  314. Sory Kamcia, czytam to i niemoge po prostu nie moge, tak bardzo uderza mnie twoja głuupooootaa!!! dziewczyno ! obudz się, ten facet już od DAWna MA cię po prostu gdzieś!! laska nie daj sie poniżać jakiemuś palantowi, który też nie potrafi normalnie zakonczyć, czegoś tylko ci umysł zatruwa…. zwykły z niego HAM i to wszystko! a ty ? po co to robisz? tyyle czasu się tak męczysz, po co to? bo chyba nie powiesz mi, ze kochasz takiego gnoja?!! on Cię nie szanuje!! chcesz mieć nawet takiego przyjaciela!?? który traktował cię jak ostatniego śmiecia?? jak mozesz w ogóle mówić, ze go kochasz, gnoi cię facet na każdym kroku, a ty normalnie jak zahipnotyzowana, coś na zasadzie opluje CIę a ty się wytrzesz i dalej rączki w jego kierunku wyciągasz! no prosze Cię !!! nie dobijaj mnie, bo pisząc takie coś, ja p oprostu trace nadzieje w jaką kolwiek inteligencje kobiet… na prawde już daruj sobie tego gościa, przestan się już bawić, jesteś już dorosłą osobą, więc postępuj dojżale, pomyśl wreszcie o SOBIe!!!!! wybacz, ale niestety strasznie mnie zirytowałas…

  315. Kasiula łatwo ci mowic kobieta moze byc silna i tak dalej ale chyba nigdy sie nie zakochalas!milosc doporowadza i sklania nas do roznych rzeczy o ktore sami bysmy sie nie podejzewali dume odklada sie na bok, tu kamila ma inna sytuacje chlopak ja zwodzi inaczej by bylo jak by poprostu znikl wszystko bylo jasne, wtedy oczywiscie kazdy powiedzial by zegnaj i jakos by bylo a tak? jak mozesz mowic ze cie zirytowala ?! i co to znaczy mysl dojzale ?o sobie? heh mowic jest latwo.

  316. Droga Aniu, gdybym nigdy się nie zakochała i nie zaznało smaku porażki w miłości to nie było by mnie na tym forum…Sytuacja jest bardziej klarowna niż się wydaje wbrew pozorom, zwłaszcza jeżeli ktoś tak się bawi już dłuuuuuugi czas…nie będę tutaj udawać, napisałam wprost.. nieee wcale nie jest łatwo sobie tak mówić, to nie są jakieś puste słowa, pisząc to myślałam o własnym jakimś tam doświadczeniu, ja staram sie o swoje własne szczęscie, walcze z jakimś smutkiem, po prostu działam więC NIE, nie jest mi łatwo mówić, uważam, że się Da WIEEELE zmienić… taka ciągła zabawa w kotka i myszke to nic dobrego, na pewno wykańcza psychicznie…a jak ty to sobie wyobrażasz? podejmując decyzje dotyczące twojego własnego życia nie myślisz o sobie????? nie zastanawiasz sie co dla Ciebie będzie dobre? uważasz, że dziewczynie dobrze robi to, że zapomina o swoich własnych potrzebach na rzecz niezdrowej relacji??…..

  317. ello wszystkim 🙂
    jak i większość po niektórym czasie po zerwaniu wrzuciłam w google: “jak poradzić sobie z rozstaniem”. zaimponował mi nie artykuł, ale komentarze uzytkownikow – tutaj rzeczywiscie toczy się życie.
    on ze mną zerwał, mówiąc, że już mnie nie kocha, ale lubi i szanuje i nie chce miec we mnie wroga. zapytalam tylko, jak dawno chcial o tym powiedziec.
    potrzebowalam godzine, zeby pozniej napisac esemesa w stylu: dziekuje za wszystko,bardzo Cie lubie i szanuje rowniez, bylo naprawde milo z Toba, niczego nie zaluje i gdybym mogla zawrocic czas, niczego nie zmienialabym.
    wiecie, co dziewczyny i chlopaki, pomyslalam sobie przed zerwaniem (czulam, ze chce to zrobic) – ze, Aga, oto przed Tobą nowe wezwanie, doświadczenie, w ogole cos nowego,a przeciez lubisz wszystkie nowe i niestandardowe. mam taki charakter, ze potrzebuje tego, zeby w moim zyciu cos sie dzialo, cos wirowalo, lubie zmaiany, czasami nierozsadnie sama je powoduje, ale to zerwanie do tego sie nie odnosi, oczywiscie.
    pierwsze, o czym ja sobie powiedzialam juz po zerwaniu – ani sie nie waz obwiniac siebie za to, ze wszystko sie posypalo, dziewczyno, dobrze sie spisalas, zachowywalas sie fair, niczego nie spieprzylas. kochalam i bylam kochana, ale uczuciami nie da sie sterowac, wiec rozumiem, ze ktos moze juz nic nie czuc do innej osoby…

  318. …najwazniejsze jest, wiecie co? – zabić nadzieje, ot pierwsza trzeba zabic nadzieje. nierealnie spojrzec przyszlosci w twarz, jesli tkwi nadzieja, a jesli sie rozmysli, a moze przemysli to, moze to bylo chwilowe zacmienie? no i co z tego, ze sie rozmysli, ze bedzie chcial wrocic? szanujaca sie dziewczyna nie powinna przyjmowac takich zwrotow, madra dziewczyna wie, ze predzej czy pozniej to zakonczy sie klapa. jesli jednak sytuacja jest bardzo skoplikowana (np. to przeciez mąz), to sie powie mu: to pomyśl jeszcze tydzien, czy naprawde chcesz to reaktywowac, to da mu do zrozumienia, ze nie ma do czynienia ze slaba istota, a Ty tez bedziesz miala czas zastanowic sie, czy ja go potrzebuje.
    popelnilam blad, bo nie dalam tygodnia, lecz od razu sie zdodzilam na jego powrot, zeby wczoraj doswiadczyc tego samego po raz kolejny.
    wiecie co, kobitki, mysle, ze kazda z Was potrafi samodzielnie ocenic swoja sytuacje i wiedziec, jak sie zachowywac, tylko ze w praktyce wszystkim nam wychodzi inaczej.
    ale moze moja sytuacja jest podobna do Twojej i mozemy sie podzielic swoimi odczuciami.
    pozdrawiam goraco wszystkich i obiecuje, ze nie bede plakac 🙂

  319. sa ta bardzo trudne sprawy, ja sie zamknelam w sobie przez to wszystko wali mi sie swiat i nic nie moge na to poradzic nie wiem moze jestem zbyt mloda, on byl mlody spontaniczny ja za bardzo sie zaangazowalam i spiprzylam wiele spraw ……..to wszystko spowodowalo ze lecze sie ciagle u psychologa psycjiatrow i mloze rzeczywiscie malo co wiem tak naprawde najgorsze jest to ze po tym powoli mi sie kazdy dzien rozpada.Nie wiem jak to dalej bedzie nie chce grac ofiary wiecznie nieszczesliwej myslalam ze jestem silna nigdy nie rozpaczalam po facetach az do czasu.Bylam wstanie zrobic wszystko i to mnie zgasilo, on tez nie wiedzial czego chce , nie chial zwiazku, wystraszyl sie mojich zachowan ,

  320. Agnieszko podziwiam Cię za takie podejście jest to według mnie najzdrowsze i najlepsze podejście, gratuluję i zazdroszczę tak jasnego patrzenia na to wszystko tez bym bardzo tak chciała nie analizowac wiecznie nie rozmyslac co by bylo gdyby po prostu zapomniec – kiedys sie tego na pewno naucze. a na razie próbuję znowu zaczynać się cieszyć ze zwykłych cudów dnia codziennego. 3 majcie się wszyscy z pokruszonymi serduchami !!

