Osiem sposobów na ułatwienie sobie życia i więcej radości. (cz.2)

5. Śmiej się codziennie

Codzienny śmiech odświeży twoją perspektywę i na nowo rozpali dziecięcy entuzjazm, który możliwe, że utraciłeś. Większość z nas jest zbyt zajęta by się śmiać i zbyt poważna by się uśmiechać. Zagubiliśmy się we własnym poczuciu ważności. Zapomnieliśmy w jak sposób dbać o dziecko, które jest w nas i aż przebiera nogami by trochę poszaleć. Nie zapominajmy, że dzieci są po to by nas, dorosłych, czegoś nauczyć. Obserwuj dzieci. Ucz się od nich, bo posiadają naturalną mądrość. Dzieci przypomną ci, że jeśli dziś się nie śmiałeś, nie przeżyłeś w pełni tego dnia.
Dziś rano miałam okazję obcować z bandą maluchów (2-3 lata), których uczę angielskiego. Po zajęciach miałam dokładnie takie same refleksje. Dzieci są naturalne, choć niestety już w tym wieku widać jak na dłoni przekonania i schematy wpojone przez dorosłych. Ale mimo wszystko, dzieciaki bawią się, mają radochę z przewracania się, turlania i skakania. Jednocześnie są bardzo bystrymi obserwatorami, i choć ich logika jest inna niż nasza „dorosła”, warto ich słuchać. Warto też dbać o swoje wewnętrzne dziecko, choć na ten temat szykuje się osobny wpis…

6. Sprzedaj telewizor

Czy możesz pokazać co dostałeś w zamian za cały ten czas poświęcony pudełku mieszkającemu w twoim mieszkaniu? Zastanów się nad tymi wszystkimi godzinami, dniami, tygodniami i miesiącami spędzonymi przed szklanym ekranem, czy spowodował on polepszenie jakości twojego życia? Owszem, telewizja ma do zaoferowania wiele wartościowych programów, ale nie warto stawać się jej niewolnikiem. Nie trać najlepszych lat swojego życia na siedzenie na kanapie przed ekranem.
Telewizji nie oglądam od 2 lat. Jest mi z tym wspaniale. I za każdym razem, gdy mam okazję popatrzeć chwilę w telewizor, umacniam się w przekonaniu, że to był dobry wybór. Z drugiej strony, w moim domu jest inny przedmiot, którego staję się (jestem) niewolnikiem…Chodzi oczywiście o urządzenie, dzięki któremu piszę teraz ten tekst – komputer. Przyznaję, czasem czuję się trochę zniewolona i mam nadzieję kiedyś pokonać to uzależnienie. Jednak w porównaniu z telewizją, komputer daje możliwość aktywnego kreowania i o ma do zaoferowania o wiele większe spektrum treści. Tak czy inaczej, nie dajmy się maszynom!

7. Odkryj ciszę

Milczenie/cisza jest złotem. W tych wariackich czasach, w jakich żyjemy, przeciętna osoba nie spędza nawet godziny miesięcznie w ciszy. A przecież cisza nas odnawia, relaksuje i daje przestrzeń na refleksję dotyczącą tego, w jaki sposób żyjemy i jak można coś zmienić, póki nie jest za późno. Wytwórz sobie nawyk codziennych „przerw na ciszę”. Jeśli pracujesz w biurze, zamknij drzwi na 10 minut, zamknij oczy i po prostu bądź w ciszy. Na początku będzie trudno, ale po kilku dniach zauważysz, że czujesz się spokojniejszy i radośniejszy niż dotychczas.
„Na początku będzie trudno”…oj tak, wbrew pozorom cisza może być nieznośnie trudna. Przede wszystkim dlatego, że nasz „nowoczesny” umysł jest przyzwyczajony do ciągłego zajmowania się czymś, analizowania i paplania. W związku z tym, gdy braknie bodźców zewnętrznych, zaczyna się wewnętrzna paplanina, przed oczami przebiegają tysiące obrazów przy wtórze chaotycznych głosów. Oczywiście, jednym będzie łatwiej, innym trudniej przejść przez ten etap, ale jest to zdecydowanie do zrobienia. Że warto, to chyba nie muszę podkreślać 🙂

8. Jedz mniej

Benjamin Franklin kiedyś powiedział „aby przedłużyć swe życie, zmniejsz posiłki”. Jednak żyjąc w czasach nadmiernej konsumpcji, zapominamy o tej prostej radzie. Jedzenie mniej sprzyja zdrowemu organizmowi, odpowiedniemu poziomowi energii i dłuższemu życiu. Jest to również jeden z najlepszych sposobów budowania samodyscypliny, ponieważ uczysz się nie poddawać każdemu najmniejszemu impulsowi by coś przekąsić. Zamiast tego wzmacniasz swoją siłę woli i robisz to, co postanowiłeś.
Jak to jeść mniej i mieć więcej energii? Przecież mama zawsze powtarzała „jedz dużo abyś miała dużo energii”…tylko dlaczego jeśli zjem dużo wcale nie czuję energii do życia, a raczej nieodpartą chęć na drzemkę…? No właśnie, jemy o wiele za dużo. I nie chodzi oczywiście o głodzenie się, ale o to by nie podjadać, nie opychać się czekoladą/ciasteczkami czy czymkolwiek co w siebie wrzucasz na przykład pod wpływem stresu. A stres można przecież redukować na milion innych, o wiele zdrowszych sposobów. Jedynie nawyk powoduje, że sięgamy po czekoladę. Jedynie brak wsłuchania się we własny organizm powoduje, że dokładamy sobie na talerz jeszcze jedną porcyjkę. Zrób kiedyś eksperyment: gdy zjesz to, co masz na talerzu, niezbyt pospiesznie, zatrzymaj się na chwilę. Jeśli przez minutę wytrzymasz bez dokładania sobie jeszcze czegoś pysznego, poczujesz, że tak naprawdę twój organizm nie ma już ochoty na więcej. Wystarczy go posłuchać. A gdy słuchamy organizmu, on nam się przepięknie potrafi odwdzięczać 🙂