poprzednim wpisie poruszyłam kwestię rozstań. Dziś chciałabym napisać coś więcej o emocjach, które się w takim przypadku pojawiają i o tym jak sobie z nimi radzić.

Rozstaniom towarzyszy bardzo wiele emocji, mogą być różne w zależności od sytuacji i okoliczności w jakich nastąpiło rozejście. Według mnie, pierwsza i najważniejsza sprawa, to  zaakceptować wszystkie pojawiające się emocje. To normalne, że czujesz ból. To normalne, że czujesz smutek, nawet jeśli dobrze wiesz, że ta relacja nie miała już przyszłości. To całkowicie normalne, że czujesz złość, rozczarowanie i żal jeśli twój partner odszedł do kogoś innego. Nie ma co oceniać lub obwiniać siebie, niech emocje płyną – przychodzą i odchodzą. Poddaj się temu rytmowi. Jest to dobry moment aby zapoznać się z tak silnymi emocjami, to część naszego życia. Obserwuj swoje uczucia, daj im istnieć, pozwól sobie być smutnym z całą świadomością tego, co się w tobie dzieje. Choć bolesna, jest to wspaniała lekcja samopoznania.

Może się zdarzyć, że wbrew sytuacji nie odczuwamy negatywnych emocji. Wtedy najprawdopodobniej włączyły się nasze emocjonalne bezpieczniki, a mówiąc bardziej psychologicznie: mechanizmy obronne. Polega to na tym, że negatywne uczucia zostają wypchnięte ze świadomości, dzięki czemu jesteśmy w stanie mimo trudnej sytuacji normalnie funkcjonować. Jeśli jednak emocje te nie zostaną w jakiś sposób uwolnione, będą zalegać i prędzej czy później będą miały bardzo negatywne skutki.

W jaki sposób dać upust swoim emocjom? U mnie zawsze bardzo pozytywnie działa pisanie na własne potrzeby – “wypisuję” wtedy wszystko co we mnie siedzi, przy okazji porządkując myśli. Można też pisać bloga 🙂 Można malować, rysować czy rozmawiać z przyjacielem (oby był cierpliwy:) ) – osoba przechodząca trudne momenty bywa bardzo skoncentrowana na sobie i nie wszyscy wytrzymują intensywne wylewanie emocji. Ale zdecydowanie polecam korzystanie z wszelkiego rodzaju wsparcia społecznego – byle nie przerodziło się to np. w intensywne imprezowanie by zagłuszyć swoje emocje. Ja po prostu opowiadałam swoją historię różnym osobom, i z każdym kolejnym razem czułam, że jest to mniej bolesne. A potem przyszedł moment, w którym wiedziałam, że to ostatnia taka historia i nie czułam już potrzeby dzielenia się swoimi emocjami, a ból zaczął mijać.

Kolejną ważną rzeczą jest dać sobie czas. Pewnych spraw po prostu nie da się przejść w trzy dni, choćbyśmy tego bardzo chcieli. Nie popędzaj się. Nie mów, że już powinnaś mieć to za sobą. Ile czasu potrzeba by uleczyć ranę po rozstaniu czy odejściu partnera? Jest to całkowicie indywidualna sprawa. Ja potrzebowałam 2 tygodni intensywnej emocjonalnej “młócki” i pracy nad sobą by zacząć normalnie i bez bólu funkcjonować oraz myśleć o całej sprawie. Proces leczenia trwa nadal i choć przebiega bardzo łagodnie, to nie wiem ile jeszcze potrzebuję czasu. Ważne by sobie na to pozwolić. Ważne też by nie uciekać w nowy związek, a pobyć z samym sobą, poznać siebie od tej bolesnej strony, zadbać o siebie i dać samemu sobie dużo miłości. W psychologii jest taki termin: żal po stracie. Podkreśla się wagę przeżywania tego żalu, żałoby – pominięcie tego etapu może uniemożliwić pójście dalej w życiu, bo przecież życie się nie kończy…

Na razie to tyle, ciąg dalszy nastąpi wkrótce. Czekam na wasze komentarze i pytania.

1 784 komentarzy
  1. U mnie zaciekawiło mnie to, że nie byłem do końca pewien co we mnie siedzi po rozstaniu. Byłem wręcz nabuzowany jakimś ładunkiem emocjonalnym i wiedziałem, że powinno się czuć w takiej sytuacji jakiś strach przed samotnością czy inny żal po utracie. Nie potrafiłem jednak sprecyzować, określić czym jest ta negatywna energia. Być może było to właśnie ścieranie się mechanizmów obronnych z żywiołem uczuć 😉 Tak czy inaczej bardzo pomogło mi analizowanie, głębokie wejście w tą mentalną, rozstaniową papkę i wyłuskiwanie z niej pojedynczych stanów emocjonalnych. Znając mechanizmy działania miałem jakiś grunt pod nogami – czułem się bardziej stabilnie, bezpiecznie. Jednak, tak jak mówiłem w poprzednim Twoim wpisie o tej tematyce, pomógł mi kolega więc zahaczam się o to wsparcie społeczne 😉

  2. to prawda, że zdarza się, że nie potrafimy określić co konkretnie czujemy – jest po prostu źle…i przydaje się wtedy pomoc – ja w najgorszym momencie też miałam wsparcie przyjaciółki, która pomagała mi rozeznać się w moich odczuciach. Bardzo to pomaga.

  3. moze zanim dojdzie do zranienia kidy zwiazek trwa dawac sobie wolnosc

    Tak z dnia na dzień

    Zwracam Ci wolność kochanie
    To najcudowniejszy prezent moim zdaniem
    Bo dzięki niemu właśnie
    Kocham Cię coraz bardziej

  4. @Mandala: oczywiscie, masz rację! ale…nie oszukujmy się, kto z nas już się oświecił? 🙂 czyli, zdecydowanie jest to ważn y i dobry kierunek, dawanie wolności, uwalnianie samego siebie i innych od przywiązania, to wszystko zapobiega zranieniom. Jednak jesteśmy ludźmi, którzy mimo całej mądrości przeżywają emocje…z drugiej strony, pewnie gdyby moja sytuacja zdarzyła się powiedzmy 2-3 lata temu, to byłabym pewnie nadal w ciężkiej depresji…

  5. zgadzam sie ze to dosc wysoka poprzeczka – ale… nie oszukujmy się, nie trzeba się oświecić żeby dać sobie i komuś wolność 🙂

  6. to prawda. ale – ja na przykład choć dałam wolność i sobie i drugiej osobie,i tak przeżywałam trudne emocje. to wszystko jest proces wzrastania i puszczania różnych wzorców w nas…

  7. tak, a nawet to właśnie dzieki tej wolności możemy bardziej świadomie przeżywać i dzieki temu wzrastać, puszczać…

  8. Z doświadczenia wiem, że pomaga jakieś zajęcie absorbujące dużo czasu i wymagające zaangażowania. Mi na nerwy pomaga trening – intensywny bieg + powtórzenie kilku kombinacji technik kickbokserskich. “Zajeżdżam” się a takim treningu i później jest troszkę lepiej. Na samotność działa to samo lekarstwo jednak chyba najważniejsze to mieć się komu wygadać i to nie po to, żeby ktoś znalazł wyjście z sytuacji tylko żeby wysłuchał.

  9. Tyle, że to “wyładowanie się” fizycznie może służyć po prostu zmianie toku myśli by odwrócić uwagę od problemu emocji. W ten sposób nie wychodzą one na światło dzienne kotłują się w mniej świadomych częściach osobowości. Nierozwiązane problemy się mszczą :> Dlatego wydaje mi się, że lepiej już sprawę intensywnie przemyśleć niż odwracać od niej uwagę. Oczywiście to zależy od sprawy i umiejętności analizy swoich procesów poznawczych :> Dlatego potrzebne jest dodatkowe wsparcie ze strony innych – jest to najbezpieczniejszy sposób :>

  10. Ja od 4 dni żyję w totalnym obłędzie związanym z rozstaniem z moim chłopakiem…….Po prostu powiedział mi,że mnie już nie kocha…ot tak….Nagle stałam się dla niego obojętna…..Po 1.5 roku bycia razem i widywania się co prawda co 2 miesiące(przebywałam za granicą) nagle coś pękło.Najgorsze jest to,że to własnie on mnie podtrzymywał na duchu i mówił,że będzie dobrze,że sobie poradzimy z tą rozłąką kilometrową…
    Serce mi się rozpadło na kawałki…

  11. po ponad 5 latach zwiazku rozstalam sie ze swoja partnerka.szarpie mi serce i umysl ale walcze …staram sie ucze sie zyc od nowa…sama to takie trudne

  12. Mnie rzuciła dziewczyna, z którą byłem ponad 2,5 roku. Ja ją nadal kocham i to bardzo. Staram się jej pokazać, że jestem innym człowiekiem ale ona mi nie wierzy. Czuję straszną pustkę i stratę.
    Mam do niej żal, bo zawsze powtarzałem jej, że każdy problem można rozwiązać rozmową. Cały ostatni czas było naprawdę wspaniale, sądziłem już że będziemy razem na zawsze, a on a nagle wyskoczyła i zostawiła mnie, wydzierając straszliwą dziurę w mojej duszy. Od prawie miesiąca nie mogę sobie z tym poradzić. Tęsknię za nią i za tym co robiliśmy wspólnie.
    Powiedziała, że jest nadzieja, że będziemy znowu razem ale ja nie wierze jej już, nie mam żadnej podstawy do tego. Chciałbym ale nie umiem.
    Jestem samotny, zdruzgotany mam zszargane nerwy.
    Błagam o pomoc…

  13. mnie nie interesuja przyczyny, negatywne emocje ktore we mnie siedza i najwidoczniej sposob jak sobie z tym poradzic.chce poprostu by wrocil.czuje jakby mi ktos serce z piersi wyrywal.mam depresje,wciaz wydaje mi sie ze spotkaM GO NA IMPREZIE z inna i boje sie tego jak cholera.boze ja naprawde nie potrafie sobie z tym poradzic.nie dpopuszzczam do sieie zadnychslow bo jak do cholery ktos moze radzic mi cos skoro nie czuje teraz tego co ja.latwo gadac wiem bo sama nie raz pocieszalam ale wtedyja bylam szczesliwa,mialam kogos a teraz…potrzebuje go bo czuje ze umieram.kocha a jak kocham to calym sercem…

  14. Słuchaj, czas leczy rany. Gadaj ze wszystkimi o tym. Niech Ci mówią, jaki brzydki z niego bydlak. Odsuwaj od siebie myśl o nim z inną. Ja tak robie, zaczynam żyć własnym życiem. Na początku było tak jak mówisz, a teraz, po pewnym czasie zaczynam powoli zapominać. Jest pustka w sercu, ale da się ją wypełnić. Pomyśl, że Ty też będziesz kogoś miała, kogoś kto doceni to co dla niego robisz. Na świecie jest pełno facetów!
    Acha i zerwij z nim kontakt. Blok na gg, zero telefonów, rozmów, wywal jego zdjęcia z kompa i komóry, schowaj prezenty od niego, albo nawet spal. Pomyśl ile cierpienia Ci przysporzył, taki człowiek nie zasługuje na czyjąś miłość. Zmień miłość w gniew, a z czasem gniew sam zamieni się w obojętność.

  15. Hmmm… dość dziwne podejście do sprawy, DarkOne.

    Gdy dochodzi do rozstania, rzadko kiedy wina leży tylko po jednej stronie. Dlatego nie sztuką jest utwierdzać się w przekonaniu, że on czy ona to bydlak/nigdy mnie nie kochał, lecz spojrzeć na wszystko z dystansu i próbować wyłuskać co tak naprawdę niszczyło związek.

    Zerwanie kontaktu pozwala na pozbycie się przyzwyczajeń. Lecz we wszystkim zachowajmy umiar :> Jeśli nie doszło do żadnej okropnej zdrady czy coś, to po co od razu palić prezenty i dawać ignora na gg? W przyszłości będziecie może nawet najlepszymi przyjaciółmi – przecież dogłębnie się poznaliście – a Ty chcesz zachowywać się dziecinnie, od razu przekreślając znajomość.

    Jeśli Wasz związek się nie układał, przemyśl co w nim nie grało. Jakie błędy popełniła partnerka, a jakie Ty. Co w niej a co w Tobie było zaczątkiem rozstania. Przekonywanie siebie, że tylko po jej stronie leży wina jest trochę płytkie – z zerwania nie wyciągniesz wtedy żadnych korzyści, a przecież jest to znakomity moment by dostrzec swoje wady i je naprawić.

  16. Dla Ciebie to dziecinada, dla mnie jedyne wyjście. Każda rozmowa z nią kończyła się tym, że co raz bardziej popadałem w depresję. Dlatego właśnie całkowite zerwanie kontaktów było dla mnie najlepszym wyjściem, a dowodem jest moje obecne samopoczucie, jestem nowym człowiekiem, odzyskałem wiarę w siebie i to, że kiedyś będę naprawdę szczęśliwy. Dzięki takiemu zachowaniu po ponad miesiącu w końcu się uśmiechną, szczerze.
    A jeszcze dwa tygodnie temu, zastanawiałem się, czy lepiej podciąć sobie żyły, czy skoczyć z dachu. Myśl, że zobaczę ja z kimś innym była przytłaczająca, to był dla mnie za ciężki krzyż, a teraz… Nie ruszyłoby mnie to, serce nawet by mi nie drgnęło, bo odciąłem się od niej i nie muszę się tym przejmować.

  17. Nie ma czegoś takiego jak “jedyne wyjście” 😉

    Dziecinada dziecinadą – sam w podobny sposób postąpiłem. Tyle, że ograniczyłem tylko z byłą partnerką kontakty – a nie uciekałem się do radykalnych środków typu palenie pamiątek czy ignor na gg 😉

    Trochę czasu wystarczyło by się uspokoić – tak jak w Twoim przypadku. Tyle, że teraz mogę z moją byłą spokojnie porozmawiać, pośmiać się, spotkać przy piwie, a wydaje mi się, że Ty nadal od swojej uciekasz.

    Nie zrozum mnie źle – to nie jest żadna próba narzucenia czegokolwiek czy krytyki postępowania. Każde doświadczenie jest cenne 😉

  18. czytam wszystko co piszezcie i wcale nie jest mi latwiej…choc z drugiej strony swiadomosc ze sa inni ludzie ktorzy przechodza przez to samo i jakos w koncu udaje im sie znalesc szczescie jest troszke pocieszajaca…takie swiatelko na koncu tunelu..
    ja mam za soba tylko jeden powazny zwiazek w zyciu ale za to dlugi…sama nie wiem co sie dzieje ale czuje ze cos sie skonczylo..ze stracilam cos bezpowrotnie…jednego dnia myslisz ze spedzisz z kims reszte zycia a chwile pozniej czar pryska….czujesz ze nie ma juz nic…sensu w zyciu….przyszlosci….to bol ktorego nie da sie opisac…a ja nie radze sobie z nim najlepiej…:(
    ja bardzo kocham …. bardziej niz kiedykolwiek kogokolwiek…ale plomyczek tak nagle zgasl po drugiej stronie….chcialabym zrozumiec i nauczyc sie zyc dalej..

  19. Widze że w swoich odczuciach nie jestem sam,Byłem z dziewczyną 5 lat,było dobrze było i bardzo źle , chociaż teraz myśle tylko o tych dobrych chwilach które razem spędziliśmy,ciągle mam nadzieje że Ona sie opamięta i bedzie jak kiedyś,ale czy warto żeby”kiedyś”wróciło , bo jak myśle o tym na zimno to było więcej minusów niż plusów,chociaż czasem mam takie cziężkie dni(a raczej czasem to mam,spokojniejsze dni)czuje takiego doła że niewiem co zrobić , wpadam w psychiczne otrzęsienie,niemoge sobie znaleźć miejsca,nie jestem w stanie wykonać żadnej czynności i spał bym cały dzień.Kiedy spotykam sie z przyjaciółmi to,to przechodzi (ale ile można pić;) )a kiedy jestem w domu sam ze swoimi myślami, to to wszystko , przeszłość i błagalne patrzenie w przyszłość powraca.Nie rozmawiałem z nią od 1,5 miesiąca ale dobrze orjentuje sie co u niej , raczej nie tęskni ,od tygodnia znalazła sobie kogoś(Ja sobie tłumacze że to tylko dla pocieszenia),ale nie wiem może jest z nim szczęśliwa.Zastanawiam sie czy powinienem z nią porozmawiać, o przeszłości,i o tym żeby jakoś zamknąć tamto życie.Zastanawiam sie czy powinienem z nią porozmawiać, po to żeby łatwiej było mi to skończyć??

  20. Człowieku ona widocznie nie była Ciebie warta. Ja sobie też na zimno myślałem o “dobrych” czasach i dochodziłem do wniosku, że dobre nie były, a to oznacza tylko jedno – to nie była ta jedyna! Trzeba żyć dalej i cieszyć się życiem! Jest zajebiście trudno, nawet bardziej. Znajdź sobie zajęcie, albo zajęcia. Ja np zacząłem znowu grać po nocach, znowu po roku przerwy, wciągam się w gry bitewne, spotkania z kumplami. Życie jest zbyt piękne, by je teraz marnować na rozpamiętywanie, a skoro ona znalazła już sobie innego to znaczy, że dla niej to nie było coś tak ważnego jak dla Ciebie. Pokaż światu, że jesteś twardy jak skała – ja tak myślę. zaciska żeby i żyje. Kiedy przychodzą naprawdę trudne chwile, jak mówisz, to rozmawiam z przyjaciółkami, kumplami, a nawet z… mamusią 😛
    Wartą z mamą pogadać, może czasami zrzędzi i jest nie na czasie, ale swoje przeżyła i wie co robić.

    ps. A pić można dużo, tego też próbowałem 😛 nie działa:(

  21. Jestem sama już dwa lata po rozstaniu z osobą, którą kochałam. Po pierwsze nauczyłam się,że nie muszę być z kimś aby czuć się szczęśliwą, nauczyłam się również żyć dla siebie, nie w sensie typowo egoistycznym bo dostrzegam świat wokół 😉 ale “oswoić” t.zw. samotność życia w pojedynkę. Jest mi dobrze choć z drugiej strony wiadomo – chciałabym już spotkać tę WŁAŚCIWĄ osobę ale nic na siłę i wiem,że ON pojawi się kiedy będę na to naprawdę gotowa..
    p.s. wiem,że to nie do końca na temat ale chciałam coś dodać od siebie 🙂

  22. byłam z kimś 6miesiecy…tyle ze mieszkałam z nim…bylismy na urlopach dziekańskich w szkocji…był moim pierwszym…moja pierwsza miłością…nigdy nie usłyszałamod niego ze mnie kocha…mimo to bylismy szczesliwi.Było jak w raju!!kupował mi kwiaty,wspolne fimly,obiady,łóżko…wszystko 1 raz dla mnie,byłzaledwie rok starszy…zakochalam sie i to bardzo…on jednak nie zakochal sie choc to wlasnie czulam…bo nie bylabym gdyby mi jakis sygnalow nie dawal….powiedzial ze to nie to…ze nie czuje motylkow…zerwalam z nim..a on po 3 dniach znalaz inna…ktora ponoc pokochal…i pojechal teraz w polsce do jej miasta studiowac choc do mojego nie chcial bo twierdzil ze jak wroci do polski bedzie chcial byc blisko rodzicow..minely 4 miesiace…czasem wydaje mi sie ze mam to juz z glowy…ze minelo…pokasowalam jego smsy,numer telefonu…zdjecia…gg… nie mam nic…ale wciaz przychodza momenty keidy tesknie…pierwsze 3 miesiace siedzialm w domu…nie bylo mnie rok w polsce…moim znajomi sie pozmieniali…wogole inna bajka niz ja…w sumie mamich dosc…nikt mnie nie rozumie…a mnie samej trudno sie z tym pogodzic mimo iz 4miesiace minely…mysle o nim…jak nam bylo dobrze…tak mocno go kochalam…tak bardzo cierpialam i cierpie…nikt mnie nigdy tak w zyciu nie zranil i rozczarowal mimo iz mam ojca alkoholika ktory mnie polowe zycia dreczyl psychicznie…liczylam ze znalazlo mnie dlugo oczekiwane szczescie tymczasem spotkalo jeszcze wieksze zmartwienie….kiedy mi to przjdzie???to nie uzaleznienie..bo zycie bez niego i wiem ze bede zyc bo chce!!tyle ze tak mi smutno jak go nie ma…jak mysle ze jest w objeciach innej…co to sa te cholerne motylki??!!!kochalam go calym sercem a tego nie czulam…on zasugerowal sie motylkami…nienawidze ich….upijalam sie 3 miesiace jak wrocilam zeby nie myslec….nie moglam spac…nic…teraz za duzo znow spie!!znalazlam prace ale ciagle jestem nie zadowolona…wszystko mnie dobija!!!kaz\dy mnie irytuje!!!!!!!!!nie mam nikogo choc mam tak wielu!!nikt mnie nie rozumie!!!!!!!nie zycze najgorszemu wrogowi stanu milosci…mojego stanu…

  23. bylismy razem 10 lat…
    szczeniacka milosc. wspolne studia, wspolne zainteresowania. ona pelna zycia, rozesmiana, ja zdystansowany, analizujacy sytuacje i sprawy. paowalismy do siebie, bardzo sie kochalismy… wspolnie dorastalismy, dojrzealismy, realizowalismy plany i marzenia…
    brakowalo jednego – malzenstwa. ona bardzo tego chciala, ja nie…
    nie dlatego, ze w nia nie wierzylem… uwazalem, ze jest nam dobrze tak jak jest a na taka impreze jak wesele jeszcze przyjdzie czas.
    ona czesto wspominala, zebysmy to zrobili, ze tego chce, ze jest absolutnie pewna. ja bylem ignorantem w tym temacie. przez 9 lat mieszkalismy razem. dla mnie to bylo “malzenstwem”… dawalismy sobie abslutna wolnosc. uwazalem, ze to wazne. czesto sie rozstawalismy na 5, 7 miesiecy, kiedy ona chciala wyjechac na stypendium, doskonalic swoje umiejetnosci i wiedze. bylismy siebie pewni w 100%. zdrada nie wchodzila w gre. do czasu…
    skonczylismy studia i zaczely sie normalne problemy z tym zwiazane – poszukiwanie opowiedniej pracy, brak pieniedzy… ale walczylismy i szlismy do przodu…
    zrobila dyplom i wyjechala zagranice na miesiac w poszukiwaniu pracy, kontaktow zawodowych… i zdradzila mnie.
    zdradzila mnie z jej kolega, ktory jej tam pomagal i ktorego nie kochala… a on jak sie okazalo byl w niej zakochany od lat iczekal na odpowiedznia okazje. przespali sie po imprezie. on byl pewien ze juz beda razem, plakal… ona wrocila do mnie i po kilku dniach wszystko mi powiedziala. byly lzy, zlosc, rozpacz. chcielismy byc jednak razem. kochalismy sie. wiec jej wybaczylem. nie bylo lekko. walczylem jednak z myslami. wyjechalismy do warszawy. progres zawodowy przyspieszyl. najpierw u mnie, pozniej u niej. pojawily sie pieniadze, wyjazdy, zmeczenie… zycie poprostu.
    powrocil temat malzenstwa. prosilem by poczekala. ze jest dobrze.
    ze rok, dwa i kupimy mieszkanie, samochody, bedzie odpowiedni grunt.
    w koncu kupila mieszkanie sama. jej rodzice dali pieniadze. ja chcialem bysmy do wszystkiego doszli sami. jej zabieganie, klutnia i koniec.
    przedziwny koniec. “przeczolgalismy sie” przez 5 miesiecy…
    najpierw nie wierzylem ze to “the end”, mieszkalismy razem, byla czulosc, byla zlosc, imprezy osobno i pokazywanie sobie jak sobie radzimy “osobno”. w koncu wyprowadzile sie i po jakims czasie zaczalem o nia zabiegac… w rozy sposob, czesto nieumiejetnie.
    okazalo sie ze kogos ma. mlodszego od niej o 6 lat. “nie kocham go” – powtarzala mi czesto i “nie jestem pewna co czuje do ciebie…”
    zabiegalem jak dzik. walczylem. pilem w samotnosci. rozmawialem z ludzmi, szukalem wsparcia, porady, bylem pewnien, ze chce nas odzyskac i zaczac powazne zycie – jako rodzina.
    oswiadczylem sie jej. powiedziala ze wypalilo sie, ze juz nas nie czuje. nie wierzy… walka trwala dalej. powiedziala mi przy ktoryms spotkaniu, ze jest juz z nim w zwiazku. nie przeszkodzilo to nam sie pozniej przespac ze soba. potem wyjechala z nim na wakacje. odpusczalem sobie walke. nie widzialem juz sensu. wrozila z wakacji, zadzwonila do mnie i spotkalismy sie. wodka, rozmowa, lzy… przyznala sie po raz pierwszy od dawna ze mnie kocha… mowila, ze go tez gowniarza, za dojrzalosc, wrazliwosc, ktorej mi ponoc brak. ponownie wyladowalismy w lozku. przez calo noc slyszlaem od niej, ze mnie kocha, zebym to ja jej nigdy nie opuszczal… myslalem, ze bedziemy do siebie wracac, ze zrozumiala, ze ten jej zwiazek, to “plaster”, fikcja…. nastepnego dnia powiedziala “nas nie ma”..
    wkurwilem sie, dalem sobie spokuj ale nie na dlugo…
    widzialem, jak przeglada mi co jakis czas skrzynke mailowa -znala haslo… potem dowiedzialem sei od niej ze zamieszkali razem. on sie wprowadzil do jej wymarzonego, nowego mieszkania.
    wowczs przgladal mi skrzynke codziennie. kiedy dowiedziala sie ze sie z kims spotykam – plakala… chciala bym o tym wiedzial.
    nastapila cisza. nie dozywamy sie zupelnnie do siebie. zmienilem haslo w skrzynce…
    tesknie, kocham i ni c z tego nie rozumiem
    nie rozumiem ze nie chiala dac szansy skoro ja dalem kiedy zdradzila.
    ze nie chce w nas uwierzyc, wiedzac, ze uczucie nie wygaslo tylko …
    wlasnie… co?
    jest do dupy.
    alkochol, panny, ucieczka w prace… mam 30 lat, zrozumialem zbyt pozno ze zwiazek musi sie rozwijac, ze powinnismy byc rodzina, wziasc razem te pieniadze od jej rodzicow. ze w zwiazku i milosci wazne sa kompromisy…
    bo nie kocha sie za cos, tylko mimo czegos…
    ja tak potrafie kochac, zdalem sobie z tego zprawe gdy zostalem sam.
    mam przyjaciol, dziwczyny, kolezanki ale kocham tamta dziewczyne.
    i pragne z calego serca szansy… bo wiele zrozumialem.
    niestety za pozno.
    ludzie sie mijaja… niestety i popelniaja bledy, wlasnie dlatego ze sa ludzmi.
    pamietaj mala ze ciebie kocham, choc pewnie nie ma to juz zadnego znaczenia.

  24. Miałam chłopaka którego bardzo kocham mimo mijających dni ja nadal coś czuję. Byliśmy razem ze sobą 3 lata, wspólne wakacje co roku, wyjazd za granicę , poniekąd mieszkanie mimo że mieszkał z rodzicami i nadal mieszka. Ja niezależna, wesoła, lubiłam się bawić i przebywać wśród ludzi, a zarazem bardzo odpowiedzialna lubiłam osiągać cele, wzbijać się. Ciągle starałam się pogodzić wszystko naukę dom, obowiązki na stancji i jego. Było cudownie a teraz przeżywam najbardziej nie przyjemne chwile w moim życiu . Rozstałam się z nim. Zostawiłam go pare dni przed sylwestrem. o co poszło?? Z biegiem czasu zauważyłam że jest starsznie dziecinny, w towarzystwie nie mówił rzeczy poważnych tylko same zabawy i śmiechy, kiedy chciałam porozmawiać o przyszłości zmieniał temat umiejętnie mowiąc że na wszystko jest czas. Nie pytał mnie o zamiary jakie ja mam co do mojej przyszłości kazał czekać i tak czekałam aż do tej pory. Smutno bo wydawało mi się że w takim wieku należy mieć już jakieś plany, chociaż jakieś cele w życiu. Kiedy powiedziałam mu o tym prosił o szansę, mówił że się zmieni. Znowu czekałam, znowu cierpiałam, czekałąm aż mi pokaże że naprawdę mnie kocha i jest w stanie zrobić dla mnie wszystko. Prosiłam żeby poszedł do pracy żebyśmy zaczęli jakoś wspólnie życ. żebyśmy wynajęli stancję na początek a on że ma na wszystko czas. Mieliśmy rocznicę – zawsze kupował mi kwiaty. tym razem na trzecią powiedział że kwiaciarnia jest zamknięta i że przyniesie jutro. Zapomniał…. Potrafi tylko ładnie mówić. Zawsze go broniłam nie dałam słowa złego powiedzieć a jednak wszyscy mieli rację a ja miałam nadzieję którą nadal mam. Pomimo wskazówek on nic nie robi. Jest mi bardzo żle bo go bardzo Kocham i jakbym była mężczyzną na pewno inaczej by się wszystko potoczyło. Nie wiem co mam robić . Zgubiła go jego beztroska, i może rady mamy chociaż wiem że ona mnie lubiła a on nigdy jej prawdy nie powie…. bo jest z nią bardzo związany. jestem w początkowej fazie cierpienie i jest coraz gorzej. Kochałam Go i nadal kocham . Chciałam żeby coś zrozumiał a teraz go straciłam a raczej straciliśmy się na wzajem……. I kto popełnił błąd?? To jest tylko niewielki przekrój ale chociaż na chwilę poczułam się lepiej pisząc to tutaj….

  25. własnie Tirste ja teraz jestem w podobnej sytuacji..czemu ten płomyk wygasa tak nagle z dnia na dzień:(((

  26. nie jestem sama…wiec troche mi lzej…kochalam go…choc nie bylismy razem dlugo,najpierw sporo czasu poprostu flirtowalismy wspolne imprezy itd.. ale nie bylismy razem…gdy do tego doszlo czulam sie najszczesliwsza kobieta na ziemi…mial przy mnie wszystko…chyba nawet za duzo..po tylu pieknych chwilach,zapewnieniach….jeszcze 2 tyg temu mowil ze kocha…a teraz…wrocil do swojej bylej…(zapewnial ze nic miedzy nimi nie bedzie bo tylko mnie kocha i ja jestem najwazniejsza)
    i zeby bylo ciekawiej chlopak jest z mojej klasy a dziewczyna ze szkoly…jest ciezko…

  27. W Miłości trzeba szaleć, szalenie Kochać do utraty tchu, do braku sił, bo Miłość to najcenniejsze z szaleństw na jakie nas stać.
    Nie szukałam Miłości, a przyszła do mnie sama…
    Jestem nieziemsko Szczęśliwa przy Tobie…:)
    Kocham Cię:*

    Wiesz co to jest? To są słowa, które miały być napisane na kartce 14 lutego 8 miesiąca. Tylko najgorsze jest to, że to ja jedynie czułam. Nigdy przenigdy nie miałam myśli, że to, co się dzieje pomiędzy Nami nie jest Kochaniem. Bo wszystko, wszystko co się działo w każdym miesiącu było dla mnie czymś niepowtarzalnym i jedynym. I to nie jest tak, że myślę w ten sposób, bo jestem młodsza, bo nie byłam w „poważnym” związku. Próbowałam wcześniej spotykać się z kimś innym, próbowałam zmusić się do przyzwyczajenia do drugiej osoby, ale to nie przychodziło. To nie był ten grom z jasnego nieba, który uderzył we mnie 14 czerwca. I wtedy pomyślałam sobie, że to nie możliwe, żeby mnie się trafiło takie Szczęście…
    Może niejednokrotnie dawałam do myślenia swoim zachowaniem, może zaczęły wynikać jakieś różnice, ale wydawało mi się, ze to jest normalne. Bo chyba nie ma dwóch takich samych osób na całym świecie, które we wszystkim się zgodzą i będzie zawsze pięknie. Każda piękna chwila niwelowała wszystkie przykre momenty.
    Nie wiem, co się stało,
    I wiesz czego najbardziej nie rozumiem? Że nawet nie wiem, kto, co, gdzie, jak zgasiło tę Naszą świeczkę? Nie wiem nie wie nie wiem dlaczego z dnia na dzień można powiedzieć „jednak to nie Ty”> no jak???????? Czuję się jakby ktoś dał mi w policzek Tylko, że nie wiem, co źle zrobiłam. W jednej chwili wyrwałeś mi duszę z sercem, zdeptałeś, wrzuciłeś do śmietnika, Tylko najgorsze jest to, że to serce bije. Bo nie wie co się stało/ Tak od razu nie da się go wyłączyć. Jak można powiedzieć „stop”? Już tego nie ma… Powiedz sobie „byłaś niekochana”, już po wszystkim? No jak? Jak można z dnia na dzień zapomnieć o dotyku.. O łapkach, które się splatały. O tym całym cieple? Tylko ja to czułam?? Oszukana, zwodzona, nawinie dająca siebie, a dostałam za to w twarz. Boli mnie też to, że słowa „jesteśmy wyjątkowi w byciu razem”, „nie znam takiej pary, jak My, która tak niesamowicie byłaby dopasowana”, „przy Tobie czuję się jak przy nikim innym” okazały się jednym wielkim kłamstwem, bo nie uwierzę, że coś gaśnie od tak…po prostu…
    Chyba naiwnie uwierzyłam, że w tym całym brudzie świata można spotkać kogoś, kogo będzie się kochało z wzajemnością. Kogoś o kim będzie się myślało jak o nikim innym… Z kimś, komu świat stanie na głowie i wszystko będzie miało zupełnie inny smak…
    Słyszałam od Ciebie, że wszystko jest wyjątkowe… Było i się zmyło?
    Nigdy nie spotkałam człowieka, który by myślał w jednej chwili o tym, o czym ja myślę. Nikomu nie pozwalałam wejść w ten mój intymny świat. Oddałam Ci ciało i duszę, zaufałam i nagle taki cios? Nie zrozumiem powodu „nie wiem co się ze mną dzieje”. Jak dla mnie jest to albo niechęć do zaangażowania się, znudzenie się drugą osobą, rutyna… A miało być tak pięknie. Nie pozwoliłeś by Miłość się rozwinęła.. To tak jak ogród z kwiatami, które nagle więdną, bo nie zostały podlane. Obiecałeś mi piękne lato podczas którego powiemy „patrz jak wspaniale to- już rok bycia razem”. I co ze słowami? „Mamy siebie”- jednego dnia dowiaduję się, że już tego nie ma, że jestem sama… Nie wiem jak to nawet nazwać „zostałam okłamana, że mnie kochasz?” „wreszcie sprowadzona na ziemię z powiedzeniem miłości nie ma- obudź się wreszcie naiwna istoto”
    Nie wiem, czy zaufam jeszcze kiedyś komuś. Wszystko, co przeżyłam nigdy nie było aż tak bolesne, jak to, co zrobiłeś Po tylu miesiącach nagle dowiaduję się, że to nie ja, a tak może być w każdym przypadku. Kochałam Cię całą sobą, wszystko co planowałam, było z myślą o Tobie, żebyśmy mogli wreszcie zobaczyć jak to jest być we dwoje- samemu na własną kieszeń. I chyba ta szansa Nam uciekła.
    Każda minuta w Łodzi: czy to park, las, czy to spacery nocą, szwendanie się, rozmowy, czy to Twoja działka i na niej poznawanie siebie nawzajem, czy to wyjazd chyba najpiękniejszy w życiu, bo z kimś kogo Kochałam, nie wiem, wszystkie wyjścia, proszenie o klucze do mieszkania mojego brata, wszystko co Nam się przydarzało było niezwykle i nagle tego nie ma….i nie wiem dlaczego i chyba upłynie długi czas zanim powiem „tak miało widocznie być”…

    To jest to, co dzisiaj rano napisałam- po wczorajszych słowach, że mnie nie kocha… to tak strasznie boli…

  28. Historia mojego Zahira zaczela sie prawie dwa lata temu,ale znalem ja 10lat, byla moja przyjacioka, kumela… wiedzialem o niej naprawde duzo. rozstalismy sie 6 miesiecy temu. bo wtedy tez wyjechalem z polski…. pamietam jak dzis jak mnie odprowadzila na lotnisko, dlugie przytulanie,czule pocalunki,obietnice. na odprawie celnej pojawily sie lzy, zaczela plakac ja ledwo sie powstrzymywalem, wkoncu tez pobeczalem sie jak bobr. krok za krokiem oddalalem sie od niej, ona machala swoja alabastrowa dlonia a po jej rozowych policzkach plynely slone lzy… ten obraz mnie zreszta przsladuje… to byl ostatni raz jak widzialem ja,kochajca mnie calym sercem… dzwonilem do niej codziennie oboje cierpielismy przeokrotnie… prosila mnie zebym wrocil do polski, ale ja nie moglem…dalej cierpielsmy, kade na swoj sposob.nagle jej po dwoch tygodniach przeszlo… mi nie! pewnego dnia przestala do mmnie mowic kochanie, przestala mowic ze kocha , ze teskni… nie wiedzialem co sie dzieje, ale czulem ze cos jest nie tak. mowilem do niej ale ona tak jakby nie rozumila tego co mowie. potem bylo coraz gorzej… czepiala sie kazdego zdania ktore wypowiedzialem. pewnego dnia wypowiedzialem pewne zdanie a ona je zle zrozumiala, i stwierdzila ze w tym momencie zerwalem z nia! co bylo mnie prawda. za bardzo Ja kochalem/am.*
    *- niepotrzebne skreslic.
    probowalem ja odzyskac dzwonilem, potem pojechalem do polski spotkalem sie z nia.powiedziala mi ze juz mnie nie kocha(a bylismy bardzo blisko, przez te rok i kilka miesiecy nie bylo dania ktorego ze soba nie spedzilismy) no ok no prawie…w polsce powiedziala mi ze nic do mnie nie czuje , nogi mi sie ugiely… bol przeogromny, znacie ten rodzaj emocji. wrocilem do “zagranicznego miasta” z ogromna rana w sercu… od tamtego czasu probuje zyc, ale ciagle wracaja wspomnienia, mimo tego ze pol roku temu sie rozstalismy. CHOLERNIE tesknie za Nia za ta dawna mnoja ukochana, zaufalem jej bo przeciez byla moja kumpela przeciez. Nadal Ja kocham i tesknie. byla dla mnie kim wyjatkowym bo nie czesto mozesz sie zakochac w swojej przyjaciolce…. z wzajemnoscia!

    KOCHAM CIE COCO, MOJ TY ZAHIRZE!

    Spieszcie sie radowac waszymi partnerami.. tak szybko odchodza.

  29. Usagi ja byłam w takiej samej sytuacji…codziennie słyszałam te słowa “Kocham Cie…” wspolne plane, marzenia, ktore nie ja zaczelam snulam lecz on…i poprostu tak z dnia na dzien mnie przestał kochac…a najgorsze w tym wszystkim jest to, ze nie powiedzial mi tego w twarz, ze to koniec, tak jak mial odwage prosto w oczy mnie oszukiwac, ze kocha, ze to ja i zadna inna…zadzwonil…po tygodniu milczenia…do tej pory nie rozumiem jego argumentow…bo wiem, ze mial ze mna wszystko, dawal mu wiecej niz oczekiwal, bo ja w odroznieniu od niego kochalam…nie rozumiem jak mozna potraktowac kogos jak smiecia tak poprostu zgniesc i wyrzucic ze swojego zycia…minelo juz ponad trzy miesiace od momentu gdy odszedl…przez pierwszy miesiac straszecznie bolalo…nie jadlam nie spalam, bylam roslinka i to straszne poczucie beznadziejnosci, nienawisc do samej siebie, ze bylam nie zbyt dobra by go zatrzymac przy sobie…ale nadszedl taki dzien, w ktorym poprostu obudzialm sie i zdalam sobie sprawe, jakim trzeba byc czlowiekiem by w ten sposob potraktowac serducho, ktore Cie kocha…od tego poranka coraz lepiej sobie z tym radze…duzy wkład takze w to mieli moi bliscy-rodzina i przyjaciele(-tu chciałam im podziekowac, za wytrwałosc cierpliwosci cieplo jakie mi okazali)…nie moge powiedziec, ze zapomnialam calkowicie, bo bym oszukala sama siebie…do tej pory zdarzaja sie takie momenty w których powracaja wspomnienia, poplynie lezka, zakuje serduszko ale nie sa one tak czeste jak na samym poczatku…poradzilam sobie z tym najmocniejszym bolem, wlasnie dzieki temu, ze zdalam sobie sprawe jakim on jest czlowiekiem i wierze w to, ze lost lubi sie rozliczyc, ze to powroci do niego(chociaz mu tego nie zycze)…i moze kiedys pozaluje, ale bedzie juz za pozno…
    Nie wiem czy Tobie Usugi pomogłam i innym osobka ktore tu trafily z podobnych powodow…wiem tylko jedno, ze trzeba sie podniesc otrzepac i isc dalej bo na kazdego gdzies napewno czeka osobka, ktora pokacha calym serduszkiem i dla ktorej bedziemy calym zyciem…zycze powodzonka i duzo milosci…jak chcecie komentucie piszcie swoje opinie pozdrawiam i moooocniutko buziam;]

  30. Ciezko jest zrozumiec ..jak to mozliwe ze z dnia na dzieñ czar pryska. Ciezko jest zrozumiec jak mozna tylko po dwóch miesiacach spotykania sie (chociaz znalismy sie od 5 lat) zamieszkac ze soba. Byc ze soba dziwñ w dzieñ , kochac sie sie 3- 4 razy dziennie i nagle ni z tad niz owad..sprzeczka on sie wyprowadza i znika z twojego zycia. Znika wlasnie w okresie kiedy masz klopoty , wtedy wlasnie kiedy najbardziej go potrzebujesz.
    Pierwszy dzieñ wydawalo mi sie ze to tylko zart, ze wróci ale teraz gdy minely dwa tygodnie wiem ze to na dobre. zostawil troche rzeczy nie wiem w jakim celu i najgorsze z tego wszystkiego jest to ze nie jestem w stanie dac sobie ze soba rady.
    Zapisalalam sie na medytacje..troche mi pomaga choc tak naprawde mam ochote po porstu polozyc sie spac i zasnac na iles lat… az mi to wszystko przejdzie.
    Szkoda ze nie mozna zjesc po postu tabletki na zapomnienie ….i wstac nie pamietajac cudownych chwil spedzinych razem kiedy mówil co ze nie potrafi zyc bez ciebie……

  31. hehe DarkOne dobry text… :)po czterech miesiac nie rozmawiania ze swoim “zahirem”… zadzonilem do niej zlozyc zyczenia urodzinowe! uzmyslowilem sobie cos co slowami sie nie da opisac nagle mnie oswiecilo… ze milosc i szczescie nosimy w sobie a osoba w ktorej sie zakochujemy to tylko ekran kinowy, gdzie rzutnikiem obrazu na ekran-jestesmy MY sami… moim sposobem na rozstanie bylo znalezienie sobie dodatkowych zajec, utopienie smutku i zalu w pocie powstalego podczas ciezkiej pracy,totalne zerwanie stosunkow …;) dyplomatycznych z oprawczynia (heheh)i dopieszczanie siebie samego( tylko bez kudlatych mysli eheh)w rozmaity sposob. dzis moge powiedziec ze mi przeszlo. pozawlam Ci odejsc ukochany Zahirze. bo wiem ze prawdziwie mozna kochac tylko wtedy, kiedy nauczymy sie zyc w pojedynke.

    ps.zalaczam moj e-mail [email protected]
    ps2 bo chetnie wyslucham moze doradze a moze poprostu wymienimy poglady… pozdrawiam 😉

  32. Ja mam inny problem, ten chory kraj odebrał mi moją ukochaną na dwa tygodnie biorąc ją obowiązkowo do wojska gdyż jest po studium medycznym, niby to tylko dwa tygodnie ale każdy dzień ciągnie sie jak miesiąc lub rok, wracam z zajęć do domu i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Jesteśmy ze sobą już dość długo ale to nasza pierwsza tak długa rozłąka, nie radze sobie z tym, jestem narchistą, nienawidze wojska, nie potrafie tego zaakceptować, stram sie robić dobrą mine do złej gry żeby jej było0 lżej bo niby to tylko kurs ale jednak wojsko. Nie chce nawet żeby przyjechała do domu na weekend bo to oznacza kolejne rozstanie a to boli nas oboje. Napiszcie mi co mam robić, zaczynam popadać w depresje.

  33. Cowboy przede wszystkim zacznij jej ufac. wiem ze boisz sie ze Cie zdradzi… ale jesli Cie kocha nie zrobi tego, do zdrady nie trza pulku wojska… a poza tym na ironie losu. spotykaja nas rzeczy ktorych najbardziej sie obawiamy! opanuj sie poku mozesz a rozstania sa potrzebne… zaczniesz doceniac druga osobe. pokoj z Toba 🙂

  34. Ale problem nie tkwi w tym że jej nie ufam tylko nie ufam wojsku, boje sie, że ją zmieni, boje sie tego w jakim jest mieście, to jest łódź do cholery, najbardziej kryminogenne miasto w polsce, tam sie dostaje baty za darmo i bez powodu, nieważne czy jest sie mężczyznż czy kobietą.

  35. Cóż, mam trzydzieści parę lat, przeczytałem bardzo uważnie Wasze historie. Odnoszę wrażenie, że większość z Was to osoby mające po dwadzieścia kilka lat i jedno chciałem Wam napisać: z wiekiem zmienia się sposób w jaki oceniamy pewne sytuacje, sposób w jaki pewna racjonalna część naszego umysłu rozkłada je na czynniki i analizuje, ale nie zmienia się sposób w jaki je odczuwamy. Emocje, uczucia się nie starzeją. Zawód w związku, rozczarowanie drugą osobą bolą tak samo bardzo. Choć nie pierwszy to raz i potrafimy sobie jakoś to wytłumaczyć: “bo to zła kobieta była”, zły facet itd. 🙂 niemniej boli to tak samo mocno. Piszę to z punktu widzenia osoby, która właśnie takie rozczarowanie przeżyła. Niedawno i boleśnie. Nie byłem tym zaskoczony, nie zdziwiło mnie to, a jednak bardzo zabolało. I może jest tak, że ból który czujemy świadczy o tym, że jesteśmy ludźmi, emocjonalnie dojrzałymi, wrażliwymi, obdarzonymi empatią. A ci, którzy ów ból sprawiają i nie widać po nich wyrzutów sumienia, nie widać, że jest to dla nich problem, że jakoś muszą się z tym zmagać, są zwyczajnie niedojrzali albo w zwykły sposób nie zasługują na miłość, na uczucie. A może po prostu nie nauczyli się rozmawiać z drugim człowiekiem, rozmawiać z Wami. Poszli na łatwiznę, uprościli sobie życie, uciekli od jednej, drugiej czy trzeciej szczerej rozmowy z Wami. Pomyślcie nad tym. Miłość i zaangażowanie to wielkie wartości, coś co trzeba szanować, doceniać, obchodzić się z tym bardzo delikatnie. Jeśli spotykacie w swoim życiu kogoś kto tego nie rozumie, nie wińcie za to siebie, pomyślcie, że ta osoba wystawia świadectwo swojej niedojrzałości, baraku umiejętności komunikowania się z drugim człowiekiem. To nie Wy jesteście nie OK, to ta druga osoba nie wie czym tak naprawdę jest miłość, czym jest rozmowa, czym jest wzajemne zrozumienie. Pamiętajcie o tym i głowa do góry, racja jest po waszej stronie

    Pozdrawiam 🙂

  36. Bylem z dziewczyna 4 lata z 3 miesieczna przerwą.Raz bylo lepiej raz.Zostawiła mnie 2 tygodnie temu.Częsciowo z mojej winy.Nie starałem się,nie pielegnowanem związku.Dopiero po rozstaniu zrozumiałem jak ją kocham i że jest dla mnie całym życiem.Cięzko jest mi z tym zyć.Cały czas mam nadzieję ze do mnie wróci.Próbuję walczyć.Może sie uda.Nikomu nie życzę zeby sie znalazł w takiej sytuacji!!!