  321. dzis niedzielny wieczor siedze sama z ciaglymi myslami o nim,o nas..spotkalismy sie jednak w piatek wszytsko co culam mowilam ze lzami w oczach a on co na to ze jesttez jemu zle,ale chcce byc sam,zebym przez niego nie plakala bo jesyttego nie wart.wrocilam do domu i dostalam smsa zostal mi tylko po tobie twoj slodki zapach,nie placz przeze mnie.na odchodne wczesnije powiedzial ze chce pobyc sam i jeszcze to raz przemyslec.natspenego dnia zobaczylam go w szkole,to bylo straszne a w dodatku ze ujrzalama go z najwiekszym kuw=rwiszonyem ktorego nie cierpie.napisalam mu to ze wlasnie widze jak teskni,a on nc nie robil tylko rozmawail.potem dostalam esa na temat dyskoteki czy nie hcialabym sie z nim wybrac.i wiecie co ludzie ja nie wem co tu sie w gole dzieje.pisze do mnie co tam slychac,co robie?gdyby mu w sumie nie zalezalo na mnie to by nie pisala,olal i nara?ale po co on ciagle psze?z jednej strony chcialabym zeby dal mi wreszczie swietyspokoj,a z drugiej kiedy pisze to wiem ze wciaz o mnie mysli,ze chociaz cos napisze.a nie potrafie mu nie odpisac bo nie jestem az tak silna..:(

  322. moja historia jest rownie bolesna…
    bylam zareczona… nagle cos zaczelo sie psuc… moj partner wykazywal zainteresowanie innymi kobietami o wiele bardziej niz poprzednio,zaczal chodzic na imprezy,lamac zasady ktore razem ustalelismy.Ranilo mnie to bardzo bolesnie ale wybaczalam kazde jego wyskoki bo go bardzo kochalam i kocham nadal. Zauwazylam ze zaczelismy miec inne priorytey i oczekiwania co do zwiazku…ja myslalam realnie chcialam oszczedzac na slub,mieszkanie, cos budowac razem,ale bylam w tych stama. Sytuacja stawala sie coraz bardziej napieta, czulam sie oszukiwana i nie kochana..rozstalismy sie ale po dwoch dniach wrocilismy ,mowil ze mnie kocha ze mu zalezy…klamal przedwczoraj rozstalismy sie wlasciwie bez powodu…szukal czegos na sile.dzien pozniej zobaczylam go na imprezie calujacego sie z inna kobieta i dotykajacego jej.serce peklo w kilkudziesieciu miejscach…czuje jakby w grdle moim tkwilo wielkie jabko ktorego nie moge ani wypluc ani przeklnac. Bol przeszywa mnie na wskros.Wiem ze dobrze ze to zobaczylam, bo jak wczesniej bylam w stanie mu znow wybaczyc tak wczoraj umarl … uswiadomilam sobie ze jest obcym,okrutnym czlowiekiem ktory mnie nie szanowal,nie docenil,nie byl mnie wart… to drugie zareczyny zerwane…juz raz zostalam zdradzona…boje sie ze nie dam sobie z tym rady,kazdy ma swoje granice…
    bede czytala ten artykul chyba codziennie kilka razy… nie wiem czy cos da, ale wiem ze sama nie dam rady…

  323. moj napisal ze brakuje jemu mnie,ze teskni zeby sie do mnie przytulil.ze chce sie spotkac.to ciagle rozdrapywanie ran,ciagle gadanie o tym.ja chcialabym juz zapomniec,ale jest on za bardzo wazna osoba w moim zyciu.ja nigdy nie mialam okazji zobaczyc go z inna w pryzkrych dla mnie sytuacjach,cale szczescie.ale wtedy to by mi uswiadomilo ze nie chce go znac a moje uczucie nie jest doo niego warte.i wiecie co..choc tesknie,placze a jego smsy mnie dobijaja,bo tak to nie umial sie dla mnie starac,zmienic,wszytsko bylo zlewa.a teraz pisze ze teskni.moze kiedys dostanie takiego kopa jak ja i zrozumie pewne rzeczy i doceni prawdziwe uczucie.ale wtedy bedzie juz za zpono.zdalam sobie sprawe,ze gdzies tam na siwecie czeka na mnie ten jedyny ktory bedzie mnie kochal,szanowal i dbal.i kazda sytuacja jest czyms spowodowana.jestesmy mlode i zycie na jednym chlopaku sie nie konczy.wszytsko ma w sobie jakis cel.i choc sama narazie nie wierze w to co pisze to mam nadzieje ze kiedys sie tak stanie.serce mii peka na kazdy jego sms ze teskni.ale widocznie nie bylam dla niego na tyle wazna zeby sie zmienil.zrestza nawet gdyby sie zmienil to co z tego?czy ja bede miec tyle sily zeby ponownie mu zaufac i zapomniec o wszytskim po raz kolejny?

    Alicja bardzo dobrze ze tak sie stalo,jesli odrazu sie z inna calowal po zerwaniu to jest zwyklym smieciem,a tym bardziej ze byliscie zareczni.wal go .na twoim miejscu to podeszlabym do niego na tej imprezie i trzasnela w twarz i powiedziala co o nim mysle.nie jest wart twoich lez bo takim wyczynie.trzymaj sie!!

  324. Kamcia problem polega na tym ze oni zawsze madrzeja za pozno…ja wiem ze moj ex juz zaluje ale jest na tyle dumny a raczej bezczelny ze nawet nie potrafi przeprosic.Na dodatek okrutnie wypisuje w opisach na gg takie idiotyzmy ze az sie nie dobrze robi…pokazuje ze sie cieszy ze jest wony i moze robic co chce… nie wiem co siedzi w jego glowie ale to napewno cos co go samego zniszczy.Nie zasluzyl sobie nawet na to zebym go miala na gg czy nk, ale ciezko mi jest calkowicie wyrzucic go z zycia.

    Dzisiaj zaczynam etap wielkiego obrzydzenia do niego,spakowalam jego rzeczy i mam nadzieje ze jaknajszybciej je odbierze…

  325. my cale szczescie nie mieszkalismy razem,a obok siebie bardzo blisko. skasuj go skad sie da.a kiedy przychodza trudne chwile mysl o tym co czulas kiedy zobaczylas go z inna.wtedy twoje uczucie do niego sie zmieni..w nienawisc.ja sama nie wiem jaki on ma cel.bo co z tego ze teskni jak nie hcce wrocic i sie zmienic.czemu za kazdym razem po rozstaniu on to pisze,czy ma w ogole suminie i swiadomosc tego jak mnie rani.nie chce go wymazywac calkowicie z mojego zycia.bo spedzialm z nim wiele cudownych chwil ale czy tak trudno zrozumiec ze po tym wszytskim chce spokoju i ciszy.a jemu sie wydaje ze bedzie normalnie do mnie pisal i bedziemy sie spotykac jakby nic sie nie stalo.niech jakis facet tu sie wypowie i oceni jego zachowanie!!!:)

  326. Kamcia mysle ze chodzi mu o to zbey miec cie w zasiegu i ldatego nie pozwala o sobie zapomniec, z czystego egoizmu i wyrachowania…to jest najgorsze czym moze cie katowac,mi dajesz dobre rady to sama gu wykasuj i zabron do siebie pisac,najlepiej bylo by jakbys zmienila nr tele ale wiem ze to nie latwe z innych powodow…
    ja wlasnie spakowalam jego bety do czarnego worka na smieci i spakowalam tez rzeczy ktore mi kupil,nie obchodzi mnie co z tym zrobi. pierscionek w pudeklu rzucilam miedzy szczoreczke do zebow a buty ;]

  327. Kamcia. Ja mam bardzo podobna sytuację, tylko płcie się nie zgadzają 🙂 Ja jestem bombardowany ciągle smsami, mailami, na gadulcu itp itd od swojej byłej, żeby jej pomóc, pogadać…. I tez nieźle od niej dostałem w dupę, a Ona teraz chce, żeby było jakby nigdy nic.

    Ja myślę, w twoim przypadku, iż jego pisanie wynika z Jego egoizmu. Bo Jemu się tak chce, bo jemu się tak podoba, bo On ma taką potrzebę… Powinnas pomyśleć o sobie, o tym, jak to Cię rani. I jak dzwoni – odrzuć go. Jak pisze smsa – nie czytaj, tylko wyrzuć, a jak już przeczytasz, to nie odpisuj. Nie reaguj. Bo jeśli tak będziesz wracać, nawet na głupią z nim rozmowę, to on będzie pewien, że jest w stanie z Tobą zrobić wszystko. Nawet gdy nei jesteście razem.

    I jeszcze jedno. Nie wyrzucaj go z pamięci, bo to najgorsze co można zrobić. Miej w świadomości wszystko to, co się między Wami działo, ale musisz obedrzeć te wspomnienia z emocji. To jest niezbędne, a spotykanie się z nim na pewno to utrudnia. Postaraj się byś silna. Ja będę trzymał kciuki, żebyś dała radę wytrzymać ten trudno okres. I przede wszystkim zacznij robić jak najwięcej dla siebie 🙂 Ja tak robię i powiem Ci szczerze, że pomaga 🙂

  328. duzo daje takie opowiedzenie wszystkiego,wyzalenie sie.wiem ze latwwo jest mowic i radzic a tak naprawde sama nie umiem sobie poradzic z wlasnymi problemami.chcialabym zeby znalazl sie ktos kto mnie doceni,pokocha i bedzie sie staral.a nie wychodzil z zaloezenia jak jest dobrze to dobrze,a jak nie to nara.sa zle dziewczyny i zli chlopcy nie ma co kategoryzwac.dziewczyna tez umie dac w dupe chlopakowi.ale czy chlopak po roztaniu lezy,mysli i placze bo bylej?!