  37. Kochani, mnie facet zostawił dla innej … nasze 5 lat przekreślił w kilka dni. Minęło już prawie rok i teraz dochodzi do mnie, że nie potrafię sobie z tym poradzić. Nie jestem w stanie zrozumieć co się stało – jednego dnia zacytował mi “wielką miłość” Krajwskiego, wiecie, “zrozumiałem po co żyję”, gdy nas króka złość rozłączy ja i tak odnajde Cię… a kilka dni później: sorry babe…znudziłaś mi się, nie zależy mi. Na słowa “nie zależy mi” nie ma żadnej odpowiedzi…Przez ten rok poznałam wielu facetów…żaden nie pasował:( On jest cały czas szczęśliwy pewnie z tą dziewczyną…a ja nie daję sobie rady…nie umiem się z tym pogodzić…i znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego? Wszyscy wokół mi powtarzali, że mi zazdroszczą takiego udanego związku…że ludzie w życiu się tylko raz tak dobierają 🙁 Ja kiedyś pocieszając moją koleżankę, powiedziałam jej że, życzę jej takiego związku jaki ja mam – a tydzień później zostałam sama…co za ironia…Najbardziej boli mnie ta nadzieja, która jest we mnie, nadzieja na to, że wrócimy do siebie…bo ja tak strasznie tęsknię :((

  38. Zadaj sobie inne pytanie… Czy on był ciebie wart? Czy zrezygnowałby na własne rzyczenie z osoby którą rzekomo kochał, tak sie nie zachowuje mężczyzna tylko nastolatek

  39. Ja tkwię chyba w toksycznym związku,długo by o tym pisać ,ale postaram się w skrócie.Jesteśmy ze sobą od 8 lat,mamy śliczną,mądrą córeczkę.Kiedy jest dobrze między nami to jest dobrze,ale jak jest zle to świat mi się na głowę wali,przeważnie to z jego winy ale on woli odwrócić kota ogonem aby mieć czyste sumienie.Bardzo rzadko okazuje jakie kolwiek uczucia(taki ma charakter) ale czemu jest obojętny na moje cierpienia? to mnie rani jeszcze bardziej. Jest mi ciężko i trudno to opisać,bo czasami sama tego nie rozumiem,ale może jednak ktoś mi pomoże chociaż w małym stopniu.co mam zrobić by zwrócić na siebie jego uwagę,by zaczął okazywać więcej uczuć,był bardziej czuły bo bardzo tego potrzebuję.Bardzo Go kocham i nie chcę być z nikim innym …

  40. chyba wiem, co przezyważ, też mam odczucie,że mój związek jest toksyczny, moje cierpienie i ból nie robi na nim żadnego wrazenia ale powtaerza mi ze kocha i nie chce mnie ranić….
    Jesteśmy razem już bardzo długo a małżeństwem od 12 lat mamy dwójkę wspaniałych dzieci, nie sprawiających żadnych kłopotów, pieniądze tez nie stanowią problemu własnie niedawno kupiliśmy dom…
    Zdarzyło sie to już trzy czy cztery razy w pewnym momencie dowiaduję się że nie jest ze mną szczęśliwy i ze nie czuje mojej miłóści,że takie życie nie ma sensu i ze lepiej będzie jak sie rozstaniemy po czym ja zapewniam ze kocham i chce z nim być… zostaje, jest dobrze przynajmniej ja tak czuje. Mijają Dwa lata i wszystko wraca… właśnie teraz… nie wiem co robić, to niemądre ale ja Go kocham…

  41. Przykro mi czytać ile osób cierpi, tak jak ja teraz. Powiem Wam tak- jeśli On nie okazuje miłości, nie potrafi przyznać się do błędu, “odwraca kota ogonem”, nie potrafi iść na kompromisu, ustąpić ani spokojnie porozmawiać to lepiej sobie odpuście. Tak wiem, że łatwo mówić, bo jesteście mężatkami-a ja jedynie byłam z chłopakiem 5 lat. Na początku ja wkoło zrywałam , co dwa tygodnie, a wiedziałam że on za 20minut zadzwoni i przeprosi (choćby to nawet była moja wina) i był wspaniały,a ja byłam tą złą. Wiem i zdaje sobie z tego sprawę. Tak było przez 2 lata. Potem zaczęło się zmieniać, powoli, ale zauważyłam to dopiero po 4 latach związku, kiedy ja bardzo się zaangażowałam i starałam się jak mogłam o ten związek. Im bardziej ja się starałam-tym on mniej. Nie potrzebował ze mną kontaktu jak był w pracy czy na uczelni (mówił że i tak wie że sie spotkamy wieczorem) – no dobra a jak się kocha to nie można czegoś napisać? zadzwonić? CHCE SIE MIEĆ KONTAKT Z TA OSOBĄ jak najczęściej się da. Teraz rok 2008 jest dla mnie rokiem przeklętym. W styczniu zerwałam ja-okłamał mnie strasznie (wciągał się w hazard a mnie notorycznie okłamywał, jak sie potem dowiedziałam). Po tygodniu sie odezwał i wróciliśmy do siebie. W maju zerwał on- po 5 dniach pisał i błagał bym wróciła że jest idiotą, że straci mnie przez swoją głupotę, że kocha mnie nad życie. I tak byliśmy szczęśliwi, ja mu zaczęłam powoli ufać po tym wszystkim, a on ZERWAŁ ZNÓW! Bo nie potrafiliśmy sie dogadać. Jest zbyt uparty, nie widzi w sobie winy i po prostu uciekł. Nie jesteśmy razem już dwa tygodnie- nigdy na tak długo się nie rozstawaliśmy- pisze, że mnie kocha i chce być ze mną ale nie ma siły już o to walczyć!? To jest chore!!! Też go kocham, tęsknie i wiem że to nie ma sensu. Co to do cholery jest?!! Oboje się kochamy, chcemy być razem, ale wiemy że sie nie dogadamy i że to nie ma sensu. Chociaż małe nadzieje są, ale są zbyt małe przy wspomnieniu tych złych chwil i kłótni. Boli strasznie… jutro piątek… mamy wspólne miejsce spotkań, tych samych znajomych, prawie wszystko! Jest ciężko i bardzo i ta przerażająca myśl o samotności. Wiem, że to jest śmieszne bo mam 20 lat, ale dla mnie on był całym życiem-całe plany na przyszłość- to wszystko już sie nie liczy… Nic więcej

  42. Przeczytałam te wszystkie komentarze i nabrałam ochoty, by dodać swoją historię, może posłuży komuś jako przestroga…Od 4 latach byłam w związkach, z czego 2 były naprawdę poważne. O ironio losu, za każdym razem wydawało mi się, że to ten właściwy a potem zakochiwałam się w następnym tak lekko i łatwo, bo tak bardzo byłam spragniona uczucia a niestety wpadałam z deszczu pod rynnę. Za każdym razem było tak samo, wszyscy byli “rzekomo” zakochani i tak zafascynowani moją osobą, że wydawało mi się, że właśnie chwyciliśmy szczęście w swe dłonie i już nigdy go nie puścimy…To było tylko złudzenie a ja uwierzyłam w tekst piosenki “Kocham Cię, kocham, to tylko puste słowa”. Prawie rok temu poznałam faceta, byłam już dziewczyną po przejściach, ledwo osuszyłam łzy po poprzednim rozstaniu (dodam, że to ja zawsze byłam porzucana), byłam sceptycznie nastawiona, ale podświadomie spragniona nowego związku, chciałam zapełnić pustkę po poprzednim rozstaniu. Nie wiem jak, nie wiem kiedy, ale przełamał dość szybko mur, który wokół siebie zbudowałam. W pewnym momencie dałam się ponieść fali tego uczucia, przestałam nad tym już panować. Na początku było wspaniale, motylki w dole brzucha itp. Potem zaczęło się moje piekło na ziemi. Uzależniłam się od niego do tego stopnia, że nie wyobrażałam sobie życia bez niego, idealizowałam jego i nasz związek. Zaczął pokazywać mi swoje prawdziwe oblicze, ale było już za późno. Zaczął mnie wykorzystywać, finansowo, emocjonalnie, nawet seksualnie, byłam bezwolną lalką w jego ramionach. Manipulował moim życiem, ingerował w środowisko pracy, ograniczył kontakty z przyjaciółmi. Wmawiał mi, że w życiu można liczyć tylko na siebie, uwierzyłam, że mam tylko jego. Dałam mu całą siebie, niczym wpatrzona w guru chłonęłam każdą część jego osoby, z każdym dniem coraz bardziej tracąc siebie. Rzuciłam dla niego palenie, nie spotykałam się z ludźmi, żyłam jak w pustelni, tylko on i ja i cztery ściany… Kontrolował mnie w pracy bo pracowaliśmy razem. Z czasem stawał się coraz bardziej zaborczy wmawiał mi sytuacje, które nie miały miejsca. Czułam, że się zapadam, próbowałam rozmawiać, ale zawsze kończyło się to kłótnią i obrazą z jego strony a wtedy wychodził na miasto, pił i szalał na parkietach. Ja na drugi dzień pomagałam mu leczyć kaca, sprzątałam i gotowałam i przepraszałam, za co? sama nie wiem, chciałam żeby było dobrze. Nauczyłam się poniżać w imię miłości, straciłam szacunek sama do siebie. Kilka razy zostawił mnie samą na imprezie czy na ulicy, bo wpadł w szał zazdrości. Kilka razy dałam mu po mordzie, bo myślałam że to coś zmieni a potem ze łzami w oczach błagałam o wybaczenie. Wszyscy wokół mi mówili, weź Ty się otrząśnij a ja zawzięcie go broniłam. Czułam wstyd, strach i żal, ale trwałam w tym nadal, bo łudziłam się, że będzie lepiej. Jasne czasem były przebłyski krótkich chwil szczęścia. Kiedyś aby w końcu zrozumiał, że mnie rani połknęłam za dużo tabletek, chciałam go ukarać nie myśląc o konsekwencjach. Chciałam żeby cierpiał tak jak ja!!! Z początku nic mi nie było, ale potem z powodu komplikacji wylądowałam na ponad tydzień w szpitalu. Przejął się, ale potem znów powróciły jego stare nawyki. Sytuacja diametralnie się zmieniła kiedy dostał propozycję pracy w innym mieście, wspierałam go i namawiałam, bo wiedziałam że ma przy mnie kompleks niższej pozycji zawodowej. Myślałam, że teraz się nam jakoś ułoży. Miałam się do niego przeprowadzić i mieliśmy zacząć wspólne życie. Wierzyłam, że jakoś się nam ułoży. Zostawił mnie z dnia na dzień bez podania powodu. Tak po prostu coś tam sobie podpiął jako powód, ale to był pretekst. Zabolało mnie to, że zapomniał ile dla niego zrobiłam, człowiek jak poczuje się lepiej i trochę odżyje mu “dupa” zapomina o bliskich. Wiem, że był draniem, ale kochałam go, więc musiało w nim być jakieś dobro, niestety ja go nie zdołałam wydobyć w pełni. Wiem, że się dobrze stało, że to rozstanie mnie oczyści i wzmocni, ale to nie ułatwia sprawy. Jest ciężko, tęsknie, myślę gdzie jest i co robi. Nie jest mi obojętny. Nie potrafię nie oglądać się wstecz. Kiedyś ktoś powiedział mi mądre słowa: jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść, jeśli ta osoba też Cię kocha, wróci, jeśli nie, to nigdy tak naprawdę nie była Twoja. Żałuje, że nie odeszłam pierwsza, zbyt wiele dałam, za dużo straciłam z siebie.

  43. To znów ja- po dwóch tygodniach wróciliśmy do siebie i chyba zaczynamy doceniać co ten związek dla nas znaczy. mam nadzieję dziewczyny, że Wam wszystkim sie ułoży. Do “Buszująca w smutku” – wiem, że łatwo mówić, że będzie lepiej- ale to był chyba toksyczny związek- z tego co opisałaś. On dużo chciał, a mało dawał. Tu zaangażowałaś się w tą “miłość” cała, a on tylko brał. Myślę, że lepiej że teraz się rozstaliście niż miałabyś w tym nie wiadomo ile trwać. Wiem, że teraz będzie ciężko komuś zaufać, ale wydaje mi się, że jesteś wartościową osobą, a takim ludziom życie zawsze wynagrodzi… 3 mam kciuki i powodzenia! Życzę siły i wiary w siebie!

  44. To może i ja powiem coś o moim rozstaniu… Pogodziłabym się szybko z tym, że odszedł, a ja go nadal kocham. Ale wiem, że tego nie zrobię. Dlaczego? Powód jest prosty. Bo za każdym razem, gdy mówił, że mnie kocha, za każdym razem, gdy mnie przytulał, za każdym razem, gdy czułam jego bijące, myślałam, kochające serce, za każdym razem, gdy patrzał na mnie swoimi tak niezwykle szczerymi i kochanymi oczami… tak naprawdę okłamywał mnie. Nigdy nic do mnie nie czuł. To nie jest moje przypuszczenie, taka jest prawda, sam mi o tym powiedział. Nie wiem, jak można wyrządzić komuś takie świństwo… To potwornie boli. Bo po pierwsze: mam świadomość, że tak naprawdę to przenigdy mnie nie kochał, czyli de facto zawsze była to miłość nieodwzajemniona, a po drugie: nigdy nie będę potrafiła mu na nowo zaufać. W ogóle, będę miała już zawsze problem z zaufaniem komukolwiek… Czasem naprawdę nie potrafię zrozumieć ludzi. A jeszcze gorzej, że nie rozumiem człowieka, którego kocham. Ehh..

  45. Chcialam napisam do buszujacej w smutku.
    Ciesze sie ze tak wlasnie sie wydarzylo…niechce zebys mnie zle zrozumiala ale uwazam ze najlepsza rzecza ktora sie mogla wydarzyc to ta ze ten facet gdzies sobie przepadl. Taki typ czlowieka to typy wampir eneregytczny ktory absorbuje ciebie totalne, towich znajomych nie pozwala ci na wlasne zycie .Czujemy sie dobrze bo nam facet odpowiada czujemy sie zakochane a gdzie troska gdzie czulosc …czulosc to nie seks. Tabletki????? dziewczyno zycie jest takie piekne ze nie warto go w zaden sposób zaklocac. Poczuj ze jest ktos kto w tym momencie na pewno cie ceni, kto cie lubi, komu sie podobasz.Zyj ta chwila. Co tereaz robisz ? czytasz? pomysl o wszystkich tych ktoryz w tej chwili czuja si podobnie jak ty. Jest nas tylu……Czuc sie zakochanym w kim to nie wszyztko ..trzeba kochac samego siebie.Czuc sie z toba sama dobrze. Popiesc sie troche…tzn. pójdz na jakis masaz, napij sie dobrej kawy, powmysl o tym jaki piekny jest swiat i nie zaluj faceta ktory wypil z ciebie cala energie .
    pa.

  46. A jeżeli juz uciekłam w inny związek i ten chłopak bardzo mnie kocha? Może i mi ktos poradzi…? Bede wdzieczna.. wiec na początku znajomości było nawet COŚ, ale to chyba zauroczenie z mojej strony. Raz zerwałam bo juz nie moglam wytrzymać jego humorów i tego ze go nie kochalam. Zmienił sie , ale ja go nie kocham ,ale ciagle z nim jestem, to chyba przywiazanie teraz, nawet troche na sile, powiedzial ze on beze mnie zyc nie umie i boje sie zeby sobie nic nie zrobil, a bardzo lubie jego rodzine bo sa dla mnie berdzo serdeczni, mam obsesje na punkcie jednego typa, bardzo takiego Macha;/Zanim wtargnelam w ten zwiazek juz mi sie podobal, ale ucichlo uczucie, a potem wszystko wrocilo. przyjaznilismy sie a ja sie zakochalam i teraz jak go widze na ulicy jak jezdzi motorem to znow to wraca., skonczylam gim ide do LO i on niestety tez sie tam dostal,(chodzil ze mna do klasy w gim) bede go widywac na przerwach i obawiam sie ze znow mi wroci. on nie potrafi uszanowac dziewczyny, ma ich na peczki, jest kasiasty i mysli ze jak jest taki as to moze wszystko,. a ja jestem chora i nie moge sobie pozwolic na takiego chlopaka…;/ tamten jest porzadny, wrecz za.. za powolny, leniwy, niedomyslny, ciemna masa, ale dobrze sie uczy, nawet bardzo. ale co z tego jak to zaczyna byc meczące, to sie ciagnie juz rok, a ta meka z pół roku dobre. nie chce zrywac, a chce zeby sie zmienil bo jest dobry, chyba za dobry i dlatego mi nie pasuje… mam 16 lat i chcialabym złapac rownowage bo chyba zgłupieje.. niby niewielki problem, wrecz banalny, ale to cholernie trudne. bo nie chce skrzywdzic ani jego, ani siebie… Najlepiej by bylo jakbym znikla, na zawsze.. nie byloby problemu, pocierpialby i by kogos sobie znalazl. nie umiem okreslic sie, co to za uczucie.. bo zalezy mi na nim nawet, lubie z nim spedzac czas, jestem zazdrosna o niego, ale to nie jest chyba milosc… ;( help…

  47. chciałbym się odnieść do posta (postu) Buszującej w smutku i zdobyć się na dłuższą polemikę…
    Jasny „pierun” mnie strzela gdy czytam jak facet odnosi się do swojej kobiety, a ona nadal z nim jest. Często słyszę teksty w stylu „gdzie się wybierasz?, aaa jadę do <>, jadę do <>”. Facet zachowuje się jak zwykły …uj, a dziewczyna patrzy w niego jak w obraz. Mój brat ma dziewczynę, a na boku kręci z innymi na różnych czatach, ale parka jest szczęśliwa. Panowie okłamują swoje kobiety, nie są szczerzy, ich ulubioną reklamą jest Mobilking, ale ich dziewczyny za nimi latają.
    Moja zerwała ze mną niedawno, a potrafiłem zrobić dla niej prawie wszystko. Jechać do niej 30km na każde zawołanie, w kwiaciarni to niedługo bym chyba dostał kartę VIP, a od jej fochów to niekiedy chciało mi się potem ryczeć w domu. W trakcie wakacji dwa razy zmieniałem pracę bo „ty pracujesz, a ja się nudzę w domu” i „mógłbyś pracować bliżej, żebym mogła niekiedy do ciebie wpadać” i „moglibyśmy częściej się widywać” (jednym z powodów zerwania potem było to, że za często się widywaliśmy i chciałaby odpocząć).
    Po kłótni w 90% jak nie częściej to ja przepraszałem, co potrafiła podsumować „widzisz, nie umiesz się wykłócić to się nie kłóć”, „ja się umiem kłócić więc i tak przegrasz”. Wiadomo ja też miałem swoje za uszami, częściej robiłem awantury o różne gówna, kilka razy mówiłem, że to koniec, ale po minucie przychodził rozum do głowy i leciałem ją gonić. Nie domyślałem się, że za coś wypada przeprosić (np. że do sosu dodałem trochę cebuli, a one nie lubi -„no jak mogłeś się nie domyślić!”) . Pewne jest to, ze nigdy jej nie okłamałem.
    Hm, może wy dziewczyny tak macie, że potrzebujecie takiego …uja, bo w przeciwnym wypadku przyzwyczajacie się do <> psychicznego i wygody. Wtedy powodem do obrażenia się jest nie to, że mężczyzna nie kupił wam kwiatów, tylko, że kupił czerwone, a wy nie lubicie czerwonych („no jak mogłeś się nie domyślić!”). Nie to, że nie przyjechał, tylko, że przyjechał później bo mu pociąg uciekł (a uciekł dlatego, że kupował akurat kwiaty i była kolejka, ale myślał, że się wyrobi). Że robiąc dla niej niespodziankę w drugim pokoju powiedział „poczekaj chwilę coś dla ciebie zrobię”, siedział 30 minut, a jej się nudziło samej.
    Potrzebujecie chyba, żeby facet mówił „dziś jednak nie przyjdę, bo przyszedł kumpel i idziemy na piwo”, „nie mogę teraz rozmawiać, bo piszę ze znajomą na gg”, „dziś się nie zobaczymy, bo mam kaca po wczorajszej imprezie”. Wtedy może boicie się, że wasz mężczyzna ucieknie w siną dal i staracie się …starać (karkołomne wyrażenie, ale jakoś mi pasuje), i dawać dużo od siebie, a nie kiedy zachodzi sytuacja:
    – o której u mnie będziesz?
    – no tak o 14
    – aha, to bądź o 12,
    – ale nie wyrobię się
    – a ja sama mam siedzieć !? to się pośpiesz
    – no dobra OK.
    a kiedy wysiadacie u niej w mieście na dworcu dostajecie smsa „nie przyjdę po Ciebie bo jeszcze się nie ubrałam”. (nie muszę chyba nadmieniać jak było w moim przypadku).
    Może w niektórych porównaniach zbytnio hiperbolizowałem, ale było to użyte dla lepszego zobrazowania sytuacji. Może przepełnia mnie gorycz po odrzuceniu jestem zawiedziony i sfrustrowany, ale jakoś tak mam takie przemyślenia. Jeśli kogoś obraziłem to przepraszam.

  48. czytając te wszystkie komentarze myślę-ja was rozumiem bo to samo przeżyłam i nadal czuje się uwieziona.
    byłam zaręczona, zakochana po uszy, oddałabym wszystko dla niego a on to wykorzystał i mnie zostawił bezczelnie oszukując i odchodząc do innej. trudno mi teraz zaufać komukolwiek, boje się samotności i tego ze będę sama i ze sobie nie poradzę, ale zaczynam szukać już pomocy, bo to mnie powoli wykańcza. najgorsze jest w tym wszystkim ze go nadal kocham choć już tyle złego mi zrobił i tyle się wycierpiałam. minęły 4 miesiące od rozstania a ja czuje jakby to było wczoraj. teraz widzę ze sama sobie nie dam rady dlatego szukam pomocy i chce zapomnieć o nim raz na zawsze.

  49. a mnie denerwuje pocieszanie znajomych w stylu on czasem zrozumie co stracil i bedzie chcial wrocic!nie chce tego sluchac!glupota
    .po co sie ludzic skoro w wiekszosci przypadkow tak nie jest!jezeli mamy sie z tym wszystkim uporac nie mozemy sie ludzic!
    ja tez przezylam ciezkie dla mnie rozstanie,dawalam wszystko co moglam z siebie przychodzilo mi to naturalnie bez wysilku bo kochalam swojego faceta ale on mnie nie!jestem teraz w rozsypce miedzy innymi dlatego weszlam na ta strone zeby jakos ukoic swoje rany chociaz to pewnie za wiele nie pomoze chce powiedziec tylko jedno po kazdym deszczu kiedys wychodzi slonce!tzn.jest kilka faz pzrez ktore przechodzimy:1-milosc pozniej 2-tesknota 3-zlosc na ta osobe 3-obojetnosc!mam nadzieje ze wkoncu bedzie mi obojetny i wam tez tego zycze:)

  50. A ja nie chcę aby mój były chłopak który notabene ze zmą zerwał stał mi się obojętny. Cenię go jako człowieka, jest wyjątkowy i dlatego ważne jest dla mnie aby się z nim spotykać i spędzać miło czas, ale na stopie przyjacielskiej. Myślę że jest to możliwe:)

    Pozdrawiam wszystkich radzących sobie i nie radzących

  51. Sam pisałem, gdzieś na początku tego całego… felietonu(?). Obojętność przychodzi sama, człowiek zaczyna w końcu żyć sam ze sobą i jest mu dobrze. Zobaczycie, po jakimś czasie każda Wasza miłość, którą przeżyliście stanie się jedynie wspomnieniem (czasem złym, czasem dobrym), a ludzie których kochaliście będą Wam równie obojętni co kazanie klechy.
    Anielicja, kochasz go 🙂 dlatego tak mówisz, zobaczysz po czasie będziesz wolała zadzwonić do kumpla/przyjaciółki niż gadać z nim 😀

  52. Ja pisze , pierwszy raz na tej stronce . Pragnę się podzielić mymi myślami z kims kto mi pomoże . Byłem ze swoją dziewczyną ponad dwa lata . Byliśmy zaręczeni , planowaliśmy wspólną przyszłośc . Bardzo byłem z nią szczęśliwy i szaleńczo zakochany ( nadal jestem ) . Pierwsze problemy pojawiły się równy rok temu gdy poszła na studia i została na akademiku – to już wtedy zostawiła mnie po raz pierwszy , i sytuacja powtarza się co pół roku . To już trzeci raz jak jestem sam , tym razem gdy się spytałem dlaczego mnie zostawiła to odpowiedziała że ” za nic ” . Nie rozumie tego wogóle za nic . Rozmawialiśmy jeszcze na ten sam dzień mówiła mi że jestem ideałem , wspanałym chłopakiem ale ona nie chce ciągnąć mnie w lata . Co o tym wszystkim mam sądzić ?

  53. Wydaje sie wam ze czlowiek po kolejnych rozstaniach wyciaga w ogole jakies wnioskki??? czy po prostu przez charakter czlowieka, przez to jak sie ksztaltowal zawsze bedzie popelnial pdodbne bledy? bo ja juz 5 razy przezywalem w dosc podobny sposob rozstania, zawsze sobie obiecuje ze nie popelnuie tych samych bledow ale okazuje sieee pozniej ze mimo ze wiem ze za jakis czas mina mi te negatywne uczucia to i tak doluje sie i rozkminiam caly czas. Mysle ze boje sie samotnosci ale smutne jest ze nie potrafie spojrzec na ‘kolejny’ zwiazek w taki sposob zeby pozniej tego tak nie przezywac, chodzi o to ze jestem czlowiekiem bardzo podatnym na uczucie, potrafie komus kolokfialnie mowiac przyjeb… jak mnie wkurza, a nie potrafie poradzic sobie ze strata drugiej osoby na ktorej mi zalezalo to moj taki slaby punkt, zle mi jest ze nie moge nad tym zapanowac,
    jednak zrobie wszystko by ewentualny przyszly zwiazek nie zepchnal calego mojego zycia na dalszy plan i zyl zyciem partnerki, dziewczyny bo gdy ja trace wydaje mis ie ze trace caly swiat okazuje sie ze nie mam do czego wrocic, pewnie rozumiecie o co mi chodzi…,
    zrozumialem jedna wazna rzecz, nie mozna sobie pozwolic zeby kobieta, w ogole partner byl calym naszym zyciem bo wtedy zaczynacie go meczyc a po utracie, czlowiek tylko jeszcze bardziej to przezywa i czuje sie samotny bo sie okazuje ze to doczego dazylismy zanim sie zakochalismy juz minelo gdzies zostalo utracone,
    Uwazam, ze zawsze warto zostawic sobie takie ‘drzwi bezpieczenstwa’ zeby w razie utraty bliskiej osoby mozna bylo spelniac sie w innej dziedzinie naszego zycia,
    czlwoek powinien miec jakies cele w zyciu a jezeli naszym celem staje sie tylko ”’jak uszczesliwic nasza dziewczyne czy chlopaka”’ to w pewnym juz momencie okazuje sie
    ze sam przestajesz byc szczesliwy bo przestajesz dbac o siebe o swoje naturalne potrzeby, jak np. Spelnianie sie w tym co kochacie,
    okazuje sie nagle ze tak chciales dobrze dla swojego ukochanego ukachanej ze nie zrobiles w swoim zyciu tego co byly twoim obowiazkiem, np. zadbanie o swoja przyszlosc, bo twoja przyszlosc zawsze przyjdzie, ale niekoniecznie ‘obecny’ ‘obecna’ twoja ukochana czy ukochany tam bedzieeeeeeeeee, zawsze Sobie wmawiam ze to ta ostatnia, jedyna, ukochana,
    niestety zycie pokazuje ze to nie film… a zakonczenie zalezy tylko od nas………………………….

  54. Spidi, dokładnie myślę tak samo jak Ty. Nie wiem, czy użyłabym zwrotu “drzwi bezpieczeństwa”, ale coś w tym jest. Te drzwi bezpieczeństwa to My sami. Coś co jest nasze, co zawsze nasze pozostanie, bo to My. I nie jest wtedy istotne czy z kimś jesteśmy, czy właśnie ten Ktoś nas zostawił, czy nie-My jesteśmy nadal. Pewnie, że trochę inni, bo zawsze Ktoś pozostawia ślad w nas, ale to cały czas My. Dlatego tak ważne jest, aby dbać o siebie, myśleć o sobie, realizować się na tych płaszczyznach, które nam się podobają, a nie uczepiać drugiej osoby i ładowąc w nią całą odpowiedzialność za nasze życie. JA z NIM jestem, i ON ma uczynić MNIE szczęśliwą. Hmm, to jednak chyba nasze własne zadanie, czynić siebie szczęśliwymi, i nie obarczajmy nim innych. Wiem, że to piekielnie trudne, o wiele łatwiejsze jest się przy kimś uwiesić i uzależnić. Ja też tak trochę zrobiłam, i było to w sumie pozbawione sensu: nie dostałam tego, co chciałam z różnych powodów, a pewnie gdybym nawet i dostała, to i tak chciałabym więcej i więcej. Ciągłe nienasycenie.Euforia i depresja. Choroba.

  55. witam szystkich i prosze zarazem o pomoc mieszkam w angli od 4 lat razem z moim najukochanszym partnerem i dzieckiem lecz on nie jest ojcem tego dziecka w sobote moj kochany wyszedl do pracy i nie wrocil juz do domu nie odbieral telefonow zadzwonil w niedziele i powiedzial ze on do domu juz nie wroci nawiazal do naszej ostatniej klotni z przed tygodnia byla ostra zwlaszcza z mojej strony wczoraj zjawil sie w domu zeby zabrac swoje rzeczy byl placz i lament plakalismy wszyscy nawet pies,zoatalam calkiem sama na srodku angli z 9 letnim dzieckiem i psem bez pracy i grosza przy duszy on stwierdzil ze musi wszystko przemyslec i opotrzebuje czasu ze nie skresla wszystkiego przytulilismy sie na moniec i mial zadzwonic powiedziec dobranic nie zrobil tego od wczoraj jego numer nie dziala nie ppojawil sie rowniez w pracy, dziecko wychodzi do szkoly ja zostaje sama w domu i zaczyna sie to jest cos okropnego nie wiedzialam ze czlowiek moze miec tak skrajne emocje ze mozna tak cierpiec rozpacz okropna najgorsze jest to ze ja nie mam tu naprawde nikogo z kim moge pogadac dlatego pisze od rana siedze z fiolka tabletek silnych na uspokojenie i raz wsadzam je do ust i wyciagam w drugiej rece trzymam buteleke z alkocholem nie chce nie umiem zyc dalej nie wiem jak sobie poradzic czy moge miec nadzieje ze on wroci co robic blagam o pomoc bol jest straszny nie jadlam nic od 4 dni,prosze o pomoc

  56. sofi przezywasz tragedie.nikt nie zaprzeczy stalo sie to nieoczekiwanie i jest bardzo bolesne ale po pierwsze i najwazniejsze masz dziecko.malego cudownego chlopczyka ktory jest dla ciebie wszystkim i dla ktorego ty jestes wszystkim.On ma tylko ciebie pomysl jak on bedzie sie czul gdy straci jeszcze ciebie?
    ja kiedys tez mialam taki moment w zyciu i poddalam sie.mialam pustke w glowie i nie wiedzialam jakie moga byc tego konsekwencje…odplynelam…cudem mi sie udalo.bylam mloda i glupia.
    wiem ze dlugo byliscie razem i tym bardziej facet ten nie powinien w ten sposob zostawic ciebie i dziecka ale ty musisz byc twarda dla siebie…dla synka.podnies glowe do gory.zacznij cos robic wytycz sobie cele w zyciu.wroc do polski jesli mozesz lub jak najszybciej zajmij sie czyms w anglii bo z wlasnego doswiadczenia wiem ze oszalejesz i to szybko jesli czegos nie zaczniesz robic.pomysl ze i twoj syn cierpi ale musisz mu pokazac ze sobie poradzicie jesli twoj ukochany nie wroci.wiesz ze rozstanie mozna zniesc bedzie ciezko ale dasz rade choc teraz wali ci sie caly swiat.CELE.wyznacz sobie jakis cel i daz do jego realizacji…pokaz sobie i swiatu ze jestes silna matka i nic nie stanie ci na drodze by osiagnac pelnie szczescia.pamietaj…w tej jakze smutnej i samotnej teraz anglii jest jeszcze ktos kto moze nie zniesc straty ukochanej osoby…jest nia twoj synek dar od boga ktorego milosc pomoze ci przetrwac wszystko…

  57. Sofi każda z nas cpś takiego przezywa. Kobiety z natury sa łagodniejsze i delikatniejsze. Nie daj sie. Pokaż na co Cię stać. Masz dziecko, o któe musisz walczyć, dbać i być dla Niego. Dziecko jest teraz najważniejsze. To facet nie wie co traci.Wiem, że nic co ktoś powie nie ulzy cierpieniu, ale musisz sama wziąść się w garść. Zrób coś dla siebie, zrób sobie sama inną fryzurę, manicure itd. poczujesz sie lepiej. Przede wszystkim jak dziecko idzie do skzoły to nie siedź w domu. Uprawiaj jogging, może znajdź pracę na poł etatu podczas gdy dziecka nie ma w domu-rozwiąże to problemy finansowe. Zsbaj sama o siebie, zrób coś dla siebie i dziecka. A jeśli jesteś tam zupełnie sama to czy naprawde nie lepiej byłoby wrócić do Polski? Do domu? do rodziny i przyjaciół? Będzie Ci łatwiej to przezyć w gronie kochających osób. W takich chwilach najważniejsze jest wsparcie najbliższych. Daj mu tydzien. Jesli się nie odezwie-zacznij zyć od nowa. Wiem że czekanie jest uciązliwe ale i tak nic innego nie robisz właśnie. Minie tydzien- znaczy że nie był tego wart i zrób tak by Tobie było dobrze. Nie zapominaj o tym. Mozesz też wywołać w sobie uczucie takie, że – jemu jest tajk dobrze, że on nie chce wrócić, że nie kocha- to bolesne myśli, ale jak sobie coś takiego wmówisz od razu Ci będzie łatwiej i znienawidzisz go nawet. Ja tak zrobiłam-poskutkowało-zajęłam sie sobą, zadbałam o wygląd, zapisałam się na jkiś kurs, poznawałam nowych ludzi- a on patrzył na to z zazdrością i odezwał się widząć co stracił. Wyjdź na miasto, poznaj ludzi – nie siedź w 4 ścianach. Wiem, że jesteś w bardzo cięzkiej sytuacji. 3mam za Ciebie kciuki i wierzę że dasz rade. Alkoholu oczywiście napij się kieliszek czy coś- gdy dziecko zaśnie. Ale tabletki odstaw. Raz sobie łyknij kieliszek czegoś mocnego- ale nie zapijaj problemu, bo on i tak będzie. Buziaki

  58. dziekuje jestescie kochane pomoglo mi to duzo dzis piaty dzien 4 noc bez niego 1 raz od 4 lat staram sie jak moge nie mam juz mysli samobujczych ale strasznie cierpie wczoraj bylam na wywiadowce dzis corka ma lekcje tanca wiec jakos dam rade dziekuje dziekuje z calego serca

  59. to znowu ja bylo juz ok 2 dni i znowu zle dzis zadzwonil powiedzial ze ma inna rzucil prace wyjechal z miasta po 4 latach tak poprostu przez telefon 8 dni 4 kg mniej chce polozyc sie spac i juz sie nieobudzic

  60. sofi nie on jedyny na swiecie.jest ci zle i bedzie dlugo.nie wiesz co z soba zrobic…dlugo jeszcze pustka bedzie odczuwalna ale czy nie stalo sie dobrze?jak fact ktory mial byc tym jedynym moze byc tak lekkomyslny , zostawil ciebie,dziecko ktoremu zastepowal ojca,rzucil prace.to nie facet to dziecko.tak sie nie postepuje z osobami ktore sie kocha.ma juz inna ale i ona sie przejedzie…a ty ulozysz sobie zycie i wspominajac bedziesz sie smiac jak moglas byc z kims takim.pamietaj zmien cos…odmien siebie.bylas zakochana i nie widzialas wielu mezczyzn ale oni napewno widzieli ciebie szybko znajdzie sie ktos kto na was zasluguje

  61. Ja rozstałam sie z chłopakiem tydzien temu…on twierdzi że nasz związek nie ma juz sensu ze wzgledu na nasze kłotnie?(trwały pół raku ponad) ja prosiłam o jeszcze jedną szanse-u niego się coś wypaliło..Powiedzcie czy to była prawdziwa miłośc z jego strony? I czy jeszcz szansa na powrót…?Co sądzicie?

  62. Jak sobie poradzic z tym bólem po rozstaniu..ja strasznie cierpie..on wie o tym..niestety on nie..

  63. Jak sobie poradzic z tym bólem po rozstaniu..ja strasznie cierpie..on wie o tym..niestety on nie….jak sobie z tym wszystkim radzic?

  64. heheh powiem wam cos…ja tu pisze i pisze staram sie cos poradzai i co?sama jestem od dzis udupiona.jak to latwo jest mowic innym jak powinni sobie radzic owszem to szczere rady i prawdziwe ale jesli maja sie tyczyc mnie?dzis ze mna zerwal…od dawna sie walilo klamal wychodzil potajemnie…odkad jego rodzicom sie nie uklada on tez sie zmienil.nie dziwie sie ale przez swoje bledy spierdzielil nasz zwiazek.doszlo nawet do tego ze powiedzial ze odkad ze mna jest to jemu sie nie uklada.nie robi tego co chce w zyciu i jest ono puste.a co on takiego robil?imprezowal…teraz nic nie robi.obstawki,potajemne wyjscia z kumplami ja kiedy mu sie zechce…az wreszcie koniec.powiedzial ze ma dosc klotni.myslal ze bede biernie patrzec jak robi mnie w konia i marnuje swoje i moje zycie?ponad 2 lata!co ja mam teraz zrobic?wiem ze musze sie nauczyc zyc bez niego…jeszcze to do mnie nie doszlo.za godzine bede na cisnieniu,zaczne ryczec,nie bede jesc,nic mi sie nie bedzie chcialo…to co mialam co tydzien gdy sie klocilismy przez wyjscia tyle ze teraz bede sama…juz mam lzy w oczach i bol w sercu…juz zastygam w miejscu a mysli znikaja…nic mi sie nie chce stracilam cos w zyciu…do cholery jak mam sie skupic na pisaniu pray magisterskiej?dzis opuscilam zajecia…najgorsza jest ta nijakosc jaka odczuwam…pustka i fakt ze za chwile nadejdzie fala bolu i rozpaczy…strach przed ktorym sie nie ukryje…

  65. Jesteś w najgorszym momencie, wiesz co się zaraz stanie, wiesz, że za chwile się rozkleisz i wszystko przestanie być ważne. Porzucisz przyzwyczajenia, nie będzie Ci się chciało pisać pracy magisterskiej, przestaniesz wychodzić, a jak wyjdziesz to wszystko będzie szare i przeciw Tobie.
    Jednakże! To wszystko nie musi tak wyglądać! Pamiętam to uczucie, tą gromadę złych emocji, które waliły drzwiami i oknami do mojej głowy i nie pozwalały racjonalnie myśleć. Wiem, że czujesz jakby wyrwano Ci kawałek duszy, serce poćwiartowano na kawałki, a myśl o nim wywołuje mole w brzuchu. Walcz dziewczyno! Walcz! Pamiętaj, pewnie już sama to wiesz, że to mija, w końcu, falami przychodzi i odchodzi, aż wzburzone morze uspokaja się, a Ty z czym zostaniesz? Z nieskończonymi studiami, burdelem w głowie i prawdopodobnie zmniejszy się Twój kontakt z przyjaciółmi. Dlatego musisz walczyć, bo kiedy się ockniesz z letargu Twoje życie może być w ruinie i trzeba będzie zaczynać od początku.
    Kiedy ja rozstałem się z dziewczyną parę lat temu, zawaliłem maturę, co z tego, że kułem jak szalony skoro pół roku trwałe w pól stanie? Nic! Dlatego żyj przyszłością, olej teraźniejszość i zapomnij przeszłość.

  66. latwo mi bylo kiedys…pierwszy 2,5 letni zwiazek zakonczylam a moj byly wyjechal do anglii.potem 2 letni zwiazek zakonczylam bedac na 1 roku i bylam w innym miescie…to bylo takie latwe a teraz…razem w gdansku,te same imprezy a ja walczylam prawie przez rok i teraz…chce uciec zawsze to mi pomagalo ale gdzie…jestem ostra dziewczyna ale jesli chodzi o uczucia…to jestem jak z porcelany.gdzie mam isc,co mam robic,pierwsze 2 tyg beda ciezkie wciaz mysli gdzie jest co robi czy mysli…cholera!!!!!!!!znow mam depreche,znow placze,nie jem siedze i,,,nic!wlasnie i nic.ludzie do cholery wylaczcie ta porabana funkcje jaka jest cierpienie znajdzcie lekarstwo przeciez to zabija od srodka!

  67. boze umieram…wlasnie mi powiedzial ze nasz zwiazek byl pomylka ze byl zbyt slaby czyli tkwil bo musial.ze nic mu sie nie ukladalo odkad mnie poznal i nic nie osiagnal.nie moge juz…milosc jest powalona nie chce kochac nie chce nic

  68. katila jescze nie tak dawno ty pocieszlas mnie mamy prawie taka sama sytuacje kochanie juz drugi tydzien minal i dzisiaj zjadlam cos juz nie placze i przespalam 1 noc skarbie wiesz ze bedzie ciezko ale nie poddawaj sie to minie wiesz co ja zrobilam poszlam z kolezankami na balety zalogowalam sie na polish dating i wiesz co od tad nie mam czasu myslec o nim o niej bo caly czas z kims rozmawiam nawet nie wiesz ilu facetow na ciebie czeka moj powiedzial mi to samo to zwykle psy sa mowie ci nie martw sie jeszcze na kolanach wroca ale ty juz bedziesz taka silna ze nie bedziesz go chciala z powrotem nie daj sie zajmij sie czyms trzymam za ciebie aha i wiesz co jeszcze poszlam do lekarza poprosilam o pomoc dal mi leki na 5 dni i dzieki nim naprawde nie moge nawet sie smucic moze i tobie pomoze a moze jestes na tyle silna ze dasz rade bez prochow buziaki tzrymaj sie

  69. wzielam deprim jeden z tych naslabszych…nie pomoglo.odzywa sie ale ja czuje sie zle bo co znow wybacze a i tak wszystko bedzie niewyjasnione a ja bede dalej sie czula jakbym byla na zawolanie.zobacz sofi jak to jest…potrafimy wspaniale radzic…dawac naprawde dobre rady ale nikt nigdy nie jest tak silny by skorzystac ze swoim rad:)jakie to zycie jest zawile…bardzo sie ciesze ze u ciebie jest lepiej ze nie poddalas sie i wyszlas na prosta najgorsze sa pierwsze dni ale by je przetrwac trzeba miec sile i osoby ktore cie wspieraja…tobie sie udalo i wierze ze ja tez dam sobie rade ale modle sie by ta moja naiwnosc wreszcie przeminela

  70. Przeczytałam wiele Waszych historii. Ja kilka dni temu także zostałam sama. Nasz związek był czymś w rodzaju tej pięknej ekranowej miłości. Bylismy ze sobą prawie trzy lata i co usłyszałam po takim czasie: “Kocham inną”. To był straszny cios. Najgorsze jednak jest to, że on ja pokochał znacznie wcześniej tzn. jak bylismy jeszcze razem. Oszukiwał mnie przez ponad pół roku. Czułam, że cos się dzieje obok mnie. On zawsze mówił, że jestem jego największym szczęściem, że jeżeli kiedys się rozstaniemy to juz nie uwierzy w miłośc bo większej jak nasza nie ma. Dziś mija zaledwie trzeci dzień więc nie napisze Wam, że już się z tym uporałam bo tak nie jest. Wciąż o nim myślę, śnię i wciąż go kocham. Podczas naszej ostatniej rozmowy powiedział, że i tak z ta dziewczyną nie będzie bo nie odważy się jej powiedziec co do niej czuje. W mojej głowie zapaliło się światełko- to była nadzieja.
    Powiedzałam mu, że mimo to chcę byc z nim. Chcialam na nowo wzbudzic w nim miłośc do mnie, naprawic to wszystko co było złe. Jednak on podjął decyzje za nas oboje. Zaproponował mi przyjaźń. Na początku odmówiłam ale po pewnym czasie stwierdziłam, że nie ma sensu miec w nim wroga. Z rostaniem bardzo pomogła mi się uporac moja przyjaciółka. W tym mamencie życzę Wam wszystkim właśnie takiej osoby, która pomoże Wam się uporac z tym bólem.

  71. Sofi każda z nas cpś takiego przezywa. Kobiety z natury sa łagodniejsze i delikatniejsze. Nie daj sie. Pokaż na co Cię stać. Masz dziecko, o któe musisz walczyć, dbać i być dla Niego. Dziecko jest teraz najważniejsze. To facet nie wie co traci.Wiem, że nic co ktoś powie nie ulzy cierpieniu, ale musisz sama wziąść się w garść. Zrób coś dla siebie, zrób sobie sama inną fryzurę, manicure itd. poczujesz sie lepiej. Przede wszystkim jak dziecko idzie do skzoły to nie siedź w domu. Uprawiaj jogging, może znajdź pracę na poł etatu podczas gdy dziecka nie ma w domu-rozwiąże to problemy finansowe. Zsbaj sama o siebie, zrób coś dla siebie i dziecka. A jeśli jesteś tam zupełnie sama to czy naprawde nie lepiej byłoby wrócić do Polski? Do domu? do rodziny i przyjaciół? Będzie Ci łatwiej to przezyć w gronie kochających osób. W takich chwilach najważniejsze jest wsparcie najbliższych. Daj mu tydzien. Jesli się nie odezwie-zacznij zyć od nowa. Wiem że czekanie jest uciązliwe ale i tak nic innego nie robisz właśnie. Minie tydzien- znaczy że nie był tego wart i zrób tak by Tobie było dobrze. Nie zapominaj o tym. Mozesz też wywołać w sobie uczucie takie, że – jemu jest tajk dobrze, że on nie chce wrócić, że nie kocha- to bolesne myśli, ale jak sobie coś takiego wmówisz od razu Ci będzie łatwiej i znienawidzisz go nawet. Ja tak zrobiłam-poskutkowało-zajęłam sie sobą, zadbałam o wygląd, zapisałam się na jkiś kurs, poznawałam nowych ludzi- a on patrzył na to z zazdrością i odezwał się widząć co stracił. Wyjdź na miasto, poznaj ludzi – nie siedź w 4 ścianach. Wiem, że jesteś w bardzo cięzkiej sytuacji. 3mam za Ciebie kciuki i wierzę że dasz rade. Alkoholu oczywiście napij się kieliszek czy coś- gdy dziecko zaśnie. Ale tabletki odstaw. Raz sobie łyknij kieliszek czegoś mocnego- ale nie zapijaj problemu, bo on i tak będzie. Buziaki

  72. Po co cytujesz moją wypowiedź?
    Dziewczyny do wszystkiego potrzeba czasu. Sama coś takiego przezywałam wiem doskonale co to znaczy. Okropna taka pustka w środku-jakby kto serce wyrwał. Ale gwarantuje, że to mija! Wiecej wiary w siebie, zabić myśli o nim, zastąpić go czymś innym. Życzę Nam wszystkim powodzenia. Buziaki

  73. Czy ktoś może mi pomóc? Nie wiem co mam robic. Jak już pisałam wcześniej rozstałam się z chłopakiem tylko, że on do mnie znów zadzwonił. Prosił abym do niego wróciła, że się pomylił i to ja tak na prawdę jestem jego jedyną miłością. Zgodziłam się i to był mój błąd. Po dwóch dniach jego znowu nawiedziły wątpliwości mimo, że na rozmowę poświeciliśmy wiele godzin. Poprosił o kolejne dwa dni do namysłu. Zgodziłam sie i na to. Po tym czsie zapytałm jaka jest jego decyzja. Jago odpowiedź mnie zaskoczyła. Powiedział, że chce próbowac dalej ale nie może mi zagwarantowac, że za tydzień, miesiąc czy rok znów mnie nie zostawi. W tym momencie to ja podjęłam decyzje i powiedziałam “nie” kończąc tym samym nasz związek. Teraz dzwonimy do siebie codziennie. Ja staram się nie rozmawiac o tym co było ale on ciągle do tego nawiązuje. Wciąż mi powtarza, że nie jest szczęśliwy. Mówił też, że tęskni za mną. I w tym momencie nie wiem co mam robic. Ja nadal go kocham i z checią powiedzalabym mu, że dam mu kolejną szansę. Boje się jednak, że on znów będzie się tak bawił moimi uczuciami. Co mam robic? Jeżeli ktoś z Was był w takiej lub podobnej sytuacji proszę o pomoc.

  74. Dziewczyno, masz jaja! Masz większe jaja niż, twój ex-obecny-ex chłopak! Naprawdę, skoro on nie może się zdecydować, to znaczy że coś nie tak z jego męską stanowczością, na cholerę Ci taki facet?! Masz odwagę, popieram Twoją decyzję. Gratulacje!

  75. coz masz racje sama to przezywam i od kolejnej historii jest mi lepiej:d powodzenia wszystkim

  76. Minął miesiąc. Rozstaliśmy się przez odległość. On nie chciał walczyć. Mimo obietnic,zapewnień,że damy sobie radę. W ostatniej wiadomości napisał,że nie ma sił, że nie wierzy. Że nie jest dla mnie dość dobry,że jesteśmy zbyt daleko. Ja poprosiłam goo czas… żebyśmy dali sobie trochę czasu. Miesiąc na przemyślenie. Nie odpowiedział na moją wiadomość.
    Minął rzeczony miesiąc. Dziś zobaczyłam,że zlikwidował swoje gg. Poczułam się jakby umarł. Za wszelką cenę chciał uciec. Nie zostawiając po sobie nic. Nic.

    Nie histeryzowałam, nie płakałam, nie krzyczałam. Mimo to wyrzekł się 2 lat. Wszystkiego, co mówił. Wszystkiego, czym byliśmy dla siebie.

    A teraz? Chodzę sama pięknie udekorowanymi ulicami. Dookoła Święta,pośpiech,przepiękna muzyka, czar…

    A mnie nie ma.

    Nie ma.

  77. kara wiem co przeżywasz bo u mnie działo sie to samo. Ja walczyłam o ten związek z całych sił. Nawet słuchałam mojego byłego jak opowiadał mi o swojej nowej miłości. Dawałam mu czas na przemyślenie ale to nic nie dało. Wiem jak ciężko Ci jest wyrzucic go z myśli.Ja również zostałam sama w tym magicznym czasie jakim są swieta. Do tego jeszcze mój były zostawił mnie kilka dni przed egzaminem na prawo jazdy. Dla mnie to na prawde była bardzo ważna sprawa i on doskonale o tym wiedział. Przez to co sie stało nie podeszłam do egzaminu bo nie byłam w stanie sie skupic na czymkolwiek innym niż on. Niestety nie mam też wsparcia w rodzinie. Ze wszystkim musze sobie radzic sama. Jest jeszcze moja przyjaciólka, o której już wcześniej pisałam ale on ma też swoje życie i swojego ukochanego. Wiec nie łam się dziewczyno. Pamiętaj o tym, że nasze cierpienia prędzej czy później zostaną wynagrodzone.

  78. Fajnie , ze jest taka stronka bo wiem , że nie jestem sama ;( Szkoda , że musimy to wszystko przeżywać…Właśnie rozstałam się z chłopakiem po 4 latach…strasznie boli. Kocham Go nad życie. Próbuję sobie poradzić ale to tak strasznie boli w środku;( Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Jeszcze to do mnie nie doszło i nie wiem kiedy dojdzie. Pisząc to znów lecą mi łzy i ściska mi serce ale nie mam na to wpływu…Wszystko mi go przypomina i nie wyobrażam sobie być z kimś innym.Boli najbardziej to , że on nawet nie przeprosił, nie odezwał sie…Czekam tylko na nowe życie, nową szansę, nowe myśli…pozdrawiam wszystkich zranionych i samotnych

  79. Justyno, wiem co czujesz. Dokładnie to wiem.
    Wiem, czym jest cisza, niezrozumienie całej sytuacji. Bo ja też swojej nie rozumiem. Bóg mi świadkiem, że nie rozumiem. I ciągle zadaje sobie pytanie ‘dlaczego’. Ten wyraz ciągle kłębi się w mojej głowie.

    Wiem, że Święta to trudny czas dla samotnych… ale powiem Ci coś, co mi wszyscy powtarzają. To też kiedyś minie. Minie i wróci szczęście. Spokój.

    Zaczniesz żyć. Zaczniesz oddychać.

    Nie wiem, jaki był powód Waszego rozstania, ale widocznie tak musiało być. I wiem, że przyjąć takie słowa nie jest łatwo…

    Ale ja powoli zaczynam wierzyć, że wszystko ma szansę się odmienić. Podobno wystarczy wiara. Wiara w ludzi, w siebie oraz w to, że Miłość istnieje. Wierzę w to, że mam szansę znaleźć coś, co teraz utraciłam, w innym uczuciu. Ty też w to uwierz.

    Mimo wszystko.

    Wiem, co czujesz. Trzymam za Ciebie mocno kciuki. Za Ciebie i Twoje nowe życie, czyli wspaniałą szansę, którą dostałaś od losu.

  80. Nie potrafię poradzic sobie z uczuciami!
    Korespondowałam przez pewien czas z pewnym człowiekiem. Wymiana treści była bardzo ogólna mało zobowiązująca. Chciałam się z nim spotkac ale wstydziłam się o tym napisać. Kiedy straciłam nadzieje i jednoznacznie odpisałam że jest zajęty to nie bede mu przeszkadzała dziwnym trafem zaprosił mnie na kawe. Oczywiście trwało dosyć długo zanim padła konkretna data. Pomyślałam co mam do stracenia, zobacze co to za facet? Okazało się że to całkiem miły człowiek. Po pierwszym spotkaniu dostałam od niego piękne smsy. I tak wymiana trwała prawie dwa miesiące. Kiedy już zwątpiłam i miałam dać sobie spokój spotkaliśmy się – i odziwo zaczął bardzij mi sie podobać. Po kojnym spotkaniu wacałam ze smakiem jego ust. W trakcie spotkania przeprowadził mi swoista psychoanalizę ale to co mówił to była prawda. Nie jestem osobą, której łatwo okazywać uczucia. Pomyślałam może czas to zmieniać. Napisałam że chętnie zaprzyjaźnie sie z jego ramionami. Chodziło o przytulenie. Odważyłam sie i kupiłam mu drobiazg. Idą świeta a taki malutki drobiazg jak aniołek powinien być miłym akcentem świat. I co sie stało, nie tylko że przyjoł mnie na korytarzu to jeszcze przestał odpisywac na smsy. Ja mam teraz wrażenie jakby mnie odpychał. Wiec juz nie rozumiem. Przeciez nie zrobiłam nic takiego. Ale strasznie sie z tym czuje i nie potrafie sobie z tym poradzić. Tak myśle że zależy mi na tym człowieku, choć go prawie nie znam. Jak się zachować w razie kolejych spotkań (choć wątpię by teraz one nastapiły)? Kiedyś modliłam się o uczucie i o miłość. Myślałam że nie potrafie kochać. Ale teraz wiem że potrafie że to jest we mnie. Tylko dalczego nie mogę tego okazać? A jeśli już to jak to robić?
    Bardzo barakuje mi przyjaciela z ktorym można porozmawiać, wygadać się.
    A teraz pozostaj mi tylko żyć.

  81. Moja historia skonczyla sie wczoraj… mieszkalam z nim 9 miesiecy. mielismy problemy bo on lubil wypic. Jednak kiedy nie pil byl najwspanialszym mezczyzna na swiecie. Mieszkamy z moja siostra bo jest duzo latwiej finansowo. Wczoraj kolezanka miala u niej przenocowac drugi raz bo ma problemy w domu. On wypil troche i nagle stwierdzil ze ma dosc…ze jak chce mieszkac z calym miastem to moja sprawa on nie bedzie. nie rozumiem przeciez wie dobrze ze mi tez to nie odpowiada. Wczoraj razem gotowalismy do naszej pierwszej wigilii i mowil ze to najpiekniejsze siwta w jego zyciu, ze jeszcze z zadna kobieta nie laczylo go to co ze mna. ze nigdy nie przestanie mnie kochac i nigdy juz z nikim innym nie bedzie. O co chodzi? co mam myslec? ze nigdy mnie nie kochal??
    nie chce tam myslec. nic tylko placze, moje oczy sa cale spuchniete. nie umiem sobie poradzic, nie wyobrazam sobie spedzic tych swiat bez niego. zycie stracilo dla mnie sens. prosze POMOCY

  82. W sylwestra pokłóciłam się z moim chłopakiem i on wyszedł ode mnie. Od tego czasu nie odezwał się do mnie. Wiem że to koniec,podejżewam że przestało mu już zależeć ponieważ ostatnio dość często się kłóciliśmy. To strasznie boli czuję się winna bo go sprowokowałam i doprowadziłam do tego wszystkiego co sie wydarzyło. Przed rodziną udaję że jestem twarda, że to jakoś znoszę a tak naprawdę to nie mogę sobie z tym poradzić. Najgorszę są wieczory, cały czas płaczę i błagam Pana Boga by on wrócił do mnie bo go bardzo kocham. Nie wyobrażam sobie reszty mojego życia bez niego, sama w nocy, w dzień. Ile ja bym dała by on był teraz przy mnie. Chciałabym żeby do mnie zadzwonił, albo chociaż napisał a tu nic. Nie wiem czy mam sama zadzwonić do niego? Wszyscy mi to odradzają ale ja go tak kocham….. Co mam zrobić?????

  83. Moj zwiazek nie ma przyszlosci. Mamy roczne dziecko coreczke .. Ale moj narzeczony potrzebuje wolnosci .. czuje ze mnie zdradza ale jest ze mna ja boje sie odejsc bo tylko on pracuje ja wychowuje coreczke mecze sie ale nie chce byc sama bo go kocham a on to wykorzystuje i robi co chce:( Jest mi strasznie ciezko;(

  84. hmm… wchodzę tutaj już od dłuższego czasu i chyba wreszcie mogę opowiedzieć moją historię……znaliśmy się kilka lat, ta sama klasa w liceum…pod koniec zaczęliśmy się spotykać, okazało się, że świetnie się razem czujemy i tak się to rozkręciło, że byliśmy ze sobą jakiś rok….było naprawdę super, praktycznie zero sprzeczek, a już nie mówiąc nawet o kłótniach, których nie było w ogóle.Generalnie nie ma co tutaj wiecej o tej częsci pisać bo była naprawde fajna:)..aaale on dostał propozycje pracy w innym mieście, więc postanowiłam, że pojadę tam znim, specjalnie dla niego tam wybrałam sobię uczelnie, bo bardzo chciałam być przy nim, zamieszkaliśmy tam razem, generalnie trwało to 3 miesiące całe to wspólne mieszkanie..bo od momentu jak razem zamieszkaliśmy, zobaczyłam zupełnie inną osobę, to już nie był ten sam fajny chłopak, którego tak pokochałam, tylko jakiś obcy facet..:/ cały praktycznie pobyt tam byłam sama, zero wsparcia, zero pomocy nic…miał mnie gdzieś, dla niego najważniejsza była praca, tylko i wyłącznie, nie był w stanie nic dla mnie zrobić, nawet głupi spacer był problemem, jakaś rozmowa, nie było nagle po prostu już nic, nic nas nie łączyło, on chciał żyć tylko pracą i nie było mu to na rękę, że jeszcze o prócz tego jest ta druga osóbka, że w związku trzeba coś z siebie dać więcej, a zwłaszcza jak żyjemy razem na co dzień….zaczęłam zauważać jak stopniowo się ode mnie odsuwał, w sumie szybko mu się odwidziało bo teraz jak o ty myślę, to wychodzi na to, że prawie od początku już mnie olewał…bardzo dużo zaczęliśmy się kłócić, nie sądziłam, ze w ogóle jesteśmy w stanie tyle sobie okropnych rzeczy powiedzieć, ja też nie byłam święta, o nie:).. i tak w sumie miesiąc przed rozstaniem powiedział mi, że już nie chce ze mną być, że to nie ma sensu,że te kłótnie, więc ja duurna zaczęłam go błagać, zeby dał mi szansę, bo oczywiście byłam świecie przekonana, że to wszystko moja wina, hehe i tak cały ten miesiąc jak taka idiotka nadskakiwałam mu, starałam się strasznie, pomagałam mu w pracy, rozmawiałam duuzo o jego pracy, doradzałam, generalnie zapomniałam o sobie, o tym, że mam szkołe, obowiązki, ale nie to było nieistotne, bo przecież facet najważniejszy:)no i co się okazało… mój drogi eks przez ten mój cały miesiąc
    ogromnych starań kręcił sobie ze swoją koleżanką, która jak się teraz dowiaduje, od zawsze mu się podobała:P he wiecie smski, telefoniki, gadu gadu..:/potem poszlismy na sylwestra, je do jego znajomych( ona oczywiscie należy do grona jego paczki), generalnie kilka godzin przed sylwkiem jeszcze zaczął mi tak słodzić jak nigdy w życiu, jak on to mnie nie kocha jak mnie nie potrzebuje, no poczułam się jak w niebie, wreszcie spokojna, że już będzie dobrze, aaaale nie:p…no i już chyba wyobrazacie sobie jak mój sylwester wygladał:P siedziałam generalnie całą impreze sama, starają się zagadać z jego znajomymi, on miał mnie gdzieś, totalnie mnie olewał..w ogóle się do mnie nie odezwał, dopiero na koniec go dorwałam i zapytałam się czy cos się stało, ze czuje ze mnie chyba olewa. A on tylko mnie pierniczył, ze co ja sobie w ogóle myśle, że on tu nie jest dla mnie tylko dla wszystkich…://taaa więc doszłam do wniosku ze jade na chate, odwiózł mnie taksą, znowu przepraszał, słodził i takie tam…. no i w sumie na dniach się rozpadło, po Sylwku się nie odzywał, potem pojechaliśmy razem spowrotem do domu dwa dni po Sylwku, ja do szkoly on do pracy…ja z nadzieją, że sobie wyjaśnimy wszystko i będzie Oki…ale dojechaliśmy na miejsce i już pokazał mi, że już nic z tego, więc wziełam sprawy w swoje ręce i wydusiłam z niego wszystko, żeby wreszcie mi powiedział co jest grane, bo już naprawde męka straaaszna…no i dowiedziałam się ze po tym jak mnie odstawił, wrócił na imprezie, przesiedział kilka godzin z koleżanką, cud miód, całowano, przytulano…..:/ no i tyle….koniec. Chciałam przybliżyc moją historię, żeby nie było tak obco… Chcę tylko powiedzieć, że teraz wiem, że to totalnie nie miało sensu i w sumie pomógł mi tym, co zrobił, bo ja bym się nie odwarzyła to skończyć tak szybko, choc wiem, że już się to we mnie zbierało…uważam, że nie powinno się być z kimś kto nas wykańcza psychicznie, wypala, nie daje nic z siebie, z kimś przy kim się nie rozwijamy, a co najważniejsze nie można oddawać siebie w całości tej drugiej osobie, trzeba pamiętać o swoim życiu, swoich planach, dbać o siebie….. miłość jest wtedy kiedy jest wsparcie, zrozumienie, zainteresowanie, spokój psychiczny przy drugiej osóbce, bez tego nie ma tej prawdziwej miłości… trzeba szanować siebie i nie dać się stłamsić, tylko ze względu na przywiązanie….bo po pewnym czasie kurtyna i tak opadnie, i nagle ten wyidealizowany przez nas partner ukazuje nam się w tym prawdziwym świetle, aa to dopiero jest przygnębiające…rozstałam się z nim miesiąc temu, w sumie dobrze mi idzie nie dołuje się, czasem mam chwile słabości, ale to normalne. Nie żałuję, że to się skończyło, bo wiem, że nie byłabym szczęśliwa z nim…teraz mam szanse poznać siebie na nowo, dać sobie czas generalnie zając się sobąnie mam nikogo i dopóki nie zbiorę się do końca to na pewno w nic się nie wpakujebo wiem, że to by było bez sensu….. i w sumie w tym wszystkim bardzo pomógł mi ten genialny artykuł, hehe dziękuje za niego strasznie wiele spraw stało się bardziej klarownych i uważam, że wszyscy ludzie, którzy tutaj piszą, a uwieżcie przeczytałam wszystko heh:P no są wspaniałymi osobami, bo potrafią kochać a to jest piękne!:D pozdrowiona :*

  85. Pokochalam,ale jednostronnie.
    Tysiace ludzi powtarzalo mi zawsze jaki z niego dobry i uczciwy chlopak.Tysiace…
    Ja poswiecenie na swieta na drugi koniec polski,na sylwestra,przeprowadzialam sie pozniej z jedenego konca miasta na drugi zeby miec Internet,blizszy kontakt.
    W okresie kiedy przezywam zalamanie psychiczne zwiazane ze studiami on sie do mnie nie odzywa.
    A ja naiwna nie wiem czym go skrzywdzialm, co powiedzialam nie tak.Trudno mu zadzwonic i wyjasnic,widocznie 29 letni mezczyzna potrafi zachwywac sie jak dziecko.Z dnia na dzien cisza.
    Wiecie co jest najgorsze?…ze ja nie wiem co zlego zrobilam????Boze…nigdy juz nie zinwestuje mojej duszy w nowy zwiazek.

  86. @[email protected] Przykro mi, że tak Cię potraktował, wiem, że to okropny ból;/ ale spróbuj spojrzeć na to z innej perspektywy, czy taki mężczyzna jest wart twojego zainteresowania, skoro jak widać nie docenił tego co dla niego zrobiłaś….Ty na pewno tutaj nie zawiniłaś, zobacz ile byłaś w stanie dla niego zmienić w swoim życiu, to on po prostu nie docenił tego, jego wieeeelka strata…..nie jest wart twojego smutku, bo to on z Ciebie zrezygnował i tylko on jest w tym momencie stratny, bo ja nie rozumiem jak można porzucać prawdziwie kochającą kobietę… jesteś na pewno świetną osobą i znajdzie się ktoś inny kto to doceni:) teraz masz czas, żeby poukładać się ze studiami, zadbać o swoje sprawy:) nie musisz już tak się poświęcać dla faceta, tylko zając się sobą:) a znajdzie się inny, który będzie za Tobą szalał:D:D głowa do góry:)

  87. Eh poniekąd pomogło mi czytanie tego tekstu. Nie ma co ukrywać – jestem gejem. Właśnie mój związek wisi na włosku… Nie rozstaliśmy się definitywnie, tzn. Daruś się zastanawia czy może dać mi szansę… Wiem, że to moja wina. Miałem okropny okres w szkole i w domu, miałem swoje humory, które go drażniły aż w końcu przeholowałem z pretensjami i nadmiernym wyrażaniem swojego bólu. Może się poniżyłem błagając go by mnie nie zostawiał, ale jesteśmy ze sobą trochę ponad 1,5 miesiąca i czuję, że jest mi bardzo bliski. Mamy podobne charaktery. Czuję, że z nim mógłbym być tak naprawdę szczęśliwy. Moje poprzednie związki były, albo na odległość, albo byłem zdradzany. Darek nigdy by mnie nie skrzywdził. Modlę się o to by mnie nie zostawiał. Mogę już z doświadczenia powiedzieć, że na smutek po rozstaniu dobre jest płakanie. Płacz, histeryczny płacz. Ja płakałem wczoraj kilka razy po 10 – 30 min. i to mi pomogło bo późnij czułem już opanowanie i wewnętrzny pokój. To będzie przychodziło z czasem aż w końcu przyjdzie dzień, gdy poczuje się, że to już nie ma sensu i niczego nie zmieni. Nauczysz się, żyć z tym i zrozumiesz, że życie płynie dalej choć może już nie te same. Ja boję się związków od teraz i chyba zostanę singlem na jakiś dłuższy czas chyba, że Darek da mi jeszcze szansę… Od braku czułości i … jeszcze nikt nie umarł po kilku miesiącach 🙂 Pozdrawiam czytelników tej stronki oraz komentatorów 😛

  88. Dzis przez komunikator gg napisalam mi ze zostawil mnie dla innej bylej z przeszlosci…Nie nawidze siebie.Widocznie ja nie zasluguje na milosc.Milosc jest dla wybranych.
    Boli gorzej niz choroba niz bol fizyczny.
    Chcialabym przestac istniec.Gdybym wiedziala jak trudno jest puscisc Twoja reke- nigdy bym jej nie dotknela…

  89. moja historia jest calkiem inna od tych typowych. Wystarczyl mi jeden miesiac z nim zeby zdac sobie sprawe jakjestem od niego uzalezniona…Wszystko wygladalo jak kazdy normalny zwiaze…byly klotnie ale ogolnie byl tym ktorego szukalam…tak przynajmniej myslala…Pewnego dnia zadzwonilam i uslyszalam ze nie chce mnie jak narazie widziec z pewnych powodow rodzinnych…rozlaczyl sie i tak wygladal koniec naszego zwiazku…minelo prawie 5 miesiecy od tego dnia ale ja wciaz nie potrafie zrozumiec, zapomniec…czas na poznanie samej siebie chyba nadszedl…nawet nie wiem od czego zaczac ale dziekuje

  90. Mija tydzien…A ja nie potrafie zyc,nie!Nie potrafie funkcjonowac jak czlowiek.Rano budze sie, placz,tabletki,w dzien nie slysze jak ludzie do mnie mowia.Wraca kazda chwila spedzona razem,kazdy dzien i noc, kazda rozmowa.W nocy nie moge spac.Chodze i mysle”wrocimy do siebie”…bo ja go kocham..zakochalam sie we wlasnym przyjacielu, to piekne!Za co los mnie tak karze?Po co to wszystko..
    Chcialabym choc porozmawiac z nim,Ja nie potrafie tak policzyc do 3 odkochac sie i nie interesowac sie ta druga polowka.Dla mnie to nie wykonalne.Najgorsza jest ta samotnosc,cisza,bol.

  91. Pisałem tutaj 1.5 roku temu, Był to okres w którym miałem totalną załamkę ,dotknęła mnie sytuacja rozstania z dziewczyną z którą byłem w związku niemal 5 lat, ale po tym czasie mogę powiedzieć tylko, że Ludzie nie załamujcie się , Życie dopiero się zaczyna 🙂 .Po mimo smutku jaki odczuwałem, jestem wdzięczny za to doświadczenie teraz inaczej patrzę na świat , wiem że nie jest on taki, jakim widziałem go swoim wzrokiem . Po tamtym rozstaniu spotykałem się z dziewczyną nie wyszło, pół roku później poznałem obecną, cieszę się tym:).Dzięki doświadczeniom wiem że są rzeczy ważne i ważniejsze. Cieszę się tym, że mogłem poznać siebie . Każde doświadczenie w naszym życiu ma na nie wpływ, każde niepowodzenie jest tylko doświadczeniem budującym osobowość, pomagającym zrozumieć i nie popełniać starych błędów .Nie załamujcie się, wykorzystajcie ten czas na poznanie siebie .Nie szukajcie na siłę drugiej połówki ,najpierw odkryjmy drugą połowę siebie a reszta życia potoczy się tak jak ma być 🙂 .Piszecie tu bo chcecie porady , pomocy – chcecie Zerwać ze starym życiem , więc zróbcie to. Nie wyrzucajcie wspomnień „do kosza” wiem że to nie proste , ale cieszcie się codziennością, nie wracajcie do przeszłości , bo po co J .Rozejrzyjcie się w około jest mnóstwo ludzi którym na nas zależy , to może być Przyjaciel , Siostra, nawet^^ Rodzice. głowa do góry 🙂

  92. Tak! Dokładnie! Rok temu przeżywałem to samo Wy teraz, i co? Przeszło! Wyrzucenie “starego” życia i przejście do nowego, do czegoś co po czasie okazuje się lepsze niż mogliście sobie wyobrażać.
    Ręka po obcięciu nie odrasta, ale rwące serce tak! Zobaczycie jak wszystko potrafi się zmienić. Po dłuższym czasie zaczniecie śmiać się z własnych lęków, tak jak ja dzisiaj.
    Teraz Wam się wydaje, że partner/partnerka byli jedyni. Błąd! Na świecie jest 6 mld ludzi, na 100% znajdziecie druga połówkę. Nie jest to łatwe, ale jak wiele cudownych emocji temu towarzyszy!
    Starajcie się, nie dołujcie, walczcie ze sobą, a wyjdziecie z tego bagna jak nowo narodzeni!
    Życzę wszystkim szczęścia na nowej drodze życia 😉

  93. Byłem ze swoją miłością 5lat bywało różnie jak to w życiu. Mieszkaliśmy razem, ogólnie robilismy wszystko razem, prawie się nie rozstawalismy. Było mam naprawdę cudownie az tu 4 miesiące temu MAGDA zmieniła pracę, no i wtedy się zaczęło! To był dla mnie koszmar…… wiedziałem że kogoś tam poznała, tłumaczyła że to “tylko kolega z pracy” ale ja w głębi serca wiedziałem że coś jest nie tak oszukiwałem się że wszystko będzie dobrze. No i stało się w w czoraj usłyszałem to koniec. Tak poprostu. 🙁

  94. witam w nudów czytam co piszecie nigdy nie wiedziałem ze będę na takim forum siedział ale mi się tez to zdążyło 5 lat poszło może jeszcze nie całkiem stracone ale już początki końca i nie wiem co robić tym bardziej ze to jest moja pierwsza kobieta z która tak długo bylem , mamy dziecko i sobie życia bez niej nie wyobrażam może kiedyś się będę z tego śmiał ze pisałem tutaj ale teraz to się nie czuje i nie wiem o co chodzi jeszcze nigdy tak się nie czułem nie idzie zasnąć jak dzwonie do niej to tel kasuje mój
    nie odbiera najgorsze jest to ze nie ma komu powiedzieć o tym mam znajomych mógł bym pogadać ale nie mam zaufanej osoby a oni tez maja swoje problemy i nie chce marudzić komos jak czytam ze komuś po roku dopiero przeszło to ja nie wiem co to będzie

  95. u mnie minal miesiac od rozstania i juz jest lepiej. chociaz dalej nie moge zasnac i jestem ogolnie przybita. staram sie o nim nie myslec i zajmowac sie innymi sprawami. zaraz po rozstaniu zaczelam brac tabletki na uspokojenie bo nie dawalam rady. teraz juz nie biore. jest ciezko i mam do niego zal. ale jesli ja sama nie zaczne robic czegos zeby z tego wyjsc to rozpamietywanie mnie zniszczy. po miesiacu troszke mi przeszlo ale nie wiem kiedy bede mogla zapomniec tak zeby nie myslec o nim 1000 razy dziennie…..

  96. Witam u mnie związek trwał prawie 5 lat lecz wszystko posypało się tydzień temu. Nie wiem co mam myśleć, ale po przeczytaniu tylu komentarzy stwierdzam i popieram komentarz mikhail, 29.08.2008. Związek na odległość może przetrwać jeśli chcą tego oboje partnerów. Czym się trułeś tym się, lecz moja była ma już nowego partnera. Jak sama twierdziła chciała być sama, długo trzeba było czekać ?? Przykro mi strasznie ale jako lekarstwo polecam spowiedź i rozmowę z księdzem. Mi pomogło

  97. Ja mam do was takie pytanie troszkę nie na temat. Jestem z dziewczyną półtora roku i chce się z nią rozstać bo po prostu się nam nie układa, inna kategoria ludzi, wychowaliśmy w innych środowiskach, moja rodzina zawsze zajmowała się biznesem i robiliśmy to skutecznie, ja robię to samo i z tak samo dobrym skutkiem, prowadzę firmę itd. Ona jest z rodziny inteligentnej ale dziwnej, bo jej ojciec jak typowy polak klnie na ludzi którzy mają więcej od niego i uważa ich za gorszych bo mają pieniądz, generalnie każdy kogo stać na coś więcej niż szarego kowalskiego jest według niego “nowobogacki”. Ona nie może zrozumieć mojego stylu życia, nie rozumie tego że sam ciężko zapracowałem na standard jaki mam i boli ją to, że zatrudniam, a nie jestem zatrudniany, sama zaś boi się zmienić prace na którą non stop narzeka.
    Moje pytanie brzmi: jak się rozstać tak, żeby nie robić jej większej krzywdy niż trzeba a zarazem z przytupem, żeby się to za mną nie ciągnęło. Poradźcie, ja naprawdę nie lubię krzywdzić ludzi ale muszę to zakończyć dla obopólnego dobra.
    Help

  98. wiesz co skoro tak koniecznie chcesz to zakończyć, to zrób to jak najszybciej,myślę, że najlepiej bądź po prostu z nią szczery, ale nie do bólu:P powiedz jej to wszystko co czujesz, dlaczego uważasz, że to nie ma dalej sensu…myślę, że właśnie dużo osób nie ma takiego luksusu, że wie dlaczego coś się im posypało… bo prawda jest taka, ze cokolwiek nie powiesz to i tak będzie ją bolało na pewno….

  99. Miesiąc temu rozstałam się po zaledwie 9 miesięcznym byciu razem (poprzedni związek trwał 5 lat). Od początku wiedziałam, że to nie ma sensu, bo jesteśmy całkiem innymi ludźmi, z innym podejściem do życia. Cały czas myślałam o odejściu … aż w końcu się stało. Najgorszy teraz jest ten dysonans, bo wiem, że stało się to, co było najlepszym rozwiązaniem i cieszę się, że uwolniłam się z tej pętli niekończących się pytań “dlaczego on taki jest” … a mimo wszystko boli. Jednego dnia jestem wesoła i nie myślę o nim ale następnego na siłę szukam sobie zajęć, żeby nie zwariować z nadmiaru wspomnień ( a przecież tych dobrych było naprawdę mało). I pytam się siebie: dlaczego ja się w to wszystko wpakowałam, skoro wiedziałam, że to bez sensu znajomość? ;/

  100. Do Huberta- ponad miesiac temu bylam w sytuacji dla mnie wydawalo sie tragicznej-rzucil mnie chlopak po ponad roku razem. u nas powodem byly inne cele w zyciu. i chociaz ja chcialam dla niego zmienic to co sie da on jednak stwierdzil ze to nie ”to”. dlatego powiedzial mi o tym bardzo spokojnie, wytlumaczyl dlaczego, co nim kierowalo. wtedy nie moglam w to uwierzyc. bylam zalamana. dopiero teraz dochodze do siebie. mam do niego zal ale wiem ze faktycznie nie mialoby to sensu-”nic na sile”. wole zeby odbylo sie to tak niz gdyby mnie zdradzil albo zaczal sie ze mna klocic o byle glupote. rozstalismy sie w miare spokojnie. moze to dlatego ze mam taki charakter i nie robilam mu wyrzutow. chociaz kocham go ale probuje o nim zapomniec. z dugiej strony sama zaczelam dopiero teraz dostrzegac te roznice miedzy nami, moze on byl w tym zwiazku trzezwiej myslacy i ocenil ze faktycznie nie mamy szans. dobrze ze powiedzial mi to teraz a nie po 5 latach. wiem jak to bardzo boli ale jesli masz to juz powiedziec swojej dziewczynie i jestes przekonany ze dobrze robisz porozmawiaj z nia uczciwie i szczerze.

  101. Pisałam tu miesiac temu,nie wiem czy jest lepiej…Nie da sie tego stwierdzic.Nie przestałam go kochać, ale pusciłam go wolno, dalam mu odejść.Jestesmy przyjaciómi,piszemy rozmawiamy.Szukam pracy, bo na studiach sie nudze- za duzo czasu na myslenie.Chce zagłuszyc mysli, wspomnienia.Chce poczuć ból zmeczenia, fizycznie pocierpiec, moze to pomoze. Mamy(oboje)najpiekniejsze wspomnienia naszego zycia zwiazane z nami.Ktos zapyta więc dlaczego mnie zostawił?Inna kobieta….i ta odległość.Czekam do wakacji,wtedy sie spotkamy.Trudno jest przestac kochać, ale nie biore juz tabletek na uspokojenie, choc dalej nie moge spać.Czasem siedze na parapecie i patrze na rozswietlone miasto i wszystko wraca…Ale zyje dalej.Moze gdybym wtedy została..???gdyby on spróbował…???Tysiace pytań i ta głupia modlitwa.
    Kazdemu z Was zycze miłości!Takiej prawdziwej i …ludzie o miłości nie swiadcza SłOWA ALE CZYNY:)

  102. Ja jestem w głębokiej depresji już dwa miesiące.
    Mam za sobą dwie próby samobójcze,pobyt w szpitalu psychiatrycznym.Chciałbym zacząć myśleć oczymś innym(cały czas o mojej jeszcze żonie myślę)Byliśmy ze sobą przez 13lat.Wyjechałem do pracy za granicę na pół roku i w tym czasie ona znalazła sobie innego.Kiedy wszystkiego się dowiedziałem chciałem jej wybaczyć a ona złożyła pozew o rozwód do sądu.Mamy 4,5 letnie dziecko,wiem że powinienem o nim teraz myśleć-ale nie potrafię.Cały czas myślę o niej.Zastawiam się kiedy mi to przejdzie?To już trwa tak długo ,a ja mam dzień w dzień ten sam sen.Śni mi się że jesteśmy razem,ona stoi w oknie,woła mnie i mówi: Zbyszek to wszystko nie prawda.Chciałbym tak bardzo się do niej przytulić,a wiem że nie mogę ,że ona tego nie chce.Po co ja wyjeżdzałem za granicę?Teraz t.j 6 kwiecień 2009 mam rozprawę rozwodową w sądzie.Czekam na nią jak na wyrok śmierci,choć nie wiem czy wcześniej ze sobą nie skończę.
    Pozdrawiam Zbyszek

  103. Elosik czytając wasze przezycia bardzo wam współczuje…Miałem związek 4letni zdrady i dózo watpliwosci, ale jak ktos kocha to przebaczy wiele razy.Można o kims powiedziec cos po roku a nie po miesiącu.Przestałem wieżyc w kobiety dystansik i juz umre sam a wam życze dózo szczescia w poszukiwaniu 2-ej połówki.ELOoO

  104. Ja wypowiadałam sie już na tym forum jakiś czas temu, gdy chłopak ze mną zerwał. Potem wróciliśmy do siebie, a teraz znów zostałam sama. On zerwał- ale tylko i wyłacznie dlatego, bo ubiegł mnie w tym. Miałam to zrobic nastepnego dnia na spotkaniu- ale on przekreślił prawie 6 lat bycia razem sms-em. heh. Boli to jak cholera, ale wzmacniam się myślą, że już nie chcę z nim być. Mimo, że pragne znów się do niego przytulić i być z nim, wiem, że nie mogę z nim być, bo wcale mu nie ufa. Za duzo mi nałgał, okłamywał mnie,w końcu zaczęłam się go czepisac, wypytywac i sprawdzać. Zawsze gdy go spradzałam wychodziły an jaw sytuacje, które zmieniały moje nastawienie do niego i myślenie o nim. Zerwalismy 2 dni temu. To krótko. Dowiedziałam sie od od pewnej osoby co on tak naprawde robił na uczelni itd. Teraz sądze, że w ogole go nie znałam, że przedstawiał mi sie jako zupelnie innego faceta. Jedynie żałuje tych 6 lat zmarnowanych. Cała młodość z nim, a teraz co? mam 21 lat- niby to mało, ale jak amm teaz żyć, gdy przez całe młode życie byłam z nim? Nie wiem czy potrafię teraz “podrywac”, ja nawet nie wiem czy potrafię “pozwolić sie poderwać”, bo zawsze miałam w głowie ” mam faceta, a Ty koleś spadaj!”. Boję sie że nikogo nie poznam, boję się samotności. To chyba najgorsze. Mamy wspólnych znajomych- to też dobija. Ech. Najgorsza jest mysl, że mieliśmy wpsólne plany- założenie firmy, dzieci, małżeństwo. Ech.Musze być silna, musze dać rade. Zrobię coś dla siebie, znajde prace, zadbam o siebie. Muszę dac sobie czas i powoli nauczyć się zyć bez Niego. Zycze wszystkim wytrwałości i wiele siły by to przetrwac. Pozdrawiam:*

  105. Zbigniewie, bardzo Cię proszę, nie rób niczego głupiego. Czasem wydaje nam się, że wraz z jakimś ciężkim doświadczeniem, życie się skończyło. To nieprawda! Wiem, co mówię. Przysięgam,że znajdziesz sens. Może nim być to dziecko – dar. Myśl o nim, ono Cię potrzebuje. Masz dla kogo żyć, to jest piękne.

    Twoje życie ma sens, żyjesz,mimo że jest potwornie ciężko. Zaciśnij zęby, przebrnij przez to z godnością. Dasz radę. Jesteś w stanie to zrobić!

    Szczęście przyjdzie. Jestem o tym przekonana. Na miłość zawsze warto czekać. Nie pozbawiaj się tej szansy, bo na świecie jest już taka osoba,która da Ci to szczęście. Musisz tylko uwierzyć. Wiara czyni cuda. Wiem, że brzmi jak frazes.Ale to najszczersza prawda!

    Pozdrawiam bardzo serdecznie

  106. Nawet nie wiem od czego zacząć… to wydarzyło się wczoraj;( znaczy trwało już od dłuższego czasu ale wczoraj praktycznie się zakończyło. Bylismy ze sobą prawie 3,5 roku. Wcześniej byłam już z kimś 4 lata.. nasz związek też się nie udał, ale tym razem naprawdę czułam, że to już jest TO!! że to ten jedyny i nadal tak o nim myśle, że jest to ten jedyny;/ a jednak on nie myślał podobnie. Rok temu mielismy duży kryzys ale jakoś to się udało naprawić, znowu było dobrze.. A teraz taka sytuacja. Powiedział, że juz od dłuzszego czasu chciał mi powiedzieć, że cos jest nie tak jak powinno, że czuje że do siebie nie pasujemy, że za często się kłócimy.. ale każdy się kłóci, nie ma związków idealnych PRZECIEŻ!!!!:(:(
    Na mnie to spadło jak grom z nieba, naprawdę myślałam że jest dobrze, mieliśmy wspólne plany.. Jestem prawie pewna że nie chodzi o żadna dziewczynę.. przynajmniej tak mi powiedział kiedy zapytałam..
    Ja go tak strasznie kocham.. chcę do niego wrócić.. powiedział że jeszcze się zastanwoi ale raczej żebym się nie nastawiała na jego powrót..
    A ja idiotka łudzę się że może jakoś to będzie.. ale choćby nawet to jak można zapomnieć o takich słowach które mi poweidział o tym jak bardzo mnie zranił ta sytuacją?? czy będę umiała to zapomnieć i z nim żyć??
    Cóż narazie i tak nie muszę się tym martwić bo szansa że postanowi do mnie wrócić jest szansą jedną na 100000000000000000………itp

    Nie wiem co zyskam pisząc na tymm forum, po prostu potrzebuje się wygadać a nie chcę rozmawiać z nikim.. może to skomplikowane ale lepiej jest to napisać, opisać swoje przeżycia niż o tym mówić głośno.. a może nie jestem jeszcze na to gotowa??

    Czy ktoś może mi pomóc?

    Może mój problem wyda się komuś śmieszny bo mam 23 lata, ale naprawdę chciałam właśnie z nim spędzić resztę życia

    dla niego przeniosłam się na studia zaoczne, poszłam do pracy, wróciałam do domu, mieszkam z rodzicami… zrezygnowalam ze studiów w wielkim mieście.. tylko po to aby być bliżej niego.. i co mam? zostałam z tym wszytskim sama….;(

  107. czesc. do ”nieszczesliwa”. pisalam tu jakis czas temu. mnie tez ktos zostawil ok 2 mce temu. myslalam ze to koniec swiata, ze sie nie da bez niego zyc. mialam podobnie bo tez mialam plany a on z dnia na dzien wycofal sie z wszystkiego. teraz mysle, ze moze to go przeroslo chociaz mamy po 26 lat. nadal jest ciezko ale pomagaja mi przyjaciele i mi pomaglo odrobine jak sie wygadalam. rozmawialam duzo z rodzina i przyjaciolmi.
    mysle ze jesli masz prace to jest dobrze. chodzisz na studia. masz czas zajety. jesli potrzebujesz jakiegos wypelnienia czasu wymysl cos na czas wolny. mi pomoglo kino, basen, spacery, filmy na dvd. ciezko jezt zastapic kogos kogo sie kochalo ale na razie musisz zajac sie czyms zeby nie myslec o tym co sie stalo.
    moze on to przemysli i wroci do Ciebie. ale czy naprawde chcesz? ja tez mojego bylego chyba jeszcze kocham ale nie wiem czy odwazylabym sie byc z nim od nowa. czas pokaze jak bedzie z wami.
    masz kontakt z ludzmi wiec na pewno spotykasz ciekawych ludzi a masz dopiero 23 lata.
    trzymaj sie

  108. Dzięki Ci Kasiu za to co napisałaś..
    Wiem, że mam pracę, że studia, ale to wszytsko dla niego było, ja głupia naiwna wierzyłam że jeśli zrezygnuję z dziennego studiowania, jeśli znajdę pracę i zacznę zaoczne studia to nasze wspólne życie będzie jeszcze lepsze niż do tej pory..!! cieszę się że mam dobrą pracę, bo naprawdę udało mi się i dobrze zarabiam i wogóle ale co z pracy? co z pieniędzy? jeśli nie mam tej radości z kim dzielić
    Nie chcę zamęczać znajomych swoimi problemami.. ogólnie chyba jestem zamknięta w sobie..
    boję się że stracę tą pracę bo łapię sie juz na tym że wszytsko robię na odwal sie, nie rpzywązuje do niczego większej wagi.;/
    Ja się załamałam a co będzie potem? przeciez to nawet nie zdążyło do mnie w 100% dotrzec!!!!

  109. Witam wszystkich, przeczytalem od gory do dolu opinie wszystkich was i musze przyznac ze w kazdym z komentarzy odnalazlem czesc swojego zwiazku tzn.
    poswiecenie samego siebie dla innej osoby, calkowite oddanie,wypychanie zlych, mysli czesto myslalem ze jestem w tym sam ale teraz widze ze kazdy cierpi w swoim zyciu i to nie raz przez drugiego czlowieka, bylem ze swoja dziewczyna 4 lata kochalismy sie, bylismy tak podobni tak mi sie przynajmniej wydawalo, do czasu kiedy odnowila swoje zainteresowanie i zaczela bardziej sie interesowac wlasnym hobby niz mna, wczoraj dowiedzialem sie ze wymuszalem od niej uczucia, smsy, w sumie wszystko…
    Nieraz bywalo zle nieraz sie klocilismy rozstawalismy,wracalismy ale ja czuje w sercu ze to juz koniec…
    a teraz pale jak glupi niewiem co zrobic ze soba i wlasnymi myslami pisze do niej chociaz pewnie i tak tego nie czyta probuje nie myslec chodz dalej mam jakas nadzieje, ale nie moge zyc przeciez sama nadzieja…
    zagubilem sie w samym sobie bo przez te 4 lata nie zostawilem sobie “awaryjnego wyjscia” postawilem wszystko na “jedna karte” i przegralem, a najgorsze jest to ze nie mam przyjaciol jestem sam po prostu sam…

  110. Do Tomka.

    Skoro Twoja była twierdzi ze wymuszałeś od niej uczucia to nasuwa mi się jedna przykra myśl. Sam pewnie wiesz jaka, nadzieja w tym wypadku jest oznaką Twojego szczerego uczucia i efektu ze się poświeciłeś. Pamiętaj ze sam Bóg jest Twoim przyjacielem i On Cie rozumie. Poradzisz sobie jak ja i wielu innych ludzi którzy doznali takiej sytuacji. Pozdrawiam

  111. Widać że jesteś bardzo inteligentną osobą,dlatego też chciałabym przedstawić Ci moją historię ,która miała miejsce jakieś 4 miesiące temu. Poznałam chłopaka o 3 lata starszego do siebie,byłam dla niego idealna pod względem wyglądu-starał się o mnie,nawet jak byłam tak wielce niedostępna-miłe to było,bo naprawdę udowodnił że mu zależy!;)W końcu dałam mu szansę i zaczęliśmy się spotykać. Michał miał wtedy dziewczynę,nie raz rozmawialiśmy o jego eks. Z jego rozmów wynikało że go bardzo ona kocha,nie raz się rozstawali a potem do siebie wracali. Mi zaczęło się z Michałem świetnie układać…spotkania,spędzone ze sobą dni,wiem że przeciwko nam byli jego niektórzy znajomi…Mówili że jestem z 3 gim. a on z 3 LO i że to sensu nie ma,bo za młoda jestem,ale on się nie poddawał.Układało nam się coraz lepiej..gadaliśmy na przerwach o on był we mnie tak zapatrzony,nawet wtedy jak go jeszcze nie znałam. Niestety nadszedł taki dzień że piękna bajka się skończyła…Michał stawał się coraz bardziej dziwny,nie miał czasu dla mnie już tak nie pisał.Jego wymówki były że to nauka,noo i zbliżająca się matura. Na początku w to uwierzyłam,ale potem w końcu napisałam do niego żeby nie ściemniał i żeby powiedział o co tak naprawdę chodzi…Czekałam na tą wiadomość 2 dni,aż w końcu napisał jedno zdanie:”Ja chcę wrócić do Kasi..”. Byłam załamana! Tym bardziej moi znajomi niedowierzali,przecież tak mu na mnie zależało! Owszem,nie byliśmy parą,ale całowaliśmy się,większość czasu spędzaliśmy ze sobą-i wszystko na to wskazywało że mu tak zależy! Jego upominki dla mnie…i zrozumienie. Jego była pisała do mnie była wściekła nie była to miła rozmowa,Michałowi też nie dała o sobie zapomnieć…Kiedyś mu nawet powiedziałam że też bym tak chciała kogoś pokochać jak ona i czekać…Pytał się go wielokrotnie czy to na pewno koniec,przecież nie raz ze sobą zrywali..ale on mówił tak,że to koniec. Kiedy Michał już wrócił do swojej eks,jest mi przykro;/ Bo nie wiem czemu tak zadecydował…Albo byłam dla niego odskocznią od szarej rzeczywistości? albo znajomi to popsuli? Lub..bał się że nie pokocham go tak jak Ona…;/ Teraz pisze maturę,i odezwał się do mnie,często ze sobą piszemy nawet można to nazwać flirtem. W szkole jak był to na przerwach wielokrotnie patrzył się na mnie,uśmiechał się,robił wszystko żebym go zobaczyła a on mnie;) Chciałabym o nim zapomnieć,ale on mi na to nie pozwala..Gubię się w tym…Moja przyjaciółka mówi mi że chyba nadal mu nie jestem obojętna i że to jednak musieli zrobić jego znajomi,lub bym go nie pokochała tak jak Kasia. Sama się w tym gubię;( co mam robić??? Nie chcę się go pytać o co mu chodzi,bo mam w sobie taką cholerną nadzieję,i nie chce żeby mnie wyśmiał;/ Wiem jedno nadal się patrzy,pisze podobnie tak jak kiedyś(taki lekki flirt) a ma dziewczynę! Te znaki są tak jakby mu na mnie jeszcze trochę zależało…nie wiem co było przyczyną naszego rozstania,i nie wiem o co mu teraz chodzi…???;/ Michał jest teraz dla mnie taki zagadkowy…;( Musi coś być bo tak by się nie zachowywał,a poza tym kręciliśmy ze sobą z jakieś 2 miesiące,a z Kasią był 10 miesięcy potem 2 ze mną-to długo. Rozumiem tydzień,dwa tygodnie…ale 2 miesiące to długo niebycia ze swoją dziewczyną a potem wrócenie do niej. Proszę Cię bardzo pomóż mi,bo nie wiem co o tym myśleć…co robić…;( chcę zapomnieć a się nie da,bo on mi na to nie pozwala(pisząc,patrząc się,pozdrawiając mnie) a może chce być tylko miły i nie mieć wroga we mnie? Nie wiem..dlatego moja droga czekam z niecierpliwością aż do mnie napiszesz co ty o tym myślisz-liczę na to że się odezwiesz! Bardzo mi na tym zależy!;) Pozdrawiam! ;* Diana:)

  112. Jeżeli ktoś z was przeczytał moją historię o rozstaniu i innych rzeczach to też to może skomentować i mi doradzić 🙂 Chętnie przeczytam,to co wy o tym sądzicie/myślicie i co sugerujecie:)

  113. Ja też rozstałam się z partnerem po czterech latach bycia razem. Jest mi ciężko pomimo tego ze staram się być silna. Mamy dziecko – synka. mam bardzo dobrą pracę, bardzo stresującą gdyż zajmuje stanowisko wymagające ciągłego zaangażowania. Moje problemy rodzinne zawsze odbijały się na mojej pracy. Zakonczyłam zwiazek, gdyz mój partner ciągle mnie kontrolował, traktował jak swoją własność, chciał zawładnąć całym moim życiem, wolnym czasem, ciągle negował moje decyzje, był zazdrosny o moja pozycje. Nie wspierał mnie w tym co robie, pomału traciłam jakąkolwiek radość z tego co robię, zyłam z dnia na dzień, bez pasji, bez chęci, bez swiadomosci ze wydarzy się coś przyjemnego. Zostałam sama wszyscy moi znajomi byli nie odpowiedni, nie lubiani przez niego. Teraz kiedy postawiłam się i wyprowadził się z mojego mieszkania, prosi o danie mu szansy, ze względu na dziecko, ….. Pracuje ze mną, ale jako podwładny, nie jestem jego bezposrednią przełożoną, ale jest mi bardzo niezręcznie… cały czas stara się na mnie wymóc jakieś dodatkowe przywileje. Nie zawsze zachowuje się fair w stosunku do mnie, choć ja jestem tak jak dla kazdego, ale nie wiem czy dalej dam radę, tak naprawdę pomagam mu utrzymujac go w pracy, ale za to zamiast przyjaźnych stosunków, mam ciągle uczucie niepokoju, ze mi zaszkodzi. Nie wiem jak sobie dać radę, pomimo tego ze było mi z nim źle, żle mi jest samej… ale bałabym się znów byc z nim, nie mogłam nigzie wyjsć bez jego zgody, nikt nie mógł przyjsć do mnie podczas jego nieobecnosci, musiał zawsze wszystko wiedzieć… To ja utrzymywałam nas, tak naprawdę, wiedziałam jakie ma potrzeby, czego potrzebuje i starałm mu się to zapewnić, on nigdy nie kupował mi tego czego chciała, nie trafiał z prezentami, a doszło tez do tego żeocRIhnd kupywał mi coś, ale uzywajac mojej karty kredytowej, i był później zaskoczony że jestem oburzona – czułam się jakbym sama sobie kupiła coś bardzo drogiego co mi się wogóle nie podoba – śmiechu warte. Jest mi teraz bardzo ciężko. wszyscy doradzali mi zebym się z nim rozstała… ale teraz jak to się stało nie daję sobie z tym rady.

  114. Diano;) Myślę że nie jesteś mu obojętna i że on jest strasznie niezdecydowany…rozumiem Cie bo byłam w podobnej sytuacji. Czasami mężczyzni sami nie wiedzą czego chcą..;/ Jest też taka opcja że chce z Tobą po prostu utrzymać kontakt;) Nie wiem co inni o tym myślą,ale jak tak uważam. Pozdrawiam!

  115. Dziękuje za ten wpis. właśnie rozstałam się po 7 latach związku. jet mi ciężko, zwłaszcza ze rozstaliśmy sie mimo ze sie kochamy.chyba za mocno bo nie potrafilismy sie dogadac, i ranilismy sie. mam nadzieje ze dam rade, poradze sobie i stane sie silniejsza…boli jak cholera.najważneijszy cxzłwoiek w zyciu zniknął. moze gdyby odzedł bo mnie nie kocha albo do innnej bylo by latwiej. czas pokaze.

  116. mam wielki problem jestem w 7 miesiącu ciąży a mój narzeczony musial wyjechać za granice na dwa miesiące i zaledwie nie ma go drugi dzien a ja juz nie jestem wstanie tego wytrzymac..prosze o pomoc

  117. ja również się rozstałam ze swoim partnerem po 7 latach zwiazku. To było 1,5 roku temu. Głownie bałam się zostac sama i jak Joasia pisała tkwiłam w tym długo ciągnac trupa zwiazku myląc przywiązanie z miłością. W końcu po cięzkich przemyśleniach podjęłam decyzje o rozstaniu. Za pierwszym razem była to wspolna decyzja. Ale do niego szybko dotarło co stracił i zaczzął się znowu o mnie starac. Wróciłam ale i tak nie wyszlo bo juz go nie kochałam. W końcu po tych rozstaniach i powrotach postanowiłam ostatecznie skończyć ten zwiazek. Byłam pewna i juz nie cierpiałam w przeciwieństwie do niego… Bylo mi przykro że go ranię starałam sie jakoś ulzyć mu w tym cierpieniu czasem gadalismy odpisywalam mu na smsy. Ale jemu nadal było ciężko i ciągle do mnie pisał, płakał, ciagle mial nadzieje, że wrócę. Postanowiłam za namową koleżanek odbyc z nim ostateczna rozmowę. Powiedzialam mu jasno ze to definitywny koniec ze nie wrócę na bank, ze mi przykro ale musi zacząc zyc własnym zyciem i przestać sie ludzić. od tej pory przestałam odpowiadać na wiadomości unikałam spotkania. Zrozumiał i dał mi spokój. W tym momencie poznałam kogoś (jestesmy obecnie razem). Myślałam ze ex jakos z tego wybrnął może sie wkurzył że go olałam ale jak pisał DarkOne złośc łatwiej zamienic na obojetnośc a tego wlasnie chcialam by sobie szybciej z tym poradził. W miedzyczasie kiedy mysłalam że mam to juz za soba dowiedziałam się że ex zwierza się moim koleżankom.. Umawiaja się takze w pubie na piwo on jest fajnym kolegą, jak się póżniej dowiedziałam chciał byc przy nich by wiedziec co u mnie… Dlaczego pisze o tym 1.5 roku późńiej? Bo teraz osoba, która uważałam za przyjaciółkę, która namawiała mnie do rozstania metoda cięcia kontaktu jedzie ze swoim facetem moim ex i jego nowa dziewczyną na wakacje… Fajnie co? Czy to byla przyjaźń czy może ja za dużo od niej wymagałam? a może jednak metoda cięcia nie była dobrym rozwiązaniem bo minęlo 1,5 roku a ja na kazdym kroku slysze o ex? czasami mam ochote zniknąc. Ale chyba na poczatku zaczne od zmiany towarzystwa:) powodzenia wszystkim zranionym nie bójcie się samotnoći nie jest źle. Radujcie się widokiem wstającego słońca powtarzajcie sobie jestem wyjatkowa/y dam radę!