  329. Chłopak po rozstaniu też jest zdolmny do łez, może nie tylu co dziewczyna, też bardzo dużo myśli i też cierpi 🙂 To w końcu też przedstawiciel homo sapiens 🙂

    Ale jak sama piszesz, musisz sama sobie z tym poradzić, bo niestety nikt nie zrobi tego za Ciebie… Jeśli faktycznie masz aż tak zatrute życie, zgłoś się do psychologa. Nie do psychiatry, tylko do psychologa, który pomoże Tobie odpowiedzieć na pewne pytania i poradzić sobie ze swoimi problemami. Serio, znam to z autopsji.

    Nie załamuj się, bo szkoda Twojego życia. Najważniejsze, żebyś Ty sama postępowała wobec innych fair i miała czyste sumienie.

  330. wiesz.. to dziwne ale za kazdym razem kiedy dochodzilo do rozmowy i rozstania on plakal i widzialam ze jest mu przykro.wiec jak to zrozumiec?

  331. Dokładnie, dobry aktor, nikt więcej…

    Jeśli faktycznie by Cię kochał i by mu naprawdę zależało, to by nie krzywdził Cię po raz drugi, trzeci, i kolejne…

    Po prostu nie pozwól Jemu bawić się Twoimi uczuciami, bo to jest największe sk**********o jakie można zrobić drugiemu człowiekowi.

    PS. Przepraszam za gwiazdki, ale to określenie jest wg mnie najtrafniejsze

  332. hm..moze i tak,ale szczerze mowiac byla jedna sytuacja 2lata temu kotra dala mi dowod tego ze naprawde mnie kocha.jego rodzice zabronili nam sie spotykac z przyczyn moich rodzinnych.niestey nie bylismy w takim wieku kiedy mozna walic to co rodzice mowia.a on wbrew im,kiedy wyrzucali go z domu.chcial wciaz sei ze mna widywac.NAJLEPSZE ROZWIAZANIE- TO CZAS I TO CO ON PRZYNIESIE

  333. Hmm… Tylko weź jedną rzecz pod uwagę: to było 2 lata temu… Przez 2 lata wiele mogło się zmienić, a my nie mamy wpływu na to, czy ktoś przestanie nas kochac czy też nie…

    Z czasem masz rację. On jest najlepszym lekarstwem i on może dać sporo odpowiedzi – ale powinnaś Sobie przede wszystkim ten czas dać i na spokojnie przemyśleć wszystko – bez spotykania się z Nim, choćby tylko na rozmowy. Tylko wtedy czas będzie działać na Twoja korzyść…

  334. A u mnie wsio ok 🙂 dzięki 🙂

    Moja Luba w styczniu napisała maila do jakiegoś gościa, że do szczęścia brakuje Jeje tylko jego, że nikt tak jej nie zauroczył psychicznie i fizycznie jak on, itp itd Tylko pomylila adresatów… Później mówiła, że napisała to tylko po to, żeby wreszcie zakończyć tą sprawę, bo ponoć, mimo iż nie rozmawiała z nim od 3 lat, nadal to w niej siedziało… Później zaczęła się schizofrenia: jak czegoś potrzebowała to była ze mną, a poza tym zachowywała się (i mówiła wszystkim swoim znajomym naokoło) jak wolny ptak, jak ktoś, kto nie jest w związku. I w końcu nie wytrzymałem i tyle. End of story. Mimo wielkiego uczucia, które nadal do Niej żywię, nie jestem aż takim sadomasochistą, żeby znów się pchać w ten związek, a na pewno jeszcze nie teraz (bo ciągle są jej prośby, żebyśmy wrócili do siebie)…

  335. to wlasnie najgorsze czy mozna uwierzyc ponownie drugiej osobie ze dane sytuacje nie bede juz mialy nigdy miejsca.

  336. prawdą jest, że kiedy przyzwalamy na jakieś wyskoki to już tak zostaje…dlatego dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, bo bardzo często jednak nic dobrego z tego nie wychodzi…

  337. ello, Marcie i wszystkim!
    sluchajcie, co zrobilam wczoraj. Oczywiscie, nie moglam zasnac do samego switu, ale z rana wstalam, poszlam pod prysznic, odstawilam sie jak to lasce nalezy, ale oczywiscie z umiarem 🙂 Przeszlam sie po ulicy i widzialam na sobie wzrok facetow i pomyslalam: takich jak mnie sie nie rzuca, za takimi jak ja potem sie tylko teskni! ja uwielbiam chodzenie na obcasach, dopiero niedawno zaczelam chodzic, bo mialam zlamana noge, ale na obcasach czuje sie swietnie i komfortowo 🙂
    Mam sie uczyc do egzaminow, zostalo pare dni, ale powiedzialam sobie, ze p…le to i potrzebuje oddechu – ide zaszalec. Po rozstaniu nie plakalam w ogole przez caly dzien, ale po niektorej ilosci alkoholu na imprezie beczalam z kolezanka z dala od wszystkich, ze szok – tak, ze caly makijaz sie zmyl. Obudzialam sie ze swiadomoscia, ze nawet po pijanemu nie wyslalam mu esemesa, nie dzwonilam, a nawet nie chcialam…

  338. …i patrze,ze on mi wczoraj wyslam esa cos tam w stylu: Czesc, co robisz? Pomyslalam sobie: jakis glupi esemes, nie odpowiadam, ze niby co mam napisac? a dzisiaj przed chwila znowu cos podobnego napisal. no i na co? chce ze mna jak z przyjaciolka pogadac, czy zapytac, jak sie czuje? a wiec odpisalam, cos tam cos tam i nie intersuje mnie wcale, co u niego tam slychac.
    wczoraj koles mnie podrywals otwarcie, poprosil o numer i zapytal, czy ma u mnie szanse. akurat on szansow nie ma, ale na pewno znajdzie sie chlopaczyna, ktore je bedzie mial 😉

  339. tak tak sobie wmawiajcie jak by to byl piewszy lepszy to czemu nie mozna powiedzien nie ten to inny ale jak sie samemu wiele zawinilo?niech to szlag 3 miesiace na dole juz.i wszystko posypane

  340. ja nie wmawiam sobie, ja tak mysle i mam nadzieje, ze bede tak myslala.. nie musze sobie udowaniac, ze jestem czegos warta, randkujac z pierwszym lepszym facetem, tym bardziej, ze on mi sie nie podobal, ale przeciez sa faceci, ktorzy mi sie podobaja, teraz tez 🙂
    wiem,ze nie jest wszystko proste i nie od razu bol odstapi, ale dam rade, Ty tez

  341. moze i jakos bedzie napewno nzreszta ale nigdy nie pozbede sie tego bolu i poczucia ze tyle stracilam na wlasne zyczenie, caly czas bedzie ta pustka i poczucie winy juz do konca owczem mniejsze z kazdym rokiem ale i z kazdym rokiem wyniszczajace ,

  342. zuoelnie inaczej jest gdy to facet zostawia okazuje sie swinia i tak dalej zdradza jest troszke latwiej myslisz sobie nie zasluguje na tego durnia i szukasz kogos kto cie doceni a co wtedy gdy stracilas kogos kto jest sympatyczny kulturalny pelen zainteresowan poprostu wlasnie ta osoba ?jest ciezko i ten ciezar juz w jakims stopniu zostanie wygasza czlowieka po co mam szukac kogos lepszego ?jak ja mam tego lepszego w sercu gdyby on byl hamem -zero broblemu kopnelabym go i juz .heh a tu łamie mi sie serce z zalu do samej siebie i to jest katorga…

  343. wlasnie moj ex przyjechal po te swoje rzeczy spakowane w worek na smieci,nie przeprosil nic… wyciagnal z nich miska i powiedzial zebym sobie wziela to go wyrzucilam przy nim na wegiel… szkoda ze nie pomyslal mi oddac moich rzeczy,no ale niech sobie je wezmie jak mu malo

  344. moj tez byl i sympatyczny, i kulturalny, i przystojny i i i i… ale, dziewczyny, na pewno jest ktos lepszy – po pierwsze, po drugie – a moze nastepny nie powinien byc lepszym, tylko zeby z nim bylo dobrze.

  345. Dobrze mówisz Aga, o swojej historii już jakiś czas temu pisałam więc nie będę się powtarzać. Od mojego rozstania minęło już 5 miesięcy. Od kiedy się rozstaliśmy żadne z nas się nie odezwało ani się nie widzieliśmy. Niby dzięki temu jest łatwiej ale z drugiej strony jest takie poczucie że tak na prawdę te 3 lata nic nie znaczyły jak tak łatwo było mu zapomnieć. Ja się nie odzywam bo zaraz po rozstaniu dowiedziałam się przypadkiem że ma kogoś, więc stwierdziłam że nie będę z siebie robić kretynki, ale powiem wam szczerze że jest przykro gdy nawet od tej osoby nie dostanie się życzeń na święta ani na urodziny. Na szczęście nie mam wewnętrznej potrzeby by do niego pisać czy dzwonić, ale mimo że juz minęło trochę czasu to cały czas o nim myślę i chyba nadal mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś będziemy razem choć sama nie wiem dlaczego. Poznaje sporo nowych osób ale nikt mi nie odpowiada i boje się że będę sama. On mnie tak rozpieścił, że teraz jest ciężko mi znaleźć kogoś kto by choć w połowie był taki. Albo jeszcze na takiego nie trafiłam. I mam problem by kręcić z kimś kto mi nie odpowiada bo nie chce by się ktoś angażował, a ja będę miała z tego frajdę bo nie będę sama i coś się będzie działo nie chce nikogo ranić i nie chcę też żeby mnie ktoś znowu zranił i dlatego też ciężko jest mi komuś zaufać choć troszkę. nie wiem ile czasu będzie musiało jeszcze minąć żebym potrafiła.
    Więc w sumie z jednej strony chociaż wiecie że ta druga osoba też o was myśli. Choć sama już nie wiem co jest lepsze…:(

  346. a moj naparwde przystojny,nie bylo dziewczyny ktora b sie za nim nie obejrzala,dowcipny,dobrze mi sie z nim spedzalo czas.ale co ztego.kiedy wszytsko szlak trafil?boje sie akzdego nastpenego faceta bede do niego porownywac i chcoc byl dla mni jaki byl to on zawsze bedzie dla mnie naj

  347. Dawac rady – troche bez sensu, ale mis sie osobiscie wydaje, ze kazdy ma swoj lek na ukojenie, minie jakis czas i na pewno odnajdzie sie jakis srodek, a to nowa praca, a to wiecznie usmiechajacy sie do Ciebie sasiad, fajne imprezy (bez odplywu i pijanych lez i zaleniu sie na okraglo). Najwazniejsze chciec odnalezc ten lek.

  348. mi moj oswiadczyl ze mu brakuje mnie,ale nie ma sensu wracac do siebie bo nie ma podstaw i nie chce zebym cierpiala przez niego.wczoraj mialam kryzys,ale po takim wyplakaniu nastepuje oczyszczenie.najwaznijesze to nie bac sie plakac,to przynosi ulge.trzymajcie sie!:)

  349. Odeszła paręnaście dni temu. Po 3 latach. Powiedziała na koniec, że się wypaliła i już mnie nie kocha. To moja wina. Była to toksyczna miłość. Dawałem z siebie wszystko, chciałem mieć ją na zawsze. Uwięziłem ją w złotej klatce. Im bardziej się broniła, tym mocniej zaciskałem pętle miłości wokół niej. Zagłaskałem moją cudowną kobietę. To była moja pierwsza miłość. Kiedyś było pięknie: poświęcenia z obu stron, wielkie słowa i czyny. Po 2 latach faza zakochania i wzajemnej fascynacji skoczyła się i trzeba było pielęgnować uczucie. Nawet nam się udawało … do czasu. Później to ciągłe kłótnie pretensje i wypominanie, milczenie i suche kontakty. Takie bycie dla bycia. Nie winię ją za nic. Wybaczyłem jej potknięcia już dawno. Zostałem sam ze swoimi problemami, bo przez te lata bycia z nią, poświęcałem jej całą uwagę i straciłem przyjaciół. Teraz już jestem mądrzejszy o doświadczenia. Nie wolno stać za blisko osoby, którą się kocha, bo jeszcze gorzej ją widać. Trzeba realizować swoje pasje, marzenia, bo życie ma się tylko jedno i szkoda je zmarnować. Któryś tutaj z panów pisał, że kobiety wolą chamów, zimnych drani i jak dostają po dupie to wracają do takiego. Popatrz na to z innej strony. Czy ty gdybyś był zagłaskiwany przez swoją kochaną, nie potrzebowałbyś uwolnienia się z więzienia? Nikt nie lubi nudy i monotonii, przewidywalnego partnera. Chcemy być atrakcyjni dla drugiej połówki, ale samym wyglądem nie nadrobimy. Wszyscy tutaj boją się samotności i tego, że nie znajdą nikogo lepszego. To nasze błędne wewnętrzne przekonanie wyrobione przez niską samoocenę. Nie musieliśmy się szczególnie starać w związkach, żeby przyciągnąć ją/jego do siebie. Mieliśmy wygodnie. Teraz trzeba stanąć na nogi i spróbować zauroczyć sobą kogoś innego, a to nie jest już takie proste. Ludzie po długich związkach zapominają jak się flirtuje. Martwią się, że trzeba będzie znów przechodzić przez ten okres szukania miłości, starania się, niepewności, zakochiwania, może i ponownego cierpienia, a to nie jest tak wygodne jak stały związek. Mógłbym pisać wiele o swoim cierpieniu, bólu, rozdarciu, pękniętym sercu, nadziei, że wróci, nieprzespanych nocach, płaczu, poniżaniu się przy niej, proszeniu o szansę, że jestem wrakiem i idę na dno. Czy patrząc na czarny obraz rozpaczy, zauważę coś innego, pięknego? NIE! Odwróć się i idź w swoją stronę, wejdź na inną ścieżkę. Nie raz pewnie jeszcze upadnę i będę chciał do niej wrócić, zadzwonić, przejść się pod jej okno by zobaczyć jej zarys siedzącej przy biurku przy zapalonym świetle. Ale mogę zobaczyć też ciemne okno, bo jej tam nie będzie. Jak będziecie cierpieć, gdy stracicie rodziców? Całe życie się uczymy. Patrzę z nadzieją na przyszłość. To była prawdziwa miłość. Dostałem od mojej już byłej kobiety bardzo wiele ciepła. Jeszcze za to jej podziękuję, gdy ułożę już sobie życie, stanę na nogi. Zmieniła mój świat. Pożegnałem się w pokoju, ale przyjaciółmi pewnie nie będziemy. Nasze drogi się rozeszły.

  350. Czytając Twój wpis Krzysiek czułam się jakbym czytała swoją historię, bo jest bardzo podobna. Tylko moje rozstanie było troszkę inne, polegało na tym że przestaliśmy się do siebie odzywać. Ciekawa jestem czy kiedykolwiek nasze drogi w jakikolwiek sposób się połączą, bycia przyjaciółmi, znajomymi, bo para to chyba nie ma takiej opcji… Masz dobre podejście do życia, aż pozazdrościć…

  351. dobrnęłam do końca i miło ze nie tylko ja….ale jesteśmy biedni w takich chwilach-bardzo-przytulam wszystkich…
    Ania napisała nam receptę-przeczytajcie
    Dzięki Aniu…
    mój ból jest dzisiejszy, omówiony z przyjaciółką, może pójdziemy na wódkę…jestem wściekła! jak on mógł!

  352. dobrnęłam do końca i miło ze nie tylko ja….ale jesteśmy biedni w takich chwilach-bardzo-przytulam wszystkich…
    Ania napisała nam receptę-przeczytajcie
    Dzięki Aniu…
    mój ból jest dzisiejszy, omówiony z przyjaciółką, może pójdziemy na wódkę…jestem wściekła! jak on mógł!
    podejście Krzyśka też jest mocne-złapał perspektywę i wyciągnął wnioski-brawo Krzysiek
    pozdrawiam wszystkich i wierzcie że miłość jest najważniejsza i niejedno ma Imię

  353. hej co powiecie na to nie jestem z chłopakiem 2 miesiace a nadal mnieszkamy razem bo wynajmujemy pokoje w mnieszkaniu mieszkamy za sciana miesiac po rozstaniu przyprowadził sobie dziewczyne do naszego domu z ktora mnie zdradzał.widziałam nawet jak uprawiali sex na łuzku w kturym kiedys razem spalismy i prubowalismy mniec dziecko.jak ja sie czułam a teraz niema nic a najlebsze jest to ze muwi ze mnie nadal kocha.chce sie uwolnic od niego.nikt nigdy mnie tak nie skrzywdził.zastanawiam sie co zrobiłam zle mniał wszystko a ja tak poprostu sie mu znudziłam nawet niewiecie jak mi ciezko jak go nienawidze.

  354. Kamila, ja mam taki sam raj od 3 lat-jestem w trakcie rozwodu, mieszkamy razem….luksusem jest jednak u mnie to, ze były wychodzi z domu na randki. …i jakiś czas temu pozwoliłam się poderwać-nowa znajomość zaczęła być ważna,piękna,super randki…dużo zapewnień, kwiaty, haczyki obietnic- miodzio!!! Chciałam wspólnego snu,chciałam z nim zamieszkać-i gdy powiedziałam o swoich oczekiwaniach, stało się!Miodzio chciał randek-20, 30 lat, tylko randek…a teraz obserwuje mnie w pracy i pisze smsy ze za dużo palę-jaka troska….szanuje jego decyzję,jednak bardzo boli…i czytałam Stachurę, później weszłam tu, wiem że muszę zbudować się od nowa,Kamila, przeczytaj co napisała Ania-wydrukuj i codziennie przeczytaj, pozdrawiam

  355. …chyba właśnie po to kupiłam granatową sukienkę, w twoim ulubionym kolorze – by w nij wyprowadzić Cie z mojego serca.
    Ujęłam zimną dłonią Twoją ciepła, którą podałeś szybko, ale podążałeś za mną wolno…
    Szliśmy długo, byliśmy b. zmęczeni.
    Przy drzwiach mojego serca chciałeś pocałunku, nie oddałam go, nie spojrzałam Ci w oczy.
    I wyszłam w świt nowego dnia, z odzyskanym sercem, Ty zostałeś z drugiej strony drzwi.