  118. Nie wiem nawet, jak zacząć, wszystko jest nie tak, nie mogę nawet się skupić, żeby ubrać,to co boli w słowa. Dziś mija tydzień, jak mój partner ( człowiek, z którym chciałam być do końca życia i któremu chciałam dać wszystko) odszedł do swojej poprzedniej kobiety. To wszystko tak boli, że ciężko mi nawet o tym pisać. Dałam mu wszystko a on mi w jeden dzień wszystko odebrał, nawet chęć życia… Byliśmy ponad rok razem ,ale mieszkaliśmy też razem i to jest najgorsze , bo w moim mieszkaniu i wszystko mi się z nim kojarzy. Fakt, zabrał swoje rzeczy, ale np. nie zabrał łóżka , na którym mnie przytulał, na którym spaliśmy, stolika, przy którym jedliśmy obiad i piliśmy kawę , biurka, przy którym siedział do późna w nocy i grał w gry na laptopie…Tyle rzeczy mi go przypomina i nie umiem patrzeć na nie i nie myśleć o nim… Wiem ,że mnie cholernie skrzywdził, a ja muszę nauczyć się teraz żyć bez niego…. Na razie pomagają mi rozmowy z koleżankami i tabletki uspokajające… Nie wiem, co będzie jutro…

  119. To i ja też się wpiszę. Kilka dni temu zostawiła mnie partnerka.”Wypaliło się,już tego nie czuję,czuję tylko przyjaźń”.Ponoć zaczęło się to dziać kilka tygodni temu ale myślała że się poukłada,że to zmęczenie cokolwiek innego.Dowiedziałem się że już nie potrzebuje kontaktu ze mną,rozmów przytulenia itp to koniec. Rozstaliśmy się. Nie jestem w stanie poukładać sobie tego. Są momenty kiedy jest dobrze,kiedy jadę rowerem i śmieję się śpiewam drę się na całe gardło. Ale wstaję rano i nie wiem po co mam wstawać bo jej już nie ma.Kładę się spać wieczorem i nie chcę się obudzić przed tym nim to minie. To były 3 lata najpiękniejsze w moim życiu. Jeżdżę po kościołach modlę się o cud. Dzwonię do każdego do kogo się da.Nie daję rady. Nie mogę jeść,skupić się i normalnie funkcjonować. 20 kilku letni facet płaczę jak bóbr bo nie jestem w stanie poukładać sobie życia bez niej. Nie wiem jak wrócić do tego co było 3 lata temu, do tego sposobu myślenia. Nie jestem typem imprezowicza,nie lubię chodzić do klubów tak więc nie zagłuszę w sobie tego. Nie piję ani nic z tych rzeczy więc ucieczki w tym nie widzę. Jak miłość może przejść? Jak może minąć? Odpowie mi ktoś na to…bo już nie wiem gdzie szukać odpowiedzi…Była to moja pierwsza dziewczyna. Starałem się, byłem dobry , wybaczałem,nie obrażałem się…Czemu tak się stało? Teraz muszę melisę pić bo bez niej nie usnę…

  120. Nie skończyłem bo komp się przywiesił….Mam niezłe hobby ale nie mogę teraz go kontynuować,jestem strasznie roztrzęsiony.Cały czas mam skurcz w żołądku a sąsiedzi mają mnie dość bo od rana idzie muzyka prawie na full.Planowaliśmy wspólną przyszłość,ślub,dom,dzieci i się rozleciało…Jest na to jakieś wytłumaczenie? Cały czas usiłuję wmówić sobie że przeznaczenie i tak nas dorwie ale to potwornie boli i boje się każdego nowego dnia…nie wiem jak dać sobie radę…

  121. Skomentuje ktoś? Bo mija 1 tydzień od momentu kiedy wszystko gruchło a ja nadal nie kumam nic z tego…

  122. Od mojego rozstania minely dwa miechy… nadal tesknie. To nie jest normalne, w zwiazku nie bylo za dobrze ale jestem pewnien, ze bylo mozna o niego walczyc z sukcesem. Tylko dwie osoby musza chciec. Ja za rozpad zwiazku obwiniam siebie, a wiem ze to nie byla tylko moja wina. To juz w pewnym momencie przezemnie sie klocilismy, bo widzialem ze cos sie psuje i chcialem to naprawiac, walczyc, rozmawiac. Zaluje wielu rzeczy, nie daje mi to spokoju. Po takim czasie jestem sam i nie moge patrzec na inne kobiety. A moja byla po miesiacu od naszego rozstania znalazla sobie kogos, czuje sie jak smiec. Ja po miesiacu szlochalem i mialem nadzieje… ale nie wiem na co… nie chcialem wracac a moze chcialbym teraz juz sam nie wiem. Nic nie wiem.

  123. Zajrzałam i na część pierwszą i widzę, że tutaj Wojtku85 opisałeś swoją sytuację. Doskonale Cię rozumiem, bo ja też nie jestem typem imprezowicza i w balangi nie ucieknę, dzięki nim nie zapomnę i Piotrku.
    Też miałam na samym początku problemy ze snem – nie spałam nic kilka nocy pod rząd, niewiele jadłam, właściwie to rodzice mnie zmuszali do jedzenia. Ja czułam jakiś wstręt do wszystkiego. Ale teraz minęło prawie dwa miesiące po tym jak mnie zostawił i powoli wracam do świata żywych. Tyle, że zerwałam z nim kontakt, a już od października będę widywała go codziennie. Boję się tego.
    W każdym razie Wojtek nie daj się, jeśli chcesz to płacz, bo łzy trzeba wypłakać do końca by na twarzy mógł zagościć uśmiech, wyrzucaj z siebie emocje, nie pozwól im narastać w Tobie. Trzeba uświadomić sobie, że oni już za nami nie tęsknią, nie kochają nas. Czas żebyśmy i my zapomnieli, bo zasługujemy na normalne życie, na szczęście i niczym nie zmącony uśmiech.
    Pozdrawiam!

  124. Mój związek skończył się po 5 latach. Chociaż sformułowanie “skończył się” jest niewłaściwe. Ja go zakończyłam. Nie mogłam już po prostu dalej być z kimś, kto miał być moim mężczyzną do końca życia. Wiele osób na tym forum zastanawia się jak to możliwe, że miłość może się wypalić, że dziś jest a jutro jej nie ma. Nie może. Jak się kogoś kocha naprawdę, całym sobą, to miłość nie gaśnie ot tak na pstryknięcie palcem. To nie miłość się wypala, tylko wzajemne zrozumienie, akceptacja, umiejętność rozmowy, zaufanie, potrzeba dawania siebie drugiej osobie. I choć teoretycznie miłość jest tym wszystkim powyżej, to jest też tysiącem innych rzeczy, które niekoniecznie muszą szwankować- możesz się z kimś dobrze bawić, mieć wspólne hobby, udany seks, te same problemy, nawyki- to też jest miłość, ale jeśli brak zaufania, zrozumienia, akceptacji osiąga poziom krytyczny, to związek rozsypuje się na drobne kawałeczki. I wtedy albo próbuje się go pieczołowicie poskładać w jedną całość albo dochodzi do wniosku, że jak coś się tak doszczętnie połamało, potłukło na mikroczęści, to nawet poskładane nie będzie działać tak jak trzeba. Trochę zamieszałam w tych swoich rozważaniach, ale przejdę do sedna- mój związek właśnie osiągnął taki punkt krytyczny. Ba, wiele razy osiągał i wiele razy próbowaliśmy, czasami prawie od nowa układać nasze relacje. Wierzę w swoje i w jego dobre intencje i nie wspominam tego związku źle. Były momenty tak wspaniałe, że życzyłabym ich każdemu. Oświadczył mi się a ja powiedziałam tak. I nie wiem czy oświadczyny i wizja wspólnego życia otworzyły mi ( lub nam obojgu chyba) oczy i serce i rozum… Nagle po 4 latach okazało się, że mamy zupełnie inne wizje życia, poglądy, nawet w innych miejscach chcieliśmy układać sobie życie- on tysiące kilometrów stąd, ja w Polsce, w mieście, w którym mieszkam. I kiedy to do nas doszło zaczęły się poważne problemy.Dodam, że dzieliło nas właśnie te tysiąc czy więcej kilometrów, więc mieliśmy tylko skype i 3 widzenia, że się tak wyrażę 😉 Zaczęliśmy się kłócić, w zasadzie sukcesem była rozmowa bez kłótni. O co się sprzeczaliśmy nie pamiętam szczegółowo. O głupoty, sprawy poważniejsze typu poglądy właśnie, zasady, uczucia- to jakiś ogólny zarys tych kłótni. Było coraz gorzej, potem coraz lepiej. Na chwilę. w pewnym momencie jego we mnie zaczęło denerować prawie wszystko a kłótnie przerodziły się raczej w regularne bitwy słowne, kto kogo bardziej zrani ten wygra.Oboje mamy dość twarde charaktery, z tym, że on jest bardziej złośliwy i zawsze potrafił trafić w takie miejsce, żeby zabolało najbardziej.Ja natomiast łatwo przechodzę w stan irytowania, denerwowania się i krzyku, więc po prostu im więcej on wypuszczał z siebie jadu, tym więcej ja krzyku i złości.Miesiąc przed tym jak go zostawiłam przyjechał. Jeszcze wtedy nie byłam gotowa, nie chciałam z nim zerwać, choć coś się we mnie zmieniło. Patrzyłam na niego jak na kogoś kto staje mi się obcy, przytulając się do niego zastanawiałam się czy jego zapach był taki zawsze. Wiele rzeczy zacierało mi się w pamięci, a najgorsze było to, że te nieliczne, które pamiętałam, to były złe momenty naszego związku. I tak naprawdę zmieniła nas odległość liczona w kilometrach, życie jakie prowadziliśmy bez tej drugiej osoby na codzień, ludzie, których może byśmy nie poznali, gdyby nie jego wyjazd. Już przy końcu, napisał mi, że wyszły nasze prawdziwe charaktery. Kto wie, może ma rację..?
    Mam do niego sporo żalu, goryczy, chciałam mu wygarnąć co zrobił źle, jakim był nieraz palantem, zapatrzonym w siebie, zarozumiałym osłem. Ale po co? Zwłaszcza, że to wina nas obojga, choć jestem na etapie, że tego co ja zrobiłam źle, nie potrafię określić 😛
    Po rozstaniu czuję się tak jakbym zobojętniała na wszelkie bodźce z otoczenia. Podobno powinnam czuć się lepiej, bo to ja zostawiłam, a nie zostałam porzucona. Ale to bujda.Było nie było, kocham go nadal..na swój sposób, już nie erotycznie, nie zmysłowo. Nie chce z nim być,na razie nie utrzymuje z nim kontaktu…chyba dlatego, że się po prostu boję. Mam jeszcze sporo rzeczy, które należą do niego, więc nie uniknę spotkania. I mam ochotę się popłakać. Siąść i płakać tak przez kilka dni, snuć się po domu w piżamie, jeść słodkie, niezdrowe rzeczy, gapić się beznamiętnie w telewizor. I nie potrafię teraz w tym momencie. Wmawiam sobie, że mam tyle rzeczy do zrobienia, że teraz nie mogę się rozkleić, ciągle oddalam od siebie wizję rozpaczy. Ale wiem,czuję, że już nie jestem w stanie długo tego wszystkiego zatrzymać. Powoli zaczynam współczuć swojej rodzinie, przyjaciołom, znajomym, sąsiadom…Nie wiem, nie wiem nic. Wolę myśleć, że to rzeczywiście potrwa kilka dni i wszystko odpłynie wraz ze łzami. tylko wcale nie jestem tego taka pewna:(

  125. Witam.
    Jestem nowy na forum o takiej tematyce i nigdy nie myślałem że będę ale jednak…. :).Właśnie 3 tygodnie temu rozstałem się po 14 miesiącach z 19tolatka,która miała być tak zwaną ostoją i Lekarstwem na Pozostałości po moim 7letnim byłym związku i psełdo rodzinie.Chodziła za mną,każdą chwilę spędzaliśmy razem,non stop telefony wszystko byle mieć ze mną kontakt.Snucie planów na przyszłość,wspólne wakacje itd.Pracowałem 7dni w tygodniu po 9-10godzin dziennie i wracając do domu miałem już wszystkiego dosyć ale była ona moje(kochanie)Było pięknie aż zacząłem wierzyć że w końcu znalazłem szczęście(ona mnie znalazła)i będzie wszystko ok.No ale niestety,młoda poszła do pierwszej swojej pracy(jako doradca finansowy )i zaczęło się wszystko psuć.Stała się nieobecna i coraz dalej się odsuwała.Aż w końcu koniec,Avanti o jakąś głupotę i wolała wybrać prace, znajomych i iść się z nimi bawić(życie).Kurcze najgorsze jest to że mieszkamy okna w okna w 2 różnych blokach i chcąc nie chcąc non stop wracają wspomnienia i rany się rozdrapują na nowo.Zerwaliśmy kontakt tel,gg,mail i ostatnio nawet gdzieś się zapadła pod ziemię.Powrotu już nie ma(tak twierdzi)a ja normalnie świruję.Nie wiem co mam ze sobą zrobić,Brakuje mi jej cholernie!!i Boli jak diabli!!I odwróciła się o de mnie w najtrudniejszym okresie,gdy miałem depresje………,Teraz widzę że błędem było uciekać do drugiej osoby Bo teraz Wali to we mnie wszystko z dwukrotną siłą!!!!….Już sam nie wiem co wiem :((

    Ciężko jest mi się pozbierać,nic mnie nie cieszy,wszystko jest jakieś takie szare bezpłciowe…Załamka normalnie!!

  126. Tak sobie czytałam te wpisy (mój też tu jest) i wydaje mi się, że nie warto ufać ludziom tak bezgranicznie i podporządkowywać innym swojego życia. Wiem, że ciężko jest kierować się rozumem, kiedy kogoś kochamy, ale życie jest naprawdę krótkie i nie można skazywać się na cierpienie, kiedy zostajemy sami. Kiedyś ktoś napisał mi, gdy się żegnaliśmy:
    “Każdy człowiek kocha i chce być kochanym.
    Samotność jest nożem w serce mu wbijana.”
    I powiem Wam, że coś w tym jest, bo im bardziej ktoś pragnie szczęścia, to tym bardziej cierpi…Trzymajcie się i nie pozwólcie, aby cierpienie zawładnęło Waszym życiem. Każdy jest wyjątkowy i każdy zasługuje na miłość.(Pisałam to nie tylko do Was, ale chyba przede wszystkim do siebie.)

  127. tak mi się teraz przypomniał taki cytat, nie pamiętam już z jakiej książki, ale czytałam ją dobre 10 lat temu i nadal pozostał mi w pamięci.
    ” Nigdy nie widzieć nikogo jedynym i ostatecznym. Nie szaleć, nie krzyczeć, nie płakać. Bo ten ktoś przyjdzie, przeminie, nie wróci. Nie był on nikim w moim życiu, ale nie mógł stać się wszystkim”

  128. Dziekuje za to co teraz przeczytalam.Wlasnie 3 godziny temu rozstalam sie z mezczyzna ktorego nadal kocham ale wiedzialam ze ten zwiazek nie ma przyszlosci..:-( a jak ma to bede bardzo cierpaiala.Szkoda ze tak wszystko sie potoczylo 🙁 Staram sie nie myslec jednak nie potrafie tak do konca zapomniec o tych cudownych chwilach…zastanawiam sie sie co robi i gdzie teraz jest 🙁 Jestem teraz bardzo samotna ..nie chce dzielic sie z nikim swoimi przezyciami 🙁 WIEM JEDNO …ZRAZILAM SIE BARDZO I NAPEWNO JUZ NIE ZAUFAM MEZCZYZNIE A TYM BARDZIEJ NIE ZAMIESZKAM Z FACETEM …NIGDY 🙁 I NIE PRZEMAWIA TERAZ PRZEZE MNIE GDNIEW …A MOZE TYLKO BOL :-(((

  129. witam byłem w zwiazku kilka lat ale choc bardzo chcialem ,niewytrzymalem chorej zazdrosci ktorej niedawałem nigdy powodow…..Po tym było to bardzo cięzkie przezycie długo zmagalem sie sam ze soba uciekalem do poznawania innych na sile co było strasznymi porazkami….wiec postanowilem niepoznawac nikogo z nikim sie niespotykac,trwalo to z rok.W pewnym momecie spodkalem kogos gdzie to bylo silniejsze odemnie jedno spojrzenie i wiedzielm ze to ona i u niej bylo chyba to samo bo odrazu spedzilsmy kilka godzin na rozmowie co juz wogle mnie zafascynowalo i pochlonelo do konca ….Kilka cudownych spodkań spedzonych na patrzeniu se w oczy rozmowie przytulaniu….pewnego razu powiedzialem jeje ze to niemozliwe ale ze po tak krotkim czasie kocham ja ze czuje ze to ona jest kobieta mojego zycia …..kilka spodkan codzienene telefony godzinami az po jakims wkendzie gdzie wyjechala do domu otrzrymuje esemesa ze duzo o nas myslala i ze dal niej dzieje sie to za szybko ze ma taki charakter ze potrzebuje czasu ale za nic niechce mnie starcic gdyz jestesm wyjatkowy i taki jakiego chciala by miec meza i ze ma nadzieje ze moje uczucie jest na tyle silne ze bede czekal…….JAk tu postapic jak to rozumiec czy to piekna przemowa na zakonczenie znajomosci bo przestraszyla sie tak szybkiej milosci czy naprawde potrzebuje czasu i czy warto czekac….

  130. Hej:)
    Myślę, że powinieneś poczekać. Uważam, że nie jest to zakończenie znajomości, tylko, że ona nie wytrzymała tak szybkiego biegu wydarzeń. Kochasz- daj trochę przestrzeni. Daj jej trochę oddechu, by mogła to sobie przemyśleć, docenić to co Was spotkało i myślę, że będziecie razem dalej. Z tego co napisałeś – zalezy jej na Tobie. mam wrażenie, że może miała jakieś złe doświadczenie w przeszłości i teraz zwyczajnie się boi. Cięzko powiedzieć, gdyż jej nie znam, ale sama jestem kobietą, więc głowa do góry! Wszystko się Wam ułoży. Życzę tego Tobie, Wam wszystkim i samej sobie też;)

    Zatem pozdrawiam i cierpliwości:)

  131. wczoraj spodkalem Ja z Jej byłym nawet słowem sie do mnie nieodezwala spuscila tylko głowe tyle o nim mowiła ze niechce go znac ze używał przemocy wobec niej i wogóle…..Czy w tych czasach Kobieta niepotrzebuje niedocenia kogoś kto jedynie chce dac jejszczęście ostoje i miłosc kto daje codzienie kwiaty codzienie mowi ze kocha i ze jest ta jedyna …Gdzie popełniłem bład co zrobilem nietak jesli tylko robiłem wsztko zeby ja mieć przy sobie i zeby ja zatrzymac wiedziala ze jestem typem czlowieka ze jak kocham i bede kochany to na cale życie niespojrze na inna czy to takie przytłaczajace i niemozliwe d przyjecia ….teraz nawet nieodpisze dlaczego chcoc wczesniej pisala “dziekuje ze jestes “…moze ze mna cos jest nietak moze zabardzo pragne dac komuś szczęscie choc sam jestem tak bardzo nieszcesliwy w tej samotnosci

  132. Zerwał ze mna, zerwał po prawie roku bycia ze sobą, przed rocznicą. Nawet mnie na to nie przygotował, cały czas było dobrze, mówi, że kocha itd, to był najbardziej udany związek na świecie. I co z niego zostało? Ja go kocham, kocham go prawdziwą miłością, chce dla niego jak najlepiej, ale nie moge pogodzic sie z tym, ze on ze mna juz nie chce byc. Ze mnie juz nie kocha, że spotyka sie z inną. Jeszcze dzień przed rozstaniem, i w dzień rozstania było dobrze, to czemu teraz juz tak nie moze byc? Juz nie mam sily nawet płakac, czuje sie wyniszona od srodka. CZemu, dlaczego ja musze tak cierpiec. dlaczego to tak boli?? Zdradził mnie, przyznał sie dopiero po 10 miesiącach o tym, ale mu wybaczylam i chciałam zeby było dobrze, byłoby gdyby chciałbyc ze mną, ale podobno przestał juz mnie kochac, tak z dnia na dzien. Moze i to nie miało by sensu, okłamywał mnie, spotykał sie z inną, mowił, że z kumplami. Wiem, że jakbysmy byli ze soba to byloby źle, ale teraz jest najgorzej, nie mam siły już na nic. nie mam siły by życ 🙁

  133. Czytałam wpisy wielu osób, a szczególnie mężczyzn… Chciałam wiedzieć ja Wy sobie radzicie z rozstaniami. Myslalam ze dajecie sobie poprostu rade, pójdziecie na piwo z kumplami pogadacie i bedzie ok. A tu widze ze NAPRAWDE to przezywacie. Strasznie mi jest przykro kazdej osoby ktora straciła kogoś wyjatkowego, wiem co przezywacie. Kieruje te slowa do Romantyka: jesteś super facet, ze umiesz powiedzieć na forum o swoich uczuciach, ze to mocno przezywasz ze placzesz i czujesz sie oszukamy, wierze ze znajdziesz kobieta która doceni Twoje uczucie, bo nie ma nic piekniejszego na tym swiecie niż zakochany meżczyzna. Kobieta (traki mi sie wydaje) kocha zawsze szalenie, a facet nie, a tu prosze prawdziwy uczuciowy chłopak!
    Pisze bo też sie rozstałam z kims nie dawno i mało tego to ja jestem winna wszytkiemu bardzo zaluje ale on juz nie wróci i sie nie dziwnie bo byłam czesto dla niego okrutna i dopiero teraz to zrozumiałam. NIe mogę spać, nie mogę jesc mam wyrzut sumienia, szukam wsparcia ale poczucie winy jest silniejsze. Nawet nie próbuje walczyc o to uczucie bo wiem ze go skrzywdziłam i on załuguje na kogos lepszego. Wieszcie mi ze kochałam ale popelniłam tyle błedów. przyznaje sie bez bicia ze to ja zawiniłam w większosci i załuję. Ale juz go nieodzyskam….

  134. Zawsze się mówi, ze za rozpad związku odpowiadaja dwie osoby….
    Ze wina lezy pośrodku.
    A co, jeśli wszystko robi się dobrze? Wierzy się, ufa, dba. Zakłada sukienki i sypia w zalotnych koszulkach. Ma się swoje hobby i pasje i wlasne zdanie, tak w sam raz, żeby ciekawie i z humorem porozmawiać…
    A potem któregoś dnia dostajesz od zycia cegłą w głowę i próbujesz złapać równowagę…Szok, niedowierzanie wrecz oburzenie. A potem ten tępy ból, który na dobre rozgościł się w gardle, Ciężko oddychać, ciężko cos przełknąć, ciężko żyć….
    Próbujesz pozbierać co się rozsypało. Ale nie zbieraj wszystkiego!!!! Weź tylko to co twoje, własne, osobiste. Zostaw co wspólne, byle i już przeszłe. Bo w tych wszystkich historiach o bólu i rozstaniu JEDNA RZECZ JEST NAJWAZNIEJSZA… my sami. Walczmy o siebie, o prawo do lepszego samopoczucia, do zycia bez bólu … a przede wszystkim o wiarę w następną piękną miłość.
    Tego Kochani i sobie i Wam wszystkim zycze!

  135. Witam wszystkich..
    moja historia jest podobna,a raczej emocje, które mi towarzyszą podzielają wszyscy..jest jednak w niej wątek przerażający-dotyczący mnie samej..ale od początku..
    zawsze przyciągałam osoby, którym nalezało pomóc..bo gorsze dzieciństwo, bo niskie poczucie własnej wartości itd.. zawsze pakowałam się w takie związki..dawałam siebie na złotej tacy…wspierałam, pomagałam..w wiecznym nieszczęciu partnera..byłam typowym dawcą..ale nie dajcie się zwieść..to nie świadczy o mnie dobrze..bo szybko nauczyłam się, że takie zachowania dają mi kontrolę nad partnerem i być może dlatego takich wybieram..straszne, musiałam czuć się zawsze potrzebna inaczej rodziło to we mnie toksyczne uczucia, które kończyły się z mojej strony szantażem, kłótniami, demonstracyjnym odchodzeniem, tylko po to aby sprawdzić na ile mu zależy.. gdy uświadomiłam to sobie – że nie jestem taka cukierkowa, postanowiłam to zmienić..w marcu tego roku poznałam fantastycznego faceta..oczywiście też zagubionego, ale miał tzw ikrę życiową. Przez 3m-ce był mną zafascynowany – było jak w niebie, wyjazdy, wypady, niespodzianki, rozmowy do 2 w nocy… czułam, żę jestem dla niego ważna..najwazniejsza..zachwycał się mną, nosił na rękach, przeprowadził do mojego miasta..i zaczęło się psuć.. znów mi odbiło i chcąc go sprawdziać – demonstracyjnie odchodziłam..na poczatku walczył, ale potem wiele sytuacji to zmieniło, zaczęłam być zazdrosna – obsesyjnie..poza tym on zaczął mieć problemy w pracy…. ja wspeirałam, a potem wymaiwałam mu to…że ja go wspieram, a on mnie nie…(czytaj: już nie nosi mnie tak na rekach i nie fascynuje się mną)zaczęło go to po mału męczyć..obecnie ma już tego serdecznie dosyc, nie ma już między nami seksu, wiele rzeczy go we mnie irytuje, nie dzwoni, nie pisze że kocha… ma dość już tej manipulacji – bo tak trzeba to nazwać, serdecznie dość… poza tym ja mam skłonności do godzinnych analiz..on już ma dosyć tych rozmów..jak tylko słyszy mój płacz i smutek..to zaczyna go to męczyć i i rytować.. i ja mu się wcale nie dziwię..próbowałam to zmienić..ale nie wychodzi mi.. mielismy się spotkać w ten weekend, ale stwierdził, że jeśli będę go jeszcze zadręczać analizami, i że znów się usmiecha nie tak jakbym oczekiwała..to lepiej abym nie przyjechała..
    Wiem co sobie o mnie pomysleliście..i macie z pewnością rację..tak tak..mam zaniżoną samoocenę, brak samoakceptacji, toksyczną osobowość, skłonność do nawiązywania symbiotycznych relacji, potrzebę kontrolowania i sterowania emocjami innych..wiem, z pewnością powinnam zafundować sobie terapię, bo to raczej przypadek kliniczny…ale ja mam do was inną prośbę..co teraz zrobić.. ja nie przestanę go tak dręczyć, bo muszę sobie sama z sobą poradzić, on ma już tego dosyć..ja cały czas płaczę, nie mogę skupić się na niczym, czuję i słyszę jego odrzucenie (z tym też mam problem, bo wszystko tak interpretuję)..on nie ma już siły na taki klimat..któżby miał..ja bardzo go kocham, strasznie tęsknię za tym co było, za tym jaki był, jaka ja byłam.. wydaje mi się, że powinnam go uwolnić od siebie..sam ma problemy z pracą, ze zdrowiem, odpocznie sobie ode mnie, nie będę go już tak molestować.. choć raz powinnam pomyślec o nim i dać mu święty spokój..bo chyba z tego już nic nie będzie, a jesli tak to boję się, że będzie to już sztuczne i tak się rozpadnie…

  136. do Smutnej:na wstępie chcialem Ci podziekowac za Twoje słowa w moim kierunku to miłe…choc wydaje mi sie ze kazdy ma w sobie wielkie serce niektyorzy tylko je w sobie zabijają lub niepotrafia z niego korzystac…Co do Twojej sytuacji kilka lat temu bylem z dziewczyna zwiazek trwał kilka lat i postapilem tak jak Ty rozpadł sie tylko i wyłącznie z mojej winy choc wiem ze ona kochala i ja kochalem nawet bardzo…Ale widocznie bylo cos co niepozwalao byc ze soba razem nie wiem moze niedojrzalosc emocnionalna moze strach przed czymś tak powanym a moze po prostu nie ta osboa czasem mozna z kims byc kochac Go ale to nie jest jednak “ta” miłosc to nie jest jednak osboa ktora bedzie Ci podpora i milością na cale życie…Teraz z perspektywy czasu to rozumiem ze musialo sie tak stac choc na poczatku mialem do siebie wyrzuty i pretesje ze to przez moj brak wspolpracy przez moje czarne strony charakteru wszko leglo w gruzach ,ale teraz wiem ze tak musialo byc chco do tej pory przyznam sie ze czasem mysle o tym co by bylo gdybym wtedy był taki jak jestesm teraz…Ale do wsztkiego trzeba dojrzec i z czasem docenic czasem grogą bulu ale wiem ze wszystko zeby kiedys uczynic swoja drugą połowke najszcesliwasza osoba i zarazem siebie….Wiec nieprtzejmuj sie przejdzie Ci i pokochasz tak ze niebedziesz raniła a wrecz bedziesz balsamem na kazda rane ….Pozdrawiam

  137. OSTANIE DNI SĄ DLA MNIE TRUDNE ZOSTALAM SIĘ Z MOIM CHLOPAKIEM PIOTRKIEM.
    ALE NADAL BARDZO GO KOCHAM NIE UMIEM ZYC BEZ NIEGO .
    DLA NIEGO JA JESTEM JUZ ZWYKLO OSOBA TAK JAK INNE DZIEWCZYNY
    KIEDYS ON MNIE KOCHAL NAD ZYCIE .
    LECZ JA NIE ODWAZJEMNIALAM JEGO UCZUC . TYLKO BAWILAM SIĘ NIM . JAK ZABAWKO
    LECZ TERAZ NAPRAWDE GO KOCHAM I NIE PORTAFIE ZYC BEZ NIEGO

    POMOCY !!!!

  138. Ostatnie dwa miesiące sa dla mnie umieraniem po rozstaniu, chodzę do psychologa na terapię, jednak ból jest bardzo silny. Ciąglę myślę o miłości. Oddał bym wszystko by tak się nie czuć

  139. Wiecie…. trudno pozbierać mi myśli, bo jestem wstrząśnietą rozmową z moim niestety już byłym chłopakiem. Mam 32 lata i dawno już porzuciłam marzenie nastolatki o tym, by być dla kogoś najważniejszą w życiu. Wystarczało mi, że jestem dość ważna. Po kilku nieudanych związkach i rozwodzie bardzo, bardzo trudno było mi otworzyć się na nową znajomość, nowy związek. Po prawie roku usłuszałam dzisiaj, że mu na mnie bardzo zależy, ale nie może ze mną być, bo nie chce mnie krzywdzić. I tyle wyjaśnień z jego strony. Dlaczego mnie okłamał, przecież nie miał już nic do stracenia? Logika podpowiada, że skoro mu na mnie zależy i jestem dla niego bardzo ważna, to dlaczego chciałby mne skrzywdzić? A potem sobie pomyślałam, że mam jakąs usterkę. Bo każdy mężczyzna, z którym się rozstawałam mówił mi właśnie to magiczne zdanie, które w skrócie brzmi “jesteś za dobrą osobą żebym mógł z Tobą być”. Rozstaliśmy się bez histerii, no bo przecież do niczego go nie zmuszę. Ale boli mnie to, że nie znam prawdziwego powodu. Boli mnie to, że otworzyłam serce i umysł dla kogoś, kto w ogóle jak się okazało tego nie chciał. I wiem, że mam prawo być smutna, ale czy ktoś wie kiedy kończą się łzy? Bo ja wypłakałm już całe wiadro… I wraca do mnie myśl, sprzed prawie roku, żeby nigdy więcej nie ufać żadnemu mężczyźnie, bo i tak skończy się na wiadrze łez. Nie wiem jak sobie z tym poradzić…

  140. Ja rozstałam się z facetem po 3,5 roku związku. Jest ciężko, aczkolwiek wiem że wypalało się od dawna, nie rozmawialiśmy o tym, bałam sie jego reakcji, że zrozumie to w inny sposób że go nie kocham. Dziś jestem sama ale jest mi ciężko. NIe boję sie tak bardzo samotności ale tego że go spotka lepsze życie niż mnie (teraz przynajmniej w najbliższej przyszłości), chciałabym żeby żył tak samo jak ja, sam nie myślać o nikim innym, nawet bezemnie. A ja tylko myślę o tym, że na pewno znajdzie sobie inną, że nawet będzie głupsza czy brzydsza ale że On bedzie z nią szczęsliwy i wtedy Ona wyjdzie na lepszą odemnie. Już czuje zazdość mimo że on jeszcze nikogo nie ma. Jak sobie poradzić z “takim” uczuciem…Dodam że mieszkamy w jednym, nie dużym mieście i widok jego z inna doprowadzi mnie do rozpaczy, przynajmniej w najbliższym czasie:( Czy można sobie jakoś z tym poradzic?

  141. witam.jestem po rostaniu z kobietą byłem z nią3 lata.wspolnie żylismy i było ok.ja zajmowałem sie jej dzieckiem z pierwszego zwiazku.oglonie jak pisze było ok niedawała mi powodow do tego zeby myslec ze cos sie zmieni.mielismy troche długow troche duzo.zaczołem wyjezdzac za granice i pomagałem mieszkalismy w moim domu pomogłem jej rodzinie spalili sie i rowniez mieszkali umnie przez 1,5 roku.po pewnym czasie uzgodnilismy ze ona zacznie wyjezdzac za gronice i tak było wyjechała na 5 miechow do gre

  142. Grecji niby było ok ja pracowałem i ona rowniez razem na długi corka poszła mieszkac do swojego taty.Ja dalej mieszakłem u siebie z jej rodzicami .Kontakt utrzymtwalismy cały czas przez skypa.wiec wydawało mi sie ze jest ok.po powrocie totalna zmiana.Inna dziewczyna widziałem jej sms od kogos po angielsku tłumaczyła sie ze to jest jakis jej znajomy poznie zaczeła suchac dziwnej muzyki wogole nie zwiazanej zemna cos podejrzewałem i mowiłem to cały czas jej mamie ale wszyscy mnie zapewniali ze nie ze wmawiam sobie.ok.po 2 tygodniach pojechała na opieke niby do jakiegos dziadka wrociła po 2 tygoniach i sie zaczeło traktowała mnie jak psa w domu naprawde nieda sie tego opisac.wiele razy mowiłem jej ze bysmy dali sobie szanse i sie starali ale ona pyta sie co ona ma robic jak tak ktos moze mowic przez 3 lata wiedziała a nagle niewie.postawiłem jej warune zebysmy dali sobie szanse i sie postarali ale to tylko ja to robiłem a ona była gdzies indziej wyprpwadziła sie i w ciagu paru dni wyjechała za granice od mamy jej dowiedziałem sie ze kogos poznała i z nim jest ludzie kto tak robi w twarz patrzyła mi i mnie kłamał mowiła ze niez dradział i takie takm.A jak ja spotkałem na miescie bo wrociła na swieta to sie smiała zemnie .ja i moja rodzina pomogła jej przez te 3 lata i dziecko wychowywałem i sam wyjezdzałem za granice zeby spłacc jej długi a tu taki cios.jestem juz po 3miesącach po rostaniu jest lepiej ale wracam myslami i to boli.Dostała wszystko.pojechała zachłysneła sie innym swiatem i kolesem zostawiła wszysko .pomocy jak sobie poradzic
    nie myslec

  143. Witajcie,
    smutne to wszystko.. o czym piszemy.. i raczej ku lepszemu nie zmierza, przynajmniej u mnie. Czytałam swój ostatni wpis i muszę wam powiedzieć, że sporo się u mnie zmieniło, zawalczyłam o swoja miłość..zamieszkaliśmy razem. On narzekał, że ja nic nie robię dla nas, nie martwię się tym, że rury u niego zamarzły i nie ma gdzie mieszkać, zatem wyszukałam kilka ofert i mimo, że byłam w pracy-on u siebie-umówiłam na spotkania, wyłożyłam kaucję, przewiozłam jego rzeczy itd. . Ja liczyłam, że skoro jesteśmy już razem..on ma dach nad głową to będzie ciepły i czuły – jak dawniej. Myliłam się..szczęście nie trwało długo..od 2 tygodni codziennie się sprzeczamy i kłócimy..on nadal oskarża mnie o egoizm..na przykład, że jego kota nie nakarmiłam, jak jemu nie chciało się wstać z łózka, podczas gdy kot miauczał z głodu, że powinnam bardziej zadbać o dom (choć dbam – to ja robię pranie, gotuję, robię zakupy..itd), skoro on pracuje popołudniu i ma tak ciężką pracę – bo moja to śmiech na sali. Fakt, mam nienormowany czas pracy i dobre warunki i poczucie niezależności zawodowej, ale to nie moja wina, że jak on bawił się i szalał to ja studiowałam i zdobywałam kwalifikacje..coś za coś, ale teraz nie może mi robić wyrzutów.. z początku obwiniałam siebie (mój pierwszy wpis), ale później moja przyjaciółka stwierdziła, że jestem zbyt krytyczna wobec siebie, nikt nie jest idealny-ważna jest refleksja nas sobą i praca..ja taką pracę nad sobą podjęłam..jednakże związek to wzajemność i praca dwojga..wsłuchanie się w siebie, kompromis..u Nas tego nie ma i chyba nie umiemy żyć razem..wiesz Kaju..ból i zależność psychiczna mijają..ja identycznie czułam miesiąc temu, bałam się myśli, że mógłby być z kimś innym..teraz czuję narastający gniew i mam już dosyć..niech sobie będzie z kim chce, ale ja nie czuję się z nim szczęśliwa..poza tym mam jeszcze inną refleksję..to jest kolejne doświadczenie, które pokazuje, że szczęśliwa miłość w moim przypadku jest niemożliwa..mam już dosyć szukania, czekania..tęsknot..będę sama trudno..postaram się łapać chwile szczęścia, bywać szczęśliwa..postaram się mimo iż samotnym-być dobrym człowiekiem. W tym roku kończę 34 lata..nie chcę już złudnych nadziei, zawodów..tym bardziej, że myślałam iż ten związek będzie na zawsze..tak czułam..naprawdę się zakochałam, Moje ciało i umysł wyczuły, że to ten..JEDYNY, tak bardzo się pomyliłam – nie chcę już tego.
    Życzę Wam wszystkim szczęścia, a na początek ukojenia bólu..poradzicie sobie..szanujcie siebie, nie pozwólcie na to aby , ktoś nie szanował Was.. zafundujcie sobie jakąś miłą niespodziankę w ten i każdy weekend, zadbajcie o siebie.
    Ściskam Was mocno..

  144. A ja mam problem całkiem z innej beczki.
    Ze swoją kobietą byłem 5 lat
    Kilka miesięcy temu coś zaczęło nie grać tzn częstsze kłótnie albo ciche dni wiecie o co mi chodzi ;]
    Wiec pewnego pięknego razu postanowiliśmy się rozejść doszlismy do porozumienia ze to nie ma sensu i że tak naprawde nie chcemy tego dalej ciągnąć.
    Wiedzieliśmy oboje że wcale nie bedzie tak łatwo bo kochaliśmy się strasznie mieszkaliśmy razem i potrafilismy nocami siedzieć na balkonie i popijaąc winko rozmawiać o naszych wspólnych planach o rodzinie praktycznie wiedzieliśmy że bedziemy ze soba już do końca.
    Po rozstaniu było ciężko ale jakoś daliśmy rade i życie po kilku tygodniach wyglądało tak jak zawsze praca znajomi itd.
    I tu pojawia sie problem bo mamy wspólnych znajomych.
    Któregoś razu koleżanka zdała prawko wiec postanowiła iść pobawic się do klubu i oczywiście zaprosiła i mnie i moja byłą.
    Po 3 godzinach leżałem już z moją byłą w łóżku wróciliśmy do siebie i uznaliśmy nasze rozstanie za mały kryzys wkońcu znamy takie pary ktore co kilka miesiecy sie rozstaja a nam zdarzylo sie to pierwszy raz.
    Jednak po niecałym tygodniu mieliśmy się już dosyć a a dodatek moja kobieta zaczeła mnie posądzać o romans z moja stara przyjaciółką (sic!) wiec ponownie z nami koniec.
    Najgorsze jest to że kilka tygodni potem spotkałem się z moja była pogadaliśmy sobie poszliśmy do baru tak po przyjacielsku i ……. wylądowaliśmy w łóżku
    Tutaj sprawa znów się zapętla
    I teraz mój a w zasadzie to Nasz problem oboje wiemy że nasz związek się nie uda a niepotrafimy się opuścić
    próbowałem całkiem zrywać z nią kontakt ale to nie jest wykonalne próbowaliśmy ze sobą po prostu nie gadac ale to też niema sensu ostatnia deską ratunku była inna kobieta ale to nic nie dało nawet seks z nową był jakiś taki … nie dawał tyle radości
    Właściwie ta sytuacja jest strasznie kłopotliwa i nie umiemy sobie z nią poradzić (niechce sie teraz rozpisywac co konkretnie nam się nie układa gdy jeseśmy razem bo to temat na książkę )
    PROSZĘ O POMOC

  145. czesc wzytskim:)
    kiedys tu oprzed paroma miesiacami pisalam , i rozpaczałam strasznie , o mały włas nie zawalilam szkoły itd.. mineło juz ponad pol roku i co mnie przeraza nic nie jest mie lepie. przechodze najgorszy okresw moim zyciu, sama nie wiem co mam robic, czuje sie okropnie, czuje ze sama swoje zycie niszcze, mam nerwice i jeszcew dodatku depresje. stałam sie bardzo nerwowa, keszcze gorsza niz przedtem, moj byly wogole tak twierdzil ze nie da sie ze mna wytrzymac..;/wszyscy mowia ze sie zmienilam , ze zdziwaczalam i wogole. Ale jak tu sie nie zadreczac kiedy to moj były obarcza mnie wina, nawet do obcych ludzi tak gada, mnie serce peka:( bo ja mu nic nie zrobilam. Ja cierpie, zatracam sie a on wie ze zyje, ciagle dodaje nowe zdjecia na nk ze swoja nowa panna ktora sobie zna;lazl juz po dwoch dniach od zerwania, tyle byłam dla nie ga warta. Ze mna nigdzie nie chciał wyjedzadzac, z nia wszedzie na łyzwy do kina chodzi, wekendy gdzies razem a pozniej chwala sie tym na nk- ( a ja głupia patzre i sie zadreczam czemu ze mna tak nie mogl , co we mnie nier było nie tak ::(:()jak tu sie z tym pogpodzic jesli ze mna tak nie robił, wiele razy go o to prosiłam , cos proponowałam ale on nie i tyle.
    Dla niej znajduje czas, wszedzie jedzdzi i ma czelnosc dodawac na nk i ona tez, ciagle jakies wspolne zdjecia, bardzo to boli i nie moze przejsc:(. Jak mam zyc dalej niewiem , ale czuje ze straciilam sens zycia, przez takiego dupka, który jak zawsze twierdził ze jestemza newrowa i ze mna sie nic nie da 🙁 (jak długo bede miała wyrzuty sumienia nie wiem ale chce zeby to sie juz skonczyło 🙁 boi mi psychika siada, nie bylo dnia ze o nim nie mysle- juz mam dosyc siebie. dla niego 3 lata nic nie znaczyłam, zerwał przez smsa ze słowem “spier…” i po dwoch dniach pijany na dihu podrywa go moja znajoma i od tej pory sa razem, i widac ze bardzo szczesliwi, w co nie moge uwioerzyc, razem sylwester, kina łyzwy , bezczelnie dodaje znim zdjecia i wogole, jak tu zyc daklej i wogole .Nie umiem , nie potrafie 🙁 . T a pana tez jest bezczelan bo tak potarfila go osaczyc , przeciez wiedziala ze zemna byl a teraz jest znia szcesliwy i chyab to bardzo, a ja nie moge na innego faceta spojrzec, boje sie jakieokolwiek zwazku.Ciagle o nim mysle jakby to gylo super jakbysmy byli razem 🙁 ale sie nie wtoci wiem o tym 🙁 ale co ja poradze ze go tak kocham:(.Nie pisze do niego nic, bo sie boje i wogole, jak raz mnie zobaczyl na ulicy to potrafił zawrocic, zatrzymal sie, ja tez, a on zawrocil , a ja widzac to rozryczałam sie 🙁 sami widzicie ,:( Jak mam zapomniec , ten bol, te wspomnienia 🙁 (

  146. hej wszystkim nie wiem od czego zaczac nie potrafie se poradzic z rozstaniem zmoim chlopkiem nie spie po nocach nie jem nic tylko pplacze:(muj byly chlopak traktyje mnie jak kolezanke i nikogo wiecej ale to naprawde sprawia bol ze mnie tak obojetnie traktuje:(wspolczuje wszystkim kto ma podobne problemy wiem co przezywa…mialam mysli samobojcze ale uznalam ze juz tego wart nie jest dlatego zostal mi placz

  147. To chyba jedyne forum gdzie ludzie nie pisza jakis glupot ! Z każdej z tych wypowiedzi widze troche siebie. Życie osoby porzuconej staje sie nagle zalosne i z dnia na dzien ktos mowi ci cos sie zmienilo nie kocham cie juz nie czuje tego co kiedys ! nie czuje tego co kiedyś! ale ty zostajesz i nie wiesz co masz robic, wyskoczyłbys z 5 piętra żeby tylko ona na ciebie spojrzala pomyslal, powiedziala glupolu co ty robisz, ale tak nie jest patrzysz na telefon i myslisz moze napisala ale nie nie ma nic nikt nie napisal a nawet jesli napisze ktos inny to zaczynasz nie nawidzic ze nie pisze kurw** dlaczego ona nie moze tak napisac….
    Kiedys mialem kogos z kim nie mialem zadnych wspolnych znajomych i byl koniec przez tydzien dwa zero kontaktu ja dzownie ona nie odbiera az w koncu dalem spokój ale teraz jest inaczej z moja dziewczyna widze sie conajmniej raz w tygodniu i jak ja widze to mam ochote krzyknac tak zeby wszyscy slyszeli ze ja kocham ale wiem po chwili ze ona tylko spojrzy z politowaniem i powiem ze mam usiaść wyjść albo dac spokój albo ze nie teraz.

    Prawda jest taka, ze musisz sie nauczyc ze uczucia przemijaja tak i tak nie zaleznie jak sie starasz… ja uslyszalem ze bylo fajnie ale ona przestala odczuwac potrzebe gadania ze mna pisania i myslenia o mnie i tak od nie nie nie ciagle to slyszalem za kazdym razem jak ja prosilem blagalem grozilem to bylo nie to juz nie wroci. ale jak pytam czy po jakims czasie jest mozliwosc żebyśmy ze sobą byli to mówi mi że nie wie. Mój najlepszy kumpel powiedział mi że mam ja olać nie myśleć i zacząć się bawić… ale jak tak nie potrafie….
    Wiem że nawet jak bym byl z kimś nowym teraz to bym krzywdzil ta osobe nie chce byc z kims zeby sie wyżyć w łóźku żeby powiedzieć jakiejś dziewczynie ktora mogla by byc w porzadku ze ma spadac bo tak bo nie chce…

    Teraz na przyklad wiem ze jesli ktos mowi nie mam czasu spotkala bym sie ale nie mam czasu to to klamstwo klamstwo tak podle że rzygać się chce bo po czasie zaczynasz w to wieżyć a to nie prawda…

    Mam nadzieje że będe kiedyś potrafil się pogodzić z ty, że ktoś ze mna zrywa z godnością odejść nie odzywać się, olewać.
    ja latam juz prawie 2 miesiace za moja ukochana ale ona juz nie potrafi sluchac tego co ja mowie… czuje sie jak nikt nie potrafie patrzec na siebie w lustrze…
    To jest mega niesprawiedliwe ze osoba ktora zrywa ma lżej od niej zalezy czy chce wrocic ona zadecyduje czy sie spotkamy ona decyduje o tym czy bedziesz mial dobry dzien bo zrobi ci jakies nadzieje….
    Ostatnio usłyszalem kurwa masz 20 lat nie moze byc tak ze co chwile masz doline przez jakas lache, ze sie zachlewasz i gowno cie w kolo obchodzi a jak ci napisze byle jakie gowno to latasz jak pojeb….
    cos w tym jest jak patrze na ludzi ktorzy sie bawia sa w moim wieku a nie maja takich rozkmin, maja wyjebane bawia sie i nic nich do okola nie obchodzi…

    Zapewne jak ktoś to przeczyta to pomyśli że jestem mega żałosny tez bym tak stwierdzil ale sam siebie teraz nie poznaje… jedyne co moge powiedziec na koniec to ze w kazdym zwiazku trzeba zachowac jakas rezerwe zeby wtedy kiedy trzeba to olac nie myslec…

  148. bylam z chlopakiem ponad 4 lata! rozstalismy sie … ja nie moglam juz zniesc jego chamskiego zachowania olewania mnie i szanowania bardziej znajomych! zreszta nie raz nazwal mnie glupia blondynka i mowil ze wszystko robie zle… wkoncu samam zaczelam tak chyba myslec… ze taka wlasnie jestem! nie wiedzialam ze mozna kogos tak zranic i zgnebic psychicznie! jest mi ciezko bo nie mam chlopaka a przez to znajomych! oni dzwonia po niego i planuja pewnie juz wakacje i jakies wypady na dzialeke! przykro mi bo mnie tam nie bedzie.. oni sie beda swiatnie bawic a ja bede zupelnie sama! tu nie chodzi o to zebym sobie znalazla zajecie jakies zeby nie myslec tylko o to ze ja nie chce byc sama bez znajomych… nie mam nawet z kim pogadac… widze przez okno jak oni sie smieja i gdzies tam sobie jezdza a ja? o mnie juz nikt nawet nie pomysli! prosze o pomoc bo nie umiem sobie z tym poradzic!

  149. aniu! Mam podobny problem i uwierz ze nie tylko zabral mi moich znajomych ale na dodatek odwrocily sie ode mnie moje 2 najlepsze przyjaciolki i przyczepil sie do moich 2 najblizszych kuzynow i z nimi sie zaczal bujac, nawet do nich wydzwania (nie wiem czy to celowe czy nie ale przez niego nie mam do kogo sie nawet zwrocic). Wkurza mnie to bo jak chce z nimi pobyc to nie moge bo on sie wpiernicza a wychowywalam sie z nimi w jednym wozku i bylismy nierozlaczni az do tej pory, bo ja nie mam zamiaru tak paradowac jak oni wola pocieszac mojego eks i mowia zebym sie nie przejmowala bo pewnie by chcieli zeby bylo jak dawniej ale watpie zeby bylo lepiej a oni jak rodzina powinni mnie bardziej wspierac.

  150. A i wiecie co te wszystkie recepty na przetrwanie rozstania… Mi jedynie co pomaga to rozmowa z bliska osoba nawet z rodzina choc oczywiscie nie musi byc nikt z rodziny, ktora bedzie potrafila pocieszyc, porozmawiac i doradzic z mysla o waszym dobru. Uciekanie myslami gdzie indziej jeszcze bardziej pograza w smutku bo mam swiadomosc ze robie to celowo. Plakac trzeba choc samo plakanie nie jest takie straszne co swiadomosc ze ta druga osoba juz (byc moze) nigdy nie wroci i nie jest juz tak samo. Picie alkoholu to jak dolewanie oliwy do ognia i wlasnie dzieki niemu spalam dzisiaj tylko 4 czy 5 godzin. Z kolei zajmowanie sie innymi rzeczami pomaga mi jedynie po wlasnie takiej rozmowie z zaufana osoba a nie w samym srodku zalamania, bo to jeszcze bardziej czlowieka dobija ze szukamy zajecia wtedy na sile. Jedno mi sie bardzo motto spodobalo bardzo pozytywne: “Nie wybrales mnie, zegnaj wiec!”. Poza tym jak mowi mi moja mama… “Jezeli mamy byc kiedys razem to i tak bedziemy, co ma sie stac to i tak sie stanie!” i w sumie podzielam jej motto, mi nawet pomoglo. Wiec nie mowcie ze nikogo nie macie, bo kazdy ma choc jedna osobe z ktora sie trzyma albo kogos w rodzinie do tego odpowiedniego. Co ma byc to bedzie…

  151. Jestem tydzien po rozstaniu, najgorsze, ze to ja do tego dazylam. Juz w okolicach sylwestra probowalam zakonczyc ten zwiazek, ale nie dalam rady emocjonalnie i dalam nam jeszcze jedna szanse. Tydzien temu powiedzialam, ze to naprawde koniec. Bylismy ze soba 2,5 roku, caly czas w zwiazku na odleglosc. Brakowalo mi jego bliskosci, gestow, opieki, tego, zeby byl czasem przy mnie, jak wracam z pracy, zeby pomogl mi wniesc rower. Fizycznosci. Widywalismy sie jeden weekend raz na 4-6 tygodni. On dawal mi niesamowite wsparcie emocjonalne, rozmawialismy ze soba codziennie przez godzine, potrafil mnie sluchac, ale tez wymagal wsparcia z mojej strony, ktorego juz nie potrafilam mu dac w takiej ilosci. K. choruje na rzadka chorobe genetyczna, przez ktora praktycznie nie moglibysmy mieszkac razem, prawdopodobnie nie moglibysmy tez miec dzieci, a jesli juz, to glownie ja bylabym za nie odpowiedzialna. Nie chcialam tak, chce ojca dla moich dzieci, ktory bylby dla nich czyms wiecej niz glosem w telefonie. Choroba ta wiaze sie z uciazliwymi dolegliwosciami, migrenami, cierpieniem, wiec czesto musialam sluchac jego narzekan. Ale nawet to bylam w stanie zaakceptowac. Najgorszy dla mnie byl ten brak fizycznosci, a dla niego brak wsparcie emocjonalnego z mojej strony – w zasadzie chcial, zebym czytala w jego myslach, a gdy mi sie to nie udawalo, obrazal sie, a gdy nalegalam na wyjasnienie, zaczynalismy dyskusje, przeradzajaca sie w klotnie. Tak wiec choroba + te klotnie + brak bliskosci fizycznej wykanczaly mnie. Wiem, ze moja decyzja byla racjonalna, ale mimo to jest mi cholernie ciezko – nie moge spac, serce bije mi szybko, uderzenia goraca, nudnosci, brak koncentracji. Chce z nim byc, chce z nim dalej rozmawiac, ale wiem, ze jest to nieracjonalna milosc. Chcialabym miec dosc sily, zeby to przetrwac.

  152. Witajcie:) Jak miło jest znaleźć forum na którym można się wypowiedzieć na temat swojego bólu i nie być wyśmianym. Doskonale rozumiem cierpienie jakie przeżywają osoby po rozstaniu bo niestety byłam w takiej sytuacji nie raz. Jednak za każdym razem jest tak samo,nie można nauczyc sie mniejszego cierpienia.
    Od 7 lat jestem mężatką. Pierwsze lata były niezłe, patrząc z perspektywy czasu, dlatego że przymykałam oko na wiele rzeczy. Po paru kolejnych zaczęło mi brakować poczucia bycia ważną dla męża. Zero przytulania,zaplanowany sztuczny seks, musiałam pytać czy mnie kocha. Wiem,że tak,ale czy to nie jest tylko przywiązanie?Pochodzę z rodziny,gdzie ojciec jest alkoholikiem,matka mieszka sama,ma depresję i długi. Jestem uzależniona finansowo od męża i mieszkaniowo też. Rok temu poznałam młodszego,inteligentnego gościa, który szalał za mną. Dla niego zdecydowałam się odejść od męża,jednak straciłam pracę i nie mam dokąd pójść. On też nie ma mieszkania własnego i dopiero rozpoczał pracę. Teraz chce się wycofać bo nie ma juz ochoty dłużej czekać na mnie. Płaczę pisząc to,łzy kapią mi na klawiaturę:((((. Zaangażowałam się bardzo mocno, jestem bardzo nieszczęśliwa.Nie wiem co robić… . Wiem jak to wygląda. Powinnam dam sobie dac spokój. Zostawić męża nie problem,jego tak. Snuliśmy wspólne plany na przyszłość. Teraz myślę,że może jestem dla niego za stara,może dotarło to do niego i nie chce mi tego powiedzieć? Cięzko mi cholernie:(

  153. W czwartek zakończyłam roczny związek – z dziewczyną. Rok to może nie tak długo, ale ja cały ten rok spędziłam z Nią… A teraz mam zacząć żyć bez Niej… Jest mi bardzo ciężko, naprawdę myslałam, że w końcu spotkałam kogoś, z kim spędzę długie lata… Myslałam, że jesteśmy szczęśliwe, a jak się okazało, Ona nie była… Stwierdziła, że od jesieni zeszłego roku ja się zmienilam, oddaliłyśmy się od siebie… W lutym zerwała ze mną po raz pierwszy, potem poprosiła o szansę, aby w czwartek po raz drugi i pewnie ostatni mnie opuścić… Powiedziała, że nie czuje tego co kiedyś, że nie kocha mnie tak jak powinna, ze nie chce się juz męczyć… Dzień później się upiłam i pijana pojechałam do niej. Chciałam zapytać po raz ostatni, czy to naprawdę koniec i kim ja w ogóle dla Niej byłam… Nie umiem bez niej żyć, nie wyobrażam sobie tego, bo do tej pory każdy dzień, tydzień, miesiąc spędzałysmy razem. Nie umiem sobie uzmysłowić, jak mozna kogos kochac, a potem przestać. Ponoć byłam najwspanialsza…

  154. u mnie sprawa jest swieza.wczorajsza dokladnie. jest mi bardzo zle.ale moze od poczatku.
    od zawsze wiedzielismy ze to nie bedzie latwy zwiazek,bardzo wiele roznic,ale mimo wszystko duzo tez nas laczy.sprobowalismy.wyjechalismy razem za granice,wynajelismy mieszkanie,oboje pracujemy.a wczoraj sie rozstalismy. nie wiem co robic. najsmieszniejsze jest to ze sama w pamietniku pisalam ze to faktycznie nie ma sensu,a teraz oddalabym wszystko zeby to rozstanie nigdy nie nastapilo. mimo ze on ma wiele cech ktorch nie potrafie zaakceptowac,to kocham go i nie wyobrazam sobie mojego zycia bez niego.i nie wiem co teraz ze mna bedzie.jak juz pisalam,jestem na obczyznie.wracac do domu i na nowo szukac pracy, o ktora tak ciezko? zostac tutaj samotna,ale z praca,w miescie gdzie wszystko bedzie mi go przypominac? ludze sie ze jak dzis porozmawiamy to damy sobie jeszcze jedna szanse,bo nie potrafie zyc bez niego.nie wiem co robic, zawsze sadzilam ze blaganie o kolejna szanse jest ponizajace,ale chyba nie mam wyjscia.przepraszam ze pisze troche chaotycznie,ale caly czas placze :/

  155. Minął tydzień… Umieram od wewnątrz :/ Nie odzywamy się do siebie, nic zero kontaktu… to tak potwornie boli, że jestem Jej obojętna 🙁 w sobotę po raz pierwszy pomyslałam, że gdybym się zabiła, byłoby lepiej…

  156. u mnie minął rok od rozstania i nie mogę się pozbierać,nie mam siły i chęci do życia….boje się że ten ból nigdy się nie skończy…

  157. zakończyłam roczny związek z chłopakiem, którego kochałam jak jeszcze nikogo. dosyć miałam ciągłego olewania mnie tym bardziej, ze ja robiłam dla niego wszystko. cały czas spędzałam z nim, kazda chwile. rezygnowałam ze spotkan ze znajomymi, nie chodziłam na imprezy bo jemu sie to nie podobało. teraz zostalam sama. nawet kiedy mówiłam mu, ze to koniec nie traktował mnie powaznie. wiele przykrości mnie spotkało z jego strony ale teraz pamietam tylko to jak nam było dobrze. nie wiem ile czasu minie zanim sie pozbieram. nie chce juz wiecej płakac przez niego.

  158. Witam Was ponownie. Przeczytałem wszystkie wasze wypowiedzi, rozumiem was bardzo dobrze. Jeśli potrzebuje ktoś pomocy, rozmowy, wysłuchania – oddaje się całym sercem by komuś właśnie z was skrzywdzonych pomóc. Nr GG : 22385777 Zapraszam do rozmowy

  159. ja od 2 miesięcy nie wiem co robić,z dnia na dzień jest coraz gorzej….śnię o niej co noc,co noc we śnie słyszę,że napisała sms…najgorsza jest jej obojętność,myśl,że to już koniec….nie chce się żyć ale to nie jest przecież rozwiązanie….mój sposób na przetrwanie dnia to łóżko,leki i spanie….a co z pracą i przecież mam moje oczko w głowie…moje dziecko.

  160. Czesc nie wiem co mam robic… Bylam z chlopakiem 9 miesiecy byla sytuacja rok temu gdy jeszcze z nim nie bylam ze pewien chlopak naobieywal mi gruszki na wierzbie potem zostawil. Przyznalam sie do tego chlopakowi lecz on nie zrozumial zostawil mnie . Podcielam sobie zyly on sie smial potrzebuje pomocy nie umiem sobie sama z tym poradzic… Nie umiem zyc bez niego on juz znalazl sobie inna chodz dobrze wiem ze to wlasnie mnie kocha… nie wiem co mam robic;( serce mi pęka nie jem nie funkcjonuje normalnie… zycie mi sie zawalilo poradzcie prosze

  161. witam
    Moim problemem jest facet który pojawił się w moim życiu całkiem nie dawno. Odrazu się zakochałam, teraz wiem że kocham, a on odszedł, mówiac że nie może odnaleźć się w nowej sytuacji. Dodam że był 3 lata sam. Pewno popełniłam masę błędów jak to zakochany człowiek, pewnie za dużo chciałam dać od siebie, czasami chyba zapominając o sobie – najważniejszy był, jest on. Dziś dzwoni do mnie pyta jak się czuję itd… rozmawiamy o wszystkim tylko nie o nas. A ja chodze i ryczę, ryczę za kimś kogo ledwo poznałam i straciłam… Czy to normalne??

  162. Przede wszystkim to znajdź sobie jakieś zajęcie. Idź na rower, umów się z koleżanką do kina lub zrób coś dla siebie- zmiana image, nowy strój, fryzura. Przestań siedzieć i rozpaczać – mówię z doświadczenia. Im ja byłam bardziej załamana, tym jemu było fajniej i miał satysfakcję. On w najlepsze się uśmiechał, nia miał co prawda innej, ale chciał mi pokazać jak mu dobrze. Podczas gdy ja wodziłam za nim wzrokiem, patrzyłam co robi, wypytywałam sie znajomych co gdzie i kiedy. W pewnym momencie moja psiapsióła mną potrząsnęła. Powiedziałam dość. Teraz ja pokazałam, że zaczyna mi być dobrze, że minęła mi rozpacz i że zbieram się do kupy. Zmieniłam fryzurę, zapisałam się na prawo jazdy, gdy się o tym dowiedział to zmienił do mnie podejście. Zobaczył, że ja sobie dam radę bez niego. że nie jest pępkiem świata i ja też jestem coś warta. Podcinaniem żył nie sprawisz, że do Ciebie wróci, tylko stałaś się w jego oczach żałosna. Wybacz, że jestem bezpośrednia, ale przezyłam to wszystko. Sądzę że u Ciebie tak jest, ze względu na to jak napisałaś że on się z tego śmiał. Cieszy się, że Tobie jest źle, to przez niego chciałaś odebrać sobie życie. I po co? Ob będzie żył dalej. A Ty nie odebieraj sobie szansy na poznanie kogoś innego. . Uwierz w siebie, jesteś na pewno wartościową dziewczyną, tylko się trochę pogubiłaś. Wiem, że cierpisz, wiem, że ten ból jest nie do wytrzymania i że nie potrafisz przestać o nim myśleć. Wiem. Wypłacz się, wygdaj z bliską Ci osobą i przede wszystkim przestan go idealizować. Postaraj sie poszukać u niego tych złych stron, wad, popatrz nawet jak teraz Cię traktuje, śmieje się z Twojego cierpienia. I co nadal go chcesz? Gdy Ty będziesz płakała on będzie się śmiał. Zasługujesz na faceta, ktróry obetrze Twoje łzy i powie “Nie płacz kochanie”. Z całego serce Ci tego życzę. 3majcie się wszyscy:*

  163. Droga Iwono:), mam niemałe doświadczenie w rozstaniach i jedno co mogę ci doradzić to zaakceptowanie tej sytuacji. Niestety ten facet widocznie nie jest ciebie wart i choć teraz wydaje ci się że jest odwrotnie, uwierz w siebie:). Pewne sprawy układają się nam tak jak tego chcemy, a inne się walą na stałe. Teraz to dla ciebie żadne pocieszenie, ale najlepszym lekarstwem jest czas. A ciebie pewnie uleczy nowa miłość, która na ciebie czeka gdzieś. Musisz tylko wyjść do niej:). Spotkaj się ze znajomymi, pójdź tam gdzie zwykle lubisz chodzić, ale wcześniej odpicuj się, zrób sie na bóstwo i uśmiechnij do siebie w lustrze, spójrz jaka jesteś piękna i silna :))). I nie rób głupstw, podcinanie sobie żył dla faceta, który jest nic nie wart, jest bez sensu. Okaleczysz tylko siebie, na stałe mogą zostać blizny. Nie poddawaj się, nie jesteś sama:). Pozdrawiam.

  164. Witam was wszystkich.
    Cieszę się , że trafiłem w to miejsce.”Troszkę” się pogubiłem i potrzebuje wsparcia,pocieszenia albo kopa w tyłek.W kazdym razie jest źle.
    A oto historia ma.Mam trzy dychy na karku.Dwa lata temu wykryto u mnie nowotwór,przeszedłem wszystkie etapy leczenia od operacji przez chemię i inne sprawy.W tym czasie odwiedzała mnie moja dziewczyna.W szpitalu w domu-zalezy gdzie byłem.Bardzo chciałem z nia być i mieć ją przy sobie,problem polegał na tym ,że nie zawsze mogliśmy się dogadać.Strasznie sie upierałem na to żeby czas choroby przeżyć w miare spokojnie,bo mimo iż dawalem sobie z tym radę to jednak wewnątrz obciążało mnie to psychicznie i nie mialem siły na sprzeczki,ciche dni i inne tego typu sprawy.Prosiłem ją o spokój,o pochamowanie nerw i o pare tygodni ukojenia między nami.Było mi to potrzebne jak powietrze i wiedziałem ze odpoczynku po tym wszystkim w jej ramionach nie dam rady dalej walczyć.A problemy zaczęły się nawarstwiać-kolejne złe wyniki lub błędne.Doszło do tego że zacząłem sie wszystkiego bać,unikać lekarzy mimo iż to niewskazane,włączyło mi się “NIE’ na wszystko.Nałożyło się wiele spraw-źle się czułem,byłem słaby po leczeniu,nie mialem pieniędzy a do pracy nie bylem w stanie wrocić-paranoja,bez jednego dnia wytchnienia przez 1,5 roku.Skończyło się depresją,unikaniem ludzi przestałem dbac o siebie i czulem się dokładnie jak skończony nikt.A fizycznie tak samo.w dniach przebłysku starałem się umilac jej czas i byc obok,ale to były rzadkie dni.Ona też sie starała.Tylko,że fundowała mi dość dużą sinusoide uczuć-od gór po same dna dolin.To nawet jest fajne i niesie emocje ale nie w takiej sytuacji.Mówiła o zamieszkaniu razem o rodzinie i bardzo tego chciałem.Ale znów-brak pieniędzy,niemożność podjęcia pracy itp itd….No i najważniejsze-to pieprzone ukojenie na pare dni.Zapomnienie o tym co przeszedłem.Nie mogło to dłużej tak trwać,więc udałem sie do pani psycholog.Troche mnie te wizyty uspokoiły,bo stwierdziła,że takie stany lękowe po tego typu przejściach to norma i można z tym walczyć.Więc tę walkę podjąłem,zeby było mi lepiej,zeby było jej lepiej ze mną i żeby móc stworzyć nas na dobre.No i stworzyliśmy.W styczniu mnie rzuciła.Tłumaczyłem,że to choroba,że musze poprostu dojść do siebie,że to że mnie nie ma wszędzie tam gdzie być z nią powinienem to nie moja wina,że jeżeli śpie dwa dni to tak jest po chemii ,że jestem bardzo słaby i nie zawsze dojade wszędzie na czas i że naprawde jedyne co potrzebowałem to pare dni wytchnienia od wszystkiego-od decyzji,od walki ,od zmartwień.Bo nawet decyzja o kupnie papieru toaletowego mnie przerażała…..(i tu bym chciał zabluźnić).
    Ostanio odezwałem się do niej,pojechałem chciałem raz jeszcze wytłumaczyć……groch o ściane.
    Z jednej sytrony mam do niej żal ,że nie dotrwalismy razem do końca tego horrou.A do siebie jeszcze większy ,że to tak długo trwało i nie byłem w stanie być dla niej taki jaki być powinienem.
    Kocham ją bardzo,nie moge miejsca sobie znaleźć,w pracy nie pracuje,w domu nie odpoczywam,myśle cały czas o niezrealizowanych marzeniach,o jej rodzicach o jej dniach i nocach.Kocham i tęsknie tak że boli.
    Proszę dajcie mi kopa albo pomóżcie się opanować.Przeciez nie po to walczyłem o zycie ,żeby teraz marnowac każdy dzień.

  165. Drogi Arturze!
    Z uwagą przeczytałam to co tu opisałeś, to bardzo przykre gdy kogoś tracimy, ale Ty dostałeś drugą szansę na życie wykorzystaj ją jak najlepiej potrafisz. Może to głupie co napiszę, ale przeżyłam coś podobnego w życiu i wtedy pomogła mi myśl, że może w tych trudnych chwilach była nam potrzebna właśnie ta osoba, która odeszła, a teraz czas na coś nowego, na kogoś innego. Wiem, że to trudne ale musisz myśleć, że co najgorsze za Tobą, że teraz czas na słoneczne dni w Twoim życiu. Musisz wziąść się w garść, pomału zacząć od nowa żyć, znaleźć pracę, wyjść do przyjaciół, ale przede wszystkim uwierzyć jeszcze raz że dasz radę, uwierzyć w siebie!!! Z całego serca życzę Ci zdrówka i siły! Trzymaj się chłopaku:)

    Iwono!!!
    Nie możesz myśleć o samobójstwie, w żadnym wypadku! Czy dałaś sobie życie by samej teraz je odbierać? Czy przez moment pomyślałaś o tych co są z Tobą i Cię kochają? Musisz odnaleźć w sobie siłę, zachować szacunek do siebie, pokazać że dajesz sobie świetnie radę. Nie można się tak łatwo poddawać. Facet, który Cię skrzywdził napewno nie zasługuje na żadną Twoją łzę, jego zachowanie jest poniżej jakiegokolwiek poziomu, bo to nawet nie zachowanie dziecka. Trzymaj się cieplutko:*

    A co do mnie…
    Nadal do siebie dzwonimy, rozmawiamy i jakoś trudno nam zerwać ten kontakt. Nie wiem czy to dobre, po każdej rozmowie robię sobie nadzieje, ale już nie płaczę. Chyba zrozumiałam że mimo tego co do niego czuje nie mogę pozwolić na to by jego odejście rozwaliło całe moje życie. Mam rodzinę, kilku przyjaciół, pracę i szkołę, przecież to wszystko musi nadal funkcjonować i na to wszystko ja potrzebuje sił. Wśrodku jest to nie do zniesienia. Nie mam żalu do niego o to co się stało, przecież na siłę mnie nie pokocha ani ja nie mogę kochać nas za dwoje. I tak sobie codziennie to wszystko tłumaczę, narazie w jakimś stopniu to pomaga nie wiem na jak długo.

    Życzę Wam spokojnej nocki!

  166. Wiem , że musze wziąść się w garść.Ale cały czas myślę żeby ją odzyskac.Tęsknię za nią a wszystkie inne kłopoty nikną w moich oczach w porównaniu z jej stratą.Cały czas mam myśli , że mogłem coś więcej,mogłem lepiej mogłem bardziej…..Marzyłem , że jak minie burza to z nią zaznam powrotu do zycia.
    Długo tak nie pociągnę.Jak mysleć,jak zapomnieć albo jak odzyskać…

  167. Drogi Arturze. Brawo! Wygrałeś walke z ciężką chorobą:). Trudno oceniać twoją dziewczynę, bo sama nie wiem jak zachowałabym się ja w obliczu choroby mojej kochanej osoby. Na pewno czas zaleczy rany,a poki co musisz znaleźć w sobie siłe na to by przetrwać. Wiem, że łatwo się pisze, gorzej robi…ale nie jesteś sam.:). Zawsze możesz napisać tu do nas:). Mi osobiście nikt nie napisał co mam robić z moim problemem, ale pomogły Wasze przeżycia, fakt że ktoś przeczytał moją historię. Pozdrawiam cię cieplutko:)

  168. Dziękuję Ci Eryko za słowa otuchy.
    Co do oceny tej “mojej” dziewczyny , to najchętniej wysłuchałbym że to zła kobieta była,ze zouza,ze niewyrozumiała i inne takie komplementy,ale wiem że nie tędy droga.
    A co do rad-to tez najchętniej bym oddał swoje zycie w czyjeś ręce bo moje opadły.I jak je podnieść???
    Również ciepło pozdrawiam.

  169. I powiedzcie proszę,że potem istnieje życie,Że jest szansa byc szczęśliwym,że mozna pokochać albo zostac pokochanym.Bo ja sie miotem między smutkiem ,żalem ,tęsknota i opłakiwaniem straty a chęcią walki o nią.

  170. Istnieje potem życie Artur:), tylko trzeba je dostrzec w szarości dnia codziennego. Przez przysłonę przeszłości można nie zuważyć teraźniejszości…można coś przegapić;). Zacznij się do siebie uśmiechać, ja robię to codziennie bo inaczej zwariowałabym. Dużą rolę odgrywa przyjaciel, bądź znajomi. Taki ktoś, kto widzi, że istniejesz, kto z toba będzie rozmawiał. Wiem, że to wszystko mało by ci teraz pomóc, ja w tej chwili też jestem w dołku ale staram sie nie wpaść w przepaść. Radzę tobie a samej chce mi się płakać…:) ale kocham życie, choć czasami jest takie beznadziejne…wiem,że wkońcu zaświeci słońce. Dobranoc:)

  171. Dzięki Eryka.
    Już wiem , że to życie łatwo stracić , ale nie potrafie sie nim cieszyć.Przygniotły mnie te ostatnie lata a na dobitke ona i myśli o niej.Nie daje rady.Niedługo zaczne sie tulić do ścian.Tak mi brak tej chwili spokojnego ukojenia.Bedę biegał po parku , i ganiał staruszki żeby sie wtulić-gorzej niż mały dzieciak.
    Przemilego dnia.

  172. Uśmiechnęłam się kiedy wyobraziłam sobie ciebie biegającego za staruszkami:), uważaj tylko bo któraś może nie zechcieć cie puścić:). Ja nie wiem co robić… . Obraził sie na mnie mój gość bez powodu…nie napisał rano smsa,zawsze to ja piszę ale teraz już mam dość przepraszania za nic…Zreszta to nie temat na tym forum.

  173. A ja mały nie jestem!!!Także moglaby się staruszka troche zdziwić….ale jakby tylko przytuliła to może być nawet ze zdziwiona miną.

  174. No i właśnie siedząc w pracy wysłałem jej swoje zdjęcia na maila…..pięknie.Totalna męskość i zdecydwanie.

  175. Drogi Arturze. Ze swojego punktu widzenia powiem Ci, że nie rozumiem postępowania Twojej byłej dziewczyny. Dla mnie jak być razem to na dobre i na złe. Może i lepiej, że tak się stało. Wiesz już przecież, że nie możesz na nią liczyć w trudnych chwilach, na jej wsparcie. Wiem też, że to tylko słowa z mojej strony – bo jeśli się kogoś kocha to się tą osobę usprawiedliwia w każdej sytuacji i ciężko jest uwierzyć i przyjąć do wiadomości zaistniałą sytuację. Mam nadzieję, że sobie poradzisz. Ja Ci rad nie udzielę, bo sama nie potrafię poradzić sobie ze sobą:(

  176. No więc właśnie.najgorsze są myśli,kiedy obwiniam siebie.Że mogłem więcej,że za mało siebie dałem.Może by wtedy jej to tak łatwo nie przyszło.A ją gloryfikuje i rzeczywiście usprawiedliwiam każdy jej ruch swoimi błędami.To strasznie boli i chyba najbardziej.I ta puskta.

    Eryko-czemu sie nie odezwał.Coś zrobiłaś nie tak,czy poprostu focha walnął?

  177. Artur,on walnął focha…ma dość skomplikowany charakter, tylko że mi sie już cierpliwośc kończy. Teraz jest ok, ale zastanawiam się kiedy znowu sie obrazi. To bez sensu ważyc każde słowo, czekać jak sie zakończy rozmowa. Zawsze to ja wyciągam pierwsza dłoń, a przeważnie kłotnie są z jego winy :/. A ty nie obwiniaj się! Widocznie ona jest za mało dojrzałą kobietą. Taka choroba z jaką ty walczyłeś wymagała od ciebie ogromnego wysiłku i to ona powinna dawać ci wsparcie w tych trudnych chwilach! Mogła liczyc tylko na uśmiech z twojej strony i nic poza tym, a nawet złość czy zły nastrój był w twoim wypadku usprawiedliwiony:). Głowa do góry,proszę:)))

  178. Eryko-powiedz mi-to wy nadal ze sobą jesteście????
    Dzięki za uprzytomnienie mi co ja przeszedłem.Na chwile mi lepiej.

  179. Tak jesteśmy…moja sytuacja jest dużo bardziej poważna. Już pisałam, że ciągle jestem mężatką :(, a z NIM spotykam się od około roku. Problem w tym,że zakochałam się jak nastolatka i chyba daję sobą manipulować. Zaczęłam pisac na tym forum bo miesiąc temu ON chciał sobie odpuścić, stwierdził że już nie ma siły na mnie czekać. Nie mamy chwilowo możliwości by zamieszkac razem. Ja nie chcę by odpuszczał, ale na siłe nikogo się zatrzymac nie da…

  180. Z mężem gdyby się układało to nie byłoby JEGO. Mąż nie wie, może się domyśla… . Ta sytuacja jest dla mnie bardzo trudna i męcząca czasami, podwójne życie prowadzę. Muszę się starać, kłamać, grać:((((. To nie jest w moim stylu.

  181. eryczka-to może olej tego drugiego a w rodzinie się coś poukłada.Z jakiegoś powodu się z mężem związałaś.
    Może warto by tutaj energie włożć a nie w tamtego?

  182. A ja wczoraj nie wytrzymałem i pojechalem do niej.Jak frajer.Kurcze nie moge dotrzeć do niej a tak mi jej brak…..

  183. Miłość człowieka czasami ogłupia jak sam wiesz. Mąż mój potrzebuje niańki a nie żony. Przez kilka lat małżeństwa moja energia się wyczerpała, nie mam już siły ani ochoty niczego naprawiać SAMA. Zdaję sobie sprawę,że może się tak zdarzyć, że zostanę sama, lub bedzie ktoś inny niż mąż lub ON.
    Artur…czy ona z toba rozmawiała kiedy do niej przyjechałeś? A może ona boi sie czegoś?

  184. Powiedziała,że ja ją bardzo zranilem że nie było mnie tyle dla niej ile potrzebowała i że dość miała moich odrzuceń i że nie chce dalej tego ciągnąć.

  185. Czy ty sadzisz, że ją odrzucałeś? Bo co innego mieć złe dni, zły nastrój, a co innego odpychać kogoś… ja tego często doświadczam, to bardzo przykre i bolesne. Ona boi się pewnie, że mogłoby być tak znowu.
    Kobieta jest w stanie znieść wiele, lecz i jej kończy sie cierpliwość. Przepraszam jeśli ci tym nie pomagam, staram się być z tobą szczera…trudno jest oceniać kogoś nie znając jej.

  186. I odpowiadam.Tak sądze,że czasem mowiłem NIE na wszystko.Bardzo byłem przeciążony i wiele rzeczy od siebie odpychałem.

  187. Rozkochać na nowo… wszystko jest możliwe. Dajcie sobie trochę czasu. Niech opadną emocje. Trudno winić ciebie za to, byłeś w bardzo ciężkiej sytuacji, ale także nie można całkiem winić jej…myślę że jej też było ciężko. Jeśli macie być razem to na pewno bedziecie:)

  188. Tak sobie to tłumacze.Ale ciężko jest sluchać cały czxas NIE.Naprawde mam dość po tym wszystkim.Miałem nadzieje ze odpoczne w jej ramionach a ona w moich

  189. Walczyć , czy olać?Jeśli walczyć to jak,w jaki sposób???Zapomnieć-ale jak?Takie myśli mam cały czas a siedze w pracy!!!!!!!!!!!!

  190. wyjechałam z domu bo chciał czasu i miał wszystko przemyśleć. minął już tydzień a on mówi że nadal nic nie wie.W ciagu dwóch dni zmienił się nie do poznania. już nie jest tą samą osobą. nie wiem o co mu chodzi. owszem były kłótnie ale zazwyczaj jakoś się dogadywaliśmy. Stał się chłodny, gdy do niego dzwonię słyszę cześć bo nie mam czasu. Jemu już chyba nie zależy na tym wszystkim. Może znalazł sobie kogoś nowego?Staram się go zapytać o co mu chodzi ale mnie spławia. Byliśmy razem 5 lat, mieszkaliśmy razem. Chyba muszę zacząć się oswajać z myślą że to koniec.

  191. Ja postanowiłam poczekać jak to wszystko się potoczy.drogi arturze poczekaj trochę wszystko może się jeszcze ułożyć. Ona może nie jest gotowa żeby już do ciebie wrócić. ale jeśli nadal cię kocha to napewno do ciebie z czasem wróci. Wiem że chciałbyś żeby to stało się już teraz. Mi też trudno jest dać czas

  192. Myślicie by to skonczyć na dobre???
    Moja sytuacja jest dziwna i co najgorsze męczy mnie coraz bardziej, czesto płaczę… Mieliśmy już “roztanie”, które po 4 dniach się skonczyło, powiedział że tęskni… Dziś nie widzieliśmy się dwa dni na moje pytanie czy tęskni odpowiedział że “nie”:( sam nawet nie zadzwonił 🙁 Nie wiem co mam zrobić, zalezy mi na nim, kocham go, ale to nic nie zmienia:( Dziś sobie pomyślałam że kiedy się zobaczymy powiem mu “kocham Cię a Ty rób z tym co chcesz” ale czy to ma sens?? Tak bardzo bym chciała Jego, Jego pewnego, chciałabym wiedzieć że to ma przyszłość, albo pogodzić się z tym że to koniec:( Powiedzcie co mam zrobic by dostać konkretną odpowiedz?? A nie “czas pokaże wyluzuj”:(
    Czasami mam ochotę nie odezwać się do niego, przetrzymać, zobaczyć co będzie ale chwile później mam dziwne lęki typu, może się nie odzywa bo się coś stało i co robie oczywiście dzwonie:(
    Kompletnie sobie nie radzę z tym…:(

  193. I wszystko się rozpadło…Wiem że tak dla mnie najlepiej bo ten człowiek już na mnie nie zasługuje.boje się iść spać bo nie wiem czy zasnę. W ciemnościach dziwne myśli przychodzą do głowy. Wreszcie wiem na czym stoje. Zaczynam go nienawidzić za to co mi zrobił. Mam nadzieje że nigdy nie trafi już na taką osobę jak ja żeby ją bez powodu po tylu latach zranić. zamierzam wszystko zacząć od nowa. nie będę się pchać w żaden nowy związek bo nie chcę nikogo skrzywdzić tak jak ja zostałam skrzywdzona. Czuję złość na samą siebie że próbowałam coś na siłę ratować a on tak naprawdę się z tego śmiał. Czuję duży ból ale mam nadzieję że minie w końcu minie nie mam za kim rozpaczać. Odetnę się od wszystkiego co mnie z nim łączyło bo nie chcę siebie ranić. Trzymam za wszystkich którzy przeżywają to samo co ja kciuki. Mogę czuć się szczęśliwa bo mam wsparc ie w rodzinie. oni starają się mi pomóc. Mam nadzieję że uda mi się wyjść z dołka bo nie chcę skończyć tak jak mój brat który się zabił przez głupią dziwkę, która nie doceniała tego co ma.Wiem że nic dobrego z tego nie wyjdzie, sprawię tylko niepotrzebny ból rodzinie.

  194. Droga Sylwio jestem w podobniej sytuacji co ty. Wiem że trudno do niego się nie odzywać, ale tak będzie najlepiej. Sama siebie niszczysz wiem coś o tym:(. powiedz mu żeby zmienił numer bo tak będzie dla ciebie najlepiej. Mój były też wracał i odchodził, dawałam mu czas ale nic nie pomogło. Straciłam tylko szcunek do samej siebie. Teraz wiem że nie było warto. Mimo że jestem w małym dołku to próbuję sobie dać z tym radę wiem że tak będzie lepiej. Wiem też że jeśli facet raz kocha a raz nie to mu na tobie nie zależy. mój były robił podobnie. Jeśli jednak jego uczucie istnieje naprawdęto wróci ale czy ty nadal bedziesz go chciala. Ja mam nadzieje że oprę się i nie dam sobą dalej pomiatać. Ponoć*skurw*** zawsze wracają!

  195. Witaj Artur. Twoje myśli są jak najbardziej normalne, to trudne pogodzic się z faktem, że być może nic już nie uda się uratować. Próbujesz z całych sił podjąć decyzję ale chcesz tylko by było dobrze, znowu fajnie. Życzę ci byś znalazł w sobie siłę na to wszystko, a skoro jeszcze chodzisz do pracy to nie jest tak źle :). Ja chciałabym recepty na to co robić, jak się zachowywać by facet znowu szalał za mną? Być zołzą? Olewać? Bo tylko wiem że kocha, ale na zasadzie jesteś to super nie ma cię jakos przeżyję…

  196. Aha… myślę, że nie jesteś frajerem, zadaj sobie pytanie czy warto o nią walczyć… czy nie przeoczysz wtedy kogoś innego, kto mogłby cie uszcześliwić:)

  197. Nie wiem co Ci doradzić.Może zrób jak moja była-olej go-to zacznie wariować jak ja.Tylko,że jest ryzyko,że troche późno.Kiedy “moja” odeszła opadłem z resztek sił.skończyło się psychologiem,bo już miałem dość przemęczony po chorobie,wtedy bez pracy jeszcze,z kredytem i do tego jej odejście,bo miała dość mojego marazmu.Padłem na ziemię i zanim troche powstałem zeby o nią walczyć minęło dwa miesiące.Ale sama widzisz jak wariuję.tęksnie za nią ogromnie i chcialbym móc jej pokazac inny świat niż ten smutny i ciężki.
    Mówie Ci Eryczka-nie moge sie zebrać.

  198. Kicia dzięki:* co do zmiany przez niego nr telefonu to nie możliwe ze względu na jego pracę więc odpada, po za tym staram się nie uciekać przed tym, a postawić temu czoła. Jest mi źle, ciężko, ale w tym wszystkim widzę jakieś światełko. Może dlatego tak ciężko mi to zakończyć raz na zawsze:( Dziś zadzwonił do mnie z pytaniem czy pamiętam o sobotnich urodzinach wspólnego znajomego, na które jesteśmy zaproszeni, oczywiście odpowiedziałam że pamietam, zaczeliśmy rozmawiać jak kiedyś tzn co na prezent, kiedy mam czas by pobyć razem itd… Huśtawka emocjonalna na całego. Byłam u kumpeli pogadałam z nią bardzo szczerze, pokazała mi też moje błędy np że to ja unikałam spotkań z jego bliskimi, nie chciałam ich poznawać itd… Być może to wpłyneło na jego zachowanie dziś, być może pomyślał, że skoro nie chce poznawać jego bliskich nie myślę o nim poważnie. Szczerze dało mi to do myślenia…
    Kicia widzę że Ty “zmądrzałas” i nie dajesz sobie – gratuluje:)
    Eryka tej recepty też szukam ! Daj znać jak znajdziesz ! Ale myślę że olewanie to zły kierunek, przecież będziesz robiła to na siłę, a w sercu płakała. Trzeba coś wymyśleć takiego by nas to nie raniło, ale im dało takiego kopa by zrozumieli że jesteśmy jedyne w swoim rodzaju i warto się o nas starać!!!
    Arturze, może ona się zmęczyła, a moze ma jakieś problemy, w które Ciebie nie chce wciągać bo wie jak wiele przeszedłeś w ostatnim czasie?? Może chce Cię przed czymś uchronić? Sama nie wiem, nie znam sytuacji aż tak dokładnie, ale wiem ze narzucanie się daje złe efekty. Kiedyś tez się narzucałam, dzwoniłam, jeździłam itd… nie przyniosło to nic dobrego.
    No Kochani każdemu z Was życzę przede wszystkim uśmiechu i siły oraz wiary w siebie !!!

  199. Jak dobrze jest mieć z kim o tym pogadać:)…nikt nie wyśmiewa, nie mówi, że jest się głupim…
    Artur:) zbierz się, uśmiechnij na chwilę chociaż…mi na tym zależy:)

  200. Eryko tu nie ma najmniejszego powodu za śmiania się z kogoś, każdy z nas znalazł się tu z tego samego powodu tylko może innego bólu. I musimy być silni i nie dać się zwariować!

  201. No witam drogie Panie.
    Sylwio-ona z pewnością się zmęczyła.Tylko,że problem polegal na tym,że ja nie mogłem z tego od tak wyskoczyć i przestac męczyć siebie i ją a ona poprostu to zrobiła.
    Brak mi jej strasznie,czasem sobie tłumacze ze mi się tylko zdaje i sobie to wmawiam,bo często były momenty kiedy problemy załatwiała odwracaniem się na pięcie.Ale co z tego-tęsknie.
    Wczorja pojechałem,spotkanie skończyło się tym ,że razem usnęliśmy.I co z tego-teraz tęsknie bardziej.Ona na długi weekend jedzie do gdańska ze znajomymi-albo i nie-.
    Dziewczyny.jest godzina 7 rano a cały dzień przede mną!!!!!!

  202. Witam. No niestety i ja mam powazny problem. Nigdy nie przejmowalam sie rozstaniami- moze dlatego ze moje zwiazki byly dosc krotkie- albo nie czulam nic wielkiego do moich bylych. Od prawie roku jestem z pewnym chlopakiem i od jakiegos czasu zaczelo sie psuc. W swieta on poprostu mnie olal- chcial poprostu wolne- lecz zapomnial mi o tym powiedziec. Przestal sie odzywac i nie odpowiadal na moje smsy. Dlugo by opowiadac o tym zwiazku. Lecz teraz to ja postanowilam wziasc wolne od tego wszystkiego. Nasz zwiazek jakby sie wypalil- zaczelismy sie dusic w swoim towarzystwie. Juz 5 dzien nie mamy ze soba kontaktu…Wiem ze ja pierwsza nie odezwe sie do niego- chce zobaczyc czy mu zalezy.. Ja naprawde ostatnio bardzo sie staralam zeby miedzy nami bylo wszystko wporzadku- latalam nad nim jak nad jajkiem. Ale chyba zle robilam- bo on poczul ze ma przewage i zaczal byc taki zimny obojetny itd.. I zastanawiam sie jak to dalej sie potoczy…Czy ta przerwa Nam cos pomoze… Chcialabym zeby bylo tak jak na poczatku.. motylki w brzuchu itd… Moze macie jakas rade- jak na nowo wzniecic uczucie.. jak je odbudowac… I czy wogole jest to mozliwe….

  203. mala-mi , ja zaczynam w to wątpić.Powoli dorastam do myśli , żeby zerwac z nią całkowicie kontakt.Lecz wiem , że to trudne jak czlowiekowi zależy i tęskni.mam resztki nadziei ale ta nadzieja boli bo wzmaża tęsknotę.A ja nie mam sił po wszystkim co przeszedłem na doły i zarywanie reszty życia.
    Jak masz siłę to walcz!!!!Tylko zastanów się czy chodzi Ci o motylki w brzuchu czy o niego.

  204. Droga Mala-mi, widać, że facet zachowuje się jak prostak. Uważam, że każdy zasługuje na jakieś wyjaśnienie swojego zachowania. Ja czasami mam podobnie, tylko że moj po 1 dniu pyta chociaż czy żyje… chyba nie potrafi inaczej. Powinnaś prosto z mostu zapytać o co chodzi, czy chce z tobą być. Doświadczone kobiety mówią, że faceta trzeba krótko trzymać. Ale jak tu go nie przytulać? Jak nie mówić o uczuciu do niego? Jak nie sprawiać mu przyjemności skoro w nas drzemią instynkty opiekuńcze i kiedy pełne miłości jesteśmy to nią obdarowujemy swojego kochanego? Powinni to w nas docenić póki nie jest za późno, póki zranione kobiety nie staną się zołzami na zawsze.
    Arturku:) Witaj, głowa do góry…powinieneś ją zapytać czy wspólne zaśnięcie coś znaczy. Skoro w ogóle otwiera ci drzwi, rozmawia z tobą ,to może nie wszystko stracone…

  205. Eryko-myśle , że jestem jej zupełnie obojętny.Usnęła jak z poduszką chyba.A ja głupi uradowany bylem jak dziecko.Wczoraj usnęła przy mnie a dzisiaj cisza.Z pracy na gg chciałem zagadac to pare zdań zupełnie neutralnych i po rozmowie.Boli jak jasna cholera a ja z siebie frajera robię.

  206. Więc myślę,że powinieneś sobie na kilka dni odpuścić. Nie pisz, nie dzwoń, nie odwiedzaj. Wiem, że to trudne… i albo wtedy ona bedzie chciała albo nie. Nie wiem po co tak robi, zasypia z tobą a potem jest zimna jak lód. To chore jeśli nie chce już nic:/

  207. Mi pomagało myslenie o tym co było złe i jak mogłoby się to przełożyć w dalszym życiu. Starałam się myśleć o negatywnych cechach jego charakteru, o tym że koniec końców i tak by mnie zranił. Codziennie mówiłam sobie,że jestem zajebista, fajna laska, wartościowy człowiek i zasługuję na kogoś kto to doceni i kto będzie ze mną na dobre i na złe. Myślę, że jesteś ok. Dostrzegasz swoje błędy i potrafisz wyciągać wnioski. Myślę, że mógłbyś się spotkać z kumplami, może z rodziną. Wyjść gdzieś, poszaleć. Życzę ci pogody ducha i wiary w swoje bogate wnętrze. Życze ci by twój ból minął już, byś się znowu uśmiechał:)

  208. Eryka to wcale nie takie proste wszystko jest- zapewne wiesz to z wlasnego doswiadczenia… Mija kolejny dzien- a ja chociaz mialam nadzieje ze spotkam go na uczelni- ale niestety nie:( Boje sie ze te nasze milczenie potrwa z 2 tygodnie- pozniej bedzie jakis czas dobrze i znowu sie rozpadnie. Wiec wolalabym juz teraz zakonczyc to wszystko niz byc w takiej hustawce nastojow. Wlasnie najgorsze jest to tak jak wspomnialas ze jak sie kogos kocha to chce sie go przytulac, calowac itd…Boje sie ze pierwsza do niego napisze- nie wytrzymam- a on znowu bedzie gora… 🙁 ojjj:(

  209. A ja już mam dość 🙁 Pierwszą swoją wielką i prawdziwą miłość straciłam w 2008 roku, długo się z tego zbierałam, do dziś nie rozumię dlaczego wtedy nas to spotkało, pewnie byłabym szczęśliwą mężatką może nawet z dzieckiem 🙁 ale on odszedł na zawsze… Mijały dni, tygodnie, miesiące, aż wreszcie od jego siostry usłyszałam ” nie możesz zyć w wiecznej żałobie poznaj kogoś…” od tych słów mijały kolejne tygodnie, aż spotkałam Jego. Pomyślałam sobie oddam wszystko by było dobrze, szybko się zaangażowałam, pokochałam, chciałam znowu być czujaś. Nie zapomniałam o pierwszej miłości, ale zrozumiałam że przecież muszę być znowu szczęśliwa. I teraz mimo że chyba zrobiłam wszystko i tak nie jest dobrze, do szału doprowadza mnie to że on nie rozumie nic, wg niego wszystko jest ok, nawet to że się nie widujemy ostatnio prawie wcale. W sobotę mamy iść razem na imprezę tylko po co 🙁 chciałam się z nim zobaczyć wczoraj, dziś by pogadać, pójść na spacer ale on ma cos do zrobienia i nawet w to wierze że musi coś tam zrobić, że to pilne ale tak bardzo mi go brakuje, nie potrafię nawet zabrać się za pracę semestralną, która mam oddać do jutra bo ilekroć to robię myślę jeszcze bardziej o nim, patrze na telefon, który milczy… Tak bardzo chciałam znowu poczuć miłość, poczucie bezpieczeństwa, spokój, myslałam że z nim sobie wszystko ułożę od nowa poskładam swoje życie, miałam tyle wiary… a dziś 🙁 staram się być silna, staram się coś robić tylko że nic nie wychodzi… Mam dość ;(

  210. Bo mi sie zdaje, ze my (kobiety) za bardzo sie angazujemy i za szybko a fececi to poprostu wykorzystuja… Moj telefon tez ciagle milczy i milczy…Codziennie prawie placze- ale to i tak malo pomaga… I ciagle o nim mysle- i zastanawiam sie czy on chcoiaz troche mysli o mnie i czy jest mu dobrze z ta przerwa, czy teskni… Czy moze cieszy sie ze ma spokoj ze mna::(

  211. Faceci się mało angazują uczuciowo?????????????????????????????No chyba was zaraz udusze wszystkie.

  212. Życzę wam wszystkim udanego weekendu.
    Mam nadzieję,że na chwilę odetniemy się od myśli o nich a ja zapomnie o Gdańsku.
    Trzymajcie się i kciuki za mnie.