  356. Niestety dzisiaj nadszedł nowy dzień, trzeba było rano się obudzić, wstać pójść do pracy i znowu jest beznadziejnie. W głowie kotłuje mi się milion myśli a w sercu coś strasznie ściska.. Nie bardzo wiem jak zabrać się do czegokolwiek, jak na nowo zacząć żyć.
    Nie jest to pierwsze rozstanie w moim 29 letnim życiu 🙂 Za każdym razem bardzo ciężko było mi się pozbierać i za każdym razem powtarzałam sobie, że już nigdy nikt mnie nie skrzywdzi. Z L. poznaliśmy się w czerwcu ubiegłego roku. Wspólna pasja fotografia, jego dobry charakter, opiekuńczość jakaś tam przebojowość sprawiły że urzekł mnie i zaczęliśmy być razem. Od tego czasu ja praktycznie zamieszkałam u niego każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, to na zdjęciach to w górach albo normalnie w domu. Ja bardzo chciałam cały czas z nim być.. on chyba nie aż tak bardzo. Uzależniłam się od niego bardzo. Po kilku miesiącach stał się coraz mniej czulszy, nadal się o mnie troszczył ale nie okazywał uczuć bo jak się niedawno okazało uczucie zaczęło wygasać. Ja widziałam jego oziębłość i byłam coraz bardziej smutna, on to widział i też było mu z tym źle. Powtarzał mi że on taki jest, że nie jest wylewny. A ja nie mogłam tego zrozumieć.. Tydzień temu odbyliśmy rozmowę. Bardzo ją przeżyłam i nie mogę dojść do siebie. Powiedział mi, że on potrzebuje czasu, potrzebuje pobyć sam żeby się przekonać czy zatęskni czy będzie mu mnie brakowało, czy jeszcze coś do mnie czuje. Od tego czasu nawet się trochę widywaliśmy i pisaliśmy na gg. Ale kilka dni temu ostatecznie zdecydowaliśmy że nie kontaktujemy się ze sobą aż do odwołania. Przez ten tydzień wiele zrozumiałam, dużo czytałam dużo rozmawiałam ze znajomymi i wyciągnęłam pewne wnioski.. zaczynam rozpoznawać co jest dla mnie ważne.. powiedziałam mu o tym. Chce się mną opiekować, wspierać mnie w trudnych chwilach ale chyba jako przyjaciel.. Nie mogę się pozbierać, cały czas myślę że jednak nie będziemy razem chociaż w głębi serca chyba mam nadzieję. Nie wiem jak sobie pomóc. Jak tylko o nim pomyślę dopada mnie to wszystko a nie mogę przestać o tym myśleć. Jest jakiś złoty środek na złamane serce??
    Bradzo dołuje mnie też to że mamy własny biznes. Nie wiem jak ja sobie z tym poradzę bo jeśli L. zdecyduje że nic nie czuje to wtedy ja przynajmniej przez jakiś czas nie będę mogła się z nim spotykać.
    Nie wiem jak zacząć na nowo żyć. Nie mogę się zmusić do niczego. Mam przecież wielką pasję fotografię a nie mogę się skupić żeby zrobić chociaż jedno zdjęcie.

  357. Oletka, przytulam Cię…pamiętaj, skorzystaj z recepty Ani, o której piszę wyżej-On wróci, zawsze wracają…Odpuść,a świat będzie sprzyjał-czytałaś? daj wam czas, daj czasowi czas…Przytulam mocno- dasz radę!!!

  358. Recepta Ani? Szukam.. tyle tych wpisów że nie mogę się połapać.
    Przedwczoraj napisał mi że możemy się spotkać w niedzielę (wczorajszą), że zadzwoni.. czekałam. W końcu zadzwonił że nie da rady coś tam ma załatwić. Wieczorem rozmawialiśmy na gg napisał, że może lepiej że się nie widzieliśmy, bo by mnie tylko zdołował i zasmucił. Mam już tylko najgorsze przeczucia, chyba wiem co miał na myśli.. w środę będziemy musieli się spotkać.. mam zabieg na nogę i on chce mi pomóc.. wiem że odbędziemy wtedy rozmowę i boję się bo czuję że to będzie definitywny koniec..

  359. Nie poszłam dzisiaj do pracy.. zadzwoniłam do niego że mam wolne i mogę mu pomóc w zdjęciach wieczorem.. odpowiedział, że ok jeśli dam sobie radę w tej całej sytuacji.. powiedziałam, że dam radę. Później przemknęło mi przez myśl żeby mu napisać że nie przyjdę i żeby się ze mną nie kontaktował aż do momentu gdy sobie wszystko przemyśli i będzie wiedział czego chce.. z drugiej strony bardzo chcę go zobaczyć ale wiem że zacznę go wypytywać i rozmawiać na nasz temat. Co robić? Może powinnam tam pójść i zrobić co do zrobienia przy tym dobrze sie bawić i wogóle nie poruszać tematu.
    No i znowu chce mi się ryczeć ..

  360. Oletka, idź z koleżanką na wódkę, upij się…jutro nie będziesz aż tak o nim myśleć, bo kac odwróci Twoją uwagę…mnie jednorazowe ostre upicie pomogło, zobaczyłam że są inni ludzie, że wokół jest wiosna.Z tą wiosną to jest tak że wszystko w nas się budzi i rozstania są wtedy najgorsze- może jeszcze w Boże Narodzenie są takie trudne…codziennie pomału będziesz łapać dystans, uświadomisz sobie swoje marzenia i pasje-tego się teraz trzymaj.Za 2 tygodnie postaraj się ,aby przypadkowo dowiedział się, że idziesz na randkę…graj zakochaną i szczęśliwą-dasz radę!Dla niego miej siostrzane uczucia-role zaczną się odwracać…zwykle dopiero po stracie uświadamiamy sobie znaczenie ludzi- do niego musi dotrzeć ze Cię stracił.Kup extra bieliznę, niech przypadkowo ją zobaczy, zagraj kobiecością-Oletka bądź Królową życia-on jest twój, ale jeszcze o tym nie wie….i usmiechaj się do swoich myśli…

  361. Zdecydowanie nie polecam picia w tych trudnych chwilach. Człowiek jeszcze bardziej zaczyna myśleć. Owszem kac rano pozwoli zapomnieć na trochę o partnerze, ale ile można mieć kaca i jak często pić. Lepiej pogodzić się z rozstaniem i myśleć trzeźwo na trzeźwo. Trzeba mieć trochę honoru. W waszym związku jest źle nie dlatego, że nie zakładałaś seksownej bielizny. Ciekawe czy to zatrzyma go przy Tobie. Gdybym dowiedział się teraz że moja była dziewczyna po miesiącu od rozstania chodzi z kimś na randki to bym już był pewny że to nie ta kobieta. Utrata miłości boli, nawet tą stronę, która odchodzi. Trzeba być rozsądnym i przemyśleć te lata spędzone ze sobą przez jakiś czas. Zająć sie sobą i dopiero wtedy powoli układać sobie życie. Polecam izolację od byłego partnera na jakiś dłuższy czas i pamiętaj “czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”.

  362. Moja hisotri jest troche inna niz wszystkich.o
    d pobnad poltora roku jestem z chlopakiem, a wa zasadnie to juz sama nie wiem, zrywalismy milion razy i za kazdym razem wystarczy jedno jego slowo, jedmn jego sms badz moj i wracam zpowrotem.a njagorsze jest to ze go duzo nie ma, wiecznie wyjezdza w delagacjie za granice, przez 3 miesiace sie nie odzywa wogole, wraca i mysli ze jest ok, a ja udaj..nie umiem sie od niego odciac..to jest chore..strasznie bola mnie te rozloki, wieczne zastanawianie sie czy wroci, odezwie sie, nie wiem probowalismy zerrwac ze soba kontakt, ale heh nie udalo sie, meczymnie to wszystjko juz nie chce byc traktowana jak zabawka, ze widzi mnie tylko wtedy jak jest w domu, w polsce. ale z drugiej strony bardzo go kocham…tylko czy to nie jest chora milosc??wiele z was meczy sie z rostaniem, z odrzuceniem milosci…wiem ze to boli za kazdym razem kiedy sie rozstawilisme, nie bylismy”niby” razem strasznie to pzrezywałam…ale ten bol i ciagla niepowenosc jaka mam teraz jest jeszcze gorsze..sama juz nie wiem co robic..nie umiem mu powiedziec koniec..ale tak dlugo sie nie da zyc….