  213. Oczywiscie mowie to z wlasnego doswiadczenia- ze faceci malo sie angazuja uczuciowo. Ale zapewne sa tez inni faceci- ktorzy umieja kochac itd. Wiec sie tak nie bulwersuj Arturku. Bo Ty chyba nalezysz do uczuciowych facetow. Moj weekend nie bedzie udany- bo chora jestem i buuu:( Dzisiaj mialam piekny sen ze swoim <>. Szkoda ze to byl tylko sen:(

  214. hej
    a ja wczoraj byłam ze “swoim” na zakupach, potem na spokojnej kawie i rozmowie, dziś jedziemy razem na impreze urodzinową znajomego, tak się obawiam tego wypadu, no ale postanowiłam że jadę to nie będę zmieniała zdania. A wczoraj praktycznie nie dotykaliśmy tematu “co dalej z nami”, smialiśmy się, rozmawialiśmy jak kiedyś na samym poczatku naszego bycia. I może byłabym szczesliwa gdyby nie wewnętrzny lęk i obaw tyle.
    Buziaki:*

  215. Niestety muszę poprzeć mala-mi, większość facetów za mało angażuje się uczuciowo. Nawet jeśli są zakochani, okazują to tylko na początku, a potem wydaje się im, że już nie muszą nic robić by było fajnie. To my musimy być zawsze piękne, czyste i wyzywająco ubrane, my musimy o siebie dbać…fałszywy mit:/. Ja chcę czasami usłyszec komplement, chcę czasami słyszeć, że dla nie go jestem wyjątkowa, chcę czuć że jestem dla niego ważna! Drodzy mężczyźni!Czy to tak wiele?????
    Miłego weekendu życzę wszystkim i pozdrawiam:)

  216. W obronie facetów 🙂

    Byłem z dziewczyną 7 lat. Chodziliśmy razem do klasy w szkole średniej. Pojechaliśmy na wycieczkę, a ona zapomniała śpiwora i tak się zaczęło. Robiliśmy dosłownie wszystko razem. Pierwsze dłuższe wyprawy w góry, które są moją pasją, pierwsze wejścia na szczyty, przejechaliśmy wspólnie Polskie Wybrzeże. Paryż, Litwa na rowerze itp. Wszystko razem. Najwspanialsze wspomnienia. Osiemnastki i inne imprezy. Pierwszy seks itp. Potem razem na studia, to znaczy ona na budownictwo, ja na elektronikę. Po roku stypendia naukowe i zaczynamy drugi fakultet (każde z nas). Oceny poszły w dół. Pierwsze niepowodzenia. Ja przetrzymałem. Ona mówi, że nie daje rady i rezygnuje. Mówię, no dobra tylko rób coś np. ucz się języka. Razem mieszkamy i razem studiujemy. Poszła do pracy na 5 roku jako projektant. Przychodziła zapłakana, że wykorzystują, że mało płacą itp. Serce ściskało na ten widok. Zacząłem szukać dla niej jakieś lepszej pracy i znalazłem w Holandii. W biurze projektowym zarabiała tyle co w Polsce tylko że w euro. Ja nie pojechałem bo kończyłem studia (2 fakultet). Na początku jakoś dogadywaliśmy się prze skypa. Odwiedzała Polskę, ja odwiedziłem ją. Kiedy nadchodziły wakacje – obrona pracy zaczęło się kręcenie. Nie przyjeżdżaj do Holandii, bo ja przyjadę. Dostałem ofertę pracy w firmie (firmie marzeń). Odpowiadało mi, że wróci i będziemy razem. Ja w bardzo dobrej firmie a jej coś znajdziemy. Po wakacjach miała wrócić. Nie wytrzymała i w sierpniu mnie rzuciła. Bo menel jestem, bo nic ja w życiu nie osiągnę bo chce być sama. Szok. Pytam czy a kogoś, a ona co mnie to obchodzi. Dziewczyna nie do poznania. Wróciła do Polski w październiku i nawet zobaczyć się nie chciała, porozmawiać, po prostu nic, jak bym jej rodzinę wybił i dom spalił. Tym bardziej mi przykro, że jest m.in. chrzestną mojej siostrzenicy. Nawet nie chce odwiedzić.

    Wspierałem ją przez cały czas. Na wiele błędów na sumieniu. Niektórych się wstydzę, nawet bardzo. Dosłownie życie bym za nią oddał. Za innymi dziewczynami się nie oglądałem. Przez 7 lat ONA. Z myszki siedzącej w kącie pomogłem stać się pewną siebie lwicą. Dostałem kopa w tyłek i tak się skończyło. Teraz wiem, że uwiódł ją o 8lat starszy holender. Z nim na odległość już żyć może. A ze mną w Polsce nie chciała.

    Teraz wiem o co jej chodziło, że ja bieda i menel jestem. Z holendrem po studiach nawet tym samych fachu to ja szans nie mam pod względem finansowym.

    7lat zostało mi ukradzione 🙁

  217. Kamil Twoja historia jest poprostu powalajaca- az brak mi slow normalnie…. No ale sa rozni ludzie na tym swiecie… Ja ostatnio sobie uswiadamiam ze mnostwo jest mojej winy w tym jak sie toczy moj zwiazek… Strasznie sie zmienilam odkad zmienilam studia, miasto, towarzystwo itd…Non stop klocilam sie ze swoim- potrafilam wyjsc od niego o 2 w nocy bez powodu- bylam strasznie zazrosna itd… Tak naprawde to dziwie sie ze on tyle ze mna wytrzymal… No a teraz jak planuje sie zmienic na lepsze- zrobic cos dla siebie w zyciu to nie wiem czy juz bedzie chcial ze mna byc…

  218. cd.

    Dziewczyna rzuca mnie w sierpniu. Ja pracuję w Polsce, w firmie marzeń – buduję mosty. Wszystkim mówię, że wraca moja kochana. Z natury jestem osobą energiczną, charyzmatyczną (tak mówią inni). Z dnia na dzień dosłownie padłem nie tyle na kolana co na twarz. Zgasłem. W pracy od razu wyczuli, że ze mną nie tak. Powiedziałem co i jak. Rada kolegów: znajdź szybko nową. I tu problem bo ja mam wielu przyjaciół płci męskiej a niewiele kobiet. Miałem tą jedną jedyną i nic poza nią. Uważałem, że jest najmądrzejsza na świecie. Z innymi pannami się nie zadawałem, żeby nie ranić tej mojej jedynej. Z jej koleżankami rozmowy sprowadzały się na cześć. Natomiast z chłopakami dziewczyn gadka szła jak z nut. Jestem miłośnikiem teatru. We Wrocławiu jest Capitol – teatr muzyczny. Uwielbiam tam chodzić. Umysł inżynier podpowiadał mi taki plan: zarezerwuj na kilka miesięcy bilety do teatru, przynajmniej raz w miesiącu. Wszystkie rezerwacje wykonałem zawsze na dwa miejsca. Kino i inne w tym stylu rzeczy oklepane. Chciałem zrobić dobre wrażenie. Facet, inżynier co teatr lubi. Niespodzianka. Teraz brakowała kandydatki. Pomysł? Internet. Google, portale randkowe i jazda. Jeden, drugi … Przeglądam i w końcu jest. Fajny opis (na urodę nie zwracam uwagi), liczy się charakter. Z treści wnioskuje, że to może być ona. Gadu gadu i zapraszam do teatru. Tam spotkaliśmy się pierwszy raz. Nie myliłem się inteligentna, bystra dziewczyna i w dodatku bardzo ładna, ładniejsza niż na zdjęciu na portalu randkowym. Od razu motyle w brzuchu. Pojawiła się nadzieja. W szatni, w teatrze powiesili jej kurtkę na moją. Nasiąknęła zapachem jej perfum. Na drugi dzień w pracy kurtkę powiesiłem blisko siebie żeby nadal czuć jej zapach i wspominać mile spędzone chwile. Dzięki Ci Boże. W głowie najczarniejsze myśli, a Ty mi takiego anioła zsyłasz. Było pięknie. Zaskakiwała mnie swoim stylem bycia, super gotowała (ja garnki myłem, taka umowa Ty gotujesz ja zmywam). Filmy, kina, teatry, góry, opery, czekoladziarnie, łyżwy itp. Po prostu w wolnych chwilach cały czas razem, zwiedzamy, podziwiamy świat. Dziewczynka to katoliczka. Mimo, że byłem ministrantem wiele lat, oraz harcerzem ZHR z czasem do jednej i drugiej “organizacji” się odwróciłem. Ona to zmieniła.
    To co mi przeszkadzało to, że mało mówiła. Ja nawijałem, a ona słuchała. Na początku mi to przeszkadzało bo lubię żywą dyskusję, ale z czasem się przyzwyczaiłem. Tak było super dopóki miałem pracę. Budowa mostów, nawet kilkunastu nie trwa wiecznie. Trzeba się przenieść na nowy plac budowy. A ja jak na smyczy, odejść nie mogę bo studia. Im mniej miałem pieniędzy na koncie, tym gorzej nam się układało. Po prostu nie mogłem uwierzyć. Co!!! Kolejna dziewczynka która liczy na portfel a nie na mnie. Załamka. Płacz i zgrzytanie zębów. W marcu po dniu kobiet odeszliśmy od siebie. Wtedy, na końcu mi powiedziała co o mnie myśli, że jej się moje poglądy nie podobają i w ogóle, że jestem niski (175cm). Żeby było śmiesznie jak wszedłem na jej profil na portalu randkowym, to były wymienione w opisie wszystkie moje wady (wzrost), których przyszły partner nie powinien mieć. Dobiło mnie zupełnie i dobija do tej pory.

    Nie ma porządnym kobiet na tym świecie. Nie ma. I myślę sobie tak. Skoro kasa jest wyznacznikiem tego kto i jak długo z Tobą będzie, to ja przestaję szukać. Wolę posiedzieć w domu i projektować swoje mosty. Za tymi mostami idzie porządna kasa w przyszłości a Wy Kobiety wtedy same do mnie przyjdziecie.

    I tak się skończyła moja historia z Magdą i Karoliną. Jedna i druga wykształcona. Pierwsza to ateistka, a druga katoliczka, ale jedna i druga tylko kasa. Brak kasy to won.

    Dobranoc Wszystkim.

  219. Tak szukam odp na moje problemy i hmnn może jakieś ukojenie mi potrzebne…Kamil przeczytałam Twój wpis i muszę przyznać, że mało optymistyczne to “historie”, ja też jestem świeżo po rozstaniu…myślę, że nie istnieje coś takiego jak miłość i nie wierzę już w to…kolejny raz dochodzę do wniosku, że dobrzy ludzie mają pod górkę i są wykorzystywani…chyba trzeba się zmienić, stać się “suką” żeby nie cierpieć! Wszyscy mi mówią…jesteś wartościową osobą, on nie zasługiwał na Ciebie….może kiedyś tacy ludzie będą żałować swoich decyzji i może kiedyś też dostaną porządnego kopa od kogoś. W tym momencie właśnie życzę tego mojemu byłemu, aby się zakochał tak naprawdę i dostał wielkiego kopa od ukochanej!!! Pozdrawiam 🙁

  220. Cześć!

    Ja też się rozstałam – KONIEC! Byliśmy na imprezie wczoraj było ogólnie fajnie, same pary. I nie mogłam już znieść tej jego obojętności, tego chłodu, ale udawałam że jest fajnie, wróciliśmy do domu tzn ja swojego on swojego, zadzwoniłam do niego i wykrzyczałam że ma się więcej nie odzywać. Rano sama zadzwoniłam, nigdy jeszcze tak spokojnie nie rozmawiałam z nikim rozstając się, w sumie powiedział że ta rozmowa nie jest na telefon, ale w naszym przypadku chciałam chyba usłyszeć tylko jedno czy chce być czy to koniec, wszystko inne już mieliśmy obgadane, a wiem że jakbyśmy się spotkali ja bym się poryczała, jemu by się mnie żal zrobiło, ale pod dwóch tygodniach było by to samo, więc uznałam żeby to skończyć przez telefon. No i powiedział że to koniec, mi od razu poleciały łzy i wszystko się rozpadło 🙁 Teraz leże w łóżku i nawet nie mam zamiaru wstać. Napisałam mu jeszcze smsa takiego normalnego ze słowem dziękuje za wszystkie chwile, nawet odpisał. Tak bardzo bym chciała już o nim zapomnieć, wyrzucić, skreślić, wyklnąć!!! Tak bardzo Go nienawidzę za to że tu Go teraz przy mnie, ze mną nie ma. Nie mam siły 🙁

    ***** znowu w życiu mi nie wyszło… pragnę uciec w wielki sen 🙁 *****

  221. Sylwia, ja nie wiem jak długo Ty byłaś ze swoim chłopaczkiem, ale moje 7lat skończyło się przez skypa. Przynajmniej jak sądzę nie pozywałaś faceta. Ja usłyszałem, że menel jestem i nic w życiu nie osiągnę. Że chce być sama bo jej tak najlepiej. Później dowiedziałem się, że jest inny – latający holender. Myślę, że byłoby lepiej gdyby powiedziała wprost: zakochałam się. Przełknął bym to. Przecież jak ona ze mną gadała to w tym czasie kręciła z innym tego nie mogę przyjąć na klatę, uprawiała seks z innym. To mnie przybija do podłogi, bo myślałem, że ją znam. Ufałem jej bezgranicznie. Jest taki turkmeńskie przysłowie: trucizna prawdy jest lepsza od miodu kłamstwa. Sylwia spal wszystko po chłopaczku. Wszystko. Nie ma sensu przeciągać agonii.

  222. Tak na marginesie. Wiem, że to nie ładne itp. Ale myślę, że wielu ludzi tak ma. Mam nadzieję, że jeszcze ona z tym holendrem pożałuje. Że ją potraktuje jako taka zabawkę ze wschodu, która po jakimś czasie mu się znudzi.

  223. A wiecie co jest najgorsze, co mnie najbardziej wkurza?
    W kręgu facetów na kobiety mówiono inwestycja. Mojej inwestycji mi zazdroszczono. Na początku ludzie nie mogli pojąć jak ja z nią mogę chodzić. Dwa różne bieguny. Ja śmiały, ona nie. ja wysportowany, ona dwie lewe nogi i ręce. Do tej pory pamiętam jak patrzyliśmy na dziewczyny jak biegły na 100m. I krzyczeliśmy do niej: “Magda zacznij biec”. Ubierała się na czarno. Paliła, ja fajek się brzydzę. I z takiej dziewczyny stworzyłem laskę której mi wszyscy zazdrościli. Nagle okazało się, że wszyscy na nią lecą. Nie mogła się odpędzić od adoratorów. Najbardziej mnie boli, że teraz ktoś tą moja inwestycję dotyka, traktuje jak swoją, a nie przyłożył palca w jej rozwój. Pokazałem dziewczynce świat. Naprawdę. Boli jak cholera.

  224. Witam.
    Zawsze dosyć chaotycznie opowiadałam swoja historie- nie byłam w stanie na wszystko obiektywnie patrzeć. Teraz mam ochotę naprawdę się otworzyć.. Być może ktoś zacznie ja czytać i po chwili stwierdzi ze nie warto jej dalej czytać.. Ale to jest moje życie- moja historia…Znałam się z nim od 1, 5 roku- poznaliśmy się w dosyć nietypowy sposób (chociaż w dobie internetu to może już i bardzo typowy sposób przez internet… Na początku pisaliśmy ze sobą raz na tydzień- później coraz częściej i częściej.. Niestety dzieło Nas około 200 km- inne miasto, studia itd. W ciągu tego 1,5 roku spotkaliśmy się może z 2 razy- chcieliśmy zobaczyć jak to będzie na żywo… Coś zaczęło iskrzyć- ale jednak ta odległość nie pozwoliła Nam się zbliżyć- ja miałam zbyt wiele obaw. Wiem ze on w czasie naszego pisania miał dziewczynę (nawet nie jedna pewnie)- ale nie zwierzał mi się z relacji z nimi… Ja tez miałam chłopaka… Mijały kolejne tygodnie… Skończyłam swoje studia w swoim mieście- i przeprowadziłam się do jego miasta- by zacząć mgr…Spotkaliśmy się pod koniec czerwca.. było naprawdę milutko- jakieś buziaki itd…Na drugi dzień po tym spotkaniu wyjechałam do Niemiec na 3 miesiące…Czekaliśmy na siebie te 3 miesiące… Od października jak tylko wróciłam do Polski byliśmy już prawdziwą parą… Jak bedę miała więcej weny to opowiem całą historię (pewnie niedługo to nastąpi). Pozdrawiam.

  225. Mężczyźni z tego forum…proszę doradźcie mi co mam zrobić:/. Otórz wczoraj u znajomych mój”cudowny” facet ,po tym jak go zapytałam co mam zrobić by był zadowolony, odpowiedział: “nie wiem zabij się albo rób co chcesz””. Wyszłam do domu, a dzisiaj kolega mi mówi, że on nie wie o co mi poszło, dlaczego wyszłam i czeka aż do niego napisze i mu powiem o co chodzi. Ja czuję się potwornie upokorzona i nie powstrzymuję się by nie pisać…ale mi na tym gnojku cholernie zależy:(((((. PISAĆ CZY NIE?????? doradźcie proszę.

  226. Hmnn jakie to jest dziwne, że w tym samym momencie tyle osób cierpi z “miłości”, ale co ta za miłość skoro doprowadza człowieka to takiego okrutnego stanu…bardzo spodobało mi sie to powiedzienie Kamilu…aż dodałam je sobie jako status na gg! dokładnie oddaje to co teraz czuję! Lubię szczerość i sobie ją bardzo cenię, nie wiem czy kiedykolwiek będę miała na tyle siły, żeby znów komuś zaufać. Szczerze to mam już tego dość! Ale choć to wszystko tak bardzo mnie boli, obiecałam sobie, że już nie będę płakała…oglądałam przed chwilą piękny film(smutny) dał mi do myślenia. Wyciągam wnioski na przyszłość!Chcę być twarda- muszę. Czego sobie i Wam życzę!!!!

  227. Eryko jasne że nie tak rozsądnie by było ale na miłość nie ma rozsądku 🙁 ja już chyba z 5 raz brałam tel do ręki i przypominałam sobie że przecież nie mam już co napisać i co gorsze do kogo 🙁

    Kamil dzięki za słowa otuchy, my się roztaliśmy w zgodzie i szacunku, tylko dla mnie w bólu takim że wyjdę z siebie za chwile i stanę obok 🙁

    Najgorsze że dziś nawet z pokoju nie mam sił wyjść, a nikt z domu nawet nie wejdzie zapytać czy jest ok, zero wsparcia, a chyba wystarczyły by tylko kogoś ramiona i dobre słowo 🙁

  228. Eryko nie wiem, czemu tak powiedział, ale nie brzmi to zbyt ciekawe…ja na Twoim miejscu nie odzywałabym się do niego i poczekała na jego krok! Jeśli facet jest kumaty i ma jaja to zrozumie co zrobił! Jeśli mu na Tobie naprawdę zależy to będzie się starał o Ciebie!!!Póki co nie skreślaj go…ludzie czasem w przypływie emocji i głupoty mówią takie bzdury, a wcale tak nie myślą! Chociaż co ja Ci będę radziła, skoro sama jestem w kropce, a już facetów nie zrozumię chyba nigdy 🙁

  229. Sylwia- jeśli chodzi o wsparcie w domu to uwierz mi, że czasem lepiej jest pozostać samej ze swoimi myślami…ja mam wsparcie w rodzinie… mój chłopak??(były chłopak??) nie wiem w sumie jak go nazwać…chciał przemyśleć kilka spraw…i tak myśli już 2 tygodnie…nie odzywa się wcale…co tu dużo mówić, pewnie to już koniec, ale on nie ma odwagi, żeby chociaż mi napisać to w durnym smsie….takie milczenie mnie niesamowicie dobija……czuję się tak, jakby coś we mnie umarło….najlepsze jest to, że ten weekend miałam spędzić z nim…a teraz siedzę zamknięta w pokoju i szukam sobie na siłę zajęcia, w myślach powtarzam sobie, że widocznie nie zasługiwał na mnie i takie tam…. ale pomaga to tak średnio. Wracając do meritum mam takie wsparcie, że rodzinka się mnie co chwilę pyta, czy się odezwał…..jak mówię przygaszona, że nie to lecą epitety…w sumie sama też je rzucam, ale nikt ich nie słyszy. Nie wiem, czy zrozumiałaś co miałam na myśli….chciałam powiedzieć, że uda mi sie na chwilę o tym nie myśleć, a ciągle ktoś mi przypomina o nim…… 🙁 a teraz tak bardzo mnie boli klatka piersiowa…dusi mnie ta cała sytuacja, napisałam o tym i czuję ból psychiczny i fizyczny! NIGDY WIĘCEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  230. Przepraszam,że skierowałam moje pytanie tylko do facetów, głupio mi bo to wy moje drogie próbujecie mi pomóc. ON w przypływie nerwów, nieuzasadnionych zresztą, często mówi głupie i przykre rzeczy, wiem że tego żałuje ale to jest taki typ co nie potrafi tego okazać. ZAWSZE ja piszę pierwsza, on cieszy sie jak dziecko…dlatego mam dylemat z tym. Jednak kilka razy juz mówiłam mu, że czasami trzeba sie ugryźć w język nim się coś powie i zrani druga osobę. Wykrzyczałam mu wczoraj, że jestem żywą istotą i czuję i nawet drzewo się złamie jak się w nie bedzie non stop nożem (i tu przepraszam za wyr.) napierdalać! Nie skreślam go, ale on jest tak uparty…koledze powiedział, że on nie napisze pierwszy bo to ja wyszłam.

  231. Kuźwa….nie mogę…niech odezwie się jakiś facet i powie nam o co chodzi.! Co siedzi w tych waszych głowach??!!! Im chyba chodzi o to, że jesteśmy na każde ich skinienie…nie muszą się starać, bo widzą że mają władzę…mogą obrażać nas, a to my zastanawiamy sie co zrobiłyśmy źle! Są zimni i bezwzględni( łudzę się jeszcze troszeczkę, że nie wszyscy) On do Ciebie Eryko nie napisze pierwszy?? a niech nie pisze i Ty też już nie pisz!!!! to błąd! Daj mu do myślenia tą ciszą…Ja się do “mojego” nie odzywam od środy…pękłam kilka razy, bo nie chciałam tego tak zostawić, chciałam o nas walczyć i zrobiłam wszystko co było w mojej mocy, a teraz poddaję się!To nie fair, że ja cierpię, a on pewnie teraz(ma wolną chatę) siedzi z towarzystwem i ma mnie w d…..ie….. tak więc nie pisz…i zajmij czymś myśli!

  232. Kamilu…dlaczego nie stanąłeś na mojej drodze?;)…to niesamowite, że mężczyźni też potrafią się oddać kobiecie bezgranicznie i bezinteresownie. O to przecież chodzi, dlaczego tylko niewłaściwe osoby na siebie wpadają:/…

  233. Pewne przysłowie perskie mówi: serce to pałac szklany, gdy pęknie nie można go naprawić. Mam nadzieję, że Persowie się mylili.
    Z mojego życia (dla pocieszenia Eryki): raz do mnie dziewczyna mówi, że obojętnie co bym robił, obojętnie jak bym się starał to i tak ona będzie nie zadowolona. Ciężkie co? I co ja na to. Starałem się nadal i nadal, i nadal. Skończyło się klapą.
    Jeśli o mnie chodzi to ja mam tak, że jak coś nie wychodzi to się jeszcze bardziej staram żeby wyszło. Np. z górami. 4 razy próbowałem przejść od Szklarskie Poręby do Kowar szlakiem pokoju. Odmrożenia, poparzenia. Za piątym razem się udało. Co jest najważniejsze w górach, przynajmniej w alpinizmie: sztuka odpuszczania. Żałuję, że wtedy, gdy ona to mówiła mój związek się nie skończył. Oszczędziło by mi to trudu, smutku i żalu.
    Trzeba mieć godność. Gdy zabraknie szacunku do partnera to już związku nie ma.
    Ja bym Eryko chłopczyka zostawił. Zaczyna się od głupich tekstów a potem się źle kończy.
    Mieszkam we Wrocławiu. Często jest tak, że zostaję w pokoju sam, bo współlokator wyjedzie itp. Dlatego utrzymuję dobre kontakty z rodziną. Czuje, że mnie zaraz ciśnienie cierpienia zgniecie to za telefon i do babci. Mi to pomaga. Wpis pod zdjęciem n-k siostry. Sms do kolegi kiedy wraca itp. Tak żeby każdy wiedział, że się nim interesuje, że dbam i pamiętam o nim. Wtedy tę pustkę po jednej najważniejszej kiedyś osobie “łatam”.
    Na koniec humanistyczny akcent, jeden z ulubionych cytatów: “W chwili, kiedy zaczynasz zastanawiać się, czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.” Carlos Ruíz Zafón, “Cień wiatru”.

  234. Milla u mnie tak jest zawsze, wiem że czasami dobrze jest pobyć samemu ale nie cały czas, nie ze wszystkim 🙁 On był dla mnie … aj wszystkim, będąc z nim mogłam się chociaż czuć czyjaś. Leże i myślę, myślę co teraz robi, czytam Was i ryczę. Jeszcze dziś przy ostatniej rozmowie usłyszałam ” byłaś najlepszą kobietą dla mnie, dlatego nie chce już krzywdzić, nie ciebie” i co skrzywdził odchodząc, zabił 🙁

    Nie, nie chyba oszaleje!!!

    Trzymajcie się !!!

  235. To co ja teraz robię?? piję drinka…mimo że alkoholu nie piję…oj pomaga, ale na chwilę…jutro będę się czuła jeszcze gorzej, ale hmnn trudno…i tak cierpię, a dodatkowa męczarnia wielkiej różnicy nie zrobi….fajnie by było, gdyby można było wymazać to co złe z pamięci…..ahh ja to mam pomysły….smutna muzyka, alkohol i Wy….ale obiecałam sobie, że nie będę płakała i tak też zrobię….Popłyniesz dalej z każdym dniem gdzieś, gdzie nic nie będzie już dziwić cię…mnie już chyba nic nie zdziwi…Sylwia postaraj się nie zastanawiać nad tym co on robi….ja się staram, mój sposób?- myślę o tym , że nic co robił nie było szczere, w takim razie po co o nim myśleć?? w przyszłym tygodniu spakuję prezenty od niego i mu wyślę pocztą!!! tak to zakończę….mam tylko nadzieję, że on nie zrobi tego samego:P

  236. Wiecie tak siedzę i się zastanawiam( za dużo o wszystkim myślę- fakt, ale taka moja natura) wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby ludzie potrafili ze sobą rozmawiać, nie mówić, a rozmawiać! Szczerze….szczerość to podstawa…….muszę się jeszcze wiele nauczyć, a skoro człowiek uczy się przez całe życie i uczy się na własnych błędach to…yyy zapomniałam co chciałam napisać 😛 aaa już mi się przypomniało…. to chyba trzeba być osobą zimną i bezwzględną….nie liczyć się z uczuciami innych….jestem tego przeciwieństwem, ale chyba muszę się zmienić…czy wtedy będę szczęśliwa??

  237. Czytając was dochodzę do takiego wniosku, że większość tutaj osób uważa, że tak bardzo się starała o to by związek nie rozpadł się- że tak walczyliście, zrobilibyście wszystko żeby być z tą osobą…A moim zdaniem po prostu wybraliście zły sposób, by uratować swój związek (o ile jeszcze dałoby się go uratować)… ja tez uważałam do pewnego memonetu, że to ja ciągle niby sie starałam- pisałam zawsze pierwsza- starałam się by było dobrze. Ale myśle, że poprostu ta druga osoba oczekiwała od mnie czegos innego… Zapewne nie spodoba Wam się moje zdanie- ale przynajmniej jest szczere.

  238. Kiedy czytam o Waszych smutkach robi mi sie lepiej, nieeeee nie chcę nikogo obrazić ani zdołować, po prostu pomaga mi fakt, że nie jestem sama. Mam już 33 latka, piekny wiek…:), chyba pora na to, by pomyśleć o sobie…
    Jej…gdyby nie piwko to ciężko byłoby mi powstrzymać się by do niego nie napisać, a tak trzymam się jakoś, staram się być silna. Wiem, że on musi zrozumieć swoje błędy, wiem że nie jestem mu obojętna ale dałam sobie wejść na głowę. Ciągle jeszcze jestem mężatką i on na mnie czeka… czy ja go tłumaczę?:/
    Kochana Sylwio, ściskam cię mocno, gdybyś była obok to chyba obie wyłybyśmy jak bobry w swoich ramonach. Eh… jak wyzbyć sie uczuć i stać się bewzględną suką? Udało mi się to tylko w pracy, gdzie nie potrzebni mi fałszywi znajomi, teraz przynajmniej czuję, że mnie szanują. Ale jak poradzić sobie z facetami?
    Powtarzam sobie w myślach jego słowa wczorajsze… po co mi ktoś komu obojętne jest czy żyję i czy mam się dobrze..:(((((
    Mila napiłabym się z tobą…

  239. Oto co wpadło mi podczas przegladania internetu :
    Vincent van Gogh
    Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu.

  240. Eryka fajnie byłoby tak spotkać się i posmęcić, mimo że jestem 10 lat młodsza…jakoś zawsze miałam i mam lepszy kontakt z osobami doroślejszymi…chyba jak na swój wiek jestem poważniejsza….piję 2 drina i już delikatnie mi sie zaczyna kolebać w główce…do “mała-mi” to jaki jest ten sposób, żeby związek uratować?? skoro było tak cudownie, bez kłótni itp. skoro mówił, że chce zbudowac dla nas dom, nie chce żebym kiedykolwiek przez niego płakała, skoro mówił mi kilka razy dziennie, że kocha, tęskni, pisał, dzwonił i przyjeżdzał…. było pięknie, jak w bajce, mieliśmy lecieć na wakacje do Grecji, albo gdzieś indziej…i nagle co? nie wiem o co chodzi…on musi przemyśleć kilka spraw…hmnnn a ja na to co?? ryczałam niepotrzebnie przy nim…mówiłam, że go tak kocham……..on mnie przytulał, ocierał mi łzy…to wszystko to była pomyłka…??nie spałam…wstałam o 2 w nocy, albo nad ranem już nie wiem…napisałam długą wiadomość na gg…później po 2 dniach napisałam smsa i na 2 dzien następnego…..odp. mi, że potrzebuje czasu….po tygodniu zadzwoniłam i nie odebrał…..napisałam smsa…ostatniego smsa………minęły 2 tygodnie….nie rozumiem nic…jak można zapewniać o miłości i być takim dupkiem??? 3 dni płakałam, nie jadłam…2 kg na minusie, krwotoki z nosa, ból w klatce…powiedziałam dość….nie zniszczę własnego organizmu przez faceta(jak się niesety okazało mało dojrzałego) zastanawia mnie tylko, dlaczego to wszystko mnie spotyka?? czemu nie mogę być w końcu szczęśliwa?? jestem dobrą osobą i powinnam w końcu dostać nagrodę..powiedzenie, że dobro powraca chyba traci tu na wartości….nigdy nikogo nie zdradziłam…czy to o przyjaciela, czy o chłopaka chodzi…ideałem nie jestem wiem.. czasem palnę coś głupiego, ale jak czuję że zawiniłam to przepraszam….

  241. Droga Millo nie obwiniaj się! To nie nasza wina, że oddałyśmy się na maxa a wzamian otrzymałyśmy kopa w dupę! Mam za sobą po około 15 lat 7 poważnych związków, w tym jeden zakończony małżeńską porażką. Nie wiem juz co mam myślec…tylko jedno mi do głowy przychodzi, stać się zdzirą, zołzą, bez uczuć…
    Teraz idę do znajomych, u których wczoraj byłam razem z nim, którzy mi powiedzieli, że to On ma wychodzić nie ja i u których spędziłam czas do 2 w nocy bo po moim wyjściu Luka napisał, że po mnie przyjedzie bo koniecznie musimy pogadać. Tacy znajomi to prawdziwy skarb, oprócz nich nie mmam nikogo:(

  242. To widzę, że nie tylko ja pomyślałam o tym , żeby stać się taką suczką….nie wiem czy będę potrafiła…/fakt dobrze, że masz takich znajomych…ja mam bardzo ograniczone zaufanie do ludzi….i “przyjaciele” i chłopacy wbili nóż w plecy…..trudno…ich strata, jakoś się pozbieram..jak zawsze……..i Ty tez się pozbierasz….szkoda, że już wychodzisz…….chyba nikt nie zrozumie Cię lepiej, niż ktoś kto cierpi równie mocno!!!! Jak to mówią- prawdzwych przyjaciół poznajemy w biedzie…i może w świecie wirtualnym łatwiej się otworzyć……a już napewno łatwiej wygadać osobą których się nie zna!!!!

  243. witam po dlugiej nieobecnosci.droga Eryko chcialem Ci odpowiedziec na Twoje pytnie czy pisac czy nie….Mysle ze w zadnym wypadku NIE gdyz jesli kogos kochasz zalezy ci na kims czuje sz ze to jest ta osoba ktorej chcesz robic rano sniadanie i wieczorem tulic do snu to nigdy niepowie sie takiej przykrej żeczy wiadomo czasem w zyciu palnie sie jakas glupote czasem bezmysle bezwiednie ale trzeba umiec za to przeprosic a nie udawac ze nic sie niestalo i czekac az twoja milosc zwyciezy twoja godnosc…Nigdy niepozwalaj sobie na takie traktowanie i nietlumacz w zaden sposob takiego postapownaia pomimo ze wiem jakie to ciezki ale pamietaj ze czym czesciej bedzoiesz poblazac takim sprawaom nim sie obejrzysz bedziesz tak stlamszona ze zatracisz swoje Ja faceci czasem tak robia mowia rozne przykrosci dziewczynie jesli wiedza ze ona go kocha zanizaja jeje samoocene po to zeby z czasem ona uwierzyla w to ze jest malo warta ze niemoze od niego odejsc bo przecoiez nikt jeje niezechce….To okrutne ale tak jest…Trzeba pameitac ze kazdy z nas jest wyjatkowy i zasluguje na pelnie szczescia na to zeby byc kochanym i szanowanym kazdego dnia…Jesli bedziesz miala ochote to znajdz moj wpis wczesniejszy z mojego rozstania pozniej bylem wlasnie tlamszony ale powiedzialem dosc przeciez tak zyc niemozna….Teraz jak minelo troche czasu odzylem znam sowja prawdziwa wartosc zaczolem zyc dla siebie i Ta osoba teraz widzac to za wszelka cene stara sie mnie zdobyc wrocic …Ale przeszedlem przez ten bol raz co mnie nauczylo ze mozna spodkac kogos kto nam niebedzie przysparzal bolo tylko dawal radosc i milosc kazdego dnia z kim mozna wybudowac dom miec gromadke dzieci tworzyc druzyne i pare na cale zycie ….

  244. Dzięki Eryko:* 8 godzin minęło od ostatniej rozmowy z nim:( boshe jaka ja głupia jestem!!! By choć na chwile przestać myśleć poprosiłam siostrę by dała mi synka na spacer, tak bardzo brakowało mi zwykłego przytulenia. Poszłam z małym na spacerek, w parku wyciągnęłam go z wózeczka a on się tak mocno wtulił we mnie, aż się poryczałam, ludzie na mnie patrzyli jak na jakąś wariatkę a ja nie mogłam go wypuścić z ramion i nagle pierwszy raz w życiu powiedział do mnie “totam” co znaczy w jego języku “kocham”. Uwierzcie nikt nie rozumie mnie, nikt nie wpadł na pomysł że wystarczy przytulić tylko ten 20 miesięczny Bobas! Teraz znowu wróciłam do “chorego” domu, znowu siedzę przed kompem i co chwile spoglądam w telefon. Mam nadzieje że taki stan nie będzie mi długo towarzyszył.
    Mała-mi ja nie obwiniam Jego, nie mam do Niego żalu, po prostu nie chciał okłamywać, nie mógł pokochać, nie ma za co Go winić i może to jest najgorsze, takie spokojne rozstanie. Muszę się pogodzić z Jego decyzją nic więcej.
    Czekam na dzień kiedy Jego decyzja przestanie mnie boleć, kiedy powiem sobie “dobrze się stało skoro nie kochał”.

  245. Ludzie prosze pomozcie mi o co moze chodzic w tym grajdole. Skonczylam chodzic z chlopakiem ponad dwa miesiace temu minal miesiac juz podchodzil do jakiejs dziewczyny mlodszej od siebie o 5 chyba lat a ma on 20. Pozniej gdy ta sie nie zgodzila podchodzi do nastepnej. Pisalismy ze soba wczoraj i gdy mu powiedzialam ze z kims pisze to pisal ze zyczy wszystkiego dobrego cos tam ze on pewnie bedzie lepszy i smutna minka i pa. koniec rozmowy choc go uspokoilam. Dzisiaj mi sie nie udalo z nowym spotkaniem totalna klapa wyzalilam sie mu i spytalam jak z kolei u niego to przebiega i mowil ze jak mi. ale chcialby chodzic z dziewczyna mlodsza o 4 lata od siebie i chcialby zeby ona tez tego chciala chce tez zebysmy utrzymywali ze soba kontakt. Rozmawialismy jak przyjaciele. Nie wiem co o tym wszystkim myslec jest mi ciezko dostalam takiego kopa zamiast cieszyc sie z nowego zwiazku to ten ktos zrobil mi przykrosc i czuje sie jeszcze gorzej;((. Nie wiem o co chodzi ale wliczajac to ze pol zycia przeplakalam z roznych powodow sprawia ze czuje sie coraz slabiej i nie chce mi sie coraz bardziej zyc. Prosze pomozcie mi jakos to wszytsko poukladac.

  246. Mija drugi dzien,a ja znam go na tyle, ze wiem iz zastanawia sie co sie stalo. Chce napisac by sie spotkac i sobie wszystko wyjasnic,ale boje sie.

  247. Napisałam wbrew sobie, ale chcę wiedzieć na czym stoję. Spotkamy się i niech mi w oczy powie, że to koniec.Trzymajcie kciuki bym miała siłę znieśc tę rozmowę.

  248. A ja dzisiaj upokozylam sie maksymalnie… Po tygodniu wkoncu napisalam mu, ze chce zeby mi powiedzial czy jest jeszcze jakas szansa dla nas czy to koniec… On napisal ze wszystko wyglada na to ze to koniec.. Wiec mu napisalam ze go kocham i poprosilam zeby dal nam jeszcze jedna szanse (wrecz blagalam). W ciagu dwóch dni ma mi napisac co postanowil…. Czuje sie taka malutka teraz…Nie wiem po co tak go blagalam o ta szanse- tak sie upokozyc… masakraa:(

  249. Jak sie mam ubrać na to spotkanie????? Za stara jestem by wierzyć, że wygląd coś zmieni, po prostu zastanawiam się czy nie odpicować się by zobaczył co traci, by zobaczył jak przyciągam wzrok innych, by mu w pięty poszło. Nie liczę już na nic, ale nie chcę by skończyło się przez smsy, chcę widzieć jego reakcję… Wiem, że udaje twardziela, że się boi i to mnie podnosi na duchu:), bez względu na to czy to będzie koniec czy nie.

  250. Mala-mi, niestety my wszystkie jesteśmy malutkie bo oni potrafią ukryć prawdziwe uczucia i zgrywac twardzieli, nawet jeśli im zależy. Ja go zapytałam dzisiaj o to, czy mu zależy…odpowiedział, że tak. Nierozumiem tylko dlaczego faceci uciekają od problemów zamiast je rozwiązywać. My walczymy, dlatego zachowujemy się tak a nie inaczej, dlatego dajemy sie poniżać. Ale wierz mi, że wszystko jest do czasu. I nasza cierliwość ma swoje granice! Któregoś dnia obudzisz się i powiesz DOŚĆ!!! Ja myślałam, że tak sie nie stanie, ale się myliłam…właśnie jestem u kresu mojej cierpliwości. I proszę cię kochanie, postaraj się nigdy faceta o nic nie prosić, chyba że o wkrecenie żarówki. Znajdź w sobie siłe i nie błagaj o to by cię kochał, nie dziękuj mu za wspaniałe chwile…nie zasługują na to. Głowa do góry, nie jestes sama:*

  251. Romantyk dziękuję za słowa wsparcia:), pomogły mi podjąć decyzję by jednak napisać i się spotkać i postawic wszystko na jedna kartę.
    Rarytas…nie rozumiem Twojej historii, proszę napisz cos więcej.
    Droga Sylwio, dzisiaj prawdopodobnie będzie mi serce krwawić, będę płakać, bo musze spodziewac się najgorszego. Życzę ci szybkiego powrotu do formy, no i pisz bo to miłe:)
    Milla jak ty się trzymasz dzisiaj? Ja wczoraj się pozamiatałam u znajomych i dzisiaj stwierdziłam, że nie będę pić bo to dobre na chwilę a problemów nie rozwiązuje…
    Boję się cholernie, ręce mi drżą:/

  252. Nadrabiam sobie i czytam wasze wpisy…mała- mi ja robiłam niestety tak samo…prosiłam o 2 szanse, mówiłam że kocham….oj dużo mówiłam…..szkoda, że to nie miało sensu i faktycznie teraz też się czuję tak jak Ty….jak to człowiek jest w stanie się upokorzyć….ale my przynajmniej walczymy o coś..oni na to zlewają!My cierpimy, a oni znajdują sobie inne!!! Nie potrafią mówić o uczuciach i zgrywają twardzieli. Mam nadzieje, że będą tego żałować!!! Eryka ubierz się tak ,żeby było Ci wygodnie…ja się dla “mojego” odwaliłam…myślałam, że mi powie że ładnie wyglądam i w tym dniu zadał mi cios. Eeee szkoda gadać. Każdy facet to świnia?

  253. Eryko jeśli chodzi o moje samopoczucie to jest hmnn podłe…kaca nie mam, bo wypiłam wczoraj tylko 2 drinki…..ale sprawdzam ciągle tel. gg…i czekam jak ta durna…..choć sobie powtarzam, że to już nie ma sensu 🙁 on mi nawet nie napisze, że to koniec….. 🙁 on myśli, że cisza i brak odzewu wszystko załatwia…jego mama ma do mnie zadzwonić, pewnie ona mi prędzej powie……koleżanki w pracy mi powiedziały, że jak będę szukała następnego chłopa to mam wybierać takiego z wredną matką, bo jak matka jest fajna to syn nie bardzo…a tak to może akurat. Chociaż ja to już tracę wiare, że jakiś facet może być w porządku. Tylko mi się bluzgi cisną na język…

  254. Oj kochane tak doskonale was rozumiem w tym co piszecie… No masakra upozylam sie jak nic… Ale przynajmniej bede wiedziec ze probowalam do konca.. On pewnie napisze jutro albo w srode, ze jednak nie da nam tej szany.. i wtedy dopiero zacznie sie zalamka… najgorsze jest to ze ja i tak mam depresje i bardzooo zle mysli.. Przepraszam ze nic wam nie doradzam- ale nie jestem w stanie…

  255. Nie wiem co moge dopisac w piatek napisalam i wedlug mnie niepotrzebnie do niego ale bylam pod wplywem alkoholu a tak bym sie nie odwazyla nawet pisac bo podczas rozmowy z kolezankami zeszlo na jego temat i slyszalam co on wyprawia co aktualnie robi itd. a ja jak ostatni polglowek napisalam do niego ze powinien sie wstydzic podrywac takie smarkule i sie spalilam a ja go kochalam itd. Nastepny dzien sie pogodzilismy ale zaczal wiecej do mnie pisac co u mnie i jest jak jest przynajmniej sobie popiszemy. Mowil tez ze przeprasza mnie za wszystko ale nie zrozumialam jak mialam to zrozumiec wiec powiedzialam ze szans na powrot nie widze bo jest za pozno a tak mu wybaczam. Gdy mowil o kolezenskim spotkaniu to powiedzialam ze nie dam rady bo jest mi tak glupio. Wtedy powiedzial ze damy rade bo mozemy wlasnie sie tylko tak spotkac po kolezensku. Wczoraj sie pierwsza randka z nowym chlopakiem nie udala. Wrocilam do domu. I bardzo chcialam sie komus wyzalic nawet mialam proby samobojcze napisalam ze nie powinnam do niego pisac po piatku ale chcialam mu zyczyc powodzenia na maturze i w zyciu i ze zegnam. Wtedy napisal ale chcialbym utrzymywacz toba kontakt co ty na to. Zaczela sie taka przyjacielska rozmowa no i nadszedl dzien dzisiejszy jak narazie zero interwencji od jednego jak i drugiego. I ja nic z tego wszystkiego nie rozumiem jak mam odczytac to wszystko jakie sa uczucia co jak dlaczego.

  256. No i wróciłam…on bardzo chce być ze mną, ale przeszkadza mu ciągle sytuacja, że sie ukrywamy, że nie mogę się narazie od męża wyprowadzić bo nie mam pracy a jego nie stać na utrzymanie nas. Ma chwile załamania, które właśnie tak wyglądają a nie inaczej. Tylko nie umiał się przyznać, że to co powiedział było okrutne. Parę miesięcy temu cieszyłam się bardzo gdy się pogodziliśmy, a teraz się cieszę ale już nie w pełni.
    Rarytas musisz zdecydować czy chcesz faceta, który ugania się za innymi, czy jest ciebie wart. Jesteś młoda z tego co widzę i masz jeszcze przed sobą duuuużo szczęśliwych dni, niekoniecznie u jego boku.
    Całuję was:)

  257. Kochana Eryko, dobrze że z nim pogadałaś, wiesz w czym tkwi problem, ale czy Jego to usprawiedliwia, czy dlatego że jest jak jest ma prawo krzywdzić słowem??? Eryko czy Ty masz dzieci?

    Mała-mi to nie upokorzenie, zrobiłaś wszystko co mogłaś, albo i więcej, teraz musisz sobie odpowiedzieć czy to wszystko jest warte tak w spokoju bez emocji odpowiedzieć.

    A ja Kochani dziś spokojnie z Nim pogadałam, powiedziałam że nie winie go za nic, że zrozumiałam Jego podejście, skoro nie kochał na co miał czekać, przecież nie chce byc okłamywana. Poczułam ulgę. A z drugiej strony wyć mi się chce na całego. Powiedział mi dziś po raz kolejny że nikt dla niego takim nie był jak ja, a dziś do tego dodał że jestem bardzo mądrą kobietą i że napewno będę szcześliwa… Mam nadzieje że on też. Pogodziłam się chyba z jego decyzją, a napewno już koniec z prośbami, z jakimiś telefonami czy płakaniem przy nim. Będę silna! Wiecie co mi najbardziej pomogło pytanie siostrzeńca “ciociu czemu jesteś smutna przeze mnie?” odpowiedziałam że nie i zrozumiałam ze dla Tych dzieci muszę być nadal ciocią pełną uśmiechu i energii, oni mnie nie skrzywdzili w żaden sposób więc nie mogą czuć się winni.

    Musimy Kochani pamiętać że wokół nas są ci, którzy nas nie krzywdzą a kochają:)

  258. Nie mam dzieci, gdyby były to na pewno wszystko potoczyłoby sie inaczej. Mężowi nie zależało na tym, a ON odrazu na początku oznajmił, że chce mieć w przyszłości potomstwo.
    Nic nie usprawiedliwia tego co powiedzial, takiego zachowania…ale każdy ma prawo na drugą szansę, więc zobaczymy jak będzie.
    Cieszę się, że dochodzisz do siebie jakoś:)

  259. Eryko nie mówię by nie dać szansy:) dać jak najbardziej ale byś Ty miała z tego radość jak największą:)!!! Każdy czasami za dużo powie itd… ważne by potem zrozumieć swój błąd, a jesli uważasz że on zrozumiał to się cieszę:) Buziaki:*

  260. Eryczko-pomyśl o sobie.To jest najlepsza recepta.
    Między mną a moją byłą nie było kolorowo.Do tej pory pamiętam wieczór,kiedy leżałem w szpitalu a ona poraz kolejny powiedziała ,że odchodzi i że ma dość.Co z tego , że potem wróciła kiedy ta noc w oknie stoi mi przed oczyma.Całe moje plany legły w gruzach bo zamiast dac jej odejśc wcześniej i nie pozwolić sobą pomiatać w lewo i prawo,to za każdym jej “nie” leciałem żeby udobruchać,żeby wysluchać i uspokoić i co-i doszło do momentu kiedy nie miałem siły tego zrobić na drugi dzień i ją zatrzymać.I co z tego,że kocham,że tęsknie.Jej już nie ma.A ja składam skrawki.
    Pomyśl,czy taki niestabilny gnojek jest wart rozbicia rodziny,nawet jeśli nie jest to najcudowniejszy wasz okres?????

  261. Tak Artur, masz rację nie jest wart, ale to co tworzę z mężem nie można nazwać rodziną. Mój ojciec jest alkoholikiem, żyłam latami w domu gdzie smród alkoholu był codziennością, a teraz mam to z mężem:/. Więc widzisz…mam wybór, albo zostać z mężem i się męczyć bo on twierdzi, że nie ma problemu, albo kiedy mam furtkę do innego świata, otworzyć ją. Być może nie będzie to ten gnojek, ale jakiś inny. Może wreszcie znajdzie się ktoś kto mnie zaakceptuje z wszystkymi moimi zaletami ale i wadami.

  262. A spróbuj potrząsnąć mężusiem swym zapijaczonym.Raz,drugi.
    Bo coś mi się zdaje,że w tym kolesiu na boku widzisz poprostu coś lepszego od swojego obecnego zycia i tyle.Odskocznia a nie miłość.
    A jak nie da rady potrząsanie to odejdź od męża ale nie do innego.Bo może się potem okazać,że zmieniałaś na coś innego a wcale nie lepszego.
    Mnie moja zostawiła bo jak stwierdziła jej było za ciężko a mnie za mało.I co-teraz ma mnie więcej????

  263. Tak bardzo nienawidze siebie… Wiem ze juz do jutra- bede znala odpowiedz co dalej z nami. Czy on odpowie na mojego blagalnego smsa zeby sprobowac ostatni raz- ze chce sprobowac- czy powie nie nie to juz koniec. Wiem ze ja sobie nie poradze z tym- nie dam rady poprostu.. Ciagle mysle o nim, o nas o tym co bylo i becze… nie moge spac.. nie jem.. Teraz tez siedze i becze, az brat wszedl do domu i szybko otarlam lzy by nie widzial ze placze…Dla mnie juz swiat zawalil sie okolo 3 miesiece temu- nie ma prawie dnia zebym od tej pory nie plakala… Poprostu mam depresja, stracilam chcec do zycia, do robienia czego kolwiek w zyciu, jakis zainteresowan itd.. Zawsze on byl przy mnie- roznie bywalo ale wiedzialam ze mam go… A teraz jak mam zyc….Jak nie ma juz jego przy mnie- a ja nie radze sobie z zyciem… Wiem ze wiele jest mojej winy w tym ze nasz zwiazek rozpadl sie. Bo kto chcialby byc z osoba nie majaca checi do zycia, wiecznie narzekajaca itd.. A teraz gdy naprawde zrozumialam siebie, swoj blad- ze marnuje swoje zycie on juz nie zechce pewnie sprobowac naprawic ta reszte ktora z nas zostala….Chyba umre…

  264. Mala-mi poczytaj mój pierwszy wpis na tym forum.Tam mniej więcej jest opisane po jakich przezyciach “moja” ode mnie odeszła.Wtedy tez byłem bez życia a po jej odejściu przestałem walczyc o cokolwiek.Ale dziś nastąpił jeden z nielicznych dni , kiedy dotarlo do mnie że życ trzeba.Boli mnie,tęsknie za nią,nie mam nikogo z kim mógłbym się podzielić powrotem do swojego życia które mi na jakiś czas zabrano.Olać to-ŻYJ.Nawet jeśli z bólem.

  265. Masz tutaj:
    Artur mówi:
    21.04.2010 o 12:42
    Witam was wszystkich.
    Cieszę się , że trafiłem w to miejsce.”Troszkę” się pogubiłem i potrzebuje wsparcia,pocieszenia albo kopa w tyłek.W kazdym razie jest źle.
    A oto historia ma.Mam trzy dychy na karku.Dwa lata temu wykryto u mnie nowotwór,przeszedłem wszystkie etapy leczenia od operacji przez chemię i inne sprawy.W tym czasie odwiedzała mnie moja dziewczyna.W szpitalu w domu-zalezy gdzie byłem.Bardzo chciałem z nia być i mieć ją przy sobie,problem polegał na tym ,że nie zawsze mogliśmy się dogadać.Strasznie sie upierałem na to żeby czas choroby przeżyć w miare spokojnie,bo mimo iż dawalem sobie z tym radę to jednak wewnątrz obciążało mnie to psychicznie i nie mialem siły na sprzeczki,ciche dni i inne tego typu sprawy.Prosiłem ją o spokój,o pochamowanie nerw i o pare tygodni ukojenia między nami.Było mi to potrzebne jak powietrze i wiedziałem ze odpoczynku po tym wszystkim w jej ramionach nie dam rady dalej walczyć.A problemy zaczęły się nawarstwiać-kolejne złe wyniki lub błędne.Doszło do tego że zacząłem sie wszystkiego bać,unikać lekarzy mimo iż to niewskazane,włączyło mi się “NIE’ na wszystko.Nałożyło się wiele spraw-źle się czułem,byłem słaby po leczeniu,nie mialem pieniędzy a do pracy nie bylem w stanie wrocić-paranoja,bez jednego dnia wytchnienia przez 1,5 roku.Skończyło się depresją,unikaniem ludzi przestałem dbac o siebie i czulem się dokładnie jak skończony nikt.A fizycznie tak samo.w dniach przebłysku starałem się umilac jej czas i byc obok,ale to były rzadkie dni.Ona też sie starała.Tylko,że fundowała mi dość dużą sinusoide uczuć-od gór po same dna dolin.To nawet jest fajne i niesie emocje ale nie w takiej sytuacji.Mówiła o zamieszkaniu razem o rodzinie i bardzo tego chciałem.Ale znów-brak pieniędzy,niemożność podjęcia pracy itp itd….No i najważniejsze-to pieprzone ukojenie na pare dni.Zapomnienie o tym co przeszedłem.Nie mogło to dłużej tak trwać,więc udałem sie do pani psycholog.Troche mnie te wizyty uspokoiły,bo stwierdziła,że takie stany lękowe po tego typu przejściach to norma i można z tym walczyć.Więc tę walkę podjąłem,zeby było mi lepiej,zeby było jej lepiej ze mną i żeby móc stworzyć nas na dobre.No i stworzyliśmy.W styczniu mnie rzuciła.Tłumaczyłem,że to choroba,że musze poprostu dojść do siebie,że to że mnie nie ma wszędzie tam gdzie być z nią powinienem to nie moja wina,że jeżeli śpie dwa dni to tak jest po chemii ,że jestem bardzo słaby i nie zawsze dojade wszędzie na czas i że naprawde jedyne co potrzebowałem to pare dni wytchnienia od wszystkiego-od decyzji,od walki ,od zmartwień.Bo nawet decyzja o kupnie papieru toaletowego mnie przerażała…..(i tu bym chciał zabluźnić).
    Ostanio odezwałem się do niej,pojechałem chciałem raz jeszcze wytłumaczyć……groch o ściane.
    Z jednej sytrony mam do niej żal ,że nie dotrwalismy razem do końca tego horrou.A do siebie jeszcze większy ,że to tak długo trwało i nie byłem w stanie być dla niej taki jaki być powinienem.
    Kocham ją bardzo,nie moge miejsca sobie znaleźć,w pracy nie pracuje,w domu nie odpoczywam,myśle cały czas o niezrealizowanych marzeniach,o jej rodzicach o jej dniach i nocach.Kocham i tęsknie tak że boli.
    Proszę dajcie mi kopa albo pomóżcie się opanować.Przeciez nie po to walczyłem o zycie ,żeby teraz marnowac każdy dzień.

  266. Jestem za slaba psychicznie obecnie by sobie poradzic teraz z czymkolwiek.. A to ,,rozstanie,, (miejmy nadzieje ze jednak bedzie kolejna szansa) poprostu mnie dobilo maksymalnie….. Ja nie jestem w stanie normalnie funkcjonowac- nic nie jestem w stanie zrobic.. Juz wczesniej bylo zle- a teraz to nie ma takiego slowa zeby to opisac jak jest…..Czasami brakuje mi juz sil by plakac… Ciagle wyzalam sie znajomym- ale jedynie przez smsy- bo na zywo udawalabym ze jestem szczesliwa osoba. A za tym udawaniem kryje sie wrak czlowieka… Ja juz nie wierze ze poznam kogos kto mnie pokocha- z kim bede szczesliwa itd.. Poprostu nie wierze.. Rodzinka tez mi ostatnio ciagle mowi same zle rzeczy.. Np mama wczoraj po malej klotni mowi do mnie..,,ja ci nie zycze takiego dziecka jakim Ty jestes dla mnie,, Ciagle daja mi do zrozumienia ze jestem nikim- i kto chcialby ze mna byc na cale zycie- nikt….:(( Wiec jak tutaj walczyc o zycie- o to by kazdy dzien mial sens- no jak???? Nie ma sensu walczyc- trzeba odejsc w zapomnienie….

  267. Eryko a ja Cię rozumię, rozumię jak bardzo chcesz czegoś normalnego i spokojnego z dodatkiem miłości i troski! Artur pisze, że powinnaś potrząsnąć mężem, ale myślę że robiłaś to tysiące razy, nie masz gdzie wrócić, a człowiek, którego kochasz i o którego tak walczysz nie może ze względu finansowych (tak myślę) dać Ci takiego wsparcia jak powinien a sama też nie pracujesz. Także Kochana rozumie, rozumie jak Ci musi być ciężko. U mnie jest trochę podobnie, z żadnej strony wsparcia oprócz dzieci, gdyby nie one bym oszalała dawno. On odszedł, ja wróciłam do domu, gdzie każdy patrzy bykiem na mnie i zastanawia się jak mi dopiec. Wczoraj pisałam że staram się zrozumieć wszystko, że chce jego szczęścia i tak jest, ale dziś wstałam o 5 zalana potami, drżałam, nie umiałam sobie z tym poradzić, nie wiedziałam co robić. Ok 8 on zadzwonił zapytać jak się czuje, nie wiedziałam co mu powiedzieć, nie chciałam go martwić ani dawać takich powodów do spotkania, bo wiem że gdybym powiedziała jak naprawdę się czuję On by zmiękł i chciał się spotkać, ale nie o taki powód spotkania mi chodzi. Potem poszłam do pracy, uspokoiłam się, porozmawiałam z kobietą u której pracuje, wypiłam meliskę, mięte i jakoś dotrwałam starając się nie myśleć, ale kiedy wracałam do domu odczułam dziwny lęk, znowu te cholerne drgawki, weszłam do apteki po coś uspakajającego. Nigdy tak nie miałam, nie płacze już bo chyba nie mam na to sił, ale fizycznie czuje się fatalnie, psychicznie nie lepiej. Dzwoniła kolezanka mówiła bym wpadła do niej, ale jakoś nie mam ochoty ani sił i tak znowu wylądowałam w łóżku 🙁 Nie wiem co mi się dzieje 🙁

  268. Sylwio-może zabrzmi to banalnie,ale z tego co piszesz to naprawde przydał by się psycholog.Mnie też nie chcieli najbliżsi zrozumieć,bo zdawało im sie , że skoro wyzdrowiałem to co to takiego rozstanie z kobieta?
    A takie pare wizyt troszke mnie uspokoilo.Jej mi nie wróciło,ale chociaż pare dni mogłem funkcjonowac.
    Znam ten lęk przed ludźmi,tą niechęć do świata i strach przed wszystkim a to sie odbija na zdrowiu.
    Jak możesz idź do koleżanki-przełam się.A jak nie to zawsze tutaj możesz wykrzyczec swe bóle.
    W dniach kiedy w miare normalnie działam staram się wyjść do ludzi,bo to pomaga.A dostawałem po dupie przez cały czas i taka chwila oderwania sie od myślenia o wszystkim do bardzo dużo.

  269. Arturze, do psychologów to się nachodziłam dużo. Jako 5 letnie dziecko po śmierci mamy przez rok, potem ktoś to zaniedbał na okres podstawówki, potem w liceum już szkoła mnie skierowała, bo miałam huśtawki nastrojów, chodziłam 3 lata. Potem usłyszałam od pani psycholog że już jest ok ze mną, sama też się czułam dobrze, studia, super mężczyzna przy boku. Dwa lata później znowu do niej trafiłam z powodu nagłej śmierci Jego. Wygrzebałam się jakoś, pozbierałam do kupy i było ok. Poznałam pokochałam 2 mężczyznę w życiu, znowu straciłam, bo on nie potrafi kochać. I teraz pytanie zawsze jak kogoś kogo kocham stracę mam chodzić do psychologa, podobno doświadczenia dają nam siłę mi odbierają. Mam dość strat, dość tęsknoty itd…
    Dodam że za czasów mężczyzny który zginął straciłam ukochaną babcię, która była jak mama dla mnie, pamiętam moją rozpacz wtedy, mój ból, ale wszystko dzieliłam z nim. Mi nie potrzebny chyba psycholog mi potrzebny ktoś stały, ktoś bezpieczny, ktoś kto kocha!

  270. O i teraz lejesz miód na moje skołatane serce.W końcu ktoś doszedł do tego samego wniosku co ja.
    A ja prosiłem , błagałem swoją byłą o to ,żeby wlaśnie poczuć ten spokój to ukojenie w jej ramionach.Żeby móc sie zapaść na chwilę.Żaden psycholog tego nie zastąpi to racja.
    Ale skończyć musialem w gabinecie.

  271. Hmnn kurcze, nie chcę nic mówić, ale życie jest do bani……tyle złych doświadczeń, nauczek…. nie wiem jakim trzeba być czlowiekiem(chyba ze stali) żeby to wszystko znosić!!!! Od dziś wiem już, że jestem singielką…o tak dostałam znów kopa od losu?? hmnn trzymam się dobrze… tak sobie postanowiłam, że nie będę płakała i muszę być silna, bo to nie pierwszy i zapewne nie ostatni kopniaczek. Chyba tak miało być, a może to lepiej, że już nie jesteśmy razem…może nie byłabym później szczęśliwa…tylko z 2 str. po co go w ogóle poznałam??Chyba po to, żeby się czegoś nauczyć, a lekcje otrzymałam i już wiem czego nie robić!!!!!!Nie angażować się tak bardzo!!!!!Swoje w życiu już też przeszłam i tak sie zastanawiam, co ja takiego zrobiłam w poprzednim życiu, że ciągle kłody pod nogi……..Kilka razy uniknęłam śmierci…sytuacje były poważne, przeszłam chorobę, jednak te złe doświadczenia czasem wracają i znów pojawia się strach……wczoraj szukając czegoś w zeszycie znalazłam karteczkę, na której napisałam sobie co mój przedostatni eks już po naszym rozstaniu napisał mi na gg:” Jesteś jedną z niewielu kobiet na tym świecie, które się po prostu nadają na całe życie + że masz zabójczą urodę..wielka strata dla tego świata” hmnn to ja nie qmam…skoro każdy mi takie kity wciska jaka to ja jestem wspaniała, to czemu ciągle dostaję kopa??oni nienormalni są…wydaje mi się, że nie można nikomu okazywać tego jak nam zależy i jak mocno kochamy, chyba lepiej być wredną oszustką, zdradzać i nie wiem co jeszcze……Ps. nadrobiłam już wasze wpisy i chciałabym przekazać trochę wsparcia dla was! Musimy się trzymać, zebrać do kupy i nie poddawać się!Być może, w końcu zły los się odwróci i w końcu wszyscy będziemy szczęśliwi!!!!!!! Uściski!!!

  272. Droga Sylwio…i Artur ma rację i Ty. Mi pomogło spotkanie się ze znajomymi, może wypad do koleżanki dobrze by ci zrobił. Ale może warto się zastanowić nad psychologiem także. Mężem faktycznie trzęsę od kilku lat bezskutecznie, nie jest zły człowiek, ale alkohol jest ważniejszy.
    A ON …był dzisiaj taki kochany dupek…nie umie wyrazić, że żałuje, on chciałby móc mnie objąć na ulicy by poczuć się dumnym, że jestem z nim, by inni to widzieli…tego mu brakuje. Nie dziwie się mu, ale i nie tłumaczę go.
    Jednak nie wiem co mnie czeka za tydzień czy dwa…jest rozchwiany emocjonalnie, mało odporny na stres. Ale czy to powód by go skreślać???

  273. Kochani łamię się 🙁 napisałam mu dziś na gg że tęsknie, odpisał że też. Ja wariuje! Chyba głupia jestem i tyle… Żałuje że mu to napisałam, bo widzę że to “też” zrobiło mi nadzieje – Idiotka!
    Cały czas się boję, czuję w sobie ten lęk. Chciałabym zapomnieć, nie mieć z nim kontaktu ale nie potrafię, cały czas myślę czy u niego jest ok, czy wrócił z pracy szczęśliwie itp…
    Nawet teraz myślę co mu napisać w sms, jak postępować by nie być nachalną a zarazem by wiedział że kocham.

  274. Ja nie rozumiem tych facetów…:/ mówią, że kochają ,że tęsknią, że jesteśmy najlepsze, nie zrywają całkiem kontaktu ale nie chcą być przy nas. O co chodzi????????

  275. Chodzi o to,że mają zaplecze,jakby im się nie udało nikogo innego znaleźć.Tak mnie traktowała ta “moja ukochana” -teraz pomału to dostrzegam.Raz zrywała,raz wracała,nie ważne w jakiej byłem sytacji.Aż trafił się pewnie ktoś bardziej interesujący w tej chwili i jest po ptakach.Taka gożka prawda.

    A dzisiaj chciałem tutaj wejść , żeby wam zyczyć miłego dnia.

  276. Byłam z chłopakiem ponad 2 lata… Było raz gorzej, raz lepiej. Był dla mnie wszystkim, starałam się jak mogłam, z wielu rzeczy zrezygnowałam oby tylko nam się lepiej układało. Ubierałam się skromnie bo był zawsze zazdrosny, nie chodziłam po barach itp, nie miałam kolegów. Cały czas spędzałam z nim, tak jak chciał. On także był kochany, uczuciowy.
    Na imprezie którą organizowałam był także On… Wszystko było w porządku, siedziałam ciągle obok Niego, w objęciach… On trochę za dużo wypił i stało się, bezpodstawnie wyzwał mnie od “kurw, szmat i dziwek”, odepchną mnie z całej siły i wyszedł. Po 2 nieprzespanych nocach i dniach poszłam do niego, byłam mu w stanie wybaczyć, wyciągnęłam pierwsza rękę bo go zajebiście Kocham, a On śmiał mi się prosto w twarz, ignorował mnie i był strasznie chamski. Powiedział że nie zasługuje na żadne uczucie i na dobre traktowanie. Nie wyjaśnił dlaczego, powiedział “bo nie”. Powiedział że ma “wyjebane” na Nasz związek, na to wszystko co razem przeżyliśmy:(( Z płaczem odeszłam. Nie jesteśmy ze sobą już 4 dni, a ja czuje jakby to była wieczność.:((( Tęsknie za nim i nie wyobrażam sobie życia bez Niego:((( Jednakże wiem, że nie mogę do Niego wrócić, bo znów będzie chciał mną manipulować:((((( Nie umiem sobie z tym poradzić.. Z jednej strony jest moją Największą i Prawdziwą Miłością a z drugiej strony nienawidzę Go… Co mam zrobić??

  277. Witam Was moi drodzy:) Mam małego doła dzisiaj, chyba bez konkretnego powodu. Artur twoje słowa dały mi do myślenia…zastanawiałam się już, że może jeśli znajdzie się jakaś, która się nim zainteresuje to ja pójdę w odstawkę. Zapewnia o miłości do mnie, ale ja nie jestem już nastolatką, którą można zwieść na słodkie oczy. Serce nie wybiera, tylko dlaczego potem tak krwawi. Miłego dnia życzę i troszkę uśmiechu przesyłam od siebie:))

  278. Zraniona ile masz lat? Widzę, że ten typ to kompletne dno…musisz sobie go odpuścić bo pewnie jesteś krótko po 20-tce i całe życie przed tobą! Chociaż ja ci radzę, a sama mam dylemat co zrobić z moim gościem kiedy mnie obraża. Gdyby mnie tak potraktował jak ciebie, na pewno bym sobie odpuściła, na 100%!!! Wiem, że cierpisz i jest ci bardzo źle, ale sama widzisz, że nawet kiedy poszłaś do niego to cię znowu znieważył i obraził.
    Mój gość, się ze mną spotkał, już nie obrażał, a kiedy mu powiedziałam, że następnym razem zastosuję się do jego rady i się zabiję ;), powiedział” głupi jestem, nie zabijaj się”. Myślę, że inaczej nie potrafi się przyznać do błędu.
    Głowa do góry Zraniona, on nie jest ciebie wart, nie zasługuje na żadną kobietę.

  279. Z tym moim zabiciem się to był sarkazm z mojej strony, nigdy nie zrobiłabym sobie krzywdy, a już na pewno przez faceta:P. Podziałało, bo mu było strasznie głupio…

  280. Ta zraniona:( -zastanów się czy naprawde ciągnie Cię do gościa,który zwraca się do Ciebie w ten sposób?
    Piszesz,że nie wyobrażasz sobie życia bez niego-zastanów sie czy jesteś w stanie wyobrazić sobie życie z nim?
    A co do Eryki-Eryczko-poromawiaj z nim szczerze,jak z dorosłym.Bez slodzenia i owijania ale i bez pretensji.
    Z tego co widze to nie jest tak najgorzej,bo macie kontakt z sobą,więc i możliwość otwartej szczerej rozmowy.

  281. 20lat Eryko, ale najgorsze jest to że mieszkamy na jednym osiedlu i nasze bloki są obok siebie:( a klatki dzieli 20metrów:( Często się mijamy, chodzimy do jednych sklepów po zakupy, więc na prawde jest ciężko….

  282. Arturze, wyobrażam sobie życie z nim nie myśląc o tym jednym incydencie, ale ja już sama nie wiem czy go nadal kocham, czy tylko tęsknie za wspólnymi chwilami:(

  283. Zraniona-jakby mi moja była powiedziała ,że ma “wyjebane” na nasz związek to by mi bardzo ulatwiło sprawe bo nawet bym nie tęsknił za takim zerem.

  284. On już nie raz mówił coś w złości choć wcale tak nie myślał jak się później okazało:( chciał tylko żebym mu dala spokój na pewien czas a nie umiał tego inaczej powiedzieć…

  285. Zraniona-tak sobie czytam i sie zastanawiam , czy aby przypadkiem nie jest tak,że kobiety potrzebują czasem zostać w chamski sposób potraktowane???

  286. Zraniona, olej go, poznasz kogoś nowego. Faceci często tłumaczą się, że tak nie myśleli. Ja mojemu wygarnęłam, wykrzyczałam wręcz, że nie raz mam ochotę mu krzyknąć w twarz “spierdalaj!” bo tak mnie do szału doprowadzi, ale potrafię ugryźć się w język by go nie zranić. On musi się tego też nauczyć, a milczenie nie rozwiąże konfliktów tylko szczera spokojna rozmowa. Wierz mi że to trudny charakter. A twój zachowuje się przepraszam, jak prostak, zero kompletne, nie umie określić czego chce. Nie rozumiem jak można chcieć by ukochana dała spokój na jakiś czas…nie marnuj życia kochana…:/ bardzo mi ciebie szkoda, bo będąc w twoim wieku tez przeżywałam rozstania, ale nikt nigdy nie powiedział mi aż tak dotkliwych słów, że jestem szmatą czy qrwą.

  287. Dzięki za rady, jakoś się muszę pozbierać ale na ten czas wiem jedno, że już nigdy do niego nie wrócę. Mam swój honor i szacunek do siebie. Pozdrawiam, trzymajcie się!!

  288. A doradźcie mi dziewczyny,bo naprawde sie gubię.Walczyć czy zabić w sobie pamięć o niej?
    Przeczytajcie mój pierwszy wpis i może jakies slowo dla wuja Artura by się znalazło?

  289. do “Ta zraniona” tak sobie przeczytałam co napisałaś i hmnn wiesz pierwsze co mi przyszło do głowy, to może jemu na tej imprezie ktoś nagadał coś o Tobie niezbyt pozytywnego….coś w stylu, że się puszczasz za jego plecami….hmnnn wtedy to jeszcze bym zrozumiała te jego słowa, bo w innym wypadku naprawdę szkoda czasu na takiego palanta!!!!!!!Facet- tego kwiatu jest pół światu, ale dlaczego większość to chwasty?? ja właśnie jednego chwasta wyrywam z serca i pragnę skutecznie o nim zapomnieć! Mam nadzieję, że już nigdy nie trafię na taki”kwiat” pozdrawiam!!!!

  290. Artur…jeśli jeszcze wierzysz, że warto walczyć, że jest na coś szansa, to walcz. Jeśli czujesz z jej strony cokolwiek pozytywnego, to walcz. Tyle ode mnie, pozdrawiam:)

  291. Nic nie czuje.Tylko w chwilach kiedy się “wprosilem”,mile gesty,przytulenie.Potem cisza i zero kontaktu,nieodbieranie telefonów i nie wiem czemu mi tak jej brak,przeciez to ona mnie zostawiła kiedy było mi ciężko…

  292. Milla na tej imprezie były tylko moje bardzo dobre przyjaciółki i chłopak jednej, który mnie w ogóle nie zna, a po za tym wszędzie byliśmy razem z Nim i nie było możliwości nagadania czegokolwiek na mnie. On był pijany i później poszedł spać do drugiego pokoiku i podejrzewam, że po prostu coś mu się przyśniło albo coś sobie ubzdurał i tyle. Ja mu wszystko wyjaśniłam z ręką na sercu żeby się nie martwił a On mnie wyśmiał:/
    Wczoraj poprosił mnie o rozmowę nasz wspólny kolega i prawie mnie błagał na kolanach żebym nie skreślała Rafała bo On mnie jeszcze kocha… Powiedziałam mu wprost, że ja pierwsza ręki nie wyciągnę po takim incydencie i Jego zachowaniu podczas rozmowy gdy wyjaśniałam mu. Postanowiłam sobie, że nie wrócę już do Niego, tylko jeszcze teraz muszę wytrwać w tym postanowieniu.

  293. Witam wszystkich. Arturku brakuje ci jej bo ją kochałeś. Myślę, z tego co tu piszesz, że ona już sobie odpuściła skoro nie odbiera telefonów. Gdyby jej zależało na czymkolwiek jeszcze, to chciałaby się z tobą spotkać. Trudno mi to pisać bo u mnie narazie sytuacja się unormowała, ale sądzę, że powinieneś zacząć żyć bez niej. Pogodzić się z myślą, że ona nie poradziła sobie z sytuacją w jakiej byłeś, na twoje szczęście. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić przez co przeszedłeś, jesteś usprawiedliwiony, ona nie. Pomyśl co byłoby gdybyście założyli rodzinę, mieli dzieci już i dopiero wtedy zachorowałbyś. Odebrałaby ci dzieci???? Bo sama nie potrafiłaby sobie poradzić z chorobą twoją? Bardzo niedojrzałą kobietą jest widocznie. Jeśli się z kimś wiążesz to na dobre i złe.
    Zraniona, wytrwaj…skoro on nie ma śmiałości by sam do ciebie przyjść, tylko kolegę wysyła to jest głupi gnojek.

  294. Eryka-dzięki za Twoje słowa.Boli ta rzeczywistość , ale chyba rzeczywiście jej piękne słowa były dużo na wyrost.
    Ciesze się , że u Ciebie sie unormowało,ale nie znikaj mi proszę:)

  295. Jestem:) szukam pracy w necie więc trochę tu posiedzę. Bardzo mi żal ciebie, bo wygrałeś życie, niestety wchodzisz w nie smutny i zraniony. Mam nadzieję, że poradzisz sobie szybciej z tym. Mężczyźni z reguły szybciej zapominają;) więc będzie dobrze. Ona po czasie będzie już dla ciebie tylko miłym wspomnieniem, przelotnym, który mam nadzieję wywoła u ciebie uśmiech:)

  296. Poki co we mnie jest jeszcze żal , że odeszła na finiszu i że miast cieszyć się życiem z nią i odpocząć w końcu przy niej to został smutek i brak radości z tego odzyskanego życia.
    Lecz w sumie po tym jak mną szarpała w trakcie choroby mogłem się spodziewać jak to sie skończy-nie wiem czemu się nie postawiłem wczesniej,może by coś do niej dotarło.
    Po pierwszym zdaniu widze,że doskonale rozumiesz co mi w sercu i głowie siedzi.
    PS;w jakiej branży i jakie województwo Cię interesuje?

  297. A tak w ogóle, to jeśli nie mogę pisać odrazu to przepraszam, ale czasami pewne sprawy zajmują mi czas.
    Ale pamiętam o tym forum, gdzie zawsze też mogę liczyć na pomoc:).
    Pozdrawiam cię Artur serdecznie:)

  298. Co się stało? No cóż, hmm…nigdy nie odchodziłam w czasie kłótni, zawsze próbowałam tłumaczyć co mi się nie podoba itd. a tym razem wyszłam. Po prostu wstałam i wyszłam, zrobiłam to u naszych znajomych. Chyba dotarło do niego, że to już nie przelewki. Pyta mnie teraz często czy go kocham, czy jestem o niego zazdrosna. Gdyby mu nie zależało pewnie tak by nie było. Chociaż ciekawa jestem kiedy znowu z czymś głupim wypali, ale wtedy to już nie wiem jak ja zareaguję.

  299. Na jutro mam zaproszenie od koleżanki na wesele jako osoba towarzysząca.
    Zabawa sie szykuje a ja dobity , że idę tam bez NIEJ.Paranoja dziewczyny,paranoja…..

  300. Nie wiem czy jest mi czego zazdrościć, bo nie umiem się całkiem cieszyć z pogodzenia się z nim, gdyż odczuwam strach kiedy znowu coś się wydarzy… .A na wesele zaproś jakąś koleżankę i baw się dobrze!
    To ci pomoże, uwierz mi:)

  301. No własnie to ja zostałem zaproszony.ide , ide ale w sumie się bardziej zmuszam.Zaraz mi się zacznie przypominac jak z NIĄ tańczyłem,wygłupiałem się na poprzednim weselu.I nawet nie mam jak jej tego opowiedzieć.Co jest Eryka?Czemu tak we mnie siedzi?NO PRZECIEZ JA DO JASNEJ CHOLERY NA WESELE IDE A NIE POGRZEB.

  302. :):) juz wyjaśniem.
    Mam koleżankę,która została zaproszona na wesele swoich znajomych,a że nie miała z kim iśc poprosiła mnie jako osobę towarzyszącą.
    I zamiast się cieszyć tym , że ide z kims na zabawę do obcego towarzystwa to ja tęsknie za SWOJĄ BYŁĄ i przypominam sobie jak się z nią bawiłem.I mnie szlag trafia , że ide z jakąś inna na zabawe a ze “swoją” już nie moge.

  303. Kuźwa! :))))))
    Zapomnij na chwilę o bólu…idź baw się, szalej. Zobaczysz, że bez niej tez się da:). Najlepiej jeszcze jakby ONA się o tym dowiedziała, będziesz widział czy ją to obejdzie. Jeśli nie, to już będzie wszystko jasne, trzeba ci będzie zapomnieć powoli, a czas leczy wierz mi:))))

  304. No przecież nie mając z nią kontaktu,nie zadzwonie od tak sobie powiedzieć ze ide na wesele.
    To po pierwsze,a po drugie ją naprawde niewiele by to obeszło.

  305. Jakbym czuł jakieś sygnały z jej strony to bym się tutaj nie pojawił bo bym sobie jakoś z tym radził.A tak jestem w totalnej rozsypce

  306. Wierzę ci. Nie zamartwiaj się, postaraj się myśleć pozytywnie, w końcu nie jesteś sam:)

  307. Dzięki:)
    Czasem mnie tak dorywa,że nie jestem w stanie o niczym innym myśleć.
    Chyba mi się troche styki przegrzały po tym wszystkim i rzeczywiście czuje się często sam.

  308. Pewnie wyda ci się to niemożliwe, ale z każdym dniem będzie tylko lepiej, będziesz już o niej myślał coraz mniej i coraz mniej, aż w końcu tylko raz na jakiś czas i to nie czując już bólu i żalu. Przeszłam przez takie coś kiedyś. Tylko im człowiek starszy tym gorzej przeżywa 😉

  309. Kiedyś czyli kiedy? I jak sobie z tym poradziłaś? “walczyłaś” o niego? Opowiadaj>lej opowieści na me serce……;)

  310. To było jakieś 10 lat temu, bardzo się zakochałam, myślałam, że złapałam Pana boga za nogi ;), ale dla niego była to tylko krótka przygoda. Jako młoda dziewczyna nie rozumiałam jak tak można…rozkochać i zostawić. Nie walczyłam bo stwierdziłam, że nie warto mojego wysiłku marnować. On mieszkał w Niemczech, ja wróciłam do kraju, pomogła mi przyjaciółka, która jakoś zajmowała mi czas, ale wyłam dwa tygodnie non stop. W końcu walnęłam pięścią w stół i stwierdziłam dość tego! Miałam 20 lat i całe życie przed sobą, zaczęłam się bawić, pracować i tak jakoś z czasem ON stał się tylko miłym wspomnieniem :). Ale to była moja pierwsza, wielka miłość i myślę, że uczucie do niego schowało się gdzieś w małej szufladce na dnie mego serca, nie umarło. Uważam, że nie można kochać raz i z jednakowym natężeniem, nawet jeśli, to zdarza się to bardzo rzadko.

  311. To ta moja “ukochana” po tym jak mnie zostawiła zachowała się dokładnie tak samo jak Ty to opisujesz.A ja k… siedze,tęsknie i się zadręczam od tygodni.

  312. Więc próbuje o tobie zapomnieć, nie narzucaj się jej, nie trać swojej godności bo to ona powinna przyjść do ciebie, nie ty do niej!

  313. Właśnie najgorsze jest to Eryczko,że chyba tam lataniem stracilem już swoją godność.
    Masz racje,to ona zostawiła mnie w takiej a nie innej sytuacji.każdy mi to powtarza,a ja ciągle myśle że mogłem więcej,lepiej,częściej….

  314. Gdybyś nie chorował to może, ale ty chyba najmniej tu zawiniłeś. Mnie właśnie mąż wkurzył, wraca z pracy nakręcony i wyładowuje się na mnie 🙁

  315. Nie jest wstawiony, dopiero się wybiera w tango. Zły dzień w pracy i tyle. Ja jej nie mam, nikt mnie nie szanuje już :/

  316. Tylko kiedy 5 lat harowałam i przypłaciłam to chorobą kręgosłupa, to już się zapomina 🙁

  317. No więc wlaśnie.Najgorsze,jak nie można sie dogadać a czlowiek nie potrafi zawalczyć o swoje.
    Nie przejmuj się,mysle,że jestes osobą zasługującą na szacunek tylko troche zakręconą;)
    PS:
    To on sam wychodzi na balety????

  318. Tak sam wychodzi, ja tak nawet wolę, bo nie muszę kombinować przed nazwijmy go S. Ja umiem o swoje walczyć, jeśli mam czym. Kilka miesięcy zmagałam się w pracy z szefem, który chciał mnie usunąć ze stanowiska bo byłam kobietą. W końcu przegrałam gdy za nim stanął dyrektor sklepu i zaczął się mobbing. A dlaczego uważasz, że jestem zakręcona????

  319. Może inaczej-zakręcona przez życie troszke.Troche na rozstaju,jedną noga tu,druga tam.
    Źle sie wyraziłem.

  320. No niestety, szukam stabilizacji bo takie życie powoli mnie zabija od wewnątrz, tylko że ciągle ktoś lub cos mi rzuca kłody pod nogi. Staram się myśleć pozytywnie, dzięki temu nie zwariowałam jeszcze:)

  321. Eryczko, powiedz mi jak ty to zrobiłaś, ze się pozbierałaś po tej swojej pierwszej wielkiej miłości, bo ja nie mogę już od pół roku się podnieść. I niestety nie mam już 20 lat tylko kilka lat więcej.
    Może pokrótce opowiem swoją historię. Może ktoś się wypowie i pomoże mi przez to przejść.
    Znaliśmy się 4 lata. Poznaliśmy się na studiach. Zakochałam się, ale nic mu nie mówiłam. Skończyłam studia i myślałam, że wreszcie pozbędę się tego uczucia. Ale nie. On cały czas pisał, rozmawialiśmy – okazało się, że on też był we mnie zakochany i też się wcześniej bał mi to wyznać (tak wiem, jak dwójka licealistów). Zostaliśmy parą. Po dwóch miesiącach wszystko się skończyło. Ja mu zaufałam jak nikomu innemu – powiem więcej nigdy nie wchodziłam w żadne związki – po pierwsze dlatego, że uważałam, że bycie z kimś tylko dlatego, żeby mieć kogokolwiek nie ma sensu po drugie dlatego, że miałam problemy z zaufaniem. Jemu zaufałam. On twierdził, że mnie kocha, mówił jakie ma szczęście, że mnie ma, mówił nawet o tym, że kiedyś mi się oświadczy. I nagle po dwóch miesiącach stwierdził, że to nie ma sensu. Zerwał, znalazł sobie inną dziewczynę. A ja od pół roku cierpię. Nie wyobrażam sobie nikogo innego, Nie potrafię zrozumieć jak można kogoś tak potraktować – mówić takie rzeczy a później w taki sposób zakończyć wszystko. Wiem, że okazał się być draniem. Jestem wściekła na niego i wiem, że nigdy nie będziemy już razem, ale wciąż go kocham. Czuję się strasznie wykorzystana i oszukana. I jakoś ciężko mi sobie z tym poradzić. Może przez tą naiwną wiarę, że on jest inny. Nawet to jak mnie potraktował nie pomaga mi w odcięciu się całkowitym od niego. Fakt nie rozmawiamy ze sobą, ale nie ma dnia, żebym o nim nie myślała – raz ze złością, raz z żalem, raz z miłością – ale codziennie.

  322. Droga Milo. Musi upłynąć jakiś czas, u każdego jest to inaczej. Jest ci ciężko bo właśnie zaufałaś, właśnie jemu. Moja rada…mów sobie codziennie, że na nim się świat nie kończy. Że jesteś warta by kochał cię ktoś, kto na twoje uczucie zasługuje. Myślę, że najlepiej byłoby poznać kogoś nowego, nie na siłę pakować się w związek, tylko miło spędzać czas. Życzę ci powodzenia i więcej wiary w ludzi:)

  323. witaj!ja również cierpię z powodu rozstania.Swojego chłopaka poznałam jeszcze w liceum. Bardzo dobrze się rozumieliśmy. Po 1,5 roku związku wyjechaliśmy na studia,zamieszkalismy wspólnie .Na początku mieszkało się nam razem bardzo dobrze.On zawsze powtarzał że chciałby żeby tak było już zawsze.Wszystko zaczęło się psuć kiedy on poszedł na studia.Chciał bardzo często chodzić na imprezy,spotykać się z kolegami, znikał na całą noc i szedł np.na imprezę do akademika.Zaczeliśmy się częściej kłócić on zaczął palić marihuanę.Wiedziałam że coś jest nie tak ale bałam się go zostawić bo bardzo go kochałam.2 tyg temu on zerwał.Wtedy powiedział że mnie już wogóle nie kocha.Ja wróciłam do domu on chodził codziennie na imprezy,wracał pjany do domu.I tak 7 dni w tygodniu.po tyg wróciłam żeby ratować związek bo bardzo za nim tęskniłam,on już nie chciał.Dopiero kilka dni temu powiedział że kocha mnie nadal bardzo mocno ale chce się wyszaleć bo jest młody ale nie wyklucza że kiedyś do siebie wrócimy.Ja nie mogę się z tym pogodzić.kocham go ponad życie,tęsknię bardzo i nie potrafię bez niego zyć.Codziennie nie robię nic innego tylko leże i płaczę.Jest mi bardzo ciężko.Nie wyobrażam sobie życia z innym chłopakiem.Nie wiem dlaczego on mnie tak rani skoro tak bardzo mnie kocha….

  324. Wiesz co Eryczko – to nie jest tak, że zamknęłam się w domu i nic nie robię. Może owszem na początku tak to wyglądało, ale teraz spotykam się ze znajomymi, uprawiam sporty. Staram się żyć dalej i myśleć, że skoro on tak się zachował to nie warto o tym już tyle rozmyślać. Ale co mi po tych staraniach, kiedy tak czy siak on gdzieś siedzi w mojej głowie.
    Cierpiąca –> nigdy nie zrozumiem podejścia “kocham Cie, ale….” (w miejsce kropek wstawić własne przeżycia). Jak ktoś kocha to stara się wszystko jakoś posklejać, uporządkować. No chyba, że są to skrajne przypadki – przemoc w związku itp. Wtedy no trudno – kocham, ale odchodzę. Ale żeby się wyszaleć?? Niech po prostu powie prawdę zamiast ubierać wszystko w piękne słowa, które jak się później okazuje nie są nic warte. Mój zrobił to samo – kocham Cię, ale… Nawet po zerwaniu mówił mi rzeczy dające nadzieję. A po dwóch miesiącach miał nową dziewczynę i też twierdzi, że ją kocha…

  325. Cześć wam wszystkim w poniedziałkowy poranek.
    Cierpiąca-nie daj się nabrać.Ten koleś nie wie co to miłość.Zapomnij jaknajszybciej inaczej będziesz się z nim męczyła przez całe życie.W ten sposób się nie kocha-w ten sposób się kims manipuluje-i on to robi.
    Moja była każdy problem załatwiała rozstaniem i zobacz gdzie i jak skończyłem.Nie daj się dziewczyno-odpuść sobie tego nieczułego dupka.
    Eryczko-mam nadzieję,że u Ciebie nadal poukładane i tryskach uśmiechem.
    Mila-znam ból codziennego ,bezsensownego myślenia-staram sie wtedy przypominac sobie to co mi w niej nie pasowało-nie zawsze pomoga,ale poki co innej recepty nie mam a musze w końcu zacząć funkcjonować.

  326. Mila:) dlatego napisałam ,już nie pamiętam czy tobie czy komuś innemu, że myśli o nim staną się coraz rzadsze, wspomnienia zbledną. Czy nie jest już tak, że troszkę się do kupy pozbierałaś?:)
    Artur hej:), jak było na weselu???? A mój nastrój trudno określić za radosny, jest unormowany ale nie tryskam radością. Byłoby tak gdybym nie musiała już się ukrywać i kombinować…Chociaż czytając te wszystkie historie naprawdę nie mam wyrzutów sumienia…

  327. Miałem już odpuścić sobie to wesele , ale nie chcialem wystawić koleżanki do wiatru.
    Wesele całkiem udane,ale co z tego jak przy kazdym tańcu,toaście czy piosence myślałem o NIEJ.
    I najgorszy był powrót bez niej.Nie wiem czemu tak mi się wryła w serce i pamięć ,ale jesli nawet na weselu nie moge o niej zapomnieć to nie jest dobrze.

  328. Czy wy też tak macie,że pamiętacie wszystkie te chwile z początku znajomości,te dobre emocje,i te marzenia,że z Tą osobą to uda się wszystko???

  329. Nie powiem Eryczko, że nie jest lepiej, bo owszem jest. Na początku było tragicznie. Dwa miesiące codziennego płakania w poduszkę. Teraz już nie płaczę tak często, ale myślę niestety codziennie – co robi, czy jest szczęśliwy. Jejku ile ja bym dała żeby znów zobaczyć ten jego uśmiech… No ale co mi pozostało – jedynie próby zapomnienia.
    Oj Arturku – macie tak, macie. To jak chciałoby się z tą osobą dzielić chwilami szczęścia. To jak się widziało tą osobę szczęśliwą… ehhhhhh.

  330. Ehhhhh,dobrze,że was znalazłem,bo ja sam siebie nie rozumiem czasami,życie trwa a ja jakbym stanął w miejscu.
    Wesprzyjcie,przytulcie….:)
    Miłego dnia.

  331. Ja również się cieszę, że jest to forum:). Myślę, że jesteśmy tutaj w stanie pomóc sobie bardziej niż kto inny by mógł w realu.
    Mila, to normalne że masz takie myśli, ale one miną uwierz mi:).
    Artur, wszyscy cierpiący nie potrafią dostrzec świata wokół siebie. Ja z kolei nie potrafię się cieszyć jak powinnam. Bo kiedy zaczyna mnie przepełniać radość od razu pojawia się strach jak długo??? Mówię sobie” nie ciesz się głupia bo potem dostaniesz kopa w tyłek i się nie podniesiesz”. Więc tak już jest, że kiedy ponosi się za dużo porażek, człowiek jest już skaleczony na całe życie. Ale cały czas mam nadzieję, że nadejdzie taki dzień w życiu , kiedy nie będę się już bać:) Pozdrawiam wszystkich:*

  332. Ty siedzisz mi w glowie czy jak?
    Drugi raz udaje Ci się ubrać w słowa to co ja mam w myślach.
    Za bardzo mnie ostatnie dwa lata przejechały a “moja” dołożyła swoje.
    Kurcze-idealny moment……

  333. Witajcie !!

    Wróciłam do Was 🙂 i nadrabiam zaległości.

    Eryczko ciesz się tym co masz nie mysl o tym co będzie później, teraz czas w Twoim zyciu na radość korzystaj. Choć dobrze rozumię Twój strach, ale nie pozwól by strach przed działaniem wykluczył Cię z gry 🙂 Trzymam Kciuki :* 🙂

    Arturze dobrze ze poszedłeś na to wesele, a to że Ci jej brakowało to naturalne ale będzie coraz lepiej bo musi być.

    A ja wylądowałam w szpitalu, nie jadłam, nie spałam i zaczęłam mdleć do tego doszło mi zapalenie oskrzeli, ale na szczęście już prawie ok i jestem w domu. Jemu nic nie powiedziałam, nie powiedziałam ze jestem w szpitalu kiedy do mnie dzwonił kłamałam, że jestem tu czy tam. Wczoraj usłyszałam “wy kobiety tak macie wielka miłość a po tygodniu wam przechodzi” więc skoro tak uważa niech tak już będzie. Jest mi ciężko ale nie pozwolę mu już ze mną pogrywać. Mam o nim dobre zdanie i nie chce go zmieniać dlatego staram się z nim nie wchodzić juz w dyskusję. Pogodziłam się z Jego decyzją nie jest łatwo ale nie bedę nic już robić, moja rola się skończyła. Nie będę tez za nim płakać. Koniec z tym.

    BUziaki:*

  334. Arturku przytulamy – tak na odległość, ale przytulamy:)\
    Jestem tu nowa i muszę trochę nadrobić zaległości, tzn. poczytać o Waszych przypadkach. Artura już czytałam – jestem zaskoczona zachowaniem dziewczyny. Teraz muszę dowiedzieć się trochę o reszcie:)

  335. Witam was w ten czwartkowy poranek.Nie wiem jak u Was,ale u mnie deszczowa,podkocykowa pogoda.

    Sylwia-jeżeli zdecydowałaś się odpuścić go sobie to może i dobrze.Lepsza taka dezycja niż zycie w nadziei i zawieszeniu.Mam nadzieję,że ze zdrówkiem się polepsza z dnia na dzień i prosze informowac na bierząco.

    Eryczko-myslenie ma przyszlość , więc się nie przejmuj.Tylko nie myśl więcej niż robisz i myśl nie mniej niż działasz i bedzie dobrze.Ważne , że on nie zniknął a widze,że to dla Ciebie ważne.

    Miła-takie małe słowo “przytulamy” a jak wiele daje takie coś.Ja już tu kiedyś wspominałem,że po tym wszystkim już chodze i tule się do ścian.

    A u mnie Pani Szanowna po parunastu dniach się odezwała z pytaniem o zdrowie.Mialem ochotę ją ochrzanić przez ten telefon,ale oczywiście nie dałem rade i porozmawialiśmy.Niby nic,niby od tak a we mnie krzyczało-WRÓĆ albo SPADAJ.I dziś znów cisza w telefonie,i znów gonitwa myśli i tęskno i wściekły jestem że w takim okresie życia trafiłem na nią i że tak dałem sobie psychike rozwalić.

  336. Artur. Myślę, że powinieneś jej powiedzieć, kiedy się znowu odezwie, że dla ciebie to męczące. Albo niech się określi o co jej chodzi i czego chce, albo niech pozwoli tobie o sobie zapomnieć. Tak nie można postępować! Bo albo się chce czegoś albo nie. Nie można manipulować cudzymi uczuciami, nie pozwól sobie na to, bo chyba powolutku zaczynasz wracać do życia. Ona nie może ci ciągle podcinać skrzydeł, które zaczęły odrastać. Pozdrawiam cieplutko:)

  337. No i należą mi się baty! Szybkiego powrotu do zdrowia Sylwio :). Miło było zobaczyć u ciebie tyle uśmiechów :*.

  338. Albo ona nie zdaje sobie sprawy z tego co czuje kiedy ją słyszę a potem kiedy znika,albo ma to gdzieś.Może rzeczywiście się martwi.Nie wiem.Może naprawde miała dość i dlatewgo odeszła.
    Masz rację,że powinienem jej powiedzieć że albo niech się wcale nieodzywa albo wraca,ale cały czas mam nadzieję ze może się to odnowi,może coś się tli.I tak sobie wmawiam,z jednej strony chce zapomnieć a z drugiej chcę ją objąć i usłyszeć ……… !

  339. Myślę, że powinniście się spotkać i musisz jej powiedzieć co czujesz gdy tak jest. Powinieneś jej powiedzieć, że bardzo chcesz jej powrotu, ale nie dasz rady żyć złudzeniami. Albo wóz albo przewóz, tylko poczekaj aż ona się znowu odezwie. Nie rób tego sam, nie daj jej tej satysfakcji. Może faktycznie jest tak że się tylko martwi, ale powinna ci powiedzieć o co chodzi.

  340. Ona już mi powiedziała wczesniej,jak wspominałem.
    Ze miała dość,ze ją zraniłem tym swoim marazmem i niechceniem i że za późno się zebrałem.Ja to wszystko juz słyszałem.

  341. Ale powinieneś ją uświadomić jak reagujesz na jej zachowanie, że daje ci to nadzieję.

  342. JA JĄ ZRANIŁEM??????????…JA JĄ ZRANIŁEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!?????……………………..zaraz mnie szlag trafi!!!!!!!!!!!

  343. Jak sobie na chwile uświadomilem to aż sie zagotowalem.
    Jak za glośno krzyknąłem to przepraszam:)

  344. Arturze to nie jest tak że ja sobie odpuściłam, tylko zrozumiałam że nie mam sił walczyć, poczułam że on nie chce kontaktów, że dlatego właśnie że jest dla mnie aż tak ważny pozwolę mu odejść ze spokojnym sumieniem. Niech myśli że wszystko jest ok, po co ma dźwigać mnie jako ciężar? Chce zostać dla niego miłym wspomnieniem takim jakim on jest dla mnie. Szczerze nie wiem czy to dobre posunięcie. Od dwóch dni nie mamy ze sobą żadnego kontaktu, oprócz tego ze widzę go teraz na gg 🙂 Kiedy czytam to co Ty przechodzisz strasznie mi przykro się robi, myślę że ona postępuje nie fer, to jak zabawa, ale przeciez to Twoje uczucia, Twoje nadzieje – nie pozwól sobie na to!

    A ja Kochani dziś pojechałam do szpitala odebrać wyniki i już wychodziłam kiedy zadzwoniła do mnie siostra cioteczna że właśnie została przyjęta na oddział porodowy więc odrazu do niej poszłam ale nie porozmawiałyśmy bo niestety komplikacje. Czekałam 4 godziny z Nią na Jej dziecko, pomagałam jak mogłam itd… w końcu zadecydowali o cesarskim cięciu, minęły następne 2 godziny, byłam z Nią cały czas i na świat przyszedł Mały zdrowy chłopczyk!!! 🙂 Mówię Wam co za przeżycie, pierwsza tzn zaraz po siostrze zobaczyłam Małego! Takie cudo, poryczałam się i zrozumiałam co to szczęście patrząc na Maluszka. A teraz zostanę matką chrzestną tego Szkrabka, miała być inna osoba, ale w zaistniałych okolicznościach postanowili rodzice Maluszka że to ja na to miano zasłużyłam 🙂 !!! Cudownie się czuję, byłam Jej tak potrzebna i co we mnie wzbudziło tyle pozytywnych emocji i taka Piękna Nagroda – Dziecię Zdrowiutkie 🙂 !

  345. Moje gratulacje.I dla Ciebie i dla mamusi.Teraz będziesz uradowaną Cicią no i prawie mamą:)
    Naprawde się cieszę,że Cie coś takiego spotkało.
    Co do mnie,czasem mam wrażenie,że to ja sam sobie robie krzywdę myśląć o niej.
    Wszyscy dookoła mi mówią , że nie ona jedna i nie warto zamykać się na świat,bo nie jest tego warta a we mnie jest cały czas ona-chęć dzielenia się nowym życiem z nią,chęć opowiadania o każdym dniu własnie jej i pragnienie-jej-nie żadnej innej tylko właśnie jej.Widać jestem zbyt mało chwiejny w uczuciach.Czy było dobrze,czy było źle czy sie kłucilismy czy ja leżałem w szpitalu a ona wpadała i wypadała to od kiedy pierwszy raz powiedziałem jej kocham to ani na chwile nie przestałem i nie zwątpiłem.A teraz każdą rozmowę z nią spinam się żeby nie błagać , nie prosić i nie wylewac na nią niechcianych uczuć.nawet jak te rozmowy są co parenaście dni to każda mnie potem rozbija i wznawia chęć walki,tęsknote i złość….jedno jej odpowiednie słowo czy spojrzenie i bym się w nią zapadł……
    Za mało interesujący ,nudny i zmęczony się stałem chyba przez czas choroby i późniejsze dni…..