  363. .. I poszłam wtedy z nim na te zdjęcia.. było fajnie i wydawało mi się, że wszystko przemyślał i będzie super.. i rozstaliśmy się tego wieczora na dobre 🙂 Poczułam wtedy niesamowitą ulgę, chyba dlatego że już wiedziałam na czym stoję i mogłam już porzucić złudne nadzieje, którymi do tej pory żyłam a emocje te były bardzo wyczerpujące.
    Od poniedziałku do dzisiaj cały czas siedzę u niego ze względu na zabieg po którym nie mogę za bardzo chodzić. Opiekuje się mną dobrze. Śpię do 12tej gdy się budzę uderza we mnie to wszystko i nie mogę się zwlec z łóżka. Gdy już wstanę i zacznę coś robić jest lepiej. Ostatnio wzięłam się za szukanie mieszkanka, bo nora w której mieszkam strasznie mnie dołuje.. to jakoś zajmuje mi czas.
    Później on wraca z pracy i jego widok sprawia, że wszystko znowu powraca i że nie mogę pojąć jak mogło się tak stać. Dużo rozmawiamy.. on sam nie wie za bardzo co zrobić co powiedzieć żeby mi pomogło.. ale jest i odpowiada na moje pytania i znosi mój płacz. Naprawdę chce żebyśmy zostali przyjaciółmi. I ja zaczynam wierzyć w to że tak może być, że nigdy przecież mnie nie skrzywdził, uważa że jestem wspaniałą kobietą tylko chemia i uczucie się wypaliło.. czasem zastanawiam się czy ono kiedykolwiek między nami było. Tak na dobrą sprawę od dawna się psuło, ja na siłę chciałam to naprawiać nie rozmawiając o tym 🙂 i jego zachowanie brak czułości i bliskości sprawiało że byłam nieszczęśliwa i męczyłam się z tym.
    Może przyjaźń właśnie jest nam pisana. Od kiedy się rozstaliśmy rozmawiamy więcej niż wcześniej bardziej się do siebie zbliżyliśmy ale tak po przyjacielsku i więcej o sobie wiemy.
    Tylko ten rok przeżyty razem ta intymna bliskość te przyzwyczajenia i wspólne sprawy.. to wszystko jest tak ciężko przeskoczyć…
    Dzisiaj wracam do siebie.. i nie wiem jak sobie poradzę..
    Gdyby ktoś z Kraka chciał wyskoczyć na wódkę ;).. [email protected]

  364. Cierpię..Dlaczego?? Dlatego że on stwierdzil że nie zakochal się we mnie. Twierdził że próbował ale mu się nie udało.Ze mnie nie kocha. że nie umie kochać, nie potrafi. Że jest ułomny emocjonalnie. POgubil się w tym wszystkim i nie jest w stanie stworzyć relacji długoterminowej. Nie potrafi mi tego dać tego czego kobieta oczekuje i zostawil mnie. Już tydzień minął. A ja go kocham. Zostawil po takim czasie bycia razem, to już było ponad 2 lata. Wspólne liczne wyjazdy, wspólne zainteresowania, wspólnie spędzony czas. Razem wszędzie chodziliśmy..on nalegał żebym mu towarzyszyła. Dzwonił tak często, pisał, jak byłam na imprezie sama kilka razy wydzwaniał . Ja naprawdę tego nie rozumiem. Widziałam że mu zależało, że chciał być ze mną, że ciągnęło go do mnie. Nic nie rozumiem , albo może ciężko mi to rozumieć właśnie przez to że nie było żadnych oznak takiego posunięcia z jego strony. Lawinowo zalewają mnie wspomnienia, wspomnienia tych wszystkich chwil. Te wszystkie sytuacje które sprawiły że stał mi się taki bliski. Tak dobrze czuliśmy się w sowim towarzystwie, on tez bo mi to powiedział. Wierzyłam że on jest moim facetem, moim mężczyzną z którym spędzę resztę życia. Całe moje Zycie z nim wiązałam –przyzwyczaiłam się do niego, był moim jedynym przyjacielem, z którym uwielbiałam spędzać czas i po prostu być. Doznałam szoku jak mi to powiedział. Nadal jestem. Podziwiam te wszystkie osoby które sobie z tym poradziły. Jest tak strasznie ciężko. Wczoraj napisałam mu maila, napisałam wszystko co mi w duszy grało. Żeby się nad tym zastanowił wszystkim, żeby nie żałował swej decyzji, żeby dorósł bo w pewnym momencie może być już za późno. Ma to wsyztsko przemyśleć. Ale ja go do niczego nie zmuszę, nie zmuszę do miłości. Sam musi podjąć ta decyzję. Tylko ja tego wszystkiego naprawdę nie rozumiem. Powiedział że jestem dla niego ważna ale nie chce mnie krzywdzić , że powinnam posuzkac sobie kogos kto mnie pokocha, bo on nie jest w stanie nikogo pokochac… nawet nie mam z kim szczerze o tym porozmawiać .Wyzrucic z siebie wszytsko. A to tak boli. nie mogę na niczym się skupic.Siedzę i patrze w ten cholerny monitor i czekam już sama nie wiem na co…

  365. Droga Agatko, musisz teraz być bardzo silna, ja wiem, że to jest okropne uczucie, jak facet, którego kochasz mówi Ci coś takiego..To wszystko niestety jest baaardzo trudne, sama do tej pory jeszcze odczuwam jakiś brak. Chciałabym Ci coś sensownego poradzić, ale szczerze to będzie jeszcze trochę bolało, tylko teraz wszystko zależy od Ciebie jak to co się dzieje wykorzystasz..wiesz dobrze tez troszeczke, że teraz Ci to powiedział, a nie po latach kiedy w gre mogły by wchodzić jeszcze dzieci np. zawsze to jakis mini plusik;]Musisz być dzielna, teraz masz czas na swoje przemyślenia, dobrze napisałaś nikogo do miłości nie zmusisz, niestey trzeba się z pewnymi sprawami pogodzic jaaaakos… Mi tez było strasznie trudno wszystko zrozumieć, dlaczego akurat tak i teraz, tez ciagle jakies wspomnienia wszystko, ale najwazniejsze to się nie poddawac. Pozdrowionka:*

  366. Dziekuje Kasiu za miłe słowa.Masz rację dobrze że stalo sie to teraz a nie później..ale niestety mniej przez to nie boli 🙁 Staram się normalnie funkcjonować ale te myśli mnie prześladują. Tyle wspólnych wyjazdów, te wszystkie chwile – bombarduje mnie to wszystko. Próbuje nawet powyciągać te nieliczne złe wspomnienia żeby było lżej..ale niestety te pozytywne zawsze wygrywają. Staram sie wychodzić z przyjaciółmi, ale zawsze jest tak że jak wracam to wspomnienia atakują jescze bardziej:( A wiesz co jest najgorsze..że chyba jeszcze podświadomie czuję że tkwi we jakaś nutka nadziei choc rozum mówi że to głupota. Jak Ty sobie z tym wszystkim poradziłaś?

  367. wszystko to co piszesz, jak bym czytała o sobie, dokładnie wszystko wyglądało tak samo, niby funkcjonujesz, a jednak caaały czas bujasz w obłokach..tutaj własnie fajnie napisała autorka tego całego tekstu, zeby po prostu dać tym myslą płynąc, nie blokuj tego, popłacz jak potrzebujesz, to wszystko jest tak normalne…u mnie juz w sumie 5 miesiecy mineło, ale tez było na maksa trudno, bo tak dziwnie jest nagle zaczynac kazdy dzien w pojedynke, tymbardziej kiedy ty liczyłas na tą osobę, wierzyłas, ze pomimo wszytsko to i tak wszystko się naprawi i bedzie ok. Postaraj sie tak na spokojnie wszystko, a stopniowo bedzie co raz lepiej, ja np. codziennie sobie tłumaczyłam, ze to faktycznie nie mogło miec sensu…Skoro on ze mnie zrezygnował to dlaczego ja mam z tego powodu cierpiec, skoro on o mnie nie mysli tyle, to dlaczego ja mam sobie psuc kazdy dzien dołując się myslami o tym, ze mnie zostawił…Najbardziej chyba boli sam fakt, ze zostałas porzucona, bynajmniej ja tak miałam, nie mogłam tego własnie zrozumiem strasznie mnie to denerwowało, ze mnie od tak zostawił, dla innej, innego zycia..ze skreslił.. to było najtrudniejsze. Pamiętaj nie zatrzymuj się, zeby zycie Ci nie uciekało przez palce, postaraj się Agatko dalej robić swoje, zeby nic Cię nie omineło:* mysli jeszcze będą troszkę cie nekać, ale to normalne, kazdy z nas tutaj tak miał albo ma, boli cholernie jeszcze jak mowisz, ze wiecej było radosnych chwil, ale wszytsko minie tylko potrzeba tego czasu, po prostu czas;] ja tez dłuugi czas w podswiadomosci miałam jakąs nadzieje, ze wróci, ze zapuka do mnie i bedzie chciał znow ze mna byc, baaardzo długo, czasem nawet sie zastanwiam nad tym a co by było gdyby;]Dobrze roboisz spotykaj sie z ludzmi, otwórz sie na innych, rozmawiaj sobie, smiej się, nie zamartwiaj, nie gmatwaj w tym wszystkim, bo to tylko pogarsza. Popatrz na to tez z tej strony, ze on zyje dalej, chciał tego niesteety, widocznie jednak to nie jest ten. Widocznie na Ciebie czeka ktos inny lepszy, ktos kto pokocha Cie całym serduszkiem, choc to teraz takie nie do pomyslenia;]ale wiesz czas jednak na serio leczy rany… tez miałam bardzo przykrą sytuacje, ale jakos daje sobie rade i to bardzo dobrze, bo juz teraz pamietam o nim czasem jak mam zle dni mysle o nim, ale ogólnie staram sie nie zatrzymywac, to jest przeszłosc, teraz masz szanse na nowy ciekawszy rozdział:*;]

  368. U mnie mija już trzeci tydzień.. Czasem z nim rozmawiam i po tych rozmowach na chwilę jest lepiej ale później na nowo wszystko wraca. Najgorsze, że nic mnie nie cieszy i za nic się nie mogę zabrać. Przy okazji pojawiły się dodatkowe problemy ze zdrowiem i mieszkaniem (ponoć nieszczęścia chodzą parami). Widzę różnicę, od naszego rozstania coraz więcej pozytywnych myśli się pojawia ale są one bardzo przelotne. Najgorsze są poranki, po przebudzeniu dopada mnie strach i uczucie paniki. Czekam na moment kiedy będzie normalnie (tak jak wcześniej gdy byłam sama). Potrafię żyć samotnie tylko chciałabym na nowo odnaleźć radość życia spokój i nauczyć się w tym wszystkim być szczęśliwa. Wiem, że najlepszym lekarstwem jest czas.. i modlę się żeby dla mnie to był krótki czas. W tym wszystkim miałam szczęście że trafiłam na niego.. On tłumaczy mi wiele kwestii dotyczących życia.. rozmawia ze mną (nie porzucił mnie bez słowa wyjaśnienia) takie szczęście w nieszczęściu. Wcześniej kilka razy się z kimś rozstawałam lub ktoś mnie rzucał.. ale dopiero tym razem zaczęłam czytać próbować coś z tym robić. Zaczynam inaczej patrzeć na pewne sprawy.. Wcześniej zostawałam ze wszystkim sama i nie robiłam z tym nic. Mijały miesiące nawet lata zanim się ‘wygrzebała’ a i tak pewne sprawy pozostały w środku. Tym razem pracuję nad tym wszystkim, przynajmniej staram sobie to jakoś poukładać.. No cóż.. i tak okrutnie boli 🙂

  369. Droga Agato, czytając Twoją wypowiedż- jakbym czytała o swoim życiu, swojej miłości…i swoim niedawnym(czyt.świeżutkim)rozstaniu.Byliśmy prawie 2 lata.Nie będę się rozpisywać bo moja historia jest identyczna jak Twoja…a teraz stwierdził, że nie może być ze mną, bo nie potrafi się zaangażować emocjonalnie- chociaż bardzo chce i ja byłam osobą z która chciał związać swoje życie.Dodał jeszcze , że nie chodzi o mnie, tylko o każdą inną kobietę a on już nie potrafi chyba kochać(to tzw.facet z przeszłością).Chce, próbuje…ale dłużej nie może bo za bardzo mnie krzywdzi.Nie pojmuję!przez prawie 2 lata rozkochał mnie wręcz do szaleństwa, pozwolił , żebym wierzyła, we wszystkim był ze mną.A teraz?kiedy jesteśmy tak blisko, kiedy z nikim innym tak nie było i pewnie nie będzie, to on bez walki, mówi:”NIE”…więc pytam, kim ja byłam przez tyle czasu??????no kim?????nie potrafię ani tego zrozumieć ani sobie z tym poradzić choć próbuję w każdy możliwy sposób…”nie myślenie”. ”zapicie”, poznanie kogoś innego…Jestem przecież atrakcyja,wielu facetów mi to mówi.Jak zrobić, żeby zapomnieć???żeby ktoś następny nie był tylko zapomnieniem, po którym okaże się, że był co najwyżej nic nie znaczącą namiastką..:((((((((

  370. …a najbardziej boję się tego, że już nigdy nie będę mogła tak kochać, jak kochałam- kocham JEGO…Nie umiem się z tym pogodzić, bo podobnie jak Ty Agato, świetnie czuliśmy się w swoim towarzystwie,uzupełnialiśmy się nawzajem…nie wspominając o cudownych chwilach bliskości, namiętności i pożądaniu, tak wielkim pragnieniu tej drugiej osoby,co do tej pory było dla mnie abstrakcją, choć mam na swoim koncie parę innych związków a więc i obiektywne porównanie.Ta chemia nadal jest, z jego strony się nie skończyła…ale ON nie może już bo za bardzo mnie krzywdzi.Przykro mi, że nie uwzględnił w tym mnie i za mnie zadecydował, z dnia na dzień:(i że nie wie, że największa krzywda dla mnie to świadomość, że nie ma już NIC co tak bardzo kochałam

  371. Witaj Kajutka,
    chyba rzeczywiście za nami jest ta sama smutna historia:( Ja tez tego nie pojmuję. Nie pojmuję tych słów po ponad 2-óch latach związku : “chcę, próbuję ale nie chcę Cię krzywdzić”. A do tej pory co było?? Kim byłam??Kajutka też zadaje sobie te pytania. Kim byłam skoro tak łatwo przyszło mu to powiedzieć:( Jesteśmy na tym samym etapie bo ja tez nie daję sobie z tym rady:( Nic nie pomaga:( Doskonale Cię rozumiem..ten ból, ta świadomość że nie ma juz obok tej kochanej osoby, tej która absorbuje teraz wszystkie myśli.

  372. Agatko, te same słowa”ułomny emocjonalnie”….co jest z tymi facetami?!!!!czy rzeczywiście?czy pod tym nie kryje się coś innego???ja sobie tłumaczę to tak, że jeśli ja byłabym oziębła emocjonalnie, ale pomimo to, tworzyła związek, przez tak długi czas, to na pewno bym nie odeszła!jeśli tylko bym naprawdę chciała, a to ON mi zawsze powtarzał, że tak bardzo chciał…przecież to KOLEJNA UCIECZKA!!!!CZY NA TYM MA POLEGAĆ ŻYCIE?A GDZIE WALKA?GDZIE PRAWDZIWA PRÓBA BUDOWANIA ZWIĄZKU I WALCZENIA O NIEGO, KIEDY POJAWIAJĄ SIĘ PROBLEMY…..nie mam już siły.te myśli mnie zadręczają….mój, (choć nie wiem, czy mam prawo jeszcze tak mówić, ale to już jakiś nałóg, nie umiem inaczej)też poprosił mnie o czas, że musi wszystko przemyśleć, może zatęskni….ale nic się nie dzieje….mi także rozum podpowiada, że nie ma już szans a jednocześnie tkwi we mnie jakiś zalążek odrobiny nadziei.W takich momentach, kiedy już całkiem się rozklejam, której się trzymam…..jak to się mówi”tonący brzytwy się trzyma”:(

  373. Polcam wam książkę, “Jak pogodzić się z rozstaniem” Dwight Webb (ok 20zł). Dowiecie się z niej o tym co się teraz wewnątrz was rozgrywa. O waszych irracjonalnych zachowaniach i myślach, które sam jeszcze przeżywam i z których prędko się nie wylecze. Prawie każdy z nas przeżywa to tak samo. Nasze historie nie są odosobnione. Przeczytajcie, dostosujcie się, a będzie wam łatwiej.

  374. Po prawie dwóch latach związku, dzisiaj się dowiedziałam ze już NAS nie ma…całe moje szczęście znikło w jednej sekundzie…cały czas płaczę, nie potrafię tego zaakceptować, tak naprawdę to chyba jeszcze do mnie nie dotarło że zostałam sama…powiedział ze nie ma już siły, że coś się w nim zablokowało, ze za dużo było między nami kłótni, zbyt dużo go to kosztowało…że bardzo mnie kocha ale nie widzi szansy na dalszy związek…jestem załamana, wspomnienia cały czas żyją, nie umiem żyć bez niego, jest tak wspaniałym człowiekiem którego straciłam na zawsze…nie potrafię żyć z tą myślą:(:(:(

  375. witam wszystkich
    ja jestem już rok po rozstaniu, którego nie chciałam, za parę dni będzie rocznica dokładnie 17 czerwca. Czy sobie z tym poradziłam…..absolutnie nie, byliśmy razem 5 lat choc “bylismy” to chyba za duże słowo ja z NIM BYŁAM On ze mną jak się okazało “tylko spędzał wolny czas”

    poświęciłam dla tego związku tak wiele że nic mi już nie zostało, nie mam przyjaciół…nie potrafię wyjść do ludzi jestem wiecznie sama, “otwieram” się bardzo sporadycznie na sporadycznych imprezach pod wpływem alkoholu, dziwnie i okropnie się po tym czuję, zresztą i tak niczego nie pamięta z tego co mówiłam. Nie mam z nim żadnego kontaktu, mieszkam daleko od Niego, On pozmieniał wszystkie numery telefonu, maile….dał mi dosadnie do zrozumienia gdzie mnie ma.

    Nie pogodziłam się z tym chodziłam do psychologa, chodze do psychiatry biorę leki na depresje….ale dziś z okazji zbliżającej się rocznicy własnie słucham naszej wspólnej muzyki, przejżałam zdjęcia….czuję się okropnie, wszystko jak by wczoraj się stało.

    Mam tak okropne poczucie że to moja wina że sobie z tym nie radzę…..On wiem jest już w nowym związku, szczęśliwy i zadowolony, wiem to od Niego udało mi się 3 miesiące temu dodzwonić do niego do pracy…..dobił mnie całkowicie, łyknełam wszystkie prochy jakie miałam ale niepotrzebnie wysyłałam pożegnalne smsy do wszystkich których miałam w telefonia….bo jedna wzieła i do mnie przylazła i żyję….

    ale chyba żałuję że mnie uratowali, mineło tyle czasu a ja nadal mam te same mysli

    jestem tak bardzo samotna

    mam 34 lata już
    pozdrawiam wszystkich

  376. Nic nie dzieje się tak jak powinno, miało już być inaczej, lepiej….a jest co raz gorzej;( miałam faceta, kochałam nad zycie, zostawił mnie w nieprzyjemnych okolicznościach… teraz poznałam faceta, chyba z braku tych wszystkich uczuć pozwoliłam sobie na za wiele, a facet tak na prawdę ma mnie gdzieś i nigdy nie chciał, żeby to się rozwijało w tym fajnym kierunku;( to boli jak po raz kolejny ktos Cie olewa, odstawia na bok, jestes tylko zabaweczką, taka kolezanka do ogólnego towarzystwa…. Najlepsze jest to, ze tylko w ciagu tygodnia hehe dzis jak się odezwałam to okazało się, ze miałam nie dzwonic w weekend heh to jest jakas paranoja w tygodniu dzwoni, chce się widziec, a na weekend nie ma człowieka….;/ ech…no ale cóż widocznie naiwność ludzka nie zna granic…

  377. Ech.. a ja nie wiem od czego zacząc. moze zaczne od słow otuchy, mimo ze zama ich teraz potrzebuje. Chwile temu rozmawialam z moja ciocia, ktora od kilku lat ma przeprawy ze swoim mezem, zaskarzenia, podchody, wzajemne zlosliwosci konczace sie wciaz w sadzie. Ale ma swietne podejscie, ktore tez przekazuje swojej corce. Nie skupiaj sie na jednym, tylko miej dziesięciu, bo to oni cie wykorzystaja i beda miec z tego ubaw. No i taka prawda, teraz moj ex ma chyba ubaw.
    A teraz nasza historia… a wlasciwie jej ciąg dalszy, (jesli ktos chce sie dowiedziec co bylo wczesniej, pisalam 04.04 2009) wowczas to byl koniec, to znaczy ja tak myslalam i dobrze byloby, gdyby to faktycznie byl koniec. Nadal mieszkalismy razem dogadywalismy sie swietnie – bylismy wspanialymi przyjacolmi. Udalo mi sie nie cierpiec za bardzo. Ale po dwoch tygodniach podczas ogladania kolejnego filmu mocno sie przytulal, po czym powiedzial, ze teskni, ze mu brakuje, ze nie jest w stanie sie zblizyc do zadnej innej kobiety. Przez caly wieczor zapewnial, ze chce jeszcze raz sprobowac. Ja oczywiscie na poczatku mu nie wierzylam, no ale taki jaki byl pozniej, bylo cudowne i chyba tym mnie troche przekonywal. I tak trwala ta sielanka do ostatniego piatku 05.06) kiedy to poszlismy na urodziny jego kolezanki. Tam zabawa byla swietna, ale za ktoryms razem, kiedy odwiedzilam toalete uslyszalam kilka słow na swoj temat, a m.in. to ze on powiedzial ze nie jestesmy razem, a ja daje dupy. Zrobila sie mala afera, a on zapewnial, ze to nie prawda i w ogole. Pozniej zaczelam rozmawiac z jego przyjacielem, a on z byla tegoz przyjaciela. No i tak sie zaszyl z nia juz do konca imprezy, mnie i wszystkich innych mial w dupie. Czyli mozna powiedziec, ze potwierdzil wczesniej uslyszane slowa. Kiedy stwierdzilam ze mam dosc i ze ide do domu z laski stwierdzil, ze tez pojdzie. kolejnego dnia bylam tak wkur*ona ze garkami rzucalam,pytalam wciąz o co chodzilo, co to bylo. Slyszalam tylko smiech i zapewnienia ze nic, jednak tak jak myslalam to nie byla prawda. Juz snuli wspolna przyszlosc, tylko ja tu bylam problemem. Minąl weekend na spokojnie, jakos staralam sie nie myslec o tym, ale juz ewidentnie zaczelam miec tego czlowieka. W poniedzialek rano wyszlam z domu, on niedlugo po mnie, wrocilam poznym popoludniem, a on zjawil sie wieczorem. Zupelnie inny, a kiedy pytalam o co znow chodzi, smial sie i twierdzil ze wymyslam. No ale nie popuscilam, darlam sie az doszedl do tego ze nie chce juz ze mna sypiac! Hahaha tu mnie rozbawil. Jeszcze troche porozmawialismy a on wyszedl jeszcze gdzies z przyjacielem, o ktorym wczesniej wspomnialam. Z racji dzisiejszego egzaminu nie chcialam juz sie wiecej denerwowac, ale i tak nie moglam spac w nocy, budzilam sie serce walilo jak oszalale i cala dygotalam. No ale przetrwalam i rano pojechalam na ten egzamin, ktory zdalam bardzo dobrze. Zaczelam sie pakowac i w trakcie pakowania wyrzucalam mu wszystko.
    Okazal sie klamliwym tchorzem, nawet nie chcial sie przyznac do tego co juz wiedzialam, chcial abysmy nadal mieli dobre relacje i w ogole. Ale ja go chyba juz znienawidzilam. Podczas trwania naszego związku zbieral sie po poprzednim, bylam przy nim, wspieralam, jeszcze dzis powtarzal, ze nie zna nikogo innego z kim bylo mu tak dobrze i w ogole, ale to nie jest milosc i ze teraz poczul znow oszalamiajaca milosc, oczywiscie nie do mnie. I to tak wyglada ze ja bylam tylko lekarstwem na zlamane serce, ale lekarstwa w ktoryms momencie przestaje sie brac i jak jest juz dobrze to nie trzeba. No i on tak zrobil. A jeszcze co ciekawsze kiedy jeszcze ni padly slowa ‘koniec’ zdazyl powiedziec swojej przyszlej, ze ze mna nie jest. Ku*wa, on mamuski potrzebowal,a nie kochajacej kobiety. bylam dla niego tylko zaspokojeniem fizycznych potrzeb, czy zwyklej potrzeby aby nie byc samemu. Gdyby to sie skonczylo 2 m-ce temu, teraz byloby dobrze a tak zostal niesmak i nienawisc. Zapytal czy sie moze czasem odezwac.
    Jak dla mnie on juz umarl.
    Czasem pojawi sie lza w oku, ale zaraz wysycha, nie walcze z tym. Czekam teraz na kogos kogo pokocham i kto mnie pokocha tak mocno, jak ja kochalam9ale juz nie pamietam wlasciwie co to jest, zostala tylko nienawisc).Pozdrawiam wszystkich. I jesli ktos doszedl do konca mojego wywodu, to gratuluje:)

  378. to jest okropne ze kiedys osobe ktora kcohalismy,dzielilismy zycie potrafimy tak znienawidziec i wymazac ze swojego zycia

  379. Tak, to prawda, jest niewielka granica pomiedzy miloscia a nienawiscia. Mam nadzieje ze za jakis czas mi przejdzie, ale tego co sie dzielo nie zapomne, a to moze wzmagac negatywne uczucia.

  380. …dobrze ujęte…dla mnie to też jest niepojęte.Ale cóż …widocznie takie jest życie. 🙁