  346. Miłej reszty dnia wam wszystkim życzę!!
    Dużo spokoju i żeby was kciuki bolały trymając je za mnie:)
    A Tobie Sylwio dużo zdrówka , dbaj o siebie i na bierząco nas tu informuj.

  347. Arturku dziękuje:)!!!
    Pamiętaj że miałeś prawo czuć się zmęczony, to nie Twoja wina że coś tak okropnego Cię spotkało, nie Twoja wina że jej sie znudziło, myślę że Ty zrobiłeś dokładnie wszystko co mogłeś zrobić na tamtej okres swojego życia, to jej zabrakło cierpliwości, wytrwałości i chyba miłości do Ciebie. Mam nadzieje że każdego dnia będzie coraz lepiej tego Ci życzę z całego serca :):* i uśmiechu:)

    Eryczko gdzie jesteś?????

    Ja dziś zadzwoniłam do niego po dwóch dniach bez kontaktu. Zadzwoniłam ze spokojem zapytałam czy wszystko ok. Nie płakałam już po usłyszeniu jego głosu, chyba naprawdę się godzę z tym co się stało, choć miałam ochotę powiedzieć mu jak bardzo mi jest jego brak, ale myślę że mówiąc mu to zrobiłabym sobie krzywdę, a przecież tego nie chce.

    Śpijcie spokojnie Kochani:*

  348. Witajcie moi drodzy:)
    Jak idzie wam radzenie sobie z tym przeokropnym bólem? Ja przez cały weekend przechodziłam kryzys. Po dość długim okresie zajmowania się wszystkim co popadnie byleby tylko nie myśleć w końcu zostałam sama w domu, bez żadnych zajęć, tylko z własnymi myślami. Wróciłam w piątek z pracy, posprzątałam troszkę, poszłam na basen i później mnie dopadło. Ta potrzeba porozmawiania z nim, o czymkolwiek, chęć przytulenia się do niego. Oczywiście nie napisałam do niego – to zniweczyłoby ten cały okres, w którym starałam się odciąć od niego. Ale muszę przyznać, że jest ciężko. Od czasu do czasu wejdę tylko na gg i wklepię jego numer, który znam na pamięć, żeby zobaczyć po opisie czy u niego wszystko w porządku, żeby po chwili znów go wykasować – żeby nie dręczyć się codziennie.
    Jak u was kochani? Dajecie sobie radę? Jak Eryczko, Arturze u Was?

  349. Ech.. czytam te wasze opisy, wasze sytuacje…
    Moja historia dość podobna. 2 lata związki, wiele rozstań, wspólne mieszkanie… Ale już nie szło razem wytrzymać. Obwiniałam siebie, on obwiniał (i ciągle obwinia) tylko mnie. Nie było akceptacji, szacunku, czułości, tolerancji.. z jego strony. To ja byłam tą złą i musiałam się zmienić. Wczoraj wszystko pękło. Rodzina pomogła w przeprowadzce od niego, z tego miasta, w którym mieszkaliśmy… On dalej się pastwi nade mną i wylicza mi rachunki (połowa nie wiem za co?), a jak nie zapłacę, to mi grozi, że mi zaszkodzi tak, że się nie pozbieram…
    To mój drugi poważny związek, ale pierwszy, który tak mnie zniszczył. Ciężko się pozbierać, spać, wstawać. Boli to, że tak się potoczyło, że tak się pomyliłam co do człowieka, że tak się oszukiwałam i że on ma niewłaściwy obraz tego… wiem, niedorzeczne.
    Radzi się, by się czymś zająć. Internet jest dobry? 🙂
    Jak u Was dziś?

  350. Hej Justa

    2 lata związku to nie jest błahostka, tym bardziej że piszesz o wielu rozstaniach więc coś Cię musiało do niego jednak ciągnąć mimo konfliktów(które tez mogą budować w jakimś stopniu każdy związek). Jeśli nawet obwiniacie się nawzajem to sami się bronicie po prostu przed popadnięciem w większy smutek,
    zawsze to jakieś zmniejszenie “strat” po swojej stronie. A czy zadałaś sobie pytanie dlaczego nie było z jego strony akceptacji, szacunku? Myślę, że Twoje zachowanie miało duże znaczenie. On ma obraz taki jaki widzi, jaki mu przekazujesz, mimo że Ty wiesz, że jest inaczej. O czułości nie wspominam bo uważam że to normalne, że generalnie faceci nie okazują czułości tak jakbyśmy tego chciały ale może to i dobrze, bo z własnego doświadczenia wiem, że jak któryś robi to w nadmiarze to nie jest do końca szczery a w dodatku później okazuje się mięczakiem:)
    Czy przez 2 lata związku nie wyliczał Ci rachunków? Nie wiem jak się dogadywaliście w sprawie opłat i rachunków, ale dlaczego po rozstaniu miałby tego nie zrobić? Czy w czasie związku naciągał Cie na pieniądze, musiałaś za niego płacić, pożyczałaś mu pieniądze? Jeśli tak to nie oddawaj mu pieniędzy, a jeśli on w kwestii pieniędzy był uczciwy to nie widzę powodów, dlaczego miałabyś się zachować nie honorowo i mu ich nie zwrócić tak jak ustaliliście na początku wspólnego zamieszkania. I tak jak mowie jesli przez dwa lata był uczciwy, sumienny, miał zasady, to nie masz się czego obawiać nie zaszkodzi Ci. To tez jest swego rodzaju obrona przed tym, żeby się nie zadręczać, żeby siebie nie obwiniał bo tak będzie mu łatwiej po rozstaniu.
    Ważne jest tez co powiedział na koniec, na ostatnim spotkaniu, jeśli takie w ogóle było. Czy mu zależy na Tobie, czy chce z Tobą być pomimo tych niezgodności? Czy po prostu Cie olał, pozwolił Ci wyjść i jeszcze z uśmiechem pomagał pakować? Im dłuższy okres związku tym trudniej Ci będzie przejść do porządku dziennego. Ja postanowiłam, że szybko nawiąże nową znajomość, ale ta droga okazała się niezbyt skuteczna, raczej przekonała mnie tylko, że mój Maruś nie był taki zły.
    Mam bardzo duże wymagania odnośnie facetów i dlatego każdy nowo poznany nie spełniał nawet polowy moich “warunków”:) Chcąc nie chcąc każdego porównywałam do Marka i na moją udrękę Marek zawsze miał więcej plusów. Każda następna znajomość dodawała punktów Markowi, mimo tego, że robił mi czasem awanturę o byle co, ze czasami milszy był dla nieznajomej na pasach niż dla mnie. Po miesiącu bez kontaktu zaczęłam o nim znowu częściej myśleć i dopiero wtedy sobie tak naprawdę uświadomiłam co straciłam. Nawet chciałam, żeby Maruś przyjechał i mnie opieprzył, że znowu wietrze w pokoju a jemu jest zimno:)
    więc dobrze sobie jest dać sporo czasu (nawet do kilku miesięcy) i poczekać aż samo się zacznie dziać. Najlepsze związki są i tak z przypadku a nie szukania, żeby zapełnić lukę, pustkę.
    Co do zajęcia się Internetem, żeby o nim nie myśleć to jeśli spędzaliście dużo czasu w Internecie to nie jest to dobry pomysł. Podobnie z innymi zajęciami, jeśli chodziliście na film do kina, to oglądnij film w domu. Jeśli piliście razem wieczorem kakao to napij się z koleżanką tego czego z nim nie piłaś ale rankiem…
    Wiem, że i tak jest najgorsza ta ciągła myśl o nim, że kiedyś będzie łapał za kolanko inną 🙁 i innej będzie też robił awantury:):(. Z perspektywy czasu to jednak był błąd, że od niego odeszłam, człowiek z wiekiem ma inne myśli, zdanie. Jednak Marek był już w USA.

    Trzymaj się Justa:)

  351. Edzia, słuszne uwagi, bardzo pomocne. Otwierasz mi oczy. Tak, wyliczał mi rachunki, nieuczciwe, bo uważał, że musi oszczędzać (patrz: on zarabiał dużo, ja jeszcze studiowałam). Ale to nie była zwykła nieczułość… to była oschłość, brak zainteresowania moją osobą, który wcześniej uznawałam za pozytywną cechę, na swój sposób… jednak później się okazało, że to się nasila, że cały dzień jest w pracy, a jak wraca, to tv, komputer (czyli dalej praca i rozrywki w komputerze), a na mnie nawet nie spojrzał. Zrezygnowałam dla niego ze wszystkiego, ze znajomych, z sentymentu i mojego wspaniałego miasta i wyprowadziłam się z nim do miasta, którego nienawidziłam, nie znałam w nim nikogo. By ratować “naszą”miłość, bo to był warunek jego – jak pojadę, to znaczy, że go kocham. Potem warunków pojawiło się więcej… jak to zwykle bywa. Miłości nie uratowałam, a w tym mieście nowym nie poznałam nikogo, bo controlling był pełny. Jak się nie odzywałam 30 min. to rozpaczliwe SMSy z pytaniami gdzie wychodzę, czemu go oszukuję (samym nieodzywaniem się?), czemu jestem taka podła, że na pewno się z kimś spotkałam.. Stroju kąpielowego kupić nie mogłam, bo pytał po 15 razy swoim gorzkim tonem o to po co mi ten strój i gdzie ja w nim wyjdę, a przede wszystkim z kim.. tak, będę go zdradzać.. (on nie pływa, ja też prawa nie mam do tego).
    I tak wyglądał mój codzienny koszmar. Jednakże ciągle wierzyłam, że on pokocha mnie tak pięknie, że będzie chciał mnie pocałować któregoś dnia… (tak, nie całował mnie, nie całowaliśmy się), że weźmie mnie za rękę (nigdy mnie nie brał, bo ludzie patrzyli), że przedstawi mnie rodzinie (nigdy tego nie zrobił, nawet przez tel.. choć go błagałam wręcz), że da mi nr telefonu właścicielki mieszkania, żebym i ja miała z nią kontakt (nie da mi, bo mu mogę zaszkodzić) itd…
    I wierzcie mi, ja go nie obwiniam. Miał fobię społeczną, wszędzie się dopatrywał morderców i gwałcicieli, przez co nie mogłam chodzić w małym dekolcie, bo już mówił, że wyglądam jak szmata…
    Ja go nie obwiniam, obwiniam siebie za to, że długo żyłam w ciemni, że się oszukiwałam. I nie rozumiem czemu tęsknię? Za kontrolą? Za brakiem zaufania?
    Czy prowokacją można nazwać styl bycia? To że jestem wesoła i uśmiechnięta, lubię zagadać to Pani w mięsnym i się pośmiać z nią, to jest złe? Ja już doprawdy nie wiem..
    Na koniec usłyszałam, że będę tego żałować, że odeszłam. Że nic lepszego mi się nie trafi, że nie zasłużyłam na nic dobrego.

    I wiesz, Edzia, nie zazdroszczę tego, że Marka nie ma, a chciałabyś, żeby był. Czyli uważasz, że Ty jednak źle postąpiłaś? Naprawdę nie zdarzyło się nic lepszego? A Marek nie jest tą pierwszą, idealizowaną miłością? Ponoć po rozstaniu zawsze się człowieka wybiela.. o czym wcześniej pisali moi poprzednicy/pisały poprzedniczki.
    Jednak chyba mężczyźni znoszą to lepiej niż kobiety, oni nie muszą się aż tak (w znacznej większości) zastanawiać co robić, by nie myśleć o byłej.. Dla nich to naturalne.
    I wiesz, Edzia, ja też miewałam krótsze związki, a po ich rozpadzie wpadałam w następne (też krótkie). Wtedy to nie okazywało się złe. Pozwalało zapomnieć o niewypałach na jakiś czas. Ale też nic dobrego z nich nie wyszło.

    Jednak żałobę trzeba przeżyć…

  352. Witajcie w ten “wiosenno-zimowy” dzień.
    Na wstepie przyznam się ,Mila,że z gg mam podobny patent.wykasowałem jej numer,ale i tak co jakiś czas wklepuję go na nowo żeby sprawdzić opis.Paranoja.A numer znam na pamięć bo sam jej zakładałem to gg swego czasu.
    A co do ostatnich dni to starałem się nie czuś samotny.W piatek prosto po pracy pojechaliśmu z kolegami na drugi koniec Polski.Wróciliśmy dopiero w sobotę rano,lecz oczywiście nie omieszkałem po drodze napisać JEJ smsa,bo zawsze w trasie o niej myślałem i myśle.I tak się skończyło moje “zapomnienie”.Piękne miasto,piekna starówka i nawet przez przypadek trafiliśmy na zabawe.I co z tego.Na starówce myślałem o tym , że nie moge się z nią tym widokiem podzielić ,na zabawie siedziałem przy stoliku przy kawce i myślałem ,że może ona gdzieś się tam bawi a ja jej przez długi czas nie byłem w stanie tego zapewnić i tylko z nią mam ochotę sie bawić.W drodze powrotnej za kółkiem myślałem o niej.Że może odrazu po powrocie podjechać do niej i przytulić i o opowiedzieć.Nie mam pojęcia jakim cudem wróciłem cały.Z jej strony była cały czas cisza,żadnego odzewu,Więc wypiłem kieliszek i padłem po dobie bez snu.Rano poszedłem pomóc sąsiadce składać meble.Zeszło mi do wieczora.Była cała jej rodzina,dzieciaki biegały dookoła,wesoło rodzinnie szła praca.I co z tego-ja myślałem o niej.
    Żałowałem,że jej tam nie ma,ze mnie nie widzi ,że nie moge jej przytulić na chwilę albo spojrzeć na nią w trakcie pracy i że z nią nie mam takich dzieciaków,że nie widzi jak odzyskuje sprawność i chęć do działania.Udało mi się na chwilę zapomnieć,dosłownie na sekundę,porozmawiałem z sąsiadką,troche mnie uspokoiła i dostałem smsa od Niej,co u mnie słychac.Oczywiście ucieszyłem się jak dziecko na widok lizaka i cały chwilowy spokój prysł.Odpisałem ,że wróciłem cały i że pół dnia mi przy meblach zeszło zapytałem się co u niej,ze nadzieją ze może sie na chwilę kontakt rozwinie i koniec.Żadnej odpowiedzi ,nic cisza.Padłem.Włączyły mi się pretensje do siebie samego,że wcześniej nie byłem w stanie tyle robić,że mało zabawowy się stałem w tamtym czasie,że nie miała ze mnie porzytku.Bo i nie miała przez długi czas.Taka prawda.Skończyło się na piwie w jakiejś badziewnej pijalce i na gapieniu się pół nocy w telefon.Dziś znów znajoma,która poznałem na weselu(pisałem wcześniej) wyciągnąć mnie chciała na spotkanie, lecz oczywiście siedze w domu,i zgadnijcie o kim myśle?
    Zaczynam wyglądać jak łachmaniarz,czuć się jak żul,nie mieć na nic ochoty i znów mieć żal do siebie i tęsknić za nią.
    I tak oto mija mi pierwsza wiosna po odzyskaniu życia……

  353. Najgorsze jest to, że nawet mając zajęcie ciężko jest zapomnieć o tej osobie. Wszyscy Ci mówią, zajmij się czymś, nie zamykaj się w domu. I co z tego jeśli nawet wychodząc gdzieś z kimś myślisz o tej drugiej osobie. Bo nie jest możliwe przecież zajęcie myśli czymś innym przez cały czas. Jeśli nawet udaje Ci się to przez większość czasu to i tak pojawi się ta chwila, w której myśli o Niej/Nim przebiegną twój umysł. I znów klops. Ja szczerze powiem, nie wiem już jak odgonić od siebie te myśli. Także wiem Arturku jak ciężko jest nie myśleć o tej osobie. Jak liczy się na to, że może się odezwie. Że może wszystko uda się naprawić. A najgorsze są właśnie te nadzieje, bo jak widać Oni pozamykali już za sobą te drzwi. Tylko my wrzucamy swoje nadzieje pomiędzy drzwi a futrynę, tak żeby się do końca nie zamknęły, żeby została jakaś mała szparka, żeby była jeszcze jakaś szansa na ich otwarcie. Ale czy jest? W moim przypadku już na pewno nie ma – a i tak nie potrafię zamknąć tych drzwi:(

  354. Wiem Mila,właśnie wiem.Zastanawiam się czemu nie potrafimy włączyć rozumu bardziej niż serca.
    Rozum bardzo wiele podpowiada.Że marnujemy swoje zycie,ja z pewnością.Widze to i czuje,jest to namacalne. Że tracimy wiele innych wartościowych osób-swoich przyjacił,których sie odsuwa w takim stanie,że świat się na nich nie kończy i słońce świeci dalej.Ja , dla przykładu,bardzo opusciłem się w swoich obowiązkach a trwa to już pare misięcy.A przecież przez czas choroby chciałem do nich wrócić,chciałem być dobry w tym co robie…chciałem.
    Cały czas jednak mam myśli , że mogłem coś więcej zdziałać.Że biegać i pokazywac się jej częściej po rozstaniu,że może te pare wizyt i rozmów to za mało.Lecz z drugiej strony ile można słuchać “NIE”.I mam w głowie cały czas słowa o miłości ,naszej wspólnej przyszłości tuż sprzed jej odejścia.Z jednej strony nie chce jej źle życzyć a z drugiej,mam podejrzenia,że pojawił się ktoś inny i zostawiając mnie w takim stanie wtedy odbije się to na niej.Głupie to , dziecinne i walcze z tym,ale słyszałem kiedys takie słowa że “nie zbuduje się szczęścia na czyims nieszczęściu”….Nadzieja,ta pieprzona nadzieja,której miec już nie powinienem.
    Mam nadzieje,że niedziela mija wam choć w miare miło i coś udało się wam zrobić i zdziałać,a jeśli nie to ja tu poki co jestem i gdzieś między swoimi frustracjami i zalami uda mi się powiedziec dobre słowo.

  355. Hej Justa,

    wyliczał Ci rachunki nieuczciwie bo uważał, że musi oszczędzać? Trochę nie rozumiem bo jeśli sobie coś ustaliliście i nie liczył Ci np 2 razy więcej to o gdzie tu nieuczciwość? A oszczędność to bardzo dobra cecha u faceta, szczególnie jeśli trzeba nas stopować w wydawaniu pieniędzy:). Co do oschłości to podobna widzę sytuacja jak u Artura, ale mężczyźni są tak skonstruowani, że jednak trzeba im dać znak żeby byli czuli, bo inaczej myślą, że narażą się na śmieszność. A z nami kobitkami to nie wiadomo co nam do głowy nagle strzeli:)
    Wiesz, nie znam jego motywów, ale skoro piszesz, że przeprowadziłaś się do obcego miasta to nie ma się co dziwić, że się martwił o Ciebie i pisał często smsy. A poza tym całkiem inaczej patrzy się na smsy co 30 minut jak się siedzi w nudnej pracy czy w kilku godzinnej podróży a inaczej jak się czymś zajęło czy wyszło na miasto czy na galerie.
    Moim zdaniem jego podejrzenia nie były bezpodstawne (doświadczenie koleżanki), wiec albo naprawdę się z kimś spotykałaś i on nie wiedział w jakim celu albo dawałaś mu po prostu taki obraz, bo chciałaś żeby był o Ciebie zazdrosny, co przyniosło skutek odwrotny. Ponadto jeśli się z kimś mieszka w związku, to jasnym jest że mówi się dokąd się wychodzi i z kim. Każde inne zachowanie od razu wzbudza podejrzenia – i nie ma w tym nic dziwnego, postaw się w jego sytuacji. Jeśli idziesz wyrzucić śmieci i mówisz mu o tym, to dlaczego masz wychodzić do miasta i on nie może wiedzieć co i jak?
    Z Twojego opisu wydaje mi się, że trochę wyolbrzymiasz te jego zachowania, bo jednak byłaś z nim dwa lata, i teraz to też nie najlepiej może o Tobie świadczyć.Podobnie robiłam po rozstaniu z Markiem, chciałam na niego przenieść całą winę i nie dostrzegałam swoich powtarzających się zachowań, o których mi często mówił. Ale to było jakieś 7 miesięcy temu, więc teraz może to tak wyglądać, że go wybielam. Czytam, ze masz mu za złe, że był nadtroskliwy, wiele dziewczyn chciałoby, żeby ich facet tak się o nie martwił i np ostrzegał o spalonych lampach na ulicach powodujących zagrożenie dla młodych kobiet. To jest facet – on myśli przeważnie praktycznie, logicznie i chce żebyś była tylko jego i była bezpieczna bo czuje będąc w związku z Tobą, że za Ciebie odpowiada.Oczywiście nie mówię, że czasami nie przesadzał, bo na pewno mu się zdarzało, ale czy nie lepiej chuchać na zimne? Może taki typ ostrożny? Dla jednych dziewczyn to wada dla innych zaleta.
    Usłyszałaś, że będziesz żałować? Ale w jakim kontekście? Może miał na myśli, że lepszego od niego nie znajdziesz i będziesz za nim tęsknić jeszcze długo?
    Czy ja żałuje Marka? Hmm, byłam z nim 3 lata, i tez sobie mówiłam jak nie on to inny ale każdej następnej znajomości czegoś brakowało. Mimo, iż z jednym lepiej się dogadywałam w sprawach kina, z drugim dobrze mi się całowało to i tak, nigdy nie było już to samo co z Markiem, nie było takiej kompilacji wszystkiego
    co było u Marka, wiele wspólnych miłych i nieprzyjemnych chwil, to tak jak idziesz do pracy, pierwsza/druga poważna dłuższa praca jest z największym sentymentem, chwile przyjemne i te o których wolałoby się nie pamiętać. I do końca życia będzie się wspominało właśnie atmosferę i znajomych z tej pracy i tez te sytuacje konfliktowe. A praca to nawet większa cześć życia niż życie z tą drugą osobą. Każda następna praca to już rutyna, wyrachowanie, z podejściem osiągnięcia korzyści i szukania sobie takich zajęć i warunków, które będą zwyczajnie podchodziły pod daną osobę.
    Tak ja się teraz czuję. Długo płakałam. Uświadomiłam sobie to trochę za późno, a facetom niestety uczucie, tęsknota i sentyment przechodzi zdecydowanie szybciej niż nam kruchym istotom. Lepiej się od razu z tym pogodzić, że myśli o nim będą Cie nawiedzały jeszcze bardzo długo. Jeśli są jakieś słowa, które bardzo często do niego wypowiadałaś, to Cię to będzie bardzo bolało gdy je znowu będziesz mówić a jego nie będzie:(. Chyba się zaczynam dołować i Ciebie przy okazji…
    Przepraszam, nie chciałam 🙂

  356. A wiesz Edzia,że nie masz racji z tym szybkim mijaniem uczuć u facetów?
    Może w moim przypadku to jest spowodowane troche przeciążeniem ostatnimi czasy,ale mnie już “trzyma” długi czas.Przeszedłem wszystkie chyba już etapy od biegania za nią i tłumaczenia się z tego dlaczego nie mogłem i nie miałem siły na to czego ona oczekiwała po zwykłe telefony i spotkania , żeby czuła moją obecność aż po robienie z siebie błazna jakimiś prezentami w postaci batoników , kwiatów -jak uczniak.I nic.I nie przeszło i nie mija.
    Mam kilkoro wspaniałych przyjacił.Przez cały czas mnie wspierali w trakcie leczenia , choroby i po niej.
    I co z tego-nie ma jej.Nie potrafie zamienić jej na przyjaciół a ich z kolei odsunąłem żeby im nie truć cały czas o jednym.I czuje się jakbym z jednego sprawdzianu życiowego wpadł odrazu w drugi.Tylko,że miałem nadzieje,że ten drugi będe zdawał razem z nią.
    I nie przechodzi i nie mija i nie mamy “wyłącznika” na uczucia Edziu….przynajmniej ja nie mam.

  357. Ja chyba też za bardzo się zatraciłam w tym wszystkim. Niestety. Ale co poradzić jeśli ktoś najpierw daje Ci gwiazdkę z nieba a za chwilę ją zabiera. Przecież to nieludzkie:( Jak pozbierać serce, które myślało, że wreszcie trafiło na swoje szczęście, a ktoś po chwili je wyrwał i zdeptał?
    Arturku – ja myślę, że ty walczyłeś jak tylko mogłeś. Sytuacja jaka Cię dotknęła była bardzo ciężka i ona powinna to zrozumieć. Uważam, że zrobiłeś tyle ile mogłeś. Bo faktycznie – ileż razy można słuchać słowa “NIE”. Po pewnym czasie po prostu akceptujesz zdanie innej osoby, jej wolę, chociaż wcale tego nie chcesz. Nie obwiniaj siebie.

  358. Nie mam weny…nie wiem co mogłabym napisać…:/. U mnie jest nadal spokojnie, ale kiedy czytam wasze odczucia jest mi smutno, w pewnym sensie zżyłam się z wami. Chciałabym by wasz ból minął już, byście cieszyli się znowu życiem…mimo, że w głowie codziennie pojawia się myśl kiedy mnie dopadnie.
    Spokojnej nocy moi drodzy:)

  359. Witaj Eryczka-cieszę się że nas tutaj nie zostawiasz.Miło Cię widzieć i mam nadzieję na dalsze dobre rady.
    Od całej reszty też.
    Miłego początku tygodnia życze wszystkim.

  360. Artur, nie opuszczam was:). Czasami po prostu nie mam kiedy usiąść i poczytać. Jeśli chodzi o twoją osobę to zła jestem na “twoją” panią:/. Pisze smsa i nie odpowiada na twojego…chce zagłuszyć jakieś wyrzuty sumienia????????? Chce czuć się fair wobec siebie czy ciebie?????? Raczej wydaje mi się, że myśli egoistycznie. Musisz się chyba od niej uwolnić. Najlepszym lekarstwem jest czas, ale bez kontaktu z nią. W ten sposób tylko przedłużasz swoje cierpienie. Miłego dnia życzę wszystkim:)

  361. To jest w stu procentach racja.Czas bez kontaktu gdy sie chce zapomnieć.Tylko , ze ja biegam myślami od chęci zapomnienia o niej do pragnienia odzyskania jej.

  362. Wiem, że to bolesne Arturku…z jej zachowania wynika, że ona tego nie chce. Przykro mi strasznie, ale może trzeba się z tym pogodzić:(

  363. I co by nie mówić, jakby się nie oszukiwać.. nadzieja na powrót zostaje. Jeśli nigdy tak podle, tak źle człowiek nie czuł, to świadczy to o tym, że straciło się kogoś, kogo naprawdę się kochało?
    Arturze, mówisz, że się godzisz. Ja nie zgodzę się na to chyba nigdy, chyba zawsze będę czekać… Choć życie się ułoży inaczej, będę czekać…

  364. Ja nie powiedziałem , że się pogodziłem.
    Staram się jedynie pogodzić,pewnie za pare godzin może minut będzie mnie rwało do przodu,żeby jechac do niej , dzwonić,rozmawiać i będe sie musiał pohamować i wbić sobie znow na chwile , że nie moge i że musze zapomnieć,co oczywiście potrwa jakieś pare minut i od nowa.
    Mimo czytania wszystkich wypowiedzi a tego forum podnoszących mnie na duchu i wbijających mi mądre rzeczy do glowy , mimo stwierdzeń moich znajomych ze skoro tak się stało i w takim momencie mnie zostawiła to nie jest warta nawet dnia z mojego zycia to i tak za moment za nią zatęsknię i będę błagał boga o nią lub o zapomnienie.

  365. A co do Twojego pytania,czy straciło się kogoś, kogo się naprawdę kochało to nie wiem.
    Słyszałem wiele opinii,między innymi taką że poprostu przyzwyczajenie że się kogoś miało i tyle.Przyzyczailiśmy się do ich cech,do ich wyglądu i teraz ciężko nam to znaleźc gdzie indziej lecz to minie.JUSTA MUSI MINĄĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!

  366. Ale wszystko się z nim kojarzy. Wszystko… Nawet sięganie po tabletki, które codziennie biorę. Brałam je w takiej porze, że on był obok. Dziś po 3 dniach widzę swoją winę, jego winy jakoś już nie widzę. I oczy mnie szczypią od ciągłego płaczu. Upokorzyłam się. Dzwoniłam… nie odbierał. Napisałam szczery list, wysłałam rano. Nie odpowiedział. Nie chce wrócić… Co ja głupia zrobiłam?

  367. Nie uważacie , że zbyt emocjonalne wykorzystwwyanie tego forum, ciągłe wracanie do wspomnień i użalanie sie nad sobą opóźnia powrót do normalnego życia?

  368. Hej Artur

    Moja koleżanka miała taką sytuację, że zostawiła faceta ponieważ ją zdradził, a byli ze sobą bardzo długo jakieś 6 lat. Ale on się nie poddawał mimo, iż ona mu wyraźnie powiedziała ze nie chce go znać. Nie poddawał się i pisał do niej tak często jak tylko mógł, wspierał ją, pomagał, nawet gdy przez jakiś czas spotykała się z innymi i on to przypuszczał, to wciąż był przy niej. Trwało to okolu pół roku, aż w końcu zaczęła go coraz lepiej traktować a on już tego nie zmarnował i teraz są małżeństwem. Myślę, ze im więcej macie lat tym większe masz szanse. Może spróbuj też tak postąpić, tyle że nie podejmę się określenia przez jaki czas, ale jeśli po tym czasie stwierdzisz ,ze nic się nie zmienia, to powoli się wycofuj i przestań się w ogóle odzywać. Wówczas decyzja będzie należała już tylko do niej. Przynajmniej będziesz miał oczywistą jasność.

  369. Hej Justa

    Jeśli to rozstanie jest świeże to jeszcze nic straconego, trzeba działać, on na pewno też jeszcze myśli o Tobie, spróbuj jeszcze 2 razy w myśl zasady do trzech razy sztuka i czekaj. On na pewno też potrzebuje trochę czasu, żeby przemyśleć te sytuacje (dlatego się nie odzywa), bo ani Ty ani on nie chcecie, żeby się to powtórzyło. Ale z drugiej strony nie zamęczaj go smsami co 15 minut, raz dziennie wystarczy, ale też nie lakoniczny :).
    Bądź dobrej myśli…

  370. Wcale nie uważam, że to rozgrzebuje stare rany, jeśli ktoś wchodzi na tę stronę, to dlatego, że ma dość rozgrzebane.. że się tak wyrażę:)
    Jesteście kochani, a Ty, Edziu, tak pomagasz… Spróbuję jak mówisz. Nadzieję mam, ale to jego milczenie jest najgorsze. On uważa, że zrobiłam mu największe świństwo (bo się wyprowadziłam) i to znaczy zapomnienie całkowite.. Oby zmienił zdanie. Dziękuję Wam, Tobie, Edziu, szczególnie dziękuję:*

    Jak u Was dzisiejszy dzień? Lepiej?

  371. No hej Edziu….Justa,Eryka,Mila….i cala reszta:)
    Widzisz,sprawa wygląda tak,że ja JEJ nie zdradziłem,ja ją zaniedbałem.Mam do siebie o to wielkie pretensje,mimo iż wszyscy tłumaczą mi,że powinna zrozumiec w jakim stanie byłem i na co miałem siły a na co nie.Z jednej strony bardzo mi jej brak,a z drugiej mam żal że mnie w takim momencie życia zostawiła.
    I owszem,kiedy już troche się podniosłem jeździłem do niej,dzwoniłem,chciałem być.Może za późno , może za mało…ale tyle na ile miałem sił.Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi znów mam ochotę się do niej odezwac i znów zacząć “wkupywanie” się w łaski.Brak mi jej jak jasna cholera!Ale chyba czas myśleć o sobie,mimo że to boli.
    Justa-nie wiem czemu się wyprowadziłaś,ale podoba mi się to , że dociera do Ciebie że to nie było rozwiązanie sytuacji.Nawet jak Twój były nie bedzie chcial powrotu to teraz on traci,bo Ty jesteś juz mądrzejsza o ten krok.
    A co do Marcina-troche racji chłopak ma,ale ja osobiście tutaj trafiłem bo już nie radziłem sobie z emocjami które narosły we mnie przez ostatnie 1,5 roku a rozstanie do tego się dolozyło i gdzieś trzeba to wyrzucić,podzielić się i posłuchać ze nie jest się takim najgorszym-nawet jeśli nie zawsze obiektywnie:)

    PS:no i wysłałem jej smsa z życzeniem udanego dnia i po spokoju…odpisze,nie odpisze a może odpisze,a po co wysyłałem,a może mogłem inaczej coś napisać….mądrośc ode mnie bije straszna!

  372. Wszyscy płaczą? Heh, nie no, bądźmy optymistami:)
    Arturze, tak sobie myślałam o Tobie… i wiesz, mam smutną wiadomość dla Ciebie. Nie chcę generalizować, nie chcę się stawiać w Twojej sytuacji, ale moja była wcześniej podobna.
    Mój chłopak zachowywał się względem mnie tak jak Ty względem swojej dziewczyny. Zaniedbanie to mało powiedziane. Nie było choroby u niego, ale to ma małe znaczenie jeśli chodzi o uczucia… Mieszkaliśmy razem, on mnie nie zauważał (i tu Edzia ma rację – potem zaczęłam go prowokować, zaczęły się coraz częstsze kłótnie). Olewka totalna. I powiem Ci jak to wygląda z drugiej strony, czyli z mojej. Zwątpiłam w niego, w jego uczucie. Zresztą było to oczywiste, olewa mnie, moje potrzeby = nie zależy mu na mnie, odchodzę… Ale nim odeszłam oddalałam się emocjonalnie. Najpierw o niego walczyłam, o jego uwagę, ale było coraz gorzej. W końcu i ja się wycofałam, tak jak wcześniej on. I wtedy nagle on zaczął się starać, jemu zaczęło zależeć, pisał do mnie, bym wróciła, że mnie kocha, że zrozumiał swój błąd (patrz: Teraz tak jest u Ciebie). Niemniej ja byłam tak zmęczona tym, tak wypalona, obrzydł mi przez ten czas. Czułam, że zasługuję na coś lepszego, nie na niego, kogoś, kto mnie nie słucha, nie widzi, nie czuje. A skąd mogłam wiedzieć, że nagle się zmieni? To nie takie proste. Ale nawet gdyby, myślałam sobie, ja już nie chcę z nim być, przechodzić kolejny raz tego samego. Bo ktoś, kto się wycofał czy zdradził raz, zrobi to i później jak poczuje się pewnie. A i to była też forma zdrady. On zdradził mnie ze swoimi bolączkami, ze swoimi problemami, z zajęciem, które miał. Mnie już nie było w jego życiu, nie myślał o mnie. To też forma zdrady… Niejedno ma ona oblicze.

    I tak dni, tygodnie mijały. Ja byłam z kimś innym, on walczył o mnie. W końcu uległam. Tak, uległam, licząc że “on się poprawi”, “że teraz mu zależy, więc może i mnie zacznie w imię tego co było”. Otóż nie zaczęło. Ogień nie wrócił. No może tylko w kłótniach. Ból, pretensje, żal gdzieś tam głęboko się ukryły. Poczucie odrzucenia zostaje na zawsze.
    Ja się czułam odrzucona, niekochana. Potem on. Ty teraz też miewasz sprzeczne emocje… I na wspomnieniu dobrego i złego, na wzajemnych emocjach chcieliśmy zbudować piękny dom. Nie zbudowaliśmy. Było naprawdę coraz gorzej.
    Aż ja się wyprowadziłam, jak wiesz… Teraz to ja go odrzuciłam. Kolejny dzień on nie daje znaku życia choć spróbowałam. Dziś ostatni raz…

    A zaczęło się właśnie od poczucie odrzucenia, zaniedbania, tumiwisizmu tak zwanego. Dalej już nie dało się tego zatrzymać.

    Choć Tobie życzę jak najlepiej:)

  373. Więc właśnie.Totalna racja.Jakbyś mnie opisywała.Miałem nadzieję ze wyjde z walki zwycięsko ,że dam rade ,tylko nie dałem rady unieśc całej reszty poza chorobą no i stało się jak się stało.
    Miałem nadzieję ze zrozumie,że wytrwa i dalej pójdziemy razem.
    I na nadziejach się skończyło.
    Dałem ciała Justa……..

  374. Każdy z nas na pewnym etapie dał. Wiem, że pisanie Ci “dobrze, że choć zdajesz sobie z tego sprawę” niewiele da. Bo tu nie chodzi o samoświadomość (choć ona pomaga dalej nie popełniać tych błędów) niewiele daje, jeśli chce się wrócić.. Tu chodzi już tylko o uczucia tej drugiej strony, o jej chęć, o jej siłę, wiarę, nadzieję…
    Z doświadczenia wiem, że jak przestaję widzieć swoją przyszłość z drugą osobą, to jest koniec. Oby Twoja dziewczyna nie poczuła się tak jak ja wtedy, na tyle samotna, opuszczona, że już widzieć tę Waszą przyszłość przestała..

  375. Poczuła,z pewnością poczuła.Ja przez rok nie bylem w stanie nic robić.Chemia mnie dowaliła tak że albo spałem albo zy…. wymiotowałem.

  376. Trzymajcie się dzielnie.
    Może wieczorkiem zajrze,a teraz jade się napić.Zobaczymy …..

  377. Otóż wszyscy po trochę macie racji…jednak nie rozumiem Justa jednej rzeczy. Twój gość cię odrzucił z zupełnie innych powodów niż Artur odrzucił swoją panią. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak się czuje człowiek po chemii, ale myślę że to go w 100% usprawiedliwia. Ludzie leczący się na różne schorzenia potrafią miesiącami leżeć w łóżku. On wymiotował i spał i nie widzę nic dziwnego w tym, że nie miał ochoty w tym czasie na różne chocki klocki…pozdrawiam.

  378. No pewnie że racja. To jego usprawiedliwia. Ale ona i tak poczuła się odrzucona, bo nie była w tej sytuacji i nie rozumie i nigdy nie zrozumie czegoś ktoś, kto tego sam nie przeżył. Takie jest moje zdanie. Ona patrzyła ze swojego punktu widzenia, nie z jego.

  379. Hej wszystkim

    Artur faktycznie, być może ona nie rozumiała w jakiej ty jesteś sytuacji… wiedziała, ale nie rozumiała. Albo miała Ci za złe, że chce Cie jakoś wesprzeć a Ty jej w tym nie pomagałeś. Próbowałeś użyć słów, że w takich chwilach człowiek raczej myśli o śmierci niż o czymkolwiek innym, że nie chciałeś żeby to przeżywała, że nie chciałeś jej martwić, pokoloryzuj trochę 🙂

    Justa, to widzę, że sytuacja się u Ciebie dosyć często zmieniała, raz w jedną raz w drugą stronę. Ty albo pomagasz takim sytuacjom albo hmm… nie wiem. Może warto pomyśleć o ustabilizowaniu w końcu tej Twojej sytuacji, na tak albo na nie. 🙂

  380. Witam w ten deszczewy dzień.
    Niestety Edzia-już nie ma co koloryzować.Kontakt tak zanikł , że już go prawie nie ma.
    Pewnie za pare dni lub tygodni napisze smsa czy zyję albo jak wyniki i wszystko.
    Mi się zdaję ,że Justa ma troche racji,lecz mam podejrzenia , że szukała na boku jakiegoś pocieszyciela.Jeśli nie do łóżka i dla zdrady fizycznej to adoratora , który mogł stanąć na wysokości zadania i zdaje mi się , że działo się to jeszcze przed tym jak mnie zostawiła.
    Źle mi , naprawde źle , że to nie ja bylem tym żwawym i żyjącym człowiekiem , który mógł jej zapewnić poczucie kobiecości i tego że jest obok facet,ale z drugiej strony mam ochotę na nią nawrzeszczeć-tylko cholera wcześniej żadko to robiłem o ile wogóle.
    Ja już w pracy,świat po tym wszystkim jednak istnieje a ja siedze , tęsknie za kimś kogo nie ma,potrzebuje jej żeby się tym podzielić i dać jej siebie i dziadzieje nie kożystając z tego życia wcale.

  381. Dzień dobry bardzo.
    Chciałam opowiedzieć o mojej historii-która nie powinna spotkać nikogo. Byłam z facetem 6 lat (rok starał się o mnie zanim zdecydowałam się z Nim być). W zeszłym roku zabrał mnie do Rzymu…i oświadczył się. Niespodziewanie i z własnej woli. Mimo że jesteśmy tak strasznie różni idealnie pasowaliśmy do siebie-ja mocno stąpająca po ziemi-On Piotruś Pan-uwielbiany przez wszystkich. Pokazał mi inny świat-zachwyciłam się nim. Po 6 latach związku i 8 miesiącach nażeczeństwa, 4 miesiące przed ślubem przyjechał do mnie i powiedział, że nie potrzebna Mu stabilizacja i bije się od kilku miesięcy z tą myślą. Powiedział, że nie umie docenić tego jak bardzo dobra jestem dla świata…i odszedł.
    Wiem, że powrotów nie będzie. Nie ma takiej opcji. Powiedział że spotkał w pracy dziewczynę która Mu się spodobała-że nic nie było między nimi-ale że to nie w porządku skoro jest w stanie spojrzeć na inną kobietę.
    Mam świadomość że to dzieciak, że nie cieszy Go nic prócz zabawy, a pracę musiał Mu tata znaleźć. Taki duży chłopiec lubiący ładnie się ubrać i poimprezować. Ale mimo tego wszystkiego-zakochałam się w Nim.
    Nie minął tydzień-jadę na psychotropach, wczoraj byłam u psychologa i na hipnozie. Niewiele to daje. Najbardziej wstyd mi przed światem-choć to nie ja zawiniłam. Nie umiem płakać-zemści się to na mnie jak nie wyrzucę tego z siebie. Najgorsze jest to że muszę odwołać fotografa, suknie…Nikt Go nie zmuszał do oświadczyn..więc czemu to się stało?
    Potrzebuje kogoś kto wytrzaskałby mnie po twarzy, powiedział jak żyć i obiecał że nic nie dzieje się bez przyczyny.
    Aniele mój-ja wierze wciąć w Ciebie-pilnuj mnie bym dała sobie radę.

  382. Witaj Janis.
    Bardzo dobre miejsce znalazłaś.
    Za to,czy wytrzaskanie i pomoc będzie skuteczne nie moge gwarantować,lecz zawsze można tutaj z siebie zrzucić pare kilo zaległych emocji.
    Bardzo dobrze,ze odrazu zajęłaś się powrotem do “normalności”.Nie wiem,czy psychotropy to jest droga,ale wizyte u psychologa pochwalam,tym bardziej jak nie masz komu się zwierzyć.
    A co do “Twojego”-na szczęście już byłego- Piotrusia Pana,to coś mi się widzi,że dobrze się stało.
    Pomyśl co bys zrobiła jakby Ci wyciął taki numer po ślubie i gdy pojawiłyby się dzieci?
    Myślisz,że by mu zabawa wywietrzała z głowy?
    A czy dasz sobie rade?DASZ.Mnie już trzyma pare misięcy,i też wątpie że sie w końcu naprostuję,ale jest tutaj pare osób , ktore mi czasem włożą coś mądrego do głowy i już nie czuje sie taki mały.

  383. Wiecie co jest najgorsze w tym wszystkim?Litość ludzka, oczy pełne żalu. Chcę normalnych rozmów-nie daję sobie czasu na żałobę (co jak twierdzi psycholog jest błędem) . Nie chcę pytań i pocieszeń. Nie umiem rozmawiać z nikim o tym co się stało.
    Zastanawiam się nad zemstą. Ale wątpię czy będę w stanie. Mogę sprawić, że zamkną Jego rodzicom restauracje-wiem o rzeczach które nie powinny dla ich dobra wyjść na światło dzienne. Tylko, że ja złości nie czuję. Ani kszty.

  384. Sądze,że zemsta jest najgorszym wyjściem.
    A co do przezywania żałoby,to pani psycholog ma w stu procentach racje.Jeśli teraz jej nie przeżyjesz i nie pozwolisz sobie na to , to z pewnością Cie to dopadnie później.
    Każda sytuację trzeba przezyć na bierząco-i ja wiem o czym mówie.Nie później,nie kiedyś teraz i tu!

  385. Janis, tragiczna historia.. ale spójrz na to tak: To, co Cię pociągało, to w czym się zakochałaś, to również Cię zostawiło. Tak właśnie jest z tymi typami człowieka…. Zimny drań, lekki sposób bycia, błaznowatość, roztrzepanie itd. przyciągają.. przyciągają dlatego, śmiem twierdzić, ludzi, którzy chcieliby podświadomie tacy być, a nie są, ludzi, którym brakuje tego pierwiastka. Pociąga odmienność. Ale nie zawsze się okazuje, że ta odmienność nam służy (u mnie też odmienność, brak porozumienia, zrozumienia zawiniły – tak, to naprawdę intensywny, skomplikowany związek był, Edziu…).
    Tak, wina nie jest Twoja, niemniej fatum się ciągnie za Tobą. I to tylko dlatego, że zaufałaś… Wiem, że w takiej chwili, choć się mówi “wina nie moja”, to i tak w głębi człowieka siedzi jakiś chochlik co podpowiada np. “mogłaś być mniej dobra”, “mogłaś być bardziej szalona, żeby go przytrzymać”… Gdybyśmy nie czuli się winni, to by nas tu nie było.. Taka prawda. Bo człowiek, który nie może się pogodzić z odejściem kogoś, który cierpi, właśnie czuje się i urażony, i winny. Jeśli mija poczucie winy – słońce wychodzi znowu, zaczynamy myśleć, że stać nas na więcej i w sumie dobrze się stało, bo mamy przed sobą nowe możliwości.
    Wiem też, że ciężko Ci bez niego. Nie umiem sobie jeszcze wyobrazić takiego stażu związku… i nagłego rozstania. Przyzwyczajenie boli, jak to napisał wcześniej Artur. Ale ono mija. Daj mu czas.. Nie wściekaj się na siebie, że cierpisz, bo przecież masz prawo. Wcześniej tu “znajomi po rozstaniu” pisali co należy robić, żeby mniej myśleć o nim. Otóż myśleć o czymś innym. Czytać, pisać, rozmawiać z ludźmi, robić cokolwiek, co najmniej lub wcale nie kojarzy Ci się z nim. Wiem, że po długim czasie, byciu razem to trudne… No to znajdź nowe zajęcie! Całkiem nowe. Choćby szkicowanie drzew, cokolwiek.
    I kochaj siebie. Kochaj siebie i szanuj. Cierpieć musisz, ale z miłości do siebie (bo on wart jej nie był) postępuj tak, by jak najmniej siebie dobijać.
    A ta dziewczyna, co spodobała mu się… Cóż, ja tu widzę głębsze dno. To, że z kimś jesteśmy, nie znaczy, że nie podobają nam się inni ludzie. Dalej podobali i podobać mi się będą przystojni faceci i nie oszukujmy się, że chłop w związku się nie obejrzy za nogami w mini. To musiało być coś więcej niż zwykłe “spodobanie się”. Może nie chciał Cię martwić, mówić więcej, dobijać Cię. No ale jak tu się nie załamać..
    A te wszystkie formalności co masz do załatwienia. Nie bądź głupia, poproś o pomoc przyjaciół, rodzinę. Podzielcie się obowiązkami albo w ogóle rozdziel je na bliskich. I załatwić to jak najszybciej! Żeby już nie było żadnego ogniwa łączącego.

    A Ty bądź wdzięczna niebiosom, że, mimo iż po tylu latach, to jego otrzeźwiło przed ślubem i zrozumiał, że to nie to, że nie da Ci szczęścia. Bo jeśli on by nie był spełniony, to Ty też. Nic, naprawdę nic, nie dzieje się bez powodu.

    Jestem z Tobą:)

    Z Tobą, Arturze też. Pewnego dnia słońce zaświeci nam wszystkim tak, jak powinno:)

  386. Wszystko jest stłumione-może to dzięki lekarstwom a może dzięki mojej psychice.
    Nie kłócę się ze światem. Czuję się jak “praktyczna maszyna” – siedzę nad projektami udając, że życie toczy się dalej. Udając. Chcę mięć pewność że ktoś w życiu jeszcze raz mnie zachwyci i pokaże świat jakiego nie znam.

  387. Z pewnością zachwyci.Może nie jutro,może nie za miesiąc,ale zachwyci i Ty zachwycisz jego.
    Dobrze,że postanowiłaś coś konkretnego,czyli , że powrotów nie bedzie.O jeden dylemat mniej.
    A uczuć nie tłamś w sobie,nie zabijaj i nie udawaj maszyny do życia,bo to się odbije napewno.
    Jak się tak zawziąłem na czas leczenia i nikt by nie poznał(może poza wyglądem) , że jest źle.Potem to sie odbiło po wielokroć.
    Nie udawaj i nie tłum w sobie niczego!!!!!!

  388. Zastanawiam się nad klinem. Czy szybki powrót do życia towarzyskiego będzie miał rację bytu.

  389. Życie towarzyskie owszem.Dla każdego coś miłego:)
    Lecz , czy klin pomoże skoro tak mocno kochałas tamtego?Czy nie zrobisz “klinowi” potem takiej samej krzywdy jak Twoj były zrobił Tobie?

  390. Chciałam jeszcze tylko napisać o dwóch rzeczach:
    Pierwsza to ta, że 2 lata temu Piotruś Pan dał mi nieźle po dupie. Chciał odejść. Poprosiłam by tego nie robił – miałam zmienić się dla Niego-i zrobiłam to. Spełniłam punkt po punkcie każde żądanie.
    Nie docenił tego. On się nie zmienił. Siłą manipulacji potrafił powiedzieć że białe jest szare, a czas nie istnieje tylko człowiek jest w ruchu. Po kilku tygodniach odkryłam powód dla którego chciał odejść-zdrada. Bolało. Do tej pory to boli. Nie rozstaliśmy się. Teraz mam za swoje.
    Chyba już nigdy nie odważę się przyjąć oświadczyn. Nie czuję takiej potrzeby. Nie mogłabym…

  391. Minął dopiero tydzień,więc nie mów “nigdy”.
    Z czasem Piotuś Pan wyleci Ci z głowy,potem znajdzie się ktoś od kogo będziesz chciała usłyszeć te same slowa lecz inaczej wypowiedziane…
    Ja uważam , że zdrade można wybaczyć,tym bardziej cielesną.Ale tylko wtedy jeśli ktoś chce tego wybaczenia a nie jeszcze warunki stawia